MossadTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Mossad
Mossad
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 161,56  129,25 
Mossad
Mossad
Audiobook
Czyta Benjamin Isaac
121,66 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

Wstęp. Sam w jaskini lwa

1. Król Cieni

2. Pogrzeby w Teheranie

3. Szubienice w Bagdadzie

4. Radziecki kret i zwłoki w morzu

5. „A, to? To referat Chruszczowa…”

6. „Sprowadźcie Eichmanna, żywego lub martwego!”

7. Gdzie jest Josele?

8. Nazistowski bohater w służbie Mossadu

9. Nasz człowiek w Damaszku

10. „Chcę miga-21!”

11. Ci, którzy nigdy nie zapomną

12. Pościg za Czerwonym Księciem

13. Syryjskie dziewice

14. „Dziś wybuchnie wojna!”

15. Uwieść szpiega atomowego

16. Superbroń Saddama

17. Fiasko w Ammanie

18. Pozdrowienia z Korei Północnej

19. Miłość i śmierć po południu

20. Przed kamerami

21. Z ziemi królowej Szeby

Epilog. Wojna z Iranem?

Fotografie

Bibliografia i źródła

Podziękowania

Bohaterom nieopiewanym,

bitwom bez historii,

książkom nienapisanym,

tajemnicom nieujawnionym

i marzeniu o pokoju,

nigdy nie porzuconemu, nigdy nie zapomnianemu

– Michael Bar-Zohar

Amy Korman

za jej rady,

inspirację i wsparcie

– Nissim Mishal

WSTĘP. Sam w jaskini lwa

12 listopada 2011 roku potężny wybuch zniszczył tajną bazę rakietową pod Teheranem. Śmierć poniosło siedemnastu członków Korpusu Strażników Rewolucji, a z kilkudziesięciu pocisków został stos osmalonego złomu. Wśród zabitych znalazł się generał Hassan Tehrani Moghaddam, „ojciec” pocisków dalekiego zasięgu Shahab i szef irańskiego programu rakietowego. Jednak to nie Moghaddam był celem zamachu, tylko silnik rakietowy na paliwo stałe, zdolny przenieść ładunek nuklearny na odległość 10 tysięcy kilometrów, z podziemnych wyrzutni w Iranie do Stanów Zjednoczonych.

Irańscy przywódcy planowali za pomocą tych pocisków rzucić na kolana największe amerykańskie miasta i sprawić, że Iran stanie się dominującą potęgą światową. Listopadowy wybuch opóźnił realizację tego programu o kilka miesięcy.

Chociaż celem nowych pocisków dalekiego zasięgu była Ameryka, bomby, które zniszczyły irańską bazę, prawdopodobnie zostały podłożone przez izraelskie tajne służby, Mossad. Od chwili założenia, ponad sześćdziesiąt lat temu, Mossad nieustraszenie i potajemnie walczy z zagrożeniami dla Izraela i Zachodu. I bardziej niż kiedykolwiek wcześniej działalność izraelskiego wywiadu wpływa na amerykańskie bezpieczeństwo za granicą i w kraju.

Według zagranicznych źródeł właśnie teraz Mossad mierzy się z otwartą, jasno sprecyzowaną obietnicą irańskiego przywództwa, że zetrze Izrael z mapy świata. Mossad, tocząc z Iranem tajną wojnę przez sabotowanie instalacji jądrowych, mordowanie naukowców, dostarczanie do fabryk wadliwych urządzeń i niepełnowartościowych surowców poprzez fikcyjne przedsiębiorstwa, organizowanie dezercji wysokich rangą oficerów i głównych specjalistów od badań nuklearnych, wpuszczanie wirusów do irańskich systemów komputerowych, walczy z groźbą uzbrojonego w broń jądrową Iranu i tym, co niesie ona dla Stanów Zjednoczonych i reszty świata. Chociaż Mossad opóźnił o kilka lat zbudowanie bomby jądrowej przez Irańczyków, szczyt jego tajnej wojny nastąpił przed sięgnięciem po ostateczny środek – uderzenie wojskowe.

Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w walce z terroryzmem Mossad schwytał i wyeliminował wielu najważniejszych terrorystów w Bazach w Bejrucie, Damaszku, Bagdadzie i Tunisie oraz placówkach w Paryżu, Rzymie, Atenach i na Cyprze. Według zachodnich środków masowego przekazu 12 lutego 2008 roku w Damaszku agenci Mossadu schwytali w pułapkę i zabili Imada Mughnijję, dowódcę Hezbollahu. Mughnijja był zaprzysięgłym wrogiem Izraela, ale znajdował się też na pierwszym miejscu listy przestępców najbardziej poszukiwanych przez FBI. Zaplanował i przeprowadził rzeź 241 amerykańskich marines w Bejrucie. Zostawił za sobą krwawy szlak usiany zwłokami setek Amerykanów, Izraelczyków, Francuzów i Argentyńczyków. Obecnie na Bliskim Wschodzie trwa polowanie na przywódców Islamskiego Dżihadu i Al-Kaidy.

Mimo to, kiedy Mossad ostrzegał Zachód, że arabska wiosna może się przerodzić w arabską zimę, nikt nie słuchał. Przez cały 2011 rok Zachód celebrował świt nowej ery demokracji, wolności i praw człowieka na Bliskim Wschodzie. Licząc na zdobycie poparcia Egipcjan, Zachód naciskał na prezydenta Mubaraka, swojego największego sojusznika w świecie arabskim, by ustąpił. Jednak pierwsze tłumy, które wtargnęły na plac Tahrir w Kairze, spaliły flagę amerykańską, a następnie zaatakowały ambasadę Izraela, żądając zerwania traktatu pokojowego z tym państwem, i pojmały amerykańskich pracowników organizacji pozarządowych. W drodze wolnych wyborów do władzy w Egipcie doszli Bractwo Muzułmańskie, a dziś Egipt balansuje na krawędzi anarchii i katastrofy gospodarczej. Fundamentalistyczny islamski reżim zakorzenia się w Tunezji, a Libia zapewne pójdzie w jej ślady. W Jemenie wrze. W Syrii prezydent al-Asad morduje własnych obywateli. Umiarkowane państwa, takie jak Maroko, Jordania, Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, czują się zdradzone przez zachodnich sojuszników. Nadzieje na przestrzeganie praw człowieka, praw kobiet i zasad demokratycznych, które doprowadziły do tych wzniosłych rewolucji, zostały rozwiane przez fanatyczne partie religijne, lepiej zorganizowane i mocniej związane z ludem.

Ta arabska zima zmieniła Bliski Wschód w bombę zegarową zagrażającą Izraelowi i jego sojusznikom z Zachodu. W miarę upływu czasu zadania Mossadu stają się bardziej ryzykowne, ale tym ważniejsze dla Zachodu. Mossad jawi się jako najlepsza obrona przeciwko irańskiemu zagrożeniu jądrowemu, przeciwko terroryzmowi, przeciwko wszystkiemu, co może rozwinąć się z chaosu na Bliskim Wschodzie. Co ważniejsze, Mossad jest ostatnią zaporą przed otwartą wojną.

Bezimienni bojownicy Mossadu są siłą napędową organizacji, mężczyźni i kobiety, którzy ryzykują życie, żyją z dala od swoich rodzin pod przybranymi nazwiskami, przeprowadzają śmiałe operacje we wrogich krajach, gdzie najmniejszy błąd może doprowadzić do ich aresztowania, tortur lub śmierci. Podczas zimnej wojny najgorszym losem tajnego agenta schwytanego na Zachodzie lub w bloku komunistycznym była wymiana na innego agenta na mrozie i we mgle na moście w Berlinie. Rosyjski czy amerykański, brytyjski czy enerdowski agent zawsze wiedział, że nie jest sam, że znajdzie się ktoś, kto go uratuje. Ale w przypadku samotnych bojowników Mossadu nie ma mowy o wymianach na mostach we mgle. Za swoją odwagę płacą życiem.

Ta książka opowiada o największych misjach i najodważniejszych bohaterach Mossadu, ale też o błędach i porażkach, które zachwiały wizerunkiem organizacji i wstrząsnęły jej posadami. Misje te wpłynęły na los Izraela i pod pewnymi względami reszty świata. Ale mimo to agenci Mossadu podzielają głęboką i idealistyczną miłość do swojego kraju, całkowite poświęcenie na rzecz jego istnienia i przetrwania. Są gotowi podjąć największe ryzyko i nie cofną się przed żadnym niebezpieczeństwem. W imię Izraela.

