Sycylijska duma

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Melanie Milburne

Sycylijska duma

Tłumaczenie: Jan Kabat

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Cinderella’s Scandalous Secret

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6397-9

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Penthouse w edynburskim hotelu był ostatnim pokojem na roboczej zmianie Isly. Uświadamiała sobie ironię: sprzątała teraz takie apartamenty zamiast w nich mieszkać.

Zapukała do drzwi.

– Pokojówka!

Kiedy nikt jej nie odpowiedział, wyjęła klucz, otworzyła drzwi i wtoczyła do środka wózek ze środkami czystości.

Jakby wkroczyła do innego świata – odwiedziła go kiedyś, wierząc naiwnie, że do niego należy... Było to zaledwie pięć miesięcy temu?

Położyła dłoń na wydatnym brzuchu, gdzie nieznaczny ruch malutkich kończyn przypomniał jej, że za cztery miesiące jej życie znowu się zmieni.

Na zawsze.

Próbowała uwolnić się od myśli, które krążyły jak kruki nad martwą ofiarą. Nad martwą ofiarą krótkiego i namiętnego związku z ojcem jej dziecka.

Z Rafe’em Angelirim, który nie wiedział nawet, że będzie ojcem.

Trudno było w zasadzie nazwać związkiem to, czego z nim doświadczyła. Dwa miesiące szaleństwa, kiedy to zapomniała, kim jest. Poznali się w barze i niespełna po godzinie wylądowała z nim w łóżku. Jej pierwszy numerek, tyle że Rafe poprosił, by spotkali się ponownie. I potem znowu. W ciągu kilku dni nawiązali namiętny romans, którego nie chciała zakończyć.

Sama go jednak zakończyła.

Przesunęła spojrzeniem po luksusowym wnętrzu. Podczas romansu z Rafe’em wielokrotnie spędzała noc w takich apartamentach. Spała w egipskiej bawełnianej pościeli, piła francuskiego szampana, jadała w drogich restauracjach, nosiła ubrania i biżuterię znanych projektantów. Czuła się jak supermodelka, a nie dziecko z rodziny zastępczej.

Ktoś spał tu poprzedniej nocy – łóżko było skotłowane po jednej stronie, narzuta położona niedbale. Ten widok był niczym cierń w jej pamięci. Nawet zapach bergamotki i cytrusa, tak znajomy, przyprawił ją o gęsią skórkę. Wszystko emanowało tu energią, zdawało się, że jakaś dziwna osobowość pozostawiła w tym miejscu swój niezatarty ślad.

Isla skarciła się w myślach, potem podeszła do łóżka i ściągnęła wprawnym ruchem pościel. Miała robotę do wykonania i nie mogła ulegać wyobraźni. Pościeliła już swoje metaforyczne łoże i była zadowolona, że śpi w nim sama.

Nie powiedziała mu o ciąży, było to wykluczone. Bała się, że będzie naciskał na aborcję. Że odrzuci ją i dziecko. Przez całe dzieciństwo doświadczała odrzucenia. Nawet ojciec oddał ją komuś innemu na wychowanie. Bała się, że Rafe ją odeśle. Bała się, że zechce ją poślubić z poczucia obowiązku. Wiedziała z doświadczenia, jak wyglądają takie małżeństwa – z niechcianymi dziećmi oddanymi pod opiekę rodzin zastępczych.

Isla położyła na łóżku świeżą pościel i ułożyła starannie poduszki, potem cofnęła się, by podziwiać swoje dzieło, kiedy drzwi apartamentu otworzyły się za jej plecami.

Odwróciła się z odpowiednim uśmiechem, chcąc przeprosić gościa.

– Przepraszam. Jeszcze nie skoń...

Jej uśmiech przygasł, a serce podjechało do gardła. Nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Przesunęła spojrzeniem po ojcu swojego dziecka, zanim mogła się powstrzymać; przyciągał jej wzrok z siłą, której nie zmienił upływ czasu. Tak nieodparty wygląd powinien być zakazany.

Rafe Angeliri nie zmienił się w ciągu tych trzech miesięcy. Ciemnoniebieski garnitur i biała koszula podkreślały jego atletyczną budowę – długie umięśnione nogi, szeroką pierś, twardy brzuch. Przystojny niczym model z reklamy, wysoki i szczupły, o wyrazistej szczęce – odnosiło się wrażenie, że wypełniał sobą cały pokój. Nieco pofalowane włosy ani za długie, ani za krótkie, zawijały się wokół kołnierzyka. Ta nieco niedbała fryzura kłóciła się z jego przemożną i przebojową osobowością.

