Wszechświat jest tylko drogąTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

PRZEDMOWA do drugiego wydania. Kolejny etap drogi

WSTĘP. Droga przez Wszechświat

REKOLEKCJE I. USPRAWIEDLIWIENIE WSZECHŚWIATA

POTRZEBA USPRAWIEDLIWIENIA

WSZECHŚWIAT I MYŚL

Zamyślenie

Zawrót głowy

Kosmos i mity

Milczenie Kosmosu

Świat wartości

Wartość nauki i Wszechświata

WSZECHŚWIAT I CZŁOWIEK

Początki giną w mroku

Czy łatwo wyprodukować życie?

Genesis ducha

WSZECHŚWIAT I CZAS

Filozofia zegarka

Przyszłość jest bałaganem

Pociecha w statystyce

Tajemnicy czasu ciąg dalszy

Historia i świadomość

WSZECHŚWIAT I EWOLUCJA

Horyzonty ewolucji

Ewolucja mechanistyczna

Ewolucja prawdopodobieństw

Ewolucja kosmiczna

Ewolucja i moralność

Ewolucja i społeczeństwo

Wszechświat i Sens

ROZWAŻANIA O STWORZENIU

STRATEGIA PYTAŃ

Arché mojego losu

Język myśli i język istnienia

Konieczność i tajemnica

Usprawiedliwienia Wszechświata

Usprawiedliwienia historii

Usprawiedliwienia ludzkiego istnienia

Usprawiedliwienie zmęczenia

REKOLEKCJE II. ROZMOWY W NOCY

REKOLEKCYJNE ZAMYŚLENIE (Wstęp do pierwszego wydania)

ROZWAŻANIE 1. WSZECHŚWIAT TWÓRCZY

Rozmowa w nocy

ROZWAŻANIE 2. DELIKATNE ZESTROJENIE

Pięć wróbli

ROZWAŻANIE 3. ZWIĘDŁY LIŚĆ

Żona siedmiu braci

REKOLEKCJE III. POZA BEZPOŚREDNIOŚĆ

BEZPOŚREDNIOŚĆ

DZIEŃ 1

Jak żyć?

Dzieło sztuki

Realizm Dobra

DZIEŃ 2

Poza bezpośredniość

Horyzont ludzkiej historii

Wina

DZIEŃ 3

... co gwiazdy porusza i słońce

REKOLEKCJE IV. WIELKI NIEZNAJOMY

TEN, KTÓRY JEST

Mądrość życia

Pokój jak rzeka

Rozsunąć ściany swojego domu

Okrucieństwo Boga

Wielki Nieobecny

Dwie rozmowy

Przypisy

Projek okładki: MARIUSZ BANACHOWICZ

Opieka redakcyjna: ELŻBIETA KOT, AGNIESZKA RUDZIEWICZ

Adiustacja: ANASTAZJA OLEŚKIEWICZ

Korekta: BARBARA GĄSIOROWSKA

Łamanie: JAN SZCZUREK

ISBN 978-83-7886-358-8

© Copyright by Michał Heller & Copernicus Center Press, 2018

Wydanie drugie (pierwsze w tej edycji)

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Przedmowa do drugiego wydania

KOLEJNY ETAP DROGI

Od ostatniego wydania tej książki upłynęło sześć lat. W skali historii Wszechświata to ciągle ta sama chwila, ale w skali rozwoju nauki o Wszechświecie jeżeli nawet nie nowa epoka, to w każdym razie jej wyraźna zapowiedź. Zarejestrowanie fal grawitacyjnych, powstałych na skutek zderzenia się ze sobą dwu czarnych dziur, nie tylko zadziwia kunsztem predykcji, wynikającej z ogólnej teorii względności i wręcz niesamowitą dokładnością techniki pomiarowej, ale stanowi również początek nowego rozdziału w dziejach badania Wszechświata – początek jego eksploracji przy pomocy fal grawitacyjnych. A dalsze przepowiednie teorii względności – którym po dotychczasowych sukcesach możemy spokojnie zawierzyć – są niezwykle obiecujące: jeżeli zderzające się czarne dziury są źródłem fal grawitacyjnych, to o ileż bardziej potężnym ich źródłem musiał być sam Wielki Wybuch? Ciarki przechodzą na myśl, że może kiedyś uda się „zobaczyć” Początek, lub w każdym razie początek obecnej fazy historii Wszechświata.

