Słowo na M

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Melanie Milburne
Słowo na M

Tłumaczenie:

Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

To nie konieczność zwrotu pierścionka zaręczynowego najbardziej niepokoiła Jasmine Connolly. W jej mieszkaniu w Mayfair, nad sklepem z sukniami ślubnymi, w pudełku z biżuterią leżały jeszcze dwa inne pierścionki. Chodziło o to, że znów poczuła się odrzucona. Dlaczego nie była wystarczająco dobra dla nikogo, poczynając od własnej matki? Dlaczego ludzie, na których jej zależało, zawsze ją opuszczali?

Ale nie tylko przez to żołądek ściskał jej się w panice. W następny weekend wybierała się do Cotswolds na zimowe targi strojów ślubnych i zanosiło się na to, że będzie musiała pojechać sama. Pokój w hotelu był zarezerwowany już od miesięcy. Jak miała teraz pokazać się tam bez narzeczonego? Tak bardzo wyczekiwała tych targów, tak wiele wysiłku kosztowało ją zapewnienie sobie udziału w pokazie! To miał być jej pierwszy pokaz i Jaz miała nadzieję, że uda jej się wreszcie wypłynąć na szerokie wody.

Pociągało ją wszystko, co miało jakikolwiek związek ze ślubami, i nie chodziło tylko o suknie, ale przede wszystkim o zobowiązanie, że będzie się kogoś kochać do końca życia, a nie tylko dopóki to jest wygodne. Miłość powinna być na zawsze. Każda zaprojektowana przez Jaz suknia przesycona była jej własnymi nadziejami. Cóż to byłaby za okrutna ironia losu, gdyby się miało okazać, że ona sama nigdy takiej nie założy!

Spojrzała na swoją dłoń na kierownicy i pożałowała, że nie wsunęła na pusty serdeczny palec jakiegoś innego pierścionka. Przynajmniej nie musiałaby wyjaśniać wszystkim, że, jak to ujął Myles, zrobili sobie przerwę w związku. Zresztą nieważne, jak to nazwał, po prostu ją rzucił. Już po raz trzeci w życiu została porzuconą narzeczoną. Co to mogło oznaczać? Chyba tylko tyle, że nie umiała utrzymać żadnego mężczyzny.

Dojechała do Ravensdene, posiadłości należącej do znanych aktorów teatralnych, i zaparkowała samochód na swoim zwykłym miejscu. Wychowała się w tym domu jako córka ogrodnika, przybrana siostra Mirandy Ravensdale i jej starszych braci bliźniaków, Juliusa i Jake’a.

Miranda niedawno się zaręczyła. Niech to diabli. Jaz cieszyła się z tego – oczywiście, że tak. Miranda i Leandro Allegretti doskonale do siebie pasowali. Nikt bardziej niż oni nie zasługiwał na szczęście. Ale dlaczego również i ona nie mogła zaznać odrobiny szczęścia?

Przyłożyła głowę do kierownicy i uderzyła w nią trzykrotnie, ale wyprostowała się szybko, gdy za plecami usłyszała dźwięk silnika. Wysiadła i popatrzyła na sportowy włoski samochód, który zatrzymał się obok niej, wzniecając tuman kurzu i rozpryskując żwir spod kół. Zza kierownicy wysunął się z wdziękiem Jacques Ravensdale, znany jako Jake. Jaz od razu poznała, że to on, a nie jego identyczny bliźniak Julius. W przeciwieństwie do większości ludzi, ona zawsze potrafiła ich odróżnić, a raczej potrafiło to jej ciało. W obecności Jake’a przeszywały ją dreszcze i ogarniał dziwny niepokój, zupełnie jakby jej ciało odbierało od niego jakieś podprogowe sygnały.

Czarne włosy miał rozwiane przez wiatr, seksownie potargane. To był kolejny powód, dla którego Jaz go nie cierpiała. Gdyby to ona przejechała się w tym chłodnym październikowym wietrze samochodem z otwartym dachem, jej włosy przypominałyby splątaną sieć rybacką. Ubrany był w swobodny strój. Wszystko w Jake’u było swobodne i jego związki również – o ile w ogóle można było użyć tego słowa w odniesieniu do przypadkowych podrywów i przygód na jedną noc. Ciemnoniebieskie oczy przysłonięte były lotniczymi okularami, ale Jaz dostrzegła na czole Jake’a głęboką zmarszczkę. Zawsze była to jakaś odmiana od zwykłego kpiącego uśmiechu.

– Co ty tu robisz? – zapytał ze zdziwieniem.

Jaz uśmiechnęła się słodko.

– Mnie również miło cię widzieć. Jak leci? Zdecydowałeś się w końcu na przeszczep osobowości?

Zdjął okulary i popatrzył na nią chmurnie.