Jednakże w jego oczach malował się cynizm, a w kącikach ust widniały zmarszczki, których wcześniej nie było. Isla dostrzegła jeszcze jedną różnicę, zanim zdążył ją zamaskować – szok, który kazał mu znieruchomieć, ale tylko na mgnienie oka. Zawsze odznaczał się większym opanowaniem niż ktokolwiek, nawet niż ona, choć była dumna z umiejętności skrywania swoich uczuć. Jak inaczej mogłaby przetrwać w rodzinach zastępczych?

– Isla. – Skinął nieco pogardliwie głową. – Czemu zawdzięczam przyjemność, jaką jest twoja obecność przy moim łóżku?

Isla cofnęła się gwałtownie. Przebywanie w pobliżu łóżka, gdy ten mężczyzna stał na wyciągnięcie ręki, było kiepskim pomysłem. Kuszącym, ale bardzo kiepskim. Spędzili w nim więcej czasu niż gdziekolwiek podczas swego krótkiego romansu. Seks połączył ich w wybuchu wzajemnej fascynacji, już przy pierwszym spotkaniu w barze – pożądanie, które wstrząsało nią bez reszty. Dopiero przy nim doznała radości z seksu. Był niesamowity; nawet teraz powracały jego wspomnienia, mrowienie w ciele, które Rafe budził niegdyś ustami i językiem. Samo przebywanie z nim w jednym pokoju budziło w niej tęsknotę i pragnienia.

Chwyciła świeże ręczniki z wózka, próbując ukryć krągłość brzucha. Nigdy nie był płaski, miała więc nadzieję, że Rafe nie dostrzeże drobnej różnicy. Zawsze ją dziwiło, że wydaje mu się tak atrakcyjna. Nie miała w sobie nic z olśniewających kobiet, z którymi się zwykle umawiał. Starała się zająć czymś ręce, by nie zetrzeć mu z twarzy tego wyrazu władczości albo, co gorsza, nie przyciągnąć jego głowy i nie zatracić się w oszałamiającym pocałunku.

– Pracuję w tym hotelu. Dokończę, jeśli pozwolisz, i zejdę ci z oczu...

– Myślałem, że wróciłaś do Londynu dokończyć studia. – Zmarszczył czoło. – Nie taki był plan?

– Zmieniłam... zdanie.

Poszła do łazienki z czystymi ręcznikami, żeby zabrać używane. Jej plany zmieniły się z chwilą, gdy stwierdziła, że jest w ciąży.

Rafe ruszył za nią. Jego obecność sprawiła, że kąpielowy pałac skurczył się do rozmiarów pudełka. Isla uchwyciła swoje odbicie w lustrze i jęknęła w duchu. Ani śladu makijażu, ciemne półkola pod oczami, matowe włosy. I skrywana wydatność brzucha pod fartuszkiem pokojówki. Czy porównywał ją do swej ostatniej kochanki? Widywała go na zdjęciach z licznymi kobietami od czasu, gdy położyła kres ich związkowi. Zastanawiała się, czy nie było to celowe z jego strony – coś w rodzaju: Pokażę ci, jak szybko potrafię się od ciebie uwolnić. Ostatecznie to ona zakończyła ich romans, do czego nie był przyzwyczajony. Kobiety zwykle ustawiały się do niego w długiej kolejce.

– Dość nagle – zauważył sceptycznie. – Sądziłem, że podoba ci się w Londynie.

Zaczęła ustawiać kosmetyki na marmurowym blacie, by ukryć drżenie rąk.

– Poczułam, że jestem gotowa do zmiany otoczenia. Zresztą i tak nie stać mnie było na mieszkanie w Londynie.

W jego oczach błysnął gniew.

– Pojawił się ktoś inny? Dlatego postanowiłaś z nami skończyć?

Napotkała jego spojrzenie w lustrze.

– Z nami? Nie było „nas”, dobrze o tym wiesz. To był przelotny romans, nic więcej.

– Kłamiesz. – To słowo przypominało pocisk. – Przynajmniej bądź ze mną szczera.

Szczera? Co do swojego pochodzenia i przeszłości? Wstydu, który w niej płonął, bez względu na to, czy nosiła haute couture, czy rzeczy używane.

– Nie ma nikogo. Tak jak ci napisałam w liście, chciałam po prostu odejść.

