Na przekór przeznaczeniuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– To dobrze, bo nie chciałbym podejmować ważnych decyzji na pusty żołądek.

– A więc nie podjął pan jeszcze decyzji, co ze mną zrobić?

– Tego nie powiedziałem – zaprotestował. – Chodź! – Wskazał ręką, bym za nim poszła.

Sądziłam, że zaprowadzi mnie do jadalni, którą widziałam przelotnie, gdy szukałam łazienki, on jednak wszedł do kuchni, która z pewnością byłaby spełnieniem marzeń każdego, nawet najbardziej wymagającego kucharza. Na marmurowych blatach stały w rządkach najnowocześniejsze sprzęty. Ekspres do kawy, wyciskarka do soków, opiekacz. Sufitowe lampy wyraźnie oświetlały przeszklone półki i centralną wyspę służącą do przyrządzania potraw. Wysokie stołki wyglądały na zbyt drogie, by służyły do tak prozaicznej czynności jak siedzenie.

Nie protestowałam, gdy Neo wskazał, bym usiadła przy stole, odsuwając kurtuazyjnie krzesło. Nagle zobaczyłam, jak z drugiego pomieszczenia, prawdopodobnie spiżarni, wychodzi tęgi, rumiany na twarzy mężczyzna. Otworzył piekarnik i w tym momencie po kuchni rozniósł się smakowity zapach. Ponownie zaburczało mi w brzuchu. Po krótkiej chwili kucharz zaczął układać przed nami talerzyki i półmiski. O mało nie oblizałam się, patrząc na kawałki sera feta z oliwkami. Neo odprawił kucharza, po czym sięgnął po butelkę czerwonego wina i rozlał trunek do kieliszków. Otworzyłam szeroko oczy, bo był to nie byle jaki alkohol. Widziałam kiedyś podobny w magazynie matki. Kosztował więcej niż miesięczna pensja w klinice.

– Coś nie tak? – spytał, gdy zauważył moje zdziwienie.

– Zastanawiam się, czy częstuje pan winem wszystkich przestępców, zanim odda ich pan w ręce sprawiedliwości.

Zmrużył powieki, wzruszając ramionami.

– Nie mam zamiaru zaspokajać twojej ciekawości, więc możesz zastanawiać się dalej. Jedz.

Umierałam z głodu, więc nie zamierzałam się kłócić. Tym bardziej, że od niego zależał mój los. Zamierzałam jednak zademonstrować swoją wolną wolę. Popatrzyłam tęsknie na pieczonego łososia skropionego cytryną, ale nałożyłam sobie tylko sałatkę grecką. Unosiłam widelec do ust, gdy spostrzegłam, że Neo utkwił wzrok w moim talerzu.

– Nie jadłaś cały dzień i wzięłaś sobie tylko to?

– Tak.

Skinął głową na pozostałe półmiski.

– Tyle tu pysznego jedzenia. Nie pozwól, żeby się zmarnowało.

Wziął do ręki ciepłe podpłomyki z pastą pomarańczową i pieczoną papryką.

– Spróbuj – powiedział, pochłaniając aromatyczny smakołyk.

Ostrożnie podniosłam nieduży kawałek i wgryzłam się w chrupkie pieczywo. Cała gama smaków eksplodowała mi na języku. Może wyobraźnia płatała mi figla, ale miałam wrażenie, że Neo, patrząc na mnie, z trudem przełknął ślinę. Nie pytając mnie o zgodę, nałożył łyżką jeszcze kilka rzeczy na mój talerz, po czym sięgnął znów po butelkę.

– Jeszcze wina?

Nie mogłam oprzeć się szansie spróbowania tego oszałamiającego w smaku trunku, zwłaszcza że nie wiedziałam, co mnie potem czeka.

– Poproszę, ale tylko troszkę.

Patrzył na mnie, jak jem, z zagadkową miną.

– Na którym uniwersytecie studiowałaś?

