Hania Humorek. Tydzień na opakTekst

Z serii: Hania Humorek #14
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek. Tydzień na opak


Ilustracje

Peter H. Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody, Mood Martian

Text © 2014 Megan McDonald

Illustrations © 2014 Peter H. Reynolds

Judy Moody font © 2003 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited,

London SE 11 5HJ

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted, broadcast or stored in an information retrieval system in any form or by any means, graphic, electronic or mechanical, including photocopying, taping and recording, without prior written permission from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Paulina Potrykus-Woźniak, Jolanta Gomółka

Projekt typograficzny, skład i łamanie: GJ-studio Grażyna Janecka

Koordynacja produkcji: Jolanta Powierża

Wydawca prowadzący: Natalia Sikora

Przygotowanie pliku e-booka: Magdalena Wojtas / 88em

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie

niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem

każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony.

Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Wydanie pierwsze, Warszawa 2015

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. +48 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788328111349

Megan McDonald wychowała się w stanie Pensylwania w Stanach Zjednoczonych jako najmłodsza z pięciu córek. Wszyscy w jej rodzinie byli świetnymi gawędziarzami, a ponieważ Megan nigdy nie mogła dojść do słowa, postanowiła zacząć spisywać swoje historie. Megan zrobiła licencjat z literatury dziecięcej, a zanim zajęła się pisarstwem, pracowała w księgarniach, bibliotekach i szkołach. Mieszka w Kalifornii ze swoim mężem Richardem.

Peter Reynolds, wraz ze swym bratem bliźniakiem Paulem, od siódmego roku życia tworzył i „publikował” we własnych gazetach, książkach i magazynach. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Massachusetts, a następnie założył własną firmę. Peter mówi, że jego misja to „opowiadać historie, które mają znaczenie”. Mieszka w Massachusetts.

Dla Ann Stott

M.M.

TK

P.H.R.



Paskudny humorek

Hania Humorek miała humorek. Humorek z kwaśną minką. Humorek ze złą minką. A wszystko dlatego, że w tym dniu rozdano szkolne zdjęcia.

Jeżeli Smrodek wejdzie do jej pokoju, na pewno spyta o szkolne zdjęcia. A jeśli będzie chciał obejrzeć jej zdjęcie, zobaczy, że Hania pozowała w koszulce z napisem JESTEM DZIEWCZYNKĄ WRRR. (Tej samej, którą dziś miała na sobie). A jeśli zobaczy, że pozowała do zdjęcia w warczącej koszulce, zauważy też, że wygląda na nim jak Wielka Stopa. Potargana, z włosami opadającymi na twarz i oczy.

Mama i tata na pewno nie będą zadowoleni.

– Chcielibyśmy mieć chociaż jedno ładne szkolne zdjęcie naszej córeczki – powiedział tata tego ranka.

– Może w tym roku nam się poszczęści – z nadzieją w głosie dodała mama.

Ale w trzeciej klasie nic się nie zmieniło.

Hania rozłożyła na podłodze wszystkie swoje szkolne zdjęcia, od najstarszego po Wielką Stopę. Rzeczywiście nie było najlepiej. Wyglądała na nich tak:


Gdyby tak rodzice w tym roku zapomnieli o zdjęciu! Marne szanse. Może by powiedzieć, że pies je zjadł? Ale przecież nie mają psa, jest tylko kotka Myszka. A może powiedzieć, że szkolny łobuz usunął wszystkie zdjęcia z dysku głównego komputera? Nie, to też nie przejdzie.

Co gorsza, na lekcji Rysiek zabrał jej to „potargane” zdjęcie i nie chciał oddać. Przekazał je Frankowi, na co Hania jęknęła i zerwała się z ławki, zamiast skupić się na matematyce. A wtedy pan Łopuch wypowiedział TO słowo.

„Antarktyka”.

Była to ławka w ostatnim rzędzie, w której siadali niegrzeczni uczniowie, żeby się uspokoić. Hania wylądowała tam już trzeci raz w tym tygodniu! Jeszcze nigdy w życiu nie odwiedziła Antarktyki tak wiele razy w tak krótkim czasie.

