Zmysłowy trans

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

Następnego dnia Aine wyrzucała sobie, że podczas kolacji z Bradym poniosły ją nerwy. Szła do restauracji z postanowieniem trzymania ich na wodzy, lecz na dźwięk słów „znaczące zmiany” nie wytrzymała.

Siedząc na balkonie i popijając zamówioną herbatę, patrzyła na połyskujący w słońcu ocean. Herbata była lurą. Dlaczego Amerykanie nie potrafią porządnie zaparzyć herbaty?! Widok jednak zapierał dech w piersiach. Szafirowe lekkie fale z białymi grzywami, a w dali, na horyzoncie, jacht z czerwonym żaglem.

Zastanawiała się, co zrobić. Postanowiła, że podczas dzisiejszego z spotkania z Bradym i jego wspólnikami zachowa chłodny profesjonalizm.

Dwie godziny później temperament wziął jednak nad nią górę i złamała dane sobie przyrzeczenie.

– Chyba nie mówicie serio! – zawołała.

Do tej pory cierpliwie słuchała swoich rozmówców, właścicieli Celtic Knot Games, którzy przerzucali się pomysłami, jak gdyby zapomnieli o jej obecności. Wiele razy gryzła się w język, lecz w końcu nie wytrzymała. Patrząc na Seana, który wydawał się najrozsądniejszy z całej trójki, stwierdziła:

– Chcecie zmienić wspaniały zabytek irlandzkiej historii w nędzną atrapę.

Zanim Sean zdążył otworzyć usta, Mike go uprzedził:

– Rozumiem, że zazdrośnie strzeżesz zamku…

– Strzegę – wpadła mu w słowo – ale nie tylko. – Spojrzała kolejno na każdego z nich i zatrzymała wzrok na Bradym. – Tu chodzi o tradycję. Każdy kamień to świadek historii.

– To budynek. Sama przyznałaś, że wymaga generalnego remontu – przypomniał jej.

– Z tym się zgadzam. – Nachyliła się nad stołem, jak gdyby chciała nadać swoim słowom większą wagę. – Cieszę się, że zamierzacie dokonać koniecznych napraw. Mam wiele własnych pomysłów, jak podnieść standard hotelu i zaoferować gościom niezapomniane wrażenia z pobytu w zamku, nie niszcząc jego duszy, że z braku innego słowa posłużę się tym określeniem.

Brady nie krył rozbawienia.

– Wierzysz, że zamek ma duszę?

– Istnieje od tysiąc czterysta trzydziestego roku – obruszyła się. Mówiła teraz tylko do Brady’ego, jak gdyby w pokoju byli jedynie oni dwoje. – Ludzie się zmieniali, ale zamek stał. Przetrwał najazdy, popadał w ruinę, nikogo jego los nie obchodził. Mieszkali w nim królowie, chłopi i przedstawiciele wszelkich pośrednich stanów. Dlaczego nie miałby mieć duszy?

– To bardzo… – zająknął się – bardzo irlandzki sposób myślenia.

Zignorowała jego protekcjonalny uśmiech.

– Też jesteś Irlandczykiem.

Brady zmienił się na twarzy. Aine natychmiast się zorientowała, że popełniła gafę. Jej riposta z jakiegoś nieznanego powodu dotknęła go do żywego.

– Tylko imię i nazwisko mam irlandzkie – oświadczył.

– Intrygujące. – Nie spuszczała z niego wzroku.

– Nie zamierzałem cię intrygować – odciął się. – Dałem ci tylko do zrozumienia, że jeśli szukasz bratniej duszy albo sprzymierzeńca, to zwracasz się pod niewłaściwy adres.

– W porządku – odezwał się Sean sztucznie pogodnym tonem. – Wszyscy tutaj jesteśmy Irlandczykami, jedni w większym, inni w mniejszym stopniu. Możemy kontynuować?

Aine jednak wsiadła na swojego konika i trudno ją było zatrzymać.

– Nie szukam ani przyjaciela, ani powiernika, ani bratniej duszy, jak się wyraziłeś. – Z trudem panowała nad ogarniająca ją pasją. – Na twoje wezwanie przejechałam tysiące mil, aby wziąć udział w dyskusji na temat przyszłości zamku Butler. Służę wyczerpującymi informacjami dotyczącymi rezydencji, miasteczka, które żyje z gości hotelowych, i kraju, na którego terenie zamek się znajduje. Wszystkiego tego moglibyście się dowiedzieć, gdybyście przynajmniej raz sami pofatygowali się na miejsce.

Po tych słowach w pokoju zaległa krępująca cisza. Pierwszy odezwał się Brady.

