Na przekór przeznaczeniu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maya Blake

Na przekór przeznaczeniu

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Bound by My Scandalous Pregnancy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Maya Blake

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6698-7

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Reinkarnacja. Karma. Grzechy zawsze wracają.

Kiedyś, w nieodległej przeszłości, gdyby ktoś mnie spytał, czy wierzę w którąś z tych rzeczy, przewróciłabym oczami i zażądała zdrowego rozsądku. To my kształtujemy nasz los każdego dnia ciężką pracą, miłością, lojalnością i decyzjami. Jak bardzo się myliłam. Marzłam, stojąc przed gmachem szklanego biurowca, należącego do jednego z najpotężniejszych mężczyzn na świecie. Cierpły mi nadgarstki, jakbym nosiła niewidzialne kajdany, które wkrótce mogły się stać prawdziwe. Co za fatum doprowadziło mnie do tego miejsca? Grzechy ojca nie powinny przechodzić na córkę. To, co przydarzyło mi się w ciągu ostatnich lat, nie było moją winą, a jednak straszliwy błąd, którego się dopuściłam, był w stu procentach efektem tylko i wyłącznie moich działań. Nie mogłam zrzucić winy na zły los. Czas się z tym zmierzyć, Sadie, próbowałam dodać sobie odwagi.

Jeszcze przez minutę błagałam bezgłośnie o ratunek, ale moje prośby nie zostały wysłuchane. Dwóch ochroniarzy popatrzyło na mnie podejrzliwie. Ich surowe spojrzenia mówiły, że gdyby nie podstawowe zasady, z przyjemnością rzuciliby mnie na ziemię i wezwali policję. Taka dziewczyna jak ja, ubrana w znoszone ciuchy sprzed lat, ze zmartwionym wyrazem twarzy, nie pasowała do tego miejsca. Towarzyszyła mi myśl, że wolałabym zostać aresztowana niż…

– Przepraszam, czy mógłbym pani w czymś pomóc?

Podskoczyłam. Ręką złapałam się za gardło, a drugą położyłam na piersi, próbując powstrzymać galop serca.

Ochroniarz patrzył na mnie wyczekująco.

– Ja… – Oblizałam suche jak piasek pustyni usta. – Muszę się zobaczyć z panem Xenakisem.

Zmrużył oczy, wykrzywiając wargi.

– Będzie musiała pani zapytać o niego w recepcji. Czy była pani umówiona?

Omal nie parsknęłam śmiechem. Jak miałam to zrobić?

– Hm… nie, ale…

– Myślę więc, że powinna pani stąd odejść.

Jego ton jasno sugerował, że było to polecenie, a nie sugestia.

– Proszę! – zawołałam. – To kwestia życia i śmierci.

Mężczyzna zawahał się.

– Czyjego życia?

– Nie mogę powiedzieć, to prywatna sprawa. I pilna. Proszę mi tylko powiedzieć, czy pan Xenakis jest w środku?

Przez niekończącą się minutę obserwował mnie w milczeniu, aż w końcu złapał za łokieć.

– Proszę pójść ze mną, panno…

Zawahałam się. Jeśli podam nazwisko, nie będzie już odwrotu. Nie miałam jednak wyboru. Mogłam czekać, aż do mojego mieszkania zacznie się dobijać policja.

– Preston. Sadie Preston.

Z wprawną skutecznością zostałam przeprowadzona przez imponujący hol, szereg różnych drzwi i schodów wiodących na niższe poziomy. Miałam wrażenie, że ochroniarz zaciąga mnie do piwnicy, gdzie czekała na niepokornych izba przesłuchań. Ogarnęła mnie histeria. Stłumiłam krzyk, gdy ochroniarz rzucił surowo.

– Proszę tu zaczekać.

Następne dwadzieścia minut były istną torturą. Całe życie przewinęło mi się przed oczami, łącznie z ostatnim, kardynalnym błędem.

Wreszcie do pomieszczenia wszedł jeszcze potężniej zbudowany mężczyzna. Omiótł mnie bystrym spojrzeniem.

– Jestem Wendell, szef ochrony pana Xenakisa. Proszę za mną – powiedział stanowczym tonem.

