Paryż wiosnąTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Melanie Milburne

Paryż wiosną

Tłumaczenie: Karol Nowosielski

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Claimed for the Billionaire’s Convenience

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4946-1

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Za każdym razem, kiedy Holly Frost patrzyła na otrzymane zaproszenie, chciała wyemigrować. Najlepiej na Syberię. Nie, żeby Belinda nie była jej bliska. Wszystkie trzy siostry: Katie, Meg i Belinda, były cudowne. Lepszych nie mogłaby sobie wymarzyć. Kochała też rodziców i dziadków. Tworzyli szczęśliwą, wspierającą się rodzinę.

Katie i Meg były mężatkami. Teraz dołączyć do nich miała Belinda – najmłodsza z sióstr. Holly została sama. Znowu.

Oczywiste było dla niej, że po ślubie jej młodszej siostry uwaga całego otoczenia skupi się na niej. Została porzucona przed ołtarzem już dwukrotnie i nie potrzebowała kolejnych nieudanych związków w swoim życiu. Po jej głowie błąkały się różne pytania. Jak przetrwa kolejne rodzinne spotkanie bez osoby towarzyszącej? Jak zniesie ciekawskie spojrzenia i pytania o brak życia miłosnego?

Cała rodzina uważała, że do trzydziestki kobieta musi mieć męża lub przynajmniej porządnego kandydata. Dodatkowo presję pogłębiał fakt, że Holly była florystyką ślubną, zewsząd otoczoną szczęśliwymi pannami młodymi. Towarzyszyły jej dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu.

Od dzieciństwa fascynowało ją wszystko, co wiązało się z ceremonią zaślubin. Sukces swojego interesu zawdzięczała pięknym bukietom ślubnym, w których projektowanie wkładała całe serce. Zajmowała się także oprawą florystyczną innych imprez okolicznościowych, ale największą popularność przyniosła jej dekoracja wesel.

Przełomowym wydarzeniem podczas jej kariery w tej branży, było wykonanie dekoracji na przyjęcie zaręczynowe pewnej pary celebrytów. Przed czterema laty byli niezwykle popularnymi gwiazdami telewizyjnego reality show. Cieszyli się wówczas większym zainteresowaniem na portalach społecznościowych niż słynne Kardashianki.

Kwiaciarnia była całym życiem Holly. Zabierała jej sto procent czasu. Za sukcesem zawodowym nie szło, niestety, powodzenie w życiu osobistym. Jej związki były tak koszmarne, jak wystawa w witrynie złożona z samych uschłych bukietów. Zakończyły się zawiedzionymi nadziejami, niespełnionymi marzeniami i poranionym ego. To, jak do samotności Holly podchodziła jej rodzina, bardzo ją denerwowało. W dzisiejszych czasach wiele osób było singlami i świetnie się z tym czuło. Nie każdy chce żyć w bajce – myślała. Zwłaszcza w takiej bajce, w której piękny książę ucieka z inną kobietą tydzień przed ślubem. W następnej bajce następny piękny książę także ucieka – tym razem dzień przed ślubem – ze swoją trenerką personalną.

Dwóch niestałych w swoich uczuciach narzeczonych skutecznie wyleczyło Holly z bajek. Na zawsze.

– Przygotujesz kwiaty na ślub siostry? – zapytała Jane, jej asystentka. Właśnie wyszła z klimatyzowanego pomieszczenia z bukietem białych róż.

Holly przygotowała na stole miejsce dla kwiatów.

– Tak – odpowiedziała. – Jestem pierwszą druhną. Znowu. Ja to mam szczęście.

– Trzeci raz. – Jane cofnęła się, jakby się obawiała zarazić jakąś tropikalną chorobą. – Nie chciałabym być na twoim miejscu. Nie boisz się, że to przyniesie ci pecha?

– Nie. – Holly przycięła łodygę róży. – Bo nie chcę wychodzić za mąż.

– Nie chcesz jeszcze raz spróbować? Zobaczyć, jak to będzie tym razem?

– Nie. – Mówiąc to, przycięła kolejny kwiat.

