Do utraty tchuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maureen Child
Do utraty tchu

Tłumaczenie:

Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Colton King nawet nie widział pięści, którą dostał w szczękę. Potrząsnął głową i zablokował kolejny cios. Wściekły mężczyzna, który chwilę wcześniej wpadł do gabinetu Coltona, cofnął się o krok.

– Doczekał się pan – warknął.

– Co, do diabła? – Colt rzucił spakowany worek marynarski na podłogę. – O co panu chodzi?

Gorączkowo myślał, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Nie znał tego człowieka i nie przypominał sobie, by ktokolwiek w ogóle miał powód, aby go uderzyć. Jego związki z kobietami zawsze kończyły się przyjaznym rozstaniem. Nawet z Connorem, własnym bratem bliźniakiem, od tygodni się nie pokłócił.

Owszem, w biurze King’s Extreme Adventures w Laguna Beach w Kalifornii pojawiło się kilku niezadowolonych klientów, którzy nie doczekali się obiecanej wysokiej fali.

Colton i Connor organizowali wakacje dla zamożnych, uzależnionych od adrenaliny ludzi, więc jasna sprawa, że więcej niż kilka razy, gdy coś nie wyszło, klienci byli wściekli i robili awantury. Żaden z nich jednak nie uderzył Coltona. Do tej pory.

– Kim pan jest, do diabła?

– Wezwałam ochronę – oznajmiła stojąca w drzwiach kobieta.

Colton nawet nie zerknął na Lindę, która była sekretarką jego i Connora jednocześnie.

– Dzięki. Zawołaj Connora.

– Już się robi – odparła Linda.

– Wzywanie ochrony niczego nie zmieni – oznajmił mężczyzna. – Pozostanie pan tym, kim jest: draniem i egoistą.

– Okej – mruknął Colton. Swoją drogą nie po raz pierwszy to słyszał, a jednak pomógłby mu jakiś kontekst. – Zechce mi pan wyjaśnić, o co chodzi?

– Też chciałbym to wiedzieć. – Do pokoju wkroczył Connor i stanął obok brata.

Colton ucieszył się na jego widok, choć dałby sobie radę. Ale zapewne nie byłoby najlepiej, także dla firmy, gdyby w gabinecie bił się na pięści. Obecność Connora pomoże mu poskromić temperament.

– Nieźle mnie pan zdzielił. Teraz proszę mi powiedzieć, dlaczego.

– Nazywam się Robert Oaks.

Oaks. Głęboko zakopane wspomnienia w oślepiającym pędzie powróciły do Coltona, który zamarł w bezruchu. Przypatrywał się nieznajomemu, który mierzył go spojrzeniem, i w tych zmrużonych zielonych oczach dojrzał… tak, coś znajomego.

Jasny szlag. Minęły prawie dwa lata, odkąd ostatnio patrzył w podobne oczy. To było pod koniec pewnego tygodnia w Las Vegas, który miał być zwyczajny, a okazał się fantastyczny. Choć chciał go na zawsze wymazać z pamięci, nie był w stanie tego zrobić. Wciąż pamiętał poranek po ślubie, który wziął z Penny Oaks w tandetnej kaplicy przy głównej ulicy Vegas. Poranek, gdy jej oznajmił, że się rozwiodą, a potem podziękował za fantastyczny tydzień i wyszedł, zostawiając Penny w pokoju hotelowym.

Nie chciał wracać do tego myślą. Ale teraz stał przed nim mężczyzna, który zapewne był jej bratem.

Robert Oaks skinął głową.

– Przynajmniej pan to pamięta.

– Co pamiętasz? – zapytał Connor.

– Nic. – Colton nie zamierzał dyskutować o tym z bratem. W każdym razie nie w tym momencie.

– Och, nic. A to dobre. – Oaks potrząsnął głową z niesmakiem. – Tego się właśnie spodziewałem.

Coltona ogarnęła złość. Cokolwiek kiedyś łączyło go z Penny, to była tylko ich sprawa. Nie interesowała go opinia jej brata.

– Po co pan tu przyjechał?

– Żeby zrobił pan to, co należy – warknął Robert. – Chociaż wątpię, żeby było pana na to stać. – Zacisnął pięść. – Myślałem, że mi wystarczy, jak dam panu w gębę, ale jak widzę, to za mało.

