Miesiąc w Notting Hill

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Melanie Milburne
Miesiąc w Notting Hill

Tłumaczenie:

Ewa Pawełek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie będę obsługiwać klienta przy dziewiątce! – oświadczyła gniewnie Kat Winwood, wchodząc do barowej kuchni i mijając zaskoczoną Meg. Może i miała aspiracje, żeby zostać wielką aktorką, ale odgrywanie usłużnej kelnereczki dla tego zarozumiałego i wyniosłego adwokaciny w drogim włoskim garniturze, szytym na miarę, znacznie wykraczało poza jej repertuar. Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, by stracić i tę pracę. Przynajmniej dopóki nie uda jej się zdobyć roli w wymarzonej londyńskiej sztuce. To będzie początek świetlanej kariery. Jak jej się powiedzie, już nigdy więcej nie będzie musiała obsługiwać nadętych klientów albo grać w nędznych reklamach papieru toaletowego.

Meg dyskretnie spojrzała na klienta.

– Czy to nie Flynn Carlyon? Słynny adwokat tych wspaniałych aktorów, Richarda i Elisabetty Ravensdale?

– Owszem – parsknęła Kat, wrzucając z impetem noże do zmywarki, jakby wbijała je w oczy Flynna Carlyona. Jak ją odnalazł? I to już kolejny raz!

Kat nie chciała, żeby koleżanki z pracy, a już tym bardziej szef, dowiedzieli się, że jest wstydliwą tajemnicą Richarda Ravensdale’a. „Dzieckiem miłości”. A tak naprawdę, parszywym skandalem. Nieślubnym dzieckiem jego i pokojówki pracującej w hotelu, w którym kiedyś się zatrzymał. Już sama myśl o tym była dla niej gorzka, a czytanie o tym w najgorszych szmatławcach, wyłożonych w każdym londyńskim kiosku i supermarkecie przez ostatnie trzy miesiące, było prawdziwym piekłem. Nie mogła uwierzyć, że Richard Ravensdale mógł być tak dwulicowy. Publicznie cieszył się z jej „odnalezienia”, ale nikt nie wiedział, jak wyglądała prawdziwa historia. „Dziecko miłości”, dobre sobie. Miłość nie miała nic wspólnego z jej poczęciem, które było wynikiem wyłącznie chwilowego pożądania. Była wstydliwym sekretem, za którego pozbycie się Richard odpowiednio zapłacił.

Jak do tej pory nikt w nowej pracy jej nie rozpoznał. Ufarbowała i obcięła włosy, więc niełatwo było skojarzyć dziewczynę z fotografii w prasie bulwarowej z nią. Zmieniła nawet nazwisko, żeby wścibscy dziennikarze wreszcie zostawili ją w spokoju. Przez ostatnie miesiące Flynn robił, co mógł, aby zgodziła się odgrywać rolę „szczęśliwie powracającej na łono rodziny”, ale nie zamierzała pozować do fotografii, na których obejmuje swojego biologicznego ojca i wykrzykuje, jak bardzo się cieszy, że go odnalazła. Nigdy w życiu! Jeśli Flynn sądził, że czeki z pokaźnymi sumami będą w stanie ją kupić, to grubo się mylił.

– Czy ty go znasz? – spytała Meg ze zdziwieniem. – Mam na myśli, osobiście?

– Znam go na tyle, by wiedzieć, że pije podwójne espresso i zawsze prosi o szklankę wody źródlanej, bez lodu – stwierdziła sucho, podając jej tacę.

Meg podeszła niepewnie do stolika Flynna, który wydawał się zatopiony w lekturze lokalnego dziennika. Gdy wróciła do kuchni, jej mina nie wróżyła nic dobrego.

– Powiedział, że jak nie obsłużysz go w ciągu najbliższych dwóch minut, porozmawia z menedżerem – wyszeptała przepraszająco.

Kat spojrzała na swojego szefa, Joe, z którym nie była w najlepszych układach. Jeśli straci i tę pracę, nigdy nie uda jej się uzbierać wystarczająco pieniędzy, aby wynająć dla siebie choćby najmniejsze mieszkanie. Na szczęście dziś wieczorem zaczynała swoją nową, tymczasową pracę. Miała się opiekować luksusową willą w Notting Hill oraz kotem, podczas nieobecności właścicieli. Praca była tylko na cztery tygodnie, ale miała nadzieję, że przez ten czas uda jej się odłożyć sumę na wynajem.

Wyprostowała się dumnie i podeszła do stolika Flynna z profesjonalnym uśmiechem dobrze wytresowanej kelnerki.

– W czym mogę panu pomóc? To, co zwykle? – spytała słodko.

