Dla twojego dobra. Haker cz. 2

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Podziękowania

O Autorce

Okładka


Tytuł oryginału: Hardpressed

Copyright © 2014 by Meredith Wild

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published by arrangement with Grand Central Publishing, New York, New York, USA.

Copyright for the Polish Edition © 2016 by Burda Publishing Polska Sp. z o.o.

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42

faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa:

Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

Redakcja: Maria Wesołowska

Korekta: Maria Talar

Projekt okładki: Anna Angerman

Zdjęcie na okładce: Serg Zastavkin, fotolia.pl

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

ISBN: 978-83-8053-069-0

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Dla Jonathana

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1

– Nie do wiary, że znowu to robię – powiedziałam.

Blake otoczył mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Rozluźniłam się, czując jego znajome ciepło. Wyszliśmy z jego firmy i ruszyliśmy ulicą. Pochylił się i uspokajająco pocałował mnie w policzek.

– Słowo daję, tym razem nic nie kombinuję.

Roześmiałam się i przewróciłam oczami.

– Akurat.

Prawie mu uwierzyłam. Ostatnie tygodnie obfitowały w wydarzenia, które spowodowały, że między nami coś się zmieniło. Blake zdobył moje zaufanie. Po gorączkowych protestach i rozpaczliwych próbach zwalczenia tego, co do niego czułam, w końcu pozwoliłam mu zbliżyć się bardziej niż komukolwiek przedtem i czułam, że dobrze zrobiłam.

Posłał mi przebiegły uśmieszek.

– Nie obawiaj się. Nigdy w życiu nie namówiłbym Fiony na taki numer.

Fiona, siostra Blake’a, czekała na nas przed kawiarnią. Miała na sobie białe spodnie capri i szyfonową granatową nierozpinaną bluzkę. Stanęliśmy przed drzwiami, nad którymi widniał szyld z napisem „Mocha”. Kiedy z kawiarni wyszedł jakiś młody mężczyzna, z wnętrza doleciał nas bogaty aromat świeżo zmielonej kawy i czekolady – radosne sygnały dla mojego ciała. Już prawie zapomniałam o celu tego spotkania, kiedy Fiona wskazała nieoznaczone drzwi obok wejścia do kawiarni.

– To jest na górze. – Zaprowadziła nas wąskimi schodami na pierwsze piętro.

– Kto jest właścicielem tego budynku? – Chciałam, by moje pytanie zabrzmiało jak zaproszenie do uprzejmej pogawędki, ale kogo próbowałam oszukać? Wielkim plusem tego lokalu było to, że znajdował się dosłownie kilka kroków od stałego źródła kofeiny, ale Fiona znała moje zdanie na temat wynajmowania mieszkania od Blake’a lub któregoś z jego wspólników. Ufałam Blake’owi, nie na tyle jednak, aby przy każdej okazji mógł wtrącać się do moich spraw zawodowych.

Blake był pełen sprzeczności. W jednej chwili potrafił się zachowywać uroczo i wzruszająco czule, a już w następnej doprowadzał mnie do szewskiej pasji z powodu swojej obsesji na punkcie kontroli. Za dnia zarządzał moją rozwijającą się firmą, a nocami pieprzył mnie aż do nieprzytomności. Czasami potrzebowałam jednego i drugiego, ale nie byłam pewna, jak zniosę tak wielką dawkę dominacji w swoim życiu. Przerażało mnie, że go do siebie dopuściłam, ale też uczyłam się coraz bardziej otwierać, coraz bardziej mu ufać.

Tego dnia ta część mnie, która pragnęła oddzielenia i niezależności, chciała mieć stuprocentową pewność, że Blake nie próbuje wykręcić mi jakiegoś numeru.

– Zapewniam cię, że Blake nie jest właścicielem tej nieruchomości – powiedziała Fiona.

Świetnie, ale przecież jeszcze nie tak dawno znalazła dla mnie pięknie odnowione mieszkanie w kamienicy na Comm Ave, której Blake nie tylko był właścicielem, ale w której również mieszkał. Cienka granica między naszym życiem osobistym i zawodowym już za bardzo się zatarła. Tym razem nie mogłam sobie pozwolić na kolejną wpadkę.

– No to się cieszę.

