Klub. Seksskandal w komitecie noblowskimTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3

Jesienią 1989 roku upadł mur berliński, a w centrum Vasastanu, wówczas nieco zapomnianej dzielnicy Sztokholmu, wynajęto spory lokal. Niebawem ceny mieszkań miały poszybować w górę, ale na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych okolica z czarnymi kalenicami dachów pozostawała jedynie podstarzałą pięknością. Fasady podupadających wysokich kamienic były zniszczone, a jednocześnie urokliwe.

W Källarhändelser [Piwnicznych zdarzeniach], blisko tysiącstronicowej księdze pochwalnej wydanej w 2007 roku na osiemnasty jubileusz Forum, Katarina Frostenson pisze o tym, jak spotkała się z Jean-Claude’em Arnaultem w Café Ritorno, zanim razem poszli obejrzeć lokal.

Katarina Frostenson została uznana za najbardziej nowatorską poetkę dekady, a w ostatnich latach zaczęła pisać dramaty, które zrywały z tradycyjną fiksacją co do fabuły. Eksperymentowała z bardziej fragmentaryczną formą, którą Jean-Claude Arnault nazwał liryczną monodramą. Przedstawienia prezentowali jako owoc współpracy. Stanowili parę artystów, a tej jesieni mieli wyreżyserować jej pierwszy monodram: Sebastopol[1].

Szukali sceny. Zniszczona piwnica przy Sigtunagatan okazała się idealna. Z sufitu zwisały kable, ściany z betonu pokruszyły się, tworząc zagłębienia i kratery, przez co przypominały szary krajobraz księżycowy.

W sugestywnym dramacie Katariny Frostenson młoda kobieta krąży po przecinającym Paryż bulwarze Sebastopol. To ten rodzaj ruchliwej jezdni, której nie okalają ogródki kawiarni i która jest jednocześnie anonimowa i bezgraniczna.

Kobieta zaklina miejsce, by się jej objawiło. Błaga ulicę, by nauczyła ją mówić. Siódmego dnia asfalt nagle się otwiera, a pod ziemią ukazuje się ukryty Paryż. Kobieta słyszy głosy mówiące do niej zarówno z teraźniejszości, jak i z przeszłości, prowadzące ją w nieznane rewiry miasta.

Katarina Frostenson i Jean-Claude Arnault mieszkali w Paryżu na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to Arnault próbował założyć własną grupę operową. To podczas spacerów wzdłuż hałaśliwego bulwaru Sebastopol Frostenson odnalazła swój język.

Krytycy czytali Sebastopol jako opowieść o własnym poetyckim powołaniu.

W piwnicy w Vasastanie podłogi były chropowate i brudne. Wszędzie widziało się ślady zdarzeń z poprzedniego życia lokalu. Dla Jean-Claude’a Arnaulta i Katariny Frostenson premiera Sebastopolu miała oznaczać jedynie początek, otwarcie.

*

Po zejściu ze schodów można było iść na wprost przez korytarz prowadzący do największego pomieszczenia piwnicy. Na środku znajdowały się cztery kwadratowe kolumny, a przy suficie cztery symetryczne okienka wpuszczające do środka słabe światło. Podwórko na zewnątrz zaprojektowano tak małe, że niemal zawsze pozostawało w cieniu. Jedynie latem, kiedy słońce stało w zenicie, można było czasem dostrzec, jak promienie wpadają przez otwory i wypełniają się kurzem.

To ta przestrzeń stała się sceną Forum.

Między tymi czterema kolumnami przez lata występowały największe sławy szwedzkiej, a nawet światowej kultury. Od noblistów i znanych zagranicznych muzyków po najwybitniejszych choreografów.

Podłogę przykrywano czasem orientalnymi dywanami oraz zwykłymi gałgankowymi chodnikami, które zachodziły na siebie. Tworząc w ten sposób wrażenie ciepła, kontrastowały z resztą.

Swoje teksty czytali tu tacy pisarze i poeci jak Swietłana Aleksijewicz, Inger Christensen, Mare Kandre, Erik Beckman, Tomas Tanströmer i Göran Sonnevi.

