10.30 u MaksymilianaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

10.30 u Maksymiliana

CZĘŚĆ I. W POSZUKIWANIU SENSU

Moje życie...

Sens życia

Logika życia

Z zagubienia

Wnętrze

Kłos

Z uwikłania

„Czego szukacie?”

CZĘŚĆ II. MIŁOSIERDZIE DLA HISTORII

Miłosierdzie dla ludzkiej historii

Świadectwo Tacyta

Zmysł historii

„Ów Dzień”

Alfa i Omega

CZĘŚĆ III. WIELKA TRIADA

Trzy wielkie idee

Kosmiczny wymiar Dobra

Drzewa, które rosną w nas

Lilie na polu

CZĘŚĆ IV. MIŁOŚĆ

Hymn o miłości

Dwoje, ale jedno

Dotknięcie Absolutu

CZĘŚĆ V. MĄDROŚĆ

Dar Mądrości

Przesypywanie piasku

Miara samego siebie

CZĘŚĆ VI. WOLNOŚĆ

Skazani na wolność

Zagrożenia wolności

Przestrzeń wolności

CZĘŚĆ VII. MODLITWA I PRACA

Źródło istnienia

Trudna sztuka modlitwy

Praca

CZĘŚĆ VIII. EUCHARYSTIA

Nasz Chleb

„Według obrządku Melchizedeka”

Niedzielna Msza

Dwie Tajemnice

Posiłek

Sakrament jedności

CZĘŚĆ IX. ADWENT

Wielki Nieobecny

Wielkie zaskoczenie

Przygotowywanie drogi

Poczucie winy

Miara bliskości

Pokój serca i umysłu

Przebaczenie win

Odkrywanie Dekalogu

Zadomowienie

CZĘŚĆ X. BOŻE NARODZENIE

Ta noc

Największa rewolucja

Filozof

Pierwsze i ostatnie Słowo

Centrum naszego istnienia

Kazanie o Krzyżu

Przypisy

Indeks

Katalog wydawniczy

Adiustacja i korekta: MARIA SZUMSKA

Projekt okładki: MARIUSZ BANACHOWICZ

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

© Copyright by Michał Heller & Copernicus Center Press, 2014

Wydawnictwo dziękuje Panu Profesorowi Adamowi Walanusowi za udostępnienie fotografii wykorzystanej na okładce książki

Wybranych kazań z niniejszego zbioru można posłuchać na stronie internetowej parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Tarnowie: www.maksymilian.diecezja.tarnow.pl

ISBN 978-83-7886-127-0

Wydanie I

Kraków 2014

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.


10.30 u Maksymiliana

KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA Marii Kolbego w Tarnowie znajduje się u zbiegu ulic Urszulańskiej i Bema. Powstał na miejscu dawnej kaplicy Sióstr Urszulanek i przejął od niej część dawnych tradycji, ale też dorobił się wielu nowych. Dla mnie tradycją stała się „10.30 u Maksymiliana”. Od lat, jeżeli tylko w niedzielę lub święto jestem w Tarnowie (to znaczy u siebie w domu), o tej właśnie godzinie odprawiam „u Maksymiliana” Mszę Świętą i wygłaszam krótkie kazanie[1]. Z notatek do tych kazań powstała niniejsza książka. Nigdy nie odważyłem się wygłosić kazania bez przygotowania. Brałem więc kartkę papieru (zwykle formatu A4 złożoną na pół) i zaczynałem pisać. Ale to nie takie proste – trzeba wiedzieć, co pisać. Wyjąwszy przypadki „nagłej konieczności”, myślałem o tym już kilka dni wcześniej. Nie systematycznie, raczej przy okazji spacerów lub innych wolniejszych chwil. Pozwalałem myślom błąkać się po temacie, niekiedy ubierając je w półgotowe sformułowania. Gdy już wiedziałem, jak zacząć, sięgałem po kartkę.