Fiona zaczęła grzebać w torebce. Mimo złych przeczuć moja ciekawość rosła. W końcu Fiona otworzyła drzwi i weszliśmy. Prostokątne pomieszczenie było małe, zwłaszcza w porównaniu z gabinetem Blake’a. Powietrze w nim zatęchło, ale lokal, mimo że wymagał pilnej interwencji ekipy sprzątającej, wyglądał obiecująco. Blake westchnął za moimi plecami.

– Fiona, naprawdę? Tylko to znalazłaś?

Spojrzała na niego z irytacją.

– Rozmawiałyśmy z Ericą o tym, jakimi środkami dysponuje. Zważywszy na położenie i metraż, to doskonała okazja. Oczywiście przyda się tu niewielki remont, ale musisz przyznać, że to lokal z przyszłością.

Rozejrzałam się wokół, próbując wyobrazić sobie, jak bym się tu urządziła. Byłam tak zajęta sprawami firmy, pracując w swoim mieszkaniu i jednocześnie kompletując zespół, że nawet nie zdążyłam ucieszyć się z tego posunięcia. Ale na pewno będzie super.

– Bardzo mi się podoba parkiet.

– Jest brudny. – Blake przesunął stopą po podłodze i zostawił ślad w kurzu.

– Blake, uruchom swoją wyobraźnię. Po prostu trzeba posprzątać. Po kilku zmianach na pewno da się tu stworzyć fajny klimat.

– No właśnie. A ściany z cegieł nigdy nie wychodzą z mody – dodała Fiona.

– To stary dom. – Blake zmarszczył nos.

Roześmiałam się i klepnęłam go po ramieniu.

– Pokaż mi dom w Bostonie, który nie jest stary.

Ten lokal trudno było porównywać z odnowionymi nowoczesnymi pomieszczeniami biurowymi Landon Group, miałam jednak skromne i realistyczne oczekiwania. Obecny wygląd pokoju pozostawiał wiele do życzenia, ale gdy przeprowadzi się generalne porządki i umebluje, będzie fajnie.

Stanęliśmy przed ogromnymi oknami wychodzącymi na ulicę. Poczułam dreszczyk podniecenia. To, że firma zyska własny adres, sprawi, że wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy, stanie się bardziej realne.

Odwróciłam się, by sprawdzić reakcję Fiony.

– Chyba mi się podoba. A ty jak uważasz?

Fiona zacisnęła usta i rozejrzała się.

– Cena jest przystępna, a okres wynajmu daje ci szanse na rozwój. Biorąc wszystko pod uwagę, myślę, że to dobra oferta. Widzisz siebie tutaj?

– Tak. – Uśmiechnęłam się. Odzyskałam wiarę w talent Fiony jako agentki nieruchomości. Potrzebowaliśmy wygodnego, niedrogiego lokalu dla nowego zespołu Clozpinu, modowego portalu społecznościowego, nad którego rozwojem pracowałam od roku.

– Podzwonię i spróbuję, może uda mi się uzyskać niższą cenę. Blake ma rację, dosyć tu brudno. A jeżeli planujesz przeprowadzić tu remont, to mamy kartę przetargową. – Fiona wyjęła telefon i wyszła na korytarz, zostawiając nas samych.

 

– Nie spytałaś mnie o zdanie. – Blake uśmiechnął się krzywo.

– Bo już je znam.

– Dałbym ci dwa razy większy lokal i nawet nie musiałabyś wychodzić z budynku, żeby do mnie wpaść. Poza tym jako moja dziewczyna dostałabyś zniżkę. W tej części miasta nie znajdziesz lepszego pomieszczenia.

Nieproszona pomoc Blake’a we wszystkich sprawach stała się dla mnie obciążeniem. Kontrolował, narzucał się i upierał przy swoim, ale bywal pożyteczny. Kiedy ktoś z jego bliskich wpadał w tarapaty albo czegoś potrzebował, Blake zawsze spieszył z pomocą, nie licząc się z kosztami.

– Doceniam twoją ofertę. Naprawdę. Ale nie da się wycenić niezależności. – Już wcześniej o tym rozmawialiśmy. Nie zmieniłam zdania. Musiał uwierzyć, że poradzę sobie sama. Oboje musimy wzajemnie sobie ufać.

– Możesz być niezależna. Spiszemy umowę.

– Z doświadczenia wiem, że umowa opiewająca nawet na minimalnie krótki czas, zawsze uzależnia mnie od twojej forsy. – Już i tak podpisałam umowę na roczny wynajem mieszkania w jego domu, chociaż do tej pory Blake nie otrzymał ani jednego czeku ode mnie.

