Inteligencja kwiatówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Inteligencja kwiatów
Inteligencja kwiatów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,85  43,88 
Inteligencja kwiatów
Audio
Inteligencja kwiatów
Audiobook
Czyta Adrian Chimiak
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Karta tytułowa


Inteligencja kwiatów


I

W książce mojej pragnę zwrócić uwagę na kilka, zresztą dobrze znanych botanikom, szczegółów. Nie dokonuję żadnych odkryć, a moja skromna praca ogranicza się do podstawowych faktów. Nie zamierzam, oczywiście, czynić przeglądu wszystkich dowodów inteligencji roślin, albowiem są one niezliczone. Napotykamy je ciągle, zwłaszcza pośród kwiatów, w których skupia się pęd życia wegetatywnego ku światłu i świadomości.

Zdarzają się kwiaty i rośliny niezręczne i niefortunne, ale jednak i te nie są pozbawione w zupełności rozsądku i sprytu. Wszystkie zaś zmierzają do spełnienia swego zadania, wszystkie pałają bohaterską żądzą ogarnięcia całej powierzchni globu, mnożąc w nieskończoność te formy bytu, których są przedstawicielami.

Z racji praw natury wiążących je nierozerwalnie z ziemią, z powodu swej nieruchomości, rośliny mają do pokonania znacznie więcej trudności w rozmnażaniu się niż zwierzęta. Toteż zazwyczaj uciekają się do sztuczek, podstępów i forteli, a nawet do wynalazków mechanicznych, które wyprzedzają niejednokrotnie wynalazczość ludzką i każą zakładać znajomość balistyki, lotnictwa oraz trafną obserwację zwyczajów i budowy organicznej owadów.

Wilczomlecz obrotny, Euphorbia helioscopia Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)


II

Zbyteczne jest kreślenie w tym miejscu obrazu wielkiego systemu zapładniania roślin, mówienie o zachowaniu się pręcików i słupka, uwodzicielskiej roli zapachu i optycznym działaniu barw harmonijnych i jaskrawych oraz o produkcji nektaru, zgoła niepotrzebnego roślinie, a służącego wyłącznie zwabianiu obcych wyswobodzicieli i posłanników miłości, a więc pszczół, trzmieli, much, motyli i ciem, przynoszących kwiatu pocałunek dalekiego, nieznanego, niewidzialnego i nieruchomego oblubieńca.

Korona rośliny to kwiat z pozoru przepojony pokojem, rezygnacją, gdzie wszystko godzi się z nieuniknionym, trwa w ciszy, posłuszeństwie i skupieniu. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Chyba nigdzie indziej nie ma tyle buntu i uporczywej walki z losem, jak właśnie pośród roślin. Przede wszystkim główny organ, narząd odżywczy rośliny, a więc korzeń łączy ją nierozdzielnie z podłożem gleby. Jeśli trudno nam, ludziom, powiedzieć, które z rozmaitych praw natury nęka nas najdotkliwiej, to dla rośliny nie ulega żadnej kwestii, najokrutniejszym jest konieczność trwania w jednym miejscu od urodzin do śmierci. Roślina wie lepiej od nas, którzy rozpraszamy swoje wysiłki, przeciw komu przede wszystkim musi się buntować. Toteż niezwykłe jest widowisko owej walki, w której wyzwala się cała energia idei zasadniczej korzeni, w celu rozpostarcia w pełnym świetle listowia i kwiatów. Wydobycie się z fatalizmu, jakiemu podlega dół rośliny, przez rozwój górnych jej części, oto jej cel główny, bowiem idzie tu o obejście ciężkiego prawa mroków, wyzwolenie się zeń, przekroczenie ciasnego obrębu, stworzenie sobie skrzydeł lub w pośredni sposób wydostanie się z więzienia natury jak najdalej w przestrzeń i zbliżenia się do innego, odmiennego zgoła królestwa ruchu i życia.

Zadziwia nas, że udaje się to roślinie, chociaż jest to dzieło równie trudne, jak dla nas byłoby wydobycie się ze szranków czasu, które nam los narzuca, lub sięgnięcie w sferę wolną od najuciążliwszych praw materii. Przekonamy się, że roślina daje człowiekowi zdumiewający przykład nieposłuszeństwa, odwagi, wytrwałego uporu i pomysłowości. Gdybyśmy użyli bodaj część energii, na jaką zdobywa się kwiat w ogrodzie dla zwalczenia różnych utrapień życia, które i nas gnębią, a więc cierpień starości czy śmierci, z pewnością nasz los mógłby się zmienić.

