Hania HumorekTekst

Z serii: Hania Humorek #1
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hania Humorek
Hania Humorek
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 37,98 30,38
Hania Humorek
Hania Humorek
Hania Humorek
Audiobook
Czyta Julia Kamińska
22,99
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek


Ilustracje

Peter Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody

Text © 2000 Megan McDonald

Illustrations ©2000 Peter H. Reynolds

Judy Moody Font © 2000 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited. London SE 11 5HJ.

All rights reserved. No pan of this book may be reproduced. transmitted,

broadcast or stored in an information retrieval system in any form

or by any means, graphic, electronic or mechanical, including

photocopying, taping and recording, without prior written permission

from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2004

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i lamanie: Grażyna Janecka

Wydanie dziewiate. Warszawa 2012

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60. 01-029 Warszawa

tel. 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166682

Megan McDonald wychowała się z czterema starszymi siostrami. Mówi, że większość przygód Hani Humorek jest oparta na jej własnych doświadczeniach. Zrobiła z Hani starszą siostrę, gdyż chciała się przekonać, „jak to jest wszystkimi rządzić!”. Megan mieszka w Kalifornii.

Peter Reynolds mówi, że od razu poczuł więź z Hanią Humorek, gdyz jako ojciec dwunastoletniej córki na własne oczy oglądał przygody „bardzo niezależnej dziewczynki”. Peter mieszka w Massachusetts.

Dla moich sióstr: Susan, Deborah, Michele i Melissy

M.M.

Dla mojej córki Sary i jej kota Iskierki

P.R.


Paskundy humorek

Hania Humorek żałowała, że lato już się skończyło. Nie chciało jej się codziennie czesać. Nie chciało jej się uczyć ortografii. I nie chciało jej się siedzieć koło Franka Perełki, który na lekcjach zajadał się klejem.

Hania Humorek miała humorek.

I to wcale nie za dobry humorek. Paskudny. Humorek ze złą minką. Z łóżka nie mógł jej wyciągnąć nawet zapach nowych kredek potworków.


– Pierwszy dzień szkoły! – zaśpiewała jej mama. – Wstawaj z łóżka i się ubieraj.

Hania Humorek skuliła się pod kołdrą i nakryła głowę poduszką.

– Haniu? Słyszałaś, co powiedziałam?

– WRRR! – odparła Hania.

Będzie musiała się przyzwyczaić do nowej ławki i nowej klasy. Na nowej ławce nie będzie naklejki w kształcie pancernika, z jej imieniem. W nowej klasie nie będzie jezozwierza o imieniu Stefan.

Przy jej pechu pewnie wyląduje w pierwszym rzędzie, gdzie pan Łopuch przyłapie ją za każdym razem, kiedy tylko spróbuje przesłać liścik Ryśkowi, swojemu najlepszemu koledze.

Mama znowu wetknęła głowę do pokoju Hani.

– I uczesz się, dobrze?

Jedną z najgorszych rzeczy w pierwszym dniu szkoły było to, że wszyscy wracali z wakacji w nowych koszulkach z napisami: DISNEYLAND, WODNY ŚWIAT albo JAMESTOWN: RODZINNE MIASTO POCAHONTAS.

Hania przetrząsnęła zawartość górnej i dolnej szuflady, a nawet tej, w której trzymała bieliznę. Niestety, nie znalazła ani jednej koszulki z napisem. Włożyła więc spodnie od piżamy w tygrysie pasy i zwykłą starą koszulkę bez napisu.

– Ona włożyła piżamę! – krzyknął jej brat Smrodek, kiedy zeszła na dół. – Nie możesz iść do szkoły w piżamie!

Smrodek właśnie zaczynał drugą klasę i wydawało mu się, że pozjadał wszystkie rozumy. Hania rzuciła mu jedno ze swych słynnych groźnych spojrzeń.


– Hania może się przebrać po śniadaniu – uznała mama.

– Z okazji pierwszego dnia szkoły zrobiłem wam na śniadanie jajka sadzone – powiedział tata. – Można w nich maczać chleb.

