Cena sukcesu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maya Blake
Cena sukcesu

Tłumaczenie:

Natalia Wiśniewska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Chwile przed katastrofą zdają się mijać w zwolnionym tempie. I nawet samochody, które pędzą z prędkością dwieście dwadzieścia kilometrów na godzinę, wyglądają, jakby sunęły leniwie po asfalcie, z płynnością i gracją tancerzy baletowych.

Sasha Fleming wstrząśnięta patrzyła, jak przedni błotnik samochodu Rafaela ociera się o tylne koło wolniejszego auta. Setki tysięcy kilogramów włókna węglowego wygięło się w tył. Pogięty metal przebił lewą oponę, przez co pojazd wykonał obrót o dziewięćdziesiąt stopni, a potem wystrzelił w górę.

Gdy znany całemu światu samochód wyścigowy uległ grawitacji i spadł na ziemię, doszło do eksplozji. Wybuch był tak potężny, że prawie ją ogłuszył.

– Rozbił się! Rozbił się! Aktualny mistrz świata, Rafael de Cervantes, rozbił swojego Espiritu DSII. Nie dalej jak dziś rano gazety donosiły, że to niezniszczalna maszyna. Jak mogli się tak pomylić?

Gdy nie mogła dłużej znieść złośliwej satysfakcji pobrzmiewającej w głosie komentatora, Sasha zerwała słuchawki z głowy. Jej serce zaczęło bić tak mocno i szybko, jakby lada moment miało wyrwać się z klatki piersiowej. Nie odrywała jednak wzroku od ekranów na ścianie zatoki przeznaczonej dla obsługi technicznej.

– Podkręć dźwięk – wrzasnął ktoś.

Zaciskając zęby, toczyła wewnętrzną walkę. Wspomnienia z przeszłości, z innego wypadku, kłębiły jej się w głowie, gdy na ekranach rozgrywał się przerażający spektakl.

„Czasami jedynym sposobem na pokonanie bólu jest zatracenie się w nim. Pozwól, żeby cię ogarnął, a kiedyś na pewno zniknie”. Jak często ojciec powtarzał jej te słowa? Kiedy skręciła kostkę podczas nauki jazdy na rowerze. Kiedy złamała rękę przy upadku z drzewa. Kiedy straciła matkę w wieku dziesięciu lat. Kiedy cierpiała po rozstaniu z niewłaściwym facetem.

Jak dotąd zdołała się ze wszystkim uporać. No, może prawie ze wszystkim.

Głos komentatora wyrwał ją z zamyślenia.

– W samochodzie nikt się nie rusza. Wyścig został wstrzymany, a samochód bezpieczeństwa jest już w drodze, podobnie jak karetka. Nie wygląda to dobrze…

Sasha z trudem łapała powietrze, jednocześnie próbując rozpiąć kilka guzików ciasnego kombinezonu. Dreszcze wstrząsały jej ciałem, gdy wspominała ostatnią rozmowę, którą odbyła z Rafaelem.

Był na nią wściekły, chociaż ona tylko próbowała pomóc. Usłyszała wiele oskarżeń skierowanych pod jej adresem. Czy to możliwe, że w jakiś sposób przyłożyła rękę do tej katastrofy? Czy ponosiła odpowiedzialność za wypadek?

– Karetka dotarła na miejsce. Pojawił się również brat Rafaela, Marco, właściciel ekipy Espiritu. Lada moment powinniśmy otrzymać jakieś wieści.

Na dźwięk imienia „Marco” przeżyła kolejny wstrząs. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że w końcu przyleciał na Węgry. W ciągu dwóch lat, które spędziła w zespole Espiritu jako rezerwowy kierowca, Marco de Cervantes nie opuścił ani jednego wyścigu. Wszystko zmieniło się w ostatni weekend. Cierpkie odpowiedzi Rafaela sugerowały, że bracia się pokłócili.

Jeden z kamerzystów, bez wątpienia odważny, przedarł się przez kordon ochroniarzy i uchwycił Marca – jego wyraźnie zarysowaną szczękę, nieznacznie pobladłą oliwkową cerę. Mężczyzna patrzył przed siebie, a jego postawa nie zdradzała żadnych emocji. W pewnej chwili odwrócił głowę i spojrzał prosto w obiektyw.

Sasha wstrzymała oddech na widok furii skrywającej się w jego piwnych oczach. Miał pełną napięcia twarz i zaciśnięte usta. Starał się, jak mógł, by niczego nie dać po sobie poznać. W zaistniałych okolicznościach nikogo nie powinno to dziwić.

Drżąc na całym ciele, odwróciła wzrok od ekranu. Zapragnęła czym prędzej uciec od widoku roztrzaskanego samochodu. Na tyłach garażu, gdzie składowano opony, mogła znaleźć tymczasowe schronienie.