Im więcej wiemy o Wszechświecie, tym bardziej nasza droga przez Wszechświat staje się fascynująca. Jakżeż dziś odległe wydają się czasy, gdy Wszechświat można było traktować jako zbiór kawałków materii („ciał materialnych”), układających się w różne konfiguracje dzięki czysto mechanicznym oddziaływaniom. Przez taki mechaniczny Wszechświat człowiek musiał sobie torować drogę z nie mniejszym trudem niż dziś, ale ze swoją świadomością i swoimi problemami czuł się zapewne jeszcze bardziej wyobcowany w ogromie Wszechświata niż my obecnie. W świecie kawałków materii świadomość była całkowicie „nie na miejscu”, podczas gdy dziś nasza myśl nie jawi się już czymś tak obcym w strukturze Całości. Wszak ze Wszechświatem komunikujemy się obecnie bardziej teoretyczną myślą niż bezpośrednim dotykiem i właśnie ten kontakt pozwala nam doświadczać racjonalności Wszechświata. Gdy nasza świadomość, ze wszystkimi jej uwikłaniami w zewnętrzny świat i świat własnych zapętleń, styka się z problemem racjonalności Wszechświata, zamienia go w problem sensu. Już nam nie wystarczy, że Wszechświat można racjonalnie badać, my chcemy wiedzieć, czy to wszystko zmierza do sensownego celu. I to głównie z tym problemem zmagamy się, idąc naszą drogą przez Wszechświat.

 

Sześć lat, jakie dzieli obecne wydanie tej książki od jej poprzedniego wydania, jest chwilą w historii Wszechświata, ale już znaczącym odcinkiem na naszej drodze. Jak długo idziemy przez Wszechświat, tak długo on nam głosi swoje kosmiczne rekolekcje.

Tarnów, 11 listopada 2017 roku

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

DROGA PRZEZ WSZECHŚWIAT

Na początku była gorąca plazma – mieszanina cząstek elementarnych i promieniowania w tak wielkich ciśnieniach i temperaturach, że właściwie trudno mówić o indywidualnych cząstkach i kwantach promieniowania. Ale w miarę wszechobejmującej ekspansji ciśnienia i temperatury spadały, a w niemal bezpostaciowej plazmie zaczęły się pojawiać zarysy pierwszych struktur: kwarki łączyły się w protony i neutrony – budulce przyszłych jąder atomowych. Tak zaczęła się moja historia. Była ona z pewnością poprzedzona prehistorią, ale utkaną z tak wielu znaków zapytania, że lepiej pozostawić ją w mrokach początku.

Gdy historia Wszechświata liczyła sobie kilka minut (niewyobrażalnie wiele w tamtej skali czasu), temperatura opadła na tyle, że protony i neutrony mogły łączyć się w jądra najprostszych pierwiastków chemicznych, głównie wodoru i helu. Tych kilka pierwszych minut było kluczowe dla mojej historii – to wówczas zapadły pierwsze decyzje dotyczące przyszłego składu chemicznego Wszechświata. Bardziej złożone struktury, nawet dużo prostsze od struktury białka, były jeszcze ciągle tylko możliwościami zawartymi w prawach przyrody, ale gdyby nie te możliwości, Wszechświat na zawsze pozostałby jałowy.

Potem historia toczyła się coraz wolniej, jakby bardziej ociężale. Po kilkuset tysiącach lat promieniowanie przestało oddziaływać z cząstkami elementarnymi, skutkiem czego protony miały szanse wyłapać elektrony i utworzyć atomy wodoru. Ale powstanie galaktyk z pierwotnych, małych zaburzeń gęstości wymagało już miliardów lat. W galaktykach rodziły się gwiazdy i w swoich wnętrzach przepalały wodór na cięższe pierwiastki. Droga od wodoru do węgla, pierwiastka, na którym oparta jest chemia organiczna, także nie była prosta. Ciąg reakcji jądrowych, niezbędnych, by pokonać tę drogę, wymagał specjalnych warunków fizycznych – ciśnień i temperatur. Gwiazdy rodzą się, ewoluują (spalając swoje paliwo jądrowe) i umierają w spazmach, które kończą się gwałtownymi wybuchami. Z prochów jednych gwiazd rodzą się następne. Potrzeba było kilku generacji gwiazd, aby wodór mógł się przekształcić w węgiel. To był ważny krok w kierunku powstania życia.

