Gdy rozerwą się więzy czasu...Tekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Perspektywa trzech kropek

CZĘŚĆ I. KIM ON JEST?

Gwiazdy i prawo moralne

Chrześcijański paradoks nieskończoności

Wielki Nieznajomy

Uczciwość wobec Boga

CZĘŚĆ II. RZECZY OSTATECZNE

Bardzo długo młodzi

Doświadczenie egzystencjalne

Zaniedbana tęsknota

Segregowanie ryb

Za zamkniętymi drzwiami

Teraz nie stąd

Bilet na podróż

Wyobraźnia a życie wieczne

CZĘŚĆ III. DEKALOG

Kamienne Tablice

Cudzy bogowie

Imię

Dzień Pański

Miłość i śmierć

Cywilizacja życia

Znaki na piasku

Ucho igielne

Podpis pod wyrokiem

Dwa przykazania

„A Ja wam powiadam...”

CZĘŚĆ IV. BŁOGOSŁAWIENI

Bogaci, czyli ubodzy w duchu

Śmierć wróbla

Czego nas uczą słońce i deszcz?

Kiedy rozpoczyna się wieczność?

Otwarty pojemnik

Wstępowanie na górę

Pokój czyniący

Przywracanie proporcji

CZĘŚĆ V. INNI

Ostateczne kryterium

Które najważniejsze?

Komentarz do głosu Cieśli

Jedna Droga

Nie ma innej drogi

CZĘŚĆ VI. OKRES ADWENTU I BOŻEGO NARODZENIA

Włókno

Niecierpliwość

Czas jak złodziej

Ręce pełne roboty

Dwie historie

Niedokończona misja

Metoda zaczynu

Uniwersalność Prawdy

Początek i Koniec

Dobrze czyniąc

Inskrypcja z Priene

Rodzina

Cztery epizody

Przyjemna drzemka

Czas nie jest mieszkaniem

Pełnia czasu

Mały traktat teologiczny

Prawdziwe horyzonty

Kaganek i reflektor

Niezbędny warunek

W zamysłach serc

CZĘŚĆ VII. OKRES WIELKIEGO POSTU I WIELKANOCY

Czas Postu

Uczciwe i przejrzyste

Życie naznaczone szczęściem

Czterdzieści krótkich dni

Najdziwniejszy paradoks historii

Zarys odpowiedzi

CZĘŚĆ VIII. RÓŻNE

Pora na żniwo

Gdy rozerwą się więzy czasu...

Uwikłani w dramat

Nad kreską

Rzeki klaszczące w dłonie

List św. Pawła Apostoła do Tarnowian

Wielkie Przesłanie

Dyskrecja Boga

Drzewo Zacheusza

Panny Mądre

Bardzo Wielka Rzecz

Przypisy

Adiustacja i korekta: ARTUR FIGARSKI

Projekt okładki i stron tytułowych: MARTA JASZUK

Fotografia na okładce: © Radek Rymut

Skład: ARTUR FIGARSKI

© Copyright by Michał Heller & Copernicus Center Press, 2021

Wybranych kazań z niniejszego zbioru można posłuchać na stronie internetowej parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Tarnowie: www.maksymilian.diecezja.tarnow.pl

ISBN 978-83-7886-565-0

Wydanie I

Kraków 2021

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://www.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Perspektywa trzech kropek

Praca nad zbiorem kazań bardzo różni się (przynajmniej w moim przypadku) od pracy nad każdą inną książką. Zamysł każdej innej książki powstaje niekiedy miesiącami, projekt dojrzewa, przeobraża się, aż wreszcie daje początek długiej, wytężonej pracy. Książka jest wynikiem systematycznego, choć pełnego zakrętów i nierówności, procesu. Z kazaniami jest całkiem inna sprawa. Często rodzą się z konieczności chwili, ale nawet wtedy, gdy jakiś czas przedtem wiadomo, że kazanie trzeba będzie wygłosić, zwykle chodzi o nie więcej, jak tylko o kilka dni. Książka wypełnia sobą długi okres czasu, kazanie wdziera się w tok codziennych zajęć, wymusza miejsce dla siebie, usuwając inne sprawy na dalszy plan. Sam proces pisania jest na ogół szybki, a myśli do niego zbiera się z dawnych przemyśleń i z tego, co podsuwa bieżąca chwila.

