Paryż wiosnąTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Zazwyczaj Holly przychodziła do kwiaciarni pierwsza. Tego dnia pani Fry zatrzymała ją chwilę. Musiała jej koniecznie opowiedzieć o nowym sąsiedzie. Krzywo wystawił kubły śmietnikowe do odbioru, czym bardzo naraził się starej plotkarce. Nic nigdy nie uchodziło uwagi właścicielki kamienicy.

Holly tymczasowo wynajmowała u niej małą kawalerkę. Czekała, aż renowacja jej nowego domu dobiegnie końca. Remont przeciągał się i był coraz bardziej kosztowny. Nie mogła się już doczekać końca prac.

Posiadanie własnego domu było wielkim marzeniem Holly, jeszcze zanim przeniosła się do Londynu. Przez lata wynajmowała pokoje w lokatorskich mieszkaniach, o ścianach cienkich jak z papieru. Śniła wówczas o swoim własnym miejscu. Miejscu, które będzie mogła sama urządzić, w którym będzie mogła mieć psa – prawdziwego i wiernego towarzysza życia.

Kiedy Holly przekroczyła próg swojej kwiaciarni, Jane – podekscytowana jak nigdy dotąd – odwróciła w jej stronę monitor komputera. Było nowe zamówienie.

– Zrobiłaś chyba niezłe wrażenie na przyjęciu – powiedziała. – Zamówił kwiaty do swojej kancelarii. Co tydzień w innym kolorze. Dwa tuziny róż.

Holly pochyliła się nad ekranem. Serce zabiło jej mocniej, gdy zobaczyła imię i nazwisko Zacka. Gdy się podniosła, miała nadzieję, że nie ma na twarzy wielkich czerwonych rumieńców. Policzki aż piekły ją z gorąca.

– Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – stwierdziła. – To egocentryczny palant, który myśli, że potrafi każdą zaciągnąć do łóżka.

– To nie wszystko.

Oczy Jane błyszczały z podniecenia. Wskazała na rubrykę o specjalnych preferencjach dostawy.

– On chce, żebyś je dostarczyła osobiście – wypaliła.

Holly skamieniała.

– Jestem właścicielką tego interesu, a nie doręczycielem. Czy on myśli, że nie mam nic lepszego do roboty?

– Jego biuro jest nieopodal. Napisał, że jeśli ty nie dostarczysz kwiatów, to on przyjdzie i sam je odbierze. – Jane przybrała cukierkowy uśmiech – Byłoby zabawnie.

Holly złapała fartuch i wściekłymi ruchami obwiązała się wokół talii.

– Nie zamierzam spełnić tych beznadziejnych żądań.

– Może mu się naprawdę spodobałaś. To fantastyczne być uwodzoną przez takiego mężczyznę. I dać się uwieść! – Jane się rozmarzyła.

– Oglądasz zbyt dużo telewizji. Nie chcę ani być uwodzona, ani dać się uwieść. Zwłaszcza gościowi, który nie rozumie znaczenia słowa „nie” – ostudziła zapał asystentki.

– Pomyśl o tym, Holly. To może pomóc interesom. – Jane spoważniała. – Zrobiłaś sobie z nim zdjęcie? Sprawdzałam na portalach, lecz nic się nie pojawiło.

– Kendra zrobiła jedno, ale widocznie zrezygnowała z opublikowania go. – Holly odetchnęła z ulgą.

– Już widzę te nagłówki. – Jane przeciągnęła ręką, jakby wskazywała napis na billboardzie. – „Spec od rozwodów gwiazd zakochuje się we florystce ślubnej”. Tłumy będą się do nas ustawiać, kiedy się okaże, że najbardziej pożądany playboy Londynu zainteresował się tobą.

Holly zamyśliła się. Zastanawiała się, czy asystentka ma rację i plotki o rzekomym związku jej i Zacka Knighta mogą przynieść interesom wymierne korzyści. Skoro jedna plotka potrafiła zepsuć jej renomę wśród klientek, druga mogłaby odwrócić złą sytuację.

Myślała też o tym, że umawianie się z Zackiem jest bardzo ryzykownym pomysłem.

Kwiaciarka kończyła właśnie przygotowywać bukiet, kiedy usłyszała dzwonek sygnalizujący, że ktoś wszedł. Wyszła więc obsłużyć gościa.