– A więc teraz nazywasz się Kathy… – stwierdził, uśmiechając się z triumfem w oczach, pod hasłem „i tak cię znalazłem”. – Tak, poproszę o kawę, ale w filiżance, nie rozlaną na moich spodniach.

– Czy życzy pan sobie coś do kawy? Ciastko?

– O której kończysz pracę?

– Do moich obowiązków należy obsłużyć pana, jeśli chce pan coś zjeść albo się napić, ale nie dzielić się szczegółami z mojego prywatnego życia.

– Czy twój szef wie, kim naprawdę jesteś?

– Nie. I wolałabym, żeby tak pozostało. A więc, co podać? – spytała, wyjmując ołówek.

– Richard wydaje przyjęcie z okazji swoich sześćdziesiątych urodzin. Bardzo chciałby, żebyś się na nim pojawiła.

Jego ton sugerował, że jest przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, co chce. Ale nie na próżno Kathy odgrywała w przedszkolu rolę najbardziej upartego osiołka.

– Dlaczego chciałby, żebym pojawiła się na tym jego przyjęciu, skoro zapłacił mojej matce, żeby się mnie pozbyła, zanim się urodziłam?

Gdzie był, gdy najbardziej go potrzebowała? Jak wiele razy w dzieciństwie modliła się o ojca, który by ją kochał i się nią opiekował. Tymczasem Richard nawet nie miał na tyle odwagi, aby przyjść i spotkać się z nią twarzą w twarz. Zamiast tego wysłał tego aroganckiego adwokata.

– Niepotrzebnie się upierasz.

Niepotrzebnie? Oczywiście, że potrzebnie. Jej duma była wszystkim, co jej pozostało, po śmierci matki.

– Powtórzę to drukowanymi literami. NIE.

Flynn spojrzał na nią takim wzrokiem, że Kat zrobiło się nagle gorąco. Jego usta rozciągnęły się w leniwym uśmiechu, a ona nie mogła oderwać od nich oczu. Jak mężczyzna, którego tak bardzo nie cierpiała, mógł mieć tak wspaniałe usta? Jedyne słowo, jakie przychodziło jej na myśl, by je opisać to: grzeszne. Kat była doskonale świadoma, że jej obsesja jest wynikiem celibatu, do którego zobowiązały się razem z Maddie Evans, najbliższą przyjaciółką. W listopadzie postanowiły nie spotykać się z żadnymi mężczyznami, zawierając pakt wstrzemięźliwości na trzy miesiące. Kat postanowiła, że go nie złamie. Pozostał jej jeszcze tylko miesiąc. Nie zamierzała powtarzać scenariusza z życia matki. Sami nieodpowiedzialni faceci, jeden po drugim. Kat na pewno mogła wytrzymać bez seksu przez trzy miesiące.

– A więc espresso i woda bez lodu? – spytała, przywołując się do porządku.

– On jest twoim ojcem. Jedynym rodzicem, jaki ci pozostał – stwierdził Flynn.

– Z takim ojcem wolę od razu trafić prosto do sierocińca – odparowała.

Coś zastanawiającego przez chwilę pojawiło się w jego wzroku, ale natychmiast zniknęło.

– Czy chciałabyś zjeść dziś ze mną kolację?

– Czy tobie naprawdę się wydaje, że wszystkie kobiety będą robić dokładnie to, co im powiesz? Mam wrażenie, jakby jeszcze nigdy żadna ci nie odmówiła.

– Nic nie podnieca mnie bardziej jak wyzwanie. Im trudniejsze, tym bardziej ekscytujące.

Joe pojawił się znikąd.

– Kat, ty pracujesz, czy tracisz czas na flirtowanie z klientami?

– Przepraszam – odpowiedziała zakłopotana. – To było wyjątkowo skomplikowane zamówienie.

– Stolik siódmy i dziesiąty czekają na rachunek. Trzeba posprzątać stoliki dwa i osiem. To bar, a nie agencja towarzyska – rzucił Joe, odchodząc.

– To się panu nie uda, panie Carlyon – stalowe nuty zabrzmiały w jej głosie. – Nieważne, ile razy jeszcze stracę przez pana pracę. I tak nie zamierzam zrobić tego, na co mnie pan namawia.

Flynn odchylił się z nonszalancką miną, jakby miał przed sobą mnóstwo czasu do stracenia.

– Swoją drogą, byłaś doskonała w tej reklamie papieru toaletowego. Bardzo przekonująca.

Kat poczuła, jak oblewa się rumieńcem. Tylko jedna rzecz mogła być bardziej upokarzająca od zagrania w reklamie papieru toaletowego – że oglądał ją jej największy wróg.

