Małżeństwo z pierwszych stron gazet

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Melanie Milburne
Małżeństwo z pierwszych stron gazet

Tłumaczenie:

Zbigniew Mach

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Tylko jedno mogło być gorsze od spotkania z Vinnem Gagliardim po niemal dwóch latach separacji – konieczność czekania, aż teraz ją przyjmie.

Nie kilka minut. Dziesięć czy dwadzieścia, ale całą nerwową godzinę, podczas której Ailsa siedziała jak na szpilkach. Udawała, że czyta kolorowe magazyny wyłożone na stoliku przez młodą i niezwykle elegancką sekretarkę. Wypiła filiżankę znakomitej kawy i wodę mineralną z cytryną. Gdyby nagle nie otworzył drzwi gabinetu, z pewnością zaczęłaby nerwowo obgryzać paznokcie.

Z jego strony była to oczywiście świadoma zagrywka. Wyobrażała sobie, jak siedzi za ogromnym lśniącym biurkiem i od niechcenia przegląda projekty nowych mebli. W kącikach usta błąka mu się lekki uśmiech. Czeka. Jakby każda kolejna minuta jej męczarni sprawiała mu radość.

Zacisnęła powieki, próbując oderwać się od widoku błąkającego się w kącikach jego warg uśmiechu. Warg, które dawały jej tyle rozkoszy. Całowały i pieściły, sprawiając, że jeszcze całe godziny później odczuwała w ciele delikatne podniecenie.

Tylko o nich nie myśl! Słowa te powtarzała sobie jak mantrę przez ostatnie dwa miesiące. Przecież z nim skończyła. Związek z Vinnem przekreśliła grubą czarną kreską.

– Pan Gagliardi przyjmie panią. – Głos sekretarki sprawił, że Ailsa szybko otworzyła oczy. Dlaczego jest tak zdenerwowana? Miała pełne prawo żądać tego spotkania. Chodzi przecież o jej młodszego brata.

Może nie powinna przylatywać do Mediolanu bez zapowiedzi. Przebywała jednak akurat we Florencji, gdzie miała spotkanie z jednym z klientów. Wtedy zadzwonił jej brat Isaac z informacją, że Vinn chce sponsorować jego karierę zawodowego golfisty. Nie wyjedzie więc z Włoch, dopóki się nie dowie, co stoi za obietnicą wsparcia brata. Jeśli nie przyjmie jej dzisiaj, pozostanie w jego biurze tak długo, aż to zrobi. Miała ze sobą torbę podróżną. Gdyby przyszło jej tu nocować, ma ubranie na zmianę.

Zaczęła wstawać z miękkiej skórzanej sofy. Siedziała na niej tak długo, że teraz miała nieodparte wrażenie, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Ukradkiem wytarła spocone dłonie o spódnicę i mocniej przycisnęła dłonią zawieszoną na ramieniu torebkę. Ruszyła w stronę drzwi gabinetu. Była wściekła. Dlaczego nie wyszedł jej przywitać? Czemu „kazał” przejść całą drogą do drzwi i pukać, jakby była kimś obcym? Zwykłym klientem? Jest przecież, do diabła, jego żoną! Spała w jego łóżku, dzieliła się z nim wszystkim. Chociaż…

Szybko zignorowała lekki wyrzut sumienia. Kto powiedział, że mąż i żona muszą dzielić się całą swoją przeszłością? Zwłaszcza w takim małżeństwie jak ich, polegającym na grze pożądania, lecz nie miłości? Wyszła za niego wiedząc, że jej nie kocha. Ale wmówiła sobie, że pożądanie to coś więcej niż kochanie. Że wystarczy mu właśnie to drugie. I ona. Vinn jednak pragnął o wiele więcej niż pięknej żony na pokaz. Więcej, niż była gotowa mu dać.

Była pewna, że nie powiedział jej wszystkiego o swojej przeszłości. Zawsze niechętnie mówił o pobycie ojca w więzieniu za oszustwa finansowe i o tym, jak cały ten skandal wpłynął na rodzinny biznes. Szybko przestała nań naciskać. Wiedziała, że również do upadłego broniłaby tajemnic własnej rodzinnej szafy. Nie chowała tam zbyt wielu trupów – tylko jedne, wciąż rozkładające się zwłoki.

Stała przed drzwiami gabinetu i w duchu szykowała się do walki. Nie zapuka. Nie poprosi o pozwolenie na wejście. Nie ma mowy!

Przerzuciła torebkę na drugie ramię. Mocniej ścisnęła rączkę torby podróżnej, wzięła głęboki oddech i przekręciła gałkę. Stał przy oknie, odwrócony do niej plecami. Jakby mało było tak obcesowego pokazu lekceważenia, zdawał się całkowicie pogrążony w rozmowie telefonicznej. Rzucił jej przelotne spojrzenie przez ramię i głową wskazał na fotel stojący naprzeciw biurka. Nie przerywał rozmowy. Spoglądał przez okno na ulicę. Jakby była jakimś anonimowym i przypadkowym gościem, którego łaskawie zgodził się przyjąć mimo niezwykle napiętego kalendarza.