Materia kosmiczna okazała się płodna. Potrzeba było tylko odpowiedniej niszy, by chemia organiczna, chemia związków węgla, przekształciła się w biochemię. Spazmy rodzenia się gwiazd często prowadzą do powstania układów planetarnych. Grawitacyjna pępowina łączy młode planety z macierzystym słońcem, a prawa fizyki rzeźbią ich powierzchnie w odmienny sposób niż w gwiazdach. Możliwości jest bardzo wiele, ale tylko wąski przedział fizycznych parametrów umożliwia dalszy ewolucyjny postęp.

Ziemia powstała około 4,5 miliarda lat temu. Ostatni wspólny przodek wszystkiego, co żyje, zwany przez biologów LUCA (Last Universal Common Ancestor), pojawił się na Ziemi 3 miliardy lat temu; pierwsze rośliny – 0,5 miliarda lat temu; pierwsze ssaki – 225 milionów (już tylko milionów!) lat temu; Homo sapiens – 0,2 miliona lat temu. A Jezus Chrystus żył na Ziemi 0,002 miliona lat temu.

Historia biologiczna wydała z siebie historię człowieka – historię narodów i społeczeństw, wojen, ale także filozofii, nauki, literatury i sztuki (również zabijania), historię sukcesów i porażek, dobra i heroiczności, lenistwa i zła.

Nasze Słońce ma jeszcze zapas paliwa jądrowego na około 5 miliardów lat. Potem wybuchnie i zamieni się w białego karła. Na długo przedtem życie na Ziemi będzie musiało umrzeć śmiercią naturalną.

*

Jeżeli jestem chrześcijaninem – naprawdę, a nie tylko w sensie quasi-intelektualnej ozdoby tradycyjnych nawyków – to wierzę, że Wszechświat, który z takim mozołem, ale i poświęceniem badamy, nie jest całą rzeczywistością. Ta Inna Rzeczywistość niekoniecznie rozciąga się gdzieś poza naszym Wszechświatem („gdzieś” jest przecież kategorią przestrzenną, a przestrzeń należy do naszego Wszechświata); raczej przenika ona nasz Wszechświat, ale w jakimś sensie poza Wszechświat wykracza – transcenduje, jak mówią filozofowie. Nie będziemy się tu jednak silić na wielką filozofię. Raczej po prostu stańmy na progu Tajemnicy.

Jeżeli tak na to spojrzymy, to nasze życie jest tylko drogą przez Wszechświat. Rozpad na pierwiastki chemiczne i ich ponowne włączenie w ewolucję Wszechświata nie jest moim końcem, lecz tylko etapem.

*

Przez Wszechświat podróżuje się nawet, gdy się o tym nie wie. Bo można nie wiedzieć: gdy głowę do tego stopnia zajmie się innymi „sprawami”, że nie ma już miejsca na myślenie. Wówczas Wszechświat niesie człowieka tak, jak nurt rzeki unosi przypadkowo wrzucony do niej kawałek patyka. Z perspektywy patyka, kręconego przybrzeżnym wirem, nie widać ujścia rzeki, w którym łączy się ona z oceanem.

Żeby nie dać się zredukować do roli patyka, trzeba od czasu do czasu zrobić w swojej głowie miejsce na myślenie. To właśnie nazywam rekolekcjami. Mogą to być rekolekcje w sensie tradycyjnym, z modlitwą i religijnymi rozważaniami, ale mogą to także być rekolekcje w szerszym znaczeniu – wyłączenie kilkunastu chwil z codziennych spraw i zwrócenie myśli poza to, czego myśl zwykle bezpośrednio dotyka. W obydwu tych formach rekolekcji książka ta chciałaby pomóc.

Składa się na nią pięć serii rekolekcji, które wygłosiłem (lub napisałem) przy różnych okazjach. Pierwsze dwie serie noszą kolejno tytuły: Usprawiedliwienie Wszechświata oraz Rozważania o stworzeniu. Zdecydowałem się połączyć je w jedną całość pod wspólnym tytułem Usprawiedliwienie Wszechświata. Jest to tytuł książki[1], w której serie te zostały opublikowane. Gdy odprawia się rekolekcje i jeden człowiek doznaje usprawiedliwienia, usprawiedliwia się również Wszechświat. I to wcale nie tylko w jednej swojej mikroskopijnej cząstce, w tym konkretnym człowieku. W sprawach usprawiedliwienia nie obowiązuje zwykła arytmetyka. Nie wiemy, jaki pyłek ostatecznie przeważy szalę.