Nie zdążyła jednak zrobić nawet kroku, ponieważ Tom Brooks, jej agent prasowy, odłączył się od zespołu i ruszył w jej stronę.

– Musimy przygotować się do wywiadu – rzucił szybko, przebierając palcami po iPadzie.

Ogarnęły ją mdłości.

– Już? Przecież nawet nie wiemy co z Rafaelem.

– I o to chodzi. Oczy całego świata będą zwrócone na naszą ekipę. Nie możemy pozwolić sobie na potknięcie. Wywiad musi być świetny – dodał szorstko.

Sasha przygryzła wargę. Jej żarliwe protesty w obliczu spekulacji mediów na temat jej rzekomego związku z Rafaelem tylko podsyciły niezdrowe zainteresowanie dziennikarzy.

– Do końca życia zamierzasz być kierowcą rezerwowym?

– Oczywiście, że nie.

– To dobrze, bo nie zamierzam być agentem prasowym kierowcy rezerwowego aż do śmierci. Masz okazję udowodnić, że dorównujesz chłopakom.

Poczuła, jak narasta w niej gniew.

– Nie zamierzam niczego udowadniać za wszelką cenę, Tom.

– Będziesz musiała. Myślisz, że którykolwiek z kierowców wahałby się na twoim miejscu choć przez ułamek sekundy?

– Nie będę żerować na tragedii Rafaela! Nawet nie wiemy, w jakim jest stanie!

– W takim razie czekaj z założonymi rękami, aż się czegoś dowiesz. Ledwie garstka kobiet zapisała się w historii Formuły X1. Tym bardziej masz szansę wskoczyć za kierownicę i sprawić, by świat zaczął mówić o tym, o czym powinien.

Nie musiał prosić o sprostowanie. Poczuła ukłucie bólu, ale zignorowała je i ściągnęła ramion.

– Nie obchodzą mnie plotki. Jestem dobrym kierowcą…

– A także córką Jacka Fleminga i byłą dziewczyną Dereka Mahoneya. Jeżeli chcesz być traktowana poważnie, musisz wyjść z ich cienia. Udziel wywiadu. Sięgnij po to, co ci się należy.

Gdy ponownie skupił uwagę na telefonie, Sashę ogarnęła panika. Chociaż nie lubiła zgryźliwego tonu Toma i jego bezduszności, nie mogła się z nim nie zgodzić. Nie często nadarzała się okazja, by z rezerwowego awansować na głównego kierowcę zespołu Espiritu, dlatego nie mogła jej przegapić, jeśli zależało jej na spełnieniu marzeń.

– Znalazłem reportera, który chętnie przeprowadzi wywiad…

– Nie. – Ponownie spojrzała na ekran. – Nie udzielę wywiadu, dopóki nie dowiem się, co z Rafaelem.

Dwie karetki pogotowia i pięć wozów straży pożarnej okrążyło zmasakrowany samochód. Iskry leciały w niebo, gdy strażacy cięli metal.

Marco de Cervantes obserwował akcję ratunkową z odległości niecałego metra, ignorując otaczających go ludzi i zaciskając pięści. Ani na moment nie oderwał wzroku od nieruchomej sylwetki brata w zniszczonym aucie.

Nie umieraj, Rafaelu, nie waż się, pomyślała Sasha z dudniącym sercem.

Twarz Toma złagodniała nieco, gdy podążył za jej spojrzeniem.

– Popracuję nad oświadczeniem, a ty znajdź jakieś ciche miejsce i ochłoń. – Pochylił się w jej stronę i szepnął: – To jest szansa, na którą czekałaś, Sasha. Nie zmarnuj jej.

Marco de Cervantes wszedł do prywatnej sali szpitala w Budapeszcie, chory z przerażenia. Zacisnął pięści, żeby powstrzymać drżenie rąk, i wolno podszedł do łóżka brata. Oczami wyobraźni wciąż widział koszmarne sceny z miejsca wypadku. Wszędzie była krew, mnóstwo krwi.

Spojrzał na bladą, spokojną twarz Rafaela i poczuł ucisk w gardle. To on podjął decyzję. Ostatnie słowo należało do niego. Postanowił dać bratu czas na odzyskanie zdrowego rozsądku, zamiast przekonywać go do swoich racji i przedstawiać sensowne argumenty. I to on pozwolił mu usiąść za kierownicą najpotężniejszego samochodu na świecie, gdy tamten wciąż nie pozbierał się po emocjonalnej traumie.

W przeciwieństwie do niego Rafael nie potrafił oddzielać sfery prywatnej od zawodowej. Jego życie przypominało chaos, w którym radość splatała się ze smutkiem, a triumf z poczuciem porażki.