Aktorzy jak Agneta Ekmanner, Stina Ekblad, Reine Brynolfsson i Björn Granath deklamowali poezję i dramaty.

To również tu umieszczono fortepian Steinwaya należący do młodego pianisty Lovego Derwingera. Występował regularnie. Wspólnie z pianistą Rolandem Pöntinenem przez blisko trzy dekady odpowiadali za ambitny muzyczny repertuar Forum. W szeregu artystów pojawiło się wielu najwybitniejszych muzyków Sztokholmu, a także światowe sławy jak sopran Barbara Hendricks i skrzypaczka Janine Jansen.

Jean-Claude Arnault i Katarina Frostenson wcześnie rozsławili Forum jako galerię sztuki. W latach dziewięćdziesiątych często odbywały się tu wystawy, wielu artystów marzyło o tym, by prezentować swoje prace w piwnicy, właśnie ze względu na wyjątkowe pomieszczenia. Pod okienkami leżały wielkie stosy ziemniaków Gunilli Bandolin i spalone resztki nieznanego ludu Dom autorstwa Katariny Norling. Anna-Karin Bylund rozmieściła tu całą armię pozatrzaskiwanych pułapek na myszy oraz tyle samo zdeformowanych ofiar. Ragna Berlin zaprezentowała tańczącego robota.

Spektakle Forum miały swe źródło w temacie zaproponowanym przez uczestników.

Choreografka i tancerka Margaretha Åsberg wspomina, jak Jean-Claude Arnault i Katarina Frostenson zebrali artystycznych przyjaciół, mówiąc im, że pragną stworzyć miejsce, gdzie będzie można mieszać ze sobą różne formy i środki wyrazu. Inspirację czerpali z romantycznej wizji nieograniczonej syntezy sztuk. Muzyka mogła przechodzić w poezję, którą następnie przerywał performance lub filozoficzna refleksja na temat pamięci, zła i wybaczenia albo tego, jak artystyczna ekstaza ma się do religijnej; o Nelly Sachs, Nietzschem – albo „strachu i zaklinaniu” z punktem wyjścia w „nocy poświęconej Selmie Lagerlöf”.

Margaretha Åsberg mówi, że podczas wieczorów w Forum rodziło się coś więcej niż tylko poszczególne spektakle.

„Powstało coś nieznanego, również dla uczestników. Często to nas zaskakiwało. Trzeba było jednak na miejscu doświadczać tego niezwykłego, niedającego się opisać wrażenia. Przedstawienie się kończyło, ale nadal żyło w publiczności”.

Artysta Jan Håfström od początku brał udział w tych wieczorach. Miał wrażenie, że inne sceny kulturalne nastawiały się przede wszystkim na zysk i rozgłos.

„Jean-Claude Arnault, wspierany przez Katarinę Frostenson, chciał zauroczyć publiczność. Tworzył tak niezwykłą atmosferę, że wszyscy musieli o niej mówić. Od początku udało mu się nakłonić do uczestnictwa wybitnych artystów. Przebywanie z nimi w jednym pomieszczeniu stanowiło przywilej, w tej sytuacji wszyscy robili, co w ich mocy. Bywały wieczory i momenty, kiedy w piwnicy udawało się poruszyć sprawy, o których tak naprawdę nie powinno się rozmawiać. Jak to, czym jest miłość. I czym, do diabła, jest tworzenie?”.

W korytarzu prowadzącym do głównej sali, po lewej stronie znajdowały się niewielkie drzwi. Był to pokój pełniący funkcję loży dla występujących danego wieczoru. Johannę Ekström zapraszano do czytania wierszy już jako dwudziestolatkę. Występowała wspólnie z członkami Akademii, uznanymi artystami i debiutantami.