Kolejna seria podziemnych korytarzy doprowadziła nas do windy. Wendell wystukał kod, wsuwając wcześniej czarną kartę. Winda wystrzeliła, zostawiając mój żołądek i resztki odwagi na podłodze piwnicy. Najchętniej wyskoczyłabym na zewnątrz, nie licząc się z konsekwencjami, ale stopy były jak sparaliżowane. Poza tym nie mogłam postąpić jak ojciec, który uciekał przed obowiązkami, gdy stawały się niewygodne, albo jak matka, która chowała głowę w piasek, gdy beztrosko traciła pieniądze. Zapanowałam nad strachem, gdy winda dotarła na miejsce. Po wyjściu na korytarz spostrzegłam, że wnętrze urządzone jest z przepychem, który widziałam tylko w kolorowych gazetach, które matka kupowała pasjami. Dawniej, patrząc na fotografie wydrukowane na lśniącym papierze, zastanawiałam się, czy to możliwe, by ludzie tak mieszkali. Teraz przekonałam się, że tak. Dywan w kolorze gołębiej szarości prezentował się tak okazale, że aż się wzdrygnęłam, depcząc go swoimi tanimi, zdartymi butami. Stylowe abażury w kolorze jasnej szarości oświetlały dwie konsole stojące po obu stronach ogromnych, dwuskrzydłowych drzwi. Rzut oka na przestronny hol wystarczył, bym zauważyła, że wszystko tu krzyczało bogactwem i luksusem.

Pot spływał mi po plecach pod poliestrową tanią bluzką. Wendell zapukał dwukrotnie.

Głos dobiegający zza drzwi był tak donośny i groźny, że bez trudu przenikał przez lite drewno i przez całe moje ciało, wprawiając je w dygot. Wendell otworzył przede mną drzwi.

– Masz pięć minut – poinformował mnie krótko.

Powróciła chęć ucieczki, ale wiedziałam, że to ostatnia szansa. Matka nie przeżyje kolejnego wstrząsu. Właściciel mieszkania groził nam eksmisją. Nie było czasu do stracenia. Musiałam stawić czoło losowi i załagodzić sprawę. Zrobiłam chwiejny krok i natychmiast poczułam, jak uchodzi ze mnie powietrze na widok mężczyzny, który wpatrywał się we mnie z wściekłością, krzyżując ramiona na piersi.

Wyglądał tak, jakby mógł dowodzić całym pułkiem wojska tylko za pomocą spojrzenia. A jego ciało… Granatowy garnitur, bez wątpienia uszyty na miarę, uwypuklał atletyczną sylwetkę i nieprzeciętnie wysoki wzrost. Ponad kołnierzykiem białej koszuli wystawała kwadratowa szczęka z dołkiem w brodzie. Mój wzrok przykuła piękna twarz o wystających kościach policzkowych, szerokim czole i zmysłowych ustach, teraz zaciśniętych ze złością. Nie istniały słowa, które mogłyby opisać tę fascynującą męską urodę.

Patrzył na mnie groźnie, a ja czułam, że moja odwaga uchodzi razem z oddechem. Wzdrygnęłam się, słysząc zamykające się za mną drzwi. Mężczyzna ruszył w moją stronę. Dobry Boże, nawet poruszał się zmysłowo i męsko.

Skup się, Sadie. Nie jesteś tu po to, by podziwiać pierwszego miliardera, jakiego spotkałaś.

Już otwierałam usta, by zabrać głos, ale on mnie ubiegł.

– Kimkolwiek pani jest, musiała pani trafić na wyjątkowo dobry humor Wendella. Nie zdarzyło się, by przyprowadził do mnie kogoś z ulicy, kto zażądał spotkania. No cóż, skoro już tu pani przyszła, proszę usiąść.

W jego głosie pobrzmiewała niecierpliwość. Obrzucił wzrokiem moje wysłużone ubranie, wyblakłą bluzkę i luźną, mało gustowną spódnicę. Ogarnął mnie wstyd jak wtedy, gdy osiem lat temu ojciec porzucił mamę i mnie, wybierając życie wolnego człowieka. Jakby tego było mało, zaraz potem do naszych drzwi zapukał komornik.

– Zamierza wykorzystać pani swoje pięć minut na melodramatyczne milczenie? – wycedził, a ja uświadomiłam sobie, że gapię się na niego bez słowa.

– Ależ nie.

Uniósł jedną brew, znów skanując mnie wzrokiem.

– Powiedziała pani ochroniarzowi, że musi się ze mną zobaczyć, że to kwestia życia i śmierci. W ciągu kilku minut zdołałem jednak ustalić, że każdy członek mojej rodziny jest bezpieczny, podobnie jak każdy pracownik. Mimo to dałem pani szansę, a tymczasem marnuje pani mój czas. Jeśli to jakieś żarty, to proszę wyjść. Natychmiast.