Marco z trudem łapał powietrze. Ścisnął mocno dłoń brata i pochylił się nad łóżkiem szpitalnym.

– Masz przeżyć. Słyszysz? Przysięgam, że jeśli umrzesz, wytropię cię w piekle i skopię ci tyłek. – Przełknął ślinę, gdy poczuł suchość w gardle. Do oczu napłynęły mu łzy. Mocniej chwycił rękę brata, wiotką i ledwo ciepłą, jakby w ten sposób mógł przekazać mu siły witalne.

W uszach wciąż pobrzmiewało mu echo słów lekarza: „Obrzęk mózgu, krwotok wewnętrzny… Nie możemy zrobić nic więcej. Pozostaje czekać”. Zaklął pod nosem, odwracając się od łóżka.

Wyjrzał przez okno supernowoczesnego i niezwykle luksusowego prywatnego szpitala na dziedziniec ozdobiony fontannami i ukwieconymi klombami, które miały uspakajać pacjentów. W oddali widać było las ciągnący się po horyzont.

Ale malowniczy krajobraz nie przyniósł ukojenia. Natomiast tłum dziennikarzy i paparazzi tłoczących się przed bramą szpitala tylko popsuł mu humor. Przeczesał włosy palcami i ponownie stanął przy łóżku. Kątem oka dostrzegł migający ekran telewizora zawieszonego na ścianie. Jak na złość, kolejny raz relacjonowano wypadek z udziałem Rafaela.

Poczuł, jak zalewa go fala goryczy. Pięć minut później wyłączył obraz, po czym opadł ciężko na fotel obok brata.

– Pewnie byś się ze mną nie zgodził, mi hermano, ale miałeś szczęście, że zdołałeś uciec. Od wielu kłopotów.

Zaciskając zęby, dziękował w duszy Bogu za to, że jego brat nie mógł obejrzeć wywiadu emitowanego przed chwilą w wiadomościach. Chociaż Marco doskonale wiedział, do czego zdolni są ludzie szukający rozgłosu i władzy, chora ambicja wyzierająca z oczu Sashy Fleming najpierw wprawiła go w osłupienie, a potem go rozwścieczyła.

Jeśli ta kobieta tak bardzo pragnęła posmakować władzy, zamierzał jej to umożliwić. Potraktuje ją tak, jak ona potraktowała Rafaela. Zada jej taki ból, jaki ona zadała jemu. Zniszczy wszystkie jej marzenia.

 

– Przepraszam, czy może mi pani powiedzieć, w której sali leży Rafael de Cervantes? – zapytała Sasha pewnym głosem, chociaż wiedziała, że nie wolno jej było tu przebywać.

Pielęgniarka ubrana w wykrochmalony biały uniform spojrzała na nią, unosząc brwi.

– Czy jest pani członkiem rodziny?

– Nie, ale chcę sprawdzić, jak on się czuje. On był… to znaczy jest członkiem mojego zespołu. – Kiedy tylko wypowiedziała te słowa, poczuła ukłucie bólu.

Twarz pielęgniarki pojaśniała.

– Czy pani to Sasha Fleming?!

Sasha zmusiła się do uśmiechu, unosząc zbyt duże okulary.

– Tak – mruknęła.

– Mój bratanek panią uwielbia! – wykrzyknęła pielęgniarka. – Chociaż udaje, że to nieprawda. Zawsze, gdy ogląda pani piątkowe treningi, uśmiecha się od ucha do ucha. Będzie strasznie podekscytowany, kiedy mu powiem, że panią poznałam.

Sasha odprężyła się nieco.

– Dziękuję. Czy mogę zajrzeć do Rafaela? – powtórzyła pytanie. – Obiecuję, że zaraz wyjdę.

– Przykro mi, panno Fleming, ale nie ma pani na liście osób, które wolno mi do niego wpuszczać.

– A może Marco de Cervantes jest tutaj? Mogłabym poprosić go o pozwolenie – dodała nerwowo.

Musiała zapomnieć o niechęci wobec Marca – o jego zimnym, surowym obliczu – ponieważ przyjechała tutaj dla Rafaela.

– Niestety, wyszedł pół godziny temu.

– Jak to wyszedł? – Sasha nie mogła w to uwierzyć.

Pielęgniarka skinęła głową.

– Sprawiał wrażenie zdenerwowanego.

Przez chwilę Sasha zastanawiała się, czy próbować namówić pielęgniarkę do nagięcia regulaminu. Ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Wzdychając, nasunęła okulary na nos. Z ciężkim sercem ruszyła do windy, licząc na to, że przemknie się obok reporterów równie niepostrzeżenie jak poprzednim razem.