Świadomość, że jest z nim w ciąży, przyprawiła ją o przerażającą niepewność. Myśl, że wykluczy ją i ich dziecko ze swego życia, tak jak uczynił to jej ojciec, była zbyt bolesna. Nie miała pojęcia, jak powiedzieć mu o ciąży, nie niszcząc jednocześnie jego życia. Nie znała go na tyle dobrze, by wierzyć, że nie będzie namawiał jej na aborcję. Sama żywiła wątpliwości, jeśli chodzi o własne zdolności macierzyńskie. Od siódmego roku życia przebywała w rodzinach zastępczych, matkę pamiętała mgliście. A jaką matką sama by była? To pytanie spędzało jej nocami sen z powiek i dręczyło.

– Ach, tak. Twój list – zauważył lekceważąco.

Przybrała wraz twarzy, który wyćwiczyła przez lata. Maskę zimnej obojętności, przeczącą burzy uczuć szalejącej w jej piersi.

 

– To ty powinieneś być szczery. Jesteś zły, bo to ja cię rzuciłam. Ale sam byś to prędzej czy później zakończył. Żaden z twoich romansów nie trwał dłużej niż miesiąc.

Drgnął mu mięsień szczęki, w oczach malowała się gorycz.

– Nie mogłaś poczekać, aż wrócę z Nowego Jorku, żeby ze mną porozmawiać? Czy też właśnie dlatego nie wybrałaś się ze mną, kiedy miałem negocjować tę umowę? Ponieważ zawsze zamierzałaś odejść pod moją nieobecność? Nie chciałaś ryzykować, bojąc się, że wpłynę na twoją decyzję?

Wiedziała, jak ważny jest dla niego ten interes, najważniejszy w jego karierze. Człowiek, z którym negocjował, był głęboko religijny, i mógł się wycofać, gdyby się okazało, że kochanka Rafe’a jest w ciąży. Zaczęły ją prześladować poranne mdłości, zanim jeszcze zaproponował, by pojechała z nim do Nowego Jorku. Postanowiła zostać w jego willi na Sycylii, kiedy udał się za granicę. Zawsze byli razem przez te dwa miesiące, a ona wnikała w jego życie. Jednak niepokojąca myśl, że może być w ciąży, nie dawała jej spokoju. Musiała zyskać pewność. Nie chciała, by zaskoczył ją z testem ciążowym w dłoni albo przyłapał zgiętą wpół nad toaletą.

Gdy tylko zobaczyła pozytywny wynik testu, wiedziała, co ma zrobić.

Zakończyć to. Wynieść się z jego życia, zanim zdążyłaby wyrządzić jeszcze większe szkody. Jej przeszłość, niczym puszka Pandory, wywołałaby istną burzę w jego ekskluzywnych kręgach. Wystarczyłoby jedno ujawnione zdjęcie, na którym tańczyła, mając na sobie tylko bieliznę, w tym podejrzanym klubie dla mężczyzn, by umowy biznesowe, nad którymi pracował miesiącami, stanęły pod znakiem zapytania.

Isla uniosła dumnie brodę.

– Nie zdołałbyś sprawić, bym zmieniła zdanie.

Popatrzył na jej usta, potem napotkał jej wzrok.

– Jesteś tego pewna, cara?

Ten głos był tak zmysłowy jak pieszczota dłoni między jej nogami. Jego oczy paliły ją żywym ogniem. Isla odsunęła się od marmurowego blatu i wzięła z wieszaka zużyte ręczniki. Musiała uciec od niego, zanim zrobiłaby coś, czego by potem żałowała. „Wiesz, co skrywam pod tym fartuszkiem? Twoje dziecko”. Oczywiście, uważała, że Rafe ma prawo wiedzieć. Gdyby należała do tego samego świata co on, powiedziałaby mu od razu.

Pochodzili jednak z innych światów, które dzieliła przepaść.

– Zostaw to. – Wskazał ręczniki. – Dlaczego sprzątasz pokoje hotelowe? Mogłabyś znaleźć pracę odpowiadającą twoim aspiracjom artystycznym.

– Pracuję dla przyjaciółki, pomagam jej. Prowadzi firmę sprzątającą. Może o niej słyszałeś. „Zostaw to Layli”.

Patrzył na nią niewzruszenie.

– Nie, ale zapamiętam. Myślę o nabyciu tego hotelu. Dlatego się tu zatrzymałem pod przybranym nazwiskiem, żeby się rozejrzeć i zorientować w ogólnej sytuacji.

– Nie masz już dostatecznie dużo hoteli? Ubiłeś ten interes w Nowym Jorku, prawda? Jeden z największych w twojej karierze?

Uniósł ironicznie kącik ust.