 

Widać to potem z kompozycji dziełka. Zwłaszcza, że moje kazania nie były wygłaszane tydzień po tygodniu, lecz często przerywane różnymi wyjazdami i innymi obowiązkami. Tym razem, może bardziej niż w poprzednich tomikach, starałem się grupować poszczególne rozważania w tematyczne cykle (o Bogu, o rzeczach ostatecznych, Dekalog...), ale i one mają charakter raczej doraźnych refleksji niż zbornej myśli, przewijającej się przez całość. Tym bardziej kazania zgrupowane w pozostałych częściach – nie łączą je jakieś wspólne idee, lecz okresy liturgiczne, w jakich zostały wygłoszone. A część zatytułowana „Różne” jest, jak ten tytuł niedwuznacznie wskazuje, po prostu mieszanką tematów, które nie zmieściły się w innych działach.

Jak dla takiego konglomeratu dobrać wspólny tytuł? W przypadku zbioru luźnych felietonów – a kazania do pewnego stopnia są felietonami – autorzy często dla całości wybierają tytuł jednego z felietonów (tak zrobiłem w przypadku dwu poprzednich tomów). Gdy przeglądałem spis treści tego tomiku, mój wzrok zatrzymał się na tytule: „Gdy rozerwą się więzy czasu...” Tak, ten tytuł coś mówi o całości, mimo że ta całość jest bardzo różnorodna. Na co dzień jesteśmy spętani więzami czasu. Dzień goni za dniem, chwila goni za chwilą. Nawet krótki wypoczynek upycha się gdzieś między obowiązkami. A kazanie – wysłuchane lub może przeczytane – rozrywa ten napięty ciąg i kieruje myśl do obszarów, nad którymi czas nie ma takiej władzy.

Temat czasu zawsze mnie fascynował – jako temat filozoficzny, egzystencjalny, głęboko teologiczny. Świadectwa tej fascynacji można znaleźć rozsiane we wszystkich poprzednich tomikach. Nawet w samych tytułach: 10.30 u Maksymiliana – to przecież wyraźnie wskazana godzina na zegarze; Zakład o życie wieczne – to rozgrywka między czasem a wiecznością; a Daj nam oczy widzące – prośba o wzrok tak przenikliwy, by mógł wznieść się ponad czas.

Gdy rozerwą się więzy czasu... prowadzi ten ciąg refleksji do momentu, w którym nasz czas się urwie, a trzy kropki zawieszą perspektywę na brzegu Nieznanego. Ta perspektywa jest perspektywą wszystkich rozważań w tym tomie.

28 października 2020 roku

Część I

Kim On jest?



Gwiazdy i prawo moralne

W naszej polskiej tradycji ideę Boga dziedziczymy poprzez kulturę, wychowanie, wykształcenie. Oczywiście potem, w miarę intelektualnego dojrzewania, konfrontujemy tę ideę z naszą wiedzą i różnymi rozumowymi argumentami. Staramy się ją racjonalizować. Nasuwa się pytanie: Czy można dojść do istnienia Boga tylko samym rozumem (bez pomocy wiary i religii)?

Trudno jest odseparować argumenty czysto rozumowe od przekonań religijnych, bo człowiek jest jednością i nie jest łatwo wydzielić w nim niezależne od siebie obszary. Ale możemy zwrócić się ku takim myślicielom, którzy nie mieli pomocy ze strony religii.

Jak wiadomo, nasza kultura w znacznej mierze wzięła początek ze starożytnej Grecji. Religia przybrała tam postać politeizmu, czyli wielobóstwa i – przynajmniej w oczach ludzi wykształconych – była raczej poezją i tworem wyobraźni niż autentyczną religią. Dlatego myśliciele greccy, jeżeli mówili o Bogu, to odwoływali się przede wszystkim do argumentów rozumowych.

Dwóch największych to niewątpliwie Platon i Arystoteles.

Platon głosił, że najważniejszymi i najwyższymi ideami są idee Dobra, Prawdy i Piękna. W gruncie rzeczy są to trzy oblicza czegoś Jednego, co zasługuje na miano Absolutu (chociaż miana Absolutu Platon nie używał). A człowiek powinien idee Dobra, Prawdy i Piękna realizować w życiu, czyli dążyć do Absolutu.