Na samą myśl o tym poczuła, jak żołądek zawiązuje jej się na supeł.

I właśnie dlatego ona, Hania Humorek, miała humorek. Humorek na dzierganie na palcach, a nie na myślenie o szkolnych zdjęciach. Chciała teraz posiedzieć sama. I żeby żaden paskudny młodszy brat nie przeszkadzał jej, jak natrętny komar. Bzzz! Głos Smrodka ciągle bzyczał jej w uchu.

Ulubionym miejscem Hani, gdzie mogła razem z Myszką zwinąć się w kłębek, była prycza górnego łóżka, ale Smrodek na pewno by ją tam znalazł. Hania przekopała się przez sterty klapek i brudnych ubrań do swojej drugiej ulubionej kryjówki – w głębi garderoby. Włożyła do buzi kawałek metrowej gumy do żucia Smrodka.

– Myszko, nie patrz tak na mnie. Czego Smrodek nie widzi, to mu nie sprawi przykrości.

Hania kawałek szarobrązowej włóczki zaczepiła o kciuk, a Myszka uderzała łapką wydziergany już przez Hanię łańcuch.

Nad. Pod. Nad. Pod. Do tyłu. Dziergu-dziergu-dzierg. Hania pociągnęła za długi kawałek jabłkowo zielonej włóczki, który zwisał z jej lewej dłoni. Jej palce dosłownie furkotały w powietrzu. Ona, Hania Humorek, potrafiła dziergać na palcach najszybciej w całym miasteczku nad jeziorem Żabie Udko w stanie Wirginia. Najszybciej na całym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Może nawet najszybciej na całym świecie!


Dzierganie na palcach było super! Nie potrzebowała do tego drutów. Owijała włóczkę wokół palców, raz, dwa, trzy, cztery, i z powrotem, nad, pod, przez... tak jak ją nauczyła babcia Lusia podczas wielkiej ciemności, jaka zapadła, kiedy przez ich okolicę przechodził huragan Elmer.

Garderoba była sekretnym pokoikiem Hani i należała tylko do niej. Było w niej nawet okno. Małe, okrągłe, zupełnie takie jak na statkach. Na okrętach i pirackich żaglowcach.

Statek płynął przez błękitny ocean, podskakując na falach, pod niebem pełnym chmurek z pianki. Hania i Myszka kołysały się na hamaku, którym poruszał lekki wietrzyk. Aż tu nagłe w statek uderzyła olbrzymia fala i...

Myszka za burtą!

Hania rzuciła Myszce łańcuch z włóczki i mocno pociągnęła...


– Smrodek! – Pojawienie się brata wyrwało ją z marzeń na jawie. Aż jej guma wypadła z buzi. – Przez ciebie wyleciała mi guma!

– Skąd masz tę gumę? – spytał Smrodek.

– Znikąd. To guma ABC. – Hania podniosła ją i włożyła z powrotem do ust. – A właściwie jak mnie tu znalazłeś?

– Zwyczajnie. Poszedłem za tym łańcuchem z włóczki.

Długi kolorowy łańcuch, który Hania wydziergała na palcach, prześlizgnął się, niczym wąż, po podłodze garderoby, wspiął się na sterty książek i góry zabawek, owinął wokół Skarpetkowej Góry i wypełzł przez drzwi.

– Zły pomysł. Mam paskudny humorek.

– Skąd miałem wiedzieć?


– Wskazówka pierwsza, druga i trzecia: widzisz te zawieszki na gałce u drzwi?

– Ojej. Myślałem, że chodzi o szkolne zdjęcia.

– O to też.

– Ktoś tu ma fatalny humorek.

– Bingo!

– Co ja na to poradzę, że nie czytam zawieszek na drzwiach?

– Mam pomysł – powiedziała Hania. – Kiedyś mama przeczytała mi książkę Louisy May Alcott...

– Louisy May jakiej?

– To ta znana autorka najsłynniejszej na świecie książki pod tytułem Małe kobietki.

– Super. To o miniaturowych ludzikach? Które mieszkają w pudełkach od zapałek i kąpią się w naparstkach? I kolegują z krasnoludkami?