Klon zwyczajny, Acer platanoides Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)



Ostrożeń polny, Carduus arvensis Jacob Sturm, Johann Georg Sturm (ok. 1800 rok)

III

Potrzeba ruchu i łaknienie przestrzeni występują jednocześnie w kwiatach i owocach różnych roślin. Odnośnie owocu, formę, w jakiej przejawia się owo pożądanie, dostrzegamy dosyć łatwo. Odwrotnie niż rzecz się ma w królestwie zwierzęcym, roślina macierzysta, skutkiem nieubłaganego prawa bezruchu, jest pierwszym i najgorszym wrogiem nasienia, a co za tym idzie, własnych potomków. Znajdujemy się w dziwnym państwie żywych istot, gdzie niezdolni do ruchu rodzice w pełni uświadamiają sobie, iż ich nieruchomość może być dla dzieci zabójcza. Nasienie padające u stóp drzewa, czy jakiejkolwiek innej rośliny, skazane jest na śmierć lub, co najwyżej, na nędzne wegetowanie w niedostatku. Stąd bierze swój początek niezmierny wysiłek skierowany ku zrzuceniu jarzma i zdobycie ekspansji przestrzennej, stąd też biorą się wszystkie przedziwne systemy rozsiewania, rozrzucania nasion i przenoszenia ich powietrzem, znane nam wszystkim z lasów i łąk. To właśnie jest punktem wyjścia śmigi powietrznej drzew z gatunku klonowatych, skrzydełka lipy, spadochronów wszelkich ostów, kaczeńca i salsefii, przedziwnych sprężyn wilczomlecza, bomb tryskających przepękli1, haczyków włoskowych wełnianki łąkowej oraz mnóstwa innych mechanicznych „urządzeń” budzących nasz podziw. Można stwierdzić, że nie ma nasienia, które by nie wytworzyło specjalnych, właściwych sobie mechanizmów potrzebnych do wydostania się jak najdalej poza cień rośliny macierzystej.

Ten, kto choć trochę nie zapoznał się z botaniką nie uwierzy, ile twórczości wprost genialnej mieści się w zieleni, którą cieszą się nasze oczy. Spójrzmy chociażby na naczynko nasienne kurzyślepu2, pięć plewek3 balsaminy4, pięć strzelających kapsułek geranium...

Należy zwrócić uwagę na zwyczajną, znaną nam dobrze główkę maku. Owa poczciwa, wielka głowa mieści rozsądek i idee godne najwyższych pochwał. Wiemy, iż zawiera tysiące krągłych, maleńkich czarnych ziarnek. Chodzi o to, by rozrzucić posiew tego w sposób tak zręczny, by ziarnka padły jak najdalej. Gdyby głowa rozłupała się od dołu albo spadła na ziemię, cały ten cenny zapas utworzyłby jedną kupkę u stóp łodygi i niewątpliwie zmarniał. Dlatego też ziarenka mogą wydostawać się jedynie otworami umieszczonymi u góry, pod daszkiem nakrywkowym. Makówka po dojrzeniu schyla się na bok, wiotczeje i za byle powiewem wiatru wykonuje wahadłowe ruchy, do złudzenia przypominające rzut ręką siewcy. W ten sposób ziarna rozsypują się szeroko na wszystkie strony.

Wspomnieć tu też należy o ziarnach liczących się z możliwością roznoszenia przez ptaki i otoczonych, jak jemioła, jałowiec i jarzębina, osłonką zawierającą słodki sok. Widzimy tu tak wielki zakres pomysłów, takie zrozumienie skutków działań, że nie będziemy się zatrzymywali dłużej nad tym tematem. Dodamy tylko, że trudno sprawę inaczej wyjaśnić, bowiem osłonka zawierająca cukier nie jest w ogóle potrzebna ziarnu, podobnie jak nektar przywabiający pszczoły jest niczym dla samego kwiatu. Ptak zjada owoc, ponieważ jest słodki, a jednocześnie połyka ziarno nie ulegające strawieniu. Potem leci i wydala z żołądka nasienie w stanie, w jakim je połknął, a ziarnko uwolnione z osłonki pada z dala od niebezpiecznych dlań miejsc rodzinnych w postaci gotowej do kiełkowania.