Jajko Hani wcale nie siedziało w miejscu, jak przystało na prawdziwe sadzone jajko – żółtko rozpłynęło się na boki. Hania zgarnęła je na rozłożoną na kolanach serwetkę i nakarmiła nim Myszkę, ich kotkę, która schowała się pod stołem.

– Wakacje się skończyły, a ja nawet nigdzie nie wyjechałam – poskarżyła się.

– Byłaś u babci Lusi – przypomniała jej mama.

– Ale całe lato przesiedziałam tutaj, w starej, nudnej Wirginii. I nie jadłam hot dogów, nie jeździłam kolejką górską ani nie widziałam wieloryba – dalej wyliczała swoje żale Hania Humorek.

– Jeździłaś samochodzikiem – powiedziała mama.

– To dobre dla maluchów! A poza tym było to w supermarkecie – oburzyła się Hania.

– Wybraliśmy się na ryby i jadłaś rekina – wtrącił tata.

– Hania jadła rekina? – Smrodek ze zdziwienia aż wytrzeszczył oczy.

– Jadłam rekina? – zdziwiła się Hania.

– Tak. Pamiętasz tę rybę, którą kupiliśmy na targu, kiedy nie mogliśmy sami nic złowić?

– Zjadłam rekina! – wykrzyknęła Hania.

Pobiegła szybko do swojego pokoju i ściągnęła koszulkę. Wyjęła z szuflady gruby flamaster i narysowała na koszulce rekina z wielką paszczą i mnóstwem zębów. Nad nim napisała drukowanymi literami: ZJADŁAM REKINA.


Potem popędziła do autobusu. Nie czekała na Smrodka. Nie czekała, aż ją tata ucałuje, a mama przytuli. Chciała już jak najprędzej pokazać Ryśkowi swoją nową koszulkę z napisem.

Zapomniała o paskudnym humorku, dopóki nie zobaczyła Ryśka, który na przystanku ćwiczył karciane sztuczki. Miał na sobie ogromniastą biało-niebieską koszulkę z ozdobnym napisem i kolejką górską w kształcie potwora z Loch Ness.

– Podoba ci się moja nowa koszulka? – spytał Rysiek. – Kupiłem ją sobie w parku rozrywki Bush Gardens.

– Nie – zaprzeczyła Hania Humorek, chociaż tak naprawdę koszulka bardzo jej się podobała.

– A mnie twój rekin się podoba – powiedział Rysiek. Hania nie odezwała się słowem, więc spytał: – Masz zły humorek czy co?

– Raczej „czy co” – odparła Hania.


Wrrr!

Kiedy Hania Humorek weszła do klasy, zobaczyła swojego wychowawcę, pana Łopucha, który stał przy drzwiach, witając wszystkie dzieci.

– Dzień dobry, Haniu.

– Dzień dobry, panie Ropuch – odrzekła Hania i wybuchnęła śmiechem.

– Dzieci, powieście swoje plecaczki na wieszakach i schowajcie drugie śniadania do szafek – poprosił pan Łopuch.

Hania Humorek rozejrzała się po klasie.

– Czy jest tu jeżozwierz Stefan? – spytała pana Łopucha.

– Nie, ale mamy żółwia o imieniu Tadek. Lubisz żółwie?

Bardzo lubiła żółwie. Na szczęście w samą porę ugryzła się w język.

– Nie. Lubię ropuchy. – I znowu zaczęła zwijać się ze śmiechu.

– Rysiu, twoje miejsce jest przy oknie, a twoje, Haniu, w pierwszym rzędzie – poinformował pan Łopuch.

– Wiedziałam! – Hania obejrzała swoją nową ławkę w pierwszym rzędzie. Oczywiście, nie było na niej naklejki w kształcie pancernika, zjej imieniem.

No a kto siedział w rzędzie obok? Franek „Pożeracz Kleju” Perełka. Zerknął z ukosa na Hanię, po czym tak mocno wygiął kciuk, że dotknął nim nadgarstka. Hania pokazała Frankowi język, zwijając go w kształt hot doga.


– Ty też lubisz rekiny? – spytał Franek, podając jej małą, białą kopertę, na której było napisane: „Hania”.