– NIE! W każdym razie to powszechnie znany fakt, że Louisa May miewała humorki. Możesz spytać, kogo chcesz. Miała taką poduszkę-kiełbaskę...

– Dziwne.

– Była to podłużna cienka poduszka. Kiedy stała pionowo, oznaczało to, że Louisa May jest szczęśliwa i ma dobry humorek: „Zapraszam do środka”. Ale jeśli leżała płasko, to ho, ho, ho, uwaga! To znaczyło: „Nie przeszkadzać”. Wtedy Louisa May miała paskudny humorek. – Hania rozejrzała się i złapała włochatą poduszkę. – Widzisz? To będzie moja humorkowa poduszka. Nasz sygnał. Jeśli zobaczysz, że stoi oparta o coś, będziesz wiedział: „Mam dobry humorek. Zapraszam do środka”. Ale jeżeli położę ją płasko, to znak: „Paskudny humorek”. To o wiele lepsze niż zawieszki na drzwiach.

 

– A co, jeżeli poduszka będzie stała, ale powieje huragan i poprzewraca wszystko? Albo jeżeli przyjdzie olbrzymi potwór, jeszcze większy niż King Kong, podniesie nasz dom, potrząśnie nim jak pudełkiem zapałek i poduszka się przewróci?

– No dobrze. – Hania wyjęła z piórnika pisak. Położyła poduszkę na kolanach. Na jednej stronie narysowała uśmiechniętą buźkę, „dobry humorek”. Na drugiej narysowała smutną buźkę, „paskudny humorek”. – To moja humorkowa poduszka. Uśmiechnięta buźka oznacza: „Zapraszam do środka”. Smutna buźka oznacza: „Idź sobie”. Hania oparła poduszkę o ścianę, smutną buźką na zewnątrz. – Smrodku, poduszka przemówiła.


Smrodek się skrzywił.

– Rozumiem, rozumiem. Chciałem tylko spytać, czy mogę pożyczyć twoje pisaki.

– Są w piórniku, Smrodzisławie.

– Robię koszulkę na jutrzejszy Dzień na Opak.

Dzień na Opak! Był to jeden z ulubionych dni Hani w całym roku, obok prima aprilis (wtedy miała urodziny) i Dnia Przyjaźni z Kosmitami.

Hania odwróciła poduszkę, która się uśmiechnęła.

Ona też miała pomysł na Dzień na Opak. Doskonały pomysł. Pomysł, który nie miał nic wspólnego z paskudnym humorkiem.


Dzień na Opak

Następnego dnia rano Smrodek zajrzał do pokoju Hani. Miał na sobie czapkę baseballową i spodnie włożone tyłem do przodu. Śpiewał „Łodziaj, łodziaj, koładziaj swoją kołyszą”. I był w T-shircie z napisem KEDORMS.

– Kedorms Humorek. Fajne – powiedziała Hania. Podniosła palec, którym dziergała swój włóczkowy łańcuch. – Hej! Mogłabym cię nauczyć dziergać na palcach.

– KEDORMS to SMRODEK napisany wspak – wyjaśni! Smrodek.

– Super! – wykrzyknęła Hania. – Chciałabym, żeby moje imię napisane wspak też tak brzmiało.

Zaczęła szukać szczotki do włosów. To był jej pomysł numer jeden na Dzień na Opak.

– Haniu, co ma cztery nogi i robi uum, uum?

– Głodna zebra? – spytała Hania.

– NIE! To krowa na opak!

Hania wybuchnęła śmiechem.

– Bardzo śmieszne, Kedorms.

– Naprawdę? Poważnie? Dzięki! Moje żarty nigdy cię nie śmieszyły.

Udawanie, że żarty Smrodka ją śmieszą, było pomysłem numer dwa.

Smrodek pobiegł do swojego pokoju i wrócił z metrową gumą do żucia.

– Proszę. To dla ciebie. Zostało prawie sześć centymetrów.

– Naprawdę?

– Za to, że pożyczyłaś mi swoje pisaki. I że śmiałaś się z mojego żartu – powiedział Smrodek i pobiegł na dół.