1. Król Cieni

U schyłku lata 1971 roku na śródziemnomorskim wybrzeżu rozpętała się gwałtowna burza i wysokie fale zalały brzegi Gazy. Miejscowi arabscy rybacy roztropnie zostali na lądzie. Nie był to odpowiedni dzień na stawienie czoła zdradliwemu morzu. Obserwowali ze zdumieniem, jak z kłębowiska fal wyłania się rozklekotana łódź i ląduje na mokrym piasku. Na brzeg wyskoczyło kilku Palestyńczyków w zmiętych i przemoczonych ubraniach i kefijach. Na nieogolonych twarzach malowało się zmęczenie długą morską podróżą, ale nie mieli czasu na odpoczynek, uciekali, by ocalić życie. Na gniewnych wodach pojawił się gnający z maksymalną prędkością izraelski torpedowiec. Wiózł żołnierzy w pełnym rynsztunku bojowym. Gdy podpłynął do brzegu, żołnierze wyskoczyli na płyciznę i otworzyli ogień do uciekających Palestyńczyków. Bawiący się na plaży chłopcy z Gazy podbiegli do uciekinierów i poprowadzili ich do pobliskiego sadu. Izraelscy żołnierze stracili trop, ale dalej przeszukiwali plażę.

 

Późnym wieczorem do sadu prześlizgnął się młody Palestyńczyk z kałasznikowem. Znalazł uciekinierów ścieśnionych w odległym zakątku.

– Kim jesteście, bracia? – spytał.

– Członkami Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny – padła odpowiedź. – Z obozu dla uchodźców w Tyrze.

Marhaba, witajcie – powiedział młodzieniec.

– Znacie Abu Seifa, naszego dowódcę? Wysłał nas na spotkanie z dowódcami Ludowego Frontu w Beit Lahii [twierdza terrorystów w południowej części Strefy Gazy]. Mamy pieniądze i broń. Chcemy skoordynować nasze działania.

– Pomogę wam – odparł młody Palestyńczyk.

Następnego dnia rano kilku uzbrojonych terrorystów odprowadziło przybyszów do odosobnionego domu w obozie dla uchodźców w Dżabaliji. Wprowadzili ich do dużego pokoju i zaprosili do stołu. Niedługo potem weszli dowódcy Ludowego Frontu. Wymienili ciepłe powitania z libańskimi braćmi i usiedli naprzeciwko nich.

– Możemy zaczynać? – spytał krępy, łysy młody człowiek w czerwonej kefiji, najwyraźniej przywódca grupy libańskiej. – Wszyscy już są?

– Wszyscy.

Libańczyk uniósł dłoń i spojrzał na zegarek. Był to najwyraźniej sygnał. Nagle „libańscy wysłannicy” wyciągnęli krótką broń i otworzyli ogień. Nie minęła minuta, a wszyscy terroryści z Beit Lahii byli martwi. „Libańczycy” uciekli krętymi alejkami obozu w Dżabaliji i zatłoczonymi ulicami Gazy i wkrótce dostali się na terytorium Izraela. Tego dnia wieczorem mężczyzna w czerwonej kefiji, kapitan Meir Dagan, dowódca tajnego oddziału komandosów Sił Obronnych Izraela (Cahal), zameldował generałowi Arielowi (Arikowi) Szaronowi, że operacja „Kameleon” zakończyła się pełnym sukcesem. Wszyscy przywódcy Ludowego Frontu z Beit Lahii, niebezpiecznej grupy terrorystycznej, zginęli.

Dagan miał tylko dwadzieścia sześć lat, ale był już legendarnym bojownikiem. Sam zaplanował całą operację: podszycie się pod libańskich terrorystów, rejs starym statkiem z Aszdodu, portu w Izraelu, ukrywanie się przez całą noc, spotkanie z przywódcami terrorystów i trasę ucieczki po akcji. Zorganizował nawet pozorowany pościg przez izraelski torpedowiec. Dagan był przykładnym żołnierzem, śmiałym i pomysłowym, lekceważacym zasady. Icchak Rabin powiedział kiedyś: „Meir wykazywał się niezwykłą umiejętnością planowania operacji antyterrorystycznych, które przebiegały jak w filmach sensacyjnych”.

Przyszły dyrektor Mossadu, Dani Jatom, zapamiętał Dagana jako krępego młodego człowieka z grzywą brązowych włosów, który ubiegał się o wstąpienie do najbardziej prestiżowej jednostki izraelskich komandosów, Sajeret Matkal, i zdumiewał wszystkich niezwykłą wprawą we władaniu nożem. Swoim ogromnym komandoskim nożem potrafił śmiertelnie ugodzić wybrany cel. Chociaż okazał się wyśmienitym strzelcem, nie przeszedł testów do Sajeret Matkal i początkowo zadowolił się srebrnymi skrzydełkami spadochroniarza.

