Hania Humorek ratuje światTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hania Humorek ratuje świat
Hania Humorek ratuje świat
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 37,98  30,38 
Hania Humorek ratuje świat
Hania Humorek ratuje świat
Hania Humorek ratuje świat
Audiobook
Czyta Julia Kamińska
22,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek ratuje świat


Ilustracje

Peter Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody Saves the World!

Text © 2002 Megan McDonald

Illustrations © 2002 Fable Vision, LLC/ Peter H. Reynolds

Judy Moody Font © 2000 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited, London SE 11 5HJ.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted,

broadcast or stored in an information retrieval system in any form

or by any means, graphic, electronic or mechanical, including

photocopying, tapin gand recording, without prior written permission

from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2004

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i łamanie: Grażyna Janecka

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166668

Megan McDonald wychowała się w stanie Pensylwania w Stanach Zjednoczonych jako najmłodsza z pięciu córek. Wszyscy w jej rodzinie byli świetnymi gawędziarzami, a ponieważ Megan nigdy nie mogła dojść do słowa, postanowiła zacząć spisywać swoje historie. Megan zrobiła licencjat z literatury dziecięcej, a zanim zajęła się pisarstwem, pracowała w księgarniach, bibliotekach i szkołach. Mieszka w Kalifornii ze swoim mężem Richardem.

Peter Reynolds, wraz ze swym bratem bliźniakiem Paulem, od siódmego roku życia tworzył i „publikował” we własnych gazetach, książkach i magazynach. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Massachusetts, a następnie założył własną firmę. Peter mówi, że jego misja to „opowiadać historie, które mają znaczenie”. Mieszka w Massachusetts.

Dla Richarda

M.M.

Dla wszystkich bibliotekarzy,

którzy wierzą,

że Świetna historia

może uratować świat!

P.R.




Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Konkurs Zwariowanych plasterków

Hania Humorek nie wyruszyła na ratunek światu. Postanowiła wygrać konkurs. Konkurs na najładniejszy plasterek.

Otworzyła swoją torbę lekarską. Gdzie się podziało pudełko z plasterkami? Wyjęła malutki młoteczek do sprawdzania odruchów.

– Hej, mogę spróbować? – spytał Smrodek, wchodząc do pokoju siostry.

– Smrodek, nie słyszałeś nigdy o pukaniu?

– Pewnie. „Puk-puk! Kto tam?”.

– Nie chodziło mi o żaden dowcip – odparła Hania. – Młodszy brat powinien to zawsze zrobić, zanim wejdzie do pokoju starszej siostry.

– To znaczy, że mam powiedzieć dowcip tylko po to, żeby wejść do twojego pokoju? – zdziwił się Smrodek.

– Nieważne – zniecierpliwiła się Hania.

– Kto jest nieważny?

– Posłuchaj, Smrodek! Po prostu usiądź na łóżku i załóż nogę na nogę – powiedziała Hania. – Zbadam twoje odruchy.

– Proszę, tylko mnie znowu nie badaj! – poprosił Smrodek.

– Och, daj spokój.

Hania stuknęła brata młoteczkiem w kolano. Stopa Smrodka wystrzeliła do przodu i uderzyła Hanię w nogę.


– Hej! – oburzyła się Hania. – Kopnąłeś mnie! Co ty sobie wyobrażasz? Że jesteś kazuarem?

– Ka... co?

– Ka-zu-arem. Nauczyłam się tego na przyrodzie. To taki wielki ptak z australijskich lasów, który nie umie fruwać, więc kopie swoich wrogów.

– Nie jestem żadnym ka-coś-tam – obraził się Smrodek. – Po prostu mam dobre odruchy.

Hania rzuciła bratu groźne spojrzenie godne anakondy.

– Nieważne – powiedziała, odkładając młoteczek.

Smrodek sięgnął do torby lekarskiej i wyjął plasterki.

– Smrodek! Prosiłam, żebyś mi nie podbierał plasterków! Teraz pudełko jest zupełnie puste. Wszystkie plasterki ZNIKNĘŁY. Mówiłam, że włożę ci rękę w gips, jak nie przestaniesz kraść moich rzeczy.

Smrodek nie chciał znowu mieć ręki w gipsie. Zwłaszcza że wcale nie była złamana.

– Daj mi to – powiedziała Hania, odbierając Smrodkowi pudełko. – Chcę przeczytać o konkursie.

