Pamiątka z podróży

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maya Blake
Pamiątka z podróży

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Allegra uniosła głowę i ze słabym uśmiechem pokręciła głową, gdy stewardessa zaproponowała jej lampkę szampana. Na szczęście leciała prawie sama w kabinie pierwszej klasy. Nikt nie widział, że jeszcze nie ochłonęła po szoku wywołanym przygnębiającą wiadomością, którą otrzymała przed dwoma dniami od brata Mattea.

Jak to możliwe, że dziadek tak długo trzymał swój stan w tajemnicy? Wiedziała, że przechodzi testy, odkąd lekarze zaczęli podejrzewać nawrót białaczki, ale zbył ją, kiedy przed dwoma miesiącami pytała o prognozy. Teraz już znała prawdę: został mu rok życia.

Ból ścisnął jej serce. Nie mogła uwierzyć, że człowiek, który zawsze żył pełnią życia, nie doczeka kolejnego Bożego Narodzenia. Łzy napłynęły jej do oczu. Powstrzymała je siłą woli, gdy usłyszała, że stewardessa wraca.

Nie mogła sobie pozwolić na okazanie słabości. Świat ją obserwował. W dobie zaawansowanej techniki, gdy wieści obiegają świat szybciej od światła, należało zachować pozory. Allegra Di Sione, najstarsza wnuczka jednego z najpotężniejszych ludzi na świecie, była bowiem „twarzą” Fundacji Di Sione, organizacji charytatywnej, której poświęciła życie. Z entuzjazmem pracowała na pełny etat, rezygnując z życia osobistego, choć często dopadało ją poczucie osamotnienia.

Odpędziwszy przygnębiające myśli, wyjrzała przez okno samolotu, który kołował na pasie startowym międzynarodowego lotniska w Dubaju.

Słońce oślepiało tak, jak widok znakomitych gości i spektakularny sukces ostatniej gali. Doskonale zorganizowany zespół zapewnił ją, że osiągnęli rekordowy wynik, niemal dwukrotnie wyższy niż w ubiegłym roku. Jednak mimo dumy ze swych osiągnięć nie potrafiła się nimi cieszyć, gdy słowa Mattea wciąż brzmiały jej w uszach.

Prócz przygnębiającej wieści o stanie dziadka brat przekazał jeszcze jedną, równie szokującą, nowinę. Wynikało z niej, że historyjka, którą uważała za bajkę, zawierała jednak prawdę.

Odkąd pamiętała, fascynowała ją opowieść o utraconych kochankach staruszka. W pewnym momencie zastanawiała się nawet, czy nie prowadził równie dekadenckiego życia jak jej rodzice. Odrzuciła to przypuszczenie, ponieważ wiedziała, że pozostał wierny babci aż do jej śmierci. Jego prawość zawsze stanowiła dla Allegry wzorzec do naśladowania. Poza tym poświęcał całą energię budowaniu rodzinnej fortuny.

Dlatego zdziwiło ją, że historia o utraconych kochankach musiała zawierać ziarno prawdy. Nie powierzyłby jej bratu zadania odzyskania dawno utraconego naszyjnika wyłącznie dla kaprysu.

Westchnęła ciężko, gdy przypomniała sobie spojrzenie Mattea, kiedy prosił, by bezzwłocznie wróciła do domu.

Gdy samolot wzleciał w niebo, przywołała wspomnienie śmierci rodziców. Zginęli w atmosferze medialnego skandalu. W wieku sześciu lat spadła na nią odpowiedzialność za sześcioro rodzeństwa. Musiała zastąpić im matkę, której miłość bywała równie gwałtowna, co niestała.

Cokolwiek dziadek miał jej do powiedzenia, przysięgła sobie, że zniesie wszystko.

Mimo wcześniejszych postanowień z drżeniem serca podjechała pod dom. Miała trzypokojowe mieszkanie w Upper East Side w Nowym Jorku, jednakże za swój prawdziwy dom uważała obszerną rezydencję na Long Island. Dorastała w niej wraz z rodzeństwem, choć przywoływała więcej gorzkich niż słodkich wspomnień.

Tu przywieziono ją pamiętnej nocy, gdy obserwowała ostatnią awanturę rodziców. Dwie godziny później nadjechała policyjna motorówka. Wysiadł z niej oficer, który w krótkich słowach oznajmił całej siódemce, że zostali sierotami.

Allegra odpędziła tragiczne wspomnienie i wysiadła z samochodu.

W progu powitała ją Alma, gosposia, która służyła rodzinie od lat. Mimo serdecznego jak zwykle uśmiechu, Allegra dostrzegła smutek w oczach starszej Włoszki.