„W piwnicy panował klimat jakby kosmopolitycznej powagi. Bezpardonowy seksowny elitaryzm. My, występujący w Forum, mieliśmy poczucie, że wkraczamy tu do środka i naprawdę się liczymy. Gdy znikałeś, ludzie tęsknili za tobą. Atmosfera loży bywała gęsta. Słychać było, jak za drzwiami Jean-Claude wita się z gośćmi. Miał w sobie artystowską charyzmę ożywiającą lokal, w którym nieco nieśmiali ludzie przestępowali z nogi na nogę w oczekiwaniu na początek programu. Rozlewał wino do plastikowych kubków. Całował ludzi w policzki. Starszym paniom pomagał schodzić po schodach. Namawiał do zakupu książek gwiazd wieczoru po niższej cenie. To, że czytało się z bardzo nisko położonej sceny, było w pewien sposób wyjątkowe. Intymne i wrażliwe jednocześnie” – mówi Johanna Ekström.

Margaretha Åsberg, jak wielu innych, odnosiła wrażenie, że Forum miało nadzwyczajną publiczność. Przez to, że widzowie siedzieli wyjątkowo blisko artystów, występy były znacznie lepsze.

„Uważność oraz intensywne wsłuchiwanie się wywoływały skupienie, którego nie doświadczyłam nigdzie indziej”.

Przed otwarciem w Forum pomalowano ściany. Wszystko w piwnicy zrobiło się białe, oprócz podłogi, która zachowała kolor wyblakłego asfaltu. Poza tym lokal nigdy się nie zmienił. Niczego nie odnawiano, co miało ilustrować image Forum jako miejsca undergroundowego.

Aline Gauguin została pierwszą asystentką Forum. Praprawnuczka słynnego francuskiego malarza Paula Gauguina przybyła do Szwecji w piątym roku życia. Na początku lat dziewięćdziesiątych była „zainteresowaną kulturą urzędniczką” po ekonomii, ale ze względu na przodka zaczęła studiować historię sztuki. Pracowała dodatkowo w galerii sztuki, gdzie na jednym z wernisaży poznała Jean-Claude’a Arnaulta. Wypytywał ją o nazwisko i pochodzenie. Odniosła wrażenie, że jest uprzejmy. Kilka tygodni później przez przypadek znaleźli się w tym samym barze, a on zaoferował jej pracę w Forum. Zgodziła się.

Przez pierwsze lata Aline Gauguin, Katarina Frostenson i Jean-Claude Arnault sami prowadzili sporą część spraw porządkowych: ustawiali czarne plastikowe krzesła na nierównej podłodze najciaśniej jak się dało. Przyklejali znaczki i rozsyłali zaproszenia. Zamiatali pety po imprezach odbywających się w drugiej części piwnicy.

Kiedy po wejściu skręciło się w lewo, docierało się do jeszcze jednej sali, do której z czasem przeniesiono wystawy. W tym pomieszczeniu nie było okien, żadnego źródła światła, co sprawiało, że ściany nie wyglądały jak ściany. Raczej jak przestrzeń wyżłobiona w skale. To tam serwowano wino podczas występów.

Kiedy powstało Forum, w Sztokholmie nie było wielu miejsc na kulturalne spotkania. Aline Gauguin pamięta, jak piwnica zapełniała się młodymi ludźmi ubranymi na czarno. Przez pierwszą dekadę istnienia klubu imprezy nierzadko trwały do rana.

„Czasami było tak ciasno, że ludzie palili i pili nawet na schodach. Gdy robiło się zbyt duszno, wychodziłam na chwilę na chodnik, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Potem zaraz chciałam wracać. Forum to najfajniejszy okres w moim życiu”.

W podziemnym lokalu Jean-Claude Arnault kręcił się niczym tradycyjna gospodyni salonu. Lady socjety, której dzięki stworzeniu właściwej atmosfery udało się przyciągnąć najbardziej pożądane nazwiska w mieście. Rzadko inicjował ważne dyskusje, ale potrafił przedstawiać sobie ludzi, wszystkim istotnym gościom poświęcał uwagę, która była przyjemna, lekka jak piórko. Katarina Frostenson przyjęła rolę przeciwną. Była milcząca, przeważnie poruszała się gdzieś w tle. Para fascynowała – tą wewnętrzną dynamiką wskazującą, że ona jest odpowiedzialna za niedostępną głębię, natomiast on błyszczy na powierzchni.