– Tu nie chodzi o pana obecną rodzinę, tylko o przyszłą.

Jego twarz zastygła, jakby zmieniła się w kamień.

– Może pani powtórzyć?

– To może zacznę od początku.

– Byle szybko – ostrzegł. – Cierpliwość nie jest moją zaletą, panno Preston. Zaraz spóźnię się na ważne spotkanie.

Znów życie przemknęło mi przed oczami. Zacisnęłam spocone dłonie w pięści i odchrząknęłam.

– Nazywam się Sadie Preston. Pracuję… Pracowałam w Klinice Phoenix.

Od trzech godzin byłam bezrobotna, ale ten problem zamierzałam rozwiązać później. O ile do tego czasu nie skończę w więzieniu.

 

– Mam nadzieję, że nie przyszła tu pani żebrać o jakieś stanowisko – rzucił ostro. – Nie będę tolerował…

– Nie, nie o to chodzi!

Do diabła, jego imponująca sylwetka działała na mnie przytłaczająco. Czułam się mała, bezradna i zagrożona. Tego mężczyznę otaczała aura władzy, która budziła we mnie chęć ucieczki.

– Proszę mnie wysłuchać.

– Przecież słucham, ale pani tylko marnuje mój cenny czas, panno Preston – odparł wyniośle. – Pomogę pani, bo najwyraźniej ma pani problem z formułowaniem myśli. Ma pani minutę. Oby to było coś ważnego.

Bo co? Miałam ochotę zapytać, przepełniona mieszanką irytacji i niepokoju. Postanowiłam wyrzucić z siebie prawdę.

– Zostałam zwolniona dziś rano, ponieważ… – zrobiłam pauzę, biorąc wdech – przypadkową zniszczyłam pańską…

Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, on wciąż stał nieruchomo, patrząc na mnie ze złością.

Mocno zacisnął swoje pełne, zmysłowe usta.

– Co pani zniszczyła?

– Probówkę z pańskim nasieniem.

Przez jedną chwilę patrzył na mnie zaskoczony, jakby nie rozumiał, o czym mówię, a potem wyraz jego twarzy gwałtownie się zmienił.

– Co takiego?

To nie był krzyk ani szept, tylko wypowiedziane śmiertelnie poważnym tonem pytanie. Zadrżałam od stóp do głów. Sekundy mijały, gdy staliśmy w przerażającej ciszy ze skrzyżowanymi spojrzeniami.

– Mów! – rozkazał, tym samym beznamiętnym tonem. Jego zaciśnięte usta pobladły.

Próbowałam się uśmiechnąć, robiąc krok w jego stronę.

– Panie Xenakis…

– Nie próbuj mnie przepraszać – ostrzegł, porzucając oficjalną formułkę. – I nie oszukuj mnie. Chcę faktów. W tej chwili!

Tym razem nie mówił, a syczał. Mój uśmiech wyparował w jednej chwili.

– Kiedy przyszłam dziś rano do pracy… – spóźniona z powodu matki, ale darowałam sobie ten fragment historii – dostałam listę próbek do zniszczenia. Ja… zazwyczaj się tym nie zajmuję, ale…

– To czym się zajmujesz w klinice Phoenix?

– Jestem… byłam recepcjonistką.

To była jedyna przyzwoicie płatna praca, jaką udało mi się zdobyć. Musiałam przerwać studia z marketingu, aby pomóc mamie wydostać się z mrocznego tunelu, w którym się znalazła.

– Jakim cudem dopuszczono recepcjonistkę do próbówek pacjentów? – Ton jego głosu mroził krew w żyłach. Nie krzyczał, jeszcze nie. Neo Xenakis przeprowadzał zimną misję rozpoznawczą. Z pewnością zastanawiał się, czy ma mnie zabić już teraz, czy oddać w ręce ochroniarzy, żeby wypchnęli mnie przez okno.

– To było wbrew procedurze, ale akurat dziś mieliśmy braki kadrowe. Połowa personelu jest na zwolnieniu lekarskim. Zapewniono mnie, że lista próbówek do zniszczenia została sprawdzona trzykrotnie.

– Ale tak się nie stało. W przeciwnym razie nie byłoby cię tutaj – wychrypiał.

Uderzyła mnie fala wstydu. Może nie popełniłabym błędu, gdyby nie zmęczenie, gdybym wciąż nie martwiła się o mamę i o to, czy nie stracimy dachu nad głową. Nie popełniłabym błędu, gdyby nie zlecono mi zadania, które przekraczało moje kompetencje.