Jane rzuciła okiem na leżące na biurku zaproszenie.

– Kto będzie twoją osobą towarzyszącą?

– Nie zabieram nikogo! – Holly zacisnęła zieloną wstążkę wokół łodyg róż. Chętnie w ten sam sposób związałaby jednego ze swoich zdradliwych byłych.

– Idziesz sama? – Spojrzenie Jane było bardzo wymowne. – Na imprezę rodzinną? Czy to aby nie… hm… ryzykowne? Po ostatnim razie?

Holly zacisnęła wargi.

– Zabroniłam matce umieszczania mnie w towarzystwie genialnych informatyków, którzy na widok żywej kobiety upijają się do nieprzytomności z nerwów i ze strachu – powiedziała. – To, że wszyscy w mojej rodzinie są już połączeni w pary, nie oznacza, że ja koniecznie też muszę.

– À propos braku partnera. – Jane podniosła kartkę z nowym zleceniem, które przyszło siecią. – Masz zlecenie na imprezę rozwodową. To nasze pierwsze, prawda?

– To od Kendry Hutchinson. Brała ślub około cztery lata temu. Nie pracowałaś tu jeszcze wtedy. To było wielkie wydarzenie towarzyskie. Ogromne wesele. Zarwałam wtedy dwie noce, układając kwiaty, choć wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Ona też to wiedziała. Łączyło go coś z jedną z druhen, a mimo to Kendra nie odwołała ślubu. Była tak zaślepiona, że potrzebowała psa przewodnika i białej laski.

– Odwołanie wesela w ostatniej chwili jest bardzo kosztowne.

– Nie musisz mi mówić – rzekła Holly. W myślach dodała: I bardzo, baaardzo zawstydzające.

– Nie wiesz, kto się zajmie rozwodem Kendry? – Jane podekscytowała się ploteczkami z wielkiego świata.

– Zack Knight. Rozwody celebrytów to jego specjalność. Zarobił już na tym miliony.

– Może poznasz go na przyjęciu?

Uśmiech Holly był wymuszony. Nie miała na to najmniejszej ochoty.

Zapał Jane trochę osłabł, kiedy spojrzała za zlecenie Kendry.

– Mam nadzieję, że nie będziemy teraz obsługiwać samych rozwodów i pogrzebów… – powiedziała z wahaniem.

Holly poczuła wewnątrz lekkie uderzenie paniki. W ciągu ostatniego tygodnia jej trzy najlepsze klientki zrezygnowały, bez podania przyczyny. To się jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło. Starała się nie martwić, ale miała spore wydatki: hipotekę nowego domu, jego kosztowną renowację, wypłaty dla pracowników…

– Terapia mojego bratanka tyle kosztuje. – Jane nerwowo przygryzła wargi. – Jest autystyczny. Nie wiem, co by było, gdybym straciła pracę.

Holly wolałaby zamieszkać na ulicy niż pozwolić choremu bratankowi Jane na pozostanie bez fachowej opieki.

– Nie stracisz pracy. – Holly chwyciła swoją asystentkę za rękę. – Nie poradziłabym sobie bez ciebie. Poza tym podobno przyjęcia rozwodowe stają się niezłym interesem.

– Ale twoją specjalnością są śluby – powiedziała Jane. – Kochasz je, wszyscy to wiedzą. – Może to z powodu twojego podejścia do mężczyzn?

Dziwny ton koleżanki zafrasował Holly.

– Co to ma w ogóle do rzeczy?

– Niespecjalnie ukrywasz to, że uważasz wszystkich mężczyzn za drani – ciągnęła Jane. – Kilka twoich komentarzy na różnych portalach było dość złośliwych. Jak długo nie byłaś na randce? Dwa i pół roku? Może to odstrasza potencjalnych klientów?

Holly z pozornym spokojem przycinała kolejną łodyżkę róży.

– Nie widzę związku między moimi przemyśleniami na temat mężczyzn a prowadzeniem kwiaciarni. Nie potrzebuję mężczyzny. Dobrze się czuję ze swoim życiem.