– Miło wiedzieć, że przejawiasz zainteresowanie moim biznesem.

Isla przybrała znudzoną minę i ruszyła w stronę apartamentu.

– Posłuchaj, muszę uporać się ze sprzątaniem. Moja zmiana kończy się za kilka minut.

Chwycił ją za rękę i zacisnął zwodniczo łagodne palce na jej nadgarstku. Jej skóra natychmiast zareagowała na jego dotyk.

– Zostań i napij się ze mną.

Jego głos był tak podniecający jak zawsze.

– Nie ma mowy. – Isla wyrwała dłoń z jego uścisku. – Jestem z kimś umówiona.

Kłamstwo przyszło jej z łatwością, miała w tym wprawę.

Coś pojawiło się przelotnie w jego wzroku. Rozczarowanie? Ból? Gniew?

– Jestem pewien, że ten ktoś poczeka.

Isla popatrzyła mu wyzywająco w oczy, świadoma walki, jaka się między nimi toczy. To wzajemne przyciąganie i odpychanie stanowiło nieodłączny element ich gwałtownego związku.

– Nie możesz mnie już do niczego zmusić, Rafe.

Znowu uśmiechnął się cynicznie.

– Kiedy to zmuszałem cię do czegokolwiek, cara mia? Zgadzałaś się na wszystko, si?

Jego głęboki głos sięgał jej najgłębszych zakamarków. Próbowała powstrzymać falę erotycznych wspomnień. Splecionych rąk i nóg, ciała śpiewającego namiętnością. Jego smaku, piżmowej woni ich złączenia, dotyku dłoni pieszczących leniwie jej udo. Odetchnęła głęboko i ujęła rączkę wózka, żeby powstrzymać się przed dotknięciem tego mężczyzny. Była już na niego uodporniona, prawda? Nie odczuwała pożądania wobec nikogo od czasu ich rozstania.

– Muszę iść. – Ruszyła w stronę drzwi, ale jego głos ją zatrzymał.

– Jeden drink. W barze. Obiecuje, że nie potrwa to długo. Proszę, cara.

Wiedziała, że powinna odejść, ale ton jego głosu ją powstrzymał. Gdyby odmówiła, wyszłaby na kogoś grubiańskiego. Bądź co bądź, to ona zakończyła ich związek. I to on powinien się czuć jak ktoś niewychowany. Zostawiła mu list, zamiast powiedzieć mu wszystko wprost. Potem zadzwonił tylko raz, zostawiając jej gniewną wiadomość na poczcie głosowej. Określało to najwymowniej charakter ich związku. Ostatni telefon, który pozwolił mu dać upust gniewowi, potwierdzając tym samym, że postąpiła słusznie. Gdyby mu naprawdę zależało, czy nie dzwoniłby wielokrotnie? Nie szukałby jej za wszelką cenę, błagając, by do niego wróciła? Tyle że taki mężczyzna nie błagał. Kobiety nigdy go nie opuszczały. To one błagały, by został.

Jednak jego obecność była dla niej niebezpieczna. Jej ciąża stawała się dopiero widoczna. Szybki drink pozwoliłby jej zapewnić go, że chce się zająć swoim życiem. Z dala od niego. Mogła mu poświęcić kilka minut. Był ojcem jej dziecka, nawet jeśli przyrzekła sobie, że nigdy mu nie powie. Dzięki jego zaproszeniu mogła rozeznać się w sytuacji, poznać jego plany. Gdyby zamierzał zostać tu, w Edynburgu, to musiałaby wyjechać. Zniknąć z nadzieją, że nigdy nie będzie jej szukał.

Popatrzyła na niego, wciąż tocząc ze sobą wewnętrzną walkę. Czy kiedykolwiek potrafiła mu się oprzeć?

– W porządku. Jeden drink.

Gdy tylko wyszła, Rafe odetchnął głęboko. Upłynęło pięć miesięcy, a on wciąż jej pragnął. Jej widok stojącej przy łóżku przywołał tyle wspomnień, których nie potrafił wymazać. Jakby Isla McBride odcisnęła piętno na jego ciele. Nikt nie potrafił zaspokoić tego pragnienia, które w nim wzbudzała. Umawiał się z innymi kobietami, ale ilekroć myślał o pójściu z nimi do łóżka, coś go powstrzymywało. Zamieniał się w cholernego mnicha i musiał się od tego uwolnić.

Uwolnić się od niej.