Pomysł numer trzy: Hania zdjęła koszulkę z napisem JESTEM DZIEWCZYNKĄ WRRR i wepchnęła ją do dolnej szuflady komody, po czym spokojnie zaczęła się zastanawiać, co włożyć zamiast niej. W końcu się ubrała i przejrzała w lustrze. Raz. Dwa. Trzy razy. „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najbardziej na opak w świecie?”.

Zbiegła do kuchni i chwyciła pudełko z drugim śniadaniem.

Na jej widok mamie aż szczęka opadła.

– Na Jowisza!

– Na ducha Juliusza Cezara! – wykrzyknął tata.

– Co się stało z twoimi włosami? – spytał Smrodek. – Jesteś Kleopatrą czy co?

– Nie. Nie rozumiesz? – Hania obróciła się dokoła, żeby rodzina mogła zobaczyć ją w całej okazałości.

Jej włosy już nie przypominały ptasiego gniazda. Były wyszczotkowane i zupełnie nie wyglądały jak fryzura Wielkiej Stopy. Hania spięła je też najprawdziwszymi wsuwkami, jakich nie powstydziłaby się nawet Nancy Drew, dziewczynka detektyw. Do tego Hania odpowiednio się ubrała. Żadnych tygrysich pasków. Żadnego rekina. Nawet skarpetki pasowały do tenisówek. I założyła tylko jeden zegarek.


– Już wiem! – wykrzyknął Smrodek. – Jesteś Julką Wróbel! Nie, zaraz. Nie rozumiem. Co w tym ma być na opak?

– No przecież jestem przeciwieństwem samej siebie.

– Kochanie, wyglądasz wspaniale – powiedziała mama. – Dziękuję, że się uczesałaś.

– Ledwo poznałem własną córkę – odezwał się tata.

– Codziennie jesteś na opak, więc w Dniu na Opak udajesz normalną? – spytał zaciekawiony Smrodek.

– Coś w tym rodzaju – odparła Hania. Pokazała mu palec, na którym miała czarodziejski pierścień. – Zobacz. Pomalowałam go fioletowym lakierem do paznokci. Przypomina mi, że przez cały dzień powinnam mieć doskonały humorek.

– Ale z ciebie grzeczna niunia. – Smrodek parsknął śmiechem.

– Brawo, Haniu – pochwaliła ją mama.

– Dzieci, nie spóźnijcie się na sub – powiedział tata.

– Słucham? – zdziwił się Smrodek.

– Bardzo śmieszne, tato. Smrodek, „sub” to „bus” wspak – wyjaśniła Hania bratu i wybiegła do subu, przytrzymując wsuwki we włosach.


Kiedy Hania i Rysiek podeszli do sali klasy III t, zobaczyli, że jest tam klasa III d. Na drzwiach wisiała tabliczka z napisem POKÓJ PANA HCUPOŁA. Gdy weszli, okazało się, że biurko pana Łopucha stoi pod tylną ścianą, a terraria ze świnkami morskimi są przed tablicą. Alfabet na tablicy informacyjnej zaczynał się od litery Ż! Na tablicy widniało bardzo dziwne zdanie. KOBYŁA MA MAŁY BOK. Coś takiego!


– Cześć, Humorek. Cześć, Zyga. Co wy na to? — spytał pan Łopuch.

– Dlaczego mówi pan do mnie po nazwisku? – spytał Rysiek.

– Bo dziś wszystko jest na opak! – zawołała Hania. – Prawda, proszę pana?

– Prawda. A ja dziś jestem pan Hcupoł. – Pan Łopuch zachichotał. Miał na sobie koszulę w groszki, a krawat wisiał mu na plecach. – Jak wam się podoba mój krawat?

– Robi się coraz dziwniej – mruknął Rysiek.

– Humorek, wyglądasz jakoś inaczej – zauważył pan Łopuch.

– Uczesałam się, a skarpetki pasują mi do butów! – powiedziała Hania.

– Bardzo ładnie wyglądasz na opak stwierdził pan Łopuch.

