Zmysłowy trans

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maureen Child
Zmysłowy trans

Tłumaczenie

Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Brady Finn był ze swojego życia zadowolony i niczego nie chciał w nim zmieniać. Dlatego bez entuzjazmu odnosił się do najnowszego projektu, w który angażowała się jego firma produkująca gry komputerowe, Celtic Knot Games. Niestety został przegłosowany.

Tak właśnie się dzieje, kiedy za partnerów ma się braci, którzy potrafią kłócić się o drobiazgi, ale przy podejmowaniu ważnych decyzji zawsze trzymają z sobą i tworzą jednolity front.

Przebolał porażkę, w końcu gdyby nie bracia Ryanowie, jego życie, które kochał, potoczyłoby się inaczej. Firmę założyli jeszcze na studiach, kiedy wspólnie wymyślili i wypuścili na rynek pierwszą grę komputerową „Zamek przeznaczenia”, opartą na starej irlandzkiej legendzie. Zyski ze sprzedaży sfinansowały produkcję następnej gry i szybko przedsiębiorstwo Celtic Knot Games znalazło się w czołówce producentów gier. Później rozszerzyli działalność, zaczęli wydawać powieści graficzne i fabularne gry planszowe.

Teraz zaś postanowili spróbować wkroczyć na zupełnie nowe, praktycznie nieodkryte terytorium.

Ich wiedza na temat hotelarstwa zmieściłaby się w łebku od szpilki i jeszcze zostałoby miejsce na trzy tomy „Wojny i pokoju” Lwa Tołstoja. Ciągnęli słomki, który z nich pokieruje przebudową starego hotelu i zmieni go w krainę fantasy. Brady przegrał.

Podejrzewał, że bracia oznaczyli słomki, aby to on wyciągnął najdłuższą, lecz nic nie mógł zrobić. Skoro klamka zapadła, musi stanąć na wysokości zadania i odnieść sukces. Porażka nie wchodzi w rachubę.

Rozejrzał się z zadowoleniem po swoim gabinecie. Siedziba firmy mieściła się w wiktoriańskiej rezydencji przy Ocean Boulevard w Long Beach w Kalifornii. Mogli oczywiście zająć kilka pięter w ultranowoczesnym sterylnym budynku ze szkła i stali, lecz żadnemu z nich trzech taki pomysł nie przypadł do gustu. Woleli kupić ten duży stary dom, wyremontować go i stworzyć tu swobodny klimat sprzyjający pracy twórczej. Z okien frontowych widać było plażę i ocean, na tyłach zaś znajdował się ogród, ulubione miejsce pracowników na spędzanie przerw.

Dla Brady’ego siedziba Celtic Knot Games była nie tylko miejscem pracy, lecz domem. Pierwszym prawdziwym domem, jaki kiedykolwiek miał. Domem, który dzielił z jedyną rodziną, jaką znał.

– Szkice i makiety do nowej gry są znakomite! – Mike Ryan prawie krzyczał, chcąc zwrócić na siebie uwagę młodszego brata.

– Akurat! Nadają się tylko na targi pięciorzędnej sztuki – prychnął Sean i sięgnął po jeden z rysunków leżących na stole konferencyjnym, aby poprzeć swój surowy osąd przykładem. – Peter miał trzy miesiące na przygotowanie koncepcji i rozrysowanie kadrów. A wczoraj przysłał mi w e-mailu próbkę tego, co ma dla nas. – Zdegustowany, dźgnął palcem rysunek. – Spójrzcie tylko na tę szyszymorę. Ciarki was przechodzą ze strachu? Dla mnie wygląda bardziej na niedożywioną surferkę, a nie zwiastunkę śmierci.

– Czepiasz się – burknął Mike i zaczął przerzucać rysunki. W końcu znalazł ten, którego szukał, przedstawiający średniowiecznego myśliwego, i pchnął go w stronę brata. – Ten jest świetny. Szyszymora mu się nie udała, ale w końcu narysuje ją jak należy.

– Właśnie. W końcu. – Brady uznał, że powinien wtrącić się do dyskusji. – Z Peterem zawsze mamy ten sam kłopot. Odkąd z nami współpracuje, jeszcze ani razu nie wywiązał się z umowy w terminie. – Sięgnął po kubek z kawą, która zdążyła ostygnąć.

– Pełna zgoda – odparł Sean. – Daliśmy mu wiele okazji, aby udowodnił, że zasługuje na tak wysokie honorarium, jakie mu płacimy, ale on z nich nie skorzystał. Dajmy szansę Jenny Marshall. Niech się zmierzy z tym zadaniem.