Wygłaszając kazanie, kartkę miałem przed oczami. Nigdy nie był to dosłowny tekst przemówienia, raczej dość dokładne streszczenie, zazwyczaj „w punktach”, z ważniejszymi sformułowaniami gotowymi do wygłoszenia. Bywało, że po latach lub w innym kościele korzystałem z tej samej kartki, ale zawsze z modyfikacjami, dodatkami i skreśleniami wprowadzanymi do tekstu. W ten sposób na niektórych kartkach przybywało wstawek i zawijasów odsyłających je do właściwych miejsc. Niekiedy, ale raczej wyjątkowo, już po wygłoszeniu przepisywałem całość na komputerze, w pełniejszej formie.

Chcąc zrobić z tego książkę, trzeba było przede wszystkim dokonać wyboru notatek, pogrupować je w jakieś w miarę spójne „rozdziały” i opracować od nowa. Opisuję dość dokładnie genezę tej książki, żeby usprawiedliwić przed Czytelnikiem jej nie całkiem usystematyzowaną postać.

Zdaję sobie sprawę, że trudno będzie wykorzystywać tę książkę jako tradycyjny podręcznik do kazań. Zamieszczone w niej rozważania są zbyt osobiste i zbyt szkicowe, by można je było po prostu streścić i opowiedzieć „własnymi słowami”. Można je jednak wziąć za przedmiot własnych medytacji, przetrawić, przerobić „na swoje” i dopiero wówczas wygłosić od pulpitu lub – coraz rzadziej – z ambony. Ale publikując tę książkę, mam na myśli nie tylko kaznodziejów, lecz także – a może nawet przede wszystkim – tych, którzy zechcą ją potraktować jako pomoc lub materiał do osobistych przemyśleń.

 

Jestem głęboko przekonany, że czy to kazanie, czy osobista medytacja powinny się opierać na pogłębionej teologii. Starałem się sprostać temu postulatowi, aczkolwiek fakt, że moje audytorium składało się ze słuchaczy o bardzo różnorodnym profilu intelektualnego wyrafinowania, wymuszał na mnie pewne kompromisy. Mam nadzieję, że Czytelnicy tych stronic, którzy potraktują je jako punkt wyjścia do własnych refleksji, zdołają dotrzeć do tych myśli, których nie domyślałem do końca. A jeżeli będą one nosiły cechy własnej, osobistej teologii – tym lepiej.

W kazaniach nie może zabraknąć Pisma Świętego. Wiele moich kazań, zwłaszcza niedzielnych lub świątecznych, wprost nawiązywało do czytań biblijnych wyznaczonych na dany dzień. Rola Biblii w przepowiadaniu wynika oczywiście z miejsca, jakie zajmuje ona w chrześcijańskiej teologii. Dla mnie jednak Biblia ma jeszcze inne znaczenie – jest wyjątkowym dziełem literackim. Każda księga Pisma Świętego przemawia swoim własnym stylem, jest echem historii dochodzącym do nas ze źródeł naszej kultury. Trzeba przyznać, że tłumacze z oryginalnych tekstów nie zawsze potrafią sprostać zadaniu, jakie to przed nimi stawia. Podobne niebezpieczeństwo zagraża także kaznodziei. Pismo Święte powinno przemówić samo, nie można go utopić w opowiadaniu jego treści „własnymi słowami”, choć komentarz również często bywa niezbędny. Zwłaszcza komentarz historyczny, gdy trzeba jakieś wydarzenie biblijne umieścić w kontekście historycznym, ale także komentarz treściowy, gdy na przykład wypada zwrócić uwagę słuchacza na myśl, która uchodzi uwagi „przy pierwszym słuchaniu”. W czytaniu taką myśl można niekiedy ukazać przez nieco odmienne od tradycyjnego sformatowanie tekstu.