Był nim Zack Knight. Stał przy ladzie z leniwym uśmiechem. Holly wstrzymała oddech. Podeszła do lady, chwyciła dłońmi jej blat i wyprostowała się.

– Czym mogę służyć?

– Czy dostałaś moje zamówienie?

W jego pytaniu Holly doszukała się szczypty rozbawienia i kpiny. Nie dała się jednak zbić z tropu.

– Nie realizuję takich zamówień. To znaczy – poprawiła się – takich specyficznych zamówień jak twoje. Jeśli chcesz kupić róże lub inne kwiaty, to zostaną ci dowiezione przez mojego kuriera.

– Zapłacę podwójnie, jeśli dostarczysz je osobiście.

Holly przeszło przez myśl, że usłyszał o jej problemach finansowych. Rozeźliło ją to. Chwyciła mocno ladę i spojrzała gniewnie, po czym powiedziała:

– Panie Knight, może nie udało mi się zbić fortuny takiej jak pańska, ale proszę uwierzyć, że nie jestem jeszcze w tak tragicznej sytuacji, by przyjąć tę łapówkę.

Podszedł tak blisko, że poczuła cytrynowy zapach jego perfum i delikatniejszą jeszcze nutkę świeżości po kąpieli. Ta bliskość wystraszyła ją trochę.

– Zapomnij o różach. Zamiast tego zjemy wspólnie kolację.

To nie była prośba, a żądanie. W dodatku wypowiedziane niskim, głębokim głosem, wywołującym podrażnienie w jej wnętrzu. Zack uśmiechnął się, a kolana Holly lekko zadrżały.

Przełknęła nerwowo. Serce w piersi biło jej jak oszalałe. Kusiło ją, by przyjąć zaproszenie. Z kilku względów. Była już znużona samotnymi wieczorami w domu. Chciała również udowodnić Zackowi, że nie pójdzie mu z nią tak łatwo, dać mu nauczkę.

Uznała to za zabawne. Pokaże mu, że nie jest w stanie uwieść jej swoim gładkim urokiem. Dodatkową wartością takiej kolacji było to, że na pewno zostaną razem zauważeni, co miało szansę przełożyć się na obroty kwiaciarni.

Poluźniła morderczy uchwyt, którym trzymała ladę. Skapitulowała.

– Dobrze – jęknęła. – Zjem z tobą kolację. Gdzie i kiedy? Spotkamy się na miejscu.

Uśmiech Zacka pozostał niezmącony, w spojrzeniu natomiast pojawił się błysk cynizmu.

– Gdy spotykam się z kobietą, mam pewną zasadę. Zawsze przyjeżdżam po nią i bezpiecznie odstawiam do domu.

Holly wydęła usta. Wyobraziła sobie reakcję pani Fry, właścicielki mieszkania, na ich spotkanie przed randką.

– Też mam zasadę. Tylko kolacja, nic więcej. W porządku? – zapytała.

– Tylko kolacja – odparł Knight. Wyciągnął telefon, poprosił Holly o numer i wpisał go do pamięci aparatu. Wsunął telefon do kieszeni garnituru, wysyłając przy tym kolejny olśniewający uśmiech. – Będę o siódmej.

Tego dnia Zack miał kilka spotkań mediacyjnych do przeprowadzenia. W biurze czekała na niego potwornie wysoka sterta papierkowej roboty. Usiadł przy niej i, bawiąc się piórem, rozmyślał. Zastanawiał się, co skłoniło Holly do zgody na randkę. Od początku wykluczała jakąkolwiek znajomość z nim. Chętnie uznałby ten sukces za efekt swoich perswazji, lecz podejrzewał, że było coś jeszcze.

Doszedł do wniosku, że miała coś do udowodnienia, ale on też miał. Pragnął jej. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek był aż tak podekscytowany wizją zbliżającego się spotkania. Holly była zimna i zadziorna, lecz planował już wkrótce przebić się przez ten pancerz ochronny. Gdy z nią skończę, lód zamieni się w ogień – myślał. Widział zapowiedź tego w jej oczach – błysk i iskry pożądania, po których zapragnął jej jeszcze bardziej.