– O konkursie? A co trzeba zrobić?

Hania odczytała tekst na pudełku.

Piąty Doroczny Konkurs

Zwariowanych Plasterków!

Zaprojektuj własny bandaż.

Stwórz własny Zwariowany Plasterek.

Narysuj go ołówkiem,

kredkami lub flamastrami.

Wymyśl coś ciekawego! Idź na całość!

Zaszalej! Bądź sobą!


– To znaczy, że mamy coś narysować, żeby wziąć udział w tym konkursie? – spytał Smrodek. – A jakie są nagrody?

Hania czytała dalej:

Trzynaście najlepszych projektów

zostanie wydrukowanych na plasterkach.

Wyobraź to sobie – dzieci w całym kraju

będą mogły nosić TWOJE pomysłowe,

kolorowe Zwariowane Plasterki.

– I to wszystko? – rozczarował się Smrodek.

– Bomba! – wykrzyknęła Hania. – Ja, Hania Humorek, mogę stworzyć własny Zwariowany Plasterek.

– Ale musi być jakaś nagroda – upierał się Smrodek, wyrywając Hani pudełko.

– Wyobraź sobie tylko. Kolana, kostki i łokcie w całym kraju będą oklejone oryginaslnymi plastrami projektu Hani Humorek. Nawet Elizabeth Blackwell, pierwsza kobieta lekarz, nie stworzyła własnego plasterka.

– Ojej! – wykrzyknął Smrodek. – A zanim staniesz się bardzo sławna, czy pożyczysz mi kilka cienkopisów?

– Po co ci one?

– Ja też chcę narysować plasterek. Tutaj jest napisane, że główna nagroda to łyżworolki.

– Łyżworolki?! Pokaż!

Pierwsze miejsce: Zwariowany Plastetek Roku!

Łyżworolki. Twój projekt przez jeden rok

będzie drukowany na Zwariowanych Plasterkach.

Drugie i trzecie miejsce:

Zwariowany Plastetek Miesiąca!

Okulary przeciwsłoneczne. Twój projekt

przez jeden miesiąc będzie drukowany

na Zwariowanych Plasterkach.

Wszyscy uczestnicy otrzymają Dyplomy Honorowe.

– Smrodek, każdemu wolno marzyć. W całych Stanach Zjednoczonych tylko jedno dziecko dostanie łyżworolki.

– No i co z tego?

– Pomyśl o tych dzieciach, które wygrały w zeszłym roku. Niektóre mają po dziesięć lat. Jedenaście. Jedno ma nawet trzynaście. To już nastolatek. A ty masz dopiero siedem.

– I trzy miesiące – uściśliłł Smrodek.

– Musiałbyś być drugim Picassem, żeby wybrali twój projekt.

– Kim?

– No wiesz, tym facetem, który malował samych niebieskich ludzi.

– W takim razie pożycz mi niebieski flamaster – poprosił Smrodek.

Hania wysypała na podłogę wszystkie swoje kolorowe ołówki i mazaki. Smrodek złapał pierwszy niebieski flamaster, jaki mu wpadł w rękę, i zaczął rysować.

– Co rysujesz?

– Nietoperze – powiedział Smrodek. – Niebieskie nietoperze.

– Sam jesteś nietoperz. Nikt nie lubi nietoperzy.


– Nietoperze zjadają miliony owadów – wyjaśnił Smrodek. – Ludzie powinni lubić nietoperze.

– Wiem. Mówię tylko, że nietoperze nie spodobają się nastolatkom.

Smrodek dalej rysował nietoperze.

– Ale mają wielkie uszy – zauważyła Hania.

– Bo to wirgińskie nietoperze gacki.

– Aha.

Smrodek ładnie rysował, ale Hania nie chciała, żeby sobie ubzdurał, że jest jakimś geniuszem. Musiała wymyślić coś równie dobrego jak obrazy Picassa. Co będzie lepsze od obrzydliwych nietoperzy. Lepsze od tego, co mógłby narysować nastolatek. Chciała, żeby jej, Hani Humorek, Zwariowany Plasterek zobaczyli ludzie w całym kraju. Na całym świecie. W całym wszechświecie.

– Smrodek, przestań piszczeć.

– To te flamastry.

– Przez to piszczenie w ogóle nie mogę myśleć – poskarżyła się Hania.