– Jeśli nie dostaniemy więcej zleceń ślubnych – odrzekła ponuro Jane – jesteśmy skończone. W Londynie konkurencja jest duża. Potrzebujesz zmiany wizerunku. Lub mężczyzny. Najlepiej jednego i drugiego.

– Co to za obsesja szukania mi mężczyzny? – odpowiedziała Holly, odkładając nożyce. – Dlaczego wszyscy uważają, że kobieta bez partnera jest wybrakowana?

Z głośnika komputera rozległ się dźwięk oznaczający nadejście kolejnego zamówienia. Jane podeszła do ekranu i westchnęła:

– Jest następne. Odwołanie czerwcowego ślubu Mackie.

Holly poczuła nieprzyjemne ukłucie w brzuchu. Setki malutkich igieł. Spojrzała na wiadomość. Tu również nie podano przyczyny odwołania zlecenia. Czyżby to była rzeczywiście moja wina? – pomyślała.

– No dobra – rzekła, prostując się przed komputerem. – Ograniczę moje komentarze odnośnie niewiernych mężczyzn.

– Hej, mam pomysł. – Jane zastukała palcami o blat stołu. – Niech ktoś zrobi ci zdjęcie z Zackiem Knightem, gdy stoicie obok siebie na tym przyjęciu. Może Kendra? Jest bardzo popularna w internecie. Zdjęcie, na którym słodko flirtujecie, na pewno będzie miało duży zasięg. To rozwiąże twoje problemy wizerunkowe.

 

Holly podniosła nożyce, oczami wyobraźni widząc, jak obcina najcenniejsze partie anatomiczne swoich sprzeniewierzonych byłych.

– To doprawdy genialne, Jane – zakpiła. – Niestety, ale flirtowanie odwiesiłam dawno na kołek. Nie pamiętam już chyba, jak to się robi.

Głos w głowie dodał: A nawet gdybym pamiętała, to i tak bym tego nie zrobiła!

Przyjęcie rozwodowe odbywało się w eleganckim hotelu, w samym sercu Londynu. Szampan lał się strumieniami. Panowała luźna i bardzo towarzyska atmosfera. Holly Frost była jednak w podłym nastroju. Zasiane ziarno paniki zaczęło kiełkować i coraz bardziej martwiła się o swoją płynność finansową. Postanowiła, że za żadne skarby nie może dopuścić do porażki.

Nakładała sobie drugą porcję sernika szwarcwaldzkiego, kiedy przybył Zack Knight. Cały żeński skład imprezy wstrzymał oddech. Również Holly zareagowałaby w ten sposób, gdyby jej ust nie wypełniał sernik. Nabrała, jedynie nerwowo kolejną łyżeczkę pysznego deseru. Widziała już, co prawda, zdjęcia Zacka w plotkarskich magazynach, musiała jednak przyznać, że nie oddawały w pełni całej męskiej urody adwokata. Na żywo był najprzystojniejszym facetem, jakiego widziała w swoim życiu – o przeszło głowę wyższy od wszystkich obecnych na sali. Pomimo kosmicznie wysokich obcasów otaczające go kobiety wyglądały jak cyrkowe kucyki pląsające wokół rasowego ogiera pełnej krwi.

Prawnik miał kruczoczarne, swobodnie wystylizowane włosy. Fryzura niosła informację: „Właśnie wstałem z łóżka po upojnej nocy”, i dodawała właścicielowi zuchwałej frywolności. Pomimo tego że był starannie ogolony, na jego twarzy odznaczał się ślad ciemnego zarostu, który jeszcze bardziej podkreślał jego męskość. Jasną cerę dopełniała lekka opalenizna. Zack Knight roztaczał wokół aurę zdrowej, witalnej energii.

Holly z miejsca wyczuła tę aurę. Odbierała sygnał, który wysyłało jego ciało. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Dreszcz przebiegł ją od stóp do głowy. W brzuchu coś się obudziło i przeciągnęło niczym leniwy kot.

Twarz Zacka zdobił uśmiech. Taki, który pokonuje najsilniejszy kobiecy opór. Był jak miotacz płomieni, który topi bryłę lodu. Omiótł wzrokiem salę. Jego spojrzenie mówiące: „Czy my się czasem nie znamy?”, zatrzymało się na Holly.