– Jenny Marshall? – Mike zmarszczył brwi, jak gdyby starał się skojarzyć nazwisko z twarzą.

– Znasz jej prace – odezwał się Brady. – Pracowała przy „Forest Run”. Bardzo utalentowana. Też uważam, że zasługuje na szansę.

– Coś mi się kojarzy… Ale ona robiła tylko tło. Naprawdę uważasz, że już może objąć kierownictwo artystyczne dużego projektu?

Sean zaczął coś mówić, lecz Brady uciszył go gestem ręki. Dyskusja stawała się jałowa.

– Naprawdę tak uważam, ale zanim podejmiemy ostateczne decyzje, chciałbym pogadać z Peterem. Jego termin mija jutro. Jeśli kolejny raz zawiedzie, sprawa będzie przesądzona. Zgadzacie się?

– Jasne. – Sean spojrzał na brata.

– Oczywiście. – Mike kiwnął głową, potem odchylił się na krześle, uniósł nogi i oparł o blat stołu. – Przejdźmy do następnego tematu. Kiedy przylatuje twój irlandzki gość?

– Samolot ląduje za godzinę.

– Nie byłoby lepiej, gdybyś ty pojechał to Irlandii? Obejrzałbyś zamek…

Brady pokręcił głową.

– Za dużo spraw mnie tutaj trzyma. Zamek oglądaliśmy ze wszystkich stron na wideo trzysta sześćdziesiąt stopni.

– To prawda. Idealnie się nadaje na nasz pierwszy hotel. Zamek przeznaczenia.

Hotel miał otrzymać nazwę ich pierwszej gry i zostać zamieniony w luksusowy obiekt, gdzie goście będą mogli poczuć się mieszkańcami świata fantasy stworzonego przez Celtic Knot Games, znanego im z gier. Mimo że Brady dostrzegał ogromne korzyści wynikające z tego pomysłu, wciąż miał wątpliwości, czy firma powinna inwestować akurat w hotele. Pamiętał jednak entuzjastyczną reakcję fanów, kiedy ujawnili swoje plany. Wirtualne emocje staną się realnym doświadczeniem.

– Jak ta babka się nazywa? Przypomnijcie mi, bo zapomniałem – poprosił Sean.

– Donovan – odparł Brady. – Jeśli chodzi o imię, pisze się A-I-N-E – przeliterował. – Ale nie mam pojęcia, jak je wymawiać.

– Ja też nie – mruknął Sean. – Nie przejmuj się, niedługo się dowiesz.

– Mniejsza z tym. – Brady zaczął przeglądać dokumenty na temat zamku i personelu. – Hotelem kieruje od trzech lat i chyba robi to dobrze, chociaż ostatnie dwa lata przyniosły straty. Ma dwadzieścia osiem lat, ukończone studia hotelarskie, z matką i młodszym bratem mieszka w domku dla gości na terenie zamku.

– Dobiega trzydziestki i mieszka z matką? – zdziwił się Sean. – Jest tam może zdjęcie?

– Tak. – Brady odpiął zdjęcie od ankiety personalnej i pchnął w stronę Seana. – Proszę.

Było to zwyczajne zdjęcie, takie jak do dokumentów, i wszystko wskazywało na to, że Aine Donovan nie zakłóci spokoju ducha Brady’ego.

I dobrze. Kochał kobiety. Wszystkie. Ale nawet gdyby obecnie nie był zbyt zajęty, aby angażować się w romans, nie miał ochoty na flirt z pracownicą. Gdy pragnął damskiego towarzystwa, bez trudu je znajdował. Prawda była jednak taka, że czuł się najszczęśliwszy, jeśli mógł bez reszty oddać się pracy. Zarządzanie firmą było znacznie mniej wyczerpujące nerwowo niż związek z kobietą, która prędzej czy później zacznie oczekiwać więcej, niż chciałby z siebie dać.

Sean zerknął na zdjęcie.

– Hm… sympatyczna.

Brady prychnął pogardliwie. Irlandka na zdjęciu wyglądała bardzo przeciętnie: kasztanowe włosy ściągnięte do tyłu, prawdopodobnie upięte w ciasny kok, okulary, zza których patrzyły powiększone przez szkła zielone oczy, czarna bluzka zapięta pod szyją.

– To kierowniczka hotelu, nie modelka. – Nie wiadomo dlaczego ujął się za Aine Donovan.

– Niech i ja zobaczę – odezwał się Mike. Wziął od brata zdjęcie, chwilę mu się przyglądał, w końcu stwierdził: – Wygląda na sprawną i kompetentną.

Brady przypiął zdjęcie z powrotem do ankiety i zamknął teczkę.

– Wygląd nie jest istotny. Najważniejsze, czy dobrze wykonuje swoje zadania. Z raportu wynika, że tak.

– Rozmawiałeś już z nią o planowanych zmianach? – zapytał Mike.

– Jeszcze nie. Nie ma sensu mówić o zmianach przez telefon. Poza tym ostateczny projekt dostaliśmy dopiero przed chwilą.

Do rozpoczęcia prac został jeszcze miesiąc, więc zdąży poinformować Aine Donovan, co zamierzają zrobić z zamkiem.

– Jeśli temat irlandzki jest zakończony, przejdźmy do kolejnej sprawy – odezwał się Sean. – Zadzwonił do mnie producent zabawek zainteresowany wypuszczeniem na rynek figurek niektórych bohaterów naszych gier.

– Zabawki!? – wykrzyknął Mike. – Nie, nie…

– Zgadzam się – poparł go Brady. – Nasze gry są adresowane do nastolatków i dorosłych, nie do dzieci.

– To prawda, ale jeśli byłyby to serie tematyczne do kolekcjonowania… – Sean zawiesił głos i uśmiechnął się znacząco.

Mike i Brady wymienili spojrzenia i zgodnie kiwnęli głowami.

– To zmienia postać rzeczy – oświadczył Brady. – Ludzie dadzą się wciągnąć.

– Wrócimy jeszcze do tego – odezwał się Mike. – Przygotuj jakieś wstępne wyliczenia i projekt umowy licencyjnej.

– Zgoda. – Sean wstał. – Jedziesz po swojego gościa na lotnisko, Brady? – zapytał.

– Nie. – Brady również wstał. – Wysłałem samochód, który zawiezie ją prosto do hotelu.

– Do Seaview? – wtrącił Mike.

– Oczywiście. – W hotelu Seaview, kilka minut marszu od siedziby ich firmy, mieli na stałe wynajęty apartament dla gości. A najwyższe piętro hotelu zajmował Brady. – Spotkam się z nią na krótko po południu, a jutro przedstawimy jej nasze plany.

– Mamo? Dotarłam na miejsce. Tu jest prześlicznie. – Wyszła na balkon i spojrzała na błękitny ocean.

– Aine? – W słuchawce rozległ się zaspany głos.

Aine przypomniała sobie nagle o różnicy czasu między Kalifornią i Irlandią. W Long Beach była czwarta po południu, a w domu, w hrabstwie Mayo, minęła północ.

– Och, przepraszam. Zupełnie zapomniałam, że…

 

– Nic się nie stało, kochanie. Cieszę się z telefonu. – Teraz głos Molly Donovan brzmiał już przytomnie. – Dobrą miałaś podróż?

– Luksusową. – Aine nigdy dotąd nie podróżowała prywatnym odrzutowcem. – Jakbym leciała salonką. A w toalecie były nawet kwiaty. Stewardesa upiekła dla mnie świeże bułeczki! Chociaż może je tylko odświeżyła w mikrofalówce? Nieważne. Dostałam wykwintne danie i szampana. Kiedy wylądowaliśmy, aż żal mi było wysiadać.

To prawda. Tu na ziemi czeka ją konfrontacja z właścicielem zamku, który jest w stanie zniszczyć życie nie tylko jej, ale wielu ludzi. Tłumaczyła sobie, że nie ma powodu tego robić. Po co? Przecież nie kupowałby zamku, by zamknąć hotel. Co prawda w ciągu ostatnich dwóch lat zyski spadły, ale miała pomysł, jak naprawić sytuację. Poprzedniego właściciela to nie obchodziło. Miała nadzieję, że nowemu będzie na tym zależało.

Miała nieodparte wrażenie, że przed bezpośrednim spotkaniem Brady Finn stara się pozbawić ją pewności siebie. Najpierw prywatny odrzutowiec, potem na lotnisku kierowca z tabliczką z jej nazwiskiem, następnie ogromny luksusowy apartament i ani słowa powitania.

Daje mi odczuć, gdzie jest moje miejsce. On jest szefem, ja podwładną, pomyślała.

– Jesteś już w hotelu?

– Tak. Stoję na tarasie i patrzę na Pacyfik. Jest ciepło, nie tak jak u nas.