– Ustalmy pewien pułap. Przez dwadzieścia lat będziesz płaciła czynsz ze zniżką jako moja dziewczyna, a potem się zobaczy. – Wziął mnie w ramiona i mocno przycisnął do piersi. Nasze usta dzieliły zaledwie centymetry.

Serce waliło mi w piersi. Ta rozmowa wykraczała poza nasze zwykłe przekomarzanki. Byliśmy ze sobą dopiero kilka tygodni, a on już myślał długoterminowo? Lekko rozchyliłam usta, aby głęboko zaczerpnąć powietrza. Słowa Blake’a i jego bliskość sprawiały, że cały świat wokół mnie wirował. Nikt nigdy tak na mnie nie działał. Stopniowo zaczynałam lubić tę jazdę bez trzymanki.

– Nieźle sobie radzisz – szepnęłam.

Zamruczał i przycisnął usta do moich ust. Pocałował mnie delikatnie, choć niecierpliwie, lekko łaskocząc językiem.

– Erico, doprowadzasz mnie do szaleństwa.

– Tak? – starałam się powstrzymać jęk rozkoszy.

– Tak, pod każdym względem. Chodźmy stąd. Jeżeli się upierasz przy wynajęciu tej nory, Fiona może się zająć robotą papierkową.

Chwycił mnie wpół i przycisnął do ściany. Nie miałam pojęcia, skąd u niego wzięło się to upodobanie do konfrontowania mnie z twardymi powierzchniami, ale cholernie mi się to podobało. Wsunęłam palce w jego włosy i odwzajemniłam pocałunek, zatracając się w jego objęciach. Która była godzina? Dokąd teraz powinnam pójść? Przeleciałam w myślach wszystkie ewentualne przeszkody stające nam na drodze. Blake wsunął udo między moje nogi i lekko nim na mnie naparł, aż poczułam przez majtki szew dżinsów.

– O Boże.

– Gdyby był tu chociaż kawałek czystego miejsca, wziąłbym cię tu i teraz.

Zachichotałam.

– Niegrzeczny chłopczyk.

Jego oczy pociemniały.

– Nie masz pojęcia, jak bardzo niegrzeczny.

– Ekhem.

W progu stanęła Fiona. Oczy miała wielkie jak spodki.

Blake cofnął się gwałtownie. Na chwilę zakręciło mi się w głowie i poczułam się zawstydzona. Pierwszy raz zobaczyłam, jak się rumieni. Przeczesał włosy palcami, najwyraźniej zakłopotany tym, że młodsza siostra przyłapała go na gorącym uczynku.

– Mam nadzieję, że już skończyliście. Udało mi się zbić cenę o kilkaset dolarów. Możemy podjąć decyzję czy chcecie obejrzeć jeszcze jakieś lokale w innych częściach miasta?

Wyprostowałam się i podeszłam do niej. Wiedziałam, że im dalej od Blake’a się znajdę, tym jaśniej będę myśleć.

– Decyzja podjęta. Podpiszmy dokumenty.

* * *

– Jesteś tu nowa?

Kiedy z intensywną uwagą przeglądałam maile, z zamyślenia wyrwała mnie biuściasta ruda dziewczyna, która przyniosła dwa parujące kubki latte o smaku crème brulée.

– Tak jakby. Wynajmuję lokal na górze.

– Czad. Ja tu mieszkam od kilku lat. Otworzyłam tę kawiarnię z rodzicami, ale przeszli na emeryturę, zostałam więc sama z załogą.

– Gratuluję. Nie wiedziałam, że jesteś właścicielką. – Widziałam ją nieraz, kiedy rozglądałam się po okolicy i planowałam drogę do pracy. Już nie mogłam się doczekać, kiedy się wprowadzę do biura, a cudowne zapachy z kawiarni regularnie mnie tu zwabiały.

– Niewiele osób o tym wie. Są zdumieni, kiedy chcą porozmawiać z kierownikiem, a ja dalej stoję przed nimi.

Roześmiałyśmy się. Podałam jej rękę.

– Jestem Erica.

– Simone. To na koszt firmy.

– Super, dziękuję.

– Nie ma sprawy. – Wróciła za bar. Nawet ja mogłam jej pozazdrościć kształtów. Simone robiła wrażenie i przyrządzała genialną latte, trudno by ją było więc zapomnieć. Goście przy stolikach wokół mnie odprowadzili ją wzrokiem, aż bezpiecznie schowała się za ladą.