Podałam nazwę, a on pokiwał powoli głową, obracając kieliszek w dłoniach. Gdy zobaczył, że mój talerz zrobił się pusty, szybko uzupełnił go kotlecikami jagnięcymi i grillowanymi klopsikami. Dołożył jeszcze porcję pieczonych warzyw. Miałam wrażenie, że próbuje mnie utuczyć, by potem pożreć.

– To było przepyszne, dziękuję – powiedziałam, wzdychając głęboko. Z pełnym żołądkiem myślało mi się trudniej, ale przynajmniej ogarnął mnie błogi spokój płynący z zaspokojenia głodu.

Sądziłam, że to już koniec uczty, ale pomyliłam się, gdy spostrzegłam, jak Neo Xenakis podnosi pokrywkę z kolejnego półmiska. Owionął mnie intensywny zapach czekolady.

– Jeszcze deser – oświadczył, podając mi talerzyk z ciastem.

Nie potrafiłam oprzeć się temu małemu kawałkowi rozkoszy, przybranemu miętą, malinami i bitą śmietaną. Neo Xenakis tymczasem znów patrzył, jak jem. Może to była jedna z jego wyrafinowanych tortur. Zamierzał mnie przekarmić, aż pęknę. Uniosłam wzrok i spostrzegłam płonące iskry w jego oczach. Dziwne mrowienie rozeszło się od dłoni po całym ciele.

– Bardzo panu dziękuję, ale już naprawdę nie mogę – mruknęłam.

– Korzystaj, póki możesz.

Zaskoczył mnie.

– Nie rozumiem, do czego pan zmierza – rzekłam. – Jeszcze chwila, a pomyślę, że wcale pan nie chce, żebym wyszła.

W tym momencie miałam ochotę odgryźć sobie język. Widziałam, że Neo znieruchomiał, jego szare oczy stały się niespokojne jak burza. Mocno zacisnął dłoń na kieliszku.

– Przepraszam – mruknęłam zawstydzona. – Nie miałam na myśli…

– Może masz rację – przerwał mi szorstkim, surowym głosem. – Może nie chcę, żebyś wyszła. Może chcę, żebyś siedziała przede mną, przypominając mi o tym, co zrobiłaś. Wyrządziłaś mi krzywdę, której już w żaden sposób nie będziesz mogła naprawić.

Jego ponury głos sprawił, że znów strach chwycił mnie za gardło. Położyłam dłonie na kolanach, by nie widział, jak drżą.

– Czy naprawdę nie mogę panu jakoś tego wynagrodzić? – spytałam z desperacją. – Wiem, że to dla pana kłopot, powtórna wizyta w klinice…

– Słucham? – wychrypiał lodowato.

– Rozumiem, że to może być stresujące, ale przecież właściwie nie stała się żadna tragedia.

– O czym ty mówisz?

Zmusiłam się do odpowiedzi, zanim nerwy odebrały mi głos.

– Proszę się nie denerwować, ale, szczerze mówiąc, zdziwiłam się, dlaczego mężczyzna taki jak pan…

– Taki jak ja? – warknął.

Miałam wrażenie, że znalazłam się na niebezpiecznym terytorium i nie potrafię znaleźć wyjścia.

– Przecież nie jest pan ślepy. Wie pan, że wygląda... No cóż, mógłby pan wisieć na plakatach jako reklama męskości. Dlatego zastanawiałam się, dlaczego pan skorzystał z usług kliniki.

Wbił we mnie twarde spojrzenie.

– Czy to nie ty upomniałaś mnie, że osądzam cię na podstawie wyglądu?

Niechętnie przyznałam mu rację.

– Ja tylko… – zawahałam się.

– Tak, wiem. Jesteś bardzo ciekawska. A może zmartwiła cię myśl, że ktoś taki jak ja może być bezpłodny? – wycedził.

Mogłam się wycofać, ale postanowiłam drążyć temat.

– A jest pan?