Poczuła niemal fizyczny ból w brzuchu. Jak mógł ją zignorować po tak długim rozstaniu? Ma ją za nic?

Rozmawiał z kimś po włosku. Usiłowała nie słuchać, bo słuchanie go mówiącego w ojczystym języku zawsze dziwnie na nią działało. Nawet, gdy rozmawiał o niczym, tembr jego głosu wywoływał w niej miłe mrowienie i drżenie na całym ciele.

Wykorzystała tę chwilę, by ukradkiem mu się przyjrzeć. Co pewien czas lekko się odwracał, dzięki czemu widziała coraz większą część jego twarzy. Jakby świadomie odsłaniał ją kawałek po kawałku. Denerwował ją taką grą. Chciała popatrzeć mu w oczy i zobaczyć, czy widać w nich ślady blizn po ich zakończonym klęską związku.

Przełożył słuchawkę do drugiej ręki, pochylił się i spojrzał na ekran stojącego na biurku komputera. Zmarszczył brwi w skupieniu i zaczął klikać myszką. Dlaczego na nią nie spojrzał? Mógłby pokazać trochę więcej zainteresowania. Nie była próżna, ale wiedziała, że podoba się mężczyznom. Na spotkanie z florenckim klientem włożyła nową kreację od Armaniego. Wstąpiła do fryzjera. Zrobiła makijaż. Zawsze miała jednak poczucie, że atrakcyjnym wyglądem zewnętrznym pokrywa wewnętrzne poczucie braku własnej wartości.

Odszedł od komputera i kontynuował rozmowę. Przez chwilę pomyślała, że powinna jednak zdecydować się na nieco większy dekolt. Niech wie, co stracił! Był niezwykle przystojnym mężczyzną. Wyglądał tak samo znakomicie, jak wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni. Był seksy. Kruczoczarne włosy – ani za krótkie, ani za długie. Ani proste, ani pokręcone. W sam raz. Teraz przypomniały jej o tym, jak sama czule przeczesywała je palcami czy tarmosiła dłońmi, kiedy się kochali. Gładko ogolony, ale nawet po goleniu zostawał mu na policzkach i twardo zarysowanej szczęce czarny zarost. Uwielbiała, gdy lekko szorował nim jej delikatną skórę. Znak rozpoznawczy Vinna – zostawiany na jej twarzy, piersiach, udach…

Stłumiła powracające wspomnienia. Ominęła fotel i rzuciła mu spojrzenie, które ścięłoby lawę.

– Chcę porozmawiać. Teraz – położyła nacisk na ostatnie słowo, jak nauczycielka strofująca niesfornego i pozbawionego szacunku uczniaka.

W prawie niewidoczny sposób ściągnął kąciki ust, jakby chciał powstrzymać czający się w nich uśmiech. Skończył rozmowę i starannie odłożył słuchawkę. Zawsze denerwująco pedantyczny, pomyślała.

– Gdybyś zapowiedziała się, jak wszyscy, miałbym mnóstwo czasu.

– Nie jestem wszystkimi, lecz twoją żoną – rzuciła z wściekłym spojrzeniem.

– Chciałaś powiedzieć „za chwilę byłą żoną”? – W jego ciemnobrązowych oczach błysnęła groźna iskierka przekory.

Podpisze w końcu dokumenty rozwodowe? Ślub brali w Anglii. Ich małżeństwo podlegało tamtejszemu prawu. Aby uzyskać rozwód, małżonkowie musieli spędzić przynajmniej dwa lata w separacji. We Włoszech rozwód uzyskaliby już po roku.

– Zdziwisz się, ale nie jestem tu z powodu rozwodu.

– Niech zgadnę: chcesz do mnie wrócić. – Spojrzał na jej torbę podróżną. W kącikach oczu dostrzegła znowu ten sam błysk.

Ścisnęła tak mocno rączkę torby, że niemal wbiła w dłoń paznokcie.

– Żadnych powrotów. Chodzi o brata. Powiedział, że zaproponowałeś mu sfinansowanie jego startu w przyszłorocznym turnieju golfowym.

– Tak.

– Dlaczego?

– Bo mnie poprosił.

– Poprosił? Ciebie? – Z niedowierzaniem otworzyła usta. – Nic mi nie mówił…

Wzięła głęboki oddech, puściła rączkę torby i ścisnęła z kolei grzbiet fotela stojącego naprzeciw biurka.

– Powiedział, że będziesz go sponsorować, ale pod pewnymi warunkami. Chodzi o mnie.