– O czym rozmawialiście? – spytała Meg zaciekawiona. – Jesteś tak rozpalona, że mogłabym usmażyć jajecznicę na twoich policzkach.

– Rozpalona? Ostatkiem sił powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć. Nie rozumiem, co kobiety widzą w tym aroganckim typie.

– Dla mnie jest przepiękny – stwierdziła Meg, uśmiechając się w rozmarzeniu, podczas gdy Kat w milczeniu szykowała kawę.

– Proszę – zachęcała słodko, stawiając przed Flynnem filiżankę. Przybrała przy tym pozę, która świadczyła o jej dobrych kelnerskich manierach.

– Powinnaś zostać aktorką – roześmiał się Flynn.

– Taki jest plan – odpowiedziała poważnie.

– I jak ci idzie?

Kat nie zamierzała mu mówić o przesłuchaniu, jakie miała za kilka dni w teatrze West End. Przymierzali się do grania Sylwii A.R. Gurneya. Nie mogła lepiej trafić. Była to jej ukochana sztuka i wiedziała w głębi duszy, że jest idealna do roli tytułowej Sylwii, która była psem. Świat uwielbiał tę sztukę, a najbardziej właśnie tę postać. Jeśli dostałaby rolę, to mógłby to być początek jej wielkiej kariery. Chciała zdobyć tę rolę ze względu na własny talent, a nie wstawiennictwo sławnego aktora, swego biologicznego ojca. Nie ufała Flynnowi i obawiała się, że mógłby powiedzieć o tym Richardowi, który zrobiłby wszystko, by ją wypromować, dla swojej korzyści, oczywiście.

– Dziękuję. Czy podać coś jeszcze?

– Chciałbym zobaczyć się z tobą dziś wieczorem.

– Nie ma takiej możliwości – stwierdziła stanowczo. – Mam dziś spotkanie z pewnym bardzo kulturalnym i wytwornym kotem.

– Nie wiedziałem, że masz kota.

– Nie mam. Dostałam tymczasową pracę, jako opiekunka kota i całego domu, pod nieobecność właścicieli.

– Na jak długo?

– Na miesiąc.

– Tu, w Londynie?

– Dlaczego miałabym panu to powiedzieć? – spytała z cynizmem. – Żeby dniem i nocą prześladował mnie pan naleganiem, bym spotkała się z pewnym niczego nieświadomym dawcą nasienia?

 

– A więc do zobaczenia przy najbliższej okazji – pożegnał się, uśmiechając się enigmatycznie.

Mam nadzieję, że już nigdy więcej, pomyślała, odwracając się na pięcie i bez słowa wracając do barowej kuchni.

Flynn przyglądał jej się, aż zniknęła za drzwiami. Polowanie na nową kobietę zawsze go ekscytowało, ale to było coś więcej. Kat Winwood była wyjątkowa. Bardzo seksowna. Udawała, że go nie cierpi, ale za błyskawicami jej spojrzeń dojrzał coś więcej. Coś, do czego ona sama nie chciała się przed sobą przyznać. Pociągał ją. Zrozumiał to, gdy przyglądała się jego ustom, jakby ją przyciągała niewidoczna i nieodparta siła. Czuł dokładnie to samo, gdy tylko znalazł się blisko niej. Być może potrwa to dłużej niż zwykle, aż skapituluje, ale to właśnie sprawiało, że był jeszcze bardziej zdeterminowany. Przyzwyczaił się, że od razu dostawał wszystko, czego chciał. Robiło się to już coraz bardziej nudne. Nie mógł sobie przypomnieć, gdy po raz ostatni jakaś kobieta powiedziała mu „nie”.

Od kiedy Claire go porzuciła. Starał się zablokować te wspomnienia. Nie chciał wracać pamięcią do tego, jak bardzo czuł się wtedy odrzucony. Pragnął bezgranicznie czyjejś bliskości, rodziny, wspólnej przyszłości i zostało to okrutnie wykorzystane. Teraz był już innym człowiekiem. Interesowały go wyłącznie romanse. I właśnie na to miał ochotę z Kat Winwood. Chciał poczuć jej wspaniałe ciało na sobie, jej usta na swojej skórze, jej język pieszczący wnętrze jego ust. Chciał usłyszeć ten słodki, szkocki akcent, gdy wykrzykuje jego imię, wibrując z rozkoszy. Kat mogła udawać, że nic do niego nie czuje, ale jak długo jeszcze będzie mogła ignorować ten wzajemny pociąg? Szczególnie, gdy znajdzie się o wiele bliżej niej, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.

Znacznie bliżej.