– Podziwiam twoją odwagę w wygłaszaniu sądów, lecz jednocześnie się zastanawiam, czy zdajesz sobie sprawę, że wkurzanie nowego szefa to nie najmądrzejsza strategia.

– Przepraszam za mój emocjonalny wybuch. Obrażanie ciebie nie było moim zamiarem.

– Nie musisz mnie przepraszać.

– Sama decyduję, kiedy się mylę – odpaliła. – Przyrzekłam sobie, że nie stracę panowania nad sobą, nie udało mi się, i za to przepraszam.

– W porządku.

Przeniosła wzrok na Seana i Mike’a, którzy patrzyli na nią jak na niebezpieczną petardę.

– Nie przeproszę jednak za wyjaśnienie, co myślę o zamku i jego przyszłości. – Ponownie spojrzała na Seana i Mike’a, zanim skupiła się na Bradym, jakby do niego adresowała swoje słowa. – Denerwowałam się przed tym spotkaniem. Bardzo zależy mi, aby ludzie pracujący w zamku, łącznie ze mną, zachowali posady. Pragnę, aby zamek odzyskał swoją świetność, tak jak na to zasługuje.

Cały czas czuła, że wszyscy trzej bacznie się jej przyglądają. Może nie powinna w ogóle się odzywać? Może nie ma prawa krytykować planów związanych z miejscem, które kocha, ale nie mogła siedzieć spokojnie, jak gdyby wszystko było w porządku, podczas gdy jest odwrotnie.

– Sprowadziłeś mnie tutaj po to, żebym poparła wasze decyzje? Tego oczekujesz od kierowniczki hotelu? – zwróciła się do Brady’ego. – Mam nic nie mówić i ślepo wykonywać polecenia?

Brady spojrzał na nią z ukosa.

– Pytasz, czy potrzebuję potakiwacza?

– Właśnie.

– Oczywiście, że nie – obruszył się. – Chcę usłyszeć twoje zdanie. Już wczoraj ci to powiedziałem.

Głośno wypuściła powietrze z płuc.

– Mam tylko nadzieję, że dotrzymasz słowa.

– Cenię szczerość – oświadczył. – To nie znaczy, że będę się z tobą zawsze zgadzał, ale chciałbym poznać twoje zdanie na temat naszych planów.

Kiwnęła głową i przybrała swobodniejszą pozę.

– Trudno jest formułować opinię, nie znając szczegółów, jedynie ogólny zarys koncepcji.

– Nie ma problemu – wtrącił Mike. – Mamy tu kilka rysunków, które pozwolą ci lepiej zorientować się w naszych planach.

– Właśnie. Jenny Marshall naszkicowała, jak sobie to wszystko wyobraża.

– Jenny Marshall? Znowu? – Mike spojrzał na brata. – Czy teraz ona jest naszym pogotowiem graficznym?

Aine spokojnie czekała, aż bracia wyjaśnią sobie sporną kwestię. Brady nie uczestniczył w dyskusji, zachowywał się z rezerwą nawet w stosunku do przyjaciół, chociaż cała trójka tworzyła zgraną paczkę. Zastanowiło ją to. Czy rysunki go nie obchodzą, czy po prostu jest zdystansowany, bo taki ma charakter?

– Jenny jest dobra. Ile razy mam ci to powtarzać? – Sean wzruszył ramionami. – Nawet nie rzuciłeś okiem na makiety, które ona przygotowała, a które Peter miał ukończyć pięć miesięcy temu.

– To było zlecenie Petera, nie jej. Po co miałbym oglądać jej prace?

– Po to, aby się przekonać, że jest dobra.

Mike obrzucił młodszego brata gniewnym wzrokiem.

– Dlaczego tak ci na niej zależy?

– Właśnie ci powiedział, dlaczego – padło od drzwi.

Do pokoju weszła drobna kobieta z krótko ostrzyżonymi, jasnymi kręconymi włosami. Na widok Mike’a Ryana lekko zmrużyła oczy, potem podeszła do Seana i z uśmiechem wręczyła mu dużą czarną teczkę.

– Przepraszam, że to tak długo trwało, ale chciałam dopracować kilka szczegółów.

– Nie ma sprawy. Dzięki.

Mike i Jenny mierzyli się spojrzeniem. Napięcie w pokoju rosło. Aine miała wrażenie, że tylko ona to zauważyła. Brady i Sean byli tak zajęci oglądaniem zawartości teczki, że nie widzieli szyderczego uśmieszku, jaki Jenny posłała Mike’owi, zanim wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.

Najwyraźniej Jenny Marshall nie boi się bronić własnego zdania, pomyślała Aine i natychmiast poczuła duchowe pokrewieństwo z tą drobną kobietą.

– Do diabła, Sean, mogłeś mnie uprzedzić, że ona przyjdzie – warknął Mike.