– Miałaś być w Londynie.

– Naprawdę? – zdziwiła się niewinnie.

– Pytałem Mirandę. Mówiła, że wybierasz się na przyjęcie do rodziców Tima.

– On ma na imię Myles. Tim to był ten poprzedni.

Kącik ust Jake’a uniósł się w uśmiechu.

– Numer jeden czy numer dwa?

Irytujące było, że mówił o jej byłych narzeczonych jak o odpadach. Co prawda ona sama również czasem tak o nich myślała, ale jednak…

– Numer dwa. Pierwszy był Lincoln.

Jake otworzył pilotem bagażnik samochodu.

– Więc gdzie jest twój ukochany Myles? Ma tu do ciebie przyjechać?

Jaz wiedziała, że nie powinna się tak gapić na jego pośladki opięte granatowymi dżinsami, ale cóż mogła na to poradzić? Miał ciało greckiego olimpijczyka i cały był jak wyjęty z marzeń. Niestety, Jaz nie cierpiała go z całego serca.

– Musiał zostać w mieście i popracować. To znaczy, musi pracować po przyjęciu.

Jake obrócił się i spojrzał na nią z olśniewającym uśmiechem.

– Zerwaliście ze sobą.

Wkurzyło ją, że było to stwierdzenie, a nie pytanie. W żadnym razie nie miała zamiaru przyznawać, że jej kolejny związek poniósł fiasko.

– Nie gadaj głupstw. Niby dlaczego? To, że przyjechałam tu na weekend, jeszcze nie znaczy, że…

– Gdzie masz ten błyszczący kamień, który nosiłaś na palcu?

Jaz przegarnęła włosy lewą ręką.

– W Londynie. Nie noszę go do pracy. – To niezupełnie było kłamstwo. Pierścionek rzeczywiście został w Londynie, bezpieczny w rodzinnym sejfie Mylesa. Jaz wciąż była na niego zła, że nie pozwolił jej zatrzymać pierścionka choćby jeszcze tylko przez kilka dni. I co z tego, że to była pamiątka rodzinna? Myles miał mnóstwo pieniędzy i mógł kupić tyle pierścionków, ile tylko chciał. Ale nie, zażyczył sobie zwrotu i przez to ona musiała teraz paradować z nagim palcem, bo czuła się zbyt wściekła i zraniona, żeby wychodząc z mieszkania nałożyć jakiś inny pierścionek.

Jake był pierwszą osobą, która odgadła, że kolejny jej związek poniósł porażkę. To również było denerwujące. Jaz była pewna, że nie usłyszy od niego słów pociechy ani współczucia. Prędzej Jake zacznie się tarzać ze śmiechu, powtarzając: „przecież ci mówiłem!”.

– Jeśli nie masz nastroju na imprezę, to lepiej się gdzieś schowaj. Za godzinę będę miał tu gości – oznajmił, przerzucając przez ramię skórzaną włoską kurtkę.

– Gości – powtórzyła z przygnębieniem.

– Tak. Takich, którzy jedzą, piją i nie śpią.

Jake poszedł po chrzęszczącym żwirze do drzwi elżbietańskiej rezydencji. Jaz podreptała za nim.

– Co to za goście? Same kobiety?

– Jak ty mnie dobrze znasz. – Błysnął w uśmiechu białymi zębami i Jaz poczuła, że oblewa się gorącym rumieńcem. Julius i Miranda próbowali się odciąć od sławy rodziców, tymczasem Jake bezwstydnie na niej żerował i wykorzystywał, jak tylko się dało, szczególnie do zdobywania kobiet. Jako szesnastolatka, Jaz również padła ofiarą jego legendy. Stało się to podczas jednego z przyjęć sylwestrowych wydawanych przez jego rodziców. Pozwolił jej wtedy wierzyć, że traktuje ją poważnie. Starała się potem nie wracać myślami do tamtej nocy w jego sypialni.

– Nie możesz urządzić dzisiaj imprezy – powiedziała teraz, idąc za nim do domu. – Pani Eggleston nie ma. Pojechała do Bath, do siostry.

– Właśnie dlatego wybrałem ten weekend. Nie martw się, mam zamówiony catering.

Jaz skrzyżowała ramiona na piersi i popatrzyła na niego ze złością.

– Założę się, że wiem, co będzie w menu.

Była pewna, że zaprosił chmarę pustogłowych lalek, które piły szampana, jakby to była woda, i nic nie jadły w obawie, żeby nie przytyć. Miała tylko nadzieję, że żadna z nich nie okaże się niepełnoletnia.

– Masz ochotę się do nas przyłączyć?