Podniósł się z krzesła.

– Chodź ze mną – rozkazał.

Jakieś niepokojące nuty w jego głosie ostrzegały, bym zachowała ostrożność.

– A jeśli odmówię?

– Dla własnego dobra nie próbuj mi się przeciwstawiać. Mogę cię zaraz wyrzucić za drzwi i zażądać milionowego odszkodowania. Wybór należy do ciebie. Wyjdź albo nie dyskutuj ze mną. Już i tak wystarczająco narozrabiałaś.

Przyszpilił mnie surowym wzrokiem.

– Dobrze. Zrobię, co pan zechce. – Serce mało nie rozerwało mi piersi. – Zastrzegam sobie jednak prawo do opuszczenia pańskiego apartamentu w każdej chwili.

Ruszyłam za nim do salonu, gdzie usiadł na sofie, wciąż trzymając kieliszek w dłoni. Upił łyk, nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Chcę, żebyśmy tu i teraz załatwili sprawę. Musisz wiedzieć, co zrobiłaś i jakie ci grożą konsekwencje. – Wskazał głową, bym usiadła, więc zajęłam miejsce obok. – Pochodzę z dużej rodziny. Dużej, tradycyjnej, greckiej rodziny – podkreślił. – Dzieci to priorytet, bez względu na to, jak zostały poczęte – dodał, wpatrując się w zawartość kieliszka. – Wiedziałam, że moim obowiązkiem będzie spłodzenie potomka. Rozumiesz?

– Chyba tak. Chodzi o ciągłość rodu i nazwiska?

– Właśnie tak. Jak więc zamierzasz wynagrodzić mi to, że skutecznie pozbawiłaś mnie tej szansy? Przez ciebie nigdy nie spełnię swoich zobowiązań.

– Ale… naprawdę? – Nie mogłam w to uwierzyć.

Popatrzył na mnie z szyderczym uśmiechem, za którym jednocześnie czaiła się jakaś rozpacz.

– Ciekawska Sadie. Nie możesz odpuścić, co? Koniecznie chcesz wiedzieć, czy mój „sprzęt” działa?

W jego głosie słyszałam niebezpieczeństwo, które powinno było mnie przestraszyć, ale zamiast tego poczułam, jak krew zaczęła mi krążyć szybciej w żyłach i wybuchła żarem na policzkach.

– Nie, ja… Trudno mi uwierzyć, że sytuacja jest aż tak poważna.

– A jeśli nie jest? Myślisz, że to umniejsza twoją winę?

– Nie. Może… tak – plątałam się.

– Moja zdolność albo niezdolność do współżycia nie jest tutaj problemem – rzucił szorstko.

– Czyli… może pan? – chrząknęłam, nie mogąc uwierzyć, że rozmawiamy o tak intymnych sprawach. Był taki przystojny i męski. To byłoby straszne, gdyby taki mężczyzna…

– Nie muszę ci odpowiadać – stwierdził, upijając kolejny łyk. – Nie muszę zaspokajać twojej ciekawości, ale jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, czy mogę kochać się z kobietą, to zapraszam, żebyś się sama o tym przekonała – syknął, patrząc na mnie tak, jakby doskonale wiedział o tęsknocie, która przeniknęła moje ciało.

Chyba nie sugerował, bym…? Przecież to niemożliwe. Nie zgodziłabym się… Czy na pewno?

ROZDZIAŁ TRZECI

Z ust wyrywał się mój przerywany oddech. Przyspieszony puls był niezbitym dowodem na to, że jego propozycja była nie tyle oburzająca, co ekscytująca. Zaraz jednak do głosu doszedł zdrowy rozsądek. On nie mógł mieć tego na myśli. Po prostu się ze mną drażni. Ciąg dalszy wyrafinowanych tortur.

– Żartuje pan sobie ze mnie?

– A czy wyglądam, jakbym żartował, Sadie?