Kurzyślad polny, Anagallis arvensis Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

1 In. balsamka ogórkowa.

2 In. kurzyślad, kuroślip, kurzyślip.

3 Plewka to niewielki łuseczkowaty listek.

4 Niecierpek balsamina.



Mak lekarski, Papaver somniferum Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

IV

Powróćmy jednak do urządzeń prostszych, zasadniczych. Zerwijmy jakiekolwiek źdźbło rosnące przy drodze, w pierwszej lepszej kępie trawy, a przekonamy się, że mamy przed sobą mikroskopijny intelekt zajęty pracą wytrwałą, świadomą celu, niestrudzoną i zdumiewającą w rezultatach. Mamy w ręku dwie marne roślinki, pełzające, spotykane tysiące razy i to wszędzie w najbardziej jałowych zakątkach, gdzie leży bodaj szczypta gleby. Są to dwie odmiany lucerny dzikiej, dwa zielska w najskromniejszym tego słowa znaczeniu. Jedna ma kwiatostan różowawy, druga coś w rodzaju żółtej czapeczki wielkości grochu. Patrząc, jak trwożnie prześlizgują się po zagonie, kryjąc pomiędzy pysznymi, wyniosłymi odmianami trawy, nie przypuścilibyśmy nigdy, że one to, wcześniej niż słynny geometra i fizyk z Syrakuz, odkryły i wprowadziły śrubę Archimedesa nie tylko do podnoszenia cieczy, ale także do lotnictwa. Układają swe nasiona w lekkie spirale o trzech czy czterech skrętach, subtelnie skonstruowane, wiedząc, że to opóźni ich spadek na ziemię, a tym samym przy pomocy wiatru przedłuży znacznie ich powietrzną podróż. Jedna z nich, żółta, nawet jeszcze lepiej udoskonaliła ten mechanizm, dodając na zewnętrznej stronie śruby szereg ostrych haczyków, dzięki czemu cały ten aparat przyczepia się do ubrań przechodniów czy sierści zwierząt. Najwyraźniej chciała w ten sposób połączyć zalety zoochorii, to jest rozsiewania ziaren przez owce, kozy, króliki i inne zwierzęta, z zaletami wiatrosiewności5.

 

Wzruszający jest fakt, że cały ten wielki wysiłek jest niepożyteczny. Biedne, zarówno różowa jak żółta lucerna, bardzo się omyliły, a śruby nie przynoszą im żadnego pożytku. Urządzenie mogłoby funkcjonować spadając z pewnej, znacznej wysokości, na przykład z drzewa lub przynajmniej smukłej trawy. Skonstruowane zbyt nisko, dotyka ziemi uczyniwszy zaledwie ćwierć obrotu. Mamy tu ciekawy przykład błędów, pomyłek, szukania po omacku, zawodów i rozczarowań przyrody. Zdarzają się one tak często i są tak oczywiste, że tezę nieomylności natury przypisać musimy tym, którzy nie badali jej wcale.

Lucerna nerkowata, Medicago lupulina (A) Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

5 In. rozsiewania przez wiatr (anemochoria).


Dodać należy, że inne odmiany lucerny, nie mówiąc już o koniczynie, pastewne motylkowate rośliny, bardzo zbliżone do opisywanych powyżej, nie przyjęły wcale aparatu lotniczego lucerny i trzymają się dalej zwykłych strączków. U pewnej z nich, Medicago scutellata6, widać wyraźnie formę przejściową aparatu rozsiewczego od krętego strąka do śmigi aeroplanowej, u innej zaś, Medicago scuteilato, śmiga ta przybiera kształt maczugi lub granatu ręcznego. Oglądamy więc zdumiewające widowisko całego gatunku, pracującego wynalazczo, widzimy, jak członkowie jednej rodziny wysilają się, by celowo i świadomie zapewnić swemu rodowi najkorzystniejsze warunki w przyszłości. Prawdopodobnie lucerna żółta, zawiódłszy się w ciągu ustawicznych prób na śmidze aeroplanowej, dorzuciła do wynalazku swej siostry ząbki i haczyki włoskowate, całkiem słusznie dochodząc do wniosku, że skoro owce pasą się chętnie jej listowiem, to winny wziąć również odpowiedzialność za byt jej potomstwa. Może też właśnie temu nowemu wysiłkowi zawdzięcza lucerna żółta swe nieporównanie większe rozpowszechnienie na świecie, czym przewyższa znacznie silniej zbudowaną swą kuzynkę o różowawym kwiecie.

