Doktor Hania HumorekTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Doktor Hania Humorek
Doktor Hania Humorek
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 37,98  30,38 
Doktor Hania Humorek
Doktor Hania Humorek
Audiobook
Czyta Julia Kamińska
22,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Doktor Hania Humorek


Ilustracje

Peter H. Reynolds

TtumacZenie

Aldona Możdżyńska

Saga


Tytuł oryginału: Doctor Judy Moody

Text © 2004 Megan McDonald

lllustrations © 2004 Peter H. Reynolds

Judy Moody font © 2004 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited, London SE 11 5HJ.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted,

broadcast or stored in an information retrieval system in any form

or by any means, graphic, electronic or mechanical, including

photocopying, taping and recording, without prior written permission

from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2005

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Bożenna Jakowiecka, Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i łamanie: Grażyna Janecka

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01 -029 Warszawa

tel. 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166644

Megan McDonald jest autorką niezwykle popularnej i wielokrotnie nagradzanej serii książek o Hani Humorek. Tak mówi o tym, co ją zainspirowało do napisania tej części: „Tuż przed napisaniem Doktor Hani Humorek poznałam dzieci, które próbowały sklonować klasowe zwierzątko–świnkę morską. Winnej klasie znajdował się sztuczny szkielet o imieniu Grzesiek. Potem dowiedziałam się, że niektórzy studenci medycyny ćwiczą zakładanie szwów i przeprowadzają«operacje» na cukiniach! Wtedy zrozumiałam, że Hania Humorek musi się znaleźć w medycznym humorku”. Megan McDonald mieszka ze swoim mężem, dwoma psami, dwoma końmi i piętnastoma dzikimi indykami w Sebastopolu w Kalifornii.

Peter H. Reynolds jest autorem ilustracji do wszystkich pięciu książek o Hani Humorek. O tej książce mówi tak: „Uświadomiłem sobie, że tak dobrze poznałem Hanię, jej rodzinę i przyjaciół, że ilustracje dosłownie zaczęły się rysować same. Hania Humorek trafiła prosto do mojego serca. Jej chęć leczenia ludzi to szalenie ważny przekaz. Zawsze bardzo się cieszę, kiedy ludzie–a zwłaszcza dzieci! - mają wspaniałe marzenia związane ze swoją przy-szłością”. Peter H. Reynolds mieszka w Dedham w stanie Massachusetts, naprzeciwko swojego brata bliźniaka.

Dla mojego wydawcy, Mary Lee Donovan,

która z uśmiechem pomaga mi,

kiedy mam paskudny humorek,

gdy gonią mnie terminy, kiedy Się Załamuję

i kiedy Spotyka mnie wiele innych megakatastrof.

M. M.

Dla Maribth Bush, której optymizm

dodaje Sił tylu osobom!

P H. R.




Humorkowy dzień

KAP! Hania Humorek obudziła się. Kapkap-kap – krople deszczu dudniły w dach. Bęc-bęc-bęc – bębniły o szyby. O nie, znowu?! Padało siódmy dzień z rzędu. Co za nuda!

Ona, Hania Humorek, po dziurki w nosie miała już tego deszczu.

Schowała głowę pod poduszkę. Szkoda, że nie jest chora. Przeziębienie to świetna rzecz. Można siedzieć w domu, pić kakao na śniadanie, zajadać się tostami z odciętą skórką i oglądać telewizję w swoim pokoju. Można przez cały dzień czytać tajemnicze historie o Wisi Ames, studentce pielęgniarce. I można jeść pyszne wiśniowe dropsy na kaszel. Hej! Kto wie, czy imię Wisi nie pochodzi właśnie od tych dropsów?

Hania wzięła starą książkę mamy o Wisi Ames i wrzuciła do ust wiśniowego dropsa na kaszel.

– Wstawaj, leniuchu! – zawołał Smrodek, pukając do drzwi jej pokoju.

– Nie mogę – odparła Hania. – Za bardzo pada.

– Co takiego?

– Nieważne. Idź do szkoły beze mnie.

– Mamo, Hania nie chce iść do szkoły! – wrzasnął Smrodek.

Mama weszła do pokoju Hani.

– Haniu, kochanie, co się dzieje?