Usprawiedliwienie uzyskuje się przez odzyskanie sensu. Dlatego w Rekolekcjach I skupimy się na zagadnieniu sensu. Druga część tych Rekolekcji przenosi zagadnienie usprawiedliwienia do kręgu myśli chrześcijańskiej i jest próbą przemyślenia od nowa chrześcijańskiej doktryny o stworzeniu.

Rekolekcje zatytułowane Rozmowy w nocy (Rekolekcje II ) zostały uprzednio opublikowane w książeczce pod tym samym tytułem[2]. Wygłosiłem je w kościele akademickim Świętej Anny w Krakowie w 1991 roku. W tym wydaniu zdecydowałem się zachować napisany wówczas wstęp, choć od tamtych czasów – przecież tak niedawnych – dzieli nas cała epoka. Może dobrze przy okazji porównać siebie obecnego z sobą z tamtego okresu. Czy zmieniłem się aż tak bardzo?

Kolejne rekolekcje wygłosiłem w 1999 roku w Krakowie do pracowników wydawnictwa Znak i „Tygodnika Powszechnego”. Rok potem ukazały się jako tomik zatytułowany po prostu Rekolekcje (w obecnym wydaniu Rekolekcje III ). Jako tytuł dla tej serii wybrałem tytuł jednego z rozważań: Poza bezpośredniość. To sformułowanie, zapożyczone od Leszka Kołakowskiego, uderza trafnością, zwłaszcza gdy się je przywołuje w atmosferze rekolekcji. Bezpośredniość jest często trudną do przebicia otoczką...

I wreszcie seria „Tygodnika Powszechnego”, drukowana w okresie od 21 lutego do 28 marca 2009 roku, pod wspólnym nagłówkiem Rekolekcje wielkopostne (Rekolekcje IV ). I tym razem za tytuł serii wybrałem tytuł jednego z rozważań: Wielki Nieznajomy. Trzeba się przedrzeć przez bezpośredniość, żeby Go dostrzec i rozpoznać.

17 listopada 2011

Rekolekcje I

USPRAWIEDLIWIENIE

WSZECHŚWIATA

POTRZEBA USPRAWIEDLIWIENIA

Gdy Mały Jaś opuści dzień nauki w szkole, potrzebuje usprawiedliwienia, a gdy okaże się, że zamiast na lekcjach polskiego był z kolegami w parku, z usprawiedliwieniem będą kłopoty. Gdy Duży Jan późno w nocy wraca do domu, musi się gęsto usprawiedliwiać przed żoną, ale gdy żona skądinąd wie, że powoływanie się na ważną konferencję to zwykłe wykręty, z usprawiedliwieniem również będą kłopoty.

Usprawiedliwienie to poważna sprawa. Zarówno dla Małego, jak i dla Dużego Jana. Miarą ważności problemów bywa stopień zaangażowania w nie. Gdy ktoś szuka usprawiedliwienia, jest zwykle poważnie zaangażowany. W przeciwnym razie nie zależałoby mu, aby się usprawiedliwiać. Ale są także usprawiedliwienia, których potrzeba wynika z natury rzeczy, nawet wtedy gdy nikt sobie tego nie uświadamia. I to są usprawiedliwienia największej wagi. W tym sensie grzesznik potrzebuje usprawiedliwienia, choćby nawet dobrze mu było z jego grzechami. Szczelina, jaka powstała w najgłębszych pokładach ludzkiej istoty, woła swoim rozdarciem. Ludzkie istnienie jest zagrożone i domaga się, aby ktoś przywrócił mu rację bytu, aby je usprawiedliwił.

W jakim znaczeniu Wszechświat potrzebuje usprawiedliwienia? Badając Wszechświat, w nim samym szukamy racji jego istnienia; chcemy, by sam się usprawiedliwił. Leibnizowska zasada racji dostatecznej, brzytwa Ockhama i wiele innych reguł metodologicznych to tylko różne odmiany postulatu samousprawiedliwienia się Wszechświata. W gruncie rzeczy idzie tu o coś podobnego jak w przypadku Małego i Dużego Jana, z tym że oni musieli uzasadnić swoją nieobecność, a Wszechświat powinien się usprawiedliwić z tego, że jest i że jest taki, jaki właśnie jest.