Odkąd zatańczyli razem na zabawie w zerówce, ten chłopak nie dawał Hani spokoju. W pierwszej klasie przysłał jej pięć walentynek. W drugiej, z okazji Halloween, Święta Dziękczynienia i Gwiazdki, dostawała od niego ciastka. A teraz, w pierwszym dniu trzeciej klasy, dał jej zaproszenie na swoje urodziny. Hania sprawdziła datę – jego urodziny wypadały dopiero za trzy tygodnie! Franka Perełki nie odstraszyłby nawet prawdziwy rekin.

– Mogę zajrzeć pod pulpit twojej ławki? – spytała.

Franek przesunął się. Ani śladu kleju.

Pan Łopuch stanął przed tablicą i napisał wielkimi literami: PIZZA Z PODWÓJNYM SEREM I SZYNKĄ.

– Czy dostaniemy na drugie śniadanie pizzę z podwójnym serem? – spytała Hania.

– Pizza będzie na sprawdzianie z ortografii. – Pan Łopuch położył palec na ustach, jakby zdradził jakiś sekret. – Sami zobaczycie. – Potem dodał: – A teraz, dzieci, proszę o uwagę! Ten rok szkolny spróbujemy zacząć od czegoś zupełnie nowego. Dzięki temu wszyscy lepiej się poznamy. Chcę, żeby każde z was zrobiło wyklejankę na dowolny temat. O wszystkim. Możecie coś narysować lub wyciąć zdjęcia i nakleić je na karton. W ten sposób opowiecie o sobie całej klasie.

 

Wyklejanka o sobie! Ten pomysł bardzo się Hani spodobał, ale nie powiedziała tego na głos.

– To znaczy, że nie musimy rysować całej naszej rodziny? – spytała Julka Wróbel.

– Zaraz wam rozdam listę pomysłów do wykorzystania w wyklejance. Oczywiście, możecie przedstawić też swoją rodzinę. Każdy dostanie również teczkę na wszystkie materiały, jakich chciałby użyć w swojej wyklejance. Będziemy nad tym pracować w wolnych chwilach przez najbliższy miesiąc. Pod koniec września każde z was będzie mogło opowiedzieć osobie całej klasie.


Przez całą lekcję angielskiego i godzinę wychowawczą Hania myślała tylko o jednym – o sobie. Hania Humorek – gwiazda własnej wyklejanki. Może jednak w trzeciej klasie wcale nie będzie tak źle!

– No, to tyle. A teraz czas na sprawdzian z ortografii.

– Ble. Sprawdzian – mruknęła pod nosem Hania, przypominając sobie o swoim paskudnym humorku.

– Ble. Sprawdzian – powtórzył Franek Perełka.

Hania spojrzała na niego, marszcząc brwi.

– Wyjmijcie kartki i napiszcie pięć słów, które potraficie ułożyć z liter zawartych w haśle: PIZZA Z PODWÓJNYM SEREM I SZYNKĄ.

„Fajny sprawdzian, prawda?” – taki liścik Hania dostała od Franka.

„Nie” – odpisała na swojej dłoni, którą machnęła mu przed nosem.

Wyjęła nowiutkie opakowanie kredek potworków ze złymi minkami. Na opakowaniu było napisane: „Kredki potworki na paskudne humorki. Widzieliście kiedyś kredkę, która wygląda, jakby wstała z łóżka lewą nogą?”.


Doskonale. Nowe kredki potworki ułatwiły jej myślenie. W napisie na tablicy Hania znalazła słowa: NIE, MISA, MÓJ, SZYNY i POD, ale napisała: (1) NIE, (2) NIE, (3) NIE, (4) NIE i (5) NIE.

– Kto chciałby przeczytać pięć słów, które ułożył z liter zawartych w haśle? – spytał pan Łopuch.

Hania błyskawicznie podniosła rękę.

– Słuchamy, Haniu.

– NIE, NIE, NIE, NIE, NIE! – przeczytała Hania.

– To tylko jedno słowo. Brakuje jeszcze czterech. Podejdź tu i napisz je na tablicy.

Hania Humorek nie napisała MISA, MÓJ, SZYNY i POD, tylko MĄKA i PIWO.