– Jestem chora. Przez ten deszcz – szepnęła Hania do Myszki.

– Chora? Co ci jest? Co cię boli? – spytała mama.

– Przede wszystkim głowa. Od bębnienia tego deszczu.

– Boli cię głowa?

– Tak. I gardło. I mam gorączkę. I kark mi zesztywniał.

– To dlatego, że śpisz ze słownikiem pod poduszką – wtrącił się Smrodek. – Żeby dostać szóstkę z dyktanda.

– Nieprawda.

– A właśnie że prawda!

– Zobacz, jaki mam czerwony język. – Hania pokazała Smrodkowi język zabarwiony na czerwono od wiśniowych dropsów.

Mama położyła dłoń na jej czole.

– Chyba nie masz gorączki.

– Udaje! – wykrzyknął Smrodek.

– Wróć za pięć minut – powiedziała Hania. – Wtedy na pewno będę miała gorączkę.

– Udaje, ona udaje, udaje! – powtarzał Smrodek.

Hania żałowała, że nie ma odry. Albo ospy wietrznej. Albo... ŚWINKI! Przy śwince bardzo boli głowa. Sztywnieje kark i boli gardło. Przy śwince policzki puchną jak u chomika. Hania wepchnęła dropsa pod policzek, który wydął się jak u chomika.

– Świnka! – wykrzyknęła doktor Hania. – Chyba mam świnkę! Naprawdę!

– Świnka! – powtórzył Smrodek. – Niemożliwe. Przecież byłaś zaszczepiona przeciwko śwince. Oboje byliśmy. Prawda, mamo? – dodał.


– Tak – potwierdziła mama. – Smrodek ma rację.

– Ale może jedna świnka przeżyła.

– Coś mi się widzi, że ktoś tu nie chce dzisiaj iść do szkoły – powiedziała mama.

– Czy mogłabym zostać w domu, mamo? Obiecuję, że będę chora. Cały dzień.

– Zmierzymy ci temperaturę. – Mama wyjęła termometr z futerału. – Kocia sierść? – zdziwiła się. – A skąd kocia sierść na termometrze?

– Hania ciągle każe Myszce wystawiać język i mierzy jej temperaturę – powiedział Smrodek.

Mama pokręciła głową i poszła umyć termometr. Kiedy wróciła, zmierzyła Hani temperaturę.

– 36,6 – powiedziała. – Prawidłowa!

– Udaje, udaje, wcale nie jest chora, tylko symuluje – zaśpiewał Smrodek.

– Przynajmniej temperaturę mam normalną – powiedziała Hania. – Bo brata na pewno nie.

– Lepiej juz się ubieraj – powiedziała mama. – Chyba nie chcesz się spóźnić do szkoły?

– Smrodek, ale z ciebie papla! Smrodek Papla Humorek. Od tej pory tak będę cię nazywać.

– Ale będziesz musiała mnie tak nazywać w szkole, bo nie zostaniesz w domu.

Hania pokazała mu wiśniowoczerwony język, który wcale nie miał świnki.

Wszystkiego jej się odechciało. Miała złośliwą odmianę złego humorku. Nie złapała świnki, ale dopadł ją poniedziałkowy smutek. Ona, Hania Humorek, czuła się jak świnkochomik. Chociaż bez wysokiej temperatury.


Mikroby w cerebrum

Kiedy w paskudny poniedziałkowy ranek Hania weszła do szkoły (spóźniona tylko siedem minut!), jej klasa wyglądała jak archeologiczne wykopalisko. Wszędzie leżały kości.

Pan Łopuch zrobił nową gazetkę ścienną zatytułowaną Nasze niezwykłe ciało: od stóp do głów. Był tam duży plakat ze szkieletem opisanym długimi, naukowymi nazwami. Do tablicy nauczyciel przyczepił schemat układu kości gryzoni. Wyglądały jak wnętrzności Orzeszka, miniaturowej świnki morskiej, która należała do klasy III t. A za biurkiem pana Łopucha, na jego krześle i z jego długopisem w ręce siedział... fosforyzujący szkielet!

Klasa III t przemieniła się w muzeum kości!

Kości nie dudnią o dach. Kości nie robią takiego hałasu jak deszcz. Kości nie są nudne. Kości są suche, ciche i bardzo, bardzo ciekawe!