 

Również Arnault marzył o tym, by traktowano go jako artystę. Wiele osób twierdziło, że fakt ten wyostrzał jego postrzeganie innych twórców, także tych, którzy dopiero wspinali się na szczyt. Nierzadko to on przedstawiał Katarinie Frostenson nowe osoby.

Praca koncepcyjna nad wystawami oraz literackim programem była wynikiem ich kreatywnej współpracy, wspominają ludzie z kręgu Forum, chociaż wieczory oznaczały dla każdego z nich coś innego. Dla Jean-Claude’a Arnaulta ważne było poczucie sprawczości. Dbał o te chwile, kiedy różne części występu tworzą całość, a dzięki niemu sławni ludzie spotykają się ze sobą po raz pierwszy.

Dla Katariny Frostenson przeżycia artystyczne wiązały się z jej własną twórczością. W wywiadach porównywała pisanie do „wywoływania”, mówiąc, że jej proces kreacji często rozpoczynał się w piwnicy podczas spotkania z innymi dziełami sztuki, że gdyby nie Forum, wiele jej tomów poetyckich nigdy by nie powstało.

I nie była odosobniona w tym doświadczeniu.

W marcu 1990 roku otwarto jedną z pierwszych wystaw wspólnych. Artyści wizualni, pisarze i akademicy interpretowali Ansiktet [Twarz]. Temat czerpał inspirację z etycznego wyzwania, jakie rzucił filozof Emmanuel Levinas: nigdy nie przestawał widzieć i napotykać twarzy bliźniego. Tego spojrzenia, które przypomina własne, ale które zawsze ma w sobie coś obcego i niespodziewanego.

Na ścianach rozwieszono teksty autorstwa Ann Jäderlund, Horace’a Engdahla, Katariny Frostenson, Stiga Larssona i Görana Sonneviego. Pisarka Birgitta Trotzig pisała o naszym pragnieniu, by w pełni rozumieć ludzi, których kochamy, a przez to posiadać ich i kontrolować: „Dusza udaje się na polowanie. Znajduje twarz. Zjada ją”.

Temat zainspirował fragmenty przyszłego tomu wierszy Solstämma Andersa Olssona.

Między kolumnami w dużej sali kołysała się biała kula na cienkim metalowym drążku. Dzieło rzeźbiarki Evy Löfdahl wyglądało nad chropowatymi podłogami piwnicy jak spokojna planeta. Na jednej ze ścian wisiały żółte obrazy Håkana Rehnberga, a na innej przytwierdzono trzy skrzynki sygnowane nazwiskiem Jana Håfströma. W środku znajdowały się porwane, przebarwione szmaty ukształtowane w zwierzęce czaszki.

Żółte malowidła Håkana Rehnberga zainspirowały Katarinę Frostenson do napisania wielu wierszy. To samo dotyczy skrzynek Jana Håfströma.

Podczas zwiedzania wystawy Ansiktet uwagę Margarethy Åsberg przykuł wiersz Björnera Torssona o świętej Katarzynie ze Sieny. Podsunął jej pomysł do przedstawienia tanecznego Det muterade paradiset [Zmutowany raj]. Åsberg przyznaje, że wiele z jej projektów narodziło się w wyniku spotkania z innymi dziełami w piwnicy. Mówi, że Forum funkcjonowało jak wielka sieć inspiracji – wiele najwybitniejszych osobistości szwedzkiego świata kultury było tego samego zdania. Odnosili wrażenie, że piwnica jest miejscem rodzącym sztukę.

4

Dzień po tym, jak podczas porannego zebrania wspólnie z dwiema koleżankami wymieniłyśmy nazwiska kilku mężczyzn, o których słyszałyśmy plotki, zapisuję w telefonie: „Jean-Claude”. Minął tydzień od zdemaskowania Weinsteina, za trzy doby w mediach społecznościowych rozpęta się kampania #MeToo. Coś się stało z moją optyką, tym razem imię na wyświetlaczu telefonu nagle budzi konkretne pytanie:

Czy to możliwe, że i w tym przypadku za plotