Kalifornijskie wakacje

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Co ty wyprawiasz? – Alex rzuciła kartę magnetyczną na mahoniowy stolik kawowy i skrzyżowała ramiona na piersi.

– Sprawdzam, czy wszystko gra – mruknął i jeszcze raz ogarnął wzrokiem całe wnętrze.

– Dziękuję, ale to hotel pięciogwiazdkowy z profesjonalną ochroną.

Jasne, parsknął w myślach. Nikt nie wiedział lepiej od niego, że nawet najlepszym zawodowcom zdarzało się popełnić błąd, który mógł kogoś kosztować życie. Tym razem nie zamierzał ryzykować i, czy tego chciała, czy nie, Alex od tej pory będzie pod jego opieką. Widział, że zaczęła mu się przyglądać bardziej podejrzliwie. Zmarszczyła śmiesznie mały piegowaty nosek i przechyliła lekko głowę, tak że burza blond loków opadła jej na policzek. Mimo widocznego zmęczenia wyglądała zachwycająco. Tak bardzo jej pragnął. Napięte do granic możliwości ciało domagało się jej dotyku, ale Garrett podjął już decyzję. Żadnych pocałunków i fantazjowania o romansie z księżniczką. Poznał jej ojca, apodyktycznego, zdecydowanego mężczyznę, który na pewno nie zamierzał przyglądać się bezczynnie, jak jego córka zadaje się z jakimś ochroniarzem. Bogatym, wykształconym, ale jednak nie arystokratą, pomyślał gorzko. Jedyne, co mógł zrobić, to chronić ją przed złem, dopóki nie wróci bezpiecznie do zamku, z którego tak lekkomyślnie uciekła. Stał, wpatrując się w najbardziej zachwycającą kobietę, jaką kiedykolwiek spotkał, i nie mógł nic zrobić! Alex uśmiechnęła się ciepło i podeszła bliżej.

– Wspaniale się dzisiaj bawiłam, dziękuję.

Wiedział, że jeśli go dotknie, wszystkie jego postanowienia legną w gruzach. Wciąż pamiętał jej zapach i dotyk, kontur ciała przytulonego do niego podczas pocałunku. Mimo całego swojego profesjonalizmu, był także zwykłym mężczyzną i nie potrafił pozostać obojętny na perlisty śmiech uroczej blondynki.

– Właściwie, to był najlepszy dzień w moim życiu – wyznała, śmiejąc się.

– Zwiedzanie Disneylandu w towarzystwie gadatliwej pięciolatki tak cię uszczęśliwiło? – zapytał rozbawiony.

– I w twoim… – dodała i Garrett poczuł, że musi się natychmiast ewakuować.

– Muszę już iść – mruknął i na sztywnych nogach ruszył do drzwi.

– Och! – Alex była wyraźnie zbita z tropu. – Nie napijesz się drinka? Może kawy? – zaproponowała z nadzieją w głosie.

Nie ułatwiała mu zadania. Wyobraził sobie, jak cudownie byłoby po prostu zostać, wziąć ją w ramiona i zapomnieć o całym świecie. Aż zadrżał na samą myśl o tym, czego musiał się wyrzec, ponieważ ona była księżniczką, a on odpowiedzialnym człowiekiem z zasadami.

– Nie, dziękuję, innym razem – odpowiedział ze ściśniętym gardłem.

– Cóż, oczywiście. – Nie zdołała ukryć rozczarowania i Garrett poczuł się tak podle, że bez zastanowienia zaproponował:

– Co byś powiedziała na wspólne śniadanie? – usłyszał swój głos i od razu wiedział, że popełnia niewybaczalny błąd.

– Bardzo chętnie! – rozpromieniła się natychmiast.

– To do zobaczenia rano.

Stał nieruchomo, z zamkniętymi oczyma w bezszelestnie zjeżającej w dół windzie i zastanawiał się rozpaczliwie, jak wybrnąć z tej beznadziejnej sytuacji. Pragnął Alex bardziej niż jakiejkolwiek innej kobiety, ale też czuł się w obowiązku chronić ją. Wiedział z doświadczenia, że łączenie życia zawodowego z prywatnym zawsze źle się kończyło. Z drugiej strony, czuł, że przynajmniej musi spróbować…

ROZDZIAŁ TRZECI

– Nie udało ci się spotkać z Myszką Mickey? – Głos brata wydał się zasępionemu Garrettowi wyjątkowo zbyt wesołkowaty. Siedział zgarbiony, z ponurą miną w wielkim skórzanym fotelu i przyciskał do ucha słuchawkę telefonu.

– Bardzo śmieszne – zauważył kwaśno Garrett i upił łyk piwa z butelki, która stała na biurku.