– Gdzie on jest? Jak się czuje? – spytała Allegra z niepokojem.

– Lekarze zalecili odpoczynek, ale signor Giovanni twierdzi, że ma dobry dzień. Siedzi na dworze w swoim ulubionym miejscu.

Allegra od razu ruszyła ku zachodniemu skrzydłu willi, tam, gdzie dziadek spożywał śniadanie, odkąd pamiętała.

– Panienko Allegro! – zatrzymał ją głos gosposi. – Pan Giovanni nie wygląda tak jak ostatnim razem, kiedy panienka go widziała – ostrzegła.

Allegra wierzyła bratu, ale ponieważ podczas gali w Dubaju całą uwagę koncentrował na towarzyszce, którą zaprosił, miała nadzieję, że wyolbrzymił powagę sytuacji. Lecz zatroskana mina Almy potwierdziła, że nie przesadził. Wytarła spocone dłonie o spódnicę i ruszyła przed siebie. Chciała jak najszybciej dotrzeć do oszklonych drzwi na taras.

Mimo ostrzeżenia zaparło jej dech na widok łóżka wyposażonego w aparat tlenowy. Spodziewała się zobaczyć dziadka w ulubionym fotelu. Tymczasem leżał, przykryty do połowy kaszmirowymi kocami, a płytki oddech unosił mu pierś. Najbardziej przeraził ją widok skurczonej, pomarszczonej twarzy na tle gęstych, siwych włosów.

– Zamierzasz tu stać jak posąg przez cały dzień? – upomniał ją surowo.

Allegra doskoczyła do niego w mgnieniu oka.

– Dziadku… – zaczęła, ale przerwała, ponieważ nie znalazła odpowiednich słów w tej dramatycznej sytuacji.

– Podejdź i usiądź – nalegał Giovanni Di Sione, poklepując brzeg materaca.

Allegra ledwie powstrzymała łzy. Nie zniosłaby widoku przygaszonych, szarych oczu nieposkromionego człowieka, który przybył na wyspę Ellis ponad pół wieku temu. Na szczęście patrzyły równie bystro i przytomnie jak zawsze, choć widziała w nich ból.

– Czemu mi nie powiedziałeś? – wyszeptała schrypniętym z emocji głosem. – Przecież tyle razy rozmawialiśmy przez telefon od mojej ostatniej wizyty. I dlaczego nie wezwałeś mnie wcześniej?

– Nie chciałem cię martwić przed galą. Dzięki temu odniosłaś wielki sukces. Musiałaś skupić na niej całą uwagę. Wiem, ile dla ciebie znaczyła.

– Nie tyle co ty.

Starzec wyciągnął do niej dużą, sękatą dłoń. Była ciepła, ale brakowało jej dawnej siły uścisku.

– Matteo cię zawiadomił, prawda?

Allegra skinęła głową.

– Nastąpił nawrót białaczki? Dają ci rok? – spytała drżącym głosem, po cichu licząc na zaprzeczenie, ale potwierdził obawy, patrząc jej prosto w oczy:

Si. Nie mogę już liczyć na żadną terapię. Lekarze twierdzą, że poprzednim razem wiele zaryzykowali. Nic więcej nie można zrobić.

– Na pewno? Mogłabym zadzwonić w parę miejsc…

– Nie po to cię wezwałem. Przeżyłem piętnaście lat od pierwszej diagnozy. Miałem wiele szczęścia w życiu. Zaakceptowałem swój los. Ale zanim odejdę…

– Nie mów takich rzeczy – jęknęła.

– Musisz przyjąć do wiadomości to, co nieuniknione. Jesteś silna, Allegro. Godnie przeżyłaś wiele złego. To wyzwanie nawet cię wzmocni. Wiem o tym.

Allegra najchętniej schowałaby głowę w piasek, ale nie leżało to w jej zwyczajach. Musiała błyskawicznie dorosnąć, gdy we wczesnym dzieciństwie spadła na nią odpowiedzialność za sześcioro młodszego rodzeństwa. Najstarszy Alessandro i dwóch bliźniaków z piekła rodem: Dante i Dario, zostali wysłani do szkoły z internatem, gdy tylko osiągnęli wiek szkolny. Ale trójka młodszych pozostała na jej głowie.

Choć nie zawsze świeciła przykładem, robiła, co mogła, by osłodzić im sierocą dolę. Ani sztab ciągle zmieniających się niań, ani zajęty interesami dziadek nie zapewniali im poczucia stabilizacji.

Wielokrotnie zawiodła i Giovanni musiał interweniować. Z każdą porażką coraz bardziej wątpiła w swoje możliwości, ale nigdy nie dała za wygraną. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała dobro najbliższych. Teraz też.