Arystoteles do swojej idei Boga dochodził na innej drodze. W świecie obserwujemy ruch i zmianę. Ruch i zmiana muszą mieć swoje źródło. Tym źródłem, czyli Pierwszym Poruszycielem, jest Bóg. Ale porusza On wszystko nie na sposób mechaniczny, lecz jako Najwyższe Dobro, przyciągając wszystko do siebie.


W ten sposób w myśli ludzkiej zapoczątkowały się dwie drogi do Boga:

• Droga wewnętrzna (egzystencjalna) – Bóg jako najwyższa wartość w dziedzinie myśli i moralności.

• Droga zewnętrzna (przyrodnicza) – Bóg jako przyczyna świata.

Obydwa te wątki przewijają się przez całą historię myśli ludzkiej. Zgrabnie je podsumował osiemnastowieczny filozof Immanuel Kant. Według niego są dwie rzeczy, które napełniają umysł podziwem i czcią:

niebo gwiaździste nade mną

i prawo moralne we mnie.


Te same dwa wątki rozgrywają się w każdym z nas:

• Pytanie skierowane na zewnątrz: Skąd się wziąłem ja i cały Wszechświat?

• Pytania skierowane do wnętrza: Dlaczego mam czynić dobro? Jaki jest cel mojego życia?

Spróbujmy zastanowić się nad tymi pytaniami. Ale nie tylko zadać je sobie i powiedzieć: „No tak, dlaczego?”, lecz zadać je sobie bardzo osobiście, tak żeby do mnie przemówiły i trochę mną wstrząsnęły:

– Skąd się wziąłem ja i cały Wszechświat?

– Przecież mogłoby mnie nie być...

a jednak jestem...

skąd? po co? dlaczego?

– Na czym polega różnica między dobrem a złem?,

co się natychmiast przekłada na:

– Dlaczego mam być dobry?

Te dwa wątki: egzystencjalny i przyrodniczy, splatają się we mnie. One wręcz mnie tworzą. Może nie znam pełnej odpowiedzi na te pytania, może nie znam jej wcale, ale podświadomie czuję, że jestem dlatego, że pytania te mają odpowiedź.


Przez te pytania Bóg ingeruje w nasze życie. Bóg to nie tylko przyczyna świata i cel człowieka. To Ktoś, kto angażuje się w człowieka i chce, by człowiek angażował się w Niego.

To zaangażowanie się Boga w człowieka – od stworzenia istoty ludzkiej aż do osiągnięcia przez nią ostatecznego celu – zawiązuje węzeł splatający los człowieka z Bogiem.

Tu kończy się filozofia i chłodne myślenie.

Tu zaczyna się dramat człowieka.

DRAMAT człowieka i Boga.

Nie pozwolę, by ten dramat rozpłynął się w moich codziennych sprawach.

Muszę go rozegrać do końca.

To przecież najważniejsza sprawa mojego życia.

Kraków, 21 stycznia 2020 roku


Chrześcijański paradoks nieskończoności

Bóg jest jakoś obecny w naszym życiu. Nawet w życiu człowieka niewierzącego, jako Ten, który może jednak jest. Jakoś jest obecny w tle jego wątpienia lub niewiary.

A w naszych modlitwach, w naszej – niekiedy chwiejnej – wierze, w naszych prośbach do Niego kierowanych – kim On jest?


Teologowie i filozofowie dawali różne odpowiedzi na to pytanie:

– jest Najwyższym Dobrem,

– nieograniczonym Istnieniem i Źródłem wszelkiego istnienia,

– czymś, co jest Bezwarunkowe,

– czymś, co jest Ostatecznym Celem wszystkiego.

Jakiekolwiek Jego cechy byśmy wymieniali, zawsze myślimy o nich w stopniu najwyższym, podnosimy je niejako do nieskończonej potęgi. Więc może jednym z najtrafniejszych określeń Boga (lub najbardziej do nas przemawiającym) jest stwierdzenie: BÓG JEST NIESKOŃCZONOŚCIĄ.