– Czyś ty zwariował? – parsknęła. – Nie mogę sobie wyobrazić gorszego sposobu spędzania wieczoru niż patrzenie, jak stado potencjalnych gwiazdek słania się na nogach pod twoim wątpliwym urokiem.

Jake lekko wzruszył ramionami.

– Nie, to nie.

Jaz miała ochotę wydrapać mu oczy. Po raz pierwszy od wielu lat znaleźli się sam na sam. Zwykle, gdy przyjeżdżała do Ravensdene, byli tu inni członkowie jego rodziny. Dlaczego gospodyni nie uprzedziła jej, że Jake tu będzie? Pani Eggleston dobrze wiedziała, że Jaz go nie cierpi. Wszyscy o tym wiedzieli.

Jaz i Jake byli wrogami od siedmiu lat. Ilekroć znaleźli się w tym samym pomieszczeniu, atmosfera stawała się ciężka. Niechęć Jaz rosła z roku na rok. Irytowała ją kpina w oczach Jake’a, gdy na nią patrzył – tak jakby wspominał tamtą noc w swojej sypialni, kiedy wygłupiła się jak nigdy w życiu. Zawsze wtedy wydawało jej się, że on myśli o tym, jak wyglądała leżąc na jego łóżku w samej bieliźnie i czekając na niego. Co ona sobie wtedy myślała? Dlaczego dała się nabrać? Dlaczego nie uświadomiła sobie w porę, że Jake się z niej naigrawa? Minęło wiele lat, ale Jaz nadal nie była w stanie spokojnie myśleć o tym upokorzeniu.

A teraz nie było tu nawet jej ojca. Wraz z nową żoną wybrał się na rejs po greckich wyspach. Zresztą praca zawsze była dla niego ważniejsza niż córka, nawet zanim Angela go zawłaszczyła.

Jaz nie mogła też wrócić do Londynu – to było wykluczone. Nie była jeszcze gotowa ogłosić światu, że jej zaręczyny zostały zawieszone. Dopóki nie będzie pewna, że naprawdę ze sobą zerwali, nie mogła się przyznać nawet Mirandzie. Była przekonana, że wystarczy zaczekać i Myles zrozumie, co stracił. Byli przecież pokrewnymi duszami. Wszyscy tak twierdzili. No cóż, może nie wszyscy, ale nie potrzebowała aprobaty wszystkich. Nie potrzebowała nawet aprobaty jego rodziców, co akurat dobrze się składało, bo jej nie lubili. Ale byli okropnymi snobami i ona też ich nie lubiła.

 

Jaz robiła dla Mylesa wszystko: gotowała, sprzątała, organizowała mu życie towarzyskie. Wywróciła swój tryb życia do góry nogami, żeby mieć dla niego czas. Godziła się na seks nawet wtedy, kiedy nie miała ochoty, co z jakiejś nieznanej przyczyny zdarzało się dość często. Dlaczego zatem Myles chciał z nią zerwać? Może nie była wystarczająco pewna siebie, wystarczająco asertywna w seksie? Cóż, gdyby zechciał, mogła się taka stać. Gdyby miała go przez to odzyskać, była nawet gotowa zgodzić się na noszenie dziwnych kostiumów i nietypowe zabawy, choć do niej samej zupełnie to nie przemawiało. Inni mężczyźni uważali ją za atrakcyjną kobietę. Nie była próżna, ale wiedziała, że ma wszystko, co trzeba, by się podobać. Do tego była bardzo inteligentna i prowadziła własną firmę, choć nie skończyła jeszcze dwudziestu czterech lat.

Firmę pomogli jej założyć rodzice Jake’a. Richard i Elisabetta Ravensdale’owie. Gdyby nie oni, nie odebrałaby tak doskonałej edukacji. Zastąpili jej matkę, która podczas przypadkowej wizyty zostawiła ośmioletnią córkę w Ravensdene i już nigdy po nią nie wróciła. W gruncie rzeczy Jaz nie miała nic przeciwko temu. Czuła ulgę, że nie musi wracać do ciasnego, wilgotnego i zaszczurzonego mieszkania w Brixton, gdzie sąsiedzi walczyli ze sobą bardziej niż koty przy śmietnikach. Niepokoiła ją jednak myśl, że zostawiono ją jak paczkę na progu. Nie tak powinno się traktować dzieci. Mimo to jednak wolała mieszkać w elżbietańskiej rezydencji Ravensdene, położonej w Buckinghamshire, pośród pól i mrocznych lasów, nad rzeką, która wiła się przez teren posiadłości jak srebrna wstążka.

To był teraz jej dom, a Ravensdale’owie stali się jej rodziną. Oczywiście oprócz Jake’a.