Zmienił wyraz twarzy z drwiącego na tajemniczy.

– Usiądź. Porozmawiajmy.

Usiadła. Nie dlatego, że poprosił – po prostu czuła, że uginają się pod nią kolana. Dlaczego Isaac sugerował, że to Vinn zgłosił się z propozycją sponsorowania? Dlaczego okazał się tak pozbawiony wrażliwości, by znowu wprowadzać w jej życie prawie byłego już męża? Jeśli będzie sponsorował jego sportową karierę, sama nie uniknie choćby przypadkowych spotkań z Vinnem.

A musiała ich unikać.

Bo w jego obecności nie ufała sobie. Będąc z nim, zmieniała się w kogoś innego. Kogoś, kto jak wszyscy ma swoje marzenia i nadzieje. Pragnie je realizować. I nie ukrywa w sercu wielkiej tajemnicy, o której nigdy nikomu nie mówi. Nawet bratu.

Przyrodniemu.

Miała piętnaście lat, gdy poznała prawdę o swoim biologicznym ojcu. Przedtem jak wszyscy wierzyła, że jej ojcem jest ojczym, Michael. Przez wszystkie te lata kłamstwo to mocno jak powróz spajało rodzinę. Czasem może pękała jedna nić. Dwa czy trzy niezbyt mocne szwy. Rodzice byli ludźmi przyzwoitymi i szanowanymi. Nie był to jednak szczęśliwy związek. Zawsze winiła ich, że za mało starają się go naprawić.

Nawet przez chwilę nie myślała, że wina może leżeć po jej stronie. Że właśnie kłamstwo związane z jej osobą uczyniło ich życie tak żałośnie przygnębiającym. Odkrywszy prawdę o prawdziwym ojcu i własnym poczęciu, zrozumiała też matkę i ojczyma.

Końcami palców wygładziła spódnicę na udach i odetchnęła głęboko. W tym momencie dostrzegła stojącą na biurku fotografię w srebrnej ramce. Dlaczego ją zachował? Dała mu ją w prezencie tuż po ślubie wraz ze swoim ulubionym zdjęciem – uśmiechają się do siebie na tle zachodzącego słońca. Chciała w ten sposób oszukać siebie, że są prawdziwym małżeństwem, a nie takim, które wymyślił sobie Vinn, bo pragnął, aby piękna i wykształcona żona stanowiła ozdobę domu. Stojąc przy biurku nie widziała samej fotografii. Może był na niej ktoś inny. Na myśl o tym poczuła ukłucie zazdrości. Wyrzucała sobie zbędne sentymenty – sama przecież zdecydowała się odejść. Jednak godziło w jej w dumę – i nie tylko! – że tak łatwo mógłby zacząć życie od nowa.

 

Zawsze tliła się w niej iskierka nadziei, że ją pokocha. Która żona tak przystojnego i atrakcyjnego męża nie pragnęłaby jego miłości? Oszukiwała się, że wystarcza, że jest jego małżonką. Śpi w jego łóżku. Istnieje w jego życiu.

Ale pragnęła istnieć w jego sercu. Być jego pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed zaśnięciem. Kobietą cenioną ponad wszystkich i wszystko. Złudne nadzieje! Nie była osią, wokół której kręciło się jego życie. Nie kochał jej. Nigdy. Nie był zdolny do miłości.

Siedział na swoim fotelu z nogą założoną na nogę. Lekko odchylił głowę. Nieprzeniknionym spojrzeniem ciemnobrązowych oczu powoli ogarniał całą jej figurę.

– Wspaniale wyglądasz, kochanie.

Niemal podskoczyła na równe nogi.

– Nie nazywaj mnie tak!

Dojrzała na jego twarzy cień uśmiechu i rozbawienia.

– Zawsze to samo bojowe nastawienie.

– Dlaczego miałoby się zmienić? Skąd mam wiedzieć, że nie ty zasiałeś w Isaacu pomysł sponsorowania? Jak często się z nim kontaktujesz od czasu naszego rozstania?

– Moje stosunki z twoim bratem nie mają nic wspólnego z naszym związkiem. To dwie zupełnie różne sprawy.

– Nie jesteśmy już w żadnym związku.

Popatrzył na nią twardym, kamiennym wzrokiem.

– Czyja to wina?

Próbowała powstrzymać wybuch emocji.

– Od początku nie było między nami żadnej relacji. Poślubiłeś mnie z kompletnie błędnych powodów. Pragnąłeś żony na pokaz. Żoneczki jak z lat pięćdziesiątych, która będzie skakać wokół ciebie, a ty będziesz rozwijał własny biznes. Uznałeś, że moja kariera nie ma dla mnie żadnego znaczenia?

Mocno zacisnął wargi, jakby i on z trudnością powstrzymywał emocje.

