Erotyczna graTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maureen Child
Erotyczna gra

Tłumaczenie:

Julita Mirska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie ufam jej. – Spoglądając na młodszego brata, Mike Ryan bębnił palcami o blat biurka.

– Powtarzasz to od miesięcy – odparł ze śmiechem Sean – ale nie rozumiem dlaczego. Jenny Marshall jest utalentowana, nie zawala terminów, dogaduje się ze wszystkimi, w dodatku fantastycznie piecze. Może więc zdradzisz, czym ci się naraziła?

Zgrzytając zębami, Mike wyjrzał przez okno. Nawet w południowej Kalifornii zieleń w styczniu wyglądała ponuro. W ogrodzie na tyłach starej wiktoriańskiej rezydencji służącej za biuro Celtic Knot trawa była szara, drzewa bezlistne, rabaty pozbawione kwiatów. Ołowiane chmury kłębiły się na niebie, od strony oceanu wiał zimny wiatr.

Mike wolał patrzeć na te szarości, niż myśleć o Jenny, mimo to stale miał jej obraz przed oczami. Drobna, najwyżej metr sześćdziesiąt wzrostu, doskonale zbudowana – na myśl o jej krągłościach poczuł ucisk w trzewiach – do tego burza jasnych loków, duże niebieskie oczy…

– Po prostu jej nie ufam – mruknął. Brat nie wiedział, że on i Jenny już się znają.

– W porządku. Grunt, że my trzej, ty, ja i Brady, doszliśmy do porozumienia.

– Brady jest w Irlandii.

– Sam powiedz: czy dzisiejsza technika nie jest wspaniała? Pamiętasz tę wideokonferencję, kiedy ustaliliśmy, który z nas robi który hotel?

– No.

– To dobrze, bo Jenny właśnie pracuje nad River Haunt. – Sean utkwił w bracie spojrzenie. – Wpadła na kilka doskonałych pomysłów. Jeżeli zaczniemy wprowadzać zmiany, realizacja się opóźni.

Mike skrzywił się. Nie było sensu wdawać się w dyskusję. Poza tym Sean ma rację: wszystko jest ustalone. Zatrudnieni przez firmę graficy mieli przydzielone zadania, większość siedziała nad grą, która latem pojawi się na rynku. Zatem do pracy nad stroną wizualną hotelu River Haunt została tylko Jenny.

Cóż, jeśli chcą dotrzymać terminów… A takie sprawy Mike traktował poważnie.

Tworzeniem gier komputerowych zajmowali się we trzech – on z bratem i ich przyjaciel Brady – od czasu studiów. Pierwsza była uboga graficznie, za to bogata, jeśli chodzi o akcję. Sprzedawała się znakomicie. Zanim skończyli studia, byli milionerami.

Zainwestowali zysk w firmę Celtic Knot i w ciągu pół roku wypuścili kolejną grę. Bazowali na irlandzkich legendach. Liczba ich fanów stale rosła.

Urządzili biuro w starym wiktoriańskim domu, zatrudnili najlepszych programistów komputerowych oraz artystów pracujących zarówno na płótnie i papierze, jak i na ekranie. Zdobywali nagrody. Niedawno zaś postanowili rozszerzyć działalność i kupili trzy hotele, które chcieli urządzić w oparciu o swoje trzy najbardziej popularne gry. Pierwszy, Fate Castle, znajdował się w Irlandii. Miesiąc temu zakończono w nim remont. Otwarcie planowano na marzec. Drugi, River Haunt, znajdował się w Nevadzie nad rzeką Kolorado. Czekano tam na przyjazd Mike’a.

Tylko że on nie bardzo wyobrażał sobie współpracę z Jenny. Właściwie w ogóle sobie jej nie wyobrażał. Przed bratem nie zamierzał się tłumaczyć; po prostu pójdzie do Jenny i przekona ją, by zrezygnowała z projektu. Podejrzewał, że jej też nie uśmiecha się współpraca z nim. Jeżeli sama poprosi Seana, by wyznaczył kogoś innego na jej miejsce, problem zniknie. On, Mike, da jej podwyżkę albo premię i spokojnie będzie mógł zająć się transformacją River Haunt.

– Wciąż prowadzę rozmowy w sprawie kolekcjonerskich figurek wzorowanych na postaciach z gier.

– Co mówią prawnicy? – spytał Mike.

– Mnóstwo, połowy nie rozumiem.

– A z tej połowy, którą zrozumiałeś, co wynika?

– Że przy wyższej opłacie licencyjnej powinniśmy odnieść spore korzyści.

– Sam nie wiem. Zabawki?