Nagle rozległ się dzwonek telefonu. Rozdrażniony podszedł do biurka i włączył przycisk.

– Tak?

– Spencer Donnelly na linii, proszę pana. Mówi, że to pilne.

Wstrzymałam oddech.

– Nie znam nikogo o tym nazwisku. Kto to?

Zrobiłam krok w jego stronę.

– To mój szef – pisnęłam. – Mój były szef. Pewnie dzwoni, by wyjaśnić panu tę sytuację.

Neo wcisnął guzik, żeby wyciszyć naszą rozmowę.

– Czy on jest odpowiedzialny za to, co się stało? – zapytał mnie.

– Nie. Nie bezpośrednio, ale to on jest szefem kliniki.

– Chcę wiedzieć, kto jest za to bezpośrednio odpowiedzialny. To twoja sprawka?

Mój kark rozgrzał się w oczekiwaniu na katowski topór. Nie mogłam zrobić nic więcej, jak tylko przyznać się i czekać na egzekucję.

– Tak. To moja wina.

Jego nozdrza rozszerzyły się, gdy wyłączał wyciszenie.

– Niech zostawi wiadomość. Oddzwonię później – przekazał asystentowi, po czym rozłączył się, zwracając się w moją stronę. Przez kolejne sekundy przyszpilał mnie spojrzeniem. Żołądek mało nie wyskoczył mi gardłem.

– Po co pani tu przyszła, panno Preston? – spytał spokojnie. Oficjalna forma wzbudziła mój niepokój. Na przemian oblewało mnie zimno i gorąco. Oddałabym wszystko, by móc uciec.

– Uznałam, że zasługuje pan na to, by usłyszeć prawdę od winowajcy. Chciałam przeprosić. Naprawdę bardzo mi przykro.

Nic nie powiedział. Uniósł szyderczo jedną brew, jakby oczekiwał, że po tym, co zrobiłam, padnę na kolana.

– Naprawdę bardzo przepraszam, panie Xenakis. Gdybym mogła cofnąć czas... – przerwałam, zdając sobie sprawę, że tylko się pogrążam. Nie mogłam cofnąć czasu. Stało się.

– I co? Mam powiedzieć, że nie ma sprawy? Nic się nie stało? Na to pani liczyła? Na moje miłosierdzie?

– Naprawdę nie chciałam. To był przypadek – tłumaczyłam bezradnie.

– Tak można powiedzieć, kiedy się komuś nadepnie na stopę lub gdy przypadkowo rozleje się kawę. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale czy klinika Pheonix nie szczyci się najwyższymi standardami i ściśle przestrzeganymi procedurami?

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale on potrząsnął głową, odrzucając moje ewentualne tłumaczenia.

– Nie wiem, czego pani oczekiwała, przyjeżdżając tutaj, ale to nie będzie takie proste, panno Preston.

– To znaczy?

Czego on chciał? Żebym upadła na twarz i biła mu pokłony, rwąc włosy i zanosząc się płaczem? Do głowy przychodziły mi tylko najdziwniejsze myśli. A jeśli zażąda odszkodowania? Boże, skąd wezmę pieniądze? Nie ma szans, wyląduję w więzieniu, a moja matka w przytułku. I tak zakończę życie.

Xenakis znów pochylił się nad biurkiem, naciskając przycisk.

– Willa, przyjdź natychmiast!

Nie wiedziałam, co myśleć, gdy do gabinetu weszła elegancko ubrana blondynka. Wyglądała tak, jakby stworzona była do chodzenia po wybiegu dla modelek. Rzuciła mi krótkie, lekceważące spojrzenie, po czym zwróciła się do swojego szefa słodkim, potulnym głosem.

– Jestem, panie Xenakis. – Patrzyła na niego z zachwytem i tęsknotą.

Słyszałam, że mówią coś o zbliżającym się spotkaniu, po czym Xenakis okrążył biurko i stanął naprzeciwko mnie.

– Eskortuj pannę Preston do mojego apartamentu. Ma tam zostać, dopóki nie skończę spotkania. Jeśli spróbuje wyjść, wezwij Wendella.

Patrzył na mnie, ale zachowywał się tak, jakbym była nieobecna.

– Co takiego? – Strach zastąpiła nieoczekiwana złość. – Pan nie ma prawa. Nie może mnie pan zmusić, bym…

– Zniszczyła pani moją własność, panno Preston – przerwał mi z wściekłością, którą do tej pory umiał powściągnąć. – To przestępstwo. Ma pani dwie możliwości. Może pani zostać, żebyśmy mogli omówić sprawę po moim spotkaniu, albo może pani wyjść i zmierzyć się z konsekwencjami. Zapewniam, że będą bardzo bolesne. – Ruszył do drzwi. – Proszę to dobrze przemyśleć.