Ale Wszechświat potrzebuje usprawiedliwienia także w sensie podobnym do tego, jakiego domaga się stan grzesznika. Ślepa bezwładność praw przyrody, ewolucja materii dokonywająca się metodą kosztownych prób i niewybaczalnych błędów, tęsknoty ludzkiego rozumu ulegającego niszczącemu działaniu kosmicznego środowiska – to wszystko woła o usprawiedliwienie. I nie idzie tu tylko o własne dobre samopoczucie: żeby bezsensowną układankę zmusić, za pomocą jakiejś ekwilibrystyki, do wyrażania narzuconego jej wzoru. Idzie przede wszystkim o ocalenie racjonalności. Tej racjonalności, z której wyrasta cała filozofia ludzkości i cała stworzona przez ludzkość nauka. Jeżeli bowiem nie ma usprawiedliwienia dla Wszechświata, nie ma go również dla naszych pytań: poczucie racjonalności jest najbardziej irracjonalną sztuczką spłataną nam przez pozornie tylko istniejące nic.

W tym sensie wszystkie myślowe wysiłki ludzi są jedynie próbami usprawiedliwienia Wszechświata. I dlatego, być może, tytuł, jaki nadałem rozważaniom, którymi obecnie dzielę się z Czytelnikami, jest mało pokorny. Tym bardziej że nie zawierają one żadnej nowej wizji ani żadnej nowej teorii filozoficznej, dzięki której Wszechświat poczułby się bardziej na swoim miejscu. Rozważania te podejmują jedynie wątek, nazywając go po imieniu: jak usprawiedliwić Wszechświat, który nas wyprodukował i do którego należymy?

Wszystkie myśli przedstawione w tej książce mają raczej charakter „refleksji w głąb” niż systematycznego studium. Nie chcę przez to twierdzić, że moje myśli są rzeczywiście głębokie. „W głąb” jest kierunkiem moich intencji, a niekoniecznie wykonania. I z podobnymi intencjami Czytelnik powinien nachylać się nad tymi stronicami. Bo jedno jest pewne – błądząc po powierzchni, niczego nie da się usprawiedliwić.

WSZECHŚWIAT I MYŚL

Zamyślenie

Gdy człowiek przeżywa stan zagubienia, poszukiwanie staje się warunkiem przetrwania. Czasem szuka także ten, kto już posiada – żeby posiadać pewniej. Szukanie jest jedną z najbardziej ludzkich czynności.

Przedstawiam Czytelnikowi tekst czterech konferencji wygłoszonych podczas „Rekolekcji dla poszukujących” w Wielkim Poście 1979 roku. Nie są to ani wykłady naukowe – mimo rozbudowanej „części kosmologicznej”, ani kazania w zwykłym tego słowa znaczeniu – mimo „zastosowań moralnych”. Jest to zamyślenie się nad najważniejszymi sprawami człowieka. Ale zamyślenie się w szerokim kontekście tego, co współczesna nauka mówi o miejscu człowieka we Wszechświecie.

 

Każde szukanie zaczyna się od zamyślenia.

Zawrót głowy

Idę ulicą mojego miasta. Przedwieczorny spacer, zasłużony wypoczynek po całodziennym zmęczeniu. Znam tu każdy kąt. Wiem, jaką wystawę minę za rogiem. Przechodnie... niby obcy, a szczelnie wtopieni w scenerię. Właśnie tacy powinni być. Bezbarwni, zaaferowani swoimi sprawami, ale obecni; nieznajomi, choć dobrze znani. Czuję się jednym z nich. Grawitacja mocno trzyma mnie na Ziemi.

Muszę być jednak nieco zmęczony, bo lekko kręci mi się w głowie. Kontury mego miasta rozmywają się. Ono samo przestaje być ważne. Planeta wiruje nieustannie. Raz na 24 godziny pełny obrót dookoła swojej osi. Prędkość na równiku 464 m/s. Ziemia – mój dom, mały bąk wirujący w przestrzeni.

Myśli, podobnie jak ciała niebieskiego, nie da się zatrzymać. Raz wprawiona w ruch, nieuchronnie nabiera przyspieszenia. Raz wyszedłszy z ziemskiego zaścianka, uparcie drąży przestrzenie. Już jej nie wystarcza kręcić się wraz ze swoją planetą dookoła macierzystej gwiazdy – Słońca, ze średnią prędkością równą 30 km/s.