– Nie zabawki. Figurki. Dla kolekcjonerów – uściślił Sean. – Dzwoniłem rano do Brady’ego. On jest za. Na następnej konferencji przedstawimy nie tylko gry, ale też figurki naszych bohaterów. Natomiast ludziom, których nie interesują gry komputerowe, zaoferujemy planszówki.

Mike roześmiał się wesoło.

– Gry planszowe? Żartujesz?

– Trzeba działać wszechstronnie. Na razie szykujemy hotele, w których goście poczują się jak w ulubionej grze. A za jakiś czas zaczniemy organizować własne zjazdy.

– Co takiego?

– Zjazd komiksowy zaczynał skromnie, a teraz to wielkie wydarzenie. Moglibyśmy zorganizować Celtic Knot Con, konwent skupiony wokół naszych gier i produktów. Wyobraź sobie: turnieje z nagrodami, konkursy na najlepszy kostium, konkurs na nowego potwora do nowej gry…

– Pływałeś rano na desce? – przerwał bratu Mike.

– Tak, bo co?

– Zimna woda pewnie zamroziła ci komórki mózgowe.

– Ha, ha.

– Nie sądzisz, że mamy dość na głowie? Ostatnią grę wypuściliśmy w grudniu, latem wyjdzie kolejna część „Fate Castle”, praca nad hotelami…

– Ale o to chodzi! Żeby nie spocząć na laurach. Sukces firmy zależy od fanów. Musimy stale o nich zabiegać. Im bardziej poczują się częścią świata, który my tworzymy, a oni kochają, tym lepiej dla nas.

Mike zadumał się. Sean ma rację. Hotel w Irlandii, choć jeszcze nieotwarty, był zabukowany na pół roku…

– Przy okazji omówimy z Bradym pomysł konwentu.

– O kurczę! – Sean parsknął śmiechem. – Gdzie fotograf? Trzeba uwiecznić tę chwilę.

Mike również się roześmiał.

– Dobra, dobra. Z figurkami też jestem za. Powiedz prawnikom, żeby dogadali się z producentem.

– Już powiedziałem.

– Jesteś bardzo pewny siebie – stwierdził z rozbawieniem starszy z braci. – W innych sprawach też masz rację. Zjazdy, konkursy… Tyle że do Irlandii jest daleko, a hotel w Nevadzie może być za mały, więc na tego typu imprezy najlepiej nada się posiadłość w Wyoming.

– Ponad sześćdziesiąt hektarów lasów, jezior, pól.

– Zatem dobrze się składa, że Wyoming przypadł tobie.

– Prawda? – Sean wyszczerzył zęby.

– Powinieneś się tam wybrać. Zobaczyć, jak to wygląda.

– Na miłość boską, Mike, jest styczeń! W styczniu w Wyoming jest zimno i pada śnieg. – Wzdrygnął się. – Posiadłość w Irlandii kupiliśmy po obejrzeniu jej w sieci…

– Tak, ale…

– Rozmawiałem z agentką od nieruchomości, prosiłem, żeby wszystko filmowała. Budynek wymaga remontu, ale sam teren jest świetny. To najważniejsze, prawda?

– Ale…

– Ty się zajmij swoim hotelem, a mnie zostaw mój. – Sean wstał. – Na razie mam na głowie konwent gier komputerowych, który odbędzie się za miesiąc w Chicago. Oraz stronę graficzną „Lamentu banshee”. Wyoming może poczekać do lata. – Potrząsając głową, ruszył do drzwi. – Surfer i śnieg? Kto to słyszał?

Mike zmarszczył czoło. Brady był szczęśliwy, mieszkając w Irlandii z żoną i nowo narodzonym synem. Sean był szczęśliwy, pływając na desce i planując rozwój firmy. A on? Psiakrew, prace w Nevadzie potrwają przynajmniej pół roku, czyli przyjdzie mu spędzić sporo czasu z Jenny Marshall. Z kobietą, która go okłamała.

Jenny usiadła z kieliszkiem wina i nakazała sobie spokój. Niechętnie przyjmowała rozkazy, nawet te od samej siebie. Podkuliwszy nogi, wyjrzała przez okno na dzieciaki sąsiadów grające w kosza po drugiej stronie ulicy.

Wynajmowała nieduży bliźniak zbudowany w latach czterdziestych. Stał przy wąskiej uliczce kilka przecznic od plaży. Czynsz był wysoki, ale miała blisko do pracy, poza tym mogła uprawiać ogródek, kupować ciastka od harcerek, rozmawiać z sąsiadami…

Upiła łyk i przeniosła spojrzenie na bezlistne gałęzie kołyszące się na wietrze. Powoli zapadał zmierzch, w oknach domów zapalały się światła. Upragniony spokój wciąż nie nadchodził, ale nic dziwnego…

Rozmyślała o nowej grze, którą Celtic Knot wkrótce wypuści, i o projektach do hotelu River Haunt. Kochała swoją pracę i naprawdę była za nią wdzięczna. Niestety jeden z szefów najchętniej by ją z niej wyrzucił.