Irytowało go, że wciąż odczuwa gorycz ich rozstania. To on przerywał związki, kiedy mu to odpowiadało. Fakt, że Isla go rzuciła, było dla niego nowym doświadczeniem, zwłaszcza że wyjechał, by zrobić interes życia. I zwłaszcza że zabrał ją do swojego domu na Sycylii, do swego prywatnego sanktuarium.

Jego willa była zazwyczaj niedostępna przypadkowym kochankom. Uczynił dla niej wyjątek, spędzając z nią tam całe tygodnie, przekładając ważne spotkania, z dala od ciekawskiego oka mediów. Coś sprawiało, że chciał zachować ich związek w tajemnicy. Nie dlatego, że nie lubił z nią przebywać, bo lubił. O wiele bardziej niż z innymi kobietami.

Jednak w jakiś sposób opacznie ją zrozumiał i to go dręczyło. A najbardziej to, że czekała, aż będzie zajęty interesem, żeby odczuł to jeszcze silniej.

Kiedy wrócił do pustej willi i znalazł jej list na gzymsie kominka, poczuł się niemile zaskoczony. A nienawidził być zaskakiwany. Czy jego dwulicowy ojciec nie osiągnął w tym mistrzostwa, żyjąc w dwóch rodzinach jednocześnie, mając dwie żony, które uważały, że są jedynym światem Tina Angeliriego, dopóki Rafe nie odkrył prawdy w wieku trzynastu lat? Telefon od jednego z pracowników ojca wszystko zmienił. Wszystko ujawnił. Kiedy ojciec uległ poważnemu wypadkowi, człowiek ten poinformował Rafe’a i jego matkę o krytycznym stanie Tina. Kiedy polecieli do Florencji, w szpitalu zastali już jego drugą rodzinę. Oficjalną rodzinę. Żonę i dwóch synów. Rafe stał przy łóżku i przypominał sobie wszystkie kłamstwa ojca, trwające latami.

On sam był brudnym ojcowskim sekretem. Jego nieślubnym synem.

Ten list od Isly rozwścieczył go tak bardzo, że podarł papier na strzępy. Przypomniał mu tamten szpitalny pokój, gdzie wszystko, w co dotychczas wierzył, okazało się fałszem. Stekiem kłamstw. Dlaczego nie dostrzegł żadnych oznak? Czy może Isla celowo go zwodziła, wpajając mu zwodnicze poczucie bezpieczeństwa, tak jak robił to przez te wszystkie lata jego ojciec? Udawanie, kłamstwo, zwodniczość – trzy grzechy śmiertelne każdego związku.

Od razu do niej zadzwonił i zostawił jej wiadomość, z której nie był szczególnie dumny, ale nikomu nie ofiarowywał drugiej szansy. Nie oddzwoniła, a on odczuł poniekąd zadowolenie. Nie było nic lepszego niż bezproblemowe rozstania, ale w tym przypadku nic nie wydawało się bezproblemowe. Poczucie rozdarcia zamiast spokoju.

Chodził nerwowo po apartamencie. W języku jej ciała, w tych umykających spojrzeniach dostrzegał coś, co go niepokoiło. Dlaczego Isla zrezygnowała z kontynuacji studiów na wydziale sztuk pięknych i przeniosła się z powrotem do Szkocji? Darzyła pasją swoją sztukę i uwielbiała Londyn. Widział jej rysunki i był zdumiony jej talentem. Co sprawiło, że wyrzekła się marzeń i podjęła pracę sprzeczną z jej kreatywnością? Czy wydarzyło się coś od ich rozstania? Coś, co zniweczyło jej artystyczne aspiracje? Tylko co?

Popatrzył na starannie zasłane łóżko, wyobrażając sobie, jak Isla oplata go nogami. Zaklął, przeklinając się w duchu za to, że tak bardzo wniknęła mu pod skórę.

Była najbardziej fascynującą kobietą, z jaką się kiedykolwiek związał; nikt jej nie dorównywał. Jej poczucie humoru i zmienność usposobienia wydawały mu się pociągające i zarazem frustrujące. Niewiele kobiet traktowało go jak równego sobie.

Isla była inna. Nikt nie mógł go tak bardzo usatysfakcjonować. Uwielbiał ich zajadłe dyskusje, które najczęściej znajdywały swój finał w łóżku. Uwielbiał ją prowokować, byle drżąca i rozgniewana znalazła się w jego ramionach.

Wyglądała teraz tak samo, ale w jakiś sposób inaczej. Wciąż była szczupła, pojawiły się jednak krągłości, które sprawiały, że pragnął jej dotykać i smakować. Piersi miała pełniejsze. Jak miękkie wydawały się w jego dłoniach, w jego ustach. Jak bardzo lubił, kiedy krzyczała pod jego ciężarem, a on wiódł ją do raju.