ROZDZIAŁ DRUGI

Na pewno musi być jakiś haczyk, pomyślała Kat, otwierając masywne drzwi wiktoriańskiej posiadłości przy Notting Hill. Agencja podała jej właśnie ten adres, ale Kat nie mogła uwierzyć, gdy przybyła na miejsce. Można ją było nazwać pesymistką, ale z doświadczenia wiedziała, że jeśli coś jest zbyt piękne, by było prawdziwe, to zwykle właśnie prawdziwe nie było. Klucz jednak pasował i po chwili znalazła się w wytwornym wnętrzu. Otaczał ją luksus, o jakim marzyła, gdy jako dziecko wyrastała w nędznych przedmieściach Glasgow. Nawet powietrze w tym domu pachniało bogactwem. Poczuła nuty ekskluzywnych perfum, zmieszane z pachnącymi olejkami, które sprawiały rozkosz jej zmysłom. Zamknęła za sobą drzwi, a kryształowe elementy wielkiego żyrandola zadrżały w styczniowym wietrze, niczym poruszone oddechem ducha domu.

Kat zignorowała delikatny niepokój, jaki ją ogarnął. To było śmieszne. Nie powinna dawać się ponieść wyobraźni. To na pewno tylko nerwy przed przesłuchaniem w teatrze, jakie czekało ją w następnym tygodniu. Już teraz czuła tremę na samą myśl o tym, że będzie musiała stanąć przed komisją. Jeśli uda jej się zdobyć rolę w tej sztuce, jej kariera wreszcie się rozpocznie, i już nigdy więcej nie będzie się musiała opiekować starymi domami. Będzie ją stać, by kupić sobie własną luksusową posiadłość, mieć własną przestrzeń, zamiast wypożyczać od obcych. Zwykle domy, którymi się opiekowała, były o wiele skromniejsze. Ale nie zamierzała się skarżyć. Na pewno jednak po czterech tygodniach spędzonych w tym raju, trudno jej będzie wrócić do małego tapczanika w wynajętym pokoju.

Ktoś przewidujący zostawił włączone ogrzewanie, choć może to raczej ze względu na kota, pomyślała Kat. Nie była wielką zwolenniczką kotów. Zawsze wolała psy. Ale najwyraźniej Monty był domowym kotem, który wolał luksusowe wnętrza, zamiast polowania na małe, dzikie bestie, do których miała wstręt. W każdym razie rezygnować z pracy tylko dlatego, że nie przepadała za kotami, nie mieściło się w chwili obecnej w jej opcjach. Poza tym była przecież aktorką, czyż nie? Będzie mogła udawać, że lubi koty.

Kat zaczęła zwiedzanie domu, który przepełniony był zdjęciami mieszkającej w nim rodziny. Carstairsowie byli oboje prawnikami, ona adwokatem, a on notariuszem. Mieli też dwójkę wspaniałych dzieci, dziewczynkę i chłopca, którzy nie skończyli jeszcze pięciu lat. Teraz byli właśnie z dziećmi w podróży po Australii, by pokazać je rodzinie, przynajmniej tak jej powiedziano w agencji.

Nie było łatwo patrzeć na te zdjęcia i nie czuć przebłysków zazdrości. Może nawet więcej niż przebłysków. Otchłani zazdrości, wciągającej ją w swoją głębię coraz mocniej i mocniej. Dzieciństwo Kat nie wyglądało tak, jak dzieciństwo tych dzieci. Po pierwsze, nie miała ojca. Miała go teraz, ale to zupełnie inna historia. Po drugie, jej matka nigdy nie wyglądała na tak rozluźnioną i zadowoloną jak matka na zdjęciach. A jeśli chodziło o wakacje za granicą… Jedyne wakacje, jakie spędzała z matką, to wizyty u dziadków na wyspie Harris. Ale one nie trwały dłużej niż kilka dni, zanim matki nie zmęczyły kazania w stylu „a nie mówiliśmy” jej prezbiteriańskich rodziców.

Kat znalazła więcej zdjęć w przepięknym salonie, który wychodził na jeszcze wspanialszy ogród. Nawet jeśli teraz, w początkach stycznia, wyglądał raczej surowo, Kat mogła doskonale wyobrazić sobie dwójkę dzieci bawiących się w nim w ciepłe, letnie popołudnie, albo dwoje dorosłych, przy lampce wina, opowiadających sobie o zmierzchu wydarzenia mijającego dnia.