Przygotowując kazanie, korzystam z różnego rodzaju źródeł. Nawet jeżeli piszę „z głowy”, to i tak myśli w głowie wylęgły się z jakichś wcześniejszych lektur. Niekiedy temat kazania rodzi się pod wpływem tego, co właśnie przed chwilą przeczytałem. Ponieważ jednak kazań na ogół nie pisze się z myślą o publikacji, rzadko kiedy odnotowywałem źródło moich inspiracji, a po latach nie sposób go już wytropić. Nic więc dziwnego, że w tekstach, które teraz oddaję do rąk Czytelnika, znajdują się myśli zapożyczone od różnych autorów. Myślę, że wybaczą mi oni, iż pozostają anonimowi.

Notatkowy charakter tego zbioru uwidacznia się także w kompozycji całości. Nie została ona dokonana na podstawie jakiejś jednolitej zasady (np. kazania na cały rok liturgiczny), lecz wskutek wyboru z notatek. Oczywiście starałem się do tego wyboru wprowadzić jakiś porządek, ale jest on jedynie orientacyjny. I tak całość podzieliłem na dziesięć części. Pierwszych osiem ma charakter tematyczny: poszukiwanie sensu, o historii, Dobro – Prawda – Piękno, miłość, mądrość, wolność, modlitwa i praca, Eucharystia. Ostatnie dwie są związane z Adwentem i okresem Bożego Narodzenia (kazania z okresu niedziel zwykłych, Wielkiego Postu, Wielkanocy i sporo innych ciągle jeszcze czekają w luźnych notatkach). Także w częściach tematycznych pod tytułami kazań odnotowywałem niekiedy dzień liturgiczny i miejsce biblijne, którym dane kazanie szczególnie odpowiada (i w którym prawdopodobnie było wygłoszone). Skorowidz na końcu książki ułatwi odnalezienie kazania odnoszącego się do danego dnia liturgicznego lub biblijnego tekstu.

sierpień 2014 roku

ks. Michał Heller

Część I

W poszukiwaniu sensu



Moje życie...

Życie jest formą istnienia białka

Życie jest przejawem ducha

Żyje się po to aby służyć ideałom

Życie jest walką o możność przeżycia

Życie jest absurdem

Żyć by używać

Żyć aby żyć

To są slogany

które człowiek tworzy

aby móc się łudzić

że zrozumiał

istotę życia

Ale czym jest moje życie?

moje życie

który jestem

i myślę

i czuję

i chcę

Codzienną pracą

Powrotami z drogi

Gotowaniem obiadu

Zmęczeniem

Odpoczynkiem

I znowu zmęczeniem

Czym jest moje życie?

Służeniem drugiemu człowiekowi?

Rodzinie?

Tłumowi bezimiennych

któremu na imię Społeczeństwo?

A może to wszystko jest tylko

szklanym daszkiem

pod którym stoi się w obawie

przed deszczem

na autobusowym przystanku

daszkiem który ma mnie chronić

a którym są moje ambicje?

Czymkolwiek jest moje życie

jest ono drogą wiodącą do domu

Z wieczności wyszedłem

po wieczności stąpam

i do wieczności

z każdą chwilą

coraz bardziej powracam


Sens życia

JAK ŻYĆ? Oczywiście tak, by życie miało sens. Życie mamy tylko jedno i „jak je właściwie rozegrać?” to najbardziej zasadnicze pytanie, jakie człowiek może sobie postawić. Wprowadza nas ono w sam środek zagadnienia sensu. Jeżeli ktoś nie potrafi odnaleźć sensu swego życia, na pewno rozegra je niewłaściwie, czyli po prostu przegra.

Pytanie o sens ludzkiego życia jest wielowarstwowe. W bardziej powierzchniowej warstwie przez sens życia można rozumieć to, co człowiek sobie za sens wybierze:

• KTOŚ CHCE ŻYĆ dla swoich dzieci; dzieci nadają sens jego życiu.

• KTOŚ CHCE TWORZYĆ książki czy dzieła sztuki i temu celowi podporządkowuje wszystko inne.