Najszybszy sygnał istniejący w przyrodzie, promień światła, poruszając się w pustej przestrzeni z prędkością 300 000 km/s, pokonuje odległość, jaka dzieli Ziemię od Słońca, w ciągu około 8 minut, ale do najbliższej gwiazdy musi podróżować prawie 4 lata i 4 miesiące. Znamy wszakże gwiazdy położone znacznie dalej. Odległości do niektórych z nich dochodzą do 100 000 lat świetlnych. Wszystkie gwiazdy tworzą jeden wielki układ zwany naszą Galaktyką.

Myśl ludzka pokonała te odległości. Znamy dziś dobrze budowę naszej Galaktyki, rozumiemy – i to w zadziwiającej ilości szczegółów – tajniki powstawania i ewolucji gwiazd.

Nocne niebo jest źródłem wielu informacji. Astronomowie i radioastronomowie gromadzą dane, teoretycy tłumaczą je na wzory i rozszyfrowują. Wszechświat ulega twórczej ciekawości człowieka, poddaje się jego zaborczej myśli, uchyla rąbka swoich tajemnic.

Nasza Galaktyka nie jest samotną wyspą w pustym Wszechświecie. Znamy inne galaktyki. Od najbliższej sąsiadki, Wielkiej Galaktyki w Andromedzie, dzieli nas około 2 milionów lat świetlnych. Galaktyki są „wszędzie”; odległości od nich mierzą się milionami i miliardami lat świetlnych. Granice ustanawiają tu tylko możliwości naszych obserwacyjnych instrumentów.

Kosmos i mity

Przyzwyczailiśmy się traktować Wszechświat jako statyczną budowlę, dom, w którym mieszkamy. Tymczasem tak nie jest. Świat jest raczej nadymaną bańką mydlaną, a nasze materialne istnienie przejściowym epizodem w jej strukturze. Według powszechnie dziś przyjmowanej teorii kosmologicznej, stanowiącej najbardziej spójne wyjaśnienie faktów obserwacyjnych, odległości pomiędzy galaktykami rosną, galaktyki oddalają się od siebie z ciągle rosnącymi prędkościami. Wszechświat nadyma się, pęcznieje.

Myśl ludzka wystartowała z ziemskiego podwórka, dziś penetruje już świat galaktyk, przenosi się z prędkością większą od prędkości światła, przenika atomy i układy gwiezdne. I zaczyna pytać o granice swoich możliwości...

Myśl ludzka jest ograniczona czasem. Czas działa na nią destrukcyjnie. W miarę upływania czasu starzejemy się i umieramy. Czas jest wyzwaniem dla ludzkiej myśli.

Ale tak się dziwnie składa, że przezwyciężaniu jednego ograniczenia przychodzi na pomoc drugie ograniczenie. To, że w przyrodzie istnieje ograniczona, maksymalna prędkość przenoszenia informacji – prędkość światła, sprawia, iż myśl ludzka może podjąć wyzwanie czasu, może podjąć próbę spenetrowania historii Wszechświata wstecz. Zasada jest prosta: gdy patrzy się przez teleskop na odległe galaktyki, widzi się je takimi, jakie były miliardy lat temu, wtedy gdy opuścił je promień światła, który obecnie wpada do naszego teleskopu.

Ale sam teleskop nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze dobra teoria. Nie wystarczy patrzeć – trzeba rozumieć, co się ogląda. Z wyników obserwacji, przeprowadzonych za pomocą najnowszych urządzeń technicznych i rozumianych w świetle najbardziej spójnych teorii, wyłania się pewien – dość dobrze zarysowany – obraz kosmicznej ewolucji. Nazywamy go standardowym modelem Wszechświata.

Gdy przez teoretyczne rekonstrukcje standardowego modelu obserwujemy historię Wszechświata wstecz, widzimy, że Wszechświat się kurczy: wszystkie galaktyki niebezpiecznie zbliżają się do siebie, wzrasta ciśnienie i temperatura. Po kilkunastu miliardach lat, licząc od chwili obecnej, wszystkie galaktyki, gwiazdy, planety... zostają całkowicie zgniecione. Wkrótce temperatura i ciśnienie stają się tak wysokie, że nawet atomy, jako złożone struktury, nie mogą już istnieć. Kończy się era galaktyczna w dziejach Wszechświata. Materia roztapia się w promieniowanie. Świat jest teraz wypełniony światłem – falami elektromagnetycznymi, przemierzającymi przestrzeń we wszystkich kierunkach z jednakową prędkością. Tę erę nazywamy świetlną lub promienistą. Trwa ona „krótko”, tylko kilkaset milionów lat.