– Ufam, że ta kariera rozgrzewa cię nocami. A może znalazłaś do tego kochanka?

– Moje prywatne życie to już nie twoja sprawa.

Popatrzył na nią uważnie.

– Isaac mówił, że nie miałaś żadnej randki.

Chciałaby teraz udusić brata. Przykuć do kanapy i kazać oglądać kreskówki zamiast kanałów sportowych. Zabrać mu kije golfowe, a piłeczki wyrzucić do sedesu. Niech wcina śmieciowe jedzenie zamiast zdrowej żywności zaleconej przez dietetyka.

– Żadnej, o której by wiedział.

Przygryzł dolną wargę.

– Wszyscy twoi kochankowie będą musieli wynieść się na trzy miesiące. Mam wobec ciebie inne plany.

Serce zaczęło bić jej tak mocno, że każdy dobry kardiolog natychmiast zarządziłby zapewne odpowiednie środki zaradcze.

– Nie przesłyszałam się? – rzuciła drwiącym tonem. – Nie będziesz mi nic planował. Sama kieruję swoim życiem, a ciebie już w nim nie ma.

Złączył obie dłonie, a koniuszki palców przyłożył ust. Wpatrywał się w nią uporczywie wzrokiem, który zawsze wywoływał w niej przyjemne, lekkie podniecenie. Zauważyła obrączkę ślubną na jego ręku. Dlaczego wciąż ją nosi?

– Isaac nigdy nie zrobi kariery profesjonalisty bez odpowiedniego sponsora – powiedział po dłuższej chwili. – W zeszłym roku brał udział w awanturze w nocnym klubie. Takie rzeczy odstraszają potencjalnych chętnych. Niestety, kochanie, jestem jego jedyną i ostatnią nadzieją.

Wspominała tę sytuację ze zgrozą. Mogła ona zakończyć nie tylko jego sportową karierę, lecz i życie. Także innych. Grupka szkolnych przyjaciół wdała się w ostrą kłótnię. Isaac, chcąc nie chcąc, znalazł się w jej centrum. Jeśli chce rozwijać zawodową karierę, musi trzymać się z dala od tej szkolnej paczki.

– Dlaczego to robisz? Czemu mnie wciągasz? Chcesz mu pomóc, pomóż. Mnie zostaw w spokoju.

Popatrzył na nią i pokiwał głową.

– Chcę mu pomóc tylko z twojego powodu.

Zrobiła wielkie oczy. Może źle go osądzała? Wziął ślub, bo ją kochał, a nie dlatego, że kusił go widok szykownej i eleganckiej żony uwieszonej u jego ramienia? Dlatego wciąż nosił obrączkę? Naprawdę zamierzał spełnić wszystko, co obiecywał w dniu ślubu?

Nie. Oczywiście, że jej nie kochał.

Nigdy nie wypowiedział tych dwóch krótkich i magicznych słów. Ale – przyznała w duchu – ona też nie. Świadomie się powstrzymywała, bo źle znosiła poczucie braku równowagi w ich związku. Osoba, która kochała mocniej, miała najmniej do powiedzenia. Nie była gotowa – i nie chciała – dawać mu jeszcze więcej władzy nad sobą. Wystarczyło, że władał jej ciałem – to i tak za dużo.

Uwiódł ją swoim wdziękiem i przyznał rolę żony. Na pozór zgodnie z jej decyzją, aby nie mieć dzieci. Jednak po kilku miesiącach małżeństwa zmienił zdanie. Może zresztą wcale nie musiał. Jak wytrawny gracz stawiał, że potrafi zmienić i ją.

Zagrał i przegrał.

Znowu spojrzała na ramkę do zdjęć. Kto jest na fotografii?

Jakby odgadując jej myśli, obrócił ramkę w jej stronę. Ich ślubna fotka! Od czasu rozstania nie oglądała zdjęć z ich ślubu. Ekskluzywny album zdjęciowy ze specjalnie tłoczonym monogramem wrzuciła głęboko na dno szafy pod rzędy strojów, których już nie zakładała. Wstydziła się widniejącej na wszystkich fotografiach własnej twarzy uśmiechniętej żony na pokaz. Zgodziła się być jego własnością. Patrząc na te zdjęcia, miała poczucie, że widzi wszystkie błędy, jakie popełniła. Jak mogła być tak naiwna, by sądzić, że taki związek się sprawdzi. Że ślub pozwoli jej czuć się tak, jak nie czuła się od czasu, gdy skończyła piętnaście lat. Jak normalnej kobiecie! Małżeństwo nie trwało nawet roku. Dokładnie – jedenaście miesięcy i dwadzieścia trzy dni.