Obejrzała na pudełku zeszłoroczne zwycięskie projekty. Były wśród nich biedronki, kwiaty, piłki nożne, tęcze i pacyfki. Wszystkie takie radosne. Hania usiłowała wymyślić coś równie wesołego na swój plasterek.

 

Narysowała uśmiechnięte buzie. Żółte, czerwone, niebieskie, zielone i fioletowe. Pod spodem napisała: ZWARIOWANE PLASTERKI LECZĄ ZŁE HUMORKI.


– Wszyscy rysują uśmiechnięte buzie – powiedział Smrodek.

– Jacy wszyscy?

– Dorotka Silna z mojej klasy. I nastolatki.

Smrodek miał rację. Uśmiechnięte buzie nie są na tyle pomysłowe, by dekorować nimi zadrapania milionów ludzi. Uśmiechnięte buzie nie są na tyle pomysłowe, by dostać za nie łyżworolki. Uśmiechnięte buzie to nie Picasso.

Hania odwróciła do góry nogami kartkę z projektem plasterka. Uśmiechnięte buzie zmieniły się w skrzywione.

– Kto by chciał nosić takie naburmuszone plasterki? – powiedział Smrodek.

– WRRR! – warknęła Hania.

– Spodobają się, jeżeli coś będą oznaczać. Ale jakoś nie mogę wymyślić, o czym mogą mówić moje plasterki z nietoperzami.

– A PLASTERKOWE SZALEŃSTWO?

– To świetne! – uradował się Smrodek. – Dzięki!

Smrodek już skończył swój projekt, a Hania nadal nie miała żadnego pomysłu. Nic jej nie przychodziło do głowy.

– Wyślijmy to – powiedział Smrodek.


Świeże powietrze! O to chodzi! Może jej mózg po prostu potrzebował trochę zwykłego tlenu?

Kiedy szli do skrzynki pocztowej, Smrodek spytał:

– Jak myślisz, wygram?

– A co ja jestem? Kryształowa kula? – prychnęła Hania.

– Jak myślisz, ile to może potrwać? – spytał znowu, wrzucając kopertę do dużej niebieskiej skrzynki.

– Na pewno dłużej niż sekundę – mruknęła Hania.

W drodze do domu Hania wielkimi haustami wdychała świeże powietrze.

– Wyglądasz jak złota rybka w sedesie – powiedział Smrodek.

Wszystko na nic. Świeże powietrze nie pomagało. A przez to jeszcze wyglądała jak złota rybka w sedesie.

Projekt Smrodka był już w skrzynce pocztowej. A jeżeli brat wygra konkurs? A jeżeli jej nie przyjdzie do głowy żaden pomysł?

Ona, Hania Humorek, wpadła w paskudny humorek.

Bananowe szaleństwo

Przez całą sobotę i całą niedzielę Hani nie przyszedł do głowy ani jeden ciekawy pomysł na Zwariowany Plasterek, który byłby godny nagrody. W poniedziałek rano, kiedy tylko znalazła się na przystanku autobusowym, Hania opowiedziała o konkursie Ryśkowi, swojemu najlepszemu przyjacielowi.

– Pomóż mi coś wymyślić!

– Już wiem – powiedział Rysiek. – A może znikający plasterek? Przyklejasz go sobie na ręce, ale jest przezroczysty, więc go nie widać.


– Bomba! – wykrzyknęła Hania. – Znikający plasterek! Dobre!

– Jak zamierzacie wygrać ten konkurs, skoro sędziowie nawet nie zobaczą plasterka? – spytał Smrodek.

– Racja – przyznała Hania. – Aja przecież chcę, żeby cały świat zobaczył zwycięski projekt Hani Humorek.


Po przyjściu do szkoły Hania chciała natychmiast spytać Franka Perełkę o jego pomysły, ale zaraz rozległ się dzwonek, a ona wolała nie dostać kolejnej białej kartki za rozmawianie na lekcji. Kiedyś, gdy zebrała aż trzy białe kartki, musiała zostać po lekcjach i pomóc panu Łopuchowi w czyszczeniu akwarium. Ileż razy można myć akwarium?

Wysłała więc do Franka liścik o konkursie. Na dole kartki dopisała: „PS Tylko żeby nie przeczytała tego Julka Wróbel!”.