Stanowiła dla Zacka urzekające wyzwanie, którego dawno – o ile w ogóle – nie miał. Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz natrafił na taki opór ze strony kobiety. Znudziła go łatwa zdobycz. Trud, jaki musiał włożyć w uwodzenie Holly, był dla niego dziwnie podniecający. Musiał się przy niej nieźle napracować. Nie walczyła przecież tylko z nim, lecz także ze swoimi przekonaniami.

Zadzwonił telefon. To był jego ojciec. Poczuł ściśnięcie żołądka, jak zwykle przy tej okazji. Ojciec nigdy nie doszedł do siebie po odejściu żony, matki Zacka. Porzuciła ich, kiedy Zack miał dziesięć lat. William Knight wciąż miał nadzieję, że żona kiedyś do niego wróci. Przeżył w międzyczasie kilka związków, lecz zawsze wyglądały tak samo – początkowo słodkie, z czasem stawały się prawdziwym piekłem na ziemi. Z ostatnią partnerką rozstał się kilka miesięcy temu. Bardzo źle znosił odrzucenie i potrzebował pomocy syna, by wrócić na właściwy tor.

Schemat ten powtarzał się w życiu zawodowym Zacka do znużenia. Utracona miłość, nieodżałowana strata, nierozwiązana kwestia życiowa, zatruwają każdy kolejny związek, w efekcie niszcząc go.

Te doświadczenia nauczyły Zacka jednego: nigdy się nie zakochać. Nie chciał stać się jednym z tych ludzi, którzy nie potrafią żyć bez partnera, którego utracili. Tak jak jego ojciec, który był w takim dołku, że mógł nawet stracić pracę. Zack był pewien, że żadna miłość nie jest warta takiego cierpienia.

Odebrał połączenie.

– Cześć, tato, jak leci?

– W porządku. – Głos w słuchawce był stłumiony. Zack zmartwił się, że ojciec zaczął pić. – Zastanawiałem się, czy coś dzisiaj planujesz. Może byśmy się gdzieś razem wybrali? Zjedli coś, obejrzeli film?

Syn zaklął w myślach. Zapomniał, że dziś przypadała rocznica ślubu rodziców. Pierwszy kwietnia zawsze był dla ojca fatalny. Jeśli był akurat w związku, było nieco lepiej, ale teraz miał depresję po ostatnim rozstaniu. Zack zazwyczaj pilnował tego terminu, by pomóc ojcu przetrwać ten dzień. W tym roku z jakiegoś powodu zapomniał o tej dacie. Chciał powiedzieć ojcu, że ma dziś randkę, ale nie mógł mu tego zrobić. William był trzeźwy, od czterech miesięcy jakoś się trzymał. Zack wiedział jednak, że wystarczy jeden drink i pójdzie w tango. To był dzień podwyższonego ryzyka.

– Jeśli jesteś zajęty… – usłyszał w słuchawce.

– Nie, coś wymyślę – odrzekł szybko. Starał się ukryć brak entuzjazmu. – Zabiorę cię o siódmej.

Rozłączył się i wyszukał w telefonie numer Holly. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, czy spróbować jej wyjaśnić, dlaczego musi odwołać randkę. Niewiele osób wiedziało o problemie, jaki miał z ojcem. Uznał wreszcie, że niczego by to nie zmieniło.

Wybrał numer, usłyszał jednak głos poczty głosowej. Zostawił krótką wiadomość i odłożył telefon. Uznał, że wysłanie kwiatów kwiaciarce wyglądałoby głupio, wybrał więc zamiast tego luksusowe czekoladki. Poprosił, by kurier wstąpił po drodze do jego biura. Zack chciał dodać do nich odręczny liścik. Uśmiechnął się na wspomnienie chwili, kiedy ujrzał Holly po raz pierwszy przy stoliku deserowym pałaszującą słodycze. Tak – utwierdził się w myślach – Holly Frost zdecydowanie warta była starań.

 

Holly odbywała popołudniowe spotkanie biznesowe z Sabriną. Spotykały się co najmniej raz w tygodniu – po pracy – na drinka, kawę lub kolację, by omówić bieżące sprawy. Dzisiaj siedziały w salonie ślubnym Sabriny, oddalonym o kilka ulic od kwiaciarni.