Wyszedł, a za nim jego piękna asystentka. Nie wiedziałam, co robić. Zwróciłam twarz w stronę okna, licząc na promień oświecenia, ale typowa angielska pogoda współgrała z moim nastrojem. Było szaro i zimno. Nie mogłam odejść, chyba że chciałabym pogorszyć i tak już trudną sytuację.

Neo Xenakis potrzebował czasu, by uporać się z wiadomością, którą mu przyniosłam. Czy okaże litość, gdy opadną emocje? Musiałam w to wierzyć. Nie miałam pieniędzy na prawnika. Jeszcze zanim straciłam pracę, ledwo wiązałam koniec z końcem. Nie stać mnie było nawet na dziesięć minut porady adwokata. Jedyne, co mogłam zrobić, to czekać. Najlepiej, gdyby Xenakis udał się do kliniki i uzupełnił stracony materiał. To nie powinno być trudne.

Usłyszałam chrząknięcie asystentki. Odwróciłam się, zderzając się z jej pogardliwym spojrzeniem.

– Zostanę – oświadczyłam zdecydowanie, nie wiedząc, co mnie czeka.

ROZDZIAŁ DRUGI

Spotkanie się przeciągało. Zdecydowanie potrząsnąłem głową, hamując irytację.

– Nie zgadza się pan, panie Xenakis?

Ponownie skupiłem wzrok na szefie brazylijskiej grupy marketingowej, zastanawiając się, co przegapiłem. Nie mogłem się skupić, wciąż słysząc przerażony głos najbardziej urzekającej dziewczyny, jaką spotkałem. Przepraszam… Zniszczyłam… Ledwo do mnie docierały jej słowa. Od dłuższego czasu nie potrafiłem wykrzesać z siebie zainteresowania dla tych wszystkich kobiet, które liczyły przynajmniej na romans. Nie po tym, jak obudziłem się w szpitalu, by poznać prawdę o okrutnej zdradzie. I pomyśleć, że uważałem tamten czas za najgorszy w swoim życiu. To, co odebrała mi Sadie Preston, było… bezcenne. W żaden sposób nie można było naprawić tej krzywdy. Szokująca diagnoza, jaką usłyszałem w wieku dwudziestu pięciu lat, zmusiła mnie do skorzystania z usług kliniki Phoenix. Przed naświetlaniem, które miało zabić raka, ale także płodność, zdecydowałem się na krok, który miał mi w przyszłości dać szansę na potomka. Potem okazało się, że zaszła pomyłka, że jestem zdrowy, ale mimo to nie kazałem zniszczyć probówki z nasieniem. Pomyślałem, że może kiedyś się przyda. Nie pomyliłem się. Wciąż nosiłem blizny pod ubraniem i jeszcze gorsze w sercu.

Ponownie wstrząsnął mną gniew i raz jeszcze pokręciłem głową, zwracając na siebie uwagę szefa marketingu, którego zatrudniłem, aby reprezentował interesy Xenakis Aeronautics w Brazylii. Pospiesznie zerknąłem na prezentację, opierając dłonie na stole konferencyjnym. Szybko zwróciłem uwagę na przegapiony szczegół.

– To się nie uda – stwierdziłem kategorycznie. – Pomysł jest bardzo dobry, ale przekaz został skierowany do złej grupy docelowej.

Szef marketingu zmarszczył brwi, szukając w swoich notatkach wspomnianego błędu.

– O której grupie pan mówi, panie Xenakis?

Powstrzymałem się, by nie przewrócić oczami. Czy naprawdę miałem wykonać za nich całą robotę?

– Otrzymałeś przecież wyniki testów, ale, jak widzę, nie zadałeś sobie trudu, by je przejrzeć – oświadczyłem z rozdrażnieniem. – Naszą grupą docelową są przede wszystkim młodzi rodzice z dziećmi.