Śpiący w jej brzuchu kot zamruczał.

Tymczasem wzrok mężczyzny przeszedł gładko z oczu na usta, po czym otaksował całą zgrabną figurę Holly. Kolejny wstrząs ogarnął jej ciało. Serce zaczęło mocno bić, oddech stał się płytki i szybki, jak po sprincie na sto metrów. Holly poczuła gorąco. Skóra stała się wrażliwa nawet na dotyk jej własnego ubrania.

Nie przypominała sobie, żeby widziała kiedyś równie przystojnego mężczyznę. Miał wspaniałą sylwetkę – efekt codziennych ćwiczeń, dobrych genów lub miłosnych maratonów z licznymi kochankami, jak mniemała Holly. Pomimo że „skończyła już z mężczyznami”, poczuła się nagle jak mała szpileczka do bukietów przyciągana przez potężny, fabryczny magnes.

Zack znów na nią spojrzał. Jego usta przybrały pewny siebie uśmiech. Skierował się w jej stronę. Zdecydowany krok potwierdzał to, co Holly już wiedziała. Na sali sądowej był strasznym przeciwnikiem. Obiegowa opinia mówiła: „Zatrudnij Zacka Knighta – za każde pieniądze – zanim zrobi to twój były”. Wykonywał tytaniczną pracę na rzecz swoich klientów i – kiedy płacili – zawsze był skuteczny. Zawsze! Brał udział w najpaskudniejszych sprawach rozwodowych celebryckiego świata, a jego klienci wychodzili z nich zwycięsko.

Holly zorientowała się, że wstrzymuje oddech. Była oszołomiona. Pomyślała, że może to przez alkohol. Wypiła już dwie lampki szampana, choć nie miała czego oblewać ani z kim.

Zack Knight stał pół metra przed nią. Każda komórka jej ciała podskakiwała w górę i w dół, jak nadaktywna cheerleaderka. Odezwał się do niej dźwięcznym barytonem:

– To pani odpowiada za kwiaty dzisiejszego wieczoru? – Skierował na Holly taksujące spojrzenie i dodał: – Piękne.

Holly nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Całą uwagę poświęciła oczom prawnika. Były błękitnoszare z granatowymi przebłyskami w tęczówce i równiutką, granatową otoczką. Hipnotyzowały.

– Nie wygląda pan na kogoś, kto ma czas na podziwianie zapachu róż.

Roześmiał się.

– Oczywiście. Uwielbiam róże. Zwłaszcza z kolcami. Im więcej mają kolców, tym są piękniejsze – zripostował.

Starała się nie patrzeć na jego usta. Ten uśmiech kierował jej myśli w stronę gorącego i namiętnego pocałunku. Zabójczo atrakcyjne wargi były jednocześnie bardzo foremne i wyraźnie określone. Holly od ponad dwóch lat nie dotykała męskiej twarzy, nie mówiąc już o pocałunku. Chyba nie pamiętała nawet, jak to się robi. Gdy tak o tym myślała, Zack wyciągnął rękę.

– Zack Knight – przedstawił się.

Holly podała mu swoją dłoń. Elektryczny dreszcz przeszył ją do głębi. Przez umysł przebiegła myśl o ucieczce i świadomość, że jej ciało reaguje, jakby była wyposzczoną starą panną. Którą w sumie była, ale bez przesady… – uciszyła wewnętrzny głos.

Palce Zacka delikatnie zamknęły się na dłoni Holly i subtelnie ją ścisnęły. Holly podświadomie fantazjowała, co by było, gdyby te silne dłonie powędrowały wzdłuż jej ciała, piersi, brzucha i niżej…

– Holly Frost. – Postarała się nadać głosowi zdecydowany i zadziorny ton.

W uśmiechu Zacka zagościła nutka ironii, jakby mężczyzna zdał sobie sprawę, jak duże wrażenie właśnie na niej zrobił.