Teraz zdarzenia dzieją się coraz prędzej, historia świata nabiera przyspieszenia. Następna era, zwana leptonową, trwa zaledwie dziesięć minut. Na początku tej ery temperatura sięga 1010 K (w skali bezwzględnej), a gęstość materii w coraz bardziej ścieśniającym się Wszechświecie przybiera wartość 104 g/cm3. Zapalają się reakcje jądrowe. Te egzotyczne warunki mogą jednak przetrzymać cząstki elementarne zwane leptonami. Nimi jest wówczas wypełniony Wszechświat (stąd nazwa ery). Po dziesięciu minutach (cofając się w czasie), gdy temperatura wynosi 1012 kelwinów, a gęstość 1014 g / cm3, leptony już „nie wytrzymują”. W takich supergęstych stanach stabilne okazują się tylko ciężkie cząstki, zwane hadronami. Era hadronowa trwa tylko kilka tysięcznych sekundy. Powszechne zapadanie się, gigantyczny antywybuch (anty – bo rozważany w czasie wstecz) powinien ściągnąć Wszechświat do punktu, do bezwymiarowego zera. Jednakże na 10-44 sekundy zanim to się stanie, gdy gęstość Wszechświata wynosi 1093 g/cm3, a temperatura 1033 K, załamuje się nasza obecna znajomość fizyki. Możemy już tylko operować hipotezami i domysłami oraz czekać na przyszłą teorię, która być może pozwoli rozszyfrować kolejną miliardową część sekundy dziejów Kosmosu. Niewykluczone, że gdy posuniemy się jeszcze o ten kawałeczek dalej, okaże się, iż załamują się nawet tak podstawowe prawa fizyki, jakimi są zasady zachowania masy i energii, a pojęcia czasu i przestrzeni po prostu tracą sens. Wielu poważnych uczonych przewiduje właśnie takie wyniki przyszłej teorii pierwszych ułamków sekundy kosmicznej historii.

Progowe warunki, poza które nie sięgają przewidywania wynikające z naszych obecnych teorii, nazywa się zwyczajowo warunkami Plancka. Próg Plancka wyznacza kres naszych współczesnych dociekań nad ewolucją Kosmosu. Jest to kres dociekań bazujących na empirii. Ale wyznaczanie granic myśli spekulatywnej oznaczałoby zdradę myśli w ogóle (Whitehead). Właśnie dopiero tu rodzą się znaki zapytania naprawdę interesujące z punktu widzenia naszej egzystencji; znaki zapytania być może szczególnie powyginane, lecz właśnie dlatego zmuszające do łamania sobie głowy nad nimi.

We współczesnej literaturze science fiction znane są wyobrażenia, według których Wielki Wybuch – początek ewolucji naszego Kosmosu, był dziełem jakiejś supergenialnej istoty lub istot, które zabawiły się w pirotechnikę kosmiczną, podobnie jak my bawimy się od czasu do czasu w wybuchy nuklearne. My sami mielibyśmy być rzekomo ubocznym produktem tego rodzaju kosmoinżynierii. Jeśli ktoś traktuje takie kosmiczne mity choć odrobinę bardziej serio niż dobrą zabawę, automatycznie ustawia się w szeregu wyznawców Zeusa, sądzących, że pioruny są bezpośrednim wynikiem działalności bogów.

Milczenie Kosmosu

W nauce obowiązuje pewna taktyka – powiedziałbym mocniej, pewna asceza – od której nie wolno odstąpić. Każde zdyspensowanie się od niej oznacza zdradę nauki. Naukowa asceza polega na nieustannym ograniczaniu się. Już w punkcie wyjścia naukowiec musi ograniczyć się do tego, co da się zmierzyć. Jeżeli istnieją jakieś niemierzalne cechy rzeczywistości (a chyba takie istnnieją, bo jak na przykład zmierzyć moralną wartość jakiegoś człowieka), to od samego początku znajdują się one poza zasięgiem metod nauki.

Ale nauka to nie tylko mierzenie. Wyniki pomiarów służą do sformułowania wyjściowych założeń, potem następuje dedukcja. I tu znowu pojawia się istotne ograniczenie: dedukcja nie może być inna jak tylko matematyczna. Dlaczego? Na to pytanie istnieje właściwie tylko jedna odpowiedź: bo właśnie taka, a nie inna dedukcja daje dobre wyniki. Przyroda w jakimś sensie jest matematyczna: tylko matematyczne rozumowanie jest zdolne przenikać jej tajniki.