Do złości Coltona dołączyło zniecierpliwienie. Czekał na niego prywatny samolot Kingów, którym miał lecieć na Sycylię. Nie straci ani jednej minuty więcej na Roberta Oaksa.

– Może przestanie pan mówić ogródkami i powie wprost? Po co pan przyjechał?

– Moja siostra jest w szpitalu.

– W szpitalu? – Oczami wyobraźni Colton natychmiast zobaczył inny szpital, zimne zielone ściany, ponure szare linoleum i zapach strachu oraz środków antyseptycznych, który wypełniał każdy oddech.

Przez sekundę czy dwie czuł na piersi ciężar, który ciągnął go w przeszłość, do której nie chciał wracać. Przeczesując palcami włosy, skupił wzrok na bracie Penny.

– Wczoraj usunięto jej wyrostek – oznajmił Robert.

Colton odetchnął z ulgą, że to nic groźniejszego.

– Dobrze się czuje?

Robert parsknął drwiącym śmiechem.

– Tak, dobrze. Poza tym, że martwi się, jak zapłaci za szpital. I martwi się o bliźniaki. Pańskie bliźniaki.

Nagle w pokoju zabrakło powietrza. Colton nie był w stanie wziąć oddechu.

– Moje… – Pokręcił głową, próbował się z tym zmierzyć. Ale jak można się z czymś takim zmierzyć, kiedy to spada na człowieka tak ni stąd, ni zowąd? Co niby miał, do diabła, zrobić? Co powiedzieć?

Potarł twarz, w końcu nabrał powietrza i rzekł:

– Bliźniaki? Penny ma dziecko?

– Dwoje – poprawił go Robert, przenosząc wzrok z Coltona na Connora. – Widocznie u was to rodzinne.

– I nic mu nie powiedziała? – Connor był równie oszołomiony jak brat.

Colton był wściekły. Penny słówkiem o tym nie pisnęła. Ukryła przed nim, że zaszła w ciążę. Przemilczała, że urodziła dwójkę jego dzieci.

Więc jest ojcem! Ciężar na piersi powrócił, ale tym razem Colton go zignorował.

– Gdzie są dzieci? – spytał krótko.

Robert spojrzał na niego nieufnie. Colton zdał sobie sprawę, że wygląda, jakby lada moment miał wybuchnąć.

– Opiekujemy się nimi ja i moja narzeczona.

Colton był ojcem bliźniąt i nic o nich nie wiedział. Jak to w ogóle możliwe? Zawsze był ostrożny. Najwyraźniej namiętność tak mu zaćmiła umysł, że nie zachował dość rozwagi. Jakiś cichy głos w tyle głowy szepnął, że to wszystko może być nieprawdą. Że Penny okłamała brata, że to nie jego dzieci. Ale gdy tylko przyszło mu to do głowy, odsunął tę myśl. To byłoby zbyt proste, a Colton świetnie wiedział, że w takich sprawach nie ma nic prostego.

– Chłopiec i dziewczynka, jeśli to pana interesuje.

Gwałtownie podniósł głowę i popatrzył na Roberta. Chłopiec i dziewczynka. Nie miał pojęcia, co powinien czuć. Jedno, czego w tym momencie był pewien, to to, że matka jego dzieci jest mu winna wyjaśnienia.

– To chyba jasne, że mnie interesuje. Niech mi pan powie, w którym szpitalu jest Penny.

Wziął od Roberta wszystkie informacje, także jego adres i numer telefonu. Kiedy pojawili się ochroniarze, Colton ich odesłał. Nie będzie wnosił oskarżenia przeciw bratu Penny – gość był wkurzony i bronił swojej rodziny. Colton zachowałby się tak samo. Ale po wyjściu Roberta dał upust złości, posyłając kopniakiem marynarski worek na drugi koniec pokoju.

Connor oparł się o drzwi.

– Więc nici z wycieczki na Sycylię?

Colt powinien już siedzieć w samolocie. Miał wypróbować nowe miejsce do uprawiania BASE jumpingu, najniebezpieczniejszej odmiany spadochroniarstwa.

Teraz jednak czekał go zupełnie inny skok adrenaliny. Zerknął na brata z ukosa.

– Taa, nici.

– No i jesteś ojcem.

– Na to wygląda.