Pierwszy przerwał uścisk dłoni, co zdenerwowało Holly. Nie chciała wyjść na maniaczkę, która nie chce wypuścić z rąk przystojniaka. Co prawda, faktycznie nie chciała, ale nie w tym była rzecz. Gdy analizowała tę sytuację, zauważyła, że prawnik kilkukrotnie prostował i zaciskał palce, jakby i on przeżył coś podczas tego przywitania. Przez jego twarz przeszedł cień zaskoczenia, a może zaintrygowania – pomyślała. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Zapach wody po goleniu, której używał, cytrusowy z drzewnymi nutkami, pobudzał zmysły kobiety. Był świeży i ostry. Całość imponującej postaci Zacka nie pozostawiała miejsca na wątpliwości. Był przywódcą, silnym, zdecydowanym, o uderzającym spojrzeniu.

Ubrany był w błękitny garnitur i białą biznesową koszulę, ze swobodnie rozpiętym kołnierzykiem.

– Napijesz się czegoś? – zaproponował.

Holly nie potrzebowała alkoholu. Kręciło jej się w głowie od samego przebywania w towarzystwie Zacka.

– Nie, dziękuję – odparła. – Dwa drinki. Wykorzystałam swój limit na dzisiaj.

W oczach rozmówcy znów coś zamigotało. Jakby odmowa spowodowała jakiś dziwny rodzaj zadowolenia.

– Prowadzisz?

– Nie. Wezwę taksówkę.

– Czy jest szansa, że skuszę cię do złamania twojej zasady dwóch drinków?

Holly przybrała ton swojej starej nauczycielki ze szkółki niedzielnej.

– Nie, panie Knight, nie skusi mnie pan.

Uśmiech Zacka mówił coś zupełnie przeciwnego.

– Jesteś tu z kimś?

– Przyszłam sama.

– Często tak robisz? – dopytywał, a ton jego głosu spowodował, że Holly zaczęła się zastanawiać, czy omawiają status jej stanu cywilnego, czy dużo bardziej intymne kwestie.

Holly poczuła, że na jej policzki wypływa rumieniec. Uśmiechnęła się, starając się zamaskować w ten sposób onieśmielenie.

– Nie chcę cię odrywać od innych gości.

– Nie interesują mnie inni, tylko ty. – Patrzył na nią z determinacją.

Holly postanowiła wziąć się w garść, jednak z mizernym efektem.

– Nie rozumiem, dlaczego miałbyś się mną interesować.

Przeklęła się w duchu. Jej odpowiedź zabrzmiała jak klasyczna zachęta do flirtu.

Sytuację uratowało pojawienie się Kendry.

– Zack! – zabrzmiał przenikliwy głos. Organizatorka przyjęcia podeszła do nich na obłędnie wysokich szpilkach. – Och! I znalazłeś Holly.

Uśmiechnęła się promiennie do florystyki.

– Wszystko mu o tobie opowiedziałam – rzekła Kendra. – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe?

Holly zamaskowała zaciśnięcie zębów uprzejmym uśmiechem.

– Ależ skąd. Jeżeli pan Knight szuka kwiatów weselnych, służę pomocą.

Kendra roześmiała się, prezentując Zackowi perfekcyjny uśmiech.

– Czyż ona nie jest cudowna? Wiedziałam, że od razu się dogadacie.

– Bezsprzecznie cudowna – przytaknął Knight. Jego spojrzenie miało wyraz łowcy, który obrał już następny cel.

– Holly nie była na randce od dwóch i pół roku – ciągnęła Kendra bez żenady. – Nie uważasz, że to niesamowite?

Holly uznała, że niesamowite było to, że jeszcze nie zamordowała Kendry za pomocą jednego z jej butów. Kendra wyglądałaby też niesamowicie, gdyby wybiła jej kilka śnieżnobiałych zębów zdobiących wypielęgnowaną kolagenem twarz. Kwiaciarka pomyślała, że może się zwierzać i omawiać swoje życie uczuciowe z Sabriną, swoją najlepszą przyjaciółką, ale Kendra? Co ją to obchodzi? Przez te nieszczęsne wpisy na Facebooku –tłukło się w jej głowie. Wszystkim się wydaje, że mnie dobrze znają i mają prawo mnie oceniać”.