Do kawiarni weszła Liz. Odnalazła mój stolik.

– O rany, ale się opaliłaś. – Zawsze wyglądała jak modelka z katalogu, i nie wkładała w to zbyt dużego wysiłku. Podziwiałam tę jej umiejętność. Obcięte na pazia jasne włosy były jeszcze jaśniejsze, niż kiedy ostatnio spotkałyśmy się przy kawie. Ja upięłam włosy w luźny kok i miałam na sobie podarte dżinsy i ręcznie ufarbowany top. Byłam gotowa do sprzątania biura, zanim przywiozą meble.

– Dzięki! W Barcelonie było cudownie. Koniecznie musisz tam pojechać. Moi rodzice wynajęli willę. Właściwie całymi dniami leżałam na plaży. Jak w raju.

– Brzmi bosko.

– A co u ciebie? – spytała i upiła łyk latte.

– Zdobyłam fundusze na rozwój firmy, znalazłam lokal na biuro, teraz je remontuję i zatrudniam nowych pracowników.

– O cholera, moje gratulacje!

– Dzięki.

– Kogo szukasz?

– Mamy kilku nowych programistów, ale brakuje nam dyrektora do spraw marketingu. Nikt mi się dotąd nie spodobał, a niedługo będzie bardzo potrzebny. Nie mogę brać wszystkiego na siebie.

– Chyba mam idealnego kandydata. – Klasnęła w ręce i zaczęła grzebać w torebce.

– Tak?

– To moja znajoma, Risa. Przez kilka lat pracowała w wakacje w firmie marketingowej. Razem z nami skończyła studia i właśnie szuka pracy. Ma bzika na punkcie mody. Na pewno bardzo ci się spodoba.

Uniosłam brwi. Ja nie miałam bzika na punkcie mody. Co prawda prowadziłam modowy portal społecznościowy, ale to był tylko biznes. Moda była domeną Alli, ale ponieważ musiałam znaleźć kogoś na jej miejsce, może warto porozmawiać z tą dziewczyną?

– Moja wspólniczka przeprowadziła się do Nowego Jorku i twoja znajoma musiałaby wziąć na siebie mnóstwo obowiązków za niewielką pensję na początek. Raczej nie jest to praca, o jakiej każdy marzy.

Liz, niczym niezrażona, pokręciła głową.

– Właściwie to brzmi idealnie. Powinnaś z nią porozmawiać. Może się mylę co do tego, jakiej pracy szuka, ale nie zaszkodzi skontaktować się z nią. Nigdy nic nie wiadomo.

Wzruszyłam ramionami.

– Dobrze, ale niczego nie obiecuję.

– Oczywiście. To moja znajoma, ale nie jesteśmy zaprzyjaźnione, no i jeśli nic z tego nie wyjdzie, nie zrobi mi się przykro.

– Zgoda.

Czekając, aż Liz wyśle swojej znajomej wiadomość na telefon, zastanawiałam się nad tym, co jeszcze trzeba zrobić, zanim otworzymy biuro.

– Erico, bardzo się cieszę, że odnowiłyśmy kontakt. – Liz uśmiechnęła się słodko, przywracając mnie do rzeczywistości.

– Ja też.

– W Barcelonie dużo myślałam o tym, co mi powiedziałaś. – Jej twarz przybrała wyraz powagi. – Powinnam była lepiej rozumieć twoją sytuację. Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego, dlatego pewnie nie zareagowałam tak jak trzeba. Przepraszam, że nie pomogłam ci przez to przejść, ale teraz, jeżeli nie jest za późno, chciałabym być lepszą przyjaciółką. – Zniżyła głos, chociaż w kawiarni rozbrzmiewał gwar wielu ludzi pogrążonych we własnych rozmowach.

– Oczywiście, że nie jest za późno. Nie przejmuj się.

Machnięciem ręki zbyłam jej przeprosiny i wszystkie emocje, jakie mogły się z nimi wiązać. Kontakt między nami rozluźnił się również dlatego, że obecność Liz nieustannie przypominała mi o tamtym trudnym okresie w moim życiu. Chciałam dać jeszcze jedną szansę naszej przyjaźni, ale pod warunkiem, że każde moje spotkanie z nią nie będzie wywoływało bolesnych wspomnień.

– Liz, to już prehistoria. Zaczęłam nowy rozdział w swoim życiu i nie chcę rozgrzebywać starych ran. Mam teraz milion innych spraw na głowie.