Sprawy zaczęły wyglądać coraz lepiej. Hania pokazała panu Łopuchowi usprawiedliwienie w dzienniczku.

– Przepraszam za spóźnienie – powiedziała. – Prawie się rozchorowałam na świnkę.

– Cieszę się, że jesteś zdrowa i że przyszłaś do szkoły. Od dziś będziemy poznawać ludzkie ciało, od stóp do głów.

– Najpierw trochę poskaczemy – dodała Julka Wróbel – a potem będziemy mierzyć sobie puls.

– I pobawimy się w „Twistera” – wtrącił Rysiek. – Żeby poznać pracę naszych mięśni.

– I zaśpiewamy piosenkę o kościach – powiedziała Alicja S.

– Nie mogę uwierzyć, że beze mnie zaczęliście się uczyć o ludzkim ciele! – wykrzyknęła Hania. – W ciągu siedmiu minut można wiele przegapić.

– Nie martw się – pocieszył ją pan Łopuch. – Na pewno szybko nadrobisz tę stratę.

Pan Łopuch nauczył ich zabawnej piosenki, która zaczynała się od słów: „Kość stopy łączy się z kością skokową...”. Przeczytał im książeczkę pod tytułem Zamarznięty człowiek, niezwykłą, prawdziwą historię mumii, która miała pięć tysięcy lat.

 

Potem pan Łopuch zgasił światło i na świecącym w ciemności szkielecie, który nosił imię Kostek, dzieci policzyły wszyściutkie kości w ludzkim ciele. Dwieście sześć!


– Na tych lekcjach poznamy wiele nowych słów. Naukowych, łacińskich nazw kości i części ciała. Niektóre mogą się wam wydawać nieco zabawne.

– Na przykład maxilla, czyli kość szczękowa? – spytała Hania, spoglądając na tablicę informacyjną.

– I mala, czyli żuchwa – dodała Julka.

Julka Wróbel już się nauczyła słowa „mikroby” (śmieszna nazwa zarazków) i słowa cerebrum (śmieszna łacińska nazwa mózgu).

– A znasz określenie „ból głowy”? – spytała Hania.

Franek Perełka wybuchnął śmiechem. Potem pan Łopuch rozdał dzieciom zaschnięte wypluwki sowy. Używając ołówków, uczniowie mieli znaleźć w nich drobne kostki. Kostki gryzoni. Hania i Franek gapili się we włochatą, szarą bryłkę, która leżała przed nimi na ławce.

– Ble. Pomyśl tylko. To wymiociny sowy! – powiedział Franek.

– Ale to i tak jest bardzo ciekawe – uznała Hania. – Tam są prawdziwe kości. Czaszki i inne takie.

– Ty ją rozłup – poprosił Franek.


Hania dźgnęła bryłkę swoją kredką-potworkiem. W środku znaleźli kość szczękową, żebro i kość, którą pan Łopuch nazwał udową. Każdą z nich przykleili na papier i dorysowali brakujące kości, w ten sposób tworząc taki sam szkielet, jaki widniał na tablicy.

– Czy któreś z kości gryzonia noszą taką samą nazwę jak ludzkie kości? – spytał uczniów pan Łopuch.

Hania podniosła rękę.

– Piszczel! – wykrzyknęła Julka Wróbel.

– Bardzo dobrze – pochwalił ją pan Łopuch.

– Właśnie chciałam to powiedzieć – mruknęła Hania.

Julka Wróbel to papla (tak samo jak Smrodek!), bo wyrwała się niepytana. Kujonka!

– Porozmawiajmy teraz o waszej pracy domowej związanej z ludzkim ciałem – powiedział pan Łopuch. – Macie ją oddać za dwa tygodnie. Możecie się zająć kośćmi, mięśniami, stawami, mózgiem...

– A paznokciami u nóg? – spytał Bartek.

– Jeśli tylko w ten sposób nauczycie się czegoś o ludzkim ciele. Zacznijmy od zapisania pomysłów w zeszytach. Zróbmy burzę mózgów.


Hania już miała burzę w mózgu.

Rysiek chciał się zająć ciałami liczącymi sobie trzy tysiące lat. Mumiami!