Czy nigdy, w chwili relaksu i zadumy, nie puszczaliśmy wodzy wyobraźni i nie myśleliśmy o czymś nieskończonym?

Na przykład nieskończona przestrzeń: jeszcze sto kilometrów, i jeszcze sto, a potem milion, miliard, sto miliardów... I nic nam nie ubyło. I wszystko jeszcze przed nami...

Albo nieskończony czas: ubywają lata, stulecia, miliardy lat... I nic nam nie ubyło. Wieczność rozciąga się do nieskończoności.

Bóg nie jest nieskończoną przestrzenią czy nieskończonym czasem.

Bóg jest NIESKOŃCZONOŚCIĄ,

czymś, co wszystkim nieskończonościom daje ich nieskończoność,

co jest większe od wszystkich nieskończoności, jakie tylko możemy sobie pomyśleć.


Czasem gdy nie możemy zasnąć, liczymy: 1, 2, 3,... do stu, do tysiąca; może jeszcze dalej...

Ile jest wszystkich liczb? Nieskończenie wiele. Nie da się wszystkich wymienić, choćbyśmy mieli do dyspozycji nieograniczenie wiele czasu.

A ile jest ułamków między zerem a jedynką:

połowa, czyli jedna druga, połowa połowy, czyli jedna czwarta,

1/8, 1/16, 1/32...

i tak w nieskończoność.

Między każdymi dwiema liczbami całkowitymi jest więc nieskończenie wiele ułamków. Zatem w jednej nieskończoności (wszystkie liczby) mieści się nieskończenie wiele innych nieskończoności (między każdymi dwiema liczbami całkowitymi nieskończenie wiele ułamków).

Nawet w nauce tak ścisłej, jaką jest matematyka, gdy mamy do czynienia z nieskończonością, musimy zmierzyć się z paradoksami.


Istnieje więc wiele pojęć nieskończoności: nieskończoność przestrzeni, nieskończoność czasu, różne rodzaje nieskończoności w matematyce. Bóg jest nieskończonością w jeszcze mocniejszym sensie niż wszystkie te nieskończoności. Słowo „Nieskończoność” w Jego przypadku jest tylko nazwaniem naszej ignorancji.

W języku teologicznym nazywa się to Tajemnicą. Ale nie tajemnicą, która zaprzecza naszej rozumności, lecz Tajemnicą, dzięki której rozum jest tym, czym jest.

Taki Bóg, o którym teraz mówimy, jest Bogiem filozofów i innych myślicieli. Żeby był Bogiem chrześcijańskim, musimy do tego obrazu dodać jeszcze jeden „paradoks nieskończoności”. Bóg chrześcijański to, jak uczył Paweł Apostoł, „Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa” (np. 2 Kor 1,3). To Bóg, o jakim mówił Jezus Chrystus, do którego sam zwracał się „Abba – Ojcze”, a nam kazał się modlić do Niego: „Ojcze nasz”.

To jest właśnie ten „chrześcijański paradoks nieskończoności”: ponieważ jest On Nieskończonością, może być Ojcem dla każdego z nas, indywidualnie: On i Ja, jakby innych nie było.

Ale inni są. I każdy jest potraktowany indywidualnie i bez reszty. Bo tylko Nieskończoność może dawać się bez reszty i nigdy się nie wyczerpać.


Chrystus kiedyś powiedział:

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48).

Nieskończoności nie można osiągnąć.

Ale zawsze można do niej jeszcze bardziej dążyć.

 

Tarnów, 14 lutego 2010 roku


Wielki Nieznajomy

Chciałbym dziś poruszyć problem nieistnienia Boga. Ateizm dostrzegamy wszędzie wokół nas, a być może także jakoś w nas samych. Ten Wielki Nieznajomy, od którego zależy absolutnie wszystko, a który tak starannie ukrywa się pod tym wszystkim, co widzimy i czego możemy dotknąć...

Na wstępie zadajmy sobie pytanie: Jak wielu ludzi nie wierzy w Boga? Ilu naprawdę jest ateistów? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Samo pojęcie ateizmu jest nieostre. Wielu ludzi po prostu nie wie, czy mają się uważać za ateistów, czy nie. Niektórzy uważają się za ateistów, ale nimi nie są.