Czasem wspominał o dziecku, które miałoby przedłużyć linię dynastii Gagliardich. Uznała, że stałaby się maszyną do rodzenia. Musiałaby rzucić marzenia o karierze, ale jego firma kwitłaby jak zawsze…

„Dzieckiem” Ailsy była jej pracownia projektowania wnętrz. „Urodziła” je i „wykarmiła”. Poświęciła mu wszystko. Posiadanie prawdziwego dziecka w ogóle nie wchodziło w rachubę. Jej przeszłość skrywała zbyt dużo tajemnic.

Jak mogłaby urodzić dziecko, nie widząc, czyja krew płynęłaby w jego żyłach?

Na chwilę ogarnęło ją dobrze znane poczucie piekącego rozgoryczenia. Jej spojrzenie zderzyło się z kamiennym spojrzeniem Vinna.

– Dlaczego trzymasz to na biurku?

Obrócił ramkę z powrotem w swoją stronę. Wyraz jego twarzy był równie nieprzenikniony, jak wyłączony ekran komputera.

– Wiesz, jak brzmi jedna z najlepszych porad, jakie słyszałem, prowadząc firmę? Nigdy nie zapominaj błędów przeszłości. Traktuj je jak nauczkę i idź dalej.

Nie pierwszy raz patrzyła na siebie jak na „pomyłkę”. Odkąd poznała okoliczności swojego poczęcia, z wielkim trudem przychodziło jej myśleć o sobie inaczej. Większość dzieci poczyna się z miłości. Ją poczęła brutalna przemoc.

– Co myślą twoje nowe kochanki, patrząc na to zdjęcie?

– Jak dotąd nie miałem z tym problemu.

Nie wiedziała, czy odpowiedział na pytanie. Miał wiele czy żadnej? Może nie zapraszał ich do gabinetu, bo nie chciał sobie przypominać, ile razy kochał się z nią na tym biurku? Zdejmował obrączkę, gdy kochał się z innymi? Spojrzała na jego twarz – zdaje sobie sprawę, co ona teraz przeżywa? Ale dostrzegła na niej wyraz równie obojętny, jak człowieka, który przypadkiem zajrzałby tu z ulicy.

– Co… więc proponujesz? – zaczęła.

– Mojego dziadka czeka transplantacja wątroby. To sprawa życia lub śmierci. Lekarze nie dają żadnej gwarancji, że przeżyje operację, ale bez niej umrze w ciągu kilku tygodni.

– Och, naprawdę bardzo mi przykro, lecz co to ma wspólneg…

– Jeśli ma umrzeć, chciałbym, żeby umarł w spokoju.

Wiedziała, jak ogromnym szacunkiem Vinn darzy Domenica Gaglardiego. I jak bardzo ten pomagał mu czasie, gdy ojciec Vinna siedział w więzieniu. Szczerze lubiła staruszka, choć odnosiła wrażenie, że jest człowiekiem zbyt surowym. Czasem wręcz powściągliwym. Wyobrażała sobie, jak boleśnie przeżyłby jego śmierć. Brak współczucia byłby czymś nieludzkim, ale wciąż nie mogła zrozumieć, co to ma z nią wspólnego.

– Wiem, jak się o niego martwisz. Chciałabym pomóc…

– I możesz. Chcę byśmy się pogodzili do czasu jego bezpiecznego wyzdrowienia.

Spojrzała na niego, jakby kazał jej wyskoczyć przez okno.

– Co…?!

– Słyszałaś.

Spojrzał na nią, jakby wszystko było już postanowione i nikt ani nic nie mogło zmienić jego decyzji. Nawet ona.

Koniuszkiem języka zwilżyła suche jak papier wargi. Chce, żeby wróciła? Jako jego żona? On? Naprawdę? Otworzyła usta i po chwili zamknęła je znowu.

– Oszalałeś?

– Nie, ale zrobię wszystko, by nie przysparzać mu więcej stresu, niż już przeżywa. Jest człowiekiem rodzinnym. Ceni głębokie wartości. Chcę mu pokazać, że je szanuję. Dlatego proszę, byśmy wrócili do siebie, aż poczuje się lepiej i nic nie będzie zagrażać jego życiu. Nie pozwolę, by cokolwiek czy ktokolwiek zagroził jego wyzdrowieniu.

Zerwała się na równe nogi tak gwałtownie, że omal nie wywróciła fotela.

– Nigdy nie słyszałam nic tak oburzającego! Jak możesz oczekiwać, że nagle, po dwóch latach, wrócę, jakby nigdy nic. Nie ma mowy. Nie zmusisz mnie do tego.

Wpatrywał się w nią bez ruchu. Niemal przeszywał ją wzrokiem na wylot.

– Isaac ma talent, ale bez mojej pomocy go zmarnuje. Wiesz o tym równie dobrze, jak ja. Jeśli zgodzisz się wrócić na trzy miesiące, zapewnię mu sponsorowanie nie na rok czy dwa, lecz na trzy lata.