– Żebyś zaprotestował? – Sean rozłożył rysunki na stole. – Tak było prościej. Chodź, zobacz.

Aine musiała bezstronnie przyznać, że Jenny jest cudowną artystką. Każdy projekt świadczył o jej nieograniczonej wyobraźni i mistrzowskim opanowaniu techniki. Rozpoznawała zamek Butler, lecz jakże różnił się od tego, który opuściła zaledwie dwa dni temu.

– Zgoda. Nie są złe.

– Co za pochwała – burknął Sean.

– Zamknij się. To wcale nie znaczy, że powinna wykonywać robotę Petera.

– Dla mnie znaczy – wtrącił Brady. Palcem wskazującym przysunął projekt głównej sali zamku bliżej siebie. – Nie widziałem, żeby Peter dokonał czegoś podobnego… Nigdy.

– Brawo! – Sean klepnął go po plecach. – Awansujmy Jenny na naszego głównego grafika, będziemy mieli kłopot z głowy i ruszymy do przodu.

– Nie wiem… – Mike pokręcił głową.

– Czego trzeba, żeby cię przekonać? – zapytał Sean.

– Może podyskutujecie o tym gdzie indziej? – zaproponował Brady.

Bracia spojrzeli na niego i na Aine, jak gdyby nagle sobie o nich przypomnieli.

– Dobry pomysł – przyznał Sean. – Miło mi było cię poznać, Aine.

– Mnie również.

– Na pewno wkrótce się spotkamy – rzekł Mike.

– Na pewno – odparła.

Całą jej uwagę pochłaniały rysunki. Kiedy została sama z Bradym, natychmiast wyciągnęła szkic głównej sali zamku. Znała ją oczywiście doskonale, hotel wynajmował ją na wesela i bankiety, ale to, co teraz zobaczyła…

Ściany zdobiły średniowieczne chorągwie i kolorowe gobeliny przedstawiające sceny z dawnych czasów. Pośrodku ustawiono stoły tak długie, że przy każdym mogło swobodnie usiąść nawet pięćdziesiąt osób. Oświetlenie stanowiły łuczywa i kandelabry. Nieczynny kominek nareszcie wyglądał tak, jak powinien – obramowany kamieniami, z szeroką półką, na której ustawiono cynowe dzbany i kielichy.

Musiała w duchu przyznać, że nie wie, co o tym wszystkim sądzić. Wizja artystki ją zaintrygowała.

 

– Wygląda – zawahała się – wygląda pięknie. – W oczach Brady’ego pojawił się błysk radości. – Jenny ma ogromny talent. Ta sala prezentuje się tak jak za czasów lorda Butlera.

– A bałaś się, że zobaczysz zombie i pajęczyny.

Aine zanotowała w pamięci, aby na przyszłość bardziej uważać na swoje słowa.

– To prawda. Przygotowywałam się na szok, ale potrafię przyznać się do pomyłki. Co prawda nie widziałam jeszcze wszystkich projektów…

– I chcesz wstrzymać się z pochwałami, dopóki się z nimi nie zapoznasz, tak?

– Właśnie. – Przez następną godzinę Brady pokazywał Aine kolejne rysunki. Niektóre pomysły natychmiast jej się podobały, do innych jednak miała zastrzeżenia. – Konsole do gier i monitory we wszystkich sypialniach? – Pokręciła głową. – To raczej nie pasuje do charakteru i tradycji zamku.

Brady odchylił się na oparcie krzesła i spokojnie dokończył lunch, który im przyniesiono. Aine natomiast ledwo tknęła swój. Jak mogłaby cokolwiek przełknąć, kiedy właśnie decydują się jej losy?

Nowy szef powiedział, że nie szuka potakiwacza, ale może nadejść moment, kiedy będzie miał dość sporów o każdy szczegół wielkiej inwestycji.

– Nawet w średniowieczu ludzie w coś tam grali – stwierdził.

– Ale nie używali do tego ogromnych telewizorów z płaskim ekranem i wbudowaną konsolą.

– Używaliby, gdyby ówczesna technika im na to pozwalała. Nie zapominaj, że telewizory będą zamknięte w stylowych rzeźbionych szafach, aby nie wprowadzać dysonansu estetycznego.

– To już coś – przyznała.

Zdawała sobie sprawę, że jest uparta, ale przecież walczy o swój ukochany zamek, jego historię i tradycję, oraz o ludzi, których byt zależy od pracy w hotelu.

– Co z parterem? – zapytała. – Chcecie udekorować ściany w jadalni scenami z waszych gier, tak?

– Taki mamy zamiar. W końcu to miejsce akcji „Zamku przeznaczenia”.