Przypomniałam sobie jego słowa. Przeze mnie nie zostanie ojcem, nie będzie miał potomka. Ogarnęła mnie przytłaczająca bezradność.

– Nie jestem pewna, czy dobrze pana zrozumiałam. O co panu chodzi?

– A tobie? Byłaś taka ciekawa, więc sama sprawdź, co kryje się pod okładką.

 

– Żeby wszystko było jasne – zaznaczyłam, ściągając brwi. – Nie zrobię tak zwanego zadośćuczynienia w formie seksu.

Rzucił mi kpiące spojrzenie.

– Wyciągasz pochopne wnioski z tą samą beztroską z jaką zniszczyłaś moją własność. Z tego powodu pewnie nie pierwszy raz znalazłaś się w kłopocie – stwierdził, bębniąc palcami o kieliszek. – Nie uważasz, że najpierw powinnaś poczekać, aż zaproszę cię do swojego łóżka, zanim zaczniesz odmawiać?

Poczułam się jak skończona idiotka. Najwyraźniej celowo mnie prowokował, by potem przypomnieć, kim jestem. Myszą, którą kot dręczy przed pożarciem.

– Nie jestem głupia, panie Xenakis. – Postanowiłam do końca walczyć o godność. – Potrafię czytać między wierszami. Cokolwiek miał pan na myśli, nie zgadzam się.

– Mówił ci już ktoś, że jesteś impulsywna?

Mnóstwo razy, ale nie zamierzałam mu tego zdradzać. Nie uważałam, by podążanie za intuicją było czymś złym.

– Lubię jasne sytuacje – oświadczyłam stanowczo.

– Ja również – odparł, pochylając się w moją stronę. Nasze spojrzenia skrzyżowały się i nie potrafiłam odwrócić głowy. Wolną przestrzeń między nami wypełniał jego męski urok, trudny do zdefiniowania, niemożliwy do odrzucenia. – Posłuchaj więc i zapamiętaj. Gdybym chciał cię mieć w swoim łóżku, znalazłabyś się w nim i to z ochotą.

– Jeśli to jakieś wyzwanie, ostrzegam, że nie dam się wciągnąć w żadną grę – stwierdziłam stanowczo, pomimo pokusy, z którą musiałam walczyć. Odetchnęłam głęboko. Boże, co było ze mną nie tak? Musiałam wstać, wyjść, uciec, ale wiedziałam, że gdybym to zrobiła, znalazłabym się w niemałym kłopocie. To do niego należał kolejny ruch.

Przytłumiony dźwięk otwieranych drzwi zwiastował przybycie kucharza z napojami na srebrnej tacy. Towarzyszyło mi uczucie odrealnienia. Nie byłam przyzwyczajona do takiego luksusu. To ja obsługiwałam ludzi, a nie oni mnie. Dla Nea to była codzienność. Wziął z tacy kieliszek koniaku.

– Na co masz ochotę? – spytał.

Pokręciłam przecząco głową, zaskoczona nieco serdecznym tonem jego głosu. Usiadłam prosto. Nie mogłam sobie pozwolić na utratę czujności w jego obecności. Nadal nie powiedział, czego ode mnie oczekuje. Jak mam mu wynagrodzić krzywdę. Neo odprawił kucharza i gdy zostaliśmy sami, odłożył na stolik kieliszek, patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem. Jego oczy przyciągały mnie niczym magnes. Nie mogłam nie zauważyć, że jest wyjątkowo przystojnym mężczyzną o sylwetce gladiatora, twarzy modela i jakiejś samczej aurze. Z całą pewnością nie był impotentem, nie mógł być… W jego spojrzeniu widziałam, że zbliżam się do sedna tego, co tkwiło w umyśle Nea.

– Chodź bliżej, Sadie – rozkazał, potwierdzając moje szalone przypuszczenia. I znów ogarnęła mnie panika.