Matematyczna dedukcja może prowadzić w bardzo wielu kierunkach. Zaczynając od określonego zbioru wyjściowych założeń, można zbudować wiele różnych modeli matematycznych danej dziedziny rzeczywistości. Tu również trzeba się ograniczyć. Należy porównać teoretyczne modele z wynikami eksperymentów (czyli z wynikami pomiarów) i bezlitośnie odrzucić te wszystkie modele, które „odstają” od wyników doświadczeń.

Postawa naukowca wobec świata to postawa ascety abnegata. Wszystko to, co wykracza poza metodę „pomiarowo-matematyczną”, musi wykraczać poza krąg (ciasnych?!) zainteresowań naukowca. Nowożytne nauki powstały w momencie, kiedy uczeni wpadli na trop tej metody i przestali zadawać przyrodzie pytania, być może ciekawe, ambitne i bardzo pasjonujące, na które nie mogła ona odpowiedzieć, bo nie zostały wypowiedziane w zrozumiałym dla niej języku matematyki.

Tym razem postawa ascetyczna okazała się niezwykle opłacalna. Sukcesy nauk empirycznych w krótkim czasie stały się tak zawrotne i tak trwałe, że ludzie bardzo często zapominają o ascezie, jaka je zrodziła, i wyobrażają sobie, że nauka jest zdolna odpowiedzieć na wszelkie możliwe pytania, z jakimi się tylko do niej zwrócimy. Tymczasem jest to jedno z najniebezpieczniejszych złudzeń. Metoda naukowa świetnie nadaje się do tego – w tym celu została przecież wynaleziona – aby wyciskać z przyrody zawarte w niej informacje. Ale człowiek nie żyje wyłącznie informacjami. Gdyby człowiekowi do życia wystarczał jedynie dopływ informacji, byłby on wyłącznie biochemiczną maszyną do porządkowania swoich elementów składowych.

W centrum najbardziej ludzkich spraw znajduje się nie kategoria informacji, lecz kategoria wartości. Z chwilą gdy maszyna do przetwarzania informacji otwiera się na wymiar wartości, przestaje być maszyną – staje się Człowiekiem.

Nauka milczy o wartościach. Ale nie można mieć o to do niej pretensji, tak jak nie można mieć pretensji do aptekarza, że nie sprzedaje kotłów parowych. Rozważanie wartości wykracza poza kompetencje nauki. Metoda wypracowana przez naukę, skuteczna w dziedzinie zdobywania informacji, jest całkiem bezsilna w dziedzinie ocen i wartości. Jest to bezsilność zasadnicza, wynikająca z istoty metody empirycznej. Niemożność bardziej zasadnicza niż próba zbudowania rakiety kosmicznej za pomocą obcęgów i młotka.

Jeśli się chce metodą empiryczną pytać Wszechświat o wartości, Wszechświat pozostanie milczący.

Świat wartości

Są różne wartości: większe i mniejsze. Za większe jesteśmy gotowi zapłacić wyższą cenę, za mniejsze – niższą. Pewne wartości stawiamy wyżej niż życie. Oznacza to, że jesteśmy gotowi płacić za nie nawet życiem.

Życie człowieka jest wtopione w cały system wartości. Bez niego byłoby kalekie, zdegenerowane do poziomu wegetacji opartej na handlu zamiennymi namiastkami wartości.

Mój stosunek do Boga, do innych ludzi, do własnego istnienia, szukanie sensu tego istnienia... to cała „siatka wartości” wpisująca się w moje istnienie, określająca jego najgłębsze wymiary.

Człowiek chce mieć poczucie własnej wartości. Gdy je traci, to albo szuka ucieczki przed koniecznością myślenia we wszystkich możliwych środkach na bezmyślność, od morderczej pracy począwszy, a skończywszy na alkoholu i narkotykach, albo wpada w kryzys osobowościowy, w którym środki psychiatryczne mogą być tylko drugorzędną pomocą.

Istnieje bowiem doświadczenie wartości. Pojęcie wartości jest widocznie jakoś wszczepione w istotę człowieka, bo tam właśnie – w sobie – je odnajdujemy. I nie tylko samo pojęcie, także postulat, aby do wartości dążyć, chcieć ją osiągnąć. Co więcej, ten postulat (imperatyw) nie jest różny od samego pojęcia wartości. Wartość jest tym, do czego się dąży, i dąży się tylko do tego, co ma jakąś wartość.