Na początku lat siedemdziesiątych został wysłany do Strefy Gazy, opanowanej przez Izrael w 1967 roku podczas wojny sześciodniowej, która od tamtej pory pozostawała siedliskiem terrorystów. Palestyńscy terroryści dzień w dzień mordowali Izraelczyków w Strefie Gazy i w Izraelu przy użyciu bomb, materiałów wybuchowych i broni palnej. Cahal straciły kontrolę nad obozami dla uchodźców. 2 stycznia 1971 roku, kiedy dwoje uroczych dzieci Arroyów, pięcioletnia Avigail i ośmioletni Mark, zostało rozerwanych przez granat wrzucony do samochodu, generał Ariel (Arik) Szaron postanowił położyć kres rzezi. Zwerbował paru starych kolegów z czasów wojowniczej młodości oraz kilku utalentowanych młodych żołnierzy. Wśród nich był Dagan, niski, przysadzisty oficer o okrągłej twarzy, który utykał – pamiątka po tym, jak nadepnął na minę podczas wojny sześciodniowej. Podczas leczenia w szpitalu Soroka w Beer Szewie zakochał się w pielęgniarce Binie. Gdy wyzdrowiał, wzięli ślub.

Jednostka Szarona oficjalnie nie istniała. Miała za zadanie zniszczyć organizacje terrorystyczne w Strefie Gazy za pomocą ryzykownych i niekonwencjonalnych metod. Dagan zwykle chodził po okupowanej Gazie z laską, dobermanem, kilkoma pistoletami, rewolwerami i karabinem maszynowym. Niektórzy twierdzili, że widzieli go przebranego za Araba, jadącego powoli na osiołku zdradliwymi uliczkami miasta. Kalectwo nie osłabiło jego determinacji do udziału w najbardziej niebezpiecznych operacjach. Poglądy miał proste. To są wrogowie, źli Arabowie, którzy chcą nas zabić, więc my musimy zabić ich pierwsi.

W ramach jednostki Dagan utworzył Rimon, pierwszą tajną izraelską jednostkę komandosów, którzy działali w arabskim przebraniu we wrogich ośrodkach. Aby poruszać się swobodniej w arabskim tłumie i osiągać cele bez wykrycia, musieli korzystać z przebrań. Szybko zyskali rozgłos jako „grupa uderzeniowa Arika”. Krążyły pogłoski, że często z zimną krwią mordowali schwytanych terrorystów. Podobno czasem prowadzili terrorystę w ciemną uliczkę i mówili mu: „Masz dwie minuty na ucieczkę”. Kiedy ruszał przed siebie, rozstrzeliwali go. Niekiedy podrzucali sztylet lub karabin, a kiedy terrorysta schylał się po niego, ginął na miejscu. Dziennikarze pisali, że codziennie rano Dagan wychodził na dwór i w jednej ręce trzymał penisa przy siusianiu, a w drugiej broń, z której strzelał do pustej puszki po coli. Dagan dementował te doniesienia. „Niektóre mity przylgnęły do nas wszystkich – stwierdził – ale część tego, co się pisze, to po prostu fałsz”.

Mały oddział izraelskich komandosów prowadził zażartą, okrutną wojnę, dzień w dzień ryzykując życie. Prawie co noc ludzie Dagana przebierali się za kobiety albo rybaków i wychodzili polować na znanych terrorystów. W połowie stycznia 1971 roku, udając arabskich terrorystów na północy Strefy Gazy, zwabili członków Al-Fatah w zasadzkę. Wybuchła strzelanina, terroryści zginęli. 29 stycznia 1971 roku, tym razem w mundurach, Dagan i jego ludzie jechali dwoma dżipami przez przedmieścia obozu w Dżabaliji. Drogę przecięła im taksówka i Dagan rozpoznał wśród jej pasażerów słynnego terrorystę Abu Nimera. Rozkazał zatrzymać dżipy i jego żołnierze otoczyli taksówkę. Dagan podszedł do niej, a z auta w tej samej chwili wyskoczył Abu Nimer z granatem w dłoni. Patrząc na Dagana, wyciągnął zawleczkę. „Granat!” – krzyknął Dagan, ale sam nie rzucił się do ucieczki, tylko skoczył na mężczyznę, przygwoździł go do ziemi i wyrwał mu granat. Za tę akcję dostał Medal za Odwagę. Mówiono, że po odrzuceniu granatu Dagan zabił Abu Nimera gołymi rękami.