Intrygowało go jej obecne zachowanie. Wyzywające spojrzenie, potem umykanie wzrokiem. Skóra blada, po chwili zarumieniona, ciało, tak niegdyś chętne, teraz pełne rezerwy.

Jej odrzucenie było niczym rana pokryta strupem. Ujrzał Islę i poczuł, jak ta rana jątrzy się na nowo. Musiał o niej zapomnieć, by żyć dalej. Jeden drink, a potem odejdzie, nawet się nie oglądając.

Było po wszystkim i należało to jak najszybciej zaakceptować.

ROZDZIAŁ DRUGI

Isla przebrała się po pracy. Zniknęły eleganckie stroje, które kupował jej Rafe. Nie chciała jakichkolwiek pozostałości po ich romansie – z wyjątkiem tej, którą nosiła teraz w swoim ciele.

Włożyła czarne legginsy i top z długim rękawem, ale te rzeczy nie ukrywały jej kształtu. Przesunęła dłonią po wydatności brzucha, który zdawał się wołać: Popatrz, jak moje dziecko bryka!

Wzięła kurtkę, potem zawiązała mocno pasek w talii. Ponownie spojrzała w lustro w przebieralni, starając się nie myśleć o tym, jak trudno jej przyjdzie ukrywać fakt ciąży przed Rafe’em.

Potem się umalowała – najpierw korektor, potem krem nawilżający, cień do oczu. Makijaż stanowił coś w rodzaju zbroi, a tej bardzo potrzebowała w przypadku Rafe’a Angeliriego.

Poluzowała pasek kurtki i znów dotknęła brzucha. Czy jej dziecko było bardziej aktywne niż zwykle? Jej dziecko, ale też jego dziecko. Oczywiście, miał prawo wiedzieć. Jego nowojorski interes był już sfinalizowany, więc dlaczego nie miałaby go poinformować o tym fakcie? Istniało ryzyko, że nie uzna dziecka, ale nie zamierzała wymuszać na nim jakiegokolwiek zaangażowania, jeśli nie chciał.

Myśl, że wyparłby się swojego dziecka, ścisnęła jej serce. Sama tego doświadczyła. Odrzucenia. Lata spędzone w rodzinach zastępczych, bez jakiegokolwiek poczucia, że się jest kochaną.

Nie. Jej dziecko zasługiwało na lepszy los; pragnęła zapewnić mu jak najlepsze wychowanie, z czyjąś pomocą lub bez niej.

Postanowiła poszukać okazji, by mu powiedzieć w trakcie spotkania, zamiast obwieścić mu to na samym wstępie. Wiedziała doskonale, że Rafe nie lubi niespodzianek.

Zeszła na dół do baru, czując w skroniach ucisk napięcia. Rafe siedział w osobnym kąciku, na skórzanej kanapie, i gdy tylko się zjawiła, oderwał wzrok od komórki i popatrzył na nią. Równie dobrze mogli być jedynymi ludźmi we wszechświecie. Nie mogła spojrzeć w inną stronę, nawet gdyby próbowała. Jego oczy ją przykuwały, jej ciało było poddane jego władzy, jakby zaprogramowane na jego życzenie.

 

Był ubrany tak jak przedtem, tyle że włożył krawat w srebrno-czarne paski. Ta drobna zmiana od razu zrobiła na niej wrażenie. Zawsze podziwiała jego przywiązanie do staromodnych manier podczas randki. Zawsze otwierał jej drzwi samochodu... nigdy nie usiadł, zanim ona tego nie zrobiła. Tak bardzo różnił się od mężczyzn z jej przeszłego życia.

Podniósł się, kiedy podeszła.

– Wyglądasz pięknie, ale bardzo mi się podobałaś w tym stroju pokojówki. Był bardzo seksy.

Odpowiedziała mu sztywnym uśmiechem, usiadła obok i postawiła torbę na podłodze.

– Mam nadzieję, że kierownictwo hotelu nie zabrania personelowi sprzątającemu bratać się z gośćmi.

– Jeśli pojawi się jakikolwiek problem, zajmę się tym. – Zmarszczył czoło. – Nie chcesz zdjąć kurtki? Jest tu ciepło.

– Nie. – Wzięła do ręki kartę z koktajlami, by ukryć zmieszanie.

– Czego się napijesz?

– Czegoś bez alkoholu. Lemoniady.

Uniósł brwi.