• KTOŚ INNY MOŻE upatrywać sens swego życia w poświęcaniu się pracy dla innych.

• KTOŚ MOŻE NIE OBRAĆ SOBIE żadnego celu; żyje z dnia na dzień, konsumuje, ale nie tworzy.

To są sensy życia, jakie człowiek sam sobie wybiera. Ale w głębszej warstwie pytania o sens życia idzie o inny sens – o sens, który istnieje niezależnie od nas, czy o nim wiemy, czy nie. Idzie o sens, którego nie można sobie wymyślić; można go tylko odkryć.

Spójrzmy na to zagadnienie oczyma wierzącego. Rzeczy wchodzą w istnienie przez stwórczy akt Boga. Byty są, bo Bóg je stwarza. Bóg działa mądrze. Stwarzając, urzeczywistnia swój mądry zamysł. Rzeczy stworzone są urzeczywistnioną Myślą Bożą. Myśl Boga jest ich Sensem.

To samo dotyczy ludzkiego życia. Myśl Boga, czyli po prostu Bóg sam, jest sensem ludzkiego życia. Myśl Boża jest niezgłębiona, dlatego sensu ludzkiego życia nigdy w pełni nie potrafimy zrozumieć. Sens życia można tylko stopniowo, krok po kroku, rozumieć coraz bardziej. Bóg jest nieskończony i trzeba by nieskończonego umysłu, by zamysł Boży ogarnąć bez reszty.

Sens życia jest więc obiektywny. Istnieje niezależnie od tego, czy go znamy lub uznajemy, czy nie; czy o nim myślimy, czy nie. I gdy wybieramy sobie cel życia, ten cel, który od nas zależy i który organizuje wszystkie nasze poczynania, powinniśmy to robić pod kątem celu ostatecznego, którego nie ustanawialiśmy, ale w którym uczestniczymy.

Życie mamy jedno. Jak je rozegrać? Wygrać życie – to znaczy odczytać ten zamysł Boży, który mnie dotyczy. Odczytać – nie tyle swoim myśleniem i filozofowaniem, ile przede wszystkim ciągiem moich czynów. Aż po dzień ostatni.

20 października 1979 roku


Logika życia

CZŁOWIEK BŁĄKAJĄCY się bez celu po ścieżkach swojego życia byłby największą komedią na scenie Wszechświata. Życie bez celu może być tylko wegetacją albo nieustannym gwałceniem swojego rozumu, by nie myśleć, z zamkniętymi oczyma skakać z jednego dnia w drugi.

Chrześcijańska sztuka życia zapewnia nam możność godnego życia, ponieważ mówi, że ludzkie życie ma cel. Dlatego chrześcijańska sztuka życia jest optymistyczna. Wiem, że ciąg moich dni nie jest urwanym łańcuchem, który niczego nie wiąże. Idę pewnie, bo mam wytyczony cel.

• A więc pierwsze fundamentalne stwierdzenie:

jest cel ludzkiego życia.

• I drugie: tym celem jest Bóg.

Tu powtórnie rodzą się opory, które można by zamknąć w jednym zdaniu: że jest to cel tak wielki, tak wzniosły, że po prostu nieludzki. Że może zwykłe, małe szczęście, w ziemskim rozumieniu tego słowa, by nam wystarczyło. Po co od razu sięgać po coś tak wielkiego, czego i tak nigdy nie pojmiemy?

Rzecz w tym, że tylko sięgnięcie od razu po największą wartość jest czymś naprawdę ludzkim. Czy ktoś, kto może poznać więcej, lecz rezygnuje z poznania, nie będzie miał uczucia niedosytu? Czy ktoś, kto może kochać więcej, ale zadowala się lubieniem, nie będzie odczuwał skazy na swoim lubieniu?