Międzynarodowy Instytut Gallupa przeprowadził badania (w skali międzynarodowej) w tej sprawie. Wyniki były następujące: w 2015 roku było 11% „zdecydowanych ateistów”; w 2017 roku – 9%. Według starszych badań BBC (z 2004 roku) 8% światowej populacji stanowili ateiści. Przyznam się, że liczby te nieco mnie zaskoczyły. Myślałem, że ludzi, którzy deklarują się jako ateiści, jest znacznie więcej. I istotnie jest ich więcej, ale w Chinach i w Europie. Okazuje się, że najwięcej ateistów jest w Chinach – 61% (w 2015 roku); na drugim miejscu jest Europa (razem z Polską) – 20% (2010 rok).

Interpretacja tych statystyk narzuca się sama. W Chinach długotrwała walka z religią, łącznie z prześladowaniami, i narzucana siłą propaganda zrobiły swoje. W Europie, z kolei, wzrost dobrobytu i związany z tym konsumpcjonizm, czyli życie nastawione na gromadzenie dóbr materialnych i korzystanie z nich. A to zawęża widnokrąg do „tu i teraz” i odwraca myśl od spraw najistotniejszych.

Wszystkie tego rodzaju badania to tylko liczby i statystyki, ale za nimi kryją się żywe ludzkie problemy. Bo sprawa człowieka z jego Bogiem to problem żywy jak żaden inny.

Odrzucenie Boga to także żywy problem. Być może Bóg na jakiś czas znika z pola świadomości danego człowieka, ale niewykluczone, że prędzej czy później pojawi się w pytaniu o sens, czy w obliczu śmierci.


I jeszcze coś więcej. Wszelkiego rodzaju badania opinii publicznej i analizy statystyczne chwytają problem Boga właśnie jako problem. Jaki procent ludzi wierzy, a jaki nie? Jaki to ma wpływ na profil społeczeństwa? Jak dostosować do wyników badań metody „piaru”?

Można też potraktować problem Boga jako problem filozoficzny. Istnieje, czy nie istnieje? Jest tylko hipotezą, czy założeniem? Jakie jest znaczenie tak zwanych dowodów na istnienie Boga? Filozofowie i teologowie wiele wysiłku i farby drukarskiej poświęcili tym problemom.

Jeżeli przez problem rozumieć pytanie, które „się stawia”, czyli jakby umieszcza przed sobą i poszukuje się na nie odpowiedzi, to pytanie o Boga nie jest problemem. Tego pytania nie stawiamy na zewnątrz siebie i nie analizujemy bezosobowo wszystkich „za” i „przeciw”. Bóg jest naszą wielką egzystencjalną sprawą. Całe nasze życie jest w niej zanurzone – od początku do końca. Nie da się z Boga zrobić problemu.

Bo przecież nie jest tak, że dla wierzącego Bóg jest, a dla niewierzącego Boga nie ma. Nie tworzymy Boga naszą wiarą w Niego i nie unicestwiamy Go, przecząc Jego istnieniu. Jeżeli, mimo wszystko, chcemy pytanie o Boga nazwać problemem, to jest to problem, który nas obejmuje. Jesteśmy w jego środku.


A jaki stąd wniosek dla naszego życia? Gdy myślimy o Bogu, nie kierujmy myśli gdzieś daleko, w zaświaty. Raczej kierujmy myśl do naszego wnętrza:

Wmyślam się w to

– że jestem,

– że wiem o tym, że jestem,

– że doświadczam swego istnienia całym sobą.

Moje istnienie, jest tym, czym Pan Bóg się ze mną podzielił.

On udzielił istnienia gwiazdom i galaktykom, drzewom i górom, kamieniom i morzu, ale one o tym nie wiedzą,

– ale to, że jestem,

– i to, że o tym wiem,

właśnie to łączy mnie z Nim bezpośrednio.

Moje istnienie jest tym, co na całą wieczność łączy mnie z moim Bogiem.

Istnienie ma tę dziwną własność, że można być mniej lub bardziej.

Bóg dał mi istnienie na to, żebym był bardziej – tak bardziej, jak tylko mnie na to stać.