– Czyli znajdą się tam zombie i szyszymory, tak?

– Oczywiście.

Aż zazgrzytała zębami ze złości.

– Nie uważasz, że w takich dekoracjach goście stracą apetyt?

Brady postukał palcami o blat stołu.

– Hm… Można ewentualnie przenieść te malunki do holu recepcyjnego…

Aine wzięła głęboki oddech.

– Co z tymi, którzy nie będą zainteresowani zabawą tego typu? Mamy gości, którzy od lat regularnie nas odwiedzają. Są przyzwyczajeni do otoczenia pełnego pietyzmu dla tradycji.

– Tradycja, tradycja. Odmieniasz to słowo przez wszystkie przypadki. Z całym szacunkiem dla historii, zamek popada w ruinę, a hotel stoi na skraju bankructwa.

Na ten argument nie miała odpowiedzi. Ukochany zamek i hotel znalazł się tragicznym położeniu i, czy jej się to podoba, czy nie, Brady Finn jest jedyną nadzieją na uratowanie go. Niemniej czuła się w obowiązku bronić jego dziedzictwa.

– Przyznaję, zamek wymaga remontu – rzekła – lecz nie wiem, czy przekształcenie go w park rozrywki jest dla niego ratunkiem.

– Nikt nie mówi o parku rozrywki – sprostował. – Nie będzie kolejki górskiej, karuzeli ani budek z watą cukrową.

– Dzięki Bogu – mruknęła.

– To będzie hotel tematyczny. Z całego świata będą się zjeżdżać ludzie chcący wejść w świat ulubionej gry.

– Czyli fani.

– Oczywiście. Ale nie tylko. Na przykład ludzie, którzy chcą posmakować, jak wyglądało prawdziwe życie w średniowieczu.

– Prawdziwe życie? – Stuknęła palcem w rysunek szyszymory z białymi długimi włosami targanymi niewidzialnym wichrem. – Całe życie tam mieszkam i nigdy nie widziałam duchów snujących się po parku.

– Prawdziwe, ale trochę zakręcone – odparł z lekkim uśmieszkiem.

Za każdym razem, kiedy się tak uśmiechał, Aine czuła dziwne łaskotanie w żołądku. Muszę się pilnować, pomyślała, bo mnie to rozprasza.

– Jesteś przekonany, że macie dość fanów, żeby utrzymać takie przedsięwzięcie?

Brady wzruszył ramionami.

– Sprzedaliśmy milion egzemplarzy „Zamku”.

Aine z wrażenia zakręciło się w głowie.

– Tyle?

– I ciągle sprzedajemy nowe – zapewnił ją.

Westchnęła i popatrzyła na rysunki. Zamek już nie będzie taki sam, pomyślała. Ale przetrwa, odezwał się głos rozsądku. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak sugeruje Brady, to zamek i miasteczko, które żyje z gości, nie zginą. To jest najważniejsze.

– Co do fanów masz pewnie rację, ale co z gośćmi takimi jak pani Deery i panna Baker?

– Kim one są?

– To tylko dwie z naszych stałych klientek. Siostry. Osiemdziesięciolatki. Od dwudziestu lat regularnie nas odwiedzają i spędzają razem tydzień wakacji.

– Nadal mogą przyjeżdżać.

Aine spojrzała na rysunek szyszymory.

– Mogą i najprawdopodobniej będą, ale nie wiem, jak odniosą się do tych stworów.

– Przecież to tylko część naszych planów. Przede wszystkim wyremontujemy zamek, zadbamy o bezpieczeństwo. Instalacja elektryczna woła o pomstę do nieba. Łaska boska, że jeszcze nie było pożaru.

– Och, nie przesadzaj.

– Nasz rzeczoznawca tak powiedział. Wymienimy całą hydraulikę, położymy nowy dach, ocieplimy ściany… Zamek zachowa średniowieczny wygląd, ale wewnątrz zapanuje wiek dwudziesty pierwszy.

Aine zmobilizowała całą siłę woli, aby milczeć. Brady ma oczywiście rację. Zimą przez szczeliny w ścianach i nieszczelne okna wiatr wdziera się do środka.

– Zmodernizujemy kuchnię, zainstalujemy centralne ogrzewanie, wymienimy stare meble, usuniemy zbutwiałe elementy drewniane…

Słuchając Brady’ego, można było pomyśleć, że zamek to waląca się rudera.

– To skutek ulewnych deszczy – wtrąciła, lecz Brady gestem nakazał jej milczenie.

– Nie musisz bronić każdej cegły, deski czy ramy okiennej. Rozumiem, że budynek jest stary…

– Bardzo stary – poprawiła go. – Historyczny.

– I zgodziliśmy się, że wymaga remontu. Jestem zdecydowany go przeprowadzić.