Sabrina chciała poczęstować przyjaciółkę ciastem marchewkowym.

– Czy coś się ruszyło w interesie? – spytała, podsuwając talerzyk.

Holly wstrzymała jej rękę.

– Dziękuję za ciasto. Wczoraj na przyjęciu u Kendry wzięłam dwie dokładki sernika – wytłumaczyła odmowę. – A co do interesów – ciągnęła – jest jeszcze gorzej. Wczoraj przyszło kolejne odwołanie zamówienia.

– Och, nie! Jeszcze jedno?

– Nie wiem, co się dzieje. Zwykle o tej porze miałam pełny zeszyt zamówień ślubnych. Chyba już nie wyczuwam potrzeb klientek – zmartwiła się Holly. – Będę musiała pójść w przyjęcia rozwodowe.

– Jak wyszło pierwsze? – zainteresowała się Sabrina.

– Ciekawie. Poznałam Zacka Knighta. Był adwokatem Kendry podczas sprawy rozwodowej. Zrobiła koszmarne zdjęcie Zackowi i mnie. Obawiałam się, że zechce umieścić je w sieci. Znasz ją, snobuje się na swatkę. Jeszcze go nie opublikowała, lecz przez to jeszcze bardziej się boję.

– Widziałam kiedyś zdjęcie Knighta w czasopiśmie z ploteczkami. Jaki on jest? – zainteresowała się przyjaciółka. – Na zdjęciu wyglądał bosko.

– Był dokładnie taki, jakiego się spodziewałam. Pełen uroku, z wystrzelonym w kosmos ego. – Holly zachowała chłodną pozę, bała się jednak, że może ją zdradzić kolor policzków. Zaklęła w myślach, że czerwieni się już nawet na dźwięk jego imienia.

Jane nie pozwoliła jej zamknąć tematu.

– I…?

– I idę z nim na kolację dziś wieczorem.

– Że co, proszę? – Oczy Sabriny zrobiły się wielkie jak spodki. – Mówiłaś mi, że nigdy w życiu.

– To tylko kolacja. Pójdę tam i dam mu nauczkę. Myśli zapewne, że mnie nakarmi, spoi i od razu wyląduję u niego w łóżku. Pokażę mu, że są kobiety odporne na jego styl.

– No nie wiem, Holly. Możesz sobie nie poradzić z takim facetem – powątpiewała Sabrina.

– Nic mi nie będzie, wiem, co robię – zapewniła Holly. – To będzie dobre dla mojego wizerunku. Jane uważa, że te odwołane zlecenia to wina moich wpisów w sieci. Tych, w których opisywałam moje wkurzenie na mężczyzn.

– Byłaś w nich bardzo negatywna. To może naprawdę zniszczyć twoją markę. Naszą markę. – Sabrina przygryzła dolną wargę.

Holly zmartwiła się.

– Też miałaś rezygnacje z sukien?

– Tylko jedną.

– Kiedy? Kto? Podali jakiś powód? – Holly była pełna najgorszych przeczuć.

– Ślub Mackie.

Holly przeraziła się. Może Jane miała rację? – pomyślała. – Może wszystko to, co zrobiłam wtedy, rzutuje dziś na interes mój i Sabriny? Chyba faktycznie potrzebuję zmiany wizerunku, potrzebuję mężczyzny.

– Przepraszam – powiedziała. – Naprawdę nie sądziłam, że moje wynurzenia mogą ci zaszkodzić.

– To może nie mieć nic wspólnego z tobą – uspokoiła ją przyjaciółka.

– A jeśli ma? Muszę nad tym wszystkim szybko zapanować – postanowiła Holly.

Sięgnęła po telefon, by sprawdzić na nim godzinę. Zauważyła, że podczas gdy telefon był wyciszony, miała połączenie. Nie rozpoznała numeru, ale rozmówca zostawił wiadomość na poczcie głosowej.

– Przepraszam cię, ale ktoś dzwonił – wytłumaczyła się przed Sabriną i połączyła się z pocztą.

To była wiadomość od Zacka. Krótka. Zasłuchanej w seksowny i głęboki tembr głosu ze słuchawki Holly chwilę zajęło zrozumienie treści nagrania. Zack odwoływał wspólną kolację. Poczuła rozczarowanie. Przez umysł przebiegły jej podejrzenia o randkę z inną kobietą.