Jake rzucił torbę na łóżko i zaklął paskudnie. Co, do diabła, robiła tu Jasmine Connolly? Sprawdził wcześniej, czy dom będzie pusty w weekend. Miał pewien plan, w którym nie było miejsca dla Jasmine. Robił, co mógł, by jej unikać, a gdy to było niemożliwe, ze wszystkich sił starał się ją zdenerwować. Lubił, gdy zaciskała zęby i jej szaroniebieskie oczy ciskały pioruny. Nie miał zamiaru pozwolić jej dyktować, co może robić, a czego nie. W końcu to był dom jego rodziny, a nie jej. Wychowywała się razem z jego siostrą Mirandą, ale mimo wszystko była tylko córką ogrodnika.

Jako szesnastolatka upatrzyła go sobie i uparła się, że za niego wyjdzie. Czy to nie brzmiało jak żart? Był od niej o dziesięć lat starszy, nie myślał o małżeństwie wtedy i nie myślał o nim teraz. Takie słowo nie istniało w jego słowniku.

Jaz z kolei nie myślała o niczym innym. Całe jej życie kręciło się wokół ślubów. Musiał przyznać, że była dobrą projektantką, ale ta jej obsesja na punkcie małżeństwa nie mogła być zdrowa. Czterdzieści procent małżeństw kończyło się rozwodem, tak jak małżeństwo jego rodziców. Zaledwie miesiąc wcześniej wybuchł skandal, gdy wyszło na jaw, że jego ojciec ma nieślubne dziecko. Zanosiło się na to, że rodzice, którzy po pierwszym rozwodzie wzięli ponowny ślub, rozwiodą się po raz drugi, a gdyby miało się tak stać, to Jake mógł tylko mieć nadzieję, że rozwód nie będzie tak paskudny i żenujący jak poprzedni.

Telefon pisnął, sygnalizując nadejście wiadomości. Jake spojrzał na ekran i znów zaklął. Dwadzieścia siedem wiadomości tekstowych i czternaście nieodebranych połączeń od Emmy Madden. Zablokował jej numer, ale chyba pożyczyła sobie od kogoś telefon. Wiedział, że jeśli zajrzy do folderu ze spamem, to zobaczy całą serię mejli z jej zdjęciami. Czy ta głupia nastolatka nie chodziła do szkoły? Gdzie byli jej rodzice? Nie sprawdzali jej telefonu ani komputera?

Miał już powyżej uszu zadurzonych nastolatek. Zaczęło się przed siedmiu laty od Jasmine. Wtedy to on miał ostatnie słowo, ale teraz nadeszły inne czasy i Emmy Madden zupełnie nie poruszały jego wysiłki, by się jej pozbyć. Próbował już cierpliwości i uprzejmości – bez skutku. Co jeszcze mógł zrobić? Ta dziewczyna była jak pijawka. Nękała go, przysyłała mu prezenty do pracy, przychodziła do jego ulubionych barów, na siłownię, a nawet do restauracji, gdzie jadł służbowy lunch. To była paskudnie żenująca sytuacja. Nie udało mu się przekonać klienta, że nie sypia z nieletnią. Może i był playboyem, ale miał jednak jakieś zasady, a jedną z nich było trzymanie się z dala od małolat.

Wyciszył telefon i rzucił go na łóżko, a potem podszedł do okna i popatrzył na pola otaczające posiadłość. Bardzo lubił jesień w Ravensdene. Liście zaczynały się już przebarwiać, a w chłodnym, świeżym powietrzu czuć było zapowiedź zimy. Pomyślał, że gdy przyjadą goście, rozpali ogień w kominku w bawialni, nastawi jakąś muzykę, naleje wszystkim szampana i rozkręci imprezę, a potem wrzuci zdjęcia w media społecznościowe. Może wtedy do Emmy Madden w końcu coś dotrze.

ROZDZIAŁ DRUGI

Ledwie Jaz ulokowała się w mniejszym saloniku i rozłożyła swój warsztat pracy, zaczęły się zjeżdżać samochody. Musiała ręcznie przyszyć francuską koronkę do sukni Holly, narzeczonej Juliusa. To było zajęcie na wiele godzin, ale praca przy własnych projektach nigdy jej nie nużyła. Krojenie i szycie zlecała komuś innemu, ale wszystkie szczegóły wykańczała ręcznie. Dzięki temu jej suknie były wyjątkowe. Każdy kryształek, perełka czy koralik przyszyty na wierzchu napełniał ją dumą z tego, co osiągnęła. W dzieciństwie siadywała na podłodze tego samego saloniku ze stertą opakowań i bibułek ze sklepu, używając Mirandy jako chętnej, choć niezbyt cierpliwej modelki i marząc o osiągnięciu sukcesu, który pomógłby podnieść jej status niechcianej córki barmanki – narkomanki i alkoholiczki.