Utkwiwszy wzrok w kieliszku, starała się zignorować żal, który ściskał ją za gardło. Od kilku miesięcy pracowała w firmie Mike’a Ryana. Ilekroć przebywali w tym samym pokoju, czuła emanującą od niego wrogość. Facet był uparty, bezwzględny, zarozumiały, mimo to na jego widok serce biło jej szybciej.

Oj, głupia! Czy to, co się stało rok temu, niczego jej nie nauczyło? Tamten wieczór w Phoenix był magiczny, ale jak w każdej bajce magia trwała tylko jedną noc. Potem królewicz zamienił się w ogra, a szklane pantofelki w gumowe klapki.

A zaczęło się tak cudownie. W wieczór poprzedzający konwent gier komputerowych poznała przystojnego mężczyznę o łobuzerskim uśmiechu i oczach niebieskich jak bezchmurne letnie niebo. Wypili razem drinka w barze, następnie zjedli kolację, później wybrali się na spacer i w końcu wylądowali w jej pokoju hotelowym. Pierwszy raz w życiu poszła do łóżka z nieznajomym…

Nigdy czegoś takiego nie przeżyła. Dziś wiedziała, że to bez sensu, ale tamtego wieczoru pozwoliła, aby rządziło nią serce, nie rozum. Uległa pożądaniu, namiętności, a rano zrozumiała, jak duży błąd popełniła.

Oparła głowę o fotel, zamknęła oczy i wróciła pamięcią do ranka, kiedy świat się zawalił, do ranka po najwspanialszej nocy jej życia.

Położyła głowę na jego piersi, wsłuchując się w równomierne bicie serca. Przez całą noc się kochali. Teraz wschodzące słońce barwiło niebo na złocisty róż, a ona wcale nie miała ochoty wstawać.

To było zupełnie nie w jej stylu. Nie miewała tego typu przygód, ale niczego nie żałowała. Od pierwszej chwili miała wrażenie, jakby znali się z Mikiem od lat. Nie wiedziała, jak ma na nazwisko, ale czuła, jakby był kimś bardzo bliskim.

 

– Najchętniej bym nie wstawał, ale muszę zejść wcześniej do sali…

– Ja też. Obiecałam wujowi, że przygotuję mu stoisko.

Wodził ręką po jej plecach, a ją przenikał dreszcz.

– Kim jest twój wuj?

– Hm? – zamruczała, zahipnotyzowana niskim seksownym głosem. – Hank Snyder, ze Synder Arts.

Mike znieruchomiał. Po chwili cofnął rękę i zepchnąwszy z siebie Jenny, usiadł.

– Co się stało? – spytała zdziwiona.

– Hank Snyder? – Wyskoczył z łóżka. Jego oczy błyszczały zimnym metalicznym blaskiem. Kiedy tak stał na tle okna, wyglądał jak nagi anioł zemsty.

Jenny zakryła się kocem. Odgarniając włosy z twarzy, patrzyła na Mike’a nic nierozumiejącym wzrokiem.

– Co się stało? – powtórzyła. – Znasz Hanka?

– Nie wierzę! I jeszcze ta nuta niewinności w twoim głosie… Jesteś naprawdę dobra!

Skonfundowana potrząsnęła głową. Rano, przed wypiciem kilku kaw, ludzie czasem gadają od rzeczy.

– Jaka nuta niewinności?

– Przestań! – warknął i włożył spodnie. – Muszę przyznać, że świetnie się spisałaś.

– O czym ty mówisz? – Zadrżała, jakby w pokoju zrobiło się przeraźliwie zimno. – Nic nie rozumiem.

– No jasne. – Pokiwał głową. – Udało ci się wczoraj mnie nabrać, okej, ale dziś, kiedy wiem, kim jesteś, mogłabyś sobie darować, bo to mnie tylko bardziej złości.

Nie wiedziała, co wzbudziło jego gniew, ale powoli w niej też narastała złość. W jednej chwili się kochali i przytulali, a w następnej się kłócili.

– Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi?

– Jednego nie pojmuję. Skąd wczoraj wiedziałaś, że będę w barze? – Ze spokojem, który zadawał kłam furii bijącej z jego oczu, zapinał guziki koszuli.