– Proszę zaczekać. – Pielęgniarka skinęła na nią ręką i pochyliła się w kierunku Sashy, która ponownie stanęła przy jej biurku. – Może przemycę panią na kilka minut – szepnęła.

Sasha poczuła ogromną ulgę.

– Bardzo pani dziękuję.

– Co ty, do diabła, tutaj robisz?

Sasha odwróciła się błyskawicznie na dźwięk lodowatego tonu głosu i wbiła wzrok w ciemną postać stojącą w drzwiach. Chociaż miała spędzić u Rafaela tylko kilka minut, całkiem straciła poczucie czasu. Gdy spojrzała na zegarek, zrozumiała, że siedziała przy nim ponad godzinę.

– Zadałem ci pytanie.

– Przyszłam do Rafaela. Nikogo przy nim nie było…

– I pomyślałaś, że się wślizgniesz?

– Nie! Pielęgniarka… – Sasha urwała w połowie zdania, gdy zrozumiała, że może przysporzyć kłopotów miłej kobiecie.

– Co pielęgniarka?

Marco podszedł do niej energicznym krokiem, więc wstała. Mimo wszystko nadal musiała zadzierać głowę, żebym móc patrzeć mu w oczy. Potrząsnęła głową.

– Chciałam tylko sprawdzić, jak się czuje. – Przeszyło ją świdrujące spojrzenie piwnych oczu.

– Jak długo tu jesteś?

Zaryzykowała kolejne spojrzenie na zegarek. Nie wiedziała, czy skłamać, czy wyznać prawdę.

– Jakie to ma znaczenie?

– Jak długo? – wycedził przez zaciśnięte zęby, przyglądając się bratu, jakby szukał na jego ciele dodatkowych obrażeń.

– Chyba nie sądzisz, że mogłabym go skrzywdzić?! – rzuciła gniewnie.

– Ja nie sądzę, ja to wiem, a ty już go skrzywdziłaś! – Jego ostre słowa smagały ją niczym pejcz.

– Rafael powiedział ci, że się pokłóciliśmy?

– Oczywiście, że mi powiedział. Stąd wnioskuję, że twoja obecność tutaj nie ma nic wspólnego z troską. Przyszłaś się lansować przed kamerami!

– Nic podobnego!

– Pewnie dlatego liczba dziennikarzy czatujących przed bramą szpitala podwoiła się w ciągu ostatniej godziny?

Jej wzrok powędrował w kierunku okien. Zasłaniały je żaluzje, chroniące nie tylko przed słońcem. Zrobiła krok w ich kierunku, żeby wyjrzeć na zewnątrz, ale Marco mocno ścisnął jej nadgarstek. Zamarła, zdumiona gwałtowną reakcją swojego ciała.

– Jeśli myślisz, że pozwolę ci żerować na nieszczęściu mojego brata, to grubo się mylisz.

– Dlaczego uważasz, że byłabym do tego zdolna?

Wymuszony uśmiech nadał jego twarzy upiorny wygląd.

– Myślisz, że nie widziałem wywiadu, którego udzieliłaś? Opowiadałaś ludziom, jak bardzo martwisz się o niego, ale nie zapomniałaś także dodać, że zajmiesz jego miejsce, by nie zawieść zespołu. Jak ty to ładnie ujęłaś? „Zasłużyłam na fotel głównego kierowcy. Nie raz dowiodłam, że jestem go warta”.

Sasha nie mogła uciec przed jego lodowatym spojrzeniem.

– Ja… Ja nie powinnam… – Niepokój, który odczuwała w trakcie wywiadu, powrócił niczym bumerang. – Nie to miałam na myśli…

– Co w takim razie chciałaś powiedzieć? Niby jak zasłużyłaś na jego miejsce za kierownicą? Jesteś kierowcą rezerwowym! Nikim więcej.

– Nadszedł mój czas! – Sasha szarpnęła ręką, ale on nie puścił.

Ściągnął czarne brwi. Chociaż kipiał z gniewu, wyglądał tak seksownie, że nie mogła trzeźwo myśleć. Zaczynała rozumieć, dlaczego zawsze otaczał go tabun ochroniarzy. Pewnie działał na kobiety jak lep na muchy. Podobno jakaś dziewczyna oszalała na jego punkcie do tego stopnia, że zakradła się do jego sypialni przez okno w dachu.

– Twój czas? Co niby przez to rozumiesz? Co jest w tobie takiego wyjątkowego?

– Nie powiedziałam, że jest we mnie coś wyjątkowego.

– Na podstawie twojego wywiadu wywnioskowałem coś zupełnie innego. Zrozumiałem nawet, że popełnię wielki błąd, jeśli nie pozwolę ci zająć miejsca Rafaela. Nie próbowałaś przypadkiem nastraszyć mnie ewentualnym pozwem sądowym?