Powinnam wstać i wyjść, ale pokusa była silniejsza. Otoczył mnie ramionami, mocno, szybko, pozostawiając mnie bez tchu, bez słowa. Moje życie dziś rano dało mi nieźle w kość, choć wcześniej też nie było różowo. Matka i jej problem z hazardem, problemy ze spłatą czynszu, przerwanie studiów. Na ojca nigdy nie mogłam liczyć. Zostawił mnie i moją matkę dawno temu, ale zawsze powtarzał, że niczego nie osiągnę, że do niczego się nie nadaję. Będąc w towarzystwie Nea, czułam się wyjątkowa, piękna, pociągająca i chciałam jeszcze przez chwilę unosić się w tej odrealnionej bańce. Mimowolnie pochyliłam się ku niemu, nie mogąc się oprzeć niebezpieczeństwu, podekscytowaniu, podnieceniu, które oferował. Mogłam się wycofać, mogłam to przerwać, ale nie chciałam, nie potrafiłam. Zanim się zorientowałam, leżałam na miękkiej sofie. Robiłam to, czego chciał.

– Oto jestem, wedle życzenia – wyszeptałam dziwnym, jakby nieswoim głosem.

Jego oczy omiotły moją twarz, zatrzymując się na ustach.

– Tak, jesteś. – Owionął mnie jego ciepły, zaprawiony koniakiem oddech, wywołujący mrowienie. Przesunęłam językiem po wargach. Neo zaczął oddychać szybciej. Gdy pochylał się nade mną, widziałam, jak jego wyrzeźbiona pierś napina materiał białej koszuli. – Zaproszenie jest nadal aktualne, Sadie – szepnął.

Uniosłam rękę, ale zawisła o centymetr od jego twarzy. Co ja robię? Drapieżnik zarzucał sieć, nęcił mnie, a ja pragnęłam ulec. Zawahałam się, oddychając nierówno. Oparłam dłoń na jego klatce piersiowej, wyczuwając potężne bicie serca i żądzę, która rozproszyła obawy, jak słońce mgłę. Przesunęłam palcami po jego szyi, muskając ciepłą skórę. Przez chwilę pomyślałam, że obrałam zły kierunek, że powinnam celować w dół, zamiast w górę, ale jemu chyba to nie przeszkadzało, bo gdy zaczęłam głaskać włosy na jego karku, jęknął cicho. Pozwoliłam, by miękkie kosmyki prześlizgiwały mi się między palcami i ten gest rozpalił mnie do czerwoności. Zafascynowana tym doznaniem, powtórzyłam pieszczotę. Z gardła wydobył mu się szorstki dźwięk. Zerknęłam na jego pełną, dolną wargę, tak kusząco blisko, zwiastującą zapomnienie o wszystkim, co smutne i złe. Przysunęłam się bliżej o jeden cel. Minęła sekunda. Dwie. I wtedy, w jednej chwili, Neo przełamał dystans między nami, wtapiając swoje usta w moje. Usta nieprzyzwoite, niebiańskie, skandalicznie męskie i potężne. To on przejął kontrolę nad pocałunkiem, bezczelnie wsuwając do środka język, by poczuć mój smak. Z jękiem i niecierpliwością rozchyliłam wargi, witając go z zapałem wygłodniałej kobiety, która wydała ucztę. Choć całował mnie mocno, ręce trzymał przy sobie, nie dotykał mnie, nie pieścił. Przysunęłam się więc bliżej niego, zarzucając mu ręce na szyję. Jego ciało drgnęło, gotowe na ekscytujący taniec naszych języków. Pożądanie narastało. Nikt nigdy tak mnie nie całował. Nie dotykał mnie, a ja i tak traciłam rozum. Wreszcie dostałam to, czego chciałam. Poczułam, że jego dłonie ślizgają się po moich ramionach, szyi, piersiach. Wreszcie jednym mocnym ruchem złapał mnie w talii, podniósł i posadził sobie na kolanach. Od razu mogłam się przekonać, że jego ciało działa bez zarzutu, bo poczułam na pośladkach dumną i twardą męskość. Stłumiłam westchnie, a wtedy przerwał pocałunek i odsunął mnie z wyrazem aroganckiego zadowolenia na twarzy.