– Nie wiedziałam. Sama też nie miałam zamiaru tam być; w ostatniej chwili podjęłam decyzję.

– Wuj wszystko pięknie zaplanował.

– Co on ma z tym wspólnego?

Mike parsknął sarkastycznym śmiechem.

– Wszystko, kotku. Nie zgrywaj niewiniątka. Od półtora roku firma Snyder Arts namawia nas, abyśmy do tworzenia gier używali jej programu. – Skierował wzrok na biust Jenny. – Najwyraźniej Hank postanowił użyć innych argumentów.

Kiedy zrozumiała, o co Mike ją oskarża, wyskoczyła z łóżka. Wolała walczyć na stojąco.

– Uważasz, że wuj kazał mi cię uwieść? – Trzymała przed sobą koc, jakby to była tarcza mogąca osłonić ją przed bólem. – I przekonać do jego programu?

– Tak.

Jenny zakręciło się w głowie. Czuła się znieważona i upokorzona. Przed oczami przebiegały jej obrazy z wczorajszego wieczoru i nocy. Widziała Mike’a, który pochyla się nad nią, a potem w nią wchodzi. Widziała siebie, jak zaciska wokół niego uda. Widziała pocałunki, pieszczoty. A potem nagle film się urywał. Stała w zalanym słońcem pokoju i patrzyła na obcego faceta, który znał jej ciało – ale wyłącznie ciało.

– Coś ty za jeden, do cholery? – spytała drżącym głosem.

– Mike Ryan.

Mike Ryan, jeden z właścicieli Celtic Knot. Znała ich gry komputerowe, od lat podziwiała talent ich grafików. Marzyła o tym, by kiedyś u nich pracować. Teraz szansa na to zmalała do zera. Po pierwsze Mike uważa ją za dziwkę i szpiega, po drugie ona nie wyobraża sobie pracy u kogoś, kto wydaje o innych tak krzywdzące opinie.

– Czyli wiesz, kim jestem… – Mike pokiwał głową, jakby potwierdziły się jego podejrzenia.

– Teraz wiem, ale wczoraj… nie wiedziałam. – Jedną ręką ściskała koc, drugą odgarnęła włosy.

– Mam ci wierzyć na słowo, tak?

Zmrużyła oczy.

– Najwyraźniej wystarczą ci własne podejrzenia. Skoro już wiesz, kim jestem i czego się dopuściłam, po co mamy się spierać?

– Wiesz co? Jesteś bardziej przekonująca jako uwodzicielka niż jako niewiniątko.

Jenny wzięła głęboki oddech.

– Ty bezczelny zarozumiały sukinsynu!

Uniósł brwi. W jego oczach pojawił się wyraz rozbawienia.

– Brawo! Twój wybuch gniewu wygląda prawie na autentyczny.

Serce waliło jej jak młotem.

– Boże, ale z ciebie kretyn! Ja nic nie udaję. Zastanów się: to ty zaczepiłeś mnie w barze, nie odwrotnie. I nikt cię na siłę nie ciągnął do łóżka. Z tego, co pamiętam, byłeś całkiem chętny.

– A ty niby nie?

– Dobra, nie muszę tego słuchać! Do widzenia. – Zamaszystym gestem wskazała drzwi.

Mike chwycił czarną marynarkę.

– Idę, idę, spokojna głowa. Nie zostałbym tu, nawet gdybyś mnie błagała.

– Spokojna głowa, nie mam zamiaru.

Prychnął pogardliwie. Doszedłszy do drwi, obejrzał się przez ramię.

– Przekaż wujowi, że jego podstęp się nie udał. Celtic Knot nie nawiąże z nim współpracy bez względu na to, ile ponętnych siostrzenic wrzuci mi do łóżka.

Jenny sięgnęła po kieliszek. Mike zdążył wymknąć się na korytarz, zanim szkło rozbiło się o drzwi.

Wypiła kolejny łyk wina. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś spotka Mike’a, ale pół roku później jego brat Sean złożył jej propozycję, której nie potrafiła odrzucić. Uznała, że nie może zmarnować okazji, Mike nie był tego wart. Właściwie przyjmując pracę w Celtic Knot, pokazała mu, że nie zniszczył jej, nie zranił. Oczywiście to nieprawda, ale nie musi o tym wiedzieć. A sama praca była fantastyczną przygodą, która stawała się koszmarem tylko wtedy, gdy mieli z sobą bezpośredni kontakt.

Niestety w ciągu najbliższych miesięcy zanosiło się na częste kontakty. Jenny była zachwycona, że wyznaczono ją do zaprojektowania malowideł na ściany w hotelu River Haunt, lecz przerażała ją myśl o współpracy z Mikiem. Nie zamierzała jednak rezygnować. Wiedziała, że Mike chciałby tego, ale to był jego problem. Ona miała czyste sumienie.