Zazgrzytała zębami, gdy za oknem rozległo się trzaskanie drzwiczek samochodów, śmiechy kobiet i chrzęst wysokich obcasów na żwirze, ale nadal nie miała zamiaru wracać do miasta przed końcem weekendu. Jake mógł sobie imprezować, ile chciał. Wiedziała, że jej obecność go irytuje. Próbował nie pokazać tego po sobie, ale za dobrze go znała.

Odłożyła suknię na bok i starannie przykryła ją atłasowym pokrowcem. Musiała zobaczyć kobiety, które tu przyjechały. Jake lubił biuściaste blondynki. Wydawało się to koszmarnie banalne, ale on właśnie taki był – płytki. Żył szybko i nigdzie nie zatrzymywał się na tyle długo, by zapuścić korzenie. Otaczał się gwiazdkami, które wykorzystywały go tak samo jak on wykorzystywał je. Jaz zbierało się od tego na mdłości.

Stał teraz w holu, otoczony tuzinem blondynek w skąpych koktajlowych sukienkach i butach na niebotycznych obcasach. Jaz oparła się o futrynę i skrzyżowała ramiona na piersi. Dziewczyny po kolei całowały go na powitanie. Któraś potargała mu włosy, a inna otarła się silikonowym biustem o jego ramię.

Jake pochwycił spojrzenie Jaz i uśmiechnął się kpiąco.

– O, policja obyczajowa już się pojawiła. Dziewczyny, to jest Jasmine, córka ogrodnika.

Jaz spiorunowała go spojrzeniem i przeniosła wzrok na dziewczyny.

– Czy wasi rodzice wiedzą, gdzie jesteście?

Jake ponuro ściągnął brwi.

– Daj sobie spokój, Jasmine.

Odpowiedziała mu pełnym słodyczy uśmiechem.

– Sprawdzam tylko, czy nie przemyciłeś tu jakieś nieletniej.

Zacisnął usta i na jego arystokratycznej twarzy pojawił się rumieniec. Jaz poczuła satysfakcję. Udało jej się wytrącić go z równowagi na tyle, że na chwilę zrzucił maskę nonszalancji. Nikt oprócz niej nie potrafił tego dokonać. Jake żeglował przez życie ze swobodnym uśmiechem i tylko ona umiała go sprowokować. Ciekawa była, jak daleko może się posunąć.

Unikał jej od siedmiu lat. Gdy rodzina zbierała się razem na święta albo przy jakiejś innej okazji, nawet się z nią nie witał. Nigdy jej nie obejmował ani nie całował w policzek, tak jak Mirandę czy matkę. Unikał jej jak trędowatej, a Jaz nie miała nic przeciwko temu. Ona również nie chciała go dotykać.

Przesunął się obok niej, jakby była niewidzialna, i skierował swoje towarzyszki do dużego salonu.

– Tutaj, drogie panie. Impreza zaraz się zacznie.

Poszły za nim jak szczury za flecistą. Jaz omal nie zwymiotowała na ten widok. Czy naprawdę nie rozumiały, że tylko karmią jego ego? Wiedziała, że Jake będzie je poił drogim szampanem, mieszał egzotyczne koktajle i opowiadał anegdotki o swoich słynnych rodzicach i ich przyjaciołach, hollywoodzkich i londyńskich aktorach. Potem, o drugiej czy trzeciej nad ranem, odeśle te, z którymi nie zamierzał pójść do łóżka. Pozostałe dwie czy trzy odprawi trochę później i nigdy więcej do nich nie zadzwoni. Rzadko się zdarzało, by Jake Ravensdale spędzał z jakąś kobietą więcej niż jedną noc – tak rzadko, że Jaz nawet nie pamiętała, kiedy miało to miejsce po raz ostatni.

Za jej plecami odezwał się dzwonek. Obróciła się do drzwi ze znużonym westchnieniem.

– Ja otworzę – odezwał się Jake, wychodząc z salonu.

Jaz z grymasem odsunęła się na bok.

– Dziesięć kobiet jeszcze ci nie wystarczy?

Obrzucił ją obojętnym spojrzeniem, ale gdy otworzył drzwi, jego twarz również ściągnęła się w dziwnym grymasie.

– Emma. – Jego grdyka poruszyła się w górę i w dół. – Jak…? Dlaczego…? Jak mnie znalazłaś?

Wydawał się bardzo zdenerwowany. Jaz jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie.

– Musiałam cię zobaczyć – powiedziała stojąca w progu dziewczyna. Była bardzo młoda, miała wielkie błyszczące oczy i drżące usta. – Po prostu musiałam.

To była jeszcze nastolatka, w tym niezręcznym wieku między dzieciństwem a dojrzałością, kiedy można popełnić mnóstwo błędów, których konsekwencje wloką się później przez całe życie. Jaz wiedziała o tym aż zbyt dobrze.