Zack znów się uśmiechnął. Tym razem uśmiech zwiastował nadchodzący sukces. Wesoło odpowiedział na pytanie Kendry:

– Zobaczymy, może uda mi się zmienić jej nastawienie do randek.

– Marnuje pan swój czas, panie Knight. – Holly podkreśliła zaczepność w głosie wyzywającym spojrzeniem.

– Mój czas, moje zmartwienie.

Kendra wyciągnęła telefon i uniosła go do zrobienia zdjęcia.

– Uśmiech, proszę!

Holly poderwała się.

– Nie, zaczekaj. Nie teraz, ja… – Za późno. Lampa błysnęła, aparat cicho cyknął.

Holly miała przed oczami nadchodzące wydarzenia. Miliony udostępnień na mediach społecznościowych. Zdjęcie Zacka Knighta i jej, stojącej z szeroko rozdziawionymi ustami. Jak nastolatka, która właśnie spotkała swojego największego idola. Kendra sprawdziła zdjęcie. Uśmiechnęła się szelmowsko, po czym zatoczyła krąg palcem wskazującym wokół sali. Odwróciła się i poszła zabawiać pozostałych gości na przyjęciu.

Holly była przybita.

– Powinieneś był ją powstrzymać. Za minutę to będzie hit Instagrama i Twittera. Zanim się obejrzysz, będziemy narzeczonymi – powiedziała.

Zack nonszalancko wzruszył ramionami.

– Kto w to uwierzy? Nie jestem typem długodystansowca w związkach.

Holly zastanowiła się, skąd u niego taka niechęć do związków. Coś musiało to spowodować. Wywnioskowała, że był odrzucony w przeszłości. To zaważyło na nawiązywaniu przez niego krótkich romansów – seksu bez zobowiązań i bez zaangażowania emocjonalnego.

Zack ściągnął z tacy przechodzącego kelnera dwa kieliszki.

– Wciąż nie dasz się skusić?

Wzięła od niego kieliszek szampana. Starała się nie dotknąć przy tym jego dłoni. Miała plan wylać zawartość naczynia, na twarz prawnika, jeśli stanie się nieznośny.

– Też nie jestem dobrym przykładem stabilizacji – wypowiedziała wolno. – Ale to już chyba wiesz od Kendry?

Upił łyk z kieliszka, po czym znów spojrzał na rozmówczynię.

– Powiedziała mi, że parę razy złamano ci serce – odrzekł.

Holly poczuła zawstydzenie i żal.

– To nie do końca prawda, raczej zraniono.

– Rany wciąż bolą – nie ustępował.

– To głos doświadczenia czy obserwacja? – zapytała.

Zack uniósł kieliszek, jakby szykował się do wygłoszenia jakiejś uniwersalnej, wiecznej prawdy o świecie.

– Ciężko jest przeżyć trzydzieści cztery lata i nie ponieść żadnego emocjonalnego uszczerbku.

Holly zauważyła w jego wzroku cyniczny błysk. Jego uśmiech stał się trochę bardziej złośliwy. Postanowiła zmienić temat.

– Dlaczego prawo cywilne? Dlaczego nie karne albo gospodarcze?

Rzucił jej baczne spojrzenie.

– Dlaczego jesteś florystyką?

– Kocham kwiaty.

– Ale dlaczego weselne? – drążył temat.

Holly poczuła, że się czerwieni na wspomnienie ślubnej obsesji, która opanowała ją już we wczesnej młodości. Sypialnię, zamiast plakatów z boysbandami i amantami filmowymi, oklejały zdjęcia ślubne. Na lekcjach w szkole rysowała bukiety weselne.

– Kocham śluby, pomimo że sama już nie planuję mieć swojego. To cudowne wydarzenia, podczas których całe rodziny spotykają się, by świętować związek bliskich im ludzi. Uwielbiam być tego częścią. Pomagać w wybieraniu kwiatów, kształtowaniu wizji tego wyjątkowego dnia – opowiadała Holly. – Nic mnie tak nie cieszy, jak widok kościoła lub ogrodu ozdobionego według mojego projektu. No i bukiet panny młodej – rozwijała myśl. – Wykonanie go jest dla mnie największą nagrodą, nie tylko finansową.