Jeśli ktokolwiek powinien przepraszać, to on. Obraził ją, upokorzył, a potem wyszedł, nie słuchając jej wyjaśnień. Więc dlaczego ona ma ponosić karę?

Pukanie wyrwało ją z zadumy. Otworzyła drzwi. Mike wparował do środka.

– Zapraszam – powiedziała ironie. – Czuj się jak u siebie.

Popatrzył na nią oczami w kolorze lodu.

– Musimy porozmawiać.

ROZDZIAŁ DRUGI

Miała na sobie jasnozielony T-shirt i opięte dżinsy z rozdarciem na kolanie. Była boso, włosy miała potargane, oczy wpatrzone w niego. Wyglądała fantastycznie… i w tym tkwił problem.

Na wszelki wypadek Mike wsunął ręce do kieszeni. Weź się w garść, stary! Przyszedł w konkretnym celu i nie powinien się rozpraszać.

Powiódł wokół wzrokiem. Dwa fotele obite kwiecistą tkaniną oraz sofa w żółto-niebieskie paski. Kilka małych stolików oraz dwie mosiężne lampy, drewniana podłoga, nieco porysowana, kilka dywaników… Ściany jasnozielone, przywodzące na myśl wiosnę, obrazy oraz fotografie. Na jednej ścianie mural, przypuszczalnie autorstwa Jenny.

Nie mógł oderwać od niego oczu. Malowidło przedstawiało scenę jakby żywcem wziętą z którejś z irlandzkich legend. Las o świcie… poranna mgła ścieląca się nad polaną… pierwsze promienie słońca przenikające przez gałęzie drzew i tworzące cętki na pokrytej liśćmi ziemi. W dalszym planie kwiecista łąka, a na wysokich drzewach duszki z delikatnymi skrzydełkami, które wyglądały tak, jakby trzepotały.

– Czego chcesz, Mike?

Dobre pytanie! Nie powinien był przychodzić, ale nie miał wyjścia. Nie mógł powiedzieć Seanowi, dlaczego nie chce z nią pracować. Tego brakowało, by przyznał się bratu, jaki okazał się łatwowierny.

Ale Jenny zrozumie. Jeżeli przekona ją, aby poprosiła Seana o przydzielenie jej innego projektu, problem zniknie.

Dobra, nie ma się co zastanawiać. Raz kozie śmierć!

– Chciałbym, żebyś wycofała się z River Haunt.

– A ja bym chciała być dziesięć centymetrów wyższa i mieć mniejsze piersi – odrzekła bez mrugnięcia okiem. – Niestety nie wszystkie pragnienia się spełniają.

Mniejsze piersi? Zwariowała? Po chwili przywołał się do porządku.

– Oboje wiemy, że wspólna praca to zły pomysł.

– To prawda. – Jenny wypięła dumnie biust, który chciała zmniejszyć. – Może to ty powinieneś się wycofać? Zamienić hotelami z Seanem? Lubię twojego brata.

– Zostaw go w spokoju.

– Bez przesady, Mike! – zirytowała się. – Myślisz, że ktoś mi płaci, żebym go uwiodła?

– Tego nie powiedziałem!

– A co powiedziałeś? – Oparła ręce na biodrach. Koszula na jej „zbyt dużych” piersiach napięła się kusząco.

– Żebyś nie mieszała do tego Seana. Ta sprawa dotyczy wyłącznie nas.

– W porządku. Więc mu powiedz, że wolisz jechać do Wyoming, a on niech się zajmie River Haunt w Nevadzie.

– Nie.

Jenny wzruszyła ramionami i zostawiając za sobą smugę perfum o waniliowej nucie, skierowała się w stronę fotela pod oknem.

– Skoro żadne z nas nie chce ustąpić, nie mamy o czym rozmawiać. – Usiadła i sięgnęła po stojący obok kieliszek wina.

– Jeszcze nie skończyliśmy.

Na zewnątrz zapadł zmrok. W domu sąsiada paliły się światła. W styczniu noce na plaży bywały chłodne, ale Mike’owi było gorąco jak w środku upalnego lata. Oczy Jenny lśniły, wargi lekko drżały. Nie, wcale się go nie bała. Ich utarczka sprawiała jej przyjemność.

Pokiwał głową. Jenny zawsze broniła swoich racji. Kilka razy widział, jak ściera się ze starszymi, bardziej doświadczonymi grafikami. Na zebraniach zaciekle walczyła o pomysły, które uważała za słuszne. Podziwiał jej determinację, ale teraz wolałby ją widzieć bardziej uległą.