– Teraz już wiesz – wychrypiał, łapiąc oddech.

– Tak.

Przyciągnął mnie z powrotem do siebie, jedną ręką łapiąc za biodro, a drugą wsuwając we włosy. Chyba nie był pewien, czy naprawdę uwierzyłam w jego seksualne możliwości, i chciał dostarczyć mi kolejny dowód. Nie miałam nic przeciwko, bo moje życie intymne było bardzo ubogie. Jeden przelotny kochanek i żadnych dobrych wspomnień. Seks był wciąż dla mnie tajemnicą, ziemią nieznaną, której co prawda przekroczyłam granice, ale wycofałam się szybko rozczarowana. Teraz, wszystko co było w przeszłości, zbladło. Instynkt podpowiadał, że Neo miał więcej doświadczenia w jednym placu niż ja w całym ciele. Dał mi już próbkę tego, co potrafi ofiarować kobiecie. Problem polegał na tym, że nie byłam właściwą kobietą. Powinnam go była powstrzymać, ale jego usta odurzały mnie. Czułam uporczywe pulsowanie między nogami. Przylgnęłam do niego jeszcze mocnej, aby być bliżej tego wspaniałego ciała. Sapnął, ponownie mnie odsuwając.

– Nie tak zaplanowałem nasze spotkanie – wychrypiał.

– Ja też nie.

– W takim razie może powinniśmy się zatrzymać, póki jeszcze możemy – stwierdził, rozluźniając objęcia. Przyjęłam to z rozczarowaniem i poczuciem straty.

– Tego chcesz? Mam wyjść?

Zacisnął szczękę, zatrzymując gorące spojrzenie na moich ustach.

– Pytanie, czego ty chcesz. Chyba nie zaprzeczysz, że było ci dobrze? Lgnęłaś do mnie, jakbym był ostatnim mężczyzną na ziemi.

Cofnęłam ramiona z jego szyi, przesuwając dłonie po klatce piersiowej. Ciałem szarpało niezaspokojone pożądanie. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Jakiś głos w mojej głowie podpowiadał, bym wykorzystała to niezwykłe doświadczenie. W moim życiu niewiele było dobrych chwil i tę jedną chciałam zatrzymać na dłużej. Pragnęłam przepędzić wspomnienie o ojcu, który ostrzegał, bym nie wierzyła w miłość, bo to tylko iluzja, a poza tym nie jestem warta miłości.

– Powiedz, co myślisz – nalegał Neo, żądając natychmiastowej odpowiedzi.

– Może… Mogłabym jeszcze chwilę zostać…

Przez chwilę patrzył tak, jakby nie wiedział, co ze mną zrobić. Chyba miał ten sam mętlik w głowie, co ja. Spanikowana, że odrzuci mnie i wepchnie z powrotem w moje szare, beznadziejne życie, uczepiłam się klap jego marynarki. Opór minął. Wsunął palce w moje włosy, niecierpliwie uwalniając je z klamry. Wstrzymał oddech, dotykając długich loków.

– Są piękne – szepnął z podziwem. – Przypominają płomienie.

Ściągnął z siebie marynarkę i położył mnie na sofie, pochylając się swym ogromnym ciałem nad moim. Wtuliłam się w niego mocno, rozkoszując się erotycznym dreszczem jego pocałunku. Jęknął, przyciskając biodra do moich, bym w pełni poczuła moc jego podniecenia.

Theos mou, jesteś odurzająca – szepnął.