– Właśnie. Cały wczorajszy dzień i pół nocy lało. Kiedy zobaczysz swojego nowego szefa?

Aine poczuła, jak ogarnia ją podniecenie zmieszane z lękiem.

– Niedługo. Zostawił mi wiadomość, że przyjdzie o piątej.

Wiadomość, kolejny drobny gest mający jej przypomnieć, że znalazła się na jego terytorium i że tutaj to on o wszystkim decyduje. Zgoda, on trzyma kasę, ale ona i tak powie to, co ma do powiedzenia.

– Mam nadzieję, że nie zaatakujesz go już na samym wstępie – upomniała ją matka. – Okaż mu cierpliwość.

Cierpliwość nie była mocną stroną Aine. Matka zawsze jej mówiła, że urodziła się dwa tygodnie przed terminem i od tamtej pory jest w ustawicznym pędzie. Nie lubiła czekać. Na nic. Ostatnie pół roku, gdy już wiedziała, że zamek został sprzedany, omal nie doprowadziło ją do szału. Teraz dowie się, jakie plany ma właściciel.

– Nie powiem ani słowa, dopóki go nie wysłucham. Tylko tyle mogę obiecać – rzekła. Miała nadzieję, że uda się jej wytrwać w tym zamiarze.

Kłopot polegał na tym, że przyszłość hotelu była niezwykle ważna. Dla niej samej, dla jej rodziny, dla miasteczka, gdzie hotelowi goście odwiedzali sklepy, restauracje i puby. Teraz hotel kupili Amerykanie i wszyscy się zastanawiali, co się z nimi stanie.

Aine czuła się odpowiedzialna nie tylko za hotel, lecz za przyszłość rodziny i mieszkańców. Gdyby Brady Finn przyjechał do Irlandii, byłaby na swoim terytorium. Tutaj, w Kalifornii, nie do końca panowała nad sytuacją.

– Wiem, że zrobisz to, co uważasz za najlepsze.

Nie mogę zawieść, pomyślała Aine.

– Tak, mamo. Jutro zadzwonię o… o lepszej dla ciebie porze.

Po rozmowie z matką, a przed spotkaniem z nowym szefem, Aine postanowiła się odświeżyć. Poprawiła makijaż i fryzurę, ale na przebranie się zabrakło jej już czasu.

Minęła piąta, lecz Brady Finn się nie zjawił. Aine ogarnęła irytacja. Jej cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę. Jest aż tak zajęty, że nie raczy zawiadomić o zmianie planów? A może po prostu ją lekceważy?

Zadzwonił telefon. Aine podniosła słuchawkę.

– Pani Donovan? Samochód czeka. Ma panią zawieźć do biura Celtic Knot Games – poinformowała recepcjonistka.

– Samochód?

– Owszem. Pana Finna coś zatrzymało, więc przysłał po panią samochód z kierowcą.

W Aine krew aż się zagotowała. Czy nie pokonała tysięcy mil, aby spotkać się z tym typkiem, a on kolejny raz ją ignoruje? Przysłał po nią kierowcę! Jaśnie pan wzywa do siebie służącą! Czy tak traktuje wszystkich podwładnych? Może ma w gabinecie dzwonek!

– Pani Donovan?

– Przepraszam. – To nie wina kierowcy, że jego pracodawca ma maniery słonia w składzie porcelany. – Proszę powiedzieć kierowcy, że zaraz schodzę.

Odłożyła słuchawkę i spojrzała w lustro. Poza czerwonymi plamami na policzkach wyglądała dobrze. Przemknęło jej przez głowę, aby jednak się przebrać, lecz zrezygnowała. Nie chciała kazać nowemu szefowi czekać.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Najpóźniej do jutra po południu musimy mieć nowy plan rozrysowania kadrów! – Brady krzyczał do słuchawki. Od dwóch godzin tkwił przy telefonie i jego cierpliwość była na wyczerpaniu. – Żadnych wymówek. Albo wywiążesz się z zadania w terminie, albo poszukamy kogoś innego.

Z artystami zawsze są trudności, lecz współpraca z Peterem była drogą przez mękę. Miał niezaprzeczalny talent, tworzył znakomitą ogólną koncepcję projektu, który później realizował zespół grafików. W najlepszej wierze wyznaczał jakiś termin, potem nigdy go nie dotrzymywał, bo nie potrafił zorganizować sobie czasu. Brady zawsze ulegał jego prośbom o dodatkowy termin, tym razem jednak miał dość.