– Jak się tu dostałaś? – zapytał Jake ostro.

– Przyjechałam taksówką.

– Z Londynu?

– Nie, ze stacji w wiosce.

Biedny dzieciak, pomyślała Jaz. Ona również patrzyła kiedyś na Jake’a takim samym wzrokiem, jakby był półbogiem i jakby jedynym jej celem w życiu było oddawać mu cześć. Widok tego dziecka sprawiał jej cierpienie. Uczucia nastolatek były bardzo intensywne i absolutnie irracjonalne. Ta biedna dziewczyna była zadurzona po same uszy. Przyjechała tu, taki kawał drogi, w nadziei, że dostanie odrobinę uwagi od mężczyzny, który najwyraźniej nie miał ochoty tracić na nią czasu. Jaz nie mogła na to patrzeć. A jeśli Emma, tak jak kiedyś ona sama, w desperacji zrobi coś, czego potem już zawsze będzie żałować? Musiał istnieć jakiś sposób, żeby wydobyć ją z tego stanu, nie zadając jej przy tym dodatkowego cierpienia i nie wzbudzając poczucia odrzucenia.

– Może wejdziesz i… – zaczęła mówić.

– Nie wtrącaj się, Jasmine – parsknął Jake. – Ja się tym zajmę. – Popatrzył na dziewczynę. – Musisz natychmiast stąd wyjść. Zawołam ci taksówkę i musisz wrócić do domu, rozumiesz?

Do oczu Emmy napłynęły łzy.

– Nie mogę wrócić do domu. Powiedziałam matce, że nocuję u przyjaciółki. Jak się dowie, gdzie pojechałam, to będę miała kłopoty. Dostanę szlaban już do końca życia.

– Bo powinnaś – mruknął Jake.

– Może jednak pomogę. – Jaz wyciągnęła rękę do dziewczyny. – Jestem Jaz, narzeczona Jake’a.

Jake znieruchomiał. Emma przez chwilę patrzyła na nią jak ogłuszona, a potem jej policzki oblały się szkarłatem.

– Och… nie wiedziałam – wyjąkała. – Myślałam, że Jake nie ma dziewczyny. Gdybym wiedziała, to bym nie…

– Nic nie szkodzi, skarbie – odrzekła Jaz. – Rozumiem i nie czuję się urażona. Utrzymywaliśmy nasz związek w sekrecie, prawda, kochanie? – Rzuciła Jake’owi olśniewający uśmiech i nieznacznie szturchnęła go pod żebro.

Przez chwilę otwierał i zamykał usta jak ryba wyrzucona na dywan, zaraz jednak opanował się i również czarująco uśmiechnął.

– Tak, to tajemnica. Oświadczyłem jej się zaledwie kilka minut temu. Właśnie to świętujemy.

– Idziesz już, Jakey? – Do holu zajrzała niezbyt trzeźwa blondynka z butelką szampana w jednej ręce i kieliszkiem w drugiej.

Jaz ujęła Emmę pod ramię i zaprowadziła do kuchni, lekkim skinieniem głowy polecając Jake’owi zająć się blondynką.

– To jedna z naszych druhen – powiedziała. – Nie ma mocnej głowy i poważnie się zastanawiam, czy nie zastąpić jej kimś innym. Nie chciałabym, żeby zepsuła nam ślubne zdjęcia.

Emma przygryzła usta.

– To chyba ma sens.

– Co ma sens?

– Ty i Jake.

Jaz wskazała jej taboret kuchenny.

– Siadaj, zrobię ci gorącą czekoladę. Chyba że wolisz kawę albo herbatę?

– Może być czekolada.

Jaz miała wrażenie, że Emmę kusiło, by poprosić o kawę lub herbatę, bo chciała się wydać doroślejsza. Dobrze pamiętała, ileż to razy sama piła jakieś obrzydliwe koktajle, bo nie chciała odstawać od reszty towarzystwa. Przyrządziła czekoladę z grubą warstwą pianki i podała dziewczynie. Emma objęła kubek obiema dłońmi, jak dziecko.

 

– Na pewno nie jesteś na mnie zła, że się tu pojawiłam? Nie miałam pojęcia, że Jake kogokolwiek traktuje poważnie. Gazety nic nie pisały.

– Oczywiście, że nie, bo jeszcze niczego nie ogłaszaliśmy oficjalnie. Chcieliśmy mieć trochę czasu dla siebie, zanim rozpęta się cyrk medialny. – Cyrk niewątpliwie się zacznie, gdy wiadomość się rozniesie. Jaz pomyślała, że taka nowina powinna niezawodnie przyciągnąć uwagę Mylesa.