– Domyślam się, że nie było ci do śmiechu: cały dzień w Disneylandzie! – dodał ze współczuciem bliźniak. – Jak się Jacksonowi udało namówić cię?

– Jedno słowo: Casey.

– To zmienia postać rzeczy – mruknął Griffin ze zrozumieniem. – Kobiety! Jak one to robią, że potrafią nas tak wodzić za nos?

– Nie mam zielonego pojęcia. – Garrett natychmiast przypomniał sobie wielkie błękitne oczy Alex i jej kuszące, słodkie usta…

– Czyli miałeś fatalny dzień? – upewnił się Griffin.

– Słucham?

– Pamiętam, jak pojechałem z nimi na farmę, żeby dzieciaki zobaczyły zwierzęta. Mia prawie mnie wykończyła. Szatan nie dziewczyna.

– Masz rację. – Garrett uśmiechnął się na wspomnienie Mii oprowadzającej zachwyconą towarzystwem dziewczynki Alex po lunaparku. – Byłoby strasznie, gdyby nie…

– Tak? – zainteresował się natychmiast Griffin.

Garrett wziął głęboki oddech i po chwili zastanowienia postanowił podzielić się swym sekretem z bratem. Nigdy nie mieli przed sobą tajemnic, razem prowadzili firmę i zawsze łączyła ich niezrozumiała dla innych nić absolutnego porozumienia. Teraz siedząc w gabinecie swego wygodnego apartamentu nieopodal ich wspólnego biura, Garrett wyjrzał przez okno balkonowe i widok oceanu natychmiast przypomniał mu Alex w hotelowym pokoju z widokiem na zatokę.

– Mówisz czy nie?

– Spotkałem kobietę.

– Nareszcie! Czas najwyższy! W końcu posłuchałeś swego mądrzejszego brata bliźniaka i trochę wyluzowałeś. Brawo, chłopcze!

Garrett odsunął słuchawkę od ucha i skrzywił się z niesmakiem.

– Nie drzyj się!

– Kto to? – uradowany Griffin wcale się nie zrażał.

– Nie uwierzysz.

– Bogini Disneylandu? – wypalił podekscytowany brat.

– Nie, to prawdziwa księżniczka.

– O nie, nie mów mi, że zadałeś się z jedną z tych zadzierających nosa celebrytek, które każą się traktować, jakby w ich żyłach płynęła błękitna krew.

– Nie, Griff, to prawdziwa księżniczka, córka króla.

– Korona, królestwo, tron?

– Tak…

W słuchawce zapadła pełna konsternacji cisza i Garrett uśmiechnął się z satysfakcją. Nieczęsto jego wygadanemu bratu brakło słów.

– Pamiętasz, jak zabezpieczaliśmy pokaz klejnotów królewskich kilka lat temu?

– Pamiętam, w Cadrii.

– Król miał córkę…

– Jasne, trzymała się od nas z daleka, ale i tak ją zauważyłem. Stary, co za piękność… No nie!

– Tak. – Garrett, w przeciwieństwie do brata kobieciarza, nie zauważył wtedy wyjątkowej urody młodej księżniczki. Skupił się na pracy i zaraz po jej wykonaniu zajął się następnym zleceniem.

– Żartujesz?

– Nie. Na imię ma Alexis.

– I spotkałeś ją w Disneylandzie? – W głosie Griffina pobrzmiewało powątpiewanie. – Przecież gdyby przyjechała do Stanów, media już by o tym trąbiły.

– Wiem. – Przypomniał sobie błękitne dżinsy, które miały upodobnić ją do zwykłej amerykańskiej dziewczyny. Tak kusząco opinały jej szczupłe biodra i długie nogi… Rozprostował nogi, ale bolesne napięcie w całym ciele nie ustąpiło. Będzie coraz gorzej, pomyślał ponuro. – Przyjechała incognito, chyba bez wiedzy rodziny.

– Bez obstawy? – Griffin aż gwizdnął z wrażenia.

– Niestety.

– To kiepsko.

Garrett tylko pokiwał głową. Od momentu, gdy zostawił ją samą w hotelu, nie przestawał się martwić.

– Co zamierzasz zrobić? – Brat jak zwykle od razu wyczuł jego nastrój.

– Za jakąś godzinę zadzwonię do jej ojca. – Garrett zerknął na zegarek.

– Jasne, na pewno cię połączą. Tu Garrett King do króla!

Wielokrotnie ich nazwisko prowadziło do nieporozumień i słabych dowcipów. King, czyli król, takie nazwisko zazwyczaj prowokowało różne reakcje.

– Garrett, widzę, że to ja dostałem cały rozum – podsumował Griffin.