– Może szampana? Kiedyś uwielbiałaś...

Isla odłożyła kartę na stolik.

– Od pewnego czasu bardzo lubię lemoniadę.

Rafe zamówił u kelnera drinki, potem przez dłuższą chwilę przyglądał się Isli badawczo.

– Wydaje się, że nie jesteś sobą. Czy moje towarzystwo tak bardzo cię deprymuje?

Poczuła, że się czerwieni. Ubrana w kurtkę, miała wrażenie, że siedzi w saunie.

– Byłam zszokowana, kiedy tak na ciebie wpadłam... Jeszcze się nie otrząsnęłam.

Pomyślała, że to prawda. I że nigdy się na dobrą sprawę nie otrząśnie.

– Rzeczywiście, to był szok.

Zjawił się kelner z drinkami, potem oddalił się dyskretnie.

Isla napiła się lemoniady, a Rafe zadawał sobie pytanie, dlaczego nie woli się raczyć szampanem.

Lemoniada była zimna, ale nie pomogła na rumieńce ani na kropelki potu na jej czole, lecz myśl o zdjęciu kurtki wydawała się onieśmielająca.

Isla odstawiła szklankę i zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy.

– Dlaczego tak mi się przyglądasz?

– Nie jesteś szczęśliwa.

Potrafił dostrzec wszystko, co tak bardzo starała się ukryć.

– Nie rozumiem, dlaczego cię to obchodzi.

– Mógłbym uczynić cię szczęśliwą, cara.

– Jak? Ubierając mnie niczym lalkę? Traktując niczym zabawkę, która cię zajmowała, gdy tylko miałeś na to ochotę? Nie, dzięki.

– Mówiłem ci, jak ważny jest dla mnie ten interes. Bruno Romano nie był łatwym partnerem do rozmów. Przykro mi, jeśli poczułaś się zlekceważona.

Isla podniosła drżącą ręką szklankę z lemoniadą. Musiała powiedzieć mu jakoś o dziecku, ale jak? Uczucia, które wobec niego żywiła, były tak sprzeczne. Chwilami nawet go nie lubiła, a jednak jej ciało darzyło go uwielbieniem, pragnęło jak narkotyku. Sama jego obecność przyprawiała ją o dreszcz.

– Dlaczego tak cię interesuje ten hotel? Nie wiedziałam, że twoje plany dotyczą także Szkocji.

– Nie dotyczyły, dopóki cię nie poznałem. To ty rozbudziłaś moją ciekawość.

Rafe łyknął whisky. Nie mogła oderwać wzroku od ruchu jego krtani, ciemnego zarostu na szczęce. Zacisnęła dłoń na szklance, przypominając sobie, jak przesuwała koniuszkami palców po tej szczecinie i jak ta szczecina drapała delikatną skórę jej piersi. Jej uda...

Spojrzała na niego z wystudiowaną grzecznością.

– Więc zamierzasz go kupić?

Objął szklankę whisky dłońmi, a ona znów sobie przypomniała, jak te wprawne palce wzbudzały taką burzę jej zmysłów. Przykuł ją wzrokiem, a ona poczuła ucisk w dołku.

– Podoba mi się to, co dotychczas zobaczyłem.

Przyszło jej do głowy, że wcale nie mówi o hotelu. Odetchnęła i znów napiła się lemoniady, świadoma jego badawczego spojrzenia. Wciąż było jej gorąco z powodu kurtki, a może bliskości tego mężczyzny.

Rafe nachylił się ku niej.

– Powiedz mi, dlaczego zrezygnowałaś z dyplomu na wydziale sztuk pięknych.

Isla wzruszyła ramionami, myśląc: Już dawno powinnaś mu powiedzieć. Pomimo udręki sumienia nie potrafiła się zdobyć na odwagę.

– Przestało mnie to interesować po powrocie do Londynu. I tak już straciłam pół semestru, pozostając z tobą we Włoszech. Planowałam tylko dwutygodniowe ćwiczenia z rysunku, o ile sobie przypominasz.

– Mogłaś jednak nadrobić zaległości.

– Nie chciało mi się. – Unikała jego wzroku. – To była mrzonka... przekonanie, że mogę zrobić karierę jako portrecistka. Doszłam do wniosku, że szkoda mojego wysiłku.

– Ale sprzątnie pokoi hotelowych nie jest kresem twoich ambicji?

Isla uniosła dumnie ramiona.

– Moja przyjaciółka Layla nieźle na tym wychodzi.

– Ale ty jesteś artystką, nie bizneswoman.