W końcu zdołała wyswobodzić się z jego uścisku i odsunąć od niego.

– To chyba nie jest odpowiedni czas ani odpowiednie miejsce na taką rozmowę.

Spojrzała na nieprzytomnego Rafaela, na aparaturę podtrzymującą życie, na liczne rurki i przewody i ogarnął ją żal. Marco podążył za jej wzrokiem i natychmiast jego twarz wykrzywił ból. Sasha to rozumiała. Dobrze znała strach przed nieznanym w obliczu tragedii ukochanej osoby.

– Rafael jest silny, to prawdziwy wojownik. Wyjdzie z tego – szepnęła łagodnie.

Marco gwałtownie wciągnął powietrze, a jego twarz na powrót zamieniła się w kamienną maskę. Uśmiechnął się kpiąco.

– Twoja troska jest naprawdę wzruszająca, ale lepiej przestań chrzanić. Nie ma tutaj kamer ani mikrofonów, które mogłyby zarejestrować twoje nieszczere słowa. A może nosisz przy sobie dyktafon?

– Jesteś wstrętny! – Odwróciwszy się od niego, chwyciła swoją torebkę ze skórzanej kanapy, a potem ruszyła do drzwi.

– Jak w takim razie określisz swój zamiar zajęcia jego miejsca w zespole? Obwieściłaś go światu, chociaż nawet nie wiedziałaś, czy Rafael przeżyje.

Sasha skinęła głową.

– Przyznaję, że to nie był najlepszy moment na wywiad.

Przez ułamek sekundy sprawiał wrażenie zaskoczonego.

– Ale go udzieliłaś.

Najłatwiej byłoby zrzucić winę na Toma, ale wtedy zachowałaby się jak tchórz.

– Uznałam, że tak będzie najlepiej dla zespołu. Dlatego zaproponowałam, że zajmę miejsce Rafaela. Przyznaję jednak, że nie był to odpowiedni moment, i przepraszam za to.

Zadrżała pod wpływem jego lodowatego uśmiechu. Wiedziała, że lada chwila usłyszy wyrok.

– Nie powinnaś się była tak spieszyć, zwłaszcza że jako właściciel zespołu to ja podejmuję decyzje o tym, co leży w interesie drużyny Espiritu.

Marco podszedł do łóżka brata i spojrzał na nieruchome ciało.

Sasha przyglądała się obu mężczyznom. Chociaż byli do siebie bardzo podobni, różniło ich wiele. Rafael był spontaniczny i towarzyszki, podczas gdy jego brat tłumił uczucia i stronił od ludzi.

– To ja podejmuję decyzje – powtórzył. – I to ja dźwigam brzemię ich konsekwencji. A w tej sytuacji widzę tylko jedno wyjście.

Serce Sashy stanęło na moment.

– Jakie?

– Jesteś zwolniona. – Uśmiechnął się szeroko. – Żegnam.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Słucham?

– Wynoś się.

Sasha stała jak zamurowana.

– Nie ma mowy. Ty… ty nie możesz tego zrobić. Nie możesz mnie zwolnić. – Wiedziała, że jakiś zapis w kontrakcie chronił ją przed podobnymi zajściami, ale w stresie nie potrafiła sobie przypomnieć, jak dokładnie brzmiał.

– Oczywiście, że mogę. Zespół należy do mnie. To dotyczy także ciebie.

– No tak, ale… – Zrobiła głęboki wdech i spróbowała zapanować nad nerwami. – Nie zrobiłam nic złego. Udzieliłam wywiadu w niestosownym momencie, ale to nie wystarczy, żeby mnie zwolnić.

– A może to nie wszystko?

Przeszył ją zimny dreszcz.

– Do czego zmierzasz?

Przeniósł wzrok z niej na brata, po czym ściągnął brwi.

– Co do jednego masz rację: to nie jest odpowiednie miejsce na tę rozmowę. – Ruszył energicznie w jej stronę. Poruszał się z gracją i zwinnością. Sasha nie mogła oderwać oczu od muskularnego ciała tego wspaniałego Hiszpana. Zanim jednak ją staranował, odskoczyła na bok.

– Może będzie lepiej, jeśli już pójdę.

– Uciekasz? Boisz się, że dogoni cię przeszłość?

Sasha zdołała stłumić emocje. Była pewna, że nie poznał całej prawdy.

– Moja przeszłość nie ma nic wspólnego z kontraktem czyniącym mnie członkiem zespołu.

– To niezwykłe, z jaką łatwością kłamiesz. Nic dziwnego, że zdołałaś omotać Rafaela. Nie rozumiem tylko, czemu go odrzuciłaś. Zaproponował ci wszystko, czego mogłabyś zapragnąć: pieniądze, sławę i prestiż. Mogłabyś opływać w luksusy, gdybyś tylko zgodziła się odgrywać rolę pani na zamku.