– Jesteś córką ogrodnika – stwierdziła Emma. – Czytałam o tobie w jakimś piśmie u fryzjera. Pisali, że ojciec Jake’a ma nieślubne dziecko, Katherine Winwood, i były też twoje zdjęcia. Znasz Jake’a przez całe życie, prawda?

– Tak, od czasu, gdy miałam osiem lat. Zakochałam się w nim, gdy miałam szesnaście – przyznała Jaz. – A ty ile masz teraz?

– Piętnaście i pół.

– To trudny wiek.

Emma wbiła duże brązowe oczy w zawartość kubka.

– Poznałam Jake’a kilka miesięcy temu w restauracji mojego ojczyma. Czasami dorabiam tam jako kelnerka. Tamtego wieczoru Jake był jedyną osobą, która traktowała mnie uprzejmie. Nawet dał mi napiwek.

– To zrozumiałe, że się w nim zadurzyłaś. Jake łamie serca, zupełnie się o to nie starając.

Kąciki ust Emmy uniosły się w lekkim uśmiechu.

– Powinnam cię nienawidzić, ale nie potrafię. Jesteś bardzo miła, wiesz? Taka normalna i naturalna. Ale pewnie i tak bym cię znienawidziła, gdybym nie uważała, że do niego pasujesz.

Jaz uśmiechnęła się przez zaciśnięte zęby.

– Może zadzwonimy do twojej mamy, żeby wiedziała, gdzie jesteś. Potem odwiozę cię na stację i poczekam z tobą na pociąg. Zgoda? Masz komórkę?

To było głupie pytanie. Wszystkie nastolatki miały komórki, a komórka Emmy była zapewne o wiele lepsza niż jej własna.

Jaz odesłała Emmę do domu. Gdy wróciła, Jake sprzątał w salonie pozostałości po krótkiej imprezie. Najwyraźniej on również odesłał swoich gości.

– Pomóc ci? – zapytała.

Popatrzył na nią ponuro.

– Jak na jeden wieczór pomogłaś mi już wystarczająco.

– Zdawało mi się, że to genialny pomysł – odrzekła spokojnie, wpatrując się w swoje paznokcie.

– Narzeczeni? – parsknął. – My? Nie rozśmieszaj mnie.

Nie sprawiał wrażenia, jakby chciało mu się śmiać. Usta miał mocno zaciśnięte, w oczach iskrzyła się wściekłość.

– A co miałam zrobić? – Wzruszyła ramionami Jaz. – Ta biedna mała była tobą tak zauroczona, że nic innego by jej nie przekonało, żeby stąd poszła.

– Miałem wszystko pod kontrolą – wycedził przez zęby.

Jaz przewróciła oczami.

– Niby jak? Masz na myśli ten spęd blondynek? To by ci w niczym nie pomogło. Zabierasz się do tego od złej strony, Jake. A może powinnam cię nazywać Jakey?

Znów spiorunował ją wzrokiem.

– Ta głupia małolata prześladuje mnie od dłuższego czasu. W zeszłym tygodniu wparowała jak bomba na biznesowy lunch. Straciłem przez nią ważnego klienta.

– Jest młoda i wydaje jej się, że jest zakochana. Pewnie byłeś pierwszym mężczyzną, który potraktował ją jak człowieka, a nie jak głupie dziecko. Ale impreza z gromadą blondynek nie przekona jej, że się nią nie interesujesz. Jedyna metoda to dać jej do zrozumienia, że jesteś na stałe związany.

Jake chwycił na wpół opróżnioną butelkę szampana i wyciągnął szyjkę w jej stronę.

– Jesteś ostatnią kobietą na świecie, z jaką mógłbym się zaręczyć.

– Wiem – uśmiechnęła się. – Ironia losu, prawda?

Głośno zazgrzytał zębami.

– A co na to powie twój narzeczony?

No cóż, wszystko miało swoją cenę. Teraz będzie musiała powiedzieć Jake’owi, że Myles z nią zerwał. Ale może warto było, jeśli miało to doprowadzić do pożądanego celu.

– Myles i ja zrobiliśmy sobie miesięczną przerwę w związku.

– Ty przebiegła wiedźmo! Wykorzystujesz mnie, żeby wzbudzić w nim zazdrość.

– Wykorzystujemy siebie nawzajem – skorygowała Jaz. – Obydwoje możemy na tym coś wygrać. Wystarczy, że poudajemy przez tydzień czy dwa, a kiedy szum ucichnie, znów możemy zostać wrogami.

Jake zmarszczył czoło tak mocno, że brwi zbiegły się ze sobą.

– Chcesz ogłosić te zaręczyny publicznie?

Jaz podniosła do góry komórkę.

– Już to zrobiłam. Twitter się grzeje. Lada chwila zacznie dzwonić twoja rodzina.