– Jasne. – Pokiwała głową. – Nie wiem, jak ty to robisz. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym prowadzić firmę. Nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć.

– Oczywiście trzeba się nauczyć wielu rzeczy, jak to w życiu. A jak tobie się układa w tej jednej z największych firm inwestycyjnych w mieście?

– Świetnie, z tym że akurat teraz mam od cholery arkuszy kalkulacyjnych. Ale dużo się uczę i staram się wszystko rozgryźć. Chyba mi się podoba. I pracuje tam mnóstwo facetów. To duży plus.

Roześmiałam się. Przypomniało mi się, że kiedy na pierwszym roku mieszkałyśmy w jednym pokoju, miała bzika na punkcie chłopaków. Prawdę mówiąc, to właśnie jej upodobanie do mężczyzn i imprez mogło doprowadzić do tego, że pewnego razu poszłyśmy do siedziby bractwa studenckiego. Pokręciłam głową, aby pozbyć się myśli o tamtej strasznej nocy z Markiem.

Teraz, kiedy poznałam tożsamość mężczyzny, który mnie zgwałcił, byłam jeszcze bardziej zdecydowana nie dopuścić do tego, żeby to przeżycie mną zawładnęło. Byłam silniejsza od bólu, jaki we mnie zostawił, i zaszłam za daleko, by opłakiwać niewinność, którą mi skradł.

– Chciałabym zobaczyć twoje biuro – powiedziała Liz.

– Oczywiście. Wpadnij, kiedy już się urządzimy. No właśnie, muszę lecieć. Jutro przywożą meble, czeka mnie cała noc sprzątania.

– Nie ma sprawy. Super, że mogłyśmy się spotkać.

– Ja też się cieszę. – Uśmiechnęłam się i uściskałam ją w przelocie.

Pobiegłam na górę. Odkąd podjęłam decyzję o wynajęciu lokalu, nie byłam tam. Nie poznałam drzwi. Drewnianą framugę pomalowano na satynową szarość, wstawiono matowe szyby, a w centralnym punkcie widniało przezroczyste logo firmy. Przekręciłam klucz w chromowanym zamku i otworzyłam drzwi.

Wycyklinowany i polakierowany parkiet lśnił. Wokół okien i na granicy ścian z sufitem ciągnął się ozdobny biały pasek. Nowy wentylator pod sufitem i oświetlenie szeregowe nadawały wnętrzu nowoczesny wygląd.

Złapałam telefon i zadzwoniłam do Fiony.

– Cześć, Erico.

– Masz mi coś do powiedzenia?

– Co takiego? Och…

– Myślałam, że się umówiłyśmy. – Starałam się mówić spokojnie. Kiedy ona się nauczy, że Blake’owi nie wolno wtrącać się w moje sprawy?

– Erico, to mój starszy brat. Co miałam zrobić? Chciał pomóc. Wiesz, jaki jest.

Tak, wiedziałam, jaki jest, i jak potwornie trudno jest mu odmówić, zwłaszcza jeśli się przy czymś uprze. Zaczęłam chodzić po pokoju, podziwiając wnętrze, które tak całkowicie się zmieniło, odkąd je widziałam. Lepiej nie mogło wyglądać. W myślach już zaczęłam ustawiać meble. Blake zrobił całą resztę. Cholera.

– Wygląda wspaniale. Idealnie.

– Wiem. Zajrzałam tam, zanim dałam ci klucze. Blake naprawdę się postarał. Dokładnie tak sobie wyobrażałam to wnętrze. – Jej strach przed moją reakcją wyraźnie zmalał, a jego miejsce zaczynał zajmować entuzjazm.

Westchnęłam i postukałam stopą w podłogę. Cholera, ja też byłam podekscytowana.

– Nadal jestem na ciebie wściekła – powiedziałam całkowicie nieprzekonującym tonem.

– Postawię ci kiedyś drinka i przestaniesz się wściekać.

– Do tego zwykle potrzebuję kilku drinków.

Roześmiała się.

– Nie będę się sprzeczać. No to miłego oglądania. Gratuluję.

– Dzięki. Pogadamy później.

Rzuciłam na podłogę torbę ciężką od akcesoriów do sprzątania, które teraz okazały się niepotrzebne. Usiadłam po turecku na środku podłogi i rozejrzałam się. Każdy kroczek, który moja firma zrobiła w ciągu ostatnich tygodni, wydawał mi się przeogromny, a Blake zawsze wtrącał swoje trzy grosze.