Chciałam odwzajemnić komplement, ale słowa utonęły w magii pocałunku. Jego język odważnie pogłaskał mój, zmuszając go do ekscytującego tańca, nic więc dziwnego, że cała spójna myśl, wyrażająca zachwyt jego osobą, wyparowała. Całowaliśmy się do utraty tchu, z krótką przerwą na zaczerpnięcie powietrza. Szalone sekundy mijały. Neo odsunął się, by zerwać z szyi krawat. Potem przyszła kolej na mnie. Zdjął mi buty i zaczął pieścić stopy, wbijając kciuk w podbicie. Jęknęłam gwałtownie, gdy zaczął całować palce. Nie wiem nawet, kiedy zaczął ze mnie zdzierać ubranie. Zostałam tylko w samej bieliźnie, drżąc z niecierpliwości. Na oślep sięgnęłam do jego koszuli, rozpinając nerwowo guziki. Nie pozwolił mi tego zrobić do końca, powstrzymując moją rękę.

– Nie – syknął napiętym głosem. Pochylił się i zaczął całować mnie po szyi, zębami drażniąc skórę.

– Och – jęknęłam.

– Podoba ci się to?

– Tak!

Zamruczał zadowolony, intensyfikując pieszczoty. Ręką rozchylił moje kolana i ułożył się między nimi. W pierwszej chwili cofnęłam się nieznacznie, czując na udzie jego potężną męskość. Nie mogłam stchórzyć w takiej chwili, ale nie zapanowałam nad lękiem.

– Sadie, chcesz tego? – Pytał mnie, czy ostrzegał? Mimo strachu, nie chciałam, by to się skończyło. Ostrożnie ujęłam jego twarz w ręce, a on zaczął całować wnętrze dłoni, jednocześnie patrząc na mnie, domagając się odpowiedzi.

– Tak, chcę. – Słowa z łatwością wyszły z moich ust. On zaś z podobną łatwością zdjął ze mnie stanik. Odrzucił go na podłogę, wciąż wpatrując się w moje oczy. Potem jego wzrok opadł na piersi. Pospiesznie wypuścił oddech.

– Jesteś wspaniała! – szepnął.

Pochylił się, by zmysłowymi wargami wziąć sutek do ust. Krzyknęłam, dręczona niespodziewaną rozkoszą, kiedy jego język wirował w erotycznym tańcu. Nie wiedziałam, czy powinnam go powstrzymać, czy zachęcić, by kontynuował. Objęłam go mocno, podniecona do granic wytrzymałości. I kiedy już myślałam, że to się nigdy nie skończy, zdjął mi majtki, odrzucając je z tą samą beztroską, co stanik.

– Muszę cię spróbować – powiedział surowo, chwytając mnie biodra.

– Neo…

– Cicho… żadnych słów.

Milczałam więc do czasu, aż pocałował mnie między udami. Wtedy z gardła wyrwał mi się kolejny krzyk. To doświadczenie nie miało nic wspólnego z krótką przygodą na uniwersytecie. Gdy Neo mnie lizał, wyłam bezwstydnie, nawołując go do dalszych pieszczot. Po chwili zatonęłam w całkowitej błogości. Dryfowałam niekończące się minuty po oceanie wrażeń. On tymczasem pozbył się bokserek, ale pozostał w zapiętej koszuli. Wpatrując się we mnie, nasunął prezerwatywę na członek imponujących rozmiarów i grubości. Przez chwilę ogarnęła mnie panika, ale gdy poczułam go między nogami, strach ustąpił podnieceniu. Mimo to nie powstrzymałam jęku, przy pierwszym ruchu.

– Sadie? – Znieruchomiał.

– Nie przestawaj, proszę.

Ale on czekał, wpatrując się we mnie z pożądaniem. A potem, jakby nie był w stanie już wytrzymać, pchnął głęboko. Początkowy ból wypełnienia szybko zastąpiła rozkosz. Kolejne pchnięcia. Nasze jęki i doznania mieszały się ze sobą. Zatrzymał się na sekundę.

– Jeszcze, proszę.