 

Zamilkła, kiedy się zorientowała, że zbyt wiele już powiedziała. Zack był świetnym słuchaczem.

– Ciągle nie wiem, dlaczego prawo cywilne – wróciła do tematu Holly.

– Pozwala płacić rachunki – odpowiedź Knighta była krótka.

Świetnie skrojony kosztowny garnitur potwierdzał tę wersję. Leniwy uśmiech jego właściciela spowodował, że w brzuchu Holly znów coś zakotłowało. Przeklęła w duchu Zacka za jego atrakcyjność.

– Złota reguła, by odnieść sukces zawodowy – dodał Zack – to nigdy nie sprzedawać się tanio. Jeśli jesteś w czymś dobra, twoja wypłata musi być tego odbiciem.

– Trzeba pamiętać o wyraźnej granicy między uczciwą zapłatą a wykorzystaniem człowieka w ciężkiej sytuacji życiowej – odparła karcącym tonem.

Oczy Zacka stały się jeszcze bardziej niebieskie.

– Jasne. Ja nie wykorzystuję klientów. Dostają to, za co płacą, czyli doskonałą usługę.

Holly uśmiechnęła się ponuro.

– Jeśli będę potrzebowała kiedyś rozwodu, już wiem, na kogo mogę liczyć.

– Tak jak ja z kwiatami ślubnymi – odparł.

Holly była przerażona tym, że z nim flirtowała. Jeszcze bardziej tym, że tak bardzo jej się to podobało. Upiła łyk szampana.

– Niech nie daje mi się pan już dłużej zatrzymywać.

– Przed czym? – zaciekawił się Knight.

– Przed poznaniem jakiejś miłej dziewczyny na jednorazową przygodę bez zobowiązań – mówiąc to, wskazała gestem tłum ludzi na sali.

Rozbawiło go to.

– Nie pochwala pani jednorazowych przygód bez zobowiązań panno Frost?

Holly zrobiło się gorąco. Powinna była unikać takich aluzji w towarzystwie Zacka. Tak sobie założyła, lecz teraz jej podświadomość nadawała sygnał niczym zacięta płyta winylowa: „seks, seks, seks”. Nie mogła mu się oprzeć. Widząc te usta, chciała przywrzeć do nich swoimi. Widząc jego dłonie, pragnęła, by jej dotknęły. Chciała, by przycisnął ją do ściany, namiętnie i dziko.

Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Dlaczego reaguję w ten sposób? – zastanawiała się. To było jak gorączka, która pozbawiała ją samokontroli. Już od lat nie czuła takiego pożądania. Wirus przejął kontrolę i nic nie mogła z tym zrobić. Jedna rozmowa z Zackiem Knightem i wszystkie zasady, których tak dzielnie się trzymała, ulotniły się jak kamfora.

Zmusiła się do wytrzymania jego dwuznacznego spojrzenia.

– Nie wiem, dlaczego właśnie ja jestem tą szczęściarą, przed którą rozpościerasz swój urok osobisty. Z góry przepraszam, jeżeli to odrobinę popsuje twoje dobre samopoczucie, ale nie interesuje mnie kontynuowanie tej rozmowy. Czy wyrażam się wystarczająco jasno? – Postarała się zabrzmieć chłodno i rzeczowo.

Zack wykonał teatralny gest, jakby przeszły przez niego dreszcze.

– Uwielbiam, kiedy kobieta sztorcuje mnie jak nauczycielka niesfornego ucznia.

Holly bezwolnie się uśmiechnęła i od razu tego pożałowała. Już dawno postanowiła, że nie da się oczarować żadnemu mężczyźnie.

– Jesteś niemożliwy – powiedziała. – Jeszcze nie spotkałam kogoś równie nieznośnego.

– A ja jeszcze nie spotkałem tak fascynującej kobiety – odparł błyskawicznie.

– Bo jestem jedyną, która ci się opiera?