W tej chwili drzwi się otworzyły i w progu stanął Blake. Trzymał butelkę szampana, koc i brązową papierową torbę. Na jego ustach pojawił się znaczący uśmiech.

– Jak tam moja ulubiona szefowa?

– Nie narzekam – powiedziałam obojętnym tonem, spoglądając na imponującą postać, która nade mną górowała.

Rozłożył koc, usiadł na nim i poklepał miejsce obok, dając mi znać, żebym do niego dołączyła.

 

– Co to ma być?

– Pomyślałem, że dla uczczenia tego dnia zrobimy sobie piknik.

Uśmiechnął się lekko, otworzył szampana i nalał go do dwóch kieliszków, które wyjął z torby.

Spojrzeliśmy sobie w oczy. Próbował zgadnąć, w jakim jestem nastroju.

– Jesteś wściekła?

– Może – skłamałam. Na szczęście to, co zrobił, było tak świetne, że już wybaczyłam jemu i jego wspólniczce.

Uniósł brwi, czekając na moją reakcję. Zatonęłam w jego oczach. Piękne orzechowe tęczówki pod gęstymi, długimi rzęsami stanowiły największy atut twarzy, której widok zatrważająco często zapierał mi dech w piersi. Wyraźnie zaznaczona linia szczęki. Lekko opalona skóra i pełne, rozkoszne usta przypominały mi o tych straszliwych, cudownych rzeczach, które ze mną wyczyniały. Mogłabym patrzeć na niego godzinami i oddawać się uczuciom, jakie we mnie wywoływał. Miałam obsesję na jego punkcie, opętał mnie. Nigdy nie czułam się tak pożądana i tak zauroczona innym człowiekiem. Blake był wręcz ideałem i kochałam go do szaleństwa.

Westchnęłam z nadzieją, że nie widać po mnie, jak bardzo jestem w nim zakochana.

– Akceptuję twoje szaleństwo.

– Grzeczna dziewczynka. – Wyraźnie się rozluźnił. Uśmiechnął się.

Aby znaleźć się bliżej niego, usiadłam na kocu. Wzięłam kieliszek szampana i upiłam łyk.

– Podoba ci się?

– Bardzo. – Mimo zastrzeżeń co do tego miejsca najwyraźniej skrywał jakąś jego wizję.

– Taką miałem nadzieję.

– Skąd ta zmiana nastawienia?

Zmarszczył brwi.

– O co ci chodzi?

– Nie ukrywałeś, że ten lokal wcale ci się nie podoba.

– Oczywiście wolałbym mieć cię bliżej. Ale ty tego chciałaś. Akceptujesz moje „szaleństwo”, jak to nazywasz, a ja akceptuję twój upór.

Przez chwilę gapiłam się na niego bez słowa. Nie mogłam odmówić mu racji.

– Niektórzy mogliby nazwać to postępem.

Uśmiechnął się do mnie w sposób, który mi uświadomił, że jeszcze nikomu przede mną nie udało się tak do niego zbliżyć. Nie rozmawialiśmy o tym, ale Blake nie sprawiał wrażenia osoby, która często jest skłonna pójść na kompromis. Szczerze mówiąc, żadne z nas nie należało do takich osób, ale jakoś próbowaliśmy odnaleźć się w tym układzie. Remont wnętrza oznaczał przekroczenie granic, ale moja akceptacja jego decyzji oznaczała krok we właściwym kierunku.

Powoli sączyłam schłodzonego szampana. W pokoju zapadła cisza.

– Musisz pozwolić, żebym zaczęła żyć samodzielnie.

Uniósł brwi.

– Czy ty naprawdę słyszysz, co mówisz?

– Tak. I wiem, że nie będę się rozwijać, jeżeli zawsze będziesz się wtrącał, zanim stawię czoło jakiemuś wyzwaniu albo popełnię błąd. Chcę mieć taką szansę, inaczej będę żyła w świecie fantazji, w którym ty rozwiązujesz wszystkie moje problemy, i nigdy się nie przekonam, co to znaczy prowadzić własną firmę.

Głośno westchnął.

– W porządku. Jak dalece mogę się angażować?

– Po prostu poczekaj, aż poproszę o pomoc, kiedy będę jej potrzebowała.

Pokręcił głową.

– Nigdy tego nie zrobisz.

Przewróciłam oczami, chociaż częściowo przyznałam mu rację. Byłam uparta jak osioł i rzadko prosiłam o pomoc.