– Czy może być MĘKA? – zawołał Rysiek.

– W haśle nie ma „Ę” – zauważył Franek Perełka.

Hania dopisała PIES.

– Jeszcze jedno słowo – powiedział pan Łopuch.

Hania dopisała PIJE.

– Czy potrafiłabyś ułożyć zdanie z tych słów? – spytał pan Łopuch.

– Pies pije piwo z mąką.

Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Franek śmiał się tak bardzo, że aż się zachłysnął.

– Czyżbyś miała dziś paskudny humorek? – spytał nauczyciel.

– Wrrr – powiedziała Hania.

– To fatalnie, bo właśnie zamierzałem spytać, kto chciałby zejść do sekretariatu po pizzę. To niespodzianka dla was na rozpoczęcie roku szkolnego.

– Pizza? Pizza! Naprawdę? – W klasie zawrzało jak w ulu.

Hania Humorek miała wielką ochotę pójść po pizzę. Bardzo chciała otworzyć pudełko i wziąć sobie ten trójnogi plastikowy stoliczek, dzięki któremu pizza nie przykleja się do tektury.

– Tak więc, kto chciałby pójść po pizzę? – spytał pan Łopuch.

– Ja! – wrzasnęła Hania.

– Ja! Ja! Ja! Ja! Ja!

Wszyscy naraz zaczęli się przekrzykiwać i wymachiwać rękami jak wiatraki.

Tylko Rysiek spokojnie, nie mówiąc ani słowa, podniósł rękę.

– Rysiu, chciałbyś pójść po pizzę?

– Pewnie! – wykrzyknął Rysiek.

– Ale szczęściarz! – prychnęła Hania.

Gdy Rysiek wrócił z pizzą, cała klasa ucichła. Wszyscy zaczęli przeżuwać malutkie trójkąciki pizzy z serem, słuchając pana Łopucha, który czytał na głos opowiadanie o psie zajadającym się pizzą z kiełbasą pepperoni.

Kiedy skończył, Hania spytała:

– Proszę pana, czy mogę obejrzeć stoliczek od pizzy?

– Rzeczywiście trochę przypomina malutki stoliczek. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłem.

– Zbieram je – wyjaśniła Hania Humorek, chociaż tak naprawdę wcale ich nie zbierała, przynajmniej do tej pory.

Na razie jej kolekcje składały się z dwudziestu siedmiu martwych ciem, garści starych strupków, dziesięciu fajnych wykałaczek do zębów, kilkuset ozdobnych plastrów (najbardziej zależało jej na opakowaniach), pudełka pełnego części ciała (lalek!), w tym trzech głów Barbie, oraz czterech nieużywanych gumek w kształcie piłek do baseballa.

– Wiesz co? – powiedział pan Łopuch. – Dam ci go, jeśli jutro przyjdziesz do szkoły w doskonałym humorku. Zgoda?

– Tak, proszę pana – zgodziła się Hania. – Tak, tak, tak, tak, TAK!


Co dwie głowy, to nie jedna

Hania właśnie uczyła Myszkę chodzić na dwóch łapach, kiedy zadzwonił telefon.

– Halo?

Usłyszała tylko ciszę.

– Halo? – powiedziała do ciszy.

– Hania? Możesz przyjść na moje urodziny? – spytał jakiś głos.

Był to głos Franka Perełki. Minęły zaledwie dwa dni, odkąd Franek dał Hani zaproszenie.


– Pomyłka – powiedziała Hania, odłożyła słuchawkę i pomachała Myszce przed nosem nowym stoliczkiem od pizzy zawieszonym na sznurku.

Telefon znowu zadzwonił.

– Halo? Czy to dom państwa Humorków?

– Nie teraz, Franek. Właśnie przeprowadzam ważny eksperyment.

– Dobrze. Cześć.

Po chwili telefon zadzwonił po raz trzeci.

– Eksperyment jeszcze się nie skończył! – wrzasnęła Hania do słuchawki.

– Jaki eksperyment? – zdziwił się Rysiek.

– Nieważne.

– Chodźmy do sklepu – powiedział Rysiek. – Chciałem kupić coś do wyklejanki.