– Aty co opiszesz? – spytała Hania Franka.

– Klonowanie. Zostanę naukowcem fantastycznym, a może fantastą naukowym? Osobą, która klonuje różne stworzenia. Jak w Parku jurajskim. Naukowcom z tego filmu wystarczyła kropelka krwi komara, żeby sklonować całego dinozaura. W prawdziwym życiu to również jest możliwe. Zaczyna się od jednej komórki, na przykład z DNA, i odtwarza się całego człowieka.

– Bomba do kwadratu! – zawołała Hania.

– Aja napiszę słownik – oznajmiła Julka. – Z łacińskimi nazwami części ciała człowieka, na przykład cerebrum i appendix, czyli wyrostek robaczkowy.

Hania pomyślała, że Julka Wróbel musi mieć mikroby w cerebrum, skoro uważa, że może sama napisać słownik.

Wróciła do własnej listy. Zaczęła w zamyśleniu gryźć gumkę ołówkową. Potem zaczęła żuć kosmyk włosów. Miała natchnienie! Wpadła na świetny pomysł. Zadzwoni do babci Lusi i spyta, czy babcia ma jakieś ciekawe części ciała, które Hania mogłaby przedstawić na lekcji. Coś lepszego od strupków. Pomysł nad pomysły!

Hania zapisała: „Jeszcze dzisiaj zadzwonić do babci Lusi”.

Świeżo zaostrzona kredka-potworek Hani nadal śmigała po papierze, kiedy pan Łopuch powiedział:

– Dzieci, na dzisiaj już wystarczy tej burzy mózgów.

– I dobrze, bo mnie już mózg rozbolał – westchnął Franek.

– Teraz rozdam przepustki na lekcję w terenie.

Lekcja w terenie!

– Czy odbędzie się w Pychotce? – spytała Hania. – Proszę, proszę, czy będę mogła sobie wziąć deser Czekoladowe Błotko?

– Tata Maksa i Kuby z klasy III m pracuje w szpitalu. Zaprosił nas razem z ich klasą na oddział ratunkowy. Dowiemy się wszystkiego na temat części ciała i poznamy ludzi, którzy aktywnie pomagają innym.

Pogotowie ratunkowe! To jeszcze lepsze niż Pychotka! Hani Humorek aż opadła kość szczękowa! I kredka-potworek.

– Byłem tam, kiedy złamałem sobie palec – pochwalił się Franek Perełka, wymachując nieco skrzywionym małym palcem. – Tam pracuje pielęgniarz, który ma na imię Roman.

– Ja tam poszedłem, kiedy mój brat wsadził sobie do nosa klocek lego – powiedział Bartek.

– Możemy obejrzeć noworodki? – spytał Franek. – Mają takie pomarszczone buzie.

– Cieszę się, że podchodzicie do tego z takim entuzjazmem – powiedział pan Łopuch.

– Kiedy tam idziemy? Kiedy? Kiedy? – posypały się pytania.

– W poniedziałek. Od dziś za tydzień. Oprowadzi nas doktor Piętak.

– Doktor Piętka! – wykrzyknął Rysiek i wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Ona, Hania Humorek, i cała klasa III t wybierają się na oddział ratunkowy! Naprawdę i z całą pewnością! I zobaczą tam najprawdziwsze na świecie części ciała!

Hania podniosła kredkę-potworka. Grafit był złamany.

– Proszę pana, czy mogę zaostrzyć ołówek? – spytała.

– Pamiętasz, co mówiliśmy o zbyt częstym ostrzeniu ołówków?

– Ależ to nagły wypadek!

– Co takiego?

– Nagły wypadek! Mój ołówek złamał sobie kręgosłup! – powiedziała Hania.


Medyczny detektyw

Następny poniedziałek był dla klasy III t lepszy niż najlepszy dzień na świecie. Na drugie śniadanie Hania w siedmiu kęsach pochłonęła kanapkę z masłem orzechowym i dżemem, a potem poszła (ledwo się powstrzymała, żeby nie biec) na boisko. Przed wyprawą do szpitala klasa III t miała dziesięciominutową przerwę.