Wzięła głęboki oddech, zanim spytała:

– Co mogę dla ciebie zrobić?

Giovanni usiadł na łóżku. Nawet nabrał rumieńców, jakby wzmocniła go świadomość, że wnuczka nie zamyka oczu na smutną prawdę. Allegra z zapartym tchem czekała na jego życzenia.

– Chciałbym, żebyś odzyskała dla mnie pewien cenny i rzadki przedmiot, który utraciłem przed laty.

– Dobrze. Zadzwonię do agencji detektywistycznej…

– Nie trzeba go szukać. Wiem, gdzie jest. Należał do mojej kolekcji. Pamiętasz opowieść o utraconych kochankach?

– O tej kolekcji, o której opowiadałeś nam, kiedy byliśmy mali? Matteo mówił, że jego też po coś wysłałeś. Więc naprawdę istniała?

– Tak – potwierdził ze smutnym uśmiechem. – Sprzedałem ją, żeby uzyskać kapitał na założenie rodzinnej firmy. Ale teraz… muszę wszystko odzyskać przed śmiercią – dokończył bezbarwnym głosem.

Allegra nie mogła odmówić człowiekowi, który ją kochał, choć rzadko okazywał tę miłość, przygnieciony ciężarem odpowiedzialności za siedmioro wnucząt.

– Zrobię to dla ciebie – przyrzekła solennie.

– Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć – westchnął, opadając na poduszki. – O ile mnie pamięć nie myli, moja ulubiona szkatułka została sprzedana szejkowi kilka dekad temu. Zapragnął jej dla narzeczonej i złożył mi ofertę nie do odrzucenia. Zresztą nie miałbym sumienia stanąć na drodze prawdziwej miłości.

– Pamiętasz jego nazwisko? Skąd pochodził? – spytała pospiesznie, żeby odwrócić jego uwagę od wspomnień.

Przygnębił ją nagły powrót do przeszłości. Przypominał o nieuchronnym końcu jego życia. Wcześniej zawsze żył chwilą obecną: budował fortunę i dbał o wnuki.

– Nazwiska nie pamiętam, ale rządził Dar-Amanem. Poznałem go tuż przed ślubem z miłością jego życia. Pragnął ofiarować jej puzderko jako część prezentu ślubnego. Zgromadził ich wiele przez lata.

 

– Zrobię, co w mojej mocy – obiecała. – Ale pamiętaj, że minęło wiele lat. Mógł je dawno sprzedać – ostrzegła na wszelki wypadek, żeby przygotować dziadka na ewentualną porażkę.

– Nie. Próbowałem je odkupić po śmierci jego żony. Odmówił. Przysiągł, że nikomu go nie odda. Próbowałem jeszcze raz kilka lat temu, również bez efektu. Ale nadal jest w pałacu w Dar-Amanie.

Pewność w jego głosie upewniła Allegrę, że śledził losy cennego puzderka. Dziwiło ją, że nie zdołał go odzyskać. Samo nazwisko Di Sione, nie wspominając o fortunie, otwierało wiele drzwi.

– Zdobędziesz je dla mnie? – poprosił jeszcze raz wzruszająco błagalnym tonem.

– Oczywiście – przyrzekła z całą mocą. – Jak wszedłeś w jego posiadanie?

Dziadek zakaszlał, potem zaczął charczeć, w końcu wskazał aparat tlenowy. Wystraszona Allegra założyła mu maskę w chwili, gdy na taras wkroczyła pielęgniarka. Matteo wspominał, że lekarze wypisali go ze szpitala pod warunkiem, że zatrudni kogoś do opieki. Jednak dopiero jej pojawienie się w pełni uświadomiło Allegrze powagę sytuacji.

– Proszę wybaczyć, panno Di Sione, ale pacjent potrzebuje teraz odpoczynku – zagadnęła.

Allegra ze łzami w oczach obserwowała unoszącą się i opadającą klatkę piersiową starca. Lecz zaraz zdjął maskę i zapewnił:

– Już wszystko w porządku. Te ataki są krótkie i mniej groźne, niż wyglądają. Jeszcze nie umieram – dodał, ponownie ujmując jej dłoń. – Odzyskaj dla mnie tę szkatułkę, Allegro. Musi wrócić do domu.

Allegra ucałowała go w policzek.

– Obiecuję. A teraz odpocznij.