Parsknęła udawanym śmiechem.

– Mówisz tak, jakbyś mnie znał. Nie znasz.

– Znam cię dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że nie osiągniesz satysfakcji, jeśli nie dasz wyrazu swojej kreatywności. – Nie odrywał od niej wzroku. – Mam dla ciebie propozycję. Biznesową, nie osobistą.

– Och, niech zgadnę... Chcesz, żebym namalowała twój portret.

– Nie. Portret mojej babki. Niedługo skończy dziewięćdziesiąt lat. Trudno ją zadowolić. Ale myślę, że portret byłby dla niej miłym prezentem na urodziny.

Isla przygryzła wargę. Cóż za ironia, że jej pierwsze zawodowe zlecenie otrzymała właśnie od niego. Nie mogła się oczywiście zgodzić, z drugiej jednak strony pieniądze, które mógł jej zaproponować... Ale dlaczego miałby to zlecać właśnie jej? Czy uważał, że zdoła namówić ją ponownie na romans? Była jednak ciekawa jego rodziny. Rzadko o niej wspominał, a ona też nie mówiła mu o swojej. Jakby się umówili, że nie będą poruszać tego tematu.

– Na pewno mógłbyś znaleźć bardziej uznanych artystów.

– Chcę ciebie.

Jego wzrok dowodził, że nie chodzi mu wyłącznie o jej zdolności. Myśl o ponownym nawiązaniu romansu była kusząca i niebezpieczna. I całkowicie wykluczona. Isla zaczęła się podnosić.

– Przykro mi. Jestem zajęta.

Położył dłoń na jej kolanie, patrząc jej w oczy.

– Zastanów się. Możesz podać swoją cenę.

Ciepły dotyk jego dłoni poruszał nią do głębi, przywołując erotyczne wspomnienia. Powietrze zdawało się wibrować seksualną energią, przypominało o rozkoszach, jakich doznawała w jego ramionach. Wryły się w jej mózg i ciało.

Wiedziała, że musi położyć temu kres. Natychmiast. Nie mogła zgodzić się na spędzanie czasu z tym mężczyzną. Wspomniał o cenie, ale czy nie ona zapłaciłaby ostatecznie tę najwyższą? Zsunęła jego dłoń z kolana.

– Muszę ci coś powiedzieć, Rafe...

– Co?

Przełknęła z wysiłkiem.

– Powód, dla którego porzuciłam cię tak nagle... Bałam się twojej reakcji...

Zmarszczył czoło.

– Zdradziłaś mnie? Powiedz mi. – W jego głosie było więcej bólu niż gniewu.

Powstrzymała śmiech. Był najbardziej niesamowitym kochankiem i tęskniła za nim każdego dnia. I pewnie tęskniłaby przez resztę życia. Nikt by mu nie dorównał.

– Nic podobnego.

– Więc o co chodzi?

Wzięła głęboki oddech.

– Jestem... w ciąży.

Popatrzył na nią tępym wzrokiem.

– Rafe, spodziewam się dziecka.

Rozpięła pasek kurtki, odsłaniając krągłość brzucha. Znieruchomiał.

– Jesteś... w ciąży? – spytał zduszonym głosem, a jego twarz zdradzała szok, przerażenie, gniew. I ból.

Zacisnęła dłonie. Wiedziała, że zaraz doświadczy odrzucenia.

– Nie chciałam ci mówić, ponieważ...

Rafe milczał przez chwilę.

– Czy jest... moje?

– Ja... – Poczuła ból. Oczywiście, miał prawo o to spytać, ale posądzenie o zdradę kłuło niczym oset. Nigdy by tak nie oszukała swojego partnera.

Świdrował ją wzrokiem.

– Odpowiedz, do diabła.

– Tak. Przykro mi, że nie powiedziałam ci wcześniej...

Rafe zerwał się jak oparzony.

– Nie będę rozmawiał o tym w jakimś barze. Na górę. Natychmiast – rozkazał głosem, któremu nigdy nie potrafiła się oprzeć.

– To nie jest dobry pomysł.

– Zrobisz, co mówię. Jesteś mi to chyba winna?

Isla uniosła brodę.

– Możesz tutaj mi powiedzieć, żebym się wyniosła z twojego życia.

Drgnął gwałtownie.

– Tak marnie mnie osądzasz?

Sama nie wiedziała już, co myśleć. Nie tego się spodziewała. Wyczuwała, że jest bardziej zły na siebie niż na nią. Nie chciała robić sceny, więc wstała jak nadąsana nastolatka, patrząc na niego wyzywająco.