U stóp wzgórza znajdował się minimarket, gdzie można było wygrać fajne nagrody w automacie z krówkami ciągutkami – na przykład zmywalne tatuaże i magiczne zabawki.

– Muszę spytać mamę – odrzekła Hania i krzyknęła: – Mamo, mogę iść z Ryśkiem do marketu?!

– Pewnie – odpowiedziała mama.

– Pewnie! – wykrzyknęła Hania do Ryśka, rzucając Myszce stoliczek od pizzy.

– Pójdę z wami – oświadczył Smrodek.

– Nigdzie nie pójdziesz – zaprotestowała Hania.

– Możecie go wziąć ze sobą – powiedziała mama, spoglądając na Hanię z niezadowoleniem.

– Ale on nie ma zielonego pojęcia o przechodzeniu przez Chiny i Japonię – poskarżyła się Hania.


Tylko jej najlepsi przyjaciele wiedzieli, że przy pierwszych pasach znajdowały się Chiny, a przy drugich – Japonia.

– Na pewno uda się wam go nauczyć – powiedziała mama.

– Naucz mnie tego – poprosił Smrodek.

– Spotkajmy się przy studzience kanalizacyjnej – rzuciła Hania do słuchawki.

Studzienka znajdowała się dokładnie w połowie drogi między domami Hani i Ryśka. Latem zmierzyli tę odległość za pomocą sznurka.

Hania wybiegła za drzwi. Smrodek popędził za nią.

Rysiek miał dolara. Hania też miała dolara. Smrodek miał sześć centów.

– Jeżeli się złożymy, starczy nam na osiem krówek – powiedział Rysiek.

– Co dwie głowy, to nie jedna. – Hania roześmiała się. – Rozumiesz? – Wyjęła banknot z kieszeni i wskazała na głowę prezydenta Jerzego Waszyngtona.

– Ja mam sześć głów – powiedział Smrodek, pokazując swoje monety.

– Bo jesteś potworem! Rozumiesz? – Hania i Rysiek wybuchnęli śmiechem.


Pieniądze Smrodka nie wystarczyłyby nawet na jedną krówkę ciągutkę.

– Połamiecie sobie szczęki, jeżeli będziecie chcieli zjeść osiem ciągutek – powiedział Smrodek. – Mogę wam pomóc i zjeść przynajmniej dwie.

– Nam chodzi o nagrodę – wyjaśniła mu Hania.

– Osiem ćwierćdolarówek to osiem szans na wygranie nagrody – dodał Rysiek. – Chciałbym ją umieścić na swojej wyklejance.

– Hej, zaraz! – wykrzyknęła Hania. Właśnie mi się przypomniało! Muszę sobie zostawić tego dolara na plastry.

– Plastry są nudne – powiedział Smrodek. – Poza tym masz ich już z dziesięć milionów. Tata mówi, że w naszej łazience jest więcej plastrów niż w Czerwonym Krzyżu.

– Ale ja chcę zostać lekarką – wyjaśniła Hania. – Jak Elizabeth Blackwell, pierwsza lekarka na świecie. Otworzyła własny szpital. Umiała operować, składać części ciała i tak dalej.

– Części ciała! Ble! To okropne – skrzywił się Smrodek.

– Przez całe lato zbierałaś opakowania po plastrach – wtrącił Rysiek. – Myślałem, że uzbierałaś już dość, żeby je wymienić na tę lalkę lekarza.

– To prawda. Już w lipcu ją zamówiłam. Czekam, aż mi przyślą. Ale teraz chciałabym jeszcze dostać mikroskop. Mogłabym pod nim oglądać krew, strupy, wszystko!

– Kiedy będziemy w Chinach? – spytał Smrodek.

– Jeszcze jesteśmy na ulicy Jeffersona – przypomniał mu Rysiek.

– Poszukajmy przedtem ładnych kamyczków – zaproponował Smrodek.

– Zobaczymy, kto znajdzie najładniejszy – podchwycił pomysł Rysiek.