Kat spojrzała na zdjęcie w ślicznej drewnianej ramce stojące na mahoniowym stoliku przy oknie. To było zdjęcie ze świąt Bożego Narodzenia. Zobaczyła pięknie przystrojony salon oraz jasną choinkę, pod którą leżała masa prezentów owiniętych w złoty papier i przewiązanych czerwoną, szeroką wstążką. Zresztą choinka, jeszcze przystrojona, wciąż tu stała. Jednym z zadań Kat było ją spakować i znieść do piwnicy przed powrotem właścicieli. Na zdjęciu było kilkanaście osób, dzieci z przodu, a dorośli z tyłu. Nagle zauważyła charakterystyczne szerokie ramiona. Podniosła zdjęcie, żeby lepiej mu się przyjrzeć.

A co on tu robi? Kat ostrożnie odłożyła zdjęcie drżącą ręką, mimo że miała największą ochotę rzucić nim o ścianę. Co robi Flynn Carlyon na zdjęciu z rodziną, której domem się opiekowała? Podejrzenie zaczęło w niej narastać i nagle wszystko ułożyło się w logiczną całość. Pomyślała, że to trochę dziwne, że właściciele nie chcieli się z nią spotkać, zanim powierzyli jej dom, szczególnie że chodziło też o ich faworyta. Czasem ludzie potrafili być bardziej przywiązani do zwierząt niż do dzieci. Ale w agencji powiedziano jej, że ktoś ją polecił. Nie agencję, ale właśnie ją, z imienia i z nazwiska. Który klient mógł to zrobić? Wszystko było już jasne. Do czego Flynn zmierzał? Przecież powiedziała mu już nieraz, że nie chce mieć nic wspólnego ze swoim ojcem. Nie potrzebuje ani się z nim widywać, ani korzystać z przywilejów, jakimi chciał ją obdarzyć, a już na pewno nie jego pieniędzy. Nie rozmawiała z prasą, nawet jeśli dziennikarze prześladowali ją od tygodni. Ale udało jej się zniknąć im z radarów. Była dyskretna i nie sprawiała kłopotów. Nawet na przesłuchanie do teatru zgłosiła się pod przybranym nazwiskiem, żeby nie kojarzono jej z rodziną Ravansdale. Gdyby zgłosiła się jako Katherine Winwood, każdy od razu by wiedział, że jest „dzieckiem miłości” Richarda Ravensdale’a i mogłaby dostać rolę tylko dzięki tej protekcji. A tego nie chciała. Żadnego nepotyzmu. Swoje sukcesy chciała zawdzięczać wyłącznie własnemu talentowi, a nie więzom krwi ze sławnym aktorem. Te właśnie więzy krwi postanowiła kompletnie zignorować, bo to przecież ojciec był pierwszym, który ją odrzucił i nie pragnął jej istnienia. Dlaczego miałaby chcieć mieć coś wspólnego z mężczyzną, który nie tylko nalegał na aborcję, ale za nią od razu zapłacił? Najwyraźniej Ravensdale’owie przypisywali pieniądzom ogromną moc. Wydawało im się, że w jednej chwili mogą zapłacić, aby się jej pozbyć, a już w kolejnej, aby grzecznie się pojawiła, wdzięczna za okazane łaski.

Kat miała pokusę, by poznać Mirandę, swoją przybraną siostrę. Było jej trochę dziwnie z tym, że miała teraz liczne przyrodnie rodzeństwo. Nie tylko siostrę, ale i dwóch starszych o dziesięć lat braci bliźniaków, Juliusa i Jake’a. A sama Miranda była tylko dwa miesiące starsza od Kat, co oznaczało, że Richard spotkał się z jej matką, gdy jego żona dopiero co zaszła w ciążę. Elisabetta Albertini ciężko przeżyła tę zdradę. Tabloidy pełne były przewidywań co do ich potencjalnego rozwodu.

Ale mimo że Kat niezwykle tęskniła za rodziną, z tą właśnie nie chciała mieć nic wspólnego. Nawet z Jasmine Connoly, słynną projektantką, która wychowywała się razem z Mirandą w Ravensdene. Jasmine była córką ich ogrodnika, a niedawno zaręczyła się z Jakiem Ravensdale’em. Wydawała się bardzo miła, szczera i bezpośrednia i Kat miała wrażenie, że mogłaby się z nią zaprzyjaźnić, ale skoro prawie już należała do tej rodziny, nie było takiej opcji.

Kat pogodziła się już z odejściem matki. Nawet jeśli między nimi nie zawsze układało się idealnie, była jedyną bliską jej osobą. Co prawda, im bardziej dorastała, tym bardziej oddalała się od stylu życia, jaki prowadziła matka, i poczucie samotności wzrastało. W końcu, jeśli nie mogła porozmawiać z mamą, to komu innemu mogła zaufać?