Franek włożył ubrania na lewą stronę. Nawet plecak przewrócił na lewą stronę. Kucyk Julki Wróbel sterczał prosto do góry.

– A ja nie ubrałam się na różowo – powiedziała Julka.

Obok Hani usiadła Mania Pisania. Okulary założyła na tył głowy.

– Pan Łopuch powiedział, że dziś mogę być w twojej klasie.

– Bomba! – zawołała Hania.

Dzień na Opak zapowiadał się super! Długa przerwa była przed obiadem, a nie jak zwykle po nim.

Na lekcji angielskiego dzieci musiały literować wszystkie słowa wspak. Hania dostała słowo „kajak”.

– K-A-J-A-K. – W klasie zrobiło się cicho jak makiem zasiał. – Zaraz. To słowo pisze się tak samo w jedną i w drugą stronę – zauważyła Hania. – Nabrał mnie pan!

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

– To się nazywa palindrom – wyjaśnił pan Łopuch. – Czy przychodzi wam do głowy inne słowo, które pisze się tak samo od końca? Perełka?

– Kok – powiedział Franek.

– Pisania?

– Mim – powiedziała Mania.

– Czajka?

– Ala – powiedziała Ala.

Dzieci roześmiały się jeszcze głośniej.

– Bardzo dobrze – podsumował pan Łopuch, a potem wskazał to dziwne zdanie na tablicy. KOBYŁA MA MAŁY BOK. Julka Wróbel podniosła rękę. – Wróbel?

– Całe to zdanie brzmi tak samo, kiedy przeczyta się je od końca! – powiedziała Julka.

– Ojej. Jak szybko to odgadłaś! – pochwaliła ją Hania.

Wyjątkowa uprzejmość wobec Julki Wróbel też była czymś na opak.

Na matematyce pan Łopuch podał uczniom odpowiedzi, a oni mieli wymyślić pytania. Na lekcji poświęconej cichej lekturze nawet nie musieli być cicho.

Klasa III d, a nie III t, poszła tyłem do pracowni plastycznej. Wszystkie rysunki wisiały do góry nogami! Potem dzieci musiały położyć się na podłodze i rysować na papierze przyklejonym do spodu blatów ławek.

Na przerwie obiadowej Hania usiadła ze swoimi przyjaciółmi. Julka Wróbel podeszła do nich, niosąc swoją z tacę z obiadem.

– Twój obiad jest na opak – powiedziała Hania. – Teraz jemy śniadanie!

Rysiek, Franek i Mania otworzyli swoje pudełka z drugim śniadaniem. Rysiek spojrzał na Franka. Franek spojrzał na Manię. Mania spojrzała na Hanię.

– Nie złość się — powiedział Franek.

Hania zerknęła na swój pierścień. Fioletowy. Przypomniała sobie, że dziś nie wolno jej mieć paskudnego humorku.

– Dlaczego miałabym się złościć?

– Sznurkowy ser – powiedzieli Rysiek i Mania jednocześnie.

– Dlaczego ktoś miałby się złościć z powodu sznurkowego sera? – zdziwiła się Julka.

– Nie słyszałaś o aferze ze sznurkowym serem z zeszłego tygodnia? – spytał Rysiek. – Widzisz, ja, Franek i Mania zawsze dostajemy sznurkowy ser na drugie śniadanie. Lubimy go zginać, rozciągać i robić z niego różne rzeczy, na przykład serowe katapulty.

– A czasami pleciemy z niego warkocze – dodała Mania. — I robimy bransoletki.

– Hania się złości, bo nie może pobawić się swoim jedzeniem – wyjaśnił Rysiek.

– Nigdy nie dostaję sznurkowego sera na drugie śniadanie – wtrąciła Hania.

– Któregoś dnia w zeszłym tygodniu Hania złapała mój ser – opowiadał Franek. – Rzuciła go na sam środek stołówki. Jakiś chłopiec się na nim poślizgnął i Czwartkowa Pani Kucharka nakrzyczała na Hanię.


– Wszyscy wiedzą, że Czwartkowa Pani Kucharka jest straszna — dodała Julka.