Wyłączyła telefon i cisnęła go z powrotem do torebki. Sabrina przysunęła się bliżej.

– Skąd ta mina?

– Najwyraźniej Zack zapomniał o swoich wcześniejszych zobowiązaniach na dzisiejszy wieczór.

– Odwołał?

Holly kiwnęła głową i sięgnęła po porcję deseru.

– Wystawił mnie. Tradycyjnie. – Spojrzała na przyjaciółkę z zadumą. – Co dzisiaj robisz? Masz ochotę na kolację i film?

– Mam lepszy pomysł – odrzekła Sabrina. – Jeden z moich klientów ma siostrę, która występuje w musicalu na West Endzie. Zadzwonię do niej. Może jest w stanie załatwić nam wejściówki. Ubierzemy się ładnie i zrobimy babskie wyjście na miasto. Pasuje ci?

– Oczywiście – bez namysłu odparła Holly.

Wspólne wypady z ojcem rzadko sprawiały Zackowi przyjemność. Zazwyczaj był wtedy bardziej stróżem niż synem. Nie to, że ojciec nie mógł być dobrym kompanem. Mógł, ale nie pierwszego kwietnia. Po niezwykle drogiej kolacji William Knight wygłosił męczący monolog o tym, jak bardzo jest samotny. Podczas wylewania frustracji przez ojca Zack myślał, jak bardzo chciałby być w innym miejscu.

Zdołał zdobyć dobre miejscówki na przedstawienie na West Endzie. Na romantyczny musical. Kiedyś ojciec wspominał o tym tytule, więc Zack miał nadzieję, że przedstawienie poprawi jego kiepski nastrój. Spektakl nie był w guście Zacka. Chciał w ten sposób pomóc ojcu przetrwać ciężki dzień.

Ten jednak, nie zważając na dobre intencje syna, zapadał się coraz bardziej i bardziej w fotelu. Nawet kiedy orkiestra grała naprawdę głośno. Stawał się też ckliwy i co chwilę do uszu Zacka dochodziły depresyjne westchnienia. Starał się ignorować myśl, że mógł ten wieczór spędzić z Holly.

Przedstawienie skończyło się około dwudziestej trzeciej. Ojciec musiał skorzystać z toalety i Zack czekał na niego we foyer. Postanowił sprawdzić wiadomości. W poprzednim esemesie zaproponował Holly przesunięcie terminu spotkania. Dostał odpowiedź – krótką i oschłą: „Nie, dziękuję”.

Zack zdziwił się, że odmowa aż tak go rozczarowała. Był zaskoczony i zszokowany. Postanowił bardziej się postarać o zdobycie tej kobiety. Uśmiechnął się do siebie i wsunął komórkę do kieszeni. Nagle spostrzegł Holly. Wyszła z innej części teatru i teraz, w towarzystwie młodej kobiety, przechodziła jakieś dwa metry od niego. Towarzyszka była atrakcyjną brunetką, ale Zack widział tylko Holly Frost.

Ubrana była w szmaragdową sukienkę, która opinała jej piersi i przylegała do kształtnych bioder, prawie tak, jakby była namalowana na jej ciele. Czarne szpilki, które miała na stopach, wąskimi paskami otaczały zgrabne jak u tancerki kostki. Oczami wyobraźni widział te kostki oplatające go w pasie. Obrazu całości dopełniały kręcone, ufarbowane na miedziany kolor i upięte w wyszukanym stylu włosy oraz makijaż – jak u dziewczyny z okładki kolorowego czasopisma. Holly była skrzyżowaniem słodkiej sąsiadki z naprzeciwka i seksownej supermodelki.

Idąc, zaśmiała się głośno z czegoś, co powiedziała jej towarzyszka. Zack poczuł dziwne ukłucie w piersi. Napięcie powoli rozprzestrzeniało się niżej, aż do jego bioder – gorące, zaciśnięte i kuszące. Jego oddech na przemian zastygał i uruchamiał się na nowo, lecz Zack nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.

Nagle Holly odwróciła głowę i zauważyła go. Jej wzrok zapałał gniewem, dłonie zacisnęły się na kopertówce. Ruszyła prosto w jego stronę, mijając zgrabnie ludzi w przechodzącym tłumie.