Pragnęła odmówić. Po prostu – musi. Jednak wtedy brat może nigdy nie zrealizować marzeń. Od niej zależało, czy dostanie życiową szansę. Ale jak ma wrócić do Vinna? Choćby na trzy minuty? Co dopiero trzy miesiące? Kurczowo przycisnęła do siebie przewieszoną przez ramię torebkę. Prawie gotowa do wyjścia chwyciła rączkę torby podróżnej, jakby chwytała koło ratunkowe.

– Nie zapomniałeś o czymś? Mam pracownię w Londynie. Nie mogę tak po prostu spakować wszystkiego i przylecieć tutaj.

– Możesz otworzyć filię w Mediolanie. Masz przecież bogatych włoskich klientów.

Zmarszczyła brwi. Skąd o nich wie? Od Isaaca? Rzadko rozmawiał z nim o swojej pracy. Brat lubił mówić o własnych sprawach. Marzeniach o karierze golfisty, reżimie treningowym i frustracji, że rodzice nie rozumieją, jak ważny jest dlań ten sport. Także o tym, że od czasu rozwodu, nie mają wystarczająco dużo pieniędzy, by mu pomóc. Nie plotkował jednak o Ailsie. Nie mówiła mu, że jej obecny wyjazd do Florencji miał na celu spotkanie z małżeństwem, które zaproponowało jej urządzenie ich kilkusetletniej willi. Małżonkowie odwiedzili ją w londyńskiej pracowni. Spodobały im się projekty i natychmiast zlecili jej pracę.

– Skąd wiesz, że mam tu klientów?

– Jestem Włochem. Mam przyjaciół i współpracowników w całym kraju. – Na jego twarzy pojawił się lekko drwiący uśmieszek.

Zaczęła nabierać podejrzeń.

– Mam więc dziękować ci za robotę przy florenckiej willi di Capellich? I rezydencji rodziny Ferrante w Rzymie?

– Dlaczego miałbym cię rekomendować? Wykonujesz wspaniałą robotę.

– Masz na myśli pracę projektantki, nie żony?

– Może za drugim razem pójdzie ci lepiej.

– Nie będzie drugiego razu – rzuciła. – Już raz nabrałeś mnie na małżeństwo. Naprawdę myślisz, że jestem tak naiwna, że dam się nabrać ponownie?

Odchylił się na fotelu jak lew, który przysiada na chwilę, zanim skoczy na ofiarę.

– Nie mówiłem, że chodzi o prawdziwe małżeństwo.

Nie wiedziała, czy przeważa w niej poczucie ulgi czy zniewagi. Chciał pokazać, że już go nie pociąga? W przeszłości seks był jedyną rzeczą, która dawała im radość i rozkosz. Uwielbiali się kochać. Nieustannie cieszyli się sobą i swoimi ciałami. W łóżku tworzyło się między nimi prawdziwe, dzikie pożądanie. Tylko z nim osiągała orgazm. Zanim go spotkała, w ogóle niezbyt lubiła seks. Już przy ich pierwszym pocałunku poczuła, jak jej ciało ogarnia fala zmysłowej żądzy. Po rozstaniu w ogóle nie kochała się z nikim. Dlaczego więc nie miałaby wykorzystać teraz tego naprawdę niezwykłego zmysłowego przyciągania?

– Nie prawdziwe…?

– Nie będziemy spać z sobą – zapewnił Vinn.

– Nie…będziemy…? – Jej rozdrażniony głos brzmiał niepewnie i nieśmiało.

– Na zewnątrz będziemy razem, ale w domu śpimy w osobnych pokojach.

Nie mogła pojąć, dlaczego poczuła się tak zraniona. Nie chciała z nim spać. Może ciało zdradzało takie pożądanie, ale wola mówiła twarde „nie”. Miała niejasne przeczucie, że jeśli wejdzie do jego łóżka, nie będzie chciała zeń wyjść.

 

– To nie ma sensu, bo nie mam zamiaru być z tobą ani na pokaz, ani prywatnie. Zrozumiałeś?

Spojrzał na nią tak spokojnym i zdecydowanym wzrokiem, że poczuła dreszcz podniecenia na plecach.

– Po trzech miesiącach dam ci rozwód bez orzekania o winie.

Tego chciała. Prostego i nieskomplikowanego rozwodu. Dostanie go, jeśli zgodzi się odgrywać przez trzy miesiące farsę. Ale gdy zobaczą ich razem, to zgodnie z angielskim prawem rozwodowym ich dwuletnią separację uzna się za nieważną.

– To opóźni rozwód o kolejne dwa lata, ale problem będziesz miała tylko wtedy, jeśli zdecydujesz się ponownie wyjść za mąż. Masz taki zamiar?