Jak na sygnał, rozdzwoniły się komórki ich obojga.

– Nie odbieraj! – ostrzegł ją Jake i szybko wyciszył swój telefon. – Musimy to przemyśleć. Potrzebny nam jakiś plan.

Jaz również wyciszyła swoją komórkę, ale zdążyła dostrzec na ekranie numer Mylesa. Dobrze, pomyślała. Na razie wszystko szło doskonale.

– Możemy powiedzieć twojej rodzinie prawdę, jeśli sądzisz, że staną na wysokości zadania.

Jake przeciągnął ręką po włosach.

– To zbyt ryzykowne. Jeśli komuś się wymsknie, że tylko udajemy, to się nie pozbieramy. Wiesz, jakie są gazety. Myślisz, że Emma naprawdę w to uwierzyła?

– Tak, ale jeśli gazety nic nie napiszą, to będzie wiedziała, że coś jest nie tak.

Jake znów zmarszczył czoło.

– O czym ma przeczytać? Chyba nie oczekujesz, że się z tobą ożenię?

Jaz rzuciła mu spojrzenie, od którego mógłby zwiędnąć plastikowy kwiat.

– Przecież wychodzę za Mylesa. Chyba o tym nie zapomniałeś?

– O ile po tym wszystkim jeszcze cię zechce.

– Oczywiście, że zechce! – obruszyła się.

Jake uśmiechnął się cynicznie.

– Ciekawe, co powie Miranda. Myślisz, że uwierzy, że się we mnie zakochałaś?

Jaz wiedziała, że z Mirandą nie pójdzie jej łatwo, ale siostra Jake’a nie lubiła Mylesa, więc może w tym była jakaś szansa. Może Miranda uwierzy przynajmniej na jakiś czas.

– Nie mam ochoty jej okłamywać, ale ona nigdy… – zająknęła się.

– Szkoda, że o tym nie pomyślałaś, zanim wpadłaś na ten idiotyczny pomysł. No cóż, trudno. Trzeba zrobić dobrą minę do złej gry.

– A co powiedziałeś swoim dziewczynom? – zaciekawiła się Jaz. – Mam nadzieję, że nie postawiłam cię w zbyt niezręcznej sytuacji. – Cha, cha, roześmiała się w duchu. Uwielbiała stawiać go w niezręcznych sytuacjach. Im bardziej niezręcznych, tym lepiej.

– Nie mam zwyczaju nikomu się tłumaczyć. Dowiedzą się tak samo jak wszyscy inni.

Jaz spojrzała na swój nagi serdeczny palec. Kto potraktuje poważnie wiadomość o oświadczynach, jeśli nie będzie miała na palcu dowodu?

– Nie mam pierścionka – oświadczyła.

W oczach Jake’a pojawił się złośliwy błysk.

– Nie masz w domu jakiegoś zapasowego?

Odpowiedziała mu wojowniczym spojrzeniem.

– Naprawdę chcesz, żebym nosiła pierścionek, który dostałam od innego mężczyzny?

– No tak – mruknął i zacisnął usta. – Kupię ci jakiś.

– Tylko żadnych fałszywych brylantów. Ma być prawdziwy. Wiesz chyba, że moi klienci potrafią to rozpoznać.

– Tylko o to ci chodzi, prawda? Nie chcesz, żeby twoi klienci myśleli, że nie potrafisz utrzymać przy sobie mężczyzny.

Jaz poczuła wzbierający gniew. Nie chodziło o to, co pomyślą jej klienci, tylko o jej własne uczucia. Nikt nie lubił się czuć porzucony czy słyszeć, że druga osoba nie kocha go tak, jak pragnie być kochany. Zbyt wiele zainwestowała w związek z Mylesem. Ale co Jake mógł wiedzieć o inwestowaniu w związki? Przechodził od jednej kobiety do drugiej i nigdy nawet nie przyszło mu do głowy, żeby się zastanowić, jakie te kobiety są naprawdę. Interesowało go tylko to, co lubią robić w łóżku. Spośród wszystkich ludzi wyłącznie Jake potrafił ją rozzłościć do tego stopnia, że miała chęć czymś rzucić.

– Potrafię utrzymać przy sobie mężczyznę – oświadczyła. – Myles po prostu potrzebuje trochę czasu. To zupełnie normalne, że przyszły pan młody czuje niepokój przed wielkim dniem.

– Gdyby cię kochał, to by nie prosił o przerwę w związku – stwierdził Jake. – Nie ryzykowałby, że znajdziesz sobie kogoś innego.

Owszem, jej też to przychodziło do głowy, ale nie miała ochoty o tym myśleć.

– Coś takiego – parsknęła. – Jake Ravensdale, największy playboy na świecie, udaje światowej klasy eksperta w uczuciach.