Ale już z pewnością nie potrzebowała bogatej i sławnej rodziny, która chciałaby mieszać się do jej życia i kariery. Sama sobie ze wszystkim poradzi. Nie potrzebowała żadnych przysług, pomocnej dłoni czy zaproszeń do paradowania na czerwonym dywanie. A już na pewno nie potrzebowała żadnych piekielnie seksownych, zbyt przystojnych, by można im było zaufać, londyńskich prawników, pociągających za sznurki zza sceny. Jakie miał powiązania z rodziną Carstairsów? Czy znali się ze studiów? Co Flynn chciał osiągnąć, polecając ją do tej pracy? Czy zakładał, że będzie mu w ten sposób łatwiej „wpadać na nią”, by dalej flirtować i się drażnić? Nie pozwoli na to! Nie chciała mieć nic wspólnego z Flynnem Carlyonem. To był dokładnie typ mężczyzny, jakich unikała. Zbyt przystojny, zbyt pewny siebie, zbyt pociągający. Stanowczo za bardzo pociągający.

Nagle Kat usłyszała przeciągłe miauknięcie i zobaczyła, jak do jej nóg łasi się ogromny, perski kot w bursztynowym kolorze.

– Cześć, Monty – powitała go zachęcająco i schyliła się, by go pogłaskać, ale Monty w tej samej chwili uskoczył na bezpieczną odległość. – Przez kilka najbliższych tygodni będziemy razem mieszkać, powinniśmy się więc lepiej poznać – kusiła, wyciągając dłoń w geście zaufania. Monty łypnął na nią swoimi zielonymi oczami i najwyraźniej nie miał zamiaru skorzystać z jej zaproszenia. Gdy przysunęła się bliżej, prychnął na nią odgłosem godnym horrorów Stephena Kinga i szybkim ruchem zadrapał wyciągniętą dłoń.

– A więc tak? Lepiej nie drap ręki, która dziś wieczorem ma cię nakarmić – pouczała cierpliwie. Kot odwrócił się z godnością i wyszedł z salonu, z wysoko uniesionym ogonem. Właśnie dlatego wolę psy, pomyślała Kat. Nie są tak snobistyczne.

Rozpadało się na dobre i musiała szczególnie uważać na drogę, gdy wracała z zakupami godzinę później. Widziała, że właściciele zostawili zapas karmy dla kota i suto wypełnili lodówkę, ale dla siebie wolała sama kupić jedzenie. Mogła zamówić w internecie, byłoby na pewno o wiele taniej niż w delikatesach w jednej z najdroższych dzielnic w Londynie, ale jej karta kredytowa nadal była zablokowana po wydatkach związanych z pogrzebem matki. Myśl o tym pokaźnym czeku, którym Flynn wymachiwał jej przed nosem klika miesięcy temu, przegoniła jej duma. Czy on myślał, że można ją kupić? Wykluczone.

Gdyby chciała rozmawiać z prasą, zrobiłaby to. Gdy będzie chciała spotkać się z ojcem, zrobi to w swoim czasie i na swoich warunkach. Choć oczywiście wcale nie zamierzała tego robić. Ani teraz, ani nigdy. Nie mogła sobie wyobrazić, że kiedykolwiek mogłaby czuć coś innego poza pogardą do człowieka, który w ten sposób potraktował jej matkę. Nie zamierzała nagle zmienić się w wybaczającą i kochającą córeczkę tylko dlatego, że zawdzięcza mu połowę swojego DNA. Gdzie się podziewał, gdy było im tak trudno? Nie przyczynił się w najmniejszym stopniu do jej wychowania. Dał matce pieniądze na usunięcie ciąży, a potem szybko zniknął i zapomniał o wszystkim. Pieniądze nie starczyły nawet na pierwszy rok życia. Od kiedy pamiętała, żyły z matką w bardzo trudnych warunkach. Wstydu, że nigdy na nic nie wystarczało, że pragnęła więcej, ale nie miała czym za to zapłacić, nie było łatwo zapomnieć. Matka zatrudniała się jako barmanka i sprzątaczka, ale nigdzie nie udało jej się zagrzać miejsca. Zawsze pojawiały się jakieś problemy. Kat czuła się zupełnie bezradna, patrząc, jak matka miotała się między przesadnym entuzjazmem na początku, który jednak dość szybko przechodził w skrajną depresję. Potem zmieniały miejsce i wszystko zaczynało się od początku. Raz za razem.