– Dzieci, proszę o uwagę – powiedział pan Łopuch. – Wróćmy do naszej rozmowy o środowisku. Wszędzie wycinane są lasy równikowe. Kiedy bierzecie lekarstwo, bawicie się piłką albo nadmuchujecie balon, korzystacie z czegoś, co pochodzi z lasów równikowych. A tutaj, w naszym kraju, na miejscu drzew pojawiają się supermarkety, ptaki znikają, a nam brakuje miejsca na składowanie śmieci. Dzisiaj zastanowimy się nad sposobami ratowania naszej planety. Niekiedy dobrze zaczynać od drobiazgów. Od naszego własnego domu. I szkoły. Macie jakieś pomysły?

– Nie zostawiajmy zapalonych świateł – powiedziała Agnieszka.

– Oddawajmy zużyte zeszyty do skupu makulatury – dorzucił Franek.

– I puste puszki, i butelki, i tak dalej – dodał Leszek.

– Przemieniajmy śmieci w ziemię – powiedział Rysiek.

– Tak, to się nazywa „kompostowanie” – wyjaśnił pan Łopuch.


Hania podniosła rękę, przy okazji zrzucając na podłogę swój zeszyt.

– Sadźmy drzewa!

– Nie śmieć – pouczyła ją Julka Wróbel.

– Ja wcale nie śmiecę – zaprzeczyła Hania, podnosząc zeszyt.

Wykreśliła nazwisko Julki i zmieniła je na „Bubel”. Julka Bubel Wróbel niekiedy okropnie działała jej na nerwy.

– Świetnie! – pochwalił ich pan Łopuch. – Macie bardzo dobre pomysły. Rozejrzyjcie się, po własnych domach, szkole, placu zabaw, nie tylko po tej klasie. Jak pomóc naszej planecie? Co zrobić, żeby na świecie było przyjemniej? Każdy z nas może mieć w tym swój udział. Nawet jedna osoba potrafi wiele zmienić.

Jedna osoba! Skoro wystarczy tylko jedna osoba, to ona, Hania Humorek, uratuje cały świat!

Wiedziała, od czego musi zacząć. Od skórki banana.


Tego popołudnia w drodze do domu Hania spytała Ryśka:

– Możesz do mnie przyjść i zjeść trochę bananów?

– Pewnie – powiedział Rysiek. – A po co?

– Na kompost.

– W takim razie zjem dwa!

W kuchni Hania i Rysiek zjedli po półtora banana. A ostatnim, czwartym, nakarmili Myszkę, kotkę Hani. Potem Hania wyrzuciła wszystkie skórki do kosza.

– Może przyczepimy do kosza tabliczkę z napisem PRZEMIENIAJ ŚMIECI W KOMPOST? – zaproponował Rysiek.


– Bomba! – wykrzyknęła Hania. – Jutro możemy powiedzieć panu Łopuchowi, że zaczęliśmy uzdrawiać świat.

– Super – ucieszył się Rysiek.

– Chwileczkę. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam? UZDRÓW ŚWIAT! To jest to!

– To znaczy co?

– Moje hasło na konkurs Zwariowanych Plasterków. Zobaczysz.

Hania pobiegła na górę i wróciła z flamastrami oraz kilkoma kartkami papieru. Przy kuchennym stole Rysiek zrobił napis na kosz na śmieci, a Hania narysowała Ziemię z przyklejonym plasterkiem. Pod spodem starannie wykaligrafowała: UZDRÓW ŚWIAT. Potem wokół kuli ziemskiej zaczęła dorysowywać skórki bananów.

Do kuchni wszedł Smrodek.


– Co rysujesz? – spytał siostrę.

– Skórki banana.

– Na konkurs Zwariowanych Plasterków – wyjaśnił Rysiek.

– I ty mówiłaś, że nietoperze to dziwny pomysł! – powiedział Smrodek. – Nawet w połowie nie tak dziwny jak skórki banana.

Spojrzał na pustą miskę na stole.

– Hej! Kto zjadł ostatniego banana?

– Myszka! – wykrzyknęła Hania i oboje z Ryśkiem zaczęli pękać ze śmiechu.

– Niemożliwe.

– Spójrz tylko na jej wąsy – powiedziała Hania.


Smrodek ukląkł na podłodze, wpatrując się w pyszczek kotki.

– Ojej! Ona ma na wąsach resztki banana.

– A nie mówiłam?

– Poskarżę się mamie, że zjedliście wszystkie banany. A jednego daliście Myszce.

– Powiedz mamie, że zrobiliśmy to dla dobra nauki – odezwała się Hania. – Jeszcze się przekonasz. Od tej pory zaczynamy wprowadzać tu zmiany.

– Będziemy robić kompost – wyjaśnił Rysiek. – Widzisz? – Pokazał mu napis na kosz.

– Musi minąć chyba ze sto lat, zanim te śmieci zamienią się w kompost – zauważył Smrodek.

– Smrodek, za chwilę sam się zamienisz w kompost. Chyba że spadniesz na drzewo i dasz nam spokój.

Śmieciowy humorek

Następnego ranka Hania obudziła się tak wcześnie, że było jeszcze ciemno. Odnalazła swoją latarkę i zeszyt, a potem cicho, na paluszkach zeszła do kuchni i zaczęła ratować świat.

Miała nadzieję, że zdąży przed śniadaniem. Była ciekawa, czy inni ludzie, którzy naprawiają świat, też muszą to robić po cichutku, uważając, żeby nie obudzić rodziców.

Ona, Hania Humorek była dziś w śmieciowym humorku. Pan Śmieć był dobrym śmieciowym krasnalem z komiksu Smrodka, krasnalem, który zbudował sobie domek z pudełek po frytkach i butelek po napojach. Przetwarzał wszystko, nawet patyczki po lizakach. I nigdy nie korzystał z materiałów pochodzących z lasów równikowych.


Hm... materiały pochodzące z lasów równikowych. Stamtąd jest guma. I czekolada, przyprawy oraz perfumy. Nawet guma do żucia.

Hania zebrała różne przedmioty z całego domu i ułożyła je na stole. Czekoladowe batoniki, mieszanka ciasteczek, lody waniliowe. Ziarnista kawa jej taty. Gumowy przepychacz do sedesu. Guma do żucia Smrodka. Szminka mamy. Hania była tak zajęta ratowaniem lasów równikowych, że nawet nie usłyszała, jak do kuchni weszła jej rodzina.

– Co tu się... – zaczęła mama.

– Haniu, co tu robisz po ciemku? – spytał tata, zapalając światło.

– Ojej, moja guma do żucia! – zawołał Smrodek.

Hania wyciągnęła ręce, żeby zagrodzić im wejście.

– Już nie będziemy używać tych rzeczy – oznajmiła. – Wszystkie pochodzą z lasów równikowych.

– Kto niby tak powiedział? – zdziwił się Smrodek.

– Pan Śmieć. I pan Łopuch. Ludzie wycinają mnóstwo drzew, żeby sadzić krzewy kawowe, produkować perfumy i gumę do żucia. Pan Łopuch powiedział, że Ziemia to nasz dom. Musimy zacząć ją ratować. Nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy.


– Ja potrzebuję gumy do żucia! – wykrzyknął Smrodek. – Oddaj mi moją gumę!

– Smrodek! Nie wrzeszcz! Nigdy nie słyszałeś o szkodliwości hałasu?

– Czy to moja kawa? – spytał tata, drapiąc się po głowie.

– Haniu? Czy to lody? Całe się przecież rozpuściły! – Mama zaniosła ociekające pudełko do zlewu.

– ZZZZZZ – Hania zaczęła wydawać z siebie odgłosy piły łańcuchowej ścinającej drzewa.

– Ona zwariowała – uznał Smrodek.

Tata odłożył do kredensu mieszankę ciasteczek, a mama wzięła ze stołu gumowy przepychacz i zaniosła go do łazienki.

Czas na Plan B. Projekt PRZETWARZANIE. Ona, Hania Humorek, pokaże swojej rodzinie, jak bardzo niszczą planetę. Hania zapisze każdą wyrzuconą rzecz. Wzięła zeszyt i zajrzała do kosza na śmieci. Sporządziła następującą listę:


– Smrodek, nie powinieneś wyrzucać do śmieci ohydnej, niedojedzonej owsianki! – zwróciła mu uwagę Hania.

– Tato, powiedz jej, żeby przestała mnie szpiegować.

– Ja jestem Śmieciowym Detektywem! – oznajmiła Hania. – Możesz nazywać mnie „Pani Śmieciolog”. Pan Łopuch mówił, że jeżeli chcesz się dowiedzieć, co możesz przetworzyć, powinieneś poznać własne śmieci.

– Proszę – powiedział Smrodek, podtykając Hani pod nos coś mokrego i papkowatego. – Poznaj mój ogryzek jabłka.