– Hej. – Ujął mnie pod brodę i przyciągnął do siebie. – Jestem z ciebie dumny.

– Dlatego, że wyłudziłam od ciebie cztery miliony dolarów?

Roześmiał się.

– Jeżeli to była część twojego planu, to tak, aż pękam z dumy, bo w ogóle się tego nie spodziewałem.

Uśmiechnęłam się wbrew sobie. Zrobiłabym dosłownie wszystko, żeby nie brać od niego pieniędzy, i dobrze o tym wiedział.

– Ale tak poważnie, to duży krok. Ciesz się tą chwilą.

Cieszyłam się. Obecność Blake’a osładzała mi każdy moment życia. Dzięki niemu wszystko stawało się tak niezwykłe, że zastanawiałam się, jak mogłam znieść tę marną egzystencję, którą nazywałam życiem, zanim się pojawił i przewrócił wszystko do góry nogami.

– Cieszę się. Dzięki tobie. – Pochyliłam się i musnęłam ustami jego usta.

Ujął mnie pod brodę i przesunął językiem po moich wargach, aż się rozchyliły, a wtedy wsunął do środka język.

– Nie spytasz, co mam w torbie?

Cofnęłam się nieco, zdyszana i lekko oszołomiona jego smakiem i zapachem. Czystym, ostrym, męskim, niepowtarzalnym. Odsunął się i wyjął zawartość torby. Postawił na podłodze pojemnik z truskawkami, bitą śmietanę i mały słoiczek delikatesowego sosu czekoladowego.

– Jaki piknik chodzi ci po głowie?

Podniósł słoiczek.

– W kawiarni na dole skrapiają tym sosem kawę i ciastka. Chyba nie jest na sprzedaż, ale kiedy grzecznie wyjaśniłem, że będę go zlizywał z twojego ciała, żeby uczcić urządzenie nowego biura, zgodzili się.

Zachichotałam, wyobrażając sobie tę zmyśloną rozmowę z Simone. Blake zdjął wieczko i podał mi słoiczek. Zanurzyłam palec w czekoladzie i włożyłam go do ust. Poczułam na języku dekadencki, boski smak, tym cudowniejszy, że wiedziałam, iż Blake wkrótce zrealizuje swój plan.

– Myślałam, że nie pochwalasz biurowych romansów – powiedziałam.

– To twoje biuro. Tu panują inne zasady.

– Widzę, że już je ustalasz. – Znowu zanurzyłam palec w czekoladowym sosie, ale zanim zdążyłam włożyć go do ust, Blake szybko chwycił w swoje usta i wymownym ruchem go oblizał.

– Zdejmij koszulkę i połóż się.

Uśmiechnęłam się, powoli klęknęłam i zdjęłam top.

– Bardzo dziś jesteś dominujący.

Wyjął z torby czarną jedwabną maseczkę i zasłonił mi nią oczy.

– Nie tylko dzisiaj, kochanie. Taki już jestem. Lepiej to sobie zapamiętaj.

Na obojczyku poczułam ciepły oddech. Czekałam na dotyk jego ust, byłam więc zaskoczona, kiedy wsunął dłoń pod moje plecy. Zwinnie rozpiął mi stanik. Usłyszałam, jak biustonosz ląduje na podłodze. Naga od pasa w górę i zmarznięta w tym chłodnym pomieszczeniu, czułam się całkowicie bezbronna.

– Połóż się i nie każ mi tego powtarzać.

Wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam, nagle bezwolna wobec jego rozkazu i stanowczego tonu. Przemknęło mi przez myśl, żeby sprzeciwić się temu prostemu, choć zdecydowanemu nakazowi, ale szybko poczułam pragnienie, by przejął kontrolę nad moim ciałem na tak długo, jak tylko chciał.

Posłusznie położyłam się na plecach na chłodnym kocu. Blake rozpiął mi dżinsy i ściągnął je z bioder, zatrzymując się tuż nad kością łonową.

Obsypał mój brzuch gorącymi pocałunkami. Wstrzymując oddech, czekałam na więcej. Pod dotykiem jego ust wygięłam plecy w łuk, kiedy kciukiem gładził moje kości biodrowe.

– Uwielbiam to miejsce – wymruczał. – Jedno z wielu. Twoje ciało… Erico, jesteś tak cholernie seksowna.

– Dotykaj mnie.

– Zamierzam, ale wszystko po kolei. Przestań się wiercić.