Wawrzyn szlachetny, Laurus nobilis Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

6 Popularnie zwanego ślimak Medick lub Medick tarczy.


V

Mnóstwo śladów inteligencji żywej i świadomie działającej znajdujemy nie tylko w nasieniu czy kwiecie rośliny, ale również w niej całej, w łodydze, liściu i korzeniu. Wystarczy schylić się i spojrzeć na tę skrytą, skromną a ustawiczną pracę. Wspomnijmy bohaterskie wysiłki gałęzi, która walczy o wydostanie się na światło lub genialne i zacięte boje drzew wystawionych na niebezpieczeństwo. Nie zapomnę nigdy przedziwnego przykładu heroizmu stuletniego drzewa laurowego, jakiego byłem świadkiem w dzikich, a zarazem przepięknych i wilczych jarach Prowansji, rozkwieconych fiołkami i przepojonych ich zapachem. Konwulsyjnie, desperacko powykręcane konary lauru mówiły wyraźnie o mękach życia spędzonego w trudnej, uporczywej walce ze śmiercią.

Ptak czy wiatr, władcy losów, zaniosły ziarno w szczelinę skały spadającej prostopadle w przepaść, niby dekoracja kamienna, i drzewo zrodziło się tutaj, na wyżynie dwustumetrowej, zawieszone ponad dzikim potokiem górskim, pośród rozpalonych i jałowych głazów. Od pierwszej zaraz chwili laur wysłał swoje ślepe korzenie w długą i pełną znojów wędrówkę po wodę i glebę, jakie by gdzieś znaleźć się mogły. Ale troska owa była jedynie dziedzicznie przekazywanym przez pokolenia zadaniem gatunku oswojonego z jałowością południa. Młodą roślinkę czekał problem znacznie poważniejszy i zgoła niezwykły. Ziarno zakiełkowało w szczelinie pionowej skały, przeto wierzchołek zamiast wznosić się w niebo, zwisał nad przepaścią. Należało więc, wbrew wzrastającej wadze konarów, prostować ciągle pień, przyciskając go rozpaczliwie do boku skały i podtrzymywać ciężką koronę listowia nieustannym napięciem woli i skurczem tkanek strony wewnętrznej, podobnie jak pływak zadzierający w górę głowę.

Wszystkie wysiłki rośliny skupiły się na tej jednej zasadniczej, żywotnej kwestii, w jej rozwikłaniu przejawiła się cała energia i świadoma jej inteligencja. Skręt pnia utworzył potężny, gruby, potwornie wybujały łokieć, a poszczególne jego zwoje były miarą pełnych niejako strachu myśli, wzbudzonych w roślinie przez burze i wichry. Korona stawała się z roku na rok coraz to cięższa, zajęta tym tylko, by bujać coraz to świetniej w słońcu i cieple. Tymczasem jednak ramię, dźwigające ją heroicznie w przestrzeni, uległo straszliwemu rakowi, który wżerał się coraz to głębiej, zamieniając w próchno jedną wiązkę tkanek po drugiej. W tym momencie stała się rzecz dziwna: oto ukryte gdzieś pod korą dwa silne korzenie boczne, pod wpływem niepojętego instynktu ukazały się nagle i, rosnąc szybko, przywiązały pień silnymi splotami do uskoku skały na wysokości około pół metra ponad chorym miejscem łokcia drzewnego. Nie wiadomo, czy czyn ten wywołany został tragiczną sytuacją drzewa, czy może w przewidywaniu tego, co się stanie, korzenie owe z dawien dawna czekały na godzinę ostatecznego niebezpieczeństwa, by pośpieszyć z ratunkiem. A może był to jedynie szczęśliwy przypadek? Oko ludzkie zapewne nigdy nie dojrzy zawiązku i rozwoju owych cichych dramatów, bowiem przebieg ich trwa zbyt długo w porównaniu z naszym krótkim życiem7.