 

Kat była jeszcze małą dziewczynką, gdy postanowiła, że zrobi, co w jej mocy, by życie matki było łatwiejsze. Myślała, że jeśli udałoby jej się znaleźć jakieś wsparcie i finansową stabilizację, wówczas mama, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stałaby się mamą, o jakiej zawsze marzyła. Ale nie była w stanie. Zmarła na raka, a Kat czuła wściekłość do biologicznego ojca, który z łatwością mógł zapewnić im przyzwoite warunki. Oprócz wściekłości czuła też ból. To bolało wiedzieć, że Richard Ravensdale zupełnie o nią nie dbał. Własne dziecko było dla niego nikim. Tylko problemem, którego łatwo można się pozbyć. Na zawsze.

Miejsce do parkowania przed domem Carstairów nie było zbyt obszerne, a deszcz dodatkowo utrudniał jej widoczność. Samochód Kat nie był duży, ale nie było łatwo wcisnąć się w szparę między szarometalowym BMW, a czarnym mercedesem. To tak, jakby próbować wcisnąć słoniową nogę w baletki, pomyślała z humorem. Nie da rady. Spróbowała znowu, ale samochody zaczęły już ustawiać się za nią w korku. Wycofała się i w tej chwili usłyszała za sobą przeraźliwy klakson. Miała ochotę opuścić szybę i pokazać niecierpliwiącemu się wymowny środkowy palec, gdy nagle jakaś sylwetka pojawiła się obok drzwiczek samochodu.

Kat poczuła nagły atak paniki. Czy ten zdenerwowany kierowca nie wyciągnie jej zaraz z samochodu i nie pobije do nieprzytomności, a potem zostawi w rynsztoku? Już widziała te wielkie tytuły w pismach bulwarowych: „Początkująca aktorka w rynsztoku za nieumiejętne parkowanie”. Będą też pewnie zdjęcia i masa komentarzy pod nimi. Akcja się rozkręci. Artykuł będzie miał miliony odsłon w mediach społecznościowych, a ona będzie sławna, ale nie z tych powodów, co chciała.

Kat odwróciła się w stronę swojego przyszłego oprawcy z odwagą, której ani krzty nie czuła. Ale taką przynajmniej miała korzyść z kursów aktorstwa. Była w stanie zmierzyć się ze wściekłym kierowcą. Tymczasem mężczyzna nie krzyczał ani nie wygrażał jej, potrząsając pięściami. Uśmiechał się.

Kat opuściła szybę i znalazła się twarzą w twarz z rozbawionym Flynnem Carlyonem.

– Spytałabym cię, co, u licha, tu robisz, ale chyba nawet nie chcę znać odpowiedzi.

– Czy chcesz, żebym pomógł ci zaparkować? – spytał, pochylając się.

– Nie, dziękuję – odpowiedziała tonem grzecznej nauczycielki, prosto z podręczników do aktorstwa. – Doskonale sobie poradzę z zaparkowaniem własnego samochodu.

Nie była to prawda. Zawsze miała problemy z parkowaniem. Z tego powodu trzy razy oblała egzamin na prawo jazdy.

– Na to wygląda – przyznał, ale w kąciku jego ust czaił się zdradziecki uśmiech.

Kat zacisnęła zęby i postanowiła się nie poddawać. Kolejne dwa samochody zatrąbiły, czekając niecierpliwie, aż zaparkuje. Flynn odwrócił się i dał znak samochodom, by przejeżdżały. Stał tak blisko, że przez opuszczoną szybę Kat mogła dotknąć jego płaszcza. Była pewna, że materiał to sto procent kaszmiru. Wyglądał na niezwykle drogi. Chwyciła mocno kierownicę, zastanawiając się, dlaczego planety sprzysięgły się przeciwko niej i Flynn Carlyon musiał być świadkiem jej upokorzenia na ruchliwej ulicy Notting Hill.

Flynn odwrócił się i zastukał w dach jej samochodu.

– W każdym razie uważaj na samochód, który masz za sobą – przestrzegł. – To mój.

– Twój? – spytała z niedowierzaniem.

– Tak, nie powiedziałem ci? – Uśmiechnął się od niechcenia. – Jesteśmy sąsiadami.

Później Kat zastanawiała się, jak udało jej się zaparkować i nie uderzyć w samochód. A bardzo, bardzo chciała. Nic nie sprawiłoby jej większej przyjemności, jak zniszczyć ten jego powód do dumy i radości. Wycofywać i uderzać raz za razem.

Wysiadła i udawała, że nie widzi, jak jej samochód nie pasuje do tego otoczenia. Ściśnięty między BMW i mercedesem wyglądał niczym osioł między końmi pełnej krwi na królewskich wyścigach w Ascot. Kat dogoniła Flynna.

– Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Czy masz coś wspólnego z tym, że dostałam pracę u Carstairsów?

– Szukali kogoś do opieki nad domem. Twoje nazwisko się pojawiło.