Jej mama na ochotnika zgłosiła się jako kierowca i opiekunka, więc Rysiek i Franek pojechali ich samochodem. Mama namówiła Hanię, żeby zaprosiła do samochodu również Julkę Wróbel.

– Wiedziałaś, że słowo „mięsień” pochodzi od słowa „mysz”? – spytała Julka. – Kiedy mięsień się porusza, wygląda jak mysz. – Po czym napięła muskuły.

Hania użyła aż czterdziestu trzech mięśni, żeby zmarszczyć brwi i spojrzeć na Julkę.


W szpitalu doktor Piętak poprowadził klasę III t długim korytarzem.

– Dlaczego ta pani doktor ma królika? – spytał Franek.

– Przecież w szpitalu nie wolno trzymać zwierząt! – wykrzyknęła Julka.

– To nowy program pod nazwą „Zwierzęta leczą” – wyjaśnił doktor Piętak. – Ludzie przynoszą zwierzęta, żeby pacjenci poczuli się lepiej. Przytulanie i głaskanie zwierzątka obniża ciśnienie krwi i pomaga pacjentowi zapomnieć o chorobie.

– BOMBA! – zawołała Hania.

Potem doktor P. zaprowadził dzieci do pokoju na tyłach oddziału, gdzie już czekała klasa III m. Stało tam mnóstwo urządzeń, które wyglądały na bardzo ważne.

– Co należy zrobić w razie nagłego wypadku? – zadał im pytanie doktor Piętak.

– Zadzwonić pod numer 999! – chórem odpowiedziały dzieci.

– A czy zadzwonilibyście pod ten numer, żeby spytać, jak długo gotuje się brukselkę?

– Tylko wtedy, gdybyśmy mieszkali w Brukseli – powiedział Franek i razem z Hanią wybuchnęli śmiechem.


– Czy trudne hasło w krzyżówce to nagły wypadek?

– Tylko dla mojego taty, który rozwiązuje krzyżówki na czas – odezwała się Hania.

– Wierzcie albo nie, ale niektórzy ludzie w takich sprawach dzwonią pod ten numer. Wyobraźmy sobie jednak, że rzeczywiście mamy nagłą sytuację, na przykład wypadek samochodowy albo atak serca. Wtedy wszyscy tutaj uwijają się jak w ukropie. Kiedy tylko przyjeżdża karetka pogotowia, osoby, które przeszły kurs pierwszej pomocy, szybko meldują, co się stało. „Katastrofa kolejowa” oznacza, że pacjent ma wiele urazów. Kto wie, co znaczy „niebieski kod”?

– Pacjent stracił dużo krwi?

– Wszyscy w niebieskich koszulach do pomocy?

– To znaczy, że komuś przestało bić serce – wyjaśnił doktor Piętak.

– Naprawiacie serca, które przestają bić? – spytała Alicja S.

– W takim razie na pewno pomagacie wielu ludziom! – powiedziała Elka.

– Wszyscy lekarze przyrzekają, że będą pomagać ludziom. To się nazywa „przysięga Hipokratesa”. Hipokrates był ojcem medycyny. W dawnych czasach medycy musieli przysięgać na Apolla i Hygieję, ze będą pomagać ludziom najlepiej, jak potrafią. Jeżeli nie wiedzieli, co dolega choremu, musieli powiedzieć: „Nie wiem”. Ta stara przysięga w obecnych czasach wydawała się zabawna, więc doktor Louis Lasagna nieco zmienił jej treść.

– Louis Lasagna? Czy on również wynalazł pizzę? – spytał Franek.

Doktor P się roześmiał.

– Ale skąd lekarz zawsze wie, co robić? – dopytywał się Rysiek.

– Lekarz przypomina trochę detektywa. Musi szukać śladów i rozwiązywać zagadki. Na oddziale ratunkowym trzeba to robić bardzo szybko. Wyobraźcie sobie człowieka jako układankę. Moim zadaniem jest znaleźć brakujące fragmenty i ponownie ją ułożyć.

– BOMBA! – szepnęła Hania.

– Ja jestem najlepsza w układankach – zaczęła się przechwalać Julka Wróbel. – Kiedyś zupełnie sama ułożyłam wieżę Eiffla z pięciuset kawałków!

Hania niekiedy chciałaby, żeby Julka Wróbel zamknęła żuchwę.