Staruszek na chwilę mocniej ścisnął jej rękę. Odeszła z ciężkim sercem i głową pełną pytań. Wyciągnęła telefon z kieszeni i wybrała numer Mattea. Wydała pomruk niezadowolenia, gdy usłyszała głos z automatycznej sekretarki. Po namyśle odrzuciła pomysł kontaktu z resztą rodzeństwa. Oprócz Mattea i Bianki nie rozmawiała z braćmi i siostrami od tygodni. Wszyscy wiedzieli o chorobie dziadka i daliby radę go odwiedzić, ale prowadzili bardzo aktywne życie. Nie mogła ich obciążać swoimi troskami. Zresztą musiała dotrzymać danej obietnicy. Za wszelką cenę.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Allegro, już dziesiąta.

Allegra zakreśliła markerem przeczytany fragment dokumentu, zanim uniosła głowę. Szukała w myślach sposobu, by zachęcić władze małego państewka w Azji nad Pacyfikiem do ratyfikowania nowych praw dla kobiet. Jej zabiegi dyplomatyczne przynosiły efekty, ale niewystarczające. Wciąż napotykała przeszkody. Postanowiła poprosić brata, Alessandra, żeby zawarł kontrakty korzystne dla kraju, w którym obecnie prowadziła działalność. Doświadczenie nauczyło ją, że obietnica korzyści materialnych ułatwia negocjacje. Zbyt długo walczyła o prawa kobiet, by zawrócić w pół drogi.

– Sekretarz szejka Rahima Al-Hadiego wyznaczył ci piętnaście minut na rozmowę. Zostało czternaście – poinformowała jej asystentka Zara, zerkając znacząco na zegarek.

Allegra z kwaśną miną odłożyła marker, niepewna, z jakim człowiekiem przyjdzie jej negocjować.

Po wizycie u dziadka spędziła pół godziny na zbieraniu informacji o królestwie Dar-Amanu i jego obecnie panującym szejku. Starała się myśleć o tym, że miała do wykonania konkretne zadanie i obietnicę do spełnienia. Jednak pozyskane wiadomości zszokowały ją.

Wybierając numer, na próżno usiłowała wymazać z pamięci zdjęcia licznych podbojów szejka, haftowanej złotą nicią pościeli, zdobionych brylantami zwierciadeł i innych bezcennych skarbów w każdej komnacie, zdobytych kosztem narodu.

Zacisnęła palce na słuchawce, gdy usłyszała zapierające dech w piersi, gorące arabskie rytmy. Podziałały na nią kojąco. Wyobraziła sobie noc na pustyni, wysokie postacie w białych szatach, wypowiadane szeptem obietnice i rozmarzone oczy, obiecujące wieczne szczęście.

– Halo? – przywrócił ją do rzeczywistości głęboki, męski głos.

– Szejk Al-Hadi? Dziękuję, że wasza wysokość zgodził się odebrać mój telefon.

– Podziękuje mi pani, jeżeli wyjaśni powód tej rozmowy.

– Nazywam się Allegra Di Sione…

– Wiem. Czekam tylko na wyjaśnienie, po co pani dzwoni.

Allegra przygryzła wargę, rozczarowana cierpką odpowiedzią. Na szczęście jako szefowa fundacji zdobyła doświadczenie w dyplomacji nawet wobec nieuprzejmych rozmówców.

– Mam do waszej wysokości ważną sprawę, którą wolałabym omówić osobiście.

– Ponieważ nigdy wcześniej pani nie spotkałem, przypuszczam, że pragnie pani przedyskutować jakieś kwestie w imieniu fundacji?

Allegra wolała go nie uświadamiać, że dzwoni jako prywatna osoba, żeby nie odbierać sobie szans na spotkanie. Ponieważ poprzedni szejk zmarł, nie była nawet pewna, czy obecny nadal posiada bezcenną szkatułkę jej dziadka.

– Przyjadę jako głowa mojej rodzinnej fundacji – odrzekła enigmatycznie.

Nie wierzyła w coś takiego jak los czy przeznaczenie. Inaczej uschłaby ze zgryzoty na myśl, że los wyznaczył siedmiorgu maluchom rolę sierot, a teraz jeszcze zabierał jedyną osobę, która zastąpiła im rodziców. Dawno przyjęła do wiadomości, że szczęście nie bywa trwałe. Postanowiła więc mu pomóc, odkładając wyjaśnienia do momentu przyjazdu do Dar-Amanu, o ile w ogóle tam dotrze.

– Opuszczam stolicę w czwartek rano. Być może uda się pani zorganizować przyjazd po moim powrocie za miesiąc.

– Nie. Muszę zobaczyć waszą wysokość przed wyjazdem.

Przypuszczała, że szejk odwiedzi Europę albo Karaiby. Podobno posiadał rezydencje w Monako, St-Tropez i na Malediwach. Gdy odpowiedziała jej cisza, dodała:

– Moja wizyta nie potrwa dłużej niż kilka godzin, najwyżej pół dnia.