– Mike, ja z tobą też nie chcę pracować przy River Haunt, ale czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy na siebie skazani. Pogódź się z tym.

– Mowy nie ma! – Odwrócił wzrok. W blasku lampy jej włosy lśniły złociście. Nie powinien był tu przychodzić! Gdyby był mądry, pożegnałby się i wyszedł.

Przez chwilę stał niezdecydowany, wpatrując się w magiczne malowidło ścienne. Las był dość ciemny, ale skrzydlate duszki na gałęziach nadawały mu lekkości i humoru. Im dłużej Mike się wpatrywał w obraz, tym więcej odkrywał skrzydlatych stworków: za konarami, obok głazów, w wartko płynącym strumyku.

– Świetny jest ten mural – powiedział, zanim zdołał ugryźć się w język.

– Dziękuję. – Na twarzy Jenny odmalował się wyraz zdumienia. – I jeśli się zastanawiasz, to nie ukradłam tej sceny z żadnej waszej gry.

Posłał jej miażdżące spojrzenie, które nie wywarło na niej najmniejszego wrażenia.

– Nie powiedziałem, że coś ukradłaś.

– Ale pewnie miałeś to na końcu języka. – Wypiła łyk wina. – Wiem, co o mnie myślisz.

– Dziwisz się?

Przeczesał włosy, po czym potarł szyję. Chociaż go okłamała, na samą myśl o niej czuł dreszcze. W firmie trzymał się od niej z daleka, ale tu, w jej domu, w półmroku… tu było niebezpiecznie. Mimo to nie skierował się ku wyjściu. Przeciwnie, postąpił krok w jej stronę.

– Dziwię się, że wyrobiłeś sobie o mnie zdanie, nie pozwalając mi się wytłumaczyć.

– Wytłumaczyć? A to dobre! Twój wuj jest szefem Snyder Arts.

– Na miłość boską! – Odstawiła z hukiem kieliszek.

– Co? Może się mylę?

– Nie. Wuj nadal rządzi Snyder Arts, ale nie mną.

– Jesteście rodziną.

– Szanującą się rodziną i dlatego wuj nie poprosiłby mnie o to, o co mnie podejrzewasz. – Na moment Jenny zamilkła. – Sean nigdy nie kwestionował mojej prawdomówności.

– Jest bardziej ufny ode mnie.

– A to niespodzianka – mruknęła. – Powiedz: czy kłamałbyś i oszukiwał dla swojej rodziny?

– Nie – odparł Mike.

Wiedział, ile zła kłamstwo może wyrządzić. Jako dziecko obiecał sobie, że będzie unikał kłamców. Dlatego nie ufał Jenny. I tego nic nie zmieni.

 

– A zakładasz, że ja bym to robiła.

– Nie zakładam. Wiem.

– Chryste, aleś ty uparty! Nie okłamałam cię. Nie wykorzystałam.

– Każdy złodziej mówi, że jest niewinny.

Jenny poderwała się z fotela.

– Wymień jedną rzecz, jaką ukradłam.

– Okej, niczego nie ukradłaś. Jeszcze nie ukradłaś. Jesteś złodziejem in spe.

– Więc dlaczego mnie nie zwolnisz? Albo nie każesz Seanowi mnie zwolnić?

– Nie chowam się za plecami brata. Jeśli kiedykolwiek zdobędę dowód, że nas zdradziłaś, od razu stąd wylecisz. Podejrzenie to nie dowód.

Prychnąwszy pogardliwie, cofnęła się dwa kroki i skrzyżowała ręce na swoich wspaniałych piersiach.

– Złodziej in spe to jak ciąża in spe albo książka in spe. Czyli coś, czego nie ma. Byłabym wdzięczna, gdybyś przestał rzucać bezpodstawne oskarżenia.

Im bardziej była zła, tym bardziej stawała się seksowna. Krew napłynęła jej do policzków, oczy błyszczały groźnie. Mike poczuł rosnące podniecenie.

Większość kobiet przyznawała mu rację, uśmiechała się kokieteryjnie, flirtowała, starała mu się przypodobać. Jenny była inna. Miała własne zdanie i nie bała się go głosić, a to było równie seksowne jak błysk w jej oczach.

– Dobra, dobra, oboje wiemy, o co chodzi. Twojemu wujowi marzy się kontrakt z Celtic Knot. Ty, jego kochana siostrzenica, „przypadkiem” zawierasz ze mną znajomość, idziesz ze mną do łóżka i co? Mam wierzyć, że nie jesteś z wujem w zmowie? – Otworzyła usta, ale nie dopuścił jej do głosu. – A po kilku miesiącach przychodzisz do Celtic do pracy i lądujesz na stanowisku głównego grafika.