Człowiek jest ograniczoną istotą, ale ma nieograniczone ambicje, tęsknoty, niepokoje. Tylko przeciętniacy potrafią je w sobie zdusić. Ale też cel ludzkiego życia nie jest dla przeciętnych. To znaczy, aby go osiągnąć, nie trzeba być geniuszem, trzeba mieć Łaskę. A tę może mieć każdy. Ona wznosi człowieka ponad przeciętność.

Nie wiemy, jak wygląda cel naszego życia, gdy jest już osiągnięty. Stanowi to dla nas Tajemnicę. Ale mamy prawo sądzić, że ludzka tęsknota za Pełnią będzie wówczas zaspokojona, że ludzkie dążenie do dobra będzie wówczas nasycone, że nasz głód miłości stanie się posiadaniem.

Bóg nie jest dla człowieka celem nie-ludzkim. Dopiero w Bogu człowiek staje się naprawdę człowiekiem.

Istnieje cel naszego życia.

Jest nim Bóg.

– Jeżeli cel, to którędy do niego droga?

– „Jam jest drogą” (J 14,6) – odpowiada Chrystus.

Droga ta wiedzie poza śmierć. Ale Chrystus dodał również: „i prawdą, i życiem”. Bo chrześcijańska logika życia i śmierci jest tylko logiką życia.

1 listopada 1983 roku


Z zagubienia

W LITERATURZE, W FILOZOFII, w prasie dużo się czyta o zagubieniu współczesnego człowieka. Zresztą czy musimy aż czytać? Sami przecież często odczuwamy zagubienie: w świecie, wśród bliskich, w sobie. Nawet jeżeli „zagubienie” jest tylko modnym słówkiem, sloganem o znaczeniu wytartym przez częste nadużywanie, to jednak wyraża ono – może w spłyconej formie – jakąś ważną treść.

Gubię coś.

Staję się przez to uboższy.

Poczucie bezradności: nawet nie wiem,

jak zabrać się do szukania.

Ale jeszcze coś więcej: może to nie ja coś zgubiłem; może to ja zostałem zgubiony. Ktoś mnie powinien szukać; komuś na mnie powinno zależeć. Komu? Poczucie samotności, bezsensu.

Mówimy, że lekarstwem na nasze zagubienie ma być wiara w Boga. Dzięki niej mamy się odnaleźć. Przestaniemy być sami. On ma być dla nas absolutnym punktem odniesienia.

Bardzo piękna filozofia, ale... Czy nie jest tak, że Bóg okazuje się dla nas Czymś tak odległym, Czymś tak „nie z tego świata”, iż w tej niezmierzonej odległości, jaka nas dzieli od Niego, gubimy się jeszcze bardziej?

Rzecz w tym, że Bóg nie jest lekarstwem na nasze zagubienie, które można by zaaplikować sobie doustnie lub choćby przez trochę bolesny zastrzyk (stać by nas było na taki gest) i które by działało automatycznie, wytwarzając w nas jakieś „przeciw-ciała” chroniące przed zagubieniem.

Wiara w Boga może się w nas stać czymś żywym – a więc odgrywać również rolę lekarstwa – jedynie dzięki naszemu twórczemu wysiłkowi.

Na czym taki wysiłek winien polegać?

 

Próbujmy dostrzegać Boga w otaczającym nas świecie. Patrząc na piękne płótno w muzeum, odczuwamy obecność artysty. Tu jednak chodzi o coś więcej. O dojrzenie Sensu i Myśli. Ten Sens i ta Myśl to przecież On sam. Niech świat nie będzie dla nas bezosobowym zbiorem rzeczy i procesów, lecz Jego obecnością.

Próbujmy dostrzegać Boga w człowieku. To trudniejsze niż dostrzeganie Go w przyrodzie, bo człowiek nazbyt często nam w tym przeszkadza, zniekształcając swoje własne człowieczeństwo złem lub przeciętnością swojego życia.

Próbujmy dostrzegać Boga nie tylko w człowieku-jednostce, lecz także w człowieku-społeczeństwie. To jeszcze trudniejsze, bo w skłóceniu ludzi, walce interesów, zazdrości... widzimy tylko chaos i zamieszanie.