Zmusiła się, by wytrzymać jego spojrzenie.

– Zależy.

– Od…

– Od tego, czy znajdę mężczyznę, który potraktuje mnie jak kobietę równą sobie, a nie maszynę do rodzenia dzieci.

Wstał z fotela i odetchnął głęboko, jakby jego cierpliwość dobiegła końca.

– Na Boga, Ailso! Chciałem ci tylko coś zaproponować. To żaden nakaz. Możemy chociaż o tym pogadać.

– Gdy prosiłeś mnie o rękę, wiedziałeś, co myślę o dzieciach. Sprawiałeś wrażenie, że ci to nie przeszkadza. Nie wzięłabym ślubu, gdybym wiedziała, że po cichu wzdychasz za gromadą dzieciaków.

W jego wzroku pojawił się błysk gniewu, ale i odcień smutku.

– Nie wiesz, co to kompromis, tak?

Uśmiechnęła się drwiąco.

– Śmieszne. I ty to mówisz. Nie słyszałam, byś proponował, że zajmiesz się dziećmi, gdy będę pracować. Uznałeś, że szybko zrobisz ze mnie kurę domową. Czyż nie?

Spojrzał na nią dobrze jej znanym nieprzeniknionym wzrokiem.

– Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak ktoś wychowany w normalnej i kochającej się rodzinie, może tak głęboko nie chcieć założyć własnej.

Normalnej? W jej przeszłości nic nie było normalne. Zgoda, na zewnątrz rodzina wyglądała na kochającą się i normalną. Po rozwodzie matka i ojczym bardzo się starali, by dzieci cierpiały jak najmniej. Była to jednak tylko gra pozorów. Trupa zamknięto w szafie, bo prawda była zbyt przerażająca i zbyt haniebna, by ją ujawnić.

Rozumiała ich decyzję ukrycia przed nią, że matka została zgwałcona przez przyjaciela ich przyjaciela. Później okazało się zresztą, że był to zupełnie obcy człowiek, który jakimś sposobem dostał się na przyjęcie. Matka przeżyła tak głęboką traumę, że nie zgłosiła sprawy na policję ani nie powiedziała swojemu chłopakowi – teraz ojczymowi Ailsy. Gdy odkryła, że jest w ciąży było już z późno na wszystko. Ojczym zawsze sprzeciwiał się testom genetycznym, ale matka nalegała, że chce mieć pewność, kto jest ojcem. Gdy pewnego dnia piętnastoletnia wówczas Ailsa wróciła do domu, usłyszała, jak głośno kłócili się w sypialni. Dowiedziała się strasznej prawdy. W jednej chwili prysły wszystkie jej marzenia i nadzieje na założenie w przyszłości własnej rodziny.

Wytrzymała jego kamienne spojrzenie.

– Mam nadzieję, że mimo mojej odmowy udziału w tej farsie, będziesz sponsorować Isaaca. Liczy na ciebie. Byłby zdruzgotany…

– Nie prowadzę biznesu w ten sposób – odparł.

– A ja nie ulegam szantażom. – Uniosła wyżej głowę.

Przez kilka sekund, które zdawały się wiecznością, ich spojrzenia ścierały się ze sobą. W przeszłości często prowadzili takie wojenki. Dziwne, ale między innymi za nimi właśnie tęskniła. Oboje nigdy nie unikali spięć. Zawsze po cichu lubiła ich słowne potyczki, bo niemal wszystkie, kończyły się zgodą – w łóżku. Zastanawiała się, czy i teraz myśli, jak pełen namiętności i pożądania był ich seks. Czy tęskni za nim tak samo jak ona? Zdarza mu się w środku nocy szukać ręką jej ciała i czuć ten przenikający wszystko ból, gdy znajdzie tylko puste miejsce?

Nie. Bo jego łóżko nigdy zapewne nie jest puste.

Robiła, co mogła, aby nie odwrócić wzroku jako pierwsza, mimo że sekunda po sekundzie jej determinacja słabła. Patrzył na nią twardo i nieustępliwie swoimi piwnymi oczyma. Dwie napięte zmarszczki wokół mocno zaciśniętych ust nadawały jego twarzy dosyć posępny wyraz. Zapewne ostatnio rzadko się uśmiechał.

Pełną napięcia ciszę przerwał dzwonek telefonu. Odwrócił się i odebrał.

– Domenico? – zapytała.

Prowadzono po włosku rozmowa trwała krótko. Bez problemu jednak zrozumiała jej sens. Był wyraźnie poruszony. Odłożył słuchawkę i przez chwilę patrzył na nią nieobecnym wzrokiem.

– Wszystko w porządku? – zapytała, bezwiednie robiąc krok w jego kierunku. Po chwili jednak odzyskała kontrolę nad sobą. – Dziadek…?