– Torturujesz mnie – jęknęłam.

Zaśmiał się cicho.

– Nie sądzę.

Wtedy mnie zostawił, stwarzając między nami nieprzyjemny dystans. Znowu poczułam chłód. Gdzie się podział i co robił? Zadrżałam, kiedy kropla jakiejś cieczy kapnęła na mój pępek. Skropił sosem moją klatkę piersiową i obrysował nim sutki, które natychmiast stwardniały.

– Lubisz truskawki?

Ta aluzja wywołała uśmiech na mojej twarzy.

– Tak.

– To dobrze. Zaraz cię nimi nakarmię.

Kiedy dotknął owocem mojej dolnej wargi, świeży zapach truskawek zmieszał się z zapachem czekolady. Otworzyłam usta, ale Blake trzymał truskawkę poza moim zasięgiem. Wygięłam plecy w łuk, żeby ją chwycić, i wreszcie pozwolił mi zatopić w niej zęby. Pogryzłam ją i połknęłam, rozkoszując się smakiem i nowym doświadczeniem, jakim było połączenie mojej obsesji na punkcie Blake’a z obsesją na punkcie jedzenia. Uznałam, że od przybytku głowa nie boli.

Nieoczekiwanie wycisnął pocałunek na mojej szyi i lekko skubnął zębami skórę. Musnął ustami obojczyk, a potem miejsce między piersiami. Językiem powoli zatoczył krąg wokół jednego sutka, a potem wokół drugiego. Zaczął je ssać, wreszcie muskać językiem całą moją klatkę piersiową, każde dostępne miejsce. Wstrzymałam oddech. Blake drażnił językiem moje ciało i niespiesznie oblizywał je do czysta. Kiedy skończył, wsunął dłoń pod dżinsy i położył ją między udami na moich już wilgotnych majtkach.

– Erico, teraz cię zerżnę. Chcesz tego?

Kiedy jego oddech owionął mój mokry sutek, na całym ciele poczułam gęsią skórkę. Moja skóra była jak naelektryzowana od wszystkich tych pieszczot.

Jęknęłam z przyzwoleniem. Dłonie mi prawie zupełnie zdrętwiały od ściskania koca. Puściłam go, wsunęłam palce w jedwabiste włosy Blake’a, mocno je chwyciłam i przycisnęłam do piersi jego głowę. Lekko skubnął zębami moją skórę, aż cicho krzyknęłam.

Chwycił mnie za nadgarstki i uniósł moje ręce nad głowę.

– Nie ruszaj się.

Torba znowu zaszeleściła i chwilę później Blake związał mi ręce kawałkiem jedwabiu. Zacisnął węzeł na tyle mocno, żebym nie mogła się z niego uwolnić.

Rozebrał mnie od pasa w dół. Usłyszałam, jak jego ubranie opada na podłogę u moich stóp, a potem przykrył mnie swoim ciałem.

Zaczęłam wykręcać ręce – nadaremnie, bo sama bym się nie uwolniła. Serce szybciej mi zabiło, zaczęłam wpadać w panikę. Blake robił to już wcześniej. Unieruchamiał mnie, czyniąc bezbronną. Przedtem jednak węzły były luźniejsze – te ani trochę nie puściły. Poza tym nie widziałam go. Byłam bezbronna, w ciemności. Przeszył mnie zimny dreszcz strachu. W moich myślach Blake’a zastąpił koszmar, najmroczniejsze ze wspomnień.

– Blake – powiedziałam drżącym głosem naznaczonym rosnącym niepokojem. Nie byłam pewna, czy tego chcę.

Położył mi dłoń na sercu. Moja klatka piersiowa unosiła się gwałtownie. Nie mogłam zapanować nad oddechem.

– Ćśś, kochanie. Jestem tu – wymruczał.

Przykrył mnie swoim ciepłym ciałem i zamknął moje usta pocałunkiem, czułym i pełnym miłości, uciszającym wszystkie lęki. Ucałował linię mojej szczęki i przesunął usta na wrażliwe miejsce tuż za uchem.

– Czujesz mnie? To ja, kochanie. Zawsze będę przy tobie.

Kiedy wypowiedział te słowa, moje ciało się rozluźniło. Rozprostowałam dłonie wcześniej zaciśnięte w pięści i skupiłam się na jego dotyku. Nikt nigdy nie dotykał mnie w ten sposób – zupełnie jakby Blake znał moje ciało lepiej niż ja sama.