– Albo dostarczysz projekt jutro do siedemnastej, albo żegnamy się na wieki i szukasz sobie nowej roboty.

– Mam wenę, ale procesu twórczego nie przyspieszysz – bronił się Peter. – Przysięgam, opłaci ci się poczekać.

– Płacę i wymagam. – Brady był nieubłagany. – Dostałeś dodatkowe trzy miesiące, więc nie narzekaj na pośpiech. Albo, albo. Twój wybór.

Z tymi słowami nacisnął przycisk kończący rozmowę. Zdążył jeszcze pomyśleć, że Sean ma rację i Jenny Marshall zasługuje, aby dać jej szansę, kiedy rozległo się energiczne pukanie do drzwi.

– Proszę.

Drzwi otworzyły się i na progu stanęła ona. Kasztanowe włosy i zielone oczy były te same, lecz na tym kończyło się podobieństwo Aine Donovan do zdjęcia przypiętego do ankiety personalnej. Brady myślał, że zobaczy wzorową urzędniczkę, a spotkała go niespodzianka.

Irlandka ubrana była w czarny żakiet ze spodniami i pąsową bluzkę, gęste włosy opadały jej na ramiona, a zielone oczy, niezasłonięte okularami jak na fotografii, podkreślone makijażem, błyszczały niczym słońce w koronach drzew. Była wysoka, zgrabna i piękna. Jej spojrzenie świadczyło o silnym charakterze.

Brady poczuł nagły przypływ pożądania. Starał się je zignorować i zdusić w zarodku. Aine Donovan jest jego podwładną, a romans w pracy oznacza kłopoty. Niemniej wystarczyło, aby otworzyła usta i z melodyjnym irlandzkim akcentem zapytała:

– Pan Brady Finn? – a jego fascynacja nią się wzmogła.

– Tak – odparł, wstając. Czekał, aż do niego podejdzie. Poruszała się z gracją i swobodą. Pomyślał o jedwabnej pościeli, świetle księżyca i dotyku gładkiej skóry. – Pani Donovan, prawda?

– Aine. – Zabrzmiało to jak „Anya”. Nigdy sam by na to nie wpadł.

– Zastanawiałem się, jak wymawiać pani imię – przyznał.

Lekki uśmiech przemknął po jej ustach.

– To imię gaelickie.

Podała mu rękę, a kiedy ją ściskał, poczuł iskrę przebiegającą od czubka palców przez całe ciało. Szybko cofnął dłoń i wytarł o nogawkę spodni.

– Tak myślałem. Siadaj, proszę, Aine. – Od razu zwrócił się do niej po imieniu.

Aine zajęła jeden z foteli przed biurkiem. Siadając, powoli założyła nogę na nogę. Najprawdopodobniej nie zdawała sobie sprawy, że dla niego ten ruch był bardzo uwodzicielski.

– Jak minął lot? – zapytał, chwytając się neutralnego tematu.

– Bardzo dobrze. Dziękuję. – Odpowiedź była krótka i zdawkowa. – Czy o tym będziemy rozmawiać? Jak minęła podróż? Jak mi się podoba hotel? – wypaliła. – Może porozmawiamy o tym, że dwukrotnie nie był pan uprzejmy pofatygować się na spotkanie ze mną.

Zaskoczyła go. Ma tupet, pomyślał, również siadając. Nie każdy podwładny zaryzykowałby złość nowego szefa.

– Dwukrotnie?

– Przysłał pan po mnie samochód z kierowcą najpierw na lotnisko, a potem do hotelu.

Oparła splecione dłonie na kolanie. Bez skrępowania mówiła, co myśli.

Brady przyglądał się jej chwilę.

– Czy coś było nie tak?

– Nie, nie. Zastanawia mnie tylko, dlaczego człowiek, który z drugiego końca świata sprowadza do siebie kierowniczkę swojego hotelu, nie pofatyguje się na drugą stronę ulicy, aby się z nią spotkać.

Kiedy zobaczył jej zdjęcie, pomyślał: sprawna, opanowana, beznamiętna. Teraz musiał zrewidować swą ocenę. Aine ma w sobie ogień, a jej oczy rzucają iskry.

Musiał przyznać, że mu się to spodobało. Teraz odczuwał nie tylko pożądanie. Ta kobieta mu zaimponowała. A to oznacza dla niego większe kłopoty, niż przypuszczał.