Mówił spokojnie, prawda? Chociaż nie był spokojny. Kotłowało się w nim wiele emocji, wiele myśli, nie potrafił nawet oddzielić jednej od drugiej. Powołał na świat dwójkę dzieci i nic o tym nie wiedział? Czy nie powinien tego jakoś wyczuć? Czy nie powinien, do cholery, zostać o tym poinformowany?

Usiłował dojść z tym do ładu i nie potrafił. Żaden dzieciak nie zasługuje na takiego ojca jak on. Pomasował pierś, jakby mógł tym złagodzić umiejscowiony tam ból, i wypuścił wstrzymywane powietrze. Jak niby miał się czuć? Złość łączyła się z przerażeniem.

– Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć?

Colton spojrzał na brata.

– Pytasz poważnie? Zapomniałeś, że właśnie sam się dowiedziałem?

– Nie mówię o bliźniakach, mówię o ich matce.

– Nie ma o czym gadać – skłamał. Prawdę mówiąc, było dużo do opowiadania, tyle że nie chciał o tym mówić. Wciąż nie potrafił tego wytłumaczyć. – To było podczas konferencji w Vegas prawie dwa lata temu.

– Tam ją poznałeś?

Colton przeszedł przez pokój i podniósł worek spakowany na wyprawę na Sycylię. Zarzucił go na ramię i odwrócił się do brata.

– Nie chcę teraz o tym rozmawiać, okej?

Jeżeli w ciągu najbliższych dziesięciu sekund stąd nie wyjdzie, chyba eksploduje. W środku aż się gotował.

– Szkoda – rzekł krótko Connor. – Właśnie się dowiedziałem, że jestem stryjem. Powiedz mi coś o tej kobiecie.

Brat nie odpuszczał. Na jego miejscu Colton też domagałby się odpowiedzi, więc nie mógł mieć mu za złe.

– Nie mam wiele do powiedzenia – burknął przez zęby. – Poznałem ją na konferencji dotyczącej sportów ekstremalnych. Spędziliśmy razem tydzień, a potem…

– Potem?

Colt westchnął.

– Wzięliśmy ślub.

Gdyby nie był w tak paskudnym nastroju, na widok miny brata wybuchnąłby histerycznym śmiechem. Nigdy nie widział Connora w takim szoku. No ale nie było w tym nic dziwnego. Sam czuł się, jakby dostał w głowę.

– Ożeniłeś się? – Connor wszedł głębiej do pokoju. – I nie raczyłeś mnie o tym poinformować?

– To małżeństwo trwało dosłownie chwilę – odparł Colton. Dotąd nie wierzył, że tak dalece uległ namiętności. Nie wspomniał o tym Connorowi, bo sam sobie nie umiał tego wytłumaczyć.

Odwrócił się i spojrzał przez okno na ocean. Na falach pływali surferzy. Wzdłuż plaży spacerowali turyści, robiąc zdjęcia. Jasne żagle trzepotały na wietrze. Świat kręci się jakby nigdy nic. Wszystko wygląda absolutnie normalnie. A jednak… nic już nie jest takie samo jak dawniej.

 

– Colt, minęły prawie dwa lata i słowem nie pisnąłeś?

– Nie wiedziałem, jak to powiedzieć. Nadal nie rozumiem, jak do tego doszło. – Kręcąc głową, zdusił rosnącą złość. – Wróciłem do domu, rozwiodłem się i uznałem, że jest po sprawie. Nie było sensu mówić o czymś, co już nie istniało.

– Nie wierzę, że się ożeniłeś.

– Ja też – mruknął i wrócił spojrzeniem do oceanu, z nadzieją, że ten widok jak zwykle go uspokoi. Tym razem tak się nie stało. – Uznałem, że nie ma o czym mówić.

– Cóż, myliłeś się.

– Na to wygląda. – Już policzył, że dzieci mają osiem miesięcy. I przez osiem miesięcy ich życia ani razu ich nie widział. Nie domyślał się ich istnienia. Znów ogarnęła go złość, a nawet wściekłość.

Minęły prawie dwa lata, odkąd widział Penny, choć myślał o niej częściej, niż chciał przyznać. Ale w tej chwili nie chodziło o wspomnienia ani o pożądanie, które Penny w nim budziła. Ta kobieta z rozmysłem ukrywała przed nim dzieci. Przecież mogłaby go znaleźć, gdyby chciała. Nie ukrywał się. Jego rodzina była znana.

– Dobra. Więc co zamierzasz?

Colton odwrócił się plecami do oceanu.