– Cha, cha, cha. Czy w tej rodzinie nikt nie słyszał o trzech O?

– Trzy O? – zdziwił się tata.

– Odzysk. Odtwarzanie.

– A trzecie? – spytał Smrodek.

 

– Odmowa dyskusji z młodszymi braćmi, dopóki nie przestaną wyrzucać odpadków do śmieci.

– Mamo! Nie przestanę wyrzucać odpadków tylko dlatego, że Hania ma świra na punkcie śmieci.

– Popatrz, ile wyrzucamy! – powiedziała Hania. – Wiesz, że jeden człowiek codziennie wyrzuca ponad cztery kilogramy śmieci?

– My dajemy do odzysku szklane butelki i puszki – zauważyła mama.

– I gazety – dodał tata.

– A co z tym? – Hania wyjęła zkosza plastikową torebkę. – Z tego opakowania po chlebie można zrobić torebkę. I na przykład nosić w niej książki do biblioteki.

– A co jest aż tak niezwykłego w skorupkach jajek? – spytał Smrodek. – I w śmierdząch fusacych po kawie?

– Można nimi nawozić rośliny. Albo zrobić z nich kompost. – W tym momencie coś w koszu zwróciło jej uwagę. Sterta patyczków po lizakach? Hania je wyciągnęła. – Hej! To wiejski domek, który zrobiłam w drugiej klasie!

– Mnie przypomina raczej muzeum kleju – parsknął Smrodek.

– Przepraszam cię, Haniu – powiedziała mama. – Powinnam była najpierw cię spytać, ale nie możemy gromadzić wszystkiego, kochanie.

– Przetwórz go! – zawołał Smrodek. – Powinnaś go wykorzystać jako podpałkę do ogniska! Albo może połamać na wykałaczki do zębów!

– Smrodek, to wcale nie jest zabawne.

– Haniu, jeszcze się nawet nie wyszykowałaś do szkoły. Porozmawiamy o tym później – powiedział tata. – Czas się ubierać.


To bez sensu. Nikt nie chciał jej słuchać. Hania powlokła się na górę, czując się jak leniwiec bez swojego drzewa.

– Dzisiaj nie umaluję ust szminką, jeżeli poprawi ci to nastrój! – zawołała za nią mama.

– A ja wypiję tylko pół filiżanki kawy – dodał tata, ale Hania ledwo go usłyszała, bo tak głośno warczał młynek, w którym mełła się kawa z lasów równikowych.

Jej rodzina doskonale wiedziała, jak zepsuć doskonały humorek Pana Śmiecia. Hania włożyła dżinsy i T-shirt z puszczykiem plamistym. Aby zaoszczędzić wodę, nie umyła zębów.

Głośno tupiąc, zeszła na dół w humorku pod nazwą „jestem wściekła na całą rodzinę”.

– Proszę, to twoje drugie śniadanie – powiedziała mama.

– Mamo! Zapakowałaś je w papierową torbę!

– Co w tym złego? – zdziwił się Smrodek.

– Nie rozumiesz? Ludzie ścinają drzewa, żeby wyprodukować papier. Drzewa dają cień. Pomagają kontrolować globalne ocieplenie. Bez nich byśmy zginęli. Wytwarzają tlen i usuwają z powietrza kurz i inne zanieczyszczenia.

– Kurz! – wykrzyknęła mama. – Skoro już mowa o kurzu, to porozmawiajmy o sprzątaniu twojego pokoju.

– Mamoo!

Jak ona ma się zajmować tak ważnymi rzeczami jak ratowanie drzew, jeśli nie może uratować nawet „drzewa” własnej rodziny? Dosyć tego. Hania poszła do garażu i wygrzebała ozdobione rysunkiem Śpiącej Królewny pudełko na drugie śniadanie, którego używała jeszcze w przedszkolu.

– Naprawdę chcesz wziąć do autobusu to dziecinne pudełko? Cały świat je zobaczy – powiedział Smrodek.

– Dzisiaj pojadę na rowerze – oznajmiła Hania. – Żeby zaoszczędzić energię.

– W takim razie do zobaczenia w szkole.

Smrodek pomachał do niej swoją papierową torebką z drugim śniadaniem.

Gdyby tylko mogła przekazać do odzysku własnego braciszka!

– Jedź, zabójco drzew! – zawołała za nim Hania. – To twój pogrzeb.

Ratowanie świata to doprawdy bardzo skomplikowana sprawa.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?