Poczułem gwałtowny skurcz w klatce piersiowej. Dzieci… rodzina… ojcostwo. Coś, czego nigdy nie doświadczę przez błąd rudowłosej dziewczyny, której czerwone usta szeptały przeprosiny. Gdy zadarła podbródek, mogłem dostrzec jedwabistą skórę jej szyi. Jakie jeszcze skarby skrywała pod tanimi i znoszonymi ubraniami? Mógłbym sprawdzić, owijając sobie jej włosy wokół dłoni i… Theos mou. Weź się w garść! Przecież nie z powodu jej wdzięków odesłałem ją do apartamentu. Byłem w szoku, gdy wyznała mi, co się stało, i potrzebowałem czasu, by opanować sytuację. Sadie Preston podarła na strzępy moje nadzieje. Szanse na ojcostwo zostały zniszczone najpierw przez zdradę i kłamstwa, a potem przez niekompetentnego pracownika laboratorium. Ból w klatce nasilił się. Zerwałem się na równe nogi.

– Ufam, że teraz jest jasne, w którym kierunku zmierzamy. – Skierowałem kroki do drzwi. – Macie tydzień, by poprawić kampanię. Nie zawiedźcie mnie.

Wykrzywiłem usta w grymasie, idąc do windy. Nieraz przejechałem się na zaufaniu i dlatego nie znałem litości. Jeśli ludzie nie spełniali moich oczekiwań, wymieniałem ich na innych. Oparłem dłoń o ścianę. Ciężar rzeczywistości miażdżył moje ramiona.

Boże, nigdy nie będę miał dziecka… Nie wiedziałem, jakim byłbym tatą. Mężczyźni z mojej rodziny mieli wiele zalet, ale wzorowymi ojcami nigdy nie byli. Dla dziadka najważniejsza była praca. To podupadająca firma była jego największą miłością, która doprowadziła go w końcu do zawału serca. Mój ojciec także nie wiedział, czym jest rodzicielskie uczucie. Ledwie się tolerowaliśmy, wyłącznie ze względu na dobro firmy. Nie miałem z nim żadnych dobrych wspomnień. Moim wychowaniem zajęła się szkoła z internatem, potem były studia, a po zakończonej edukacji odbyłem wyczerpującą praktykę w Xenakis Aeronautics. Tak, zyskałem pozycję, szacunek i zaufanie ludzi. A co z cholerną miłością? Kompletna porażka. A teraz jeszcze straciłem szansę na ojcostwo.

Kiedy uniosłem rękę, by wcisnąć przycisk w windzie, zobaczyłem, że trzęsą mi się palce. Zaczerpnąłem powietrza. Zawsze potrafiłem panować nad sobą, nawet wtedy, gdy Anneka pokazała swoje prawdziwe oblicze. Bolała mnie jej zdrada, ale dzięki temu odzyskałem wolność, zanim na dobre zatopiła we mnie pazury. Moja męska duma cierpiała po tym przez ponad rok. Anneka zrobiła ze mnie głupka. Tym razem nie potrafiłem znaleźć żadnej dobrej strony zaistniałej sytuacji.

 

Gdy wszedłem do apartamentu, zobaczyłem, że stoi przy oknie. Światło dnia rzucało poświatę na jej włosy, które przypominały żywe płomienie. Widziałem, jak przerzuca je na lewe ramię i zaczyna masować sobie kark mocnymi, okrężnymi ruchami. Zwróciłem uwagę na jej jasną, niemal przezroczystą skórę, wcięcie w talii i długie nogi. Drugą rękę oparła na szybie, jakby tęskniła za wolnością. Nagle wyczuła moją obecność i odwróciła w stronę drzwi.

– Och, przepraszam, nie zauważyłam, że pan już przyszedł.

Zacisnąłem usta, czując, jak wzbiera we mnie złość.

– No właśnie! Nie zauważyłaś! Dlatego tu jesteś. Zniszczyłaś moją własność przez brak uwagi.

Miała jeszcze czelność wyglądać na zranioną! Ja tu byłem jedynym pokrzywdzonym. Czy istniała jeszcze nadzieja? Mogłem się udać do lekarza, do specjalistów, ale wiedziałem, co powiedzą. Wypadek na nartach trzy lata temu o mało nie pozbawił mnie życia i sprawił, że musiałem pożegnać się z marzeniami. Po kilku tygodniach śpiączki poznałem diagnozę. Obrażenia były poważne. Nie będę mógł zostać ojcem w sposób naturalny. Moją ostatnią nadzieją była próbka nasienia, którą oddałem, gdy miałem się zmierzyć z pierwszym poważnym kryzysem. Wszystko przepadło.

Sadie Preston przestępowała z nogi na nogę, patrząc na mnie z niepokojem. Jej pierś unosiła się i opadała. Zwróciłem uwagę na zniszczone buty, a także na kształtne łydki. Miałem ochotę sprawdzić ich sprężystość. Natychmiast ruszyłem w stronę barku. Odrobina brendy mogła przywrócić mi jasność myślenia.