Wtedy chwycił moje ręce i przytrzymał je nad głową. Ten ruch naprężył moje ciało i zwiększył doznania. Z każdym pchnięciem, dotykiem jego ust wiedziałam, że znów zbliżam się do tej iskry, która ponownie rzuci mnie w ocean błogości. Chciałam to przyspieszyć i jednoczenie spowolnić.

– Proszę… – wzdychałam z niecierpliwości. I wreszcie, dzięki szybkiej serii pchnięć, nadeszła ta chwila. Rozpalona do czerwoności, bolesna, wspaniała, intensywna. Z głową schowaną w moich ramionach Neo krzyknął głośno. Drżał, uwalniając ładunek emocji. Powoli bicie serca odzyskiwało swój rytm, puls zwolnił. Miałam wrażenie, że znalazłam się pod wpływem narkotyku, który wprowadza mnie w przyjemny letarg. Dryfowałam, otulona chwilą spokoju, gdy nagle musiałam zmierzyć się z rzeczywistością. Neo zwinnie poderwał się z sofy, co boleśnie zderzyło mnie z sytuacją, a kiedy zaklął dosadnie po grecku, bańka, w której się unosiłam, pękła z hukiem.

 

Zadrżałam, spoglądając na jego twarz. Wyraz silnego niedowierzania mieszał się z czymś jeszcze, co wyglądało na dziką nienawiść.

– Ja… Coś nie tak?

Neo przeczesał ręką włosy i wyszedł z pokoju, a ja spuściłam nogi na podłogę, próbując zebrać myśli. Znalezienie bielizny zajęło mi trochę czasu. Przeklinałam trzęsące się dłonie, gdy nie mogłam poradzić sobie z zapięciem stanika. Po chwili usłyszałam szybkie kroki. Neo wracał. Niepokój się nasilił, gdy zerknęłam w jego stronę. Nie patrzył na mnie, zupełnie ignorował. Jego ruchy były nerwowe i niezgrabne, nie miały nic wspólnego z kocią zwinnością, którą zaprezentował wcześniej. Podszedł do barku i stał tam w ciszy. Nie wiedziałam, co mnie czeka.

– Mamy problem – wycedził wreszcie, patrząc na mnie ze złością. Miałam jednak wrażenie, że nie jest zły na mnie, tylko na siebie. Zdziwiłam się, że był w stanie wydusić słowo z tak mocno zaciśniętą szczęką.

– Jeśli chcesz mi powiedzieć, że żałujesz tego, co się stało, to proszę, nie wysilaj się. Nie musimy tego analizować. Za kilka chwil mnie tu nie będzie. Już nigdy więcej mnie zobaczysz, nie będziesz musiał na mnie patrzeć, więc…

– Prezerwatywa pękła.

Dobrze, że siedziałam na sofie, bo inaczej nogi odmówiłyby mi posłuszeństwa. Musiałam pięknie wyglądać w rozpiętej spódnicy, ze zmierzwionymi włosami i głupim wyrazem twarzy. Potwierdził to spojrzeniem.

– Ubierz się, Sadie.

Zignorowałam jego żądanie z prostego powodu. Nie byłam w stanie się ruszyć.

– Zakryj się – powtórzył zwięźle.

Nie rozumiałam, o co mu chodzi. To nie moja nagość spowodowała pęknięcie prezerwatywy. Neo podniósł z podłogi bluzkę i rzucił w moją stronę. Był wściekły. Potwierdził już, i to jak, że jest zdolny do aktu miłosnego, ale co z płodnością? Nie powiedział wprost, że jest bezpłodny. A jeśli… Boże drogi, macierzyństwo? Aż ścierpła mi skóra. Po tym, co przeszłam w dzieciństwie, nie chciałam mieć dzieci. Podniosłam się, wsuwając stopy w buty. Nie miałam czym rozczesać skołtunionych włosów, więc zostawiłam je w spokoju. Wzięłam głęboki wdech, aby stawić czoło temu, co się stanie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?