– Dlaczego ja? – spytała podejrzliwie. – Przecież nic o mnie nie wiesz.

– Wprost przeciwnie, panno Winwood – odpowiedział, z tym swoim impertynenckim uśmiechem. – Wiem o tobie mnóstwo.

– Jak co na przykład?

– Twoim ojcem jest Richard…

– A poza tym faktem?

– Dlaczego nie chcesz się z nim spotkać?

– Pierwszy raz, gdy rozmawialiśmy, chciałeś mnie powstrzymać przed spotkaniem z nim. Teraz chcesz, żebym przyszła na to jego przyjęcie. Skąd mam wiedzieć, czego Ravensdale będzie chciał jutro czy za tydzień?

Flynn wzruszył ramionami.

– Twój ojciec zmienił się w ostatnim czasie – stwierdził. – Chciałby mieć z tobą kontakt. Żałuje, że tak wyszło..

– „Tak wyszło”? – zaśmiała się gorzko. – To on chciał się mnie pozbyć, zanim jeszcze przyszłam na świat. Okropnie potraktował moją matkę. Pewnie jedyne, czego żałuje, to że matka powiedziała mi, kim jest mój ojciec. Pewnie to mu przeszkadza. Myślał, że pozbył się swojego wstydliwego sekretu. Ale jego agent zobaczył w tym szansę na poprawienie jego wizerunku. Założę się, że Richard ma zupełnie gdzieś spotkanie ze mną. Jedyne, na czym mu zależy, to odegranie roli wspaniałomyślnego ojca.

– Pozostała część rodziny także chciałaby cię poznać. Nie zrobili tobie ani twojej matce niczego złego.

Co do tego Kat musiała przyznać mu rację. Wciąż jednak nie była gotowa na spotkanie z rodziną. Nie tylko dlatego, że to by było po myśli Richarda, ale przede wszystkim Flynna.

– A co z jego żoną, Elisabettą Albertini? – spytała. – Założę się, że nie czeka na mnie z otwartymi ramionami, by mnie powitać na łonie rodziny.

– Nie, ale jestem pewien, że i ona zmieni swój stosunek do ciebie, jak tylko będzie miała okazję cię poznać i przekonać się, jak wspaniałą jesteś osobą.

– Wydawało mi się, że ona chciała się z nim rozwieść. Kogo będziesz reprezentował, jeśli do tego dojdzie? Teraz chyba pracujesz dla nich obojga?

– Mam nadzieję, że nie dojdzie do rozwodu. Byłby dla nich bardzo kosztowny.

– Dlaczego miałbyś się tym martwić? W każdym wypadku zarobiłbyś mnóstwo pieniędzy.

– W przeciwieństwie do tego, co możesz myśleć, pieniądze nie są dla mnie pierwszą motywacją, jeśli chodzi o reprezentowanie moich klientów – stwierdził sucho. – Ravensdale’owie to ludzie, których głęboko podziwiam i szanuję. A teraz, jeśli pozwolisz, nie chciałbym już dłużej stać w tym deszczu.

Kat ledwie zauważyła, że pada, ale gdy o tym wspomniał, poczuła, jak zimne krople spływają jej po karku strużkami. Wolała nawet nie myśleć, co się dzieje z jej fryzurą. Musiała wyglądać żałośnie z mokrymi włosami, wiszącymi w strąkach. Nie, żeby się przejmowała, jak wygląda w obecności Flynna Carlyona. Nie obchodziła jej jego opinia w najmniejszym stopniu. I co z tego, że kobiety, które oglądał, zawsze były piękne, niczym z paryskich żurnali. Nie miało to najmniejszego znaczenia.

– Zastanawiam się, co chciałeś osiągnąć, załatwiając mi tę pracę, zaraz koło twojego domu.

Jego spojrzenie było nieprzeniknione.

– Jeśli jest ci z tym tak źle, to możesz zawsze zadzwonić do agencji i poprosić o inną pracę.

Na pewno by tak zrobiła, gdyby w grę nie wchodziły tak znaczne pieniądze. Carstairsowie płacili jej dodatkowo za to, żeby łączyła się z nimi codziennie na Skypie, by mogli w ten sposób zobaczyć się też ze swoim kotem. Dziwne, ale prawdziwe. Miała tylko nadzieję, że Monty będzie umiał wysiedzieć na jej kolanach podczas rozmowy, by rodzina mogła go zobaczyć po drugiej stronie oceanu.

– Gdy już się do czegoś zobowiążę, to staram się nikogo nie zawieść.

– Ja również – przyznał, i obdarzając ją kolejnym ze swoich irytujących uśmiechów, odwrócił się i wszedł do domu.