– Zapominasz o drobnym szczególe: nie ja przyszłam do was, tylko Sean zadzwonił do mnie.

Nigdy nie mówił bratu o nocy z Jenny. Gdyby to zrobił, może Sean nie wyszedłby z propozycją pracy. Ale byłoby szkoda, bo jednak Jenny była znakomitą graficzką.

– Sean zaproponował, a ty przyjęłaś. – Zmrużył oczy. – Pytanie brzmi: dlaczego? Stęskniłaś się za mną? Czy może jesteś korporacyjnym szpiegiem?

– Złodziej, szpieg… Twoja paranoja nie ma granic.

– Nie jestem paranoikiem, jeśli ty jesteś szpiegiem.

Zniecierpliwiona potrząsnęła głową.

– Nic do ciebie nie dociera, prawda? W porządku, myśl sobie, co chcesz.

– Tamten wieczór w Phoenix… To też zbieg okoliczności? – Uniósł pytająco brwi. – Przypadkiem byłaś w moim hotelu?

– A może to ty, zarozumiały głupcze, byłeś w moim?

O mało nie wybuchnął śmiechem, ale nie ma nic śmiesznego w byciu okłamywanym. Ujrzał przed oczami zapłakaną matkę, zawstydzonego ojca… Odsunął od siebie te obrazy. To nie był na nie czas ani miejsce.

– Jasne, specjalnie cię szukałem.

– To ty podszedłeś do mnie w barze – przypomniała mu.

– Byłaś piękna. I samotna.

Tamtego wieczoru patrzył, jak Jenny przez godzinę sączy kieliszek wina. Różni ludzie wchodzili i wychodzili, ale nie zwracała na nich uwagi. Barman coś do niej zagadywał, próbował z nią flirtować, ale jego też ignorowała. Chyba nie zdawała sobie sprawy, jak wielkie wywiera wrażenie.

Była drobna i krucha, chciało się do niej podejść i chronić ją przed wszelkim złem. Była także wyjątkowo piękna i miała cudne krągłości. Aż kusiło, by zabrać ją w ciche ustronne miejsce, ściągnąć z niej krótką czerwoną sukienkę i buty na cienkich jak szpilka obcasach.

Czy mógł się oprzeć pokusie? Musiałby być z kamienia.

Nieoczekiwany komplement sprawił, że Jenny się zaczerwieniła. Mike patrzył zafascynowany, jak jej policzki przybierają coraz bardziej intensywny kolor.

– Posłuchaj. – Głos miała spokojny. – Zostawmy przeszłość. Skupmy się na teraźniejszości i przyszłości. – Napotkała jego spojrzenie. – Nie wycofam się z projektu. Po pierwsze, to moja praca, a po drugie, cieszy mnie możliwość graficznego zaaranżowania wnętrza.

– Mnie nie cieszy.

– To twój problem. Zamień się na lokalizację z Seanem.

– To moja firma. Nie mów mi, co mam robić – powiedział zirytowany.

– Sean mnie zatrudnił. Jak ci to nie odpowiada, porozmawiaj z nim.

– Rozmawiałem. – Mike przeczesał palcami włosy i zaczął przemierzać salon nie dlatego, że odczuwał potrzebę ruchu, ale dlatego, by uciec od perfum, którymi Jenny pachniała. – Ale on nie wie o Phoenix, więc nie rozumie, dlaczego się czepiam.

– To mu powiedz. Skoro uważasz, że jestem złodziejką, której nie można ufać, powiedz mu, niech mnie zwolni.

– Nie mam zamiaru się przyznawać, że dałem się podejść kobiecie, która bardziej przypomina jednego ze swoich skrzydlatych duszków niż cholernego szpiega.

– Złodziejka i szpieg. Co jeszcze?

– Jeśli nie szpiegujesz dla wuja, to czego szukasz w Celtic Knot? Wiedziałaś, że nie możemy bez końca się unikać, że prędzej czy później wylądujemy razem przy jakimś projekcie. Myślisz, że znów dam się wykorzystać?

Pytanie to dręczyło go od dnia, gdy w dziale graficznym zobaczył kobietę, o której nie potrafił zapomnieć.

Psiakość! Chciał, by Jenny przekonała go, że się myli, że jego podejrzenia są bezpodstawne. Chciał, by okazała się kobietą, za którą ją uważał tamtego wieczoru w Phoenix.