– Wiem, dlaczego tu jestem – przyznała zgodnie. – Jest mi z tego powodu bardzo przykro, ale może uda nam się wspólnie znaleźć jakieś rozwiązanie?

Mało nie parsknąłem śmiechem.

– Wspólnie? A co? Nie jesteś recepcjonistką, tylko lekarzem?

Zacisnęła swe ciemnoróżowe usta, wodząc mnie na pokuszenie.

– Oczywiście, że nie. Próbuję tylko pomóc…

– Chyba już dość pomogłaś. Jesteś ostatnią osobą na ziemi, od której przyjąłbym pomoc.

Spuściła wzrok, rumieniąc się.

– Musi być pan aż tak surowy? To był wypadek. Nie zrobiłam tego celowo. Naprawdę mi przykro.

Opróżniłem szklankę, mając nadzieję, że alkohol przywróci mi zdrowy rozsądek. Nie mogłem pozwolić, by ta rudowłosa kusicielka omotała mnie łzawym spojrzeniem i słodkim głosem.

– No dobrze. Może mnie zaskoczysz. Co proponujesz? Jakie rozwiązanie tej sytuacji?

– Cóż, na pewno nie powie mi pan, dlaczego skorzystał z kliniki za pierwszym razem…

– Owszem, nie powiem. Próbuj dalej.

Zawahała się, wysuwając koniuszek języka, by zwilżyć dolną wargę. Poczułem znajomy ucisk w brzuchu. Wygłodniały, pożądliwy, niecierpliwy. Christos, co się ze mną dzieje? Chyba oszalałem.

– Jeśli zechciałby pan zdeponować w klinice jeszcze jedną próbkę, pokryję wszystkie koszty.

Popatrzyłem na nią z goryczą.

– Nie stać cię nawet na porządne buty i ubranie, a byłabyś w stanie opłacić krocie za całą procedurę? Masz dostęp do kopalni złota, Sadie? A może liczysz na wygraną w totka?

Jej oczy zalśniły.

– Czy nikt panu nie powiedział, że ocenianie książki po okładce to błąd?

Uśmiechnąłem się.

– Jeśli źle cię oceniłem, rozważę przeprosiny. To jak? Pomyliłem się, dziedziczko fortuny?

Wytrzymała moje spojrzenie przez całe trzy sekundy, a potem spuściła wzrok. Na jej gładkich policzkach pojawił się cień długich rzęs. Mocniej zacisnąłem szklankę. Gdy znów na mnie popatrzyła, wstrzymałem oddech. Jej zielone oczy miały w sobie coś hipnotyzującego. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, że dziewczyna, która przyniosła mi hiobową wieść, obudziła moje libido. Nie miałem zamiaru podążać za odruchami ciała.

– Nie, nie pomylił się pan. Nie stać mnie teraz na opłacenie rachunku, ale może uda nam się dojść do porozumienia? Bardzo chcę panu wynagrodzić to całe zajście. – Popatrzyła na mnie z nadzieją.

Oto stało się. Rzuciła propozycję. Typową dla kobiet. Świadomość, że podała mi siebie na tacy, wywołał moje głębokie rozczarowanie. Dopiłem resztkę alkoholu.

– Jak chcesz to wynagrodzić? – spytałem, choć przecież doskonale znałem odpowiedź.

– Zostały mi dwa semestry do ukończenia studiów z marketingu. – Rzuciłem jej zaskoczone spojrzenie. Nie tego się spodziewałem. – Byłam najlepsza na roku, zdawałam wszystkie egzaminy z najwyższą lokatą. Może mogłabym pracować w pańskiej firmie i odpracować dług?

Odezwało się we mnie pragnienie, do którego nie chciałem się przyznać, choć było silne i przenikało mnie do głębi. Przecież chciałem ją mieć na tacy, a właściwie w łóżku. Musiałem się zmuszać, by skoncentrować się na jej słowach. A więc nie była tylko zwykłą recepcjonistką. Na jej twarzy malowała się determinacja, choć mogła to być tylko doskonała gra aktorska. Anneka była w tym świetna. Gdybym przypadkowo nie podsłuchał pewnej rozmowy telefonicznej, dalej wierzyłbym w jej kłamstwa.

– Ile masz lat?

Zrobiła buńczuczną minę, debatując nad odpowiedzią. Może zastanawiała się nad moimi motywami, ale wreszcie odpowiedziała:

– Mam dwadzieścia pięć lat.

– Czyli powinnaś już ukończyć studia.

– Musiałam przerwać naukę z osobistych powodów.