– Pojadę do mojej byłej żony – rzekł z determinacją. – Potem zabiorę dzieci.

Przy każdym ruchu Penny czuła ból. To jej jednak nie powstrzymało. Krzywiąc się, ostrożnie się obróciła, aż sięgnęła stolika na kółkach, gdzie leżał laptop. Przyciągnęła go i podciągnęła się wyżej na łóżku, poruszając się o wiele wolniej, niżby chciała.

Przywykła w życiu raczej pędzić. Miała na głowie firmę, dom i dwójkę dzieci, więc tylko pędząc, mogła wszystkiemu podołać. Zmuszona leżeć nieruchomo w szpitalnym łóżku, dostawała kręćka.

Poza tym każda spędzona tam chwila to kolejne dolary na rachunku, który wkrótce dostanie. Każda spędzona tam chwila to pozbawienie dzieci matki. Choć Penny ufała bratu i jego narzeczonej Marii, rozpaczliwie tęskniła za bliźniakami. Pracowała w domu, więc była z nimi na okrągło. Z dala od nich czuła się, jakby straciła rękę albo nogę.

Wyciągnęła się, by jeszcze przysunąć stolik i jęknęła, kiedy przeszył ją ostry ból.

– Pewnie nie powinnaś się ruszać.

– O Boże. – Zamarła, nie miała odwagi nabrać powietrza. Znała ten głos. Słyszała go w snach, każdej nocy. Ściskając brzeg stolika, spojrzała w stronę drzwi, gdzie stał On. Colton King. Ojciec jej dzieci, główny bohater wszystkich jej fantazji i snów, były mąż i ostatni mężczyzna na ziemi, którego chciała widzieć.

– Zaskoczona? – spytał.

To słowo w żaden sposób nie opisywało jej uczuć.

– Można tak powiedzieć.

– Cóż – warknął. – Więc pewnie trochę rozumiesz, jak ja się czuję.

Robert, pomyślała ponuro. Zabije brata. To w zasadzie ona go wychowała i kochała całym sercem. Ale za to, że pojechał do Coltona i ją wydał, Robert jej zapłaci.

– Co tu robisz?

Powoli wszedł do pokoju. Poruszał się jakby leniwie, ale Penny nie dała się zwieść. Czuła emanujące od niego napięcie i szykowała się do konfrontacji.

Colton wsunął ręce do kieszeni czarnych dżinsów. W butach na grubej gumowej podeszwie stąpał niemal bezgłośnie. Trochę za długie czarne włosy podkręcały się na kołnierzyku czerwonego swetra. Ale to jego oczy ją przyciągały. Hipnotyzowały tak samo jak niemal dwa lata wcześniej. Były bladoniebieskie, w kolorze zimowego nieba, ocienione czarnymi rzęsami, za które kobieta dałaby się zabić.

Teraz te zimne oczy patrzyły prosto na nią.

Nadal był najseksowniejszym mężczyzną, jakiego znała. Nadal miał w sobie to coś, co przyciągało kobiety jak magnes. Nadal miała ochotę rzucić się w jego ramiona. A także rzucić w niego kamieniem.

– Był u mnie Robert – oznajmił obojętnie, jakby to nic nie znaczyło.

Penny wiedziała swoje. Tak, dwa lata temu spędzili razem tylko tydzień, ale podczas tych lat Penny setki razy przypominała sobie każdą z tamtych chwil. Z początku próbowała o nim zapomnieć, bo wspomnienia przynosiły tylko ból. Potem okazało się, że jest w ciąży, i już nie dało się zapomnieć. Zamiast tego upajała się wspomnieniami, odtwarzając w myśli wszystkie ich rozmowy, odświeżając wspólne chwile. Dbała o to, by wspomnienia wciąż były jak żywe.

Pamiętała jego głos, dotyk, smak jego warg.

Wystarczyło, że na niego spojrzała i już wiedziała, że był zły. Cóż, byli godnymi siebie przeciwnikami, ale teraz Penny nie chciała go tu widzieć. Nie potrzebowała go. Wzięła głęboki oddech.

Colton zatrzymał się w nogach łóżka.

– Więc – zaczął – co słychać?

Spojrzała na jego ręce zaciśnięte na łóżku i zobaczyła pobielałe knykcie.

– Robert nie miał prawa do ciebie jechać. – Podciągnęła wyżej cienki zielony koc.