Wiele lat później w jednym z nielicznych wywiadów Dagan powiedział izraelskiemu dziennikarzowi Ronowi Leshemowi: „Rimon to nie był oddział uderzeniowy. (…). To nie był Dziki Zachód, gdzie każdy łapał za broń pod byle pretekstem. Nigdy nie krzywdziliśmy kobiet i dzieci. (…) Atakowaliśmy zatwardziałych morderców. Na jednych napadaliśmy, innych powstrzymywaliśmy. Aby chronić cywilów, państwo musi czasem sięgnąć po metody sprzeczne z zasadami demokracji. To prawda, że w jednostkach podobnych do naszej nie da się wyznaczyć granic postępowania. I właśnie dlatego musimy mieć pewność, że nasi ludzie są najlepsi. Nieuczciwe chwyty mogą być stosowane tylko przez najuczciwszych ludzi”.

Demokratycznymi metodami czy też nie – Szaron, Dagan i ich towarzysze w większości wytępili terroryzm w Gazie i na kilka lat w rejonie tym zapanował spokój. Ale niektórzy utrzymują, że Szaron na wpół żartobliwie powiedział o swoim wiernym pomocniku: „Specjalnością Meira jest oddzielanie głowy Araba od ciała”.

Bardzo niewiele osób zna jednak prawdziwego Dagana. Urodził się on jako Meir Huberman w 1945 roku w wagonie kolejowym na przedmieściach Chersonia na Ukrainie, gdy jego rodzina uciekała z Syberii do Polski. Większość jego krewnych zginęła podczas Holokaustu. Meir wyemigrował do Izraela z rodzicami i wychował się w ubogiej dzielnicy w Lod, starym arabskim mieście około 25 kilometrów od Tel Awiwu. Wiele osób znało go jako nieustraszonego wojownika, nieliczni znali jego sekretne pasje: zamiłowanie do książek historycznych, wegetarianizm, miłość do muzyki klasycznej oraz uprawianie malarstwa i rzeźby.

Od najwcześniejszego dzieciństwa prześladowały go cierpienia własnej rodziny i wszystkich Żydów podczas Holokaustu. Poświęcił życie obronie nowo narodzonego państwa Izrael. Kiedy awansował w wojskowej hierarchii, najpierw zawiesił na ścianie w nowym gabinecie wielką fotografię starego Żyda w tałesie, klęczącego przed dwoma esesmanami: jeden z nich trzymał pałkę, drugi karabin.

– Ten stary człowiek to mój dziadek – opowiadał Dagan gościom. – Patrzę na to zdjęcie i wiem, że muszę być silny i walczyć o to, by Holokaust nigdy więcej się nie powtórzył.

Starszym mężczyzną rzeczywiście był dziadek Dagana, Ber Erlich Słuszny, zamordowany w Łukowie kilka sekund po zrobieniu zdjęcia.

Podczas wojny Jom Kipur w 1973 roku Dagan znajdował się w pierwszej grupie zwiadowczej Izraelczyków, którzy przekroczyli Kanał Sueski. W czasie wojny libańskiej w 1982 roku wkroczył do Bejrutu na czele swojej brygady pancernej. Wkrótce został dowódcą strefy bezpieczeństwa w południowym Libanie i tam spod wyprasowanego munduru ponownie wyłonił się awanturniczy bojownik. Przywrócił zasady potajemnego działania, kamuflażu i akcje pozoracyjne z czasów działań w Strefie Gazy. Jego żołnierze wymyślili tajemniczemu szefowi nowy przydomek. Zaczęli go nazywać Królem Cieni. Podobało mu się życie w Libanie, tajne sojusze, zdrady, okrucieństwa, wojny cieni. „Znałem dobrze miasto – powiedział – zanim moja brygada pancerna wkroczyła do Bejrutu”. Po zakończeniu wojny w Libanie nie zaprzestał swoich tajnych przygód. W 1984 roku otrzymał oficjalną naganę od szefa sztabu Mosze Lewiego za wystawanie w przebraniu Araba pod kwaterą główną terrorystów w Bahamdoun.