– Właśnie znalazł się dawca – odpowiedział tak głucho, jakby jego słowa płynęły z próżni. – Myślałem, że przygotowania zajmą więcej czasu… Operacja zacznie się w ciągu kilku godzin.

Sięgnął po kluczyki samochodu i marynarkę. Ruszył do drzwi wyraźnie zdenerwowany i zdekoncentrowany.

– Przepraszam, że przerywam spotkanie, ale muszę zobaczyć go teraz, zanim będzie za późno.

Nigdy nie widziała go tak podenerwowanego. Zwykle nic nie mogło wyprowadzić go z równowagi. Działał jak robot. Gdy powiedziała, że odchodzi, nie okazał nawet cienia emocji. Tym bardziej zaintrygowała ją obecna sytuacja. Za tym szerokim męskim torsem naprawdę biło serce?

– Nie mogę go zawieść – wymamrotał pod nosem, jakby do siebie. – Nie teraz, nie tak.

– Pojechać z tobą? Do odlotu zostało kilka godzin – zapytała zaskoczona własnymi słowami.

Na jego twarzy nastąpiła nagła zmiana. Znowu był zimnym i twardym człowiekiem biznesu.

– Ale tylko jako żona. Umowa stoi?

Poczuła się rozdarta. Chętnie pokazałaby mu, gdzie ma tę propozycję. Ale kusiło ją, by dowiedzieć się więcej o jego wrażliwszej stronie. Słowami mogła odgrywać tę farsę, ale wiedziała, że dla niego liczył się podpis.

– Pojadę, bo zawsze lubiłam twojego dziadka. Sądzisz, że chciałby mnie zobaczyć?

– Tak – odpowiedział i zaczął przeglądać leżące na biurku papiery.

Wyciągnął jeden z nich i położył przed nią. Wyjął wieczne pióro.

– Podpisz.

– Musimy teraz? Twój dziadek jest…

– Podpisz – powtórzył twardym głosem.

Poczuła, że szykuje się do starcia. Wyprostowała się i posłała mu groźne spojrzenie.

– Nie ma mowy. Muszę najpierw przeczytać.

– Do diabła, Ailso. Nie ma czasu. Muszę go zobaczyć. Choć raz w życiu mi zaufaj. Nie mogę zawieść dziadka. Liczy na mnie. Poza sponsorowaniem Isaaca wypłacę ci dziesięć milionów funtów.

Otworzyła oczy tak szeroko, że miała wrażenie, że za chwilę wyskoczą jej z orbit.

– Dziesięć… milionów?

– Jeśli nie podpiszesz w ciągu pięciu sekund, wycofuję propozycję. Na zawsze.

Wyjęła z jego ręki pióro. Przez chwilę spotkały się czubki ich palców. Na piórze wciąż czuła ciepło jego dłoni. Przypomniała sobie ciepło jego ciała. Płomień pożądania, jakie zawsze w niej wzbudzało. Na chwilę wróciły obrazy, które od dawna tak uparcie próbowała wyrzucić z pamięci.

Odetchnęła i spojrzała na dokument – trzy lata sponsorowania Isaaca i dziesięć milionów. Denerwowało ją, że używa pieniędzy jako przynęty, ale przecież takim językiem zawsze się posługiwał. Pieniądze stanowiły jego język ojczysty. Włoski znajdował się na drugim miejscu. Właściwie ona też mogłaby się go nauczyć. Dziesięć milionów to ogromna suma. Jej pracownia osiągała sukcesy, ale takie pieniądze pomogłaby jej rozszerzyć działalność na inne kraje Europy.

Po chwili jednak doszło do niej, jaką pułapkę szykuje na siebie, podpisując umowę – będzie musiała spędzić z nim całe trzy miesiące. Potrzebowała czasu na dokładne przemyślenie wszystkiego. Kiedyś już się pośpieszyła, biorąc z nim ślub. Odsunęła od siebie dokument.

– Muszę mieć jeszcze parę dni. To mnóstwo pieniędzy. Potrzebuję więcej czasu.

Jego twarz nie zdradzała teraz żadnych emocji, co ją zaskoczyło, bo chwilę przedtem bardzo naciskał na podpis. Może pod tą kamienną maską już snuł plany innej taktyki zmuszenia jej do ustępstw.

– Porozmawiamy o tym po szpitalu. – Położył dokument na biurku i chwycił rączkę jej torby podróżnej.

Rzucił kilka słów sekretarce, Claudii, która zapewniła, że zajmie się sprawami biura. Ailsa poczuła ukłucie zazdrości, że tak młoda osoba stanowi integralną część firmy. Zawsze lubił otaczać się pięknymi kobietami. Claudia nie była wyjątkiem – wyglądała jak modelka wracająca właśnie z sesji zdjęciowej.