– Nic o mnie nie wiesz.

– Wiem wystarczająco dużo i mam dość twoich kłamstw. Wynoś się. – Mocnym szarpnięciem otworzył drzwi na oścież.

Sasha ostatni raz zerknęła na Rafaela.

– Przekażesz mu, że u niego byłam, kiedy się obudzi? Proszę.

Marco nie mógł uwierzyć własnym uszom.

– Jeśli dopisze nam szczęście, Rafael nie będzie o tobie pamiętał, kiedy się obudzi. Zwłaszcza że od dzisiaj dla nas nie pracujesz.

– Na jakiej podstawie mnie zwalniasz? – rzuciła butnie z nadzieją, że tym razem jej głos zabrzmiał bardziej stanowczo.

– Moi prawnicy na pewno coś znajdą. Z mojej strony to wszystko. – Wymownie spojrzał na drzwi.

Roztrzęsiona wyszła na korytarz. Próbowała zachować zimną krew, ale emocje wzięły górę. Wiedziała, że kontrakt zapewniał jej ochronę. Nie było w nim miejsca na nieuzasadnione zwolnienie. Z drugiej strony, w historii wyścigów niejeden kierowca procesował się już z właścicielem tego czy innego zespołu.

Myśl, że mogłaby stracić wszystko, o co dotąd walczyła, sprawiła, że zaschło jej w ustach. Stoczyła wiele trudnych bitew, żeby wywalczyć pozycję rezerwowego w najlepszym zespole świata. Pokonała wiele trudności i poniosła liczne ofiary. Dlatego musiała przekonać Marca de Cervantesa do zmiany decyzji.

Ale w chwili, gdy się odwróciła, ujrzała niskiego mężczyznę w garniturze. Spieszył w ich stronę z przymilnym uśmiechem na ustach. Wręczył Marcowi małe drewniane pudełko i szybko wyrecytował kilka zdań po francusku. Odpowiedź Marca była krótka i szorstka.

Mężczyzna zerknął zdumiony w stronę recepcji, a Sasha podążyła za jego wzrokiem. Natychmiast rozpoznała pielęgniarkę, która pozwoliła jej wejść, i ogarnęła ją panika.

Tymczasem Marco ruszył już do windy.

– Zaczekaj! – zawołała, biegnąc za nim. Wyhamowała tuż przed metalowymi podwójnymi drzwiami. – Czy możemy porozmawiać? – zwróciła się do niego błagalnie. – Proszę.

Nie odpowiedział, ale wyraz jego twarzy nie pozostawiał żadnych złudzeń. Nie zamierzał zaszczycić jej uwagą. Bez słowa wsiadł do windy, ale Sasha nie chciała się poddać. Stanęła obok niego. Zanim drzwi zamknęły się za nimi, zauważyła, jak znajoma pielęgniarka wybucha płaczem.

– Mój Boże! Kazałeś ją zwolnić?

Ogarnęła ją złość.

– Tylko złożyłem skargę.

– Na jedno wychodzi.

Poczuła się winna całej sytuacji.

– Musi brać odpowiedzialność za swoje czyny.

– Dla ciebie wszystko jest czarne albo białe?

Zmierzył ją wzrokiem.

– Nie było cię na liście osób, które mogą odwiedzać Rafaela. Ta kobieta znała zasady, ale je złamała. Równie dobrze mogła wpuścić wścibską reporterkę… – Ściągnął brwi. – Chyba że doskonale zdawała sobie sprawę, kogo wpuszcza.

Sasha zaczerwieniła się po koniuszki uszu.

 

– Wszystko jasne – zadrwił Marco. – Czym ją przekupiłaś? Darmowymi biletami na następny wyścig? Zdjęcie z dedykacją od przyszłego pierwszego kierowcy?

Uniosła głowę, napotkała jego aroganckiego spojrzenie i wypaliła wściekle:

– Tragedia brata nie daje ci prawa do rujnowania życia innym ludziom!

– Słucham?

– Przeżywasz ciężki okres i wyładowujesz się na innych, żeby ulżyć swojemu cierpieniu. Ale ta biedna kobieta właśnie straciła pracę tylko dlatego, że tobą targa złość.

– Ta biedna kobieta nadużyła swojej pozycji i złamała szpitalny regulamin dla własnej korzyści. Zasłużyła na wszystko, co ją spotkało.

– Nie zrobiła tego dla własnej korzyści, tylko dla swojego bratanka, który kibicuje naszemu zespołowi.

– Chyba się rozpłaczę.

– Czy ty nie masz litości?