– Miło spędza pan czas, panie Knight? Tak wyglądają pana „wcześniejsze zobowiązania”? – Głos miała zimny i przeszywający jak lecące z dachu sople lodu. Jednocześnie wyraźnie wzrokiem szukała partnerki Zacka.

W normalnych okolicznościach Zack nie tłumaczyłby się, uznał jednak, że Holly zasługuje na wyjaśnienie sytuacji. Przy okazji zdziwił się, że udało im się natknąć na siebie w tak wielkim mieście, w takich okolicznościach. To niewiarygodne – pomyślał.

– Przepraszam za odwołanie naszego dzisiejszego spotkania – odezwał się. – Na śmierć zapomniałem, że obiecałem ojcu spędzić ten wieczór razem z nim.

Gniewny wyraz twarzy Holly chwilowo trochę osłabł.

– Ojcu? – wydukała zaskoczona.

– Tak. Poszedł do łazienki. – Wskazał skinieniem głowy drzwi toalet teatralnych. – Zaraz tu będzie.

– Zaraz? – zapytała z cynicznym niedowierzaniem.

Zack spostrzegł, że towarzyszka Holly przygląda im się z odległości. Miała wyraz twarzy widza walki bokserskiej. Zack przegrywał pierwszą rundę. Znów skupił się na Holly.

– Powinien już być. Musi być długa kolejka – wyjaśnił.

Holly odparowała wyzywająco:

– Długie kolejki zazwyczaj są w damskich toaletach. Chyba twój… – chrząknęła znacząco – ojciec nie korzysta z takich?

Rzeczywiście ojca nie było długo. Zack zaczął się martwić. A co, jeśli nawiał tylnym wyjściem? – zastanawiał się. – Może wysusza już kolejną szklaneczkę whisky w pobliskim pubie? Przyssał się do butelki i topi smutki w alkoholu?

– Holly, mogę wszystko wyjaśnić…

– Nie fatyguj się i nie marnuj mojego czasu. – Holly wyzywająco uniosła brodę. Oczami miotała pioruny. Zack był ich celem.

Chciał jej powiedzieć o problemach z ojcem. Tak naprawdę nikomu o nich nie opowiadał. Były zbyt osobiste i bolesne. Zack wkurzył się na myśl, że będzie zmuszony przeszukać każdą knajpę w okolicy. Niejednokrotnie znajdował ojca sączącego szkocką w jakimś ciemnym zaułku. Zack nie wstydził się Williama. Było mu go żal. Jednocześnie postawa ojca bardzo go frustrowała.

Wyrównał oddech. Miał nadzieję, że uspokoi to galopujący puls i rozluźni nakręcającą się sprężynę obaw o ojca.

– Tata przechodzi teraz kiepski okres i ja… – zaczął opowieść Zack.

– Bo mi serce pęknie! – zawołała Holly z sarkazmem. Słowa ucięły rozmowę jak wymierzony policzek. Holly odeszła w kierunku swojej przyjaciółki. Po drodze, w wyniku wzburzenia, część upiętych włosów opadła i kołysała się dynamicznie w rytm zdecydowanych kroków.

Zack stał rozdarty pomiędzy chęcią podążenia za Holly a obowiązkiem odnalezienia ojca. Uznał, że akurat tego dnia nie mógł ryzykować i kwestia ojca zwyciężyła nad tą drugą.

Zakołatała mu myśl, że zawsze tak było.

Sabrina była żywo zainteresowana tym, co zobaczyła.

– Zdawało mi się, czy to był Zack Knight? Co mu powiedziałaś? Obawiałam się, że zaraz go walniesz.

– Daj spokój z tym wstrętnym gościem. Właśnie dlatego zrezygnowałam z randek – odpowiedziała Holly. Chwyciła przyjaciółkę pod ramię i razem wyszły z teatru.

– Wyobraź sobie – kontynuowała już na ulicy – powiedział, że przyszedł tam z ojcem. Rozumiesz? Z ojcem! Jaki facet idzie na musical z ojcem? Uważa mnie chyba za skończoną idiotkę.

Sabrina spróbowała znaleźć plusy sytuacji.

– Nie wszyscy mężczyźni są oszustami. Może rzeczywiście przyszedł z tatą, może mamą albo…

Nie dokończyła. Holly weszła jej w słowo.