Chciała sobie język odgryźć. Czy nie przyrzekała sobie trzymać temperament w ryzach? Obraziła szefa i powinna go przeprosić, jednak słowo przepraszam nie przechodziło jej przez gardło. W końcu powiedziała tylko prawdę. Żałowała, że przed wejściem do gabinetu Brady’ego Finna nie zrobiła kilku głębokich wdechów i wydechów. Teraz musi wypić piwo, którego nawarzyła.

Podczas krótkiej jazdy samochodem do siedziby Celtic Knot Games powtarzała sobie, że ma zachować pewność siebie i nie dać się speszyć. Kłopot polegał na tym, że Brady Finn ją pociągał. Brunet z gęstą niesforną czupryną, przenikliwie patrzącymi niebieskimi oczami i cieniem zarostu na policzkach mógłby być jednym z bohaterów jej ulubionych romansów. Wyglądał jak pirat albo rozbójnik. Miał w sobie coś pierwotnego, dzikiego, coś, co sprawiało, że robiło jej się gorąco.

Weź się w garść, powtarzała sobie. Żadne męsko-damskie emocje nie są ci potrzebne. Chcąc zająć uwagę czymś innym, rozejrzała się po gabinecie. Siedziba Celtic Knot Games zaskoczyła ją tak samo jak właściciel. Oczekiwała biura w nowoczesnym wieżowcu ze szkła i stali, a zobaczyła uroczy stary dom. W jej umyśle zakiełkowało ziarenko nadziei, że modernizacja hotelu nie pozbawi zamku Butler uroku i charakteru.

Poprawiła się w fotelu, przełknęła dumę i zmusiła się do powiedzenia:

– Przepraszam, że na pana napadłam.

Brady uniósł brwi, lecz milczał. Mówiła więc dalej, dopóki jej nie przerwał:

– Jesteś zmęczona.

– To przez różnicę czasu.

Nie czuła się zmęczona, lecz skorzystała z wygodnej wymówki.

– Oczywiście – odparł, chociaż ton jego głosu świadczył, że go nie przekonała. – Przepraszam, że nie odebrałem cię z lotniska. Jesteśmy bardzo zajęci. W tym tygodniu wypuszczamy na rynek nową grę, premierę kolejnej szykujemy na grudzień.

Gry, pomyślała z sarkazmem. Jej młodszy brat, Robbie, był ich fanem. Dzięki nim stawał się bohaterem staroirlandzkich sag, rycerzem walczącym ze złem. Nie do końca rozumiała, po co producenci gier komputerowych kupują hotel w Irlandii i była pełna obaw, co zamierzają z nim zrobić.

– Dzisiaj nie mam czasu, aby zapoznać cię z planami co do zamku, ale spotkamy się jutro i opowiem o zmianach, jakie wprowadzimy.

Na dźwięk słowa „zmiany” żołądek Aine zmienił się w bryłę lodu.

– Zmiany?

– Chyba rozumiesz, że to nieuniknione. – Brady nachylił się nad biurkiem i spojrzał jej w oczy. – Przez ostanie dwa lata hotel przynosił straty.

Czy ją za to obwinia? Czy sprowadził ją tutaj, aby ją zwolnić? Czy straci nie tylko pracę, ale i dach nad głową? W głowie Aine zaroiło się od pytań.

– Jeśli uważa pan, że źle zarządzałam hotelem…

– Ależ skąd – nie pozwolił jej dokończyć i gestem nakazał milczenie. – Przejrzałem księgi rachunkowe, moi partnerzy również to zrobili i doszliśmy do zgodnej opinii, że tylko dzięki tobie hotel jeszcze funkcjonuje. – Aine odetchnęła z ulgą. – Niemniej… – ciągnął, a ona siedziała jak zahipnotyzowana – dokonamy znaczących zmian w zamku i sposobie zarządzania.

Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach.

– Jakich znaczących zmian?

Brady wstał.

– Porozmawiamy o tym jutro.

Jutro. Już wiedziała, że w nocy oka nie zmruży.

Również wstała. Czuła na sobie wzrok Brady’ego. W jego niebieskich oczach była siła, pewność siebie, jaką daje bogactwo i przekonanie o słuszności podejmowanych działań. Takiemu mężczyźnie nie będzie łatwo się przeciwstawić.

– Na pewno jesteś głodna – stwierdził.

– Odrobinę – przyznała, chociaż wiedziała, że jeśli dłużej będzie na nią patrzył w ten sposób, nie przełknie ani kęsa.

– Wobec tego pojedziemy na wczesną kolację i porozmawiamy.

Podszedł do szafy i wyjął z niej czarną marynarkę.

– Porozmawiamy? O czym?

Wziął ją pod łokieć i zaprowadził do drzwi.

– Opowiesz mi o sobie i zamku.

Nie miała ochoty opowiadać o sobie, ale doszła do wniosku, że może uda się jej wyjaśnić mu, jak wiele zamek znaczy dla ludzi, którzy w nim pracują, i dla mieszkańców pobliskiego miasteczka.

 

– Zgoda, ale… – zawahała się. Wciąż miała na sobie to samo ubranie, w jakim odbyła podróż. – Ale nie jestem odpowiednio ubrana.

– Wyglądasz świetnie – zapewnił ją.

Faceci!

– Gdybyśmy mogli wstąpić do hotelu – rzekła – chętnie bym się przebrała.

Brady wzruszył ramionami.

– Oczywiście.

Warto było na nią poczekać, pomyślał Brady, spoglądając na siedzącą naprzeciwko niego Aine. Przebrała się w prostą małą czarną z szerokimi ramiączkami i dekoltem karo. W świetle świec jej karnacja nabrała porcelanowego blasku, w kasztanowych włosach migały złote refleksy, a maleńkie złote gwiazdki w płatkach uszu skrzyły się niczym iskierki.

Kiedy z lekkim uśmiechem podnosiła kieliszek do ust, czuł, jak tlący się nim żar wybucha płomieniem. Aine go pociągała, lecz wiedział, że musi oprzeć się pokusie.

– Dobre wino.

– Tak. Wyśmienite. – Wcale nie miał na myśli wina, a błysk w oczach Aine świadczył, że i ona wie o tym.

Cholera. Popełnił błąd, przyprowadzając ją do restauracji ze świecami tworzącymi kameralną romantyczną atmosferę. Powinien zaprosić ją do jakiegoś zatłoczonego popularnego lokalu z burgerami. Uznał, że jedynym ratunkiem będzie skierowanie rozmowy na tematy biznesowe.

– Opowiedz mi o zamku – poprosił. – Jakie prace, twoim zdaniem, należy tam przeprowadzić?

Aine wzięła głęboki oddech i odstawiła kieliszek.

– Rzeczywiście zamek wymaga remontu. Trzeba zmodernizować łazienki, odmalować wnętrza, wymienić meble, bo są już trochę zniszczone. Mury jednak są mocne, chociaż zaczęto je wznosić w tysiąc czterysta trzydziestym roku.

Prawie sześćset lat temu! Komuś bez rodziny, bez wiedzy o przodkach, trudno jest nawet ogarnąć umysłem taki kawał historii. Z drugiej strony, brak korzeni pomaga myśleć o radykalnych zmianach, które dla ludzi takich jak Aine, przywiązanych do tradycji i opowieści z przeszłości, są nie do wyobrażenia.

– To mamy w planach – oświadczył. – I wiele, wiele więcej.

– I to właśnie mnie niepokoi – przyznała. – Więcej. Pamiętam, że chce pan…

– Brady – wtrącił.

– … że chcesz porozmawiać o tym dopiero jutro, ale czy możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Głos Aine wzbudzał pożądanie, rozpraszał go. Może rozmowa o zamku pomoże mu skupić się na czymś innym. Chcąc zyskać na czasie i zebrać myśli, wypił łyk wina. Pomogło.

– Nasza firma wchodzi na rynek usług hotelarskich – zaczął. Aine w milczeniu kiwnęła głową. – Kupujemy trzy hotele, a zamek Butler jest pierwszym z nich. Zmienimy ich oblicze. Wygląd i charakter.

– To brzmi bardzo rewolucyjnie. – Ogarnęły ją najgorsze podejrzenia

– Owszem – przyznał. – Zamierzamy stworzyć w nich świat z naszych bestselerowych gier.

– Gier?

– Tak. – Mówił z coraz większym entuzjazmem. – Pierwszy będzie oparty na „Zamku przeznaczenia”.

– Zamek przeznaczenia?

– Jak nasza pierwsza gra.

– Znam ją – szepnęła.

Brady uniósł brwi ze zdziwieniem.

– Znasz? A mnie się wydawało, że nie jesteś typem osoby interesującej się grami komputerowymi.

– To jest taki typ? – Zaczęła się bawić kieliszkiem. – Masz rację. Ja nie gram, ale mój młodszy brat, Robbie, szaleje na ich punkcie.

Brady uśmiechnął się, chociaż jego oczy pozostały chłodne.

– Ma znakomity gust.