– I zmienić jego charakter – stwierdziła ze smutkiem.

– Ale jesteś uparta. Doceniam to nawet, bo sam jestem uparty. Różnica między nami polega na tym, że tutaj ja decyduję. Ty możesz albo pracować dla mnie, albo…

Aine spojrzała na Brady’ego i w jego zimnych niebieskich oczach zobaczyła to, czego nie dopowiedział: albo w to wchodzisz, albo do widzenia. A ponieważ za żadne skarby świata nie chciała opuszczać zamku i wszystkiego, co z nim związane, musi zacisnąć zęby i pilnować, aby nie powiedzieć o jedno słowo za dużo.

Kiwnęła głową na znak, że rozumie.

– W porządku. Jeśli już musisz mieć te malowidła, dlaczego nie umieścić ich w sali głównej? Sam powiedziałeś, że fani fantasy będą się zbierali właśnie tam. Nie sądzisz, że to im takie dekoracje najbardziej przypadną do gustu?

Kąciki ust mu zadrgały, Aine zaś po raz kolejny poczuła falę podniecenia rozchodzącą się po całym ciele. To absurdalne, pomyślała, starając się zapanować nad buzującymi hormonami.

Erotyczne fantazje, których bohaterem był Brady Finn, jej nowy szef, który nie krył, że w każdej chwili może się jej pozbyć, dopadały ją w zupełnie niespodziewanych momentach. Już samo przebywanie z Bradym w jednym pokoju przyprawiało ją o gęsią skórkę.

– Musisz przyznać, że rysunki Jenny są znakomite – rzekł teraz, nie odpowiadając na jej pytanie.

– Owszem, są. Do gry komputerowej nadają się znakomicie, ale jako wystrój hotelu?

– Do takiego hotelu, jaki chcemy stworzyć, pasują wręcz idealnie – oświadczył Brady. – Chociaż przyznam, że twoja uwaga na temat recepcji warta jest rozważenia. Zgoda… Te malowidła ozdobią salę główną.

– Już? Tak szybko podjąłeś decyzję?

– Jeśli sytuacja tego wymaga, potrafię iść na kompromis. – Aine w duchu przyznała sobie punkt. Brady naturalnie zajmował uprzywilejowaną pozycję w tych zawodach, lecz to pierwsze małe zwycięstwo tchnęło w nią nadzieję na kolejne. Nie jest ślepo przywiązany do swoich racji, a to dobra wiadomość. – Ale – ciągnął – w sprawach zasadniczych będę stawiał na swoim.

Ostrzeżenie i wyzwanie. Nic dziwnego, że ten mężczyzna tak bardzo ją zafascynował.

Rozległo się pukanie i młoda kobieta wetknęła głowę w uchylone drzwi.

– Przepraszam, dzwoni Peter. Domaga się rozmowy z tobą.

– Dobrze, połącz go. – Kobieta się cofnęła, a Brady zwrócił się do Aine: – Przepraszam, muszę odebrać.

– Mam wyjść?

– Nie. – Machnął do niej ręką, aby usiadła. – Jeszcze nie skończyliśmy, a to nie potrwa długo.

Z zaciętą miną podniósł słuchawkę. Aine żal się zrobiło jego rozmówcy.

– Peter? Nie chcę słyszeć żadnych usprawiedliwień – oświadczył lodowatym tonem. Do Aine dochodziły pojedyncze słowa: czas, sztuka, cierpliwość. – Byłem bardzo cierpliwy. Wszyscy byliśmy cierpliwi – Brady przerwał potok wymowy Petera. – To już przeszłość. Miałeś termin do popołudnia.

Peter znowu zaczął się tłumaczyć, prawie krzyczał do słuchawki. Brady jednak pozostawał niewzruszony.

– Sandy przyśle ci czek z resztą należnego honorarium. – W słuchawce zaległa pełna zdumienia cisza. – I bądź łaskaw, we własnym interesie zresztą, pamiętać o klauzuli wyłączności, którą podpisałeś, dobrze? Wszystkie rysunki są naszą własnością i jeżeli wyciekną do konkurencji… – Zawiesił głos, a Aine dostrzegła w jego oczach błysk satysfakcji. – Czyli się rozumiemy. Masz talent. Jeśli jeszcze popracujesz nad samodyscypliną, czeka cię wielka kariera. Niestety już nie u nas.

Po plecach Aine przebiegł dreszcz. Brady bez chwili wahania zerwał współpracę z Peterem. Czy z równą łatwością pozbędzie się jej?

Tymczasem Brady odłożył słuchawkę.

– Przepraszam, ale to było nieuniknione – rzekł.

– Kim jest Peter?