– Siostrą? – powiedziała z przekąsem. – A może daleką kuzynką, która, jakimś trafem, jest jego trenerką personalną?

Przyjaciółka wykrzywiła się i przyznała jej rację.

– Punkt dla ciebie.

Holly odwróciła się, chcąc sprawdzić, czy zobaczy tam Zacka z „ojcem” lub z kimkolwiek innym, ale nie było nikogo. Wyrzucała sobie naiwność przekonania, że potrafiłaby go przechytrzyć. Okazało się, że to on przechytrzył ją. Prawdopodobnie był teraz w drodze do swojego apartamentu, z ojcem, jak nazwał swoją dzisiejszą zdobycz – myślała.

Żałowała, że nie okazała mu dość lekceważenia, gdy wykręcał się z randki. Wziął inną zamiast niej, więc nie powinna się przejmować jego uczuciami. Myślała, że dobrze się stało, ponieważ i tak miała wątpliwości, czy dobrze zrobiła, umawiając się z nim. W duchu musiała jednak szczerze przyznać, że trochę jej zależało na tym spotkaniu.

– Ale jest przystojny.

Głos przyjaciółki wyrwał ją z zamyślenia. Sabrina zachowywała się jak nastolatka.

– Wygląda jak facet z reklamy wody po goleniu. Mroczny i seksowny – nie przestawała opisywać swoich wrażeń. – Nie dziwię się, że jesteś zawiedziona.

– Nie jestem w ogóle zawiedziona – zaprzeczyła Holly Frost. – Chciałam tylko utrzeć mu nosa, a przy okazji poprawić swój wizerunek marketingowy. Nie udało się, trudno, znajdę inny sposób. Na pewno nie dam się wodzić za nos Zackowi Knightowi. Cholera! – Zabrzmiała, jakby traciła resztki poczucia własnej wartości. – Chciałabym zobaczyć, kto to był. Jak wyglądała moja konkurentka.

– Nie wiem, czy w tej sukience masz jakąkolwiek konkurencję – spostrzegła Sabrina z uznaniem. – Wyglądasz zjawiskowo, kochana.

 

Holly spięła na nowo lekko zburzoną fryzurę.

– Hm – westchnęła. – Nie sądziłam, że mogę kogoś tak znielubić. – W głowie niechętnie dopowiedziała resztę: I wciąż czuć do niego pociąg.

Kiedy Holly wróciła do mieszkania, znalazła paczkę pozostawioną na stoliku naprzeciwko drzwi. Pani Fry odbierała pocztę i zawsze odkładała tam listy lub inne przesyłki do Holly, jeśli ta nie wracała do domu prosto z pracy. Holly podniosła pięknie zapakowane pudełko z dołączonym liścikiem i weszła do mieszkania.

Oderwała karteczkę i przeczytała jej treść:

„Przepraszam za tak niezręczne odwołanie spotkania. Mam nadzieję, że przyjmiesz tą skromną rekompensatę. Zack Knight”.

Przez chwilę wpatrywała się w zamaszyste kształty odręcznego pisma. Rozpakowała paczkę i znalazła w niej pudełeczko ręcznie robionych ekskluzywnych czekoladek ze znanej, prestiżowej cukierni. Zamyśliła się. Skąd wiedział, że miała wielką słabość do czekolady?

Sięgnęła po czekoladkę. W połowie drogi cofnęła rękę. Pomyślała, że nie da się skusić. Choćby wysyłał całe wagony słodyczy, ona nie może spróbować ani jednej sztuki. Nie i już!

Tymczasem Zack przeczesywał puby w poszukiwaniu ojca. Znalazł go w czwartym z kolei, siedzącego przy stoliku z drinkiem w zaciśniętej dłoni. Zawartość szklanki wyglądała na nietkniętą.

Ojciec spojrzał na syna, gdy ten dosiadł się do stolika.

– Wiem, co chcesz powiedzieć, ale daruj sobie. Nie zrozumiesz tego. Nigdy nie byłeś z kimś dłużej niż dwa tygodnie.

– Tato – zaczął mimo wszystko Zack. – Wiem, że jest ci ciężko. Musisz zaakceptować fakt, że niektóre związki się kończą. Musisz iść dalej.