– Halo! Dziś jest Dzień na Opak. Robię wszystko na opak, więc nie zamierzam złościć się z powodu sera. Nie zamierzam ani przez chwilę mieć paskudnego humorku.

– Przez cały dzień? – spytał Rysiek.

– Przez cały dzień? – zawtórowali mu Mania i Franek.

– Przez cały dzień. Caluteńki.

– Uff. – Rysiek odetchnął z ulgą.

– Uff. – Mania i Franek też odetchnęli.

– To dlatego byłaś dla mnie taka miła na angielskim? – spytała Julka.

Hania tylko się uśmiechnęła.

Przyjaciele Hani wyjęli swój pyszny sznurkowy ser.

Julka wydobyła z plecaka różową słomkę.

– To Magiczna Słomka. Przemienia zwykłe białe mleko w różowe mleko truskawkowe. Czary.

– Bomba – powiedziała Hania.

Pociągnęła za skórkę na plasterku kiełbasy w swojej nudnej kanapce. Upiła łyk nudnego, wcale nie magicznego mleka. Ale nie wpadła w paskudny humorek. Szkoda, że nie miała przy sobie włóczki. Mogłaby podziergać na palcach, żeby nie zrobić się zielona z zazdrości.

Na placu zabaw Hania chciała poskakać do tyłu w gumę, ale bała się, że powypadają jej wsuwki z włosów. W klasie uporządkowała swoją ławkę. Książki po lewej stronie, zeszyty po prawej. Założyła osobną teczkę do pracy w szkole i do pracy domowej. I narysowała uśmiechnięte buźki na kilku kredkach-potworkach, które zatemperowała. Kiedy skończyła, wysypała wiórki z temperówki do kosza – i nikt nie musiał jej o tym przypominać!

Przez cały dzień bardzo się starała, żeby nie wpaść w paskudny humorek. Nie nazwała Julki „Panną Mądralińską”. Nawet wtedy, kiedy Julka dostała trzy naklejki z napisem „Wzorowy Trzecioklasista”. Hania była taka grzeczna, że ani razu nie trafiła na Antarktykę!

Jej czarodziejski pierścień przez cały, caluteńki dzień pozostał fioletowy. Kiedy odprysnął z niego kawałeczek lakieru, Hania zobaczyła, że i pod nim pierścień jest fioletowy. Naprawdę!

Pod koniec dnia pan Łopuch powiedział:

– Haniu, zrobiłaś dziś kawał dobrej roboty. Tak trzymać. I zawsze bądź w tak doskonałym humorku!

Hania dostała trzy naklejki „Dobra Praca”. Mogła je wymienić na trzy inne: „Grzeczność”, „Uprzejmość” i „Wzorowy Trzecioklasista”! Albo na jeden ołówek z symbolem pokoju!


Ona, Hania Humorek, była Pierwszą Damą Dnia na Opak, Królową Dobrego Humorku. Ten dzień był tak udany, że Hania wpadła na pewien pomysł. A gdyby tak przez cały tydzień zachowywać się na opak? Skoro przez cały dzień mogła mieć dobry humorek, to dlaczego nie podnieść poprzeczki i nie być w dobrym humorku przez cały TYDZIEŃ?

 

Potraktuje to jak zawody. Zawody z samą sobą. Grę, konkurs, rekord świata w wersji mini, o którym będzie wiedziała wyłącznie ona sama.

„To będzie mój i tylko mój sekret”.

Jedno było absolutnie, stuprocentowo pewne – nie będzie to bułka z masłem. Ale nikomu o tym nie powie – na wypadek gdyby, odpukać w niemalowane drewno, mimo wszystko jej się nie udało.

Nie powie nawet Ryśkowi. Nawet Frankowi. I z całą pewnością nie Smrodkowi.

Jeżeli nikt się nie dowie, nikt też nie będzie mógł powiedzieć: „A nie mówiłem?”. Jej przyjaciele, rodzice i nauczyciele osłupieją ze zdziwienia.

Uważajcie, ludziska! Oto nowa, udoskonalona Hania, która nie wie, co to paskudny humorek!

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?