– Artystą, który zamiast pracować, wymyśla coraz to nowe wykręty. – Może dostrzegł w jej oczach lęk, bo dodał: – Wiele razy dostawał nową szansę. Zawsze zawodził.

– Czyli już dla ciebie nie pracuje?

– Nie. Moja cierpliwość też ma granice. W interesach trzeba umieć dokonywać trudnych wyborów.

Aine jednak odniosła wrażenie, że zwolnienie Petera przyszło Brady’emu bez trudu. Zerwał z nim współpracę bez mrugnięcia okiem i natychmiast przeszedł nad tym do porządku dziennego.

Poczuła, że chwiejny most, na którym stała, się zakołysał.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Uwadze Brady’ego nie umknął pełen rezerwy i nieufności wyraz oczu Aine, gdy słuchała jego rozmowy z Peterem. Zastanawiał się, czy nie powinien odbyć jej na osobności, lecz doszedł do wniosku, że dobrze się stało, że Irlandka usłyszała, jak zwalnia pracownika, który go zawiódł. Musi wiedzieć, że każdy, kto nie wywiązuje się z warunków umowy, idzie w odstawkę.

Teraz Jenny Marshall dostanie swoją szansę, a jeśli i ona zawiedzie, spotka ją podobny los co Petera.

– Robbiemu by się tu podobało – stwierdziła Aine, kiedy weszli do pracowni graficznej na drugim piętrze.

Dużą otwartą przestrzeń zajmowały biurka, sztalugi i tablice z zarysem fabuły. Na każdym biurku stał komputer, kubki pełne ołówków, długopisów oraz kolorowych markerów, leżały także ryzy papieru. Panowała tu specyficzna atmosfera z głośną rockową muzyką i zapachem popcornu, który ktoś przyrządził w mikrofalówce. Za każdym razem, kiedy Brady tu zaglądał, czuł się jak jedyny Ziemianin na Marsie.

– Niektórzy wolą pracować tylko na komputerach, inni lubią szkicować ołówkiem na papierze – mówił, prowadząc Aine między biurkami. Kątem oka widział, jak ukradkiem zerka na ekrany. – Mnie jest to obojętne, interesują mnie efekty. I dotrzymanie terminu.

– Wiem. Słyszałam, jaki los spotkał Petera.

Brady wzruszył ramionami.

– Miał szansę, ale z niej nie skorzystał.

– Nie jesteś łatwym człowiekiem, prawda?

– Nic nie jest łatwe – odparował, patrząc w chłodne zielone oczy, które go fascynowały od pierwszej chwili, gdy je ujrzał.

Aine podeszła do jednego z biurek, przyjrzała się szkicowi, a wracając do Brady’ego, rzekła:

– Robbie byłby w siódmym niebie, gdyby mógł to zobaczyć.

– Twój brat?

– Tak. Mówiłam ci, że szaleje za waszymi grami, ale nie wspomniałam, że całkiem nieźle rysuje. Tu czułby się jak w raju.

– Chce pracować przy produkcji gier?

– To jego największe marzenie. I pragnie je zrealizować.

Spojrzała na młodego chłopaka pracującego nad szkicem lasu tonącego w świetle księżyca.

– Przepiękne – pochwaliła, a chłopak odwrócił się i podziękował jej szerokim uśmiechem.

 

Brady zmarszczył brwi z niezadowoleniem. Nie podobało mu się, że Joe Dana usiłuje oczarować Aine. Ogarnęła go irytacja i… coś, czego nie potrafił określić.

– Wygląda jak prawdziwy. – Aine odwzajemniła uśmiech.

– Dziękuję, ale brakuje jeszcze wilkołaków.

– Wilkołaków? Las wygląda wprost sielankowo, mimo tajemniczych zarośli pod drzewami. Szkoda wprowadzać tu jakieś straszydła.

– Dla graczy straszydła to jest to, czego szukają – wtrącił Brady, uprzedzając odpowiedź Joego.

Grafik, jak gdyby przywołany do porządku, oderwał wzrok od Aine i pochylił się nad szkicem. Grubymi markerami narysował kilka kresek i już w zaroślach czaił się wilkołak z kłami ociekającymi śliną.

– To wilk z „Lasu Clontarf”. Premiera w przyszłym roku.

– Brr… – mruknęła Aine pod nosem. – Las wyglądał tak pięknie i spokojnie.

– Z tego właśnie słyną nasze gry – rzekł Brady.

– Z wilkołaków?

Joe roześmiał się.

– Nie. Ale szef ma rację. Pokazujemy grozę ukrytą w pięknym otoczeniu. To przyprawia o gęsią skórkę. Pod spokojną powierzchnią czai się niebezpieczeństwo.