– Zgoda. Mój prywatny odrzutowiec jest obecnie na lotnisku Teterbo. Wraca za dwa dni. Załatwię pani lot.

Allegra wykrzywiła usta.

– Dziękuję, nie trzeba. Chętnie korzystam z usług komercyjnych linii.

Najwyraźniej nie zdołała ukryć dezaprobaty, skoro odparł:

– Sądząc po tonie, odnoszę wrażenie, że uraziła panią moja propozycja. Skoro tak, wybór należy do pani, ale proszę pamiętać, że czekają panią liczne przesiadki. Jeśli dotrze pani z opóźnieniem, niewykluczone, że z połowy dnia zostanie pani kilka minut. Jeżeli zmieni pani zdanie, proszę zawiadomić moją sekretarkę. Pani czas dobiegł końca, a na mnie czekają ważne sprawy państwowe. Żegnam, panno Di Sione.

– Proszę zaczekać.

– Na co?

Allegra pospiesznie przejrzała kalendarz. Najbliższy samolot odlatywał do Dar-Amanu jeszcze tego wieczora. Nie mogła nim jednak polecieć, ponieważ miała umówione spotkanie z ambasadorem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Następny lądował w Dar-Amanie dopiero w czwartek rano po trzech przesiadkach. Nie mogłaby sensownie prowadzić negocjacji zaraz po wyczerpującej podróży.

– Przyjmuję ofertę waszej wysokości – oświadczyła po chwili wahania.

– Mądra decyzja, panno Di Sione. Oczekuję pani wizyty w Dar-Amanie.

Szejk Rahim Al-Hadi studiował raport, dostarczony przez swego doradcę Haruna. Po dwukrotnym przeczytaniu zamknął folder i zasiadł za wielkim biurkiem z polerowanego drewna dębowego. Podobno wykonano je z jednego z dębów, zasadzonych przez pierwszego osadnika, który postawił stopę w Dar-Amanie, pierwszego szejka Al-Hadiego, jego przodka.

Zawsze, gdy zajmował to miejsce, czuł ciężar odpowiedzialności spoczywającej na władcy. Za każdym razem, gdy podejmował decyzję, przyjętą przez konserwatywną radę państwa ze zmarszczonymi brwiami lub wyrazami protestu, przygniatał go ten ciężar. Niegdyś najchętniej wrzuciłby przeklęty mebel do ognia i patrzył, jak płonie przez całą noc przy okrzykach aplauzu pochlebców i wielbicielek.

Z niewesołym uśmiechem dotknął blizny po lewej stronie podbródka, pamiątki po brawurowej wspinaczce po klifie. Po śmierci ojca przed sześcioma miesiącami raptownie porzucił burzliwy, pełen przygód tryb życia. Został zmuszony do powrotu do domu i wzięcia na siebie ciężaru władzy. Odpędziwszy wspomnienia, nacisnął przycisk intercomu.

– Harunie, każ przygotować pokoje dla oficjalnych gości we wschodnim skrzydle – rozkazał. – I odłóż moją podróż o trzy dni.

– Ale… Czy wasza wysokość jest pewien? – dopytywał się starszy pan.

Rahim stłumił westchnienie. Miał serdecznie dość domysłów swego głównego asystenta. Dawno by go zwolnił, gdyby nie stanowił niewyczerpanego źródła informacji o stanie państwa. Nie potrzebował szpiegów, żeby wiedzieć, że Harun nie widzi go w roli władcy. Gdyby decyzja należała do Haruna, kiedy rada przedstawiła mu zasady abdykacji, zmusiłby go do niej, by posadzić na tronie własnego syna, dalekiego kuzyna Rahima.

Lecz choć przedstawiono mu możliwość, której się nie spodziewał przed czterdziestym czy pięćdziesiątym rokiem życia, Rahim wiedział, że ma tylko jeden wybór. Dar-Aman był jego ojczyzną, o którą jego przodkowie walczyli z poświęceniem. Nie zamierzał z niej rezygnować z powodu zranionych uczuć czy urazów z młodości.

Życie otworzyło mu oczy. Nauczyło go, że miłość i romantyzm istnieją tylko w umysłach naiwnych słabeuszy. Doskonale funkcjonował bez tych ulotnych emocji. Nie widział dla nich miejsca w przyszłości Dar-Amanu. Ani dla wygórowanych ambicji Haruna. Ale na razie go potrzebował. Do czasu przeprowadzenia niezbędnych reform w królestwie miał związane ręce. Ledwie rozplątał jeden węzeł, napotykał kolejne przeszkody.

– Zamierzam wydać bankiet w piątek wieczorem. Zaproś najważniejszych dygnitarzy i ministrów wraz z żonami.