VI

Gdy mowa o roślinach, które wykazują oczywiste dowody inicjatywy, na obszerniejszą wzmiankę zasługują te, które można by nazwać uduchowionymi lub wrażliwymi. Poprzestanę na przypomnieniu, jak reaguje na różne bodźce znana wszystkim mimoza wstydliwa8. Mniej wiemy o innych gatunkach obdarzonych umiejętnością wykorzystywania ruchu, jak na przykład o Hedysarum gyrans9, esparcecie, czyli koniczynie francuskiej, poruszającej się w sposób zdumiewający. Ta mała strączkowa roślina, pochodząca z Bengalu a u nas zaaklimatyzowana, wykonuje rodzaj wiekuistego, wielce skomplikowanego tańca ku czci słońca. Liście jej dzielą się na trzy, z których pierwszy jest długi, zaś dwa boczne siedzą u jego nasady. Każdy porusza się oddzielnie i w inny sposób, wszystkie zaś bez przerwy drgają rytmicznie, z regularnością zegarka. Są one tak wrażliwe na światło, że zwalniają swój taniec lub go przyśpieszają, stosownie do tego, czy chmury zasłaniają niebo lub też się rozchodzą. Można by je nazwać fotometrami roślinnymi lub otoskopami10, skonstruowanymi przed wynalazkiem Crooka.

Siekiernica górska, Hedysarum obscurum Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

7 Zanotować tutaj należy inny akt inteligencji korzenia, o którym przeczytałem w pewnej książce. Korzeń ten napotkał na swej podziemnej drodze starą podeszwę trzewika. Celem przebycia przeszkody, z jaką po raz pierwszy zapewne miał do czynienia, korzeń rozdzielił się na tyle wiązek, ile było w podeszwie dziur po kołkach szewskich, a przebywszy zaporę połączył się znowu w jedno ramię, którego budowa nie pozostawiła śladu poprzedniego podziału.

8 Roślina szybko reaguje w chwili dotyku, nagłego ochłodzenia czy ogrzania liści, w najbliższym rejonie wystąpienia bodźca zewnętrznego reaguje zamykaniem (składaniem) liści.

9 Aturi – roślina telegraf, inaczej tańcząca roślina. Ma zdolność poruszania liśćmi pionowo lub zataczania nimi kół, dlatego właśnie jest nazywana w Indiach (skąd pochodzi) rośliną telegrafem – listki wydają się przekazywać sobie nawzajem wiadomości. Liście poruszają się pod wpływem światła, dotyku i temperatury, a także dźwięku (na przykład głośnego śpiewu).

10 Klasyczne urządzenia medyczne używane w laryngologii.


VII

Rośliny, do których zaliczyć by trzeba jeszcze rosiczkę i muchołówkę, oraz mnóstwo innych, są istotami nerwowymi11, przekraczającymi już próg tajemniczy, i zdaje się fikcyjny, dzielący królestwo roślin od państwa zwierząt. Nie mamy jednak potrzeby sięgać aż tam, albowiem znajdujemy niemal tyleż samointeligencji i oczywistej swobody ruchu celowego na drugim krańcu świata, który nas zajmuje, na niżu, gdzie roślinę z trudem zaledwie odróżnić można od plamki śluzu czy kamienia. Mam na myśli wielką rodzinę skrytopłciowych. Że jednak badać je można tylko pod mikroskopem, pominę je więc, mimo iż funkcje sporangiów12 grzyba, paproci i skrzypu są wprost zdumiewające w swej pomysłowości.

Cuda nie mniejsze dzieją się również u roślin wodnych, krzewiących się po rzekach i stawach. Ponieważ zapylanie ich kwiatu nie może odbywać się pod wodą, każda z tych roślin wynalazła odrębny system dla rozsiewania na sucho pyłku pręcików. Zwyczajna trawa morska, z której robione są materace, starannie zamyka swój kwiat w istnym dzwonie nurkowym, nenufar zaś wysyła swój na powierzchnię, gdzie rozkwita dowożąc mu soki niesłychanie długimi łodygami, które przedłużają się w miarę podnoszenia stanu wody. Nenufar fałszywy, nie mając wydłużalnych łodyg, wyrzuca po prostu swe kwiaty na wierzch, gdzie pękają niczym bańki. Z kolei kasztan wodny (Eleocharis dulcis) wyposaża je w pęcherzyki powietrzne. Kwiaty wydostają się na powierzchnię i otwierają, a po zapłodnieniu pęcherzyki, zamiast powietrza, nabierają śluzowatego płynu cięższego od wody i cały aparat zanurza się z powrotem do szlamu, gdzie odbywa się owocowanie.