– Cóż, przynajmniej jestem przystojniejszy – odpowiedział jak zwykle. Ponieważ jako bliźniacy jednojajowi wyglądali identycznie, mogli sobie pozwolić na takie niewinne przekomarzanie. – Dobra, a tak poważnie, to wciąż mam numer jego komórki.

– Rozumiem. Naprawdę myślisz, że uciekła z domu?

– Dziwne, prawda? W każdym razie zadzwonię i sprawdzę, czy wiedzą, że ich córka podróżuje po Stanach bez żadnej ochrony.

– No, teraz to już chyba nie całkiem bez – zauważył złośliwie Griffin. – To musi być wyjątkowa kobieta, skoro tak ci zalazła za skórę.

– Żebyś wiedział, braciszku. I nie pozwolę, żeby coś jej się stało.

Na chwilę osaczyły go wspomnienia, których pomimo upływu lat, nie potrafił się pozbyć. Bolesne, przynoszące dotkliwe poczucie winy urywki przeszłości przypominały mu o błędach i cenie, jaką trzeba za nie zapłacić. I dobrze, stwierdził hardo, dzięki temu już nigdy nie zawiodę, postanowił.

– Garrett, to nie była twoja wina. – Griffin jak zwykle prawidłowo zinterpretował przedłużające się milczenie brata.

– Nie wiem, o czym mówisz – uciął ostro.

– W porządku, i tak cię nie przekonam, jesteś uparty jak osioł.

– Przyganiał kocioł garnkowi – zripostował bez przekonania Garrett. W myślach już planował kolejny ruch. Musiał przecież dołożyć wszelkich starań, by ta tragiczna historia nigdy więcej się nie powtórzyła. Nie z Alex.

– Dobra, dobra, informuj mnie na bieżąco. Pamiętaj, że wystarczy jeden telefon i jestem do twojej dyspozycji.

– Dzięki – odpowiedział z autentyczna wdzięcznością, ale jednocześnie obiecał sobie w duchu, że sam zapewni bezpieczeństwo Alex. Ufał bratu bezgranicznie, powierzyłby mu własne życie, ale o księżniczkę Alexis musiał i chciał zadbać sam.

Alex nie mogła zasnąć. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, pod powiekami widziała przewijające się niczym film obrazy minionego dnia. Na większości z nich widniał Garrett – uśmiechnięty, żartujący, zasępiony, wpatrzony w jej oczy tuż przed pocałunkiem… Słyszała wciąż chlupot fal i odgłosy armat pirackich, i czuła jego ciepłe usta całujące ją coraz zachłanniej. Uśmiechnęła się do wspomnień. Nic dziwnego, że sen nie nadchodził, skoro właśnie przydarzyło jej się coś tak magicznego! Znużona leżeniem wstała, nalała sobie herbaty z czajniczka i z filiżanką aromatycznego napoju wyszła na balkon. Rozgwieżdżone niebo i szum fal znów przeniosły ją do tej chwili, gdy Garrett spojrzał jej głęboko w oczy i bez pytania zawładnął jej ciałem i duszą. Woda połyskiwała srebrzyście w świetle księżyca, a na falach bujały się jachty zacumowane w przystani. Zazwyczaj szum wody działał na nią kojąco, w końcu wychowała się na wyspie, teraz jednak była wyjątkowo pobudzona. Na myśl o rodzinnej wyspie, poczuła ukłucie w sercu. Powinna się wstydzić, że wymknęła się z domu niczym nastolatka na gigancie, ale nie potrafiła. Zawsze sumiennie wypełniała liczne obowiązki księżniczki i spełniała wszystkie oczekiwania nadopiekuńczego ojca, który, gdyby nie zabiegi jej bardziej liberalnej matki, najchętniej zamknąłby jedyną córkę w szklanej wieży, dopóki sam nie znajdzie godnego jej męża. Kochała zaborczego ojca, ale nieustannie walczyła z nim o każdy skrawek niezależności. Marzyła, by swemu życiu, wypełnionemu pojawianiem się na galach i przyjęciach, nadać jakiś głębszy sens. Nawet jeśli przez to w wieku dwudziestu ośmiu lat musiała uciekać z domu niczym zbuntowana małolata. Ufała, że ojciec szybko jej wybaczy i zrozumie, dlaczego tak bardzo zależało jej na zbudowaniu swojego własnego świata. Może z czasem zaakceptuje także jej pracę charytatywną w ośrodku dla samotnych matek, pomyślała z nadzieją. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że gdyby jej podopieczne z fundacji wiedziały, jak użala się na swym losem, uznałyby, że przewróciło jej się w głowie. Przecież każda dziewczynka marzy, tak jak Mia, żeby być księżniczką. Alex mimo woli uśmiechnęła się do siebie na wspomnienie małej mądrali. Wspaniale się bawiła w towarzystwie Mii i jej rodziny, zupełnie inaczej niż ze swymi dwoma starszymi braćmi pod stałym nadzorem ochrony pałacowej. Mama zawsze opowiadała jej o Disneylandzie jako o magicznym miejscu, w którym wszystko może się zdarzyć, i miała rację. Spotkanie z Garrettem i emocje, jakie w niej wyzwolił, sprawiły, że znów poczuła się jak kobieta, a nie papierowa księżniczka. Matka Alex też tutaj spotkała swego księcia z bajki, a właściwie króla, króla Cadrii. Miała wtedy dziewiętnaście lat i pracowała w sklepie z pamiątkami. Oczywiście, nie wiedziała, że przystojny, wysoki młody mężczyzna o ciepłym uśmiechu, który z nią flirtuje, to następca tronu. Swą tożsamość wyjawił jej dopiero, gdy już się w nim szaleńczo zakochała. I na tym polegał sekret ich szczęścia, stwierdziła z przekonaniem, dopijając herbatę. Musiała znaleźć mężczyznę, który pokocha ją, a nie jej tytuł. Czyżby miała go znaleźć w tym samym miejscu, w którym narodziła się miłość jej rodziców? Przed oczami znów stanął jej Garrett. Nawet jeśli ucieczka przysporzyła rodzicom zmartwień, było warto zaryzykować. Postanowiła, że niedługo do nich zadzwoni. Wyobrażała sobie, że matka odchodzi od zmysłów, a ojciec prawdopodobnie zwolnił już dyscyplinarnie wszystkich ochroniarzy, którzy jej nie upilnowali. Na razie jednak miała zamiar jeszcze przez kilka dni nacieszyć się wolnością. I Garrettem. Boże, przecież nawet nie znała jego nazwiska! On jej też nie, zdała sobie sprawę, ale wcale jej to nie przeszkadzało.