– Trudno mi to powiedzieć – odrzekła Aine z rezerwą. – Ściganie zombie i szyszymor mnie nie podnieca.

– Powinnaś spróbować.

– Skąd wiesz, że nie próbowałam?

– Gdybyś spróbowała, spodobałoby ci się. – Wiedział, że ich gry są silnie uzależniające. – Nasze gry to coś więcej niż pościg i strzelanina. To skomplikowane zagadki. Gracz musi dokonywać wyborów i ponosić konsekwencje. Zmuszamy go do myślenia.

Uśmiech przemknął po jej twarzy.

– Słuchając pomstowania Robbiego, trudno pomyśleć, że to test na inteligencję.

– Cóż, nawet najinteligentniejszy gracz się złości, kiedy wpada w zasadzkę.

– To prawda.

Kelner przyniósł zamówione dania. La Bella Vita była ulubioną restauracją Brady’ego, szczyciła się nie tylko wspaniałą atmosferą, lecz również znakomitą kuchnią. Poczekał, aż Aine spróbuje ravioli z nadzieniem z krabów polanych sosem Alfredo i zapytał:

– Smakuje?

– Wyborne. Często zapraszasz swoich pracowników do tak eleganckiej restauracji?

– Nie. – Sam nie wiedział, dlaczego przyprowadził Aine właśnie tutaj. Mogli przecież zjeść kolację w restauracji hotelowej, albo pójść do najbliższego baru. Przecież to nie randka. – Tu jest tak kameralnie. Pomyślałem, że będziemy mogli spokojnie porozmawiać.

– O zamku.

– Tak. I o twojej roli w zamierzonej transformacji.

Aine oniemiała.

– Mojej roli?

Brady włożył do ust porcję ravioli, po czym rzekł:

– Będziesz na miejscu. Na bieżąco będziesz sprawować nadzór nad pracami, pilnować terminów, kosztorysu i tak dalej.

– Mam kierować przebudową?

– Jesteś moją pełnomocniczką. Będziesz zwracać się do mnie ze wszystkimi problemami, ja je będę rozwiązywał, a ty przypilnujesz realizacji.

– Aha. – Nerwowym ruchem wodziła widelcem po talerzu.

– Jakiś problem?

– Wybrałeś już wykonawcę?

– Mamy umówioną najlepszą firmę budowlaną w Kalifornii – odparł. – Przywiozą ekipę sprawdzonych fachowców.

Aine zmarszczyła brwi.

– Czy nie byłoby prościej zatrudnić ich na miejscu?

– Nie lubię pracować z ludźmi, których nie znam.

– Mnie też nie znasz.

– To prawda. – Kiwnął głową. – Przemyślę to.

– Zgoda. Ale musisz mi powiedzieć, na czym będą polegały te zmiany. – Ich spojrzenia spotkały się. – Nowe oblicze to bardzo pojemny termin. Co dokładnie masz zamiar zrobić?

– Zmian konstrukcyjnych nie przewiduję. Podoba nam się wygląd zewnętrzny zamku, dlatego go kupiliśmy. Wnętrza jednak ulegną przebudowie.

Aine z westchnieniem odłożyła widelec.

– Tego najbardziej się obawiam.

– A konkretnie?

– Czy po korytarzach będą krążyć zombie? A na ścianach będą snuły się pajęczyny?

Jej troska była autentyczna. Brady uśmiechnął się mimowolnie.

– Brzmi to zachęcająco, ale nie. Jutro omówimy szczegóły. Jestem przekonany, że nasz projekt ci się spodoba.

Aine oparła splecione dłonie o stół i spojrzała na Brady’ego.

– Pracować w zamku zaczęłam, kiedy skończyłam szesnaście lat – rzekła. – Najpierw w kuchni, potem jako pokojówka, potem recepcjonistka, a w końcu zostałam kierowniczką. Znam tam każdą cegłę, każdą szczelinę w zaprawie, każdą deskę w podłodze, każde drzewo w ogrodzie. – Zamilkła, wzięła głęboki oddech. – Wszyscy pracownicy to albo moi przyjaciele, albo członkowie rodziny. Byt mieszkańców pobliskiego miasteczka zależy do hotelu. Ich zmartwienia są moimi zmartwieniami. Dlatego kiedy mówisz o zmianie charakteru zamku, dla mnie to coś więcej niż zmiana dekoracji.

Patrząc w zielone jak las oczy Aine, Brady widział, że ma przed sobą twardego przeciwnika, z którym stoczy niejedną bitwę.

Już nie mógł się tego doczekać.