Podczas intifady (powstania w Palestynie w latach 1987–1993), kiedy Dagan został przeniesiony na zachodnie wybrzeże jako doradca szefa sztabu Ehuda Baraka, powrócił do swoich zwyczajów i nawet przekonał Baraka, żeby do niego dołączył. Obaj ubrani w dresy, jak prawdziwi Palestyńczycy, znaleźli jasnoniebieskiego mercedesa o miejscowych numerach rejestracyjnych i udali się na przejażdżkę do zdradliwej kasby w Nablusie. W drodze powrotnej przestraszyli, a potem zadziwili wartowników z kwatery głównej, kiedy ci już rozpoznali, kto siedzi w wozie.

W 1995 roku Dagan, wówczas generał dywizji, porzucił armię i udał się razem z kumplem Josim Ben Hananą na osiemnastomiesięczną wyprawę motocyklami przez azjatyckie równiny. Podróż przerwały wieści o zabójstwie Icchaka Rabina. Dagan wrócił natychmiast do Izraela i przez pewien czas kierował działaniami antyterrorystycznymi, bez entuzjazmu próbował wejść do świata biznesu, pomógł też Szaronowi w kampanii wyborczej partii Likud. Potem, w 2002 roku, odszedł na emeryturę i przeniósł się do domku na wsi w Galilei, do swoich książek, płyt, palety i rzeźbiarskiego dłuta.

Trzydzieści lat po Gazie emerytowany generał wreszcie zapoznawał się ze swoją rodziną – „Obudziłem się nagle i zobaczyłem, że moje dzieci są już dorosłe” – kiedy odebrał telefon od starego przyjaciela, ówczesnego premiera Arika Szarona.

– Chciałbym, żebyś został szefem Mossadu – powiedział Szaron do pięćdziesięciosiedmioletniego przyjaciela. – Potrzebuję dyrektora ze sztyletem w zębach.

Był rok 2002 i Mossad przechodził kryzys. Kilka niepowodzeń z ubiegłych lat nadwyrężyło prestiż służby. Najgłośniejsze porażki – nieudany zamach na głównego przywódcę Hamasu w Ammanie i schwytanie izraelskich agentów w Szwajcarii, na Cyprze i w Nowej Zelandii – poważnie nadszarpnęły reputację Mossadu. Ostatni dyrektor, Efraim Halewi, nie sprostał oczekiwaniom. Dawny ambasador Unii Europejskiej w Brukseli był dobrym dyplomatą i analitykiem, ale słabym przywódcą i na pewno nie bojownikiem. Szaron potrzebował na tym stanowisku śmiałego, pomysłowego człowieka, który będzie stanowił potężną broń w walce z islamskim terroryzmem i irańskim reaktorem.

Dagan nie został dobrze przyjęty w Mossadzie. Trzymający się z boku, skupiony na działaniach, nie kłopotał się za bardzo czytaniem analiz wywiadowczych i tajnych dyplomatycznych depesz. Kilku wysokich oficerów Mossadu w proteście złożyło rezygnację, ale Dagan nie przejął się tym. Odbudował siły operacyjne, nawiązał bliskie stosunki z zagranicznymi tajnymi służbami i osobiście zajął się zagrożeniem irańskim. Kiedy w 2006 roku wybuchła druga, tragiczna wojna libańska, był jedynym izraelskim przywódcą, który sprzeciwił się strategii masowych bombardowań przez siły powietrzne. Wierzył w ofensywę lądową, wątpił, by siły powietrzne zdołały wygrać wojnę i wyjść z niej bez szwanku.

 

Prasa ostro krytykowała go za surowe traktowanie podwładnych. Sfrustrowani oficerowie Mossadu, którzy przeszli na emeryturę, popędzili z narzekaniami do dziennikarzy, a Dagan znalazł się pod stałym ostrzałem. „Co za Dagan?” – napisał znany publicysta.

A potem, pewnego dnia, pojawiły się zupełnie inne nagłówki. Codzienne gazety zapełniły się pochlebnymi artykułami i wypowiedziami o „człowieku, który ocalił honor Mossadu”.

Pod kierownictwem Dagana Mossad przeprowadził dotychczas niewyobrażalne akcje: wyeliminowanie szalonego zabójcy z Hezbollahu Imada Mughnijji w Damaszku, zniszczenie syryjskiego reaktora nuklearnego, likwidację kluczowych przywódców terrorystycznych w Libanie i Syrii oraz, najbardziej niezwykłą ze wszystkich, nieustępliwą, bezlitosną i udaną kampanię przeciwko tajnemu irańskiemu programowi broni jądrowej.