Aine kiwnęła głową i spojrzała na Brady’ego. W jej oczach zobaczył czyhające niebezpieczeństwo, lecz innego rodzaju niż animowany potwór. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś takiego jak ona. W tej kobiecie tlił się żar namiętności. Wystarczy go podsycić, a wybuchnie. Jej skóra czeka na dotyk i na pieszczoty. Wiedział, że jeśli ulegnie pokusie, znajdzie się w gorszych tarapatach, niż gdyby nadepnął wilkołakowi na ogon.

– Clontarf? Robicie grę z bitwy pod Clontarf? – zdziwiła się.

– Wykorzystujemy ją tylko jako tło. Słyszałaś o tej bitwie?

– Oczywiście. Każde irlandzkie dziecko uczy się historii swojego kraju. W bitwie pod Clontarf poległ ostatni król Irlandii, Brian Boru.

– Zgadza się. – Był pod wrażeniem jej wiedzy.

Razem z Seanem i Mikiem dokładnie przestudiowali historię Irlandii. Rodzina Ryanów pochodziła z Irlandii i rodzice wychowali synów na irlandzkiej tradycji i sagach. W Celtic Knot Games wykorzystywali historyczne postacie i fakty, aby nadać fabule pozory autentyczności.

– Nie widziałaś jeszcze sceny walki – dodał. – Dzieciaki oszaleją. Krew się leje, miecze migają…

– Bitwa to nie zabawa! – żachnęła się.

Joe Dana gwizdnął pod nosem i pochylił się nad rysownicą. Jego sąsiedzi odwrócili głowy i spojrzeli na Brady’ego, lecz on tego nawet nie zauważył. Wściekłość w głosie Aine go sparaliżowała.

– Król Brian pokonał wikingów, uwolnił kraj od najeźdźców, lecz poległ na polu bitwy. – Dławiło ją oburzenie, że historia jej kraju jest wykorzystywana dla rozrywki!

– To prawda. W naszej grze król również ginie – odparł Brady, wziął Aine pod łokieć i poprowadził dalej. – Ale w zwycięstwie pomaga mu zastęp wilkołaków. Nagrodą w grze jest koronacja na jego następcę na irlandzkim tronie. Spójrz na to z innej strony – tłumaczył. – Gracz uczy się historii twojego kraju. Bawi się, walczy za Irlandię i dowiaduje o królu Brianie Boru.

– W historii Irlandii nie ma wilkołaków toczących pianę z pysków! – Z trudem panowała nad sobą.

– Dlaczego ma ich nie być? Wierzycie w szyszymory, wróżki, gobliny. Lista jest długa. Dlaczego nie w wilkołaki?

– To prawda – przyznała. – Wy? Nadal nie uważasz siebie za Irlandczyka?

Zignorował jej pytanie i poprowadził dalej.

– Nasi scenarzyści ściśle współpracują z grafikami przy każdym kadrze. Dopasowują dialogi, aby było jasne, co się dzieje – powiedział.

– Czyli to nie polega tylko na naparzance, tak?

– Och, absolutnie nie. Po drodze są zagadki do rozwiązania i tajemnice do wyjaśnienia.

– Słowem rozrywka dla myślących. – W jej głosie zabrzmiała nuta rozbawienia.

– Doskonale to ujęłaś. – Zaskoczył ją tą odpowiedzią. Ale to była prawda. On i bracia Ryanowie szczycili się tym, że ich gry przełamują stereotypy i wymagają inteligencji. – Chodźmy.

Przeszli przez hol i weszli do kolejnej dużej sali.

– To tutaj działają nasi informatycy tworzący oprogramowanie.

Aine wzbudziła małą sensację wśród programistów. Każdy, kogo zagadnęła, chętnie udzielał jej informacji. Kiedy on tu zagląda, nikt nie zwraca na niego uwagi, pomyślał Brady z irytacją. Nagle zobaczył, jak Aine kładzie rękę na ramieniu jednego z mężczyzn i pochyla się, aby lepiej widzieć ekran, i poczuł ukłucie zazdrości.

Co za absurd!

Pod byle pretekstem wyprowadził Aine do holu.

– Jestem pod wrażeniem – rzekła – chociaż nie zrozumiałam ani połowy tego, co do mnie mówili.

– Nie szkodzi. Ja nie potrafiłbym zarządzać hotelem ani zamkiem.

Spojrzała na niego z ukosa.

– Coś mi mówi, że szybko byś opanował tę wiedzę w stopniu celującym.

– To prawda. – Zeszli na dół do głównego holu, a stamtąd przez drzwi balkonowe wyszli do ogrodu. Delikatna bryza od oceanu poruszała koronami wiązów, przez które przeświecało słońce. – Ale skoro mam ciebie, nie muszę.