 

– Mamo, miałaś rację – westchnęła cicho. – Disneyland to najbardziej romantyczne miejsce na świecie.

Jadąc windą hotelową, Garrett denerwował się tak bardzo, że irytowała go nawet spokojna muzyka płynąca z głośników. Szczypały go oczy zaczerwienione z braku snu, a ciało napięte jak struna rejestrowało wszystko wyostrzonymi zmysłami. Mógł się oszukiwać, że jako profesjonalista martwi się o bezpieczeństwo swojej podopiecznej, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że jego niepokój i podniecenie wiązały się tylko i wyłącznie z perspektywą ponownego spotkania z cudowną Alex. Fakt, że od kilku godzin oficjalnie pracował dla jej ojca jako osobista ochrona księżniczki, nieco zakłócał tę radość. Kiedy zadzwonił do króla, nie spodziewał się, że tak łatwo ulegnie królewskiej woli i postawi się w nieznośnie niezręcznej sytuacji.

– Gdzie jest? W Kalifornii?! – Gromki głos króla słychać byłoby w USA prawdopodobnie i bez telefonu. Jak każdy ojciec, który martwi się o swoje dziecko, nie krył wzburzenia.

– Czy nic jej nie grozi? – upewnił się i Garrett natychmiast zaczął mu współczuć.

– Spokojnie, jak dotąd wszystko jest w porządku, ale nie podoba mi się, że nie ma żadnej ochrony.

– Proszę mi wierzyć, panie King, mnie też, ani trochę. Zapytam, Tereso – odezwał się ściszonym głosem. – Przepraszam, moja żona bardzo się martwi o Alexis.

– To zrozumiałe.

– Hm, prosi, żeby pana spytać, w jakich okolicznościach spotkał pan naszą córkę.

Pytanie to nie zdziwiło go wcale.

– Odwiedzałem z rodziną Disneyland i spotkałem księżniczkę przy kolejce górskiej. – Uśmiechnął się na wspomnienie przerażonej miny natręta, od którego uwolnił Alexis. Stwierdził jednak, że nie podzieli się ze zmartwionymi rodzicami tą anegdotą, uznał także, że nie muszą wiedzieć o namiętnym pocałunku, który skradł ich córce już w pierwszej godzinie znajomości.

– Wiedziałem! – krzyknął tryumfalnie król. – Tereso, to twoja wina, naopowiadałaś jej romantycznych historii i sama widzisz!

Słuchając królewskiej kłótni, Garrett wcale się nie zdziwił, że w gruncie rzeczy władcy zachowują się jak zwykli ludzie i tak samo ulegają wzburzeniu. I, jak król Cadrii, kompletnie nie potrafią postępować z kobietami. Nastąpiła chwila groźnej ciszy, po czym w słuchawce zabrzmiał ciepły kobiecy głos.