– Wyczerpałem ostatnie rezerwy.

– Pewnego dnia ugniesz się pod ciężarem wyrzutów sumienia.

Drzwi windy otworzyły się, gdy zjechali na parking podziemny. Kilka kroków od nich stał zaparkowany czarny bentley continental. W środku siedziało dwóch mężczyzn: kierowca i ochroniarz. Zanim jednak Marco wsiadł do środka, spojrzał na nią ponuro.

– Żałuję wielu rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin, a najbardziej tego, że nie widziałem, jak mój brat zmaga się z wyzwaniami toru wyścigowego i wzgardzonej miłości. Cała reszta nie ma większego znaczenia.

– Kierują tobą emocje. Nie pozwól, żeby wpływały na twój osąd.

Chłodny uśmiech zamajaczył na jego wargach.

– Emocje? Nie wiedziałem, że dorabiasz jako psycholog. Myślałem, że wsiadłaś do tej windy, żeby błagać mnie o pracę, a ty bawisz się w terapeutę. Miałaś trzydzieści sekund, szkoda, że postanowiłaś je zmarnować.

– Prawdziwy z ciebie… – W porę ugryzła się w język.

– Dokończ, proszę. Śmiało.

– Dupek.

Zmrużył oczy, po czym uśmiechnął się gorzko.

– Słyszałem gorsze epitety pod swoim adresem. – Skinął głową na ochroniarza, który natychmiast do nich podszedł. – Romano wyprowadzi cię za teren szpitala. I zapamiętaj sobie, że jeśli jeszcze raz zbliżysz się do mojego brata, każę cię aresztować.

Desperacja zaczęła brać w niej górę nad gniewem.

– Nie możesz tego zrobić. Jeżeli mnie nie wysłuchasz, ponownie udzielę wywiadu. Wszystko im powiem!

– Jak się cieszę, że w końcu mogłem ujrzeć twoje prawdziwe oblicze.

– Dziesięć minut to wszystko, o co proszę. Przekonam cię, że zespół mnie potrzebuje.

– Uwierz mi, że próba szantażu nie jest dobrym początkiem.

Sasha przygryzła wargę.

– Blefowałam. Nie poszłabym do prasy. Ale bardzo mi zależy, żeby dla ciebie jeździć. Poza tym nie znajdziesz nikogo lepszego w połowie sezonu.

– Masz o sobie wysokie mniemanie.

Nie dała zbić się z tropu i tylko skinęła głową.

– Istotnie. Mogę poprzeć słowa czynami. Tylko daj mi szansę.

Przyjrzał się uważnie jej twarzy, po czym przesunął wzrok niżej. Serce zaczęło jej walić młotem, a skórę pokryła gęsia skórka. Jako kobieta wykonująca typowo męski zawód często skupiała na sobie spojrzenia, czasem zawistne, czasem powątpiewające, czasem gniewne. Jego oczy skrywały wszystkie te emocje, ale także coś więcej.

– Wsiadaj – rozkazał głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Zajrzawszy do ciemnego wnętrza luksusowej limuzyny, Sasha się zawahała. Nie czuła strachu, lecz niepokój, że ten władczy Hiszpan pozna jej największe sekrety i wykorzysta przeciwko niej. Nie mogła na to pozwolić.

– Jeśli chcesz zyskać moją uwagę, wsiadaj w tej chwili.

– Nie mogę… zostawić tutaj swojego skutera – dodała pospiesznie.

– Przyjechałaś tutaj na tym? – zapytał, spoglądając na zielono-biały pojazd.

– Tak. Czemu pytasz?

– Masz na sobie najbardziej znoszonene dżinsy, jakie widziałem, i szalik, który najlepsze dni ma za sobą. Wystarczy dodać do tego te wielkie okulary, które zasłaniają pół twarzy, żeby domyślić się, że to przebranie. Mam racje? – Gdy kiwnęła głową, kontynuował: – A mimo to wybrałaś najwolniejszy mechaniczny środek transportu, żeby tutaj dotrzeć.

– I to jest piękne. Nie rozumiesz? Udało mi się niepostrzeżenie minąć tłum reporterów. Ty z kolei poszedłeś na całość. Powiedz, jak zareagowali paparazzi, kiedy podjechałeś tą ogromną limuzyną z przyciemnionymi szybami?

Marco zacisnął zęby, spoglądając na nią z irytacją, po czym wyciągnął rękę w jej stronę.

– Kluczyki – warknął.

– Po co ci one?

– Romano odstawi skuter do twojego hotelu.

Sasha szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. Romano przypominał górę mięśni i musiał ważyć ponad sto kilogramów.