– Jako kierowniczka hotelu mam nadzorować remont i wszystkie zmiany, tak?

– Owszem.

– Dostanę listę, prawda?

– Nie tylko listę. – Gestem wskazał stół i krzesła. – Przez następne trzy tygodnie będziemy wspólnie opracowywać plany, przygotowywać projekty…

– Trzy tygodnie? – zawołała zaskoczona.

– Potrzebuję twoich sugestii przy przebudowie sypialni, wyborze mebli, urządzaniu kuchni – ciągnął, jak gdyby nie słyszał jej protestu. – Chcemy pogodzić średniowieczny wygląd z nowoczesnym wyposażeniem.

– Przepraszam – przerwała mu. – Powiedziałeś trzy tygodnie?

– Owszem. To dla ciebie kłopot?

– Nie sądziłam, że zostanę tu aż tak długo.

Przygryzła wargę. Brady widział, że intensywnie się zastanawia. Jej twarz jest jak otwarta księga, pomyślał. Najwidoczniej nigdy nie musiała kryć uczuć za pokerową maską.

On wcześnie nauczył się tej sztuki. Z biegiem lat przychodziło mu to coraz łatwiej, bo po prostu zaczął się bronić przed odczuwaniem czegokolwiek. Jedynym uczuciem, z którego nie zrezygnował, była przyjaźń. Nie mógł odseparować się od Seana i Mike’a Ryanów, bo byli jego całą rodziną. Zresztą nie pozwoliliby mu na to.

Byli jednymi ludźmi, którzy widzieli go, jak się śmiał, wściekał czy bał. Jedynymi, którym ufał. Nie zamierzał nikogo poza nimi dopuszczać do siebie równie blisko. A szczególnie nie kobietę, która dla niego pracuje.

Nie oznaczało to jednak, że nie doświadczał przy niej dreszczyku pożądania.

– Trzy tygodnie – powtórzyła, jakby mówiła do siebie.

– To problem? – zapytał sztywnym tonem. Nie próbował go złagodzić. Obojętnie, czy w Irlandii, czy w Ameryce, Aine pracuje dla Celtic Knot Games.

– Trzy tygodnie to długo – oświadczyła. – Chociaż mogę zadzwonić i uprzedzić personel, że mnie nie będzie, potem porozmawiać z mamą…

Zaskoczyła go.

– Z mamą?

– Martwiłaby się, gdybym jej nie zawiadomiła.

– Tak?

Skąd mógł wiedzieć, jakie są matki. Jego matka podrzuciła go do domu dziecka, kiedy miał sześć lat, obiecała do końca tygodnia go zabrać, lecz więcej jej nie zobaczył. Kiedy Sean i Mike odwiedzali rodziców, on im nie towarzyszył. Pojechał z nimi tylko raz, jeszcze na studiach. I chociaż państwo Ryanowie dokładali wszelkich starań, aby czuł się u nich dobrze, ledwo wytrzymał cały weekend. Rodzina była dla niego nieznanym terytorium i mówił sobie, że jest już za późno je odkrywać.

Aine patrzyła na niego zdezorientowana.

– Chętnie zostanę – powiedziała, lecz ton jej głosu zdradzał napięcie. – Pomogę, w czym tylko będę mogła, oczywiście.

– Świetnie.

Brady kiwnął głową i odsunął od siebie uporczywie powracającą myśl, że trzy tygodnie w towarzystwie Aine Donovan będzie testem dla jego samokontroli, z której zawsze był bardzo dumny. Psiakrew, nawet teraz, siedząc obok niej, czuł, jak ta kobieta go rozpala. Kiedy organizował jej przyjazd, nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, lecz teraz niczego nie żałował.

Może później zacznie.

Przez następny tydzień Aine żyła jak w transie. Brady miał niespożyte zapasy energii. Szukając mebli, odwiedzili niezliczone sklepy z antykami, w których upierał się, że nie ma różnic pomiędzy stylem europejskim i amerykańskim, i przebywali razem od rana do wieczora, a przy kolacji omawiali kolejne sprawy.

Z każdym dniem było jej coraz trudniej walczyć z podnieceniem ogarniającym ją, gdy tylko znalazła się blisko niego.

To absurd, powtarzała sobie, lecz nie potrafiła zapanować nad reakcją ciała na mężczyznę, dla którego nie powinna tracić głowy. Jest despotyczny, zadufany w sobie i odzywa się do niej jak do sekretarki, która ma notować każde jego słowo. Powinno ją to irytować – jest co prawda jej szefem, lecz nie udzielnym księciem – zamiast tego, gdy mówił, oczu nie mogła oderwać od jego warg i zastanawiała się, jaki mają smak.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?