– Halo, Garrett, tu Teresa. Czy Alexis jest cała i zdrowa?

– Tak, odwiozłem ją do hotelu. Zdaje mi się, że nic jej tam nie grozi.

– Spotkaliście się w Disneylandzie, dobrze zrozumiałam?

– Tak, wasza wysokość.

– Mów mi po imieniu, proszę. Zawsze marzyła, żeby tam pojechać, powinnam była się domyślić…

Garrett współczuł królowej, która z trudem ukrywała zdenerwowanie, starając się zachować iście królewski spokój.

– Dziękuję, że się zaopiekowałeś Alexis. Mąż chciałby jeszcze zamienić z tobą słówko. – Zawahała się, ale oddała słuchawkę królowi.

– Słucham? – Garrett miał nadzieję, że nie słychać w jego głosie rozbawienia spowodowanego walką pary królewskiej o telefon.

– Kochanie, oczywiście – syknął król do żony, nieudolnie zasłaniając słuchawkę dłonią. – Panie King, przepraszam, chciałem prosić o zapewnienie mojej córce bezpieczeństwa. Oczywiście, cena nie gra roli. Osobiście uważam, że powinno się ją natychmiast sprowadzić do domu, ale moja żona twierdzi, że Alexis należy się chwila wytchnienia.

Garrett gorączkowo szukał sposobu, by przerwać królowi i wymigać się od powierzonego mu bez pytania zadania.

– Zgadzam się, że nie powinna poruszać się bez ochrony, ale… – zaczął niepewnie, ale król natychmiast mu przerwał.

– Cieszę się, że myślimy podobnie! Proszę informować nas o wszystkich jej poczynaniach.

Garrett zjeżył się momentalnie. Zajmował się bezpieczeństwem, nie szpiegostwem, i nie zamierzał tego zmieniać, nawet jeśli żądał tego król. Za żadne skarby!

– Donoszenie nie wchodzi w zakres mojej działalności – oświadczył lekko urażonym tonem.

– Jakie donoszenie?! Proszę pana tylko, by bacznie jej pilnował i o wszystkim nas informował. – Król zlekceważył jego obawy. – Tereso, proszę cię!

Po chwili wypełnionej nerwowymi szeptami król znów się odezwał, o wiele bardziej ugodowo.

– W porządku, to donoszenie. W takim razie proszę jej tylko pilnować.

Król wyczuł chyba, że jego rozmówca nadal ma obiekcje, bo dodał łagodniejszym, prawie proszącym głosem:

– Panie King, Alex udało się zmylić najlepszą ochronę w naszym kraju. Proszę się nią zaopiekować. Tylko pana mogę o to poprosić.

Garrett nie wiedział, co odpowiedzieć, a król wziął jego milczenie za zgodę.

Teraz, stojąc w windzie, czuł, że to nie może się dobrze skończyć. Nie mógł jednak odmówić, bo wtedy Alex zostałaby bez ochrony i gdyby coś jej się stało, nigdy by sobie tego nie darował.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Alex usłyszała pukanie do drzwi i bez zastanowienia pobiegła je otworzyć. Spodziewała się tylko jednej osoby – czekała na niego niecierpliwie od momentu przebudzenia po krótkim i niespokojnym śnie. Mimo to, kiedy go ujrzała, zaparło jej dech z zachwytu. Wysoki, barczysty, w czarnych dżinsach opinających szczupłe biodra i zielonej koszulce polo z krótkimi rękawami eksponującymi muskularne ramiona wyglądał niczym gwiazdor filmowy. Mroczne spojrzenie błękitnych oczu i męskie, ostre rysy twarzy predysponowały go do grania niezłomnych bohaterów.

– Jestem pod wrażeniem – powiedział zamiast powitania i Alex zdała sobie sprawę, że stoi w progu i wpatruje się w swego gościa z rozanielonym uśmiechem na twarzy.

– Pod wrażeniem? – powtórzyła zakłopotana.

– Wyglądasz na gotową. – Omiótł jej sylwetkę gorącym spojrzeniem i Alex poczuła, że się czerwieni.

– Nie każesz mi czekać? Wiesz, kobiety zawsze potrzebują jeszcze chwili, żeby poprawić makijaż, zmienić sukienkę, znaleźć odpowiednią torebkę… – Garrett oparł się o framugę i skrzyżował ramiona na piersi.

Oczywiście nie mógł wiedzieć, że wychowano ją w rygorze dworskiej etykiety i nie tolerowano najmniejszych nawet spóźnień. Król zawsze powtarzał, że rodzina władcy musi świecić przykładem. To była jedna ze złotych zasad ojca.