Jeszcze zanim dzieci przyszły na świat, brat upierał się, że powinna powiedzieć Coltonowi prawdę. Ona jednak miała powody, by to przed nim ukryć i do tej pory nic się nie zmieniło. Nic poza faktem, że brat ją zdradził.

– Cóż – rzekł Colton i zaśmiał się krótko. – Co do tego akurat masz rację. To ty powinnaś była mnie poinformować.

Patrzył lodowatym wzrokiem. Niewątpliwie czekał, aż Penny zadrży z zimna. Cóż, nie czuła się winna. Kiedy się dowiedziała, że jest w ciąży, długo rozważała, co będzie dla niej najlepsze.

Przez wiele tygodni sama z sobą toczyła dyskusję. Może gdyby od razu skontaktowała się z Coltonem, przez minione dwa lata żyłoby się jej łatwiej. Nie mogła jednak wykluczyć, że doszłoby do oskarżeń oraz kłótni, nie wspominając o walce w sprawie opieki nad dziećmi, w której nie miałaby szansy na wygraną. On był Kingiem, a ona nie miała dość pieniędzy na lunch na mieście.

A zatem postanowiła o niczym mu nie mówić i nigdy tego nie żałowała. Jak mogłaby żałować, wiedząc, że kierowała się najlepszym interesem dzieci?

Trzymając się tej myśli, starała się zapanować nad emocjami, bo złość i frustracja już dawały się we znaki.

– Rozumiem, co czujesz, ale…

– Nic nie rozumiesz – przerwał jej. – Właśnie się dowiedziałem, że jestem ojcem. Mam dwoje dzieci i nawet ich nie widziałem. – Jeszcze mocniej zacisnął palce na oparciu łóżka, jego głos pozostał równie lodowaty jak spojrzenie. – Nie znam nawet ich imion.

Penny się zaczerwieniła. W porządku. Wiedziała, co Colton czuje. Co nie znaczy, że zrobiła coś złego. Oczywiście, że w jego oczach wyglądało to inaczej, ale jakie to ma znaczenie, co on o niej myśli?

Nawet nie mrugnął. Patrzył na nią, mrużąc oczy, jakby próbował ją przejrzeć, poznać jej sekrety. Na szczęście tego nie potrafił.

– Mam prawo wiedzieć, jakie imiona noszą dzieci.

Penny nie mogła ignorować jego żądania. Zresztą, skoro już wie o dzieciach, nie ma sensu chronić ich anonimowości.

– Twój syn nazywa się Reid, a córka Riley.

Wziął głęboki oddech i spytał przez zęby:

– Reid i Riley i co dalej?

Doskonale wiedziała, o co mu chodzi.

– Oaks.

Zacisnął wargi. Penny odniosła wrażenie, że liczył do dziesięciu. Bardzo powoli.

– To się zmieni.

Wpadła w panikę połączoną ze złością.

– Wydaje ci się, że możesz zmienić im nazwisko? Nie możesz ni stąd, ni zowąd pojawić się znów w moim życiu i decydować, co jest najlepsze dla moich dzieci.

– Czemu nie, do diabła? – odparował.

– Colt…

– Czy byłaś łaskawa podać mnie jako ojca?

– Oczywiście, że tak. – Dzieci mają prawo wiedzieć, kto jest ich ojcem. I tak by im powiedziała… kiedyś.

– To już coś – mruknął. – Przynajmniej tyle. Poproszę moich prawników, żeby zajęli się zmianą nazwiska dzieci.

– Słucham? – Penny próbowała się podnieść, ale znów przeszył ją ból. Bez tchu opadła na poduszki.

Colton natychmiast się do niej zbliżył.

– Nic ci nie jest? Poprosić pielęgniarkę?

– Wszystko w porządku – skłamała, kiedy ból stał się odrobinę bardziej znośny. – Nie potrzebuję pielęgniarki. – Potrzebowała leku przeciwbólowego oraz prywatności, by się wypłakać. Potrzebowała kieliszka wina. – Chcę tylko, żebyś już stąd wyszedł.

– To niemożliwe – odparł.

Zamknęła oczy i powiedziała cicho:

– Zabiję Roberta.

– Tak – mruknął. – Nareszcie ktoś był ze mną szczery. To zbrodnia.

Gwałtownie podniosła powieki.