– Oczywiście, wedle życzenia. Coś jeszcze, wasza wysokość?

– Jeżeli będę czegoś potrzebował, dam ci znać.

Po zakończeniu połączenia Rahim podszedł do okna. Tak jak dawniej ujrzał ponad pół kilometra zielonych trawników z lśniącymi mozaikami wokół majestatycznych fontann. Tak jak wszystko w królewskiej rezydencji, zaprojektowano je tak, by cieszyły oko.

Jego ojciec zrobił wszystko, by sprawić przyjemność uwielbianej żonie. Nie szczędził wydatków, by urządzić dla niej pałac jak z bajki. Za jej życia ta miłość rozkwitała i promieniowała na syna i naród. A potem zmarła. Zabrała ze sobą nienarodzonego braciszka Rahima. Śmierć matki pogrążyła jego świat w ciemności.

Zacisnął zęby, gdy bolesne wspomnienia otworzyły stare rany. Nadal bolały, odkąd wrócił w miejsce, gdzie przysiągł sobie w wieku osiemnastu lat nigdy nie powrócić. Pamiętał ostre słowa, które ojciec rzucił mu w twarz podczas ostatniej kłótni. Zaszokowało go wtedy, jak szybko blakną dobre wspomnienia w obliczu cierpienia i osamotnienia. Śmierć matki odmieniła jego życie na długi czas. Los nie oszczędził też narodu, który bardzo ucierpiał po utracie królowej.

Wstrząsnęło go to, co zobaczył pół roku temu po powrocie do kraju, ale mógł winić tylko siebie. Od dnia opuszczenia Dar-Amanu przed piętnastu laty zerwał wszelkie więzi z ojczyzną. Nawet jeśli ludzie, którzy go otaczali, wiedzieli, że jest następcą tronu, zabronił im wspominać o ojczystym kraju. Wyrzucił go z serca i pamięci.

Teraz patrzył na swoje królestwo z żalem i smutkiem.

Za bajkowym pałacem leżały niezliczone place budowy, zaledwie początek odbudowy ze zgliszcz zamiast harmonijnego rozkwitu. Infrastrukturę Dar-Amanu zostawiono w rękach chciwych, skorumpowanych ludzi, którzy rujnowali gospodarkę, póki powrót Rahima nie położył kresu ich matactwom. Rząd, uważany niegdyś przez społeczność międzynarodową za postępowy, zdegenerował się niemal do archaicznego poziomu.

Skierował myśli na planowaną wizytę Allegry Di Sione. Wprawdzie w czasach, kiedy ostro balował, poznał jej braci bliźniaków, ale nie znał reszty rodzeństwa. Po studiach stworzył własną firmę, wartą miliardy, a równocześnie żył pełnią życia. Ani razu nie pomyślał o kraju, który popadał w ruinę. Wciąż pamiętano mu młodzieńcze wybryki sprzed rozstania z ojcem i późniejszy rozwiązły styl życia.

Mógłby wprawdzie zainwestować własne pieniądze w odbudowę królestwa, ale w ten sposób nie zdołałby podreperować swego wizerunku. Musiał przekonać swój lud, że nie jest już beztroskim playboyem, który sypnie groszem dla efektu, żeby ponownie gdzieś zniknąć.

Wizyta Allegry Di Sione, znanej działaczki walczącej o prawa kobiet, zwłaszcza w ubogich państwach, nie mogła przypaść w lepszym momencie. Potrzebował jej, żeby jego rodacy uwierzyli, że zamierza zainwestować w ich przyszłość.

Nie mógł wprawdzie zabronić dziennikarzom wypominania mu błędów młodości, ale mógł pozyskać ich zaufanie, zanim zainwestuje własne fundusze w przyszłość królestwa. Allegra Di Sione mogła stanowić klucz do realizacji tego planu.

Allegra wstała i podeszła do drzwi samolotu, gdy tylko pozwolono jej rozpiąć pas. Rozsadzała ją złość, przede wszystkim na siebie.

 

Wsiadła wprawdzie z odrazą do królewskiego odrzutowca, lecz po krótkim oporze z przyjemnością zapadła w miękki fotel. Podczas czternastogodzinnego lotu chętnie korzystała z usług uprzejmej załogi i supernowoczesnych urządzeń technicznych, umożliwiających stały kontakt z biurem. Wreszcie pojęła, dlaczego bracia wysoko sobie cenili ten sposób przemieszczania się. Możliwość prowadzenia międzynarodowych interesów w podróży była dla nich błogosławieństwem.