Najwyraźniej nie zamierzała ich zdradzać, a ja nie zamierzałem pytać. Przynajmniej na razie.

– Dlaczego zostałaś recepcjonistką? Nie lepiej było wybrać płatny staż związany z twoim wykształceniem?

Grymas na jej ustach wyrażał zniecierpliwienie.

– Z całym szacunkiem, to moja sprawa. W każdym razie może pan zweryfikować moje słowa, dzwoniąc na uniwersytet. Widnieję na liście studentów.

– Wierzę ci. Przyszłaś do mojego biura, by przyznać się do błędu, doceniam to, ale chyba nie sądzisz, że zatrudniłbym u siebie kogoś, kto popełnia takie karygodne błędy. Nie ufam ci i nie chcę cię w swojej firmie. Odrzucam twoją propozycję.

– To czego pan chce? – Popatrzyła na mnie ze złością. – Rzucić mnie wilkom na pożarcie?

– Zgadza się, Sadie Preston. Właśnie to zamierzam zrobić.

Pomimo twardego wzroku, skazującego mnie na zagładę, nie poruszył się. Przez ten czas, który spędziłam w jego luksusowym apartamencie, jedna rzecz nieustannie tłukła mi się po głowie. Dlaczego mężczyzna, którego ciało, twarz i każdy gest świadczyły o stuprocentowej męskości, przechowywał w klinice nasienie.

– Gapisz się na mnie – usłyszałam jego szorstki głos. – Próbujesz mnie zahipnotyzować, żebym zmienił zdanie?

– A jeśli tak jest? – odparowałam. – Każdy sposób był dobry.

Kącik jego ust zadrgał w rozbawieniu, ale zaraz potem twarz stężała, jakby nałożył maskę. Serce mi podskoczyło. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Neo Xenakis zrobił krok w moją stronę. Miałam ochotę się cofnąć, ale nie chciałam okazać słabości. Nie miałam wątpliwości, że mężczyzna jego pokroju gardzi słabszym przeciwnikiem. Dlatego też nie odwróciłam wzroku, choć w głębi duszy spodziewałam się najgorszego. Mimo zagrożenia poczułam także dziwaczny rodzaj ekscytacji. Ciarki przebiegły mi po plecach, ciało zapłonęło przyjemnym ogniem. W oczach Xenakisa nie widziałam okrucieństwa, które zapowiedział. Nie wyglądał jak ktoś, kto zamierza rzucić mnie wilkom. Przypominał raczej kota, który chętnie pobawi się ofiarą, zanim ją schrupie.

– I jak? Hipnoza działa? – spytałam, żartem próbując rozładować ciężką atmosferę. I wtedy usłyszałam głośne burczenie w brzuchu. Zawstydzona spuściłam wzrok.

– Kiedy ostatnio jadłaś?

– Nie pamiętam. To nieważne.

– Ważne, przynajmniej dla twojego żołądka.

– Wypiłam rano kawę.

– I to wszystko? Nic nie jadłaś przez cały dzień? Jest szósta wieczorem.

– Wiem, która jest godzina, panie Xenakis.

Uniósł jedną brew, słysząc mój ostry ton. Rano nie zdążyłam nic zjeść, a potem strach i panika osłabiły mój apetyt. Dopiero teraz żołądek zaczął się dopominać o porcję jedzenia. Niestety w najmniej odpowiednim momencie.

Neo Xenakis przyglądał mi się z drażniącą intensywnością.

– Skazańcowi należy się ostatni posiłek, nie sądzisz? – kpił, wbijając we mnie wzrok. – Mój kucharz przygotowuje właśnie coś dobrego. Masz ochotę spróbować czy wolisz od razu stawić czoło swoim winom?

– To zależy. – Miałam ochotę powiedzieć, żeby poszedł do diabła, ale w porę ugryzłam się w język. – Ma pan zamiar torturować mnie przez cały wieczór opowieściami o wilkach, które tylko czekają, żeby rzucić mi się do gardła?

– Myślisz, że wiesz, czym są tortury? – Nie przestawał się ze mną drażnić. Wiem, że zrobiłam mu duży kłopot. Będzie musiał znowu udać się do kliniki, podczas gdy w tym czasie pewnie wolałby się umówić z jakąś supermodelką.

– Ile razy mam jeszcze przepraszać? Naprawdę mi przykro. Jeśli pan sobie życzy, chętnie coś zjem. – Postanowiłam grać pokorną, choć tak naprawdę ta sytuacja coraz bardziej działała mi na nerwy.