Grzybienie białe, Nymphaea alba Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

11 Więcej informacji na ten temat w posłowiu.

12 Zarodnia (sporangium, in. sporangia) – organ rozmnażania bezpłciowego roślin zarodnikowych i grzybów.



Ponikło błotne, Eleocharis palustris Prof. dr Otto Wilhelm Thomé (1885 rok)

System stworzony przez utricularię13 jest bardziej zawiły. H. Bocquillon opisuje go w ten sposób w swojej Vie des plantes: „Żabi skrzek14 jest nader pospolity i spotykamy go w stawach, rowach oraz torfiastych bagnach. Roślina ta spoczywa przez zimę na dnie, w szlamie. Długie, poplątane łodygi okryte są liśćmi zredukowanymi do rozgałęzionych bardzo włókien. U nasady tak przetworzonych liści spostrzegamy małe woreczki w kształcie gruszki z górną częścią zaopatrzoną w otwór. Otwór ten zamknięty jest klapą otwieralną z zewnątrz do środka. Brzegi tego woreczka obłożone są drobnymi włoskami, tworzącymi coś w rodzaju tkaniny uszczelniającej. Również wnętrze wysłane jest taką aksamitną tkaniną. Gdy nadchodzi czas kwitnienia, woreczki napełniają się powietrzem, które tym silniej przyciska klapę, im większe jest jego ciśnienie. Nadaje ono wielką lekkość roślinie i wydobywa ją na powierzchnię wody. Wtedy to rozkwitają żółte kwiatuszki, naśladujące małe pyszczki o wydętych wargach, a podniebieniu prążkowanym pomarańczowo lub rdzawo. Przez czerwiec, lipiec i sierpień żywa ich barwa czyni powierzchnię błotnych kałuż, pokrytych gnijącymi szczątkami roślin, całkiem powabną. Ale po dokonaniu zapłodnienia, w chwili kiedy owoc zaczyna się rozwijać, następuje zmiana roli. Woda naciska klapy woreczków, otwiera je, napełnia wydrążenia i roślina nabrawszy ciężaru zanurza się na dno.”

Czyż nie jest rzeczą nadzwyczaj interesującą patrzeć, jak przyrząd ten, którego powstanie sięga czasów prastarych, łączy w sobie kilka całkiem nowych, gdy spojrzeć na naszą historię ludzkich wynalazków? Widzimy tu funkcjonowanie cylindrów napełnionych sprężystymi gazami, wentyli, współzależność ciśnienia powietrza i płynu, słowem, poza prawami Archimedesa jeszcze mnóstwo zdobyczy nowożytnych. Cytowany powyżej autor dodaje:

 

„Inżynier, który pierwszy użył ciśnienia powietrza w celu wydobycia na wierzch zatopionego statku, nie wyobrażał sobie pewnie, że przyrząd jego jest w użyciu od setek tysięcy lat.”

Wydaje nam się, że to my właśnie sami, siłą inteligencji i twórczego geniuszu, stwarzamy rzeczy nowe w świecie nieświadomym i biernym. Tymczasem, przyjrzawszy się sprawie z bliska, dochodzimy do wniosku, że w ogóle trudno jest nam stworzyć coś nowego. Przybłędami tylko jesteśmy, niedawno przybyłymi na Ziemię, toteż odnajdujemy jedynie to, co istniało dawno, i powtarzamy, niby nowością olśnione dzieci, wszystko to, czego dokonało przez wieki życie. Taki stan rzeczy jest wręcz konieczny i właściwie powinien napełniać nas otuchą, ale do tego problemu powrócimy później.

Nurzaniec śrubowy, Vallisneria Spiralis William Blake (1795 rok)

13 Pływacz – rodzaj owadożernych roślin należących do rodziny pływaczowatych.

14 Jedna z form składania jaj przez płazy, charakteryzująca się tym, że jaja składane są grupowo, co zapewnia ich ochronę, przede wszystkim przed wysychaniem i wrogami naturalnymi.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?