Zaczęła nawet podziwiać szejka, gdy jeden z pracowników poinformował ją, że samolot dostarcza również żywność do pustynnych regionów w razie potrzeby. Ale doznała rozczarowania, przeglądając folder z informacjami o Dar-Amanie, przygotowany przez Zarę.

Artykuł w kolorowym czasopiśmie ukazywał przepaść, jaka dzieliła zwykłych mieszkańców od władcy bogatego w ropę naftową państwa. Nieprzyzwoity wprost przepych pałacu przyprawiał o mdłości w porównaniu z powszechnym ubóstwem i zaniedbaniem. Allegra patrzyła z odrazą na złocone sufity i puzderka Faberge’a ustawione nonszalancko w pokojach gościnnych. Nawet kolumny i arkady łączące hol z komnatami zostały pokryte złotem. Przeżyła wstrząs, gdy porównała roczne koszty utrzymania pałacu z wynotowanym przez Zarę dochodem narodowym Dar-Amanu.

Pamiętała to szokujące zestawienie, gdy wyszła w promieniach porannego słońca na czerwony dywan i ujrzała konwój czarnych SUV-ów zmierzających w kierunku samolotu. Wśród lśniących aut wypatrzyła najbardziej ekskluzywny model rolls royce’a, opatrzony miniaturowymi flagami. Ponieważ jeden z braci rozważał możliwość zakupu podobnego, znała jego koszt. Odwróciła wzrok od białego, pozłacanego cacka ku mężczyźnie w powiewnych jasnych szatach, zmierzającemu w jej kierunku.

Z zapartym tchem obserwowała jego zwinne ruchy. Gdy podszedł bliżej, napotkała przenikliwe spojrzenie piwnych oczu w oprawie długich, gęstych rzęs. Oczarował ją ich widok. Patrzyła jak zahipnotyzowana na wysokie kości policzkowe, wyrazistą linię żuchwy ze starannie przystrzyżonym zarostem i arystokratyczny nos.

Poznała wystarczająco wielu mężów stanu, by na pierwszy rzut oka rozpoznać urodzonego przywódcę. Zdjęcia w gazetach nie oddawały jego charyzmy. Nie potrzebował symboli luksusu ani królewskiego zawoju na głowie. Zanim zdążyła dojść do ładu z mieszanymi uczuciami, jakie w niej budził, odsłonił zęby w czarującym uśmiechu, który natychmiast ją rozbroił.

– Miło mi panią poznać, panno Di Sione. Jestem szejk Rahim Al-Hadi. Proszę wybaczyć, że nie wyjechałem wcześniej na spotkanie, ale zatrzymały mnie obowiązki w pałacu – zagadnął, wyciągając dłoń na powitanie.

Zachwycona jego męską urodą Allegra musiała sobie przypomnieć, że nie aprobuje jego postępowania. W obecności świty jednak nie wypadało czynić afrontu głowie państwa. Gdy dotknęła jego ręki, fala gorąca popłynęła w górę, ku ramieniu.

– Nie oczekuję specjalnego traktowania – zapewniła, gdy odzyskała zdolność logicznego myślenia.

– Jako gość zaproszony specjalnie przeze mnie do Dar-Amanu ma pani do niego pełne prawo – odrzekł z kurtuazją. – Zapoznam panią z moją radą, a potem pojedziemy do pałacu.

Odstąpił do tyłu, odsłaniając niewielką grupkę ludzi. Jako pierwszy wystąpił z niej mężczyzna w średnim wieku, który popatrzył na nią z wyraźną dezaprobatą.

– To Harun Saddiq, mój osobisty asystent i główny doradca – przedstawił go szejk.

Allegra przywołała uśmiech na twarz.

– Przypuszczam, że to z panem rozmawiałam przez telefon. Dziękuję za pomoc w zorganizowaniu podróży.

Starszy pan skłonił głowę i podał jej rękę, ale nie wypowiedział ani słowa. Allegra doszła do wniosku, że nie warto łamać sobie głowy nad powodami jego antypatii. Nie pozostanie tu na tyle długo, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie. Powitała resztę zgromadzonych osobistości zgodnie z zasadami dyplomacji, zanim szejk podprowadził ją do luksusowego auta. Kierowca wysiadł, ale Rahim Al-Hadi odprawił go gestem. Zaskoczona naruszeniem protokołu, Allegra podniosła na niego zdumione spojrzenie.

– Czy dobrze się pani czuje? – zapytał, jakby odgadł, że zrobił na niej piorunujące wrażenie.

– Ależ oczywiście. Dlaczego nie?

– To nic dziwnego po długiej podróży, że człowiek bywa znużony i zdenerwowany.

– Naprawdę doskonale ją zniosłam. I wasza wysokość nie musiał po mnie przyjeżdżać.