– Teraz wam pokażę, do czego służą niektóre z tych urządzeń – rzekł doktor P.

Doktor Hania dostała stetoskop, dzięki któremu mogła posłuchać bicia własnego serca! Bum-bum-bum! Potem zmierzyła Frankowi ciśnienie krwi (na poważnie!), obejrzała migdałki Julki Wróbel i wnętrze gałki ocznej, korzystając ze specjalnego przyrządu. Dzieci na zmianę kładły się na noszach, chodziły o kulach i siadały na wózku inwalidzkim.

Potem doktor P. zgasił wszystkie światła i pokazał im zdjęcia rentgenowskie. Było tam zdjęcie mózgu (wyglądał upiornie), zdjęcie psa potrąconego przez samochód (był powykręcany na wszystkie strony), a nawet skrzypiec (wyglądały na zupełnie martwe!).


– Zdjęcia rentgenowskie pomagają w rozwiązywaniu zagadek – dodał lekarz.

Na monitorze obejrzeli prawdziwe serce.

– To dużo lepsze niż telewizyjne programy o zdrowiu! – wykrzyknęła Hania.

Potem zaczęli ćwiczyć na manekinach naturalnej wielkości, które nosiły imiona Henio-Boli-Główka i Ranny Tomek.

– Ja też mam lalkę do ćwiczeń – pochwaliła się Hania. – Ma trzy głowy i nazywa się Zuzia-Oj-Boli. Uczę się, jak zostać lekarzem, takim jak Elizabeth Blackwell.

– Zechciałabyś udawać teraz pacjentkę ze złamaną ręką? – poprosił ją doktor P. – Pokażę wszystkim, jak się zakłada gips.

Hania Humorek nie wierzyła własnym uszom – temu wewnętrznemu, środkowemu i zewnętrznemu.

– Mamo, mogę?

– Oczywiście, jeśli chcesz.

– Wyciągnij rękę, Haniu Humorek, pierwsza dziewczynko lekarzu.

Hania uśmiechnęła się szeroko, korzystając ze wszystkich siedemnastu mięśni, jakie trzeba napiąć, by się uśmiechnąć. Wyciągnęła rękę tak sztywno, jakby to był kij od miotły. Doktor P. owinął jej rękę miękką bawełnianą taśmą.

– Używam specjalnego bandażu z gipsem, który po wyschnięciu twardnieje, więc wkrótce Hania nie będzie mogła poruszać tą ręką. Dzięki temu jej kość zostanie unieruchomiona i się zrośnie.

– Która kość? – spytała Hania. – Promieniowa czy łokciowa?

– Widzę, że znasz nazwy kości! Możesz poruszać swoimi paliczkami?

Hania poruszyła palcami u ręki. Wszyscy się roześmiali.

 

– Niezłamana ręka jest dużo lepsza od złamanej! Chciałabym, żeby ten gips tak został.

– Wiesz co? – powiedział doktor Piętak. – Jeżeli twoja mama się zgodzi, to możesz tak pójść do domu. Pokażę jej, jak się go zdejmuje.

– Mamo, czy mogę? Mogę? Nabrałabym Smrodka! I mogłabym przykleić plasterki na gips! Proszę, bardzo proszę!

– Czemu nie – odrzekła mama. – Zgoda!

– BOMBA! – ucieszyła się Hania.

Ona, Hania Humorek, stała się zagadką. Ludzką układanką ze złamaną ręką... na niby!


Hania tak się cieszyła z tej wizyty w szpitalu, że nawet jej brwi się uśmiechały. Ciągle oglądała podpisy dzieci na swoim gipsie. Podpisał się nawet doktor Piętak. Jego podpis co prawda wyglądał jak rozmazany kleks, ale był! Już nie mogła się doczekać, kiedy wróci do domu i pokaże tacie swój gips. Może nawet uda jej się wymigać od nakrywania do stołu – pod pozorem złamanej ręki (na niby!). Ciekawe, co powie Smrodek!

Kiedy przyszła do domu, Smrodek czekał niecierpliwie przy drzwiach. Hania podniosła rękę w gipsie.

– Złamałaś sobie rękę? – spytał Smrodek. – Super!

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?