– Ale…

Niechętnie podała mu kluczyki, po czym wsiadła do limuzyny. Gdy zatrzasnęły się za nią drzwi, pogrążyła się w ciszy. Dopiero wtedy zaczęła analizować sytuację i uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, dokąd zamierza zabrać ją Marco. Otworzyła usta, żeby zadać pytanie, ale gdy zrozumiała, że bez reszty pochłonęło go małe, drewniane pudełko, zmieniła zdanie.

Pomimo ponurej miny wyglądał naprawdę olśniewająco. Na jego widok każdej kobiecie przyspieszyłby puls. Zresztą niejedna dołączyła do grona jego kochanek, a kolejne o tym marzyły.

Przyjrzała się jego kwadratowej szczęce i napiętym mięśniom ramion odznaczającym się pod cienkim materiałem koszuli. Przesunęła wzrok po szerokim torsie i płaskim brzuchu, na których próżno było szukać choćby grama tłuszczu.

– Dobrze się bawisz? Może liczysz na striptiz?

Sasha poczuła, że się czerwieni, a potem całe jej ciało stanęło w ogniu. Czym prędzej zsunęła na nos okulary, które do tej pory miała zatknięte na czubku głowy.

– Ja… Nie powiedziałeś mi jeszcze, dokąd jedziemy.

– Umówiłem się na spotkanie z Russellem i szefem inżynierów. Zamierzam powierzyć im pieczę nad zespołem, żebym w spokoju mógł przetransportować Rafaela do Hiszpanii.

– Jego stan na to pozwala?

– Jeszcze nie, ale lekarze mają dać znać, gdy będzie to możliwe.

– Rozumiem.

Skupił na niej uwagę.

– Czyżby? Nie musisz udawać troski o zdrowie mojego brata. Skup się raczej na przekonywaniu mnie do siebie.

Sasha zrobiła głęboki wdech.

– Niczego nie udaję.

– Może powinnaś rozważyć zmianę zawodu. Byłabyś świetną aktorką.

– Dziękuję za radę, ale nie skorzystam. Lubię się ścigać. Lepiej mi powiedz, dokąd teraz.

Nie odrywając od niej wzroku, rozsiadł się wygodnie.

– Do mojego hotelu.

– Do twojego hotelu? – powtórzyła zdumiona. Na samą myśl, że mogłaby znaleźć się z nim sama w pokoju, poczuła się niekomfortowo. – To nie jest dobry pomysł.

– Przypominam, że to ty chciałaś ze mną porozmawiać.

– Reszta zespołu zauważy moje zniknięcie. Może powinnam skontaktować się z chłopakami.

– Chłopaki będę robili dokładnie to samo co po każdym niedzielnym wyścigu. Będą przesiadywać w barach i podrywać dziewczyny.

– Myślę, że dzisiaj mogą zrobić wyjątek po tym, jak Rafael… – Przygryzła wargę. Nie potrafiła dokończyć zdania, gdy w jego piwnych oczach widziała tak wiele bólu.

Marco nieznacznie wzruszył ramionami.

– Zadzwoń do nich, jeśli chcesz.

Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. W rzeczywistości nie przyjaźniła się z kolegami z zespołu; uniemożliwiały jej to pewne wydarzenia z przeszłości. Ludzie wciąż szeptali za jej plecami, gdy pojawiała się na horyzoncie wszelkie rozmowy ustawały. Nikomu nie mogła ufać.

Tom okazywał jej zainteresowanie wyłącznie wtedy, gdy mogło mu to pomóc w karierze. Jedyną osobą, której naprawdę na niej zależało, był Rafael, a przynajmniej tak sądziła do ostatniej nocy, gdy się pokłócili.

– Nieważne. Później z nimi porozmawiam – odparła z udawaną nonszalancją.

Nie mogąc znieść kpiny w jego spojrzeniu, odwróciła się od niego.

W zamyśleniu pogładziła skórzany podłokietnik. Pomimo zbytecznego luksusu, którym producent bentleya próbował skusić klientów, firma oferowała jedne z najbardziej pomysłowych rozwiązań. Poza torem wyścigowym była to ulubiona marka jej ojca, oczywiście do momentu, gdy musiał sprzedać wszystkie swoje ukochane auta.

– Jesteśmy na miejscu.

Zatrzymali się przed wejściem do hotelu Four Seasons. Portier w liberii podszedł do samochodu, otworzył drzwi dla Marca i ukłonił się przesadnie nisko.

Tymczasem Sasha z oddali podziwiała marmurowe foyer. Wszystko w tym cudownym hotelu połyskiwało i lśniło, na czele z ogromnym kryształowym żyrandolem, który obracał się wolno.

Na widok wytwornych gości pomyślała, że nikt nie wpuści jej do środka w obszarpanych dżinsach i rozciągniętej koszulce.