– Czyżbyś był uprzedzony do kobiet? Dzień dobry.

Garrett uraczył ją bezczelnym, szerokim uśmiechem.

– Nie chciałem cię urazić. Jestem wdzięczny, że nie muszę na ciebie czekać. Nie cierpię tego celowego spóźniania się obliczonego na zrobienie większego wrażenia – wyjaśnił i wymijając ją w drzwiach, wszedł bez zaproszenia do salonu. Stanął na środku, odwrócił się i rzucił jej przeciągłe spojrzenie.

– A ty i tak robisz wrażenie.

Alex zarumieniła się jeszcze bardziej. W swoim życiu wielokrotnie oklaskiwano jej pojawienie się na przyjęciu czy gali, komplementowano i fotografowano, nigdy jednak nie czuła się z tego powodu ani specjalnie piękna, ani tym bardziej wyjątkowa. W oczach Garretta dostrzegła jednak coś, co sprawiło, że po jej ciele rozlała się fala zmysłowej przyjemności. Jego słowa sprawiły, że wyprostowała się i uniosła wyżej głowę. Przeglądając się w jego oczach, naprawdę wierzyła, że godna jest zachwytu. Czerwone szpilki, które w ostatniej chwili zdecydowała się założyć do białych spodni i czarnej jedwabnej bluzki bez rękawów, okazały się dobrym wyborem, pomyślała z satysfakcją. Warto było pomęczyć się trochę dla mężczyzny, który sprawiał, że mimo nieprzespanej nocy każdą komórką ciała czuła, że żyje. Na przestrzeni lat poznała wielu przystojnych i inteligentnych kawalerów, ale żaden nie miał w sobie tego ciepła i dyskretnej siły dającej wrażenie, że otacza swą towarzyszkę czułą opieką. Teraz też rozglądał się czujnie wokół, jakby spodziewał się, że za moment zza kanapy lub spod stołu wyskoczy złoczyńca czyhający na jej życie, zauważyła rozbawiona. Wydało jej się nawet, że ten rodzaj skupienia z czymś jej się kojarzy. Ochrona pałacu też miała w zwyczaju skanować otoczenie przenikliwym spojrzeniem. Garrett wyglądał, jakby z zapewnienia jej bezpieczeństwa uczynił swą misję i zachowywał się niczym prawdziwy zawodowiec, stwierdziła lekko skonsternowana. Czyżby ojciec dowiedział się, gdzie przebywa jego krnąbrna córka, i zastawił na nią pułapkę w postaci czarującego bruneta, którego zadaniem było dyskretnie zadbać o bezpieczeństwo księżniczki? Ale przecież chyba nie angażowałby w pracę całej rodziny – Mia, jej siostry i ich rodzice zachowywali się jak każda inna, normalna rodzina na wycieczce do Disneylandu, upomniała się w myślach. Stanowczo nie powinna doszukiwać się we wszystkim podstępu i drugiego dna! Przecież istniało całkowicie niewinne wytłumaczenie jego zainteresowania otoczeniem – apartament na ostatnim piętrze pięciogwiazdkowego hotelu dla większości ludzi stanowił nie lada atrakcję. Tak przyzwyczaiła się do luksusu, że przestała go dostrzegać i zapomniała, że nie dla każdego stanowił chleb powszedni.

– Umieram z głodu – wyznała z uśmiechem.

– Wspaniale, w takim razie idziemy! – zarządził Garrett z rozbrajającym uśmiechem. Alex poczuła, jak miękną jej kolana, a głód ustępuje miejsca innym, mniej niewinnym potrzebom. Pierwszy raz w życiu reagowała tak zmysłowo i bezwstydnie na mężczyznę i od nadmiaru wrażeń kręciło jej się w głowie.

– Swoją drogą, chyba nigdy nie spotkałem kobiety, która przyznałaby się, że jest głodna – zauważył z nieskrywanym podziwem.

 

Alex zdziwiła się szczerze i rozbawiona zapytała:

– Twoje znajome nie jedzą?

Wzruszył wymownie ramionami, dając jej do zrozumienia, że inne kobiety nic dla niego nie znaczyły, a przynajmniej tak Alex chciała interpretować ten nonszalancki gest.

– Powiedzmy, że kostkę czekolady dzieliły na pół, a potem stwierdzały, że nie powinny się tak opychać słodyczami.

– Wiem, o czym mówisz! – roześmiała się szczerze. – Ja uwielbiam jeść i wcale się z tym nie kryję.

– Zapamiętam – obiecał, uśmiechając się kącikami ust.