– Posłuchaj, ty uparty… niedowiarku. Przyjęłam tę pracę pomimo ciebie, a nie z powodu ciebie. Sean zaproponował mi coś, co kocham i w czym jestem dobra. Miałam odmówić, bo mogę natknąć się w korytarzu na twoją podejrzliwą gębę?

– Kłamiesz. Jestem pewien, że przyszłaś do Celtic z mojego powodu. – Wbił w nią wzrok. – Miałaś nadzieję, że znów mnie zaciągniesz do łóżka.

Podskoczyła, jakby ją spoliczkował.

– Ty zadufany, zarozumiały… – Zamilkła na chwilę. – Seks z tobą wcale nie był aż tak rewelacyjny.

Parsknął śmiechem.

– Kłamiesz!

– Wynoś się stąd! Nie mogę na ciebie patrzeć!

Potrząsnął głową.

– Przeżyliśmy fantastyczną noc. Wiesz o tym dobrze.

– Błagam cię…

Chwycił ją za ramiona i przyciągnął do siebie.

– Dobrze. Skoro tak ładnie prosisz.

Przywarł ustami do jej warg. O niczym tak bardzo nie marzył od czasu ich rozstania w Phoenix. Przez sekundę czy dwie Jenny usiłowała się wyrwać, a potem się poddała. Znikło wahanie, znikły wątpliwości. Wspiąwszy się na palce, objęła go za szyję. Gdy ją podniósł, otoczyła go w pasie nogami. Zacisnął ręce na jej pośladkach i tak stali, całując się. Trawiło go pożądanie.

Czy jadąc dziś do Jenny, wiedział, że do tego dojdzie? Nieważne, odpowiedział w duchu, wnikając językiem w jej usta. Nic się teraz nie liczyło poza chwilą obecną.

Żadna kobieta nie działała na niego tak silnie. Miał wrażenie, że jego ciało i mózg to dwa odrębne, nie połączone ze sobą byty. Rozum mu mówił, że nie powinien ulegać pokusie, ale ciało nie przyjmowało tego do wiadomości. Pragnęło Jenny, potrzebowało… jeszcze jednej nocy z nią. W niej, na niej, pod nią.

Oderwał usta od jej warg i przycisnął je do szyi, tuż przy obojczyku. Wyczuł jej puls. Ich serca biły jednym rytmem.

– Mike… Nie powinniśmy…

– Wiem – szepnął. – Mam cię puścić?

– Nie.

– To dobrze. – Przytulił ją mocniej. – O Chryste! – jęknął. – Wykończysz mnie.

– Tak mówisz? – spytała z uśmiechem.

– Tak mówię. Nie wiem, dlaczego…

– Dlaczego co? – zamruczała.

– Dlaczego tak na mnie działasz.

– Też nie wiem – odparła szeptem, całując go po szyi. – To znaczy, dlaczego ty tak na mnie działasz.

– Sypialnia – mruknął. – Gdzie jest sypialnia?

– Na prawo. – Jej oddech parzył jego skórę.

Na szczęście bliźniak był nieduży, więc droga do sypialni nie trwała długo. Podobnie jak reszta domu, pokój był mały i ciasny. Przy jednej ścianie stało podwójne łóżko z kolorową narzutą, obok krzesło. W wychodzącym na ogródek oknie wisiały jasnożółte zasłony. Naprzeciwko łóżka stała toaletka z szerokim lustrem.

Mike położył Jenny na materacu i podpierając się na łokciach, położył się na niej. Po chwili zdjął jej T-shirt i cisnął go w róg pokoju. Od tego, czego pragnął najbardziej, dzielił go biały koronkowy stanik. Odnalazł na plecach zapięcie, potem zsunął ramiączka i wzdychając błogo, pochylił głowę i zacisnął wargi na sutku. Pieścił obie piersi językiem. Jenny oddychała coraz szybciej. Z jej ust wydobył się jęk, który zdawał się odbijać echem od ścian.

Mało! Wciąż mu było mało! Przysiadł na piętach i rozpiął Jenny dżinsy. Uniosła biodra, pomagając mu je zsunąć. Przy okazji zsunął figi. Wreszcie leżała naga, tak rozpalona jak on.

– Masz za dużo na sobie – szepnęła, gorączkowo rozpinając mu koszulę. – Boże, nienawidzę guzików. Dlaczego jest ich aż tyle?

– Nie lubisz guzików. – Rzucił koszulę na podłogę. – Zapamiętam.

Gładziła go po ramionach, ściskała, zostawiając na skórze ślady paznokci. Zacisnął powieki, próbując zapanować nad popędem. Chciał cieszyć się tą chwilą, chciał, by trwała jak najdłużej.