– Być może mam ukryte motywy – odrzekł ze zniewalającym uśmiechem, który rozpalił jej zmysły.

Dobrze, że pamiętała o jego reputacji playboya. Prawdopodobnie w każdej kobiecie widział potencjalną zdobycz.

– Szkoda, że nie zostanę tu na tyle długo, by je poznać – odparła, wsiadając do auta.

Gdy Rahim Al-Hadi zajął miejsce obok niej, otoczył ją egzotyczny, męski zapach z nutą drzewa sandałowego. Podziałał na nią odurzająco, niemal jak narkotyk.

Allegra w czasie studiów i później chodziła na randki z pełnymi uroku mężczyznami, ale żaden nie dorastał mu do pięt. Raz nawet pozwoliła sobie na intymny związek, raczej z ciekawości, żeby zobaczyć, co traci, poświęcając całą energię pracy. Lecz nikt do tej pory nie działał na nią tak silnie jak Rahim Al-Hadi.

– Jestem wdzięczna za tak szybkie wyrażenie zgody na nasze spotkanie – zagadnęła uprzejmie. – Obiecuję, że nie zajmę waszej wysokości zbyt wiele cennego czasu.

– Miło mi panią poinformować, że dostosowałem moje plany do pani wizyty. Jestem wraz z moimi ludźmi do pani usług. Podczas całego pobytu może pani swobodnie korzystać ze wszystkich dostępnych luksusów.

Przypomnienie o jego bogactwie w jednej chwili brutalnie sprowadziło Allegrę z obłoków na ziemię.

– Dziękuję, ale w zupełności wystarczy mi hotelowy pokój i filiżanka mocnej kawy podczas omawiania sprawy, w której przyjechałam. Ponieważ zarezerwowałam sobie powrotny lot na jutro, chciałabym prosić o chwilę rozmowy tak szybko, jak to możliwe.

Rahim zmarszczył brwi.

– Wyjeżdża pani już jutro? – wycedził przez zaciśnięte zęby, wyraźnie niezadowolony, jakby go czymś uraziła.

– Wasza wysokość zaznaczył, że nie ma dla mnie zbyt wiele czasu.

– Na osobności proszę zwracać się do mnie po imieniu. Czy mogę nazywać panią Allegrą?

Zaskoczył ją tą propozycją. Z przyjemnością słuchała melodyjnej intonacji, gdy wypowiadał jej imię ze zmysłowym, orientalnym akcentem.

– Tak… oczywiście – potwierdziła, wdzięczna losowi, że pierwsze spotkanie przebiegło lepiej, niż przewidywała.

– Muszę przyznać, Allegro, że nie przywiązywałem do naszej rozmowy telefonicznej takiej wagi, na jaką zasługiwała. Po jej zakończeniu zmieniłem plany. Kazałem przygotować dla ciebie komnaty w moim pałacu. Odłożyłem też planowaną podróż na niedzielę, więc do tego czasu będę do twojej całkowitej dyspozycji. Dziś wieczorem wydam bankiet na twoją cześć.

– Bankiet? – powtórzyła Allegra z bezgranicznym zdumieniem. – Ależ przyjechałam tylko, żeby…

– Wrócimy do powodów twojej wizyty, kiedy odpoczniesz. Na razie zabieram cię na krótką wycieczkę po naszej pięknej stolicy, Shar-el-Amanie.

Allegra na próżno usiłowała ukryć zaskoczenie. Zaczęła podejrzewać, że za gościnnością Rahima rzeczywiście kryją się jakieś tajemne motywy.

– Nie spodziewałam się, że podejmiesz dla mnie tyle wysiłku – zdołała wykrztusić.

– Ale przyjmujesz zaproszenie?

– Tak.

Uśmiech satysfakcji na pięknie wykrojonych ustach Rahima przykuł uwagę Allegry. Pewnie myślał, że potrafi oczarować nim każdego. Najgorsze, że ją też. Nic dziwnego, że okrzyknięto go najbardziej pożądanym kawalerem na świecie. Tymczasem Rahim wskazał grupę budynków na wzgórzu.

– To nasz uniwersytet z kadrą światowej klasy i najnowocześniejszym wyposażeniem.

W ciągu następnych dziesięciu minut pokazał jej kilka najcenniejszych osobliwości stolicy Dar-Amanu. Przy kolejnym obiekcie nie zdołała powstrzymać się od uszczypliwego komentarza:

– Miło oglądać fontanny i pomniki ze złotymi tablicami, ale obecna sytuacja ekonomiczna kraju nie wygląda najlepiej.

– Moja matka uwielbiała piękne rzeczy. Ojciec niczego nie potrafił jej odmówić. A nad gospodarką zdołałem zapanować.