Alex zacisnęła odruchowo dłonie. Dlaczego każdy jego gest i mina wywoływały w jej ciele lawinową reakcję prowadzącą do całkowitego rozedrgania? Zanim odpowiedziała sobie na to pytanie, Garrett wziął ją za rękę i poprowadził do windy. Dotyk jego ciepłej dłoni oszołomił ją do tego stopnia, że postanowiła po prostu przestać wszystko analizować i cieszyć się ulotnymi chwilami wolności w elektryzującym towarzystwie nowego znajomego.

Śniadanie zjedli w przytulnej kawiarence na plaży tuż przy nadmorskiej promenadzie pełnej zrelaksowanych spacerowiczów. Tuż za barierką tarasu rozpościerał się oszałamiający widok na bezkresny, falujący ocean. Jednak Alex nie zwracała uwagi ani na surferów podskakujących na spienionych grzywach fal, ani na mewy łakomie krążące nad ustawionymi wzdłuż promenady budkami ze słodkimi przysmakami dla plażowiczów. Nie odrywała wzroku od swojego towarzysza, który, jak zdążyła zauważyć kątem oka, przyciągał spojrzenia kobiet, gdziekolwiek się pojawił. Wcale się temu nie dziwiła, z rozwianymi morską bryzą włosami i słońcem połyskującym na jego opalonej skórze wyglądał wyjątkowo kusząco. Ciacho, pomyślała i zaśmiała się w duchu z trafności tego kolokwialnego określenia mężczyzny, na którego kobiety miały nieodpartą ochotę. I mimo że pożądanie nieco ją zaślepiało, zdołała zauważyć, że zachowywał się inaczej niż poprzedniego dnia. Wydawał się mniej zrelaksowany, bardziej skupiony, ale wytłumaczyła sobie, że zazwyczaj w wesołym miasteczku ludzie są bardziej niż zwykle odprężeni i skłonni do żartów, a poważny i nieco spięty wydawał jej się tajemniczy i pociągający. Zwłaszcza że emanowały od niego siła i pewność siebie, niepozostawiające wątpliwości, że Garrett przywykł do kontrolowania sytuacji, a dzięki jego wrodzonej charyzmie otoczenie reagowało na jego obecność z szacunkiem zabarwionym respektem. Dzięki temu czuła się całkowicie bezpiecznie. Wiedziała, że mężczyzna u jej boku czuwa, by nic się jej nie stało. Zabawne, pomyślała, przecież te same cechy, które tak pociągają mnie w Garretcie, doprowadzają mnie do furii u ojca! W gruncie rzeczy są do siebie bardzo podobni. Czyli to prawda, że kobiety wybierają mężczyzn podobnych do swoich ojców, stwierdziła i odkrycie to rozbawiło ją tak bardzo, że zaśmiała się cicho do swych myśli.

– O czym myślisz? – zapytał zaciekawiony.

– O niczym. – Machnęła lekceważąco dłonią i szybko przywołała się do porządku.

– Rozumiem. – Skinął powoli głową, ale nie spuszczał z niej przenikliwego wzroku. – Wiesz, że kiedy kobieta chichocze, mężczyzna automatycznie zakłada, że śmieje się z niego?

– Oczywiście, pewnie dlatego, że nie mieści mu się w głowie, że kobieta mogłaby myśleć o czymś innym niż on! – zauważyła z wyczuwalną nutką sarkazmu w głosie. – Zresztą, z ciebie chyba żadna nie odważyłaby się śmiać – dodała polubownie.

– Oczywiście, że nie! – Udawał butnego macho, ale jego oczy błyszczały wesoło. – Ale nie zdziwiłbym się, gdybyś ty się odważyła.

– Nie jestem taka jak inne! – roześmiała się znowu.

– Zauważyłem – mruknął i zmysłowo zmrużył oczy. Po chwili milczenia wyprostował się i rzucił raźnym głosem: – Co masz jeszcze na swojej liście rzeczy do zobaczenia?

Nie mogła mu powiedzieć, że na jej liście widniała tylko jedna pozycja: spędzić jak najwięcej czasu z pewnym niebieskookim brunetem. Siedzieli razem, popijając pyszną kawę, świeciło słońce, a wokół znajdowali się tylko uśmiechnięci plażowicze, a nie ochroniarze i świta dworska. Czuła się wolna i szczęśliwa i niczego więcej nie pragnęła. Świadomość, że już wkrótce musi wrócić do domu i zniknąć niczym Kopciuszek o północy, sprawiała, że tym łapczywiej korzystała z każdej chwili i cieszyła się nią jeszcze bardziej. Pozostał jej jeszcze góra tydzień wakacji, a potem wróci do obowiązków, których jako córka króla nie mogła zignorować. Czuła, że po tym, jak zaznała upojnej wolności, zamek wyda jej się pułapką, złotą klatką, w której mimo dobrobytu nie potrafiła być szczęśliwa. Przyglądała się otaczającym ją uśmiechniętym ludziom i zastanawiała się, ilu z nich obawia się powrotu do domu tak bardzo jak ona i marzy, by wakacje nigdy się nie skończyły? Pewnie większość, pomyślała i ogarnęło ją przygnębienie.