– Dalej? – zdziwił się William Knight. Oparł łokcie na stole i ukrył twarz w dłoniach. – Jak mam iść dalej? Każdy związek kończy się klapą. Nie umiem kochać tak, jak kochałem twoją matkę. Staram się, ale nie mogę.

Zack miał wątpliwości, czy ojciec wciąż kochał matkę, czy też tęsknił za ich wspólnym życiem. Było ono szalonym wirem zalotów, zakończonych ślubem – przyspieszonym z powodu ciąży. W efekcie pojawił się Zack.

Przez pierwszych kilka lat małżeństwo było w zasadzie udane. Matce po pewnym czasie zaczęło brakować wrażeń. I szybko je znalazła. Ojciec wybaczył jej romans z ogrodnikiem, a także późniejszy – z facetem od czyszczenia basenów. Kolejny jej wyskok zakończył się ogromnym skandalem. Matka odeszła z miejscowym pastorem. Ludzie w rodzinnym miasteczku Knightów do dziś o tym mówią.

Zack położył rękę na ramieniu Williama.

– To już dwadzieścia lat, tato. To wystarczająco długo, aby…

Ojciec podniósł ciężko głowę.

– Jesteś zablokowany, podobnie jak ja. Dlatego nie umiesz związać się z kimś dłużej. Obwiniam za to siebie – powiedział do syna.

– Jest mi dobrze. Nie potrzebuję stałej partnerki – odrzekł Zack.

– Jesteś playboyem. – W tonie ojca zabrzmiało rozczarowanie, jak gdyby Zack co najmniej był handlarzem narkotyków.

Zack zaśmiał się. Nie zabrzmiało to jednak zbyt przekonująco.

– Myślałem, że podziwiasz mój styl życia – spróbował obrócić to w żart.

– Czy wiesz, że przez to czuję się jak nieudacznik? Nie dość, że sam nie potrafię zbudować związku, to jeszcze obarczyłem tą dysfunkcją własnego syna.

Zacka zszokowało to wyznanie. Nie wiedział, że ojciec obwinia się o to. Poza tym, co z tego, że unikam zaangażowania? – myślał. – To nie wada, tylko kwestia wyboru. Nie miało to źródła w dzieciństwie, a przynajmniej nie tak bardzo, jak twierdzi ojciec.

– To szaleństwo, tato. Bycie wolnym to nie porażka – odpowiedział.

– Nie rozumiesz. Byliśmy z twoją matką dziesięć lat. Wtedy wszystko było dobrze. Nie wiesz, jakie to uczucie być z kimś tak blisko, nigdy nie byłeś zakochany, nie poznałeś tej jedynej.

Dzięki Bogu – dodał w myślach syn. Nie chciał skończyć jak jego ojciec – załamany i wyniszczony każdym kolejnym związkiem, który się nie udał. Nie był chętny do dźwigania odpowiedzialności za czyjeś zawiedzione uczucia i pogrzebane nadzieje. Wystarczało mu to, że musiał wspierać ojca przez te wszystkie lata.

Zack chciał jakoś złagodzić poczucie winy ojca, pokazać mu, że nie przejął jego wyimaginowanej klątwy mężczyzny, który nie umie się związać emocjonalnie. Pomyślał, że wie, jak to zrobić. Przekona Holly Frost do kolejnej randki.

– Tato, tak naprawdę to poznałem pewną kobietę. Jest wyjątkowa. Myślę, że się ze mną zgodzisz.

William chwycił syna za rękę, z nadzieją wymalowaną na twarzy.

– Naprawdę? Powiedz o niej coś więcej – poprosił.

– To dopiero początki, ale nigdy nie czułem się przy kimś w taki sposób.

To nawet nie było kłamstwo – uzmysłowił sobie Zack. Jeszcze żadna kobieta nie przyciągała go tak bardzo.

Twarz ojca rozjaśniła się.

– Byłoby wspaniale. Ustatkowałbyś się, dałbyś mi kilkoro wnucząt – rozmarzył się.

– Spokojnie, tato. Nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość.

Wstał od stołu. Podniósł płaszcz ojca wiszący na oparciu krzesła i podał mu go.

– Chodź. Wracamy do domu – powiedział.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?