Cała trójka zaczęła wpatrywać się w ziemię. Hania znalazła pięć różowych żwirków i historyjkę z opakowania gumy do żucia,


z wróżbą: SPODZIEWAJ SIĘ PIENIĘDZY. Rysiek znalazł niebieski klocek lego i kamyk z dziurką w środku – szczęśliwy kamyk!

– Znalazłem czarny diament! – wykrzyknął Smrodek.

– To tylko kawałek węgla – powiedziała Hania.

– To tylko szkiełko – orzekł Ry siek.



– Zaraz! – Hania mrugnęła do Ryśka. – To chyba skała księżycowa! Prawda, Rysiek?

– Tak. Z całą pewnością.

– Są w niej kratery – dodała Hania.

– Skąd się tu wzięła? – spytał Smrodek.

– Spadła z nieba – wyjaśniła Hania.

– Naprawdę?

– Naprawdę – przytaknął Rysiek. – W moim magazynie „Śmieci z Kosmosu” jest napisane, że kiedyś w Arizonie skała księżycowa spadła z nieba i wybiła wielką dziurę w ziemi.

– A w zeszłym roku nasz nauczyciel opowiadał, że kiedyś w Egipcie skała księżycowa trafiła w psa. Naprawdę – zapewniała Hania brata. – Masz szczęście. Skały księżycowe liczą sobie miliardy lat.

– W „Śmieciach z Kosmosu” przeczytałem, że skały księżycowe są z zewnątrz matowe, w środku błyszczące – powiedział Rysiek.


– W takim razie jest tylko jeden sposób, by sprawdzić, czy to faktycznie skała księżycowa – uznała Hania.

Podniosła z ziemi większy kamień, po czym walnęła nim w księżycowy kamyk, który rozłupał się na kawałeczki.

– Roztrzaskałaś go! – krzyknął Smrodek.

– Patrzcie, w środku chyba coś błyszczy! – powiedział Rysiek.

– Widzisz, Smrodek, rzeczywiście znalazłeś prawdziwą skałę księżycową – oznajmiła Hania.

– Ale to już nie jest skała księżycowa! – jęknął Smrodek.

– Spójrz na to inaczej. Teraz masz coś lepszego niz zwykłaskała księżycowa.

– A co może być lepszego? – zdziwił się smrodek.

– Całemnóstwo księżycowego pyłu. – Hania zaczęła się zwijać ze śmiechu, Rysiek też.

– Wracam do domu. – Smrodek zebrał w garście roztrzaskany kamień i napełnił pyłem kieszenie.

 

Hania i Rysiek śmiali się aż do granicy z Chinami, potem tyłem pobiegli do Japonii, a następnie zaczęli skakać na jednej nodze, poklepując się po głowach – aż dotarli do minimarketu.

Wsklepie zrzucili się na jedno małe pudełko plastrów i zostało im jeszcze na dwie ciągutki. Żadne z nich nie wygrało nagrody do wyklejanki Ryśka. Ani krasnala, ani malutkiego komiksu, ani choćby zmywalnego tatuażu.

– Może umieszczę ciągutkę na swojej wyklejance? – zastanawiał się Rysiek. – A ty dołączysz te plastry do swojej?

– Hej, dobry pomysł! – wykrzyknęła Hania.

– Zostało nam jeszcze pięć centów – powiedział Rysiek.

Kupili więc dla Smrodka kuleczkę gumy do żucia.

Kiedy znaleźli się na podjeździe przed domem Hani, podbiegł do nich Smrodek, pobrzękując monetami w kieszeniach. Na schodkach przed wejściem ustawił w rządku brązowe torby na drugie śniadanie.

– Wiecie co?! – wołał Smrodek. – Odkąd wróciłem do domu, zarobiłem trzy dolary!

– Niemożliwe – powiedziała Hania.

– Zobaczmy – dodał Rysiek.

Smrodek opróżnił kieszenie. Rysiek naliczył dwanaście dwudziestopięciocentówek.

– Co jest w tych torbach? – spytała Hania.

– Coś, co chciałby mieć każdy mieszkaniec naszego stanu.

– Ale co takiego sprzedajesz? – dopytywał się Rysiek.

– Pył księżycowy – wyjaśnił Smrodek.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?