– Alex?

Ocknęła się z zamyślenia i spojrzała na Garretta nieprzytomnym wzrokiem.

– Przepraszam, myślałam o czymś.

– O niczym przyjemnym, sądząc z wyrazu twarzy.

Muszę się bardziej pilnować, postanowiła.

– Po prostu szkoda mi, że niedługo moje wakacje się skończą.

– To zrozumiałe. Najważniejsze, żeby potrafić się cieszyć chwilą i nie zamartwiać się o jutro – pocieszył ją kojącym, miękkim głosem.

– Pewnie masz rację.

– Oczywiście, jak zwykle – odparł żartobliwie.

– Jesteś niemożliwy!

– To prawda, chcesz się przekonać jak bardzo? – zaproponował ze zmysłowym uśmiechem. Alex zrobiło się gorąco. – Chyba że jednak masz jakieś inne plany na dziś?

– Nie, zamierzam posłuchać twojej rady i cieszyć się dzisiejszym dniem.

– Świetnie. To może przejdziemy się po mieście, a potem wybierzemy się na przejażdżkę wybrzeżem?

Odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że jej towarzysz będzie musiał ją zostawić, pójść do pracy, tak jak większość zwykłych ludzi w dzień powszedni.

– Brzmi wspaniale, ale czy nie musisz iść do pracy?

– Nie, mogę wziąć kilka dni wolnego. Jestem do twojej dyspozycji.

– Ale ze mnie szczęściara.

Przerwała im kelnerka z rachunkiem. Garrett bez słowa wyjął kilka banknotów i uregulował należność, zostawiając miłej dziewczynie suty napiwek.

– To mi przypomina, że jesteś mi winien pięć dolarów – przypomniała mu. – Przecież się założyliśmy, że nie zgadniesz skąd pochodzę.

Unikając jej wzroku, wyciągnął portfel.

– Faktycznie, założyliśmy się.

– Nie musisz mi dawać pieniędzy. – Wyciągnęła odruchowo rękę, by zatrzymać jego dłoń. Dotyk jego dłoni sprawił jej tak silną, zmysłową przyjemność, że przestraszona szybko cofnęła rękę. – Wystarczy mi satysfakcja. Zwłaszcza że zapłaciłeś za śniadanie.

– Zakład to zakład! – Garrett położył na stole banknot pięciodolarowy i przesunął go powoli w jej stronę. Zamiast sięgnąć po pieniądze, Alex wyciągnęła z torby długopis i położyła go obok.

– Podpisz. Będę miała pamiątkę pierwszego wygranego zakładu!

– Niewiarygodne. – Garrett pokręcił głową z niedowierzaniem. – Jak to możliwe?

Jak miała mu wytłumaczyć, że nikt oprócz jej braci, nie odważyłby się założyć z księżniczką? Coraz dotkliwiej zdawała sobie sprawę, ile ją w życiu omija, mimo że wszystkim wydaje się wyjątkową szczęściarą.

– W porządku. – Garrett chyba zorientował się, że nie doczeka się odpowiedzi, i zauważył jej smutną minę. Zamaszyście napisał na banknocie kilka słów i podał go Alex.

– Od Garretta dla Alex z gratulacjami! – przeczytała i uśmiechnęła się lekko. – Nadal nie znam twojego nazwiska, czy to nie dziwne?

– Ja twojego też nie – zauważył słusznie. – Mogę ci zdradzić moje, ale ty pierwsza musisz mi powiedzieć, jak się nazywasz – rzucił jej wyzwanie.

Alex spojrzała mu w oczy i przez chwilę rozważała podanie mu nazwiska, które samo w sobie nie brzmiało wyjątkowo i było raczej zwykłe. Każdy mógł się nazywać Wells, ale połączeniu z imieniem, mogło zabrzmieć znajomo i naprowadzić go na trop jej prawdziwej tożsamości. Zbyt dobrze się bawiła, żeby się narażać na tak wczesną dekonspirację, postanowiła więc nie ryzykować. Przecież i tak wkrótce się rozstaną, by nigdy więcej się nie spotkać. Garrett czekał, nadal wpatrując się w nią intensywnie. Nie potrafiła zgadnąć, co się kryje za jego tajemniczą miną, choć ciekawa była, jak on traktuje ich znajomość.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?