– Jak na razie.

Holly skrytykowała się w duchu, że tak łatwo dała się przejrzeć. Nie dawała jednak za wygraną.

– Zapewniam, że nie jestem tobą zainteresowana w taki sposób, o jakim myślisz.

Próbowała oderwać oczy od ust Zacka, ale nie wyszło jej to zbyt dobrze. Zack stłumił śmiech, skierował kieliszek w stronę Holly.

– Spotkamy się jeszcze – odparł. – Ciao.

Gdy Holly zastanawiała się nad ciętą ripostą, Knight odwrócił się i odszedł. Została sama z myślą, że powinna mieć ostatnie słowo. Była wściekła na swoje emocje i uczucia, których właśnie doznawała. Jednocześnie czuła, że od dwóch i pół roku po raz pierwszy żyje oraz że zawdzięcza to właśnie Zackowi Knightowi. Pobudził jej krew do szybszego krążenia w żyłach.

Wzięła głęboki oddech. Opanowała się. Pomyślała, że nieważne, jak bardzo czarujący i przystojny jest Zack Knight. Nie zmieni to jej podejścia do mężczyzn.

Zack tylko połowicznie angażował się w rozmowy na przyjęciu. Kątem oka obserwował Holly poruszającą się po pokoju. Widać było, że stara się uczestniczyć w luźnych rozmowach, uśmiechnięta i swobodna. Nagle stała się jakby nieobecna.

Zaintrygowała go. Dowiedział się od Kendry, że Holly z własnej woli wybrała samotność. Czuł się dotknięty, że go spławiła. Nie zdarzyło mu się to od liceum, a chłodne przyjęcie, jakie mu sprawiła, podrażniło mu ego. Od jakiegoś czasu randki zaczęły go nieznośnie nudzić i uznał, że nadszedł czas, by coś w życiu zmienić.

W tej właśnie chwili zapragnął Holly Frost. Pomyślał o jej oczach, brązowych jak świeże toffi i otoczonych grubym czarnym wachlarzem rzęs. Wyobraził sobie jej lśniące, miedziane bujne loki spływające na jego pierś. Czuł jej świeży kwiatowy zapach, kiedy stała przed nim. Przechylał się nieznacznie w jej stronę, by móc się nim napawać. Przypatrywał się jej ustom, gdy rzucała mu błyskotliwe riposty. Były pełne i sprężyste. Przyciągały go, kiedy nieznacznie je zaciskała, gdy stawała się zaczepna i wyzywająca. Pragnął je pocałować.

Miała świetną sylwetkę. Szczupłą, seksownie zaokrągloną we wszystkich tych miejscach, o których Zack nie przestawał teraz myśleć. Jej kremowa skóra miała wręcz perłowy odcień i była idealna. Jej jedyną, uroczą – jak myślał – skazą była delikatna wysepka piegów u nasady zadartego nosa.

Złapał jej wzrok z drugiego końca sali. Zacisnęła usta, uniosła podbródek, oczy wysłały piorunujące spojrzenie. Wykonała ustami grymas, jakby właśnie poczuła w nich nieprzyjemną suchość, i ciężko przełknęła ślinę.

Zack zrozumiał. Był wytrawnym graczem i od razu rozpoznał te znaki. Pociągał Holly i nie była to tylko fantazja jego wybujałego ego.

Od momentu, kiedy ich dłonie się dotknęły, poczuł, że pomiędzy nimi jest chemia. Elektryczność przeszła między połączonymi palcami. Wciąż czuł ich delikatny dotyk. Krew pulsowała mu mocno w arteriach. Ich spotkanie dosłownie zdemolowało jego ciało od środka. Zauważył, w jaki sposób patrzyła na jego usta, a także jak jej spojrzenie pociemniało od narastającego pożądania.

Umiał czekać. Wiedział też, że na najlepsze wydarzenia w życiu warto poczekać. Zabawa w kotka i myszkę, którą narzuciła Holly, była dość przyjemna. Było to jednak, jak mniemał, tylko kwestią niedługiego czasu, kiedy wylądują razem w łóżku.

Bardzo tego pragnął.