Próbujmy dostrzegać Boga w sobie samym. To jeszcze trudniejsze, bo przecież znam siebie i wiem, co we mnie jest, a czego nie ma.

A tymczasem On naprawdę jest w świecie, w drugim człowieku, w innych ludziach i we mnie.

Zło ma to do siebie, że rzuca się w oczy. Cała Ziemia jest opleciona trudno dostrzegalną siecią dobra. Przypuszczam, że na jeden zły czyn przypada tysiąc dobrych (albo i znacznie więcej). Ale nawet gdyby tak nie było, jeden dobry czyn „waży” więcej niż tysiąc złych. A religia chrześcijańska mówi nam o Czynie, który sam jeden waży więcej niż całe zło świata.

Czy Boga naprawdę tak trudno dostrzec? Czy nigdy nie odczułem w sobie Jego obecności? Zaczęliśmy to rozważanie od uświadomienia sobie sytuacji zagubienia. I okazuje się, że zamiast odnajdować siebie, musimy szukać Boga. Tak, ale rzecz w tym, że jest to w gruncie rzeczy to samo szukanie.

On jest w każdej naszej myśli,

w każdym naszym tchnieniu.

„W Nim żyjemy, ruszamy się i jesteśmy”

(Dz 17,28).

21 września 1997 roku


Wnętrze

ŻYCIE POLEGA na utrzymywaniu równowagi między środowiskiem (zewnętrzem) a „wnętrzem” organizmu. U roślin i niższych zwierząt „wnętrze” sprowadza się do układu procesów biochemicznych, niemal automatycznie reagujących na zmiany w otoczeniu. U wyższych zwierząt siatka reakcji na bodźce ze środowiska jest wysoce złożona.

U człowieka wnętrze staje się „nowym światem”. Nie tylko doznaje on zewnętrzny świat przez zmysły i drogą rozumowej refleksji, lecz także przetwarza świat zewnętrzny na swoją własną substancję.

Przedmioty i ludzie, których znamy i z którymi się stykamy, to nie są przedmioty i ludzie należący do zewnętrznego świata, lecz nasze obrazy przedmiotów i ludzi. Świat naszego wnętrza to także świat naszych wyobrażeń, myśli, zdobytej wiedzy, przeczytanych lektur, przeżyć artystycznych... Im bogatszy jest ten świat, tym człowiek jest pełniej człowiekiem.

Pielęgnowanie w sobie wewnętrznego świata nazywamy życiem wewnętrznym. Świat wewnętrzny ma pewne stopnie. Są w nim obszary mniej lub bardziej osobiste, mniej lub bardziej intymne. Jeden z najbardziej intymnych obejmuje sprawy ostatecznego losu człowieka: sensu życia i śmierci, życia po śmierci, Boga i religii. Pielęgnowanie w sobie tego obszaru nazywa się życiem wewnętrznym w sensie religijnym.

Życie wewnętrzne (w sensie religijnym) rozgrywa się w każdym człowieku. U niektórych w pełni świadomie, w rozkwicie, u innych ledwo się tli – ale zawsze jest. Nie da się go całkiem zniszczyć.

Prawdziwe życie wewnętrzne to nie tylko świat naszych myśli i subiektywnych doznań. To przede wszystkim osobisty kontakt z rzeczywistością, której na imię Bóg.

Osobisty kontakt z Bogiem,

być może nienazwanym,

nierozumianym,

ale obecnym.

Obecnym w najgłębszych

zakamarkach mojego wnętrza.

Tak głębokich

że mieszka tam

już tylko

prawda i szczerość.

Bo prawda i szczerość są w każdym człowieku, tylko u niektórych tak głęboko, że sami tam już nie umieją trafić.

Módlmy się o łaskę odnajdowania samych siebie.

27 lutego 1982 roku