Tarnów, 16 stycznia 2020 roku


Uczciwość wobec Boga

W 1963 roku, a więc dobre pół wieku temu, ukazała się książka anglikańskiego biskupa Johna Robinsona (biskupa Woolwich) pt. Honest to God (Uczciwość wobec Boga)[1] i natychmiast stała się światowym bestsellerem. Wkrótce liczba sprzedanych egzemplarzy przekroczyła milion. Przetłumaczono ją na wiele języków, w tym na polski. Chyba nigdy dotychczas książka teologiczna nie osiągnęła takiej popularności.

Ale też mało która wywołała takie kontrowersje. Jedni okrzyknęli ją „nowym objawieniem dla świata”, inni oskarżali biskupa Robinsona o herezję lub wręcz o ateizm. Jedno jest pewne – książka wynikała z wielkiej duszpasterskiej troski biskupa. Widział on szybkie postępy laicyzacji (pamiętajmy – było to ponad pół wieku temu). Dawne chrześcijańskie społeczeństwa odchodziły do historii. Nowy świat nie potrzebował już Boga.


Widocznie tradycyjny język o Bogu (i w ogóle tradycyjna teologia) nie trafia do współczesnych ludzi. Zeświecczały i zlaicyzowany świat wymaga, by mu mówić o Bogu jego własnym językiem. W szczególności – zdaniem Robinsona – Bóg, taki jaki jest obecny w naszych wyobrażeniach, przestał być dla współczesnych ludzi Bogiem, z którym można mieć żywy kontakt. Bóg jest istotą obcą, istniejącą „gdzieś tam”, na „górnych piętrach umeblowania świata”. Dla wielu jest po prostu „starszym dżentelmenem”, niemającym nic wspólnego z rzeczywistością.

Czy to znaczy, że ludzie współcześni naprawdę porzucili ideę Boga?

Istnieje bardzo wielu ludzi, którzy są w coś głęboko zaangażowani. Mają w życiu coś, co stawiają na pierwszym miejscu. Robinson uważa, że właśnie to reprezentuje im Boga. Bo Bóg jest podstawą, głębią, czymś absolutnym, a nie wyobrażeniem, jakie sobie o Nim wyrobiliśmy.

Biskup Robinson głęboko przeżywał zeświecczenie współczesnego świata. Nie mógł się pogodzić z tym, że tak wielu ludzi porzuca Boga. Chciał im powiedzieć, że oni też mają z Nim kontakt, tylko szukają Go pod innymi imionami.


Może my też w dzisiejszym świecie – laicyzującym się jeszcze bardziej niż za czasów biskupa Robinsona – powinniśmy nauczyć się dostrzegać imiona Boga kryjące się w poszukiwaniach Go nie zawsze pod właściwym adresem.

Co więcej, powinniśmy także uważnie przyjrzeć się sobie samym, czy i my nie mamy jakichś głębokich zaangażowań, których wprost nie łączymy z Bogiem, a które w gruncie rzeczy są Jego śladem w nas.


W dyskusji nad książką Robinsona wziął także udział Thomas Merton, człowiek, który sam odkrył Boga w późniejszym wieku. Potem wstąpił do klasztoru trapistów, był autorem wielu poczytnych książek z dziedziny życia duchowego. Po ukazaniu się książki biskupa Robinsona, napisał jej bardzo osobistą recenzję (w czasopiśmie „Commonwealth”). Czytamy w niej:

Muszę przyznać, że sens wiary chrześcijańskiej odkryłem dopiero wtedy, gdy zdałem sobie sprawę, iż mitologiczny, antropomorficzny obraz Boga nie jest prawdziwym Bogiem chrześcijan. Czyli, w gruncie rzeczy moje doświadczenie osobiste było bliskie temu, które – jak sądzę – jest podtekstem książki Robinsona: naprawdę chodzi mu o bezpośrednie, egzystencjalne odkrycie Boga poza pojęciami i mitami, o odkrycie samej Jego niewymownej rzeczywistości[2].


Można wierzyć w Boga, ale ciągle Go jeszcze nie odnaleźć.

Dlatego szukać Go trzeba zawsze.

A najłatwiej Go znaleźć w sobie samym.

Tarnów, 6 lutego 2020 roku