Colton przyglądał się jej, jakby patrzył na robala pod mikroskopem. Jasna cholera, nie mógł chociaż przytyć? Wyłysieć? Miał na to prawie dwa lata. Czemu nadal był najprzystojniejszym facetem, jakiego znała?

I czemu rozmowę, której obawiała się przez prawie dwa lata, odbywa przykuta do szpitalnego łóżka? W koszmarnej szpitalnej koszuli? Obolała i trochę głodna, bo szpitalne jedzenie było fatalne. I Bóg jeden wie, w jakim stanie są jej włosy.

No świetnie. Zamartwiaj się wyglądem, Penny.

Ale trudno się tym nie martwić, powiedziała sobie ponuro, zwłaszcza gdy naprzeciwko niej stał Colton King, który wyglądał lepiej niż przed dwoma laty. Gdy tylko go zobaczyła, za pierwszym razem, zaparło jej dech.

– Więc kiedy stąd wyjdziesz? – zapytał.

– Pewnie jutro. – Nie mogła się doczekać. Nie znosiła szpitali. Tęskniła za dziećmi. Poza tym Robert i Maria mieli dość swoich spraw, za kilka tygodni brali ślub.

Patrząc z perspektywy czasu, mogła się domyślić, że Robert pojedzie do Coltona. Powinna była zgadnąć, że brat, uważając, że postępuje właściwie, zdradzi jej sekret jedynemu człowiekowi, który nie powinien go poznać. Gdy tylko ją wypuszczą z tego antyseptycznego więzienia, już ona powie bratu, co o tym myśli.

– No i świetnie – rzekł Colton. – W takim razie będziemy kontynuować tę rozmowę, jak będziesz w domu.

– Nie będziemy. Ta rozmowa dobiegła końca.

– Ależ skąd. – Przeszywał ją wzrokiem, aż niespokojnie się poruszyła. – Masz mi cholernie dużo do wyjaśnienia.

– Niczego nie jestem ci winna.

A przecież ukrywała przed nim prawdę. Zdawała sobie sprawę, że każdy, kto spojrzałby na to obiektywnie, nazwałby ją oszustką. Ale ten ktoś nie znałby motywów jej postępowania. Nawet Robertowi wszystkiego nie zdradziła. Penny miała powody, dla których zachowała się tak a nie inaczej. Ważne powody.

Colton był zły i miał do tego prawo. Ona miała prawo zrobić dla swoich dzieci to, co uważała za najlepsze. Nie zacznie teraz podważać swej decyzji.

– Mylisz się – powiedział łagodniej Colton, lecz nie był w stanie skutecznie ukryć rozdrażnienia.

Do pokoju wpadła pielęgniarka służbistka.

– Przykro mi, ale musi pan poczekać na zewnątrz.

Penny przez sekundę czy dwie zdawało się, że Colton sprzeciwi się pielęgniarce. Potem jednak skinął głową.

– W porządku. Jutro po ciebie przyjadę.

Penny spanikowała.

– To niekonieczne. Robert mnie zabierze.

Pielęgniarka przenosiła wzrok z Penny na Coltona i z powrotem.

– Damy sobie radę bez Roberta. Przyjadę rano.

– Och – wtrąciła pielęgniarka – pewnie ją wypuszczą dopiero wczesnym popołudniem.

Colton nie zwrócił na nią uwagi.

– Będę tu jutro – oznajmił.

Potem opuścił pokój, nie oglądając się za siebie. Penny odprowadziła go wzrokiem. Patrzyła na otwarte drzwi długo po tym, jak jego kroki na korytarzu ucichły.

– No, no – powiedziała pielęgniarka. – To pani mąż?

– Nie – oparła Penny. – To… – Kim on dla niej jest? Przyjacielem? Wrogiem? Ojcem jej dzieci? Przeszłością, która wróciła, by namieszać w teraźniejszości? A skoro nie potrafiła wybrać odpowiedzi, rzekła tylko: – Moim byłym.

Pielęgniarka westchnęła.

– Nie wierzę, że wypuściła pani z rąk takiego przystojniaka.

Jakby miała wybór. Mimo to, by nie ciągnąć tematu, Penny zamknęła oczy i poddała się badaniu.

Jej myśli jednak nie chciały się wyciszyć, wciąż widziała Coltona, jego oczy. Lodowato zimne i przeszywające.

Marzyła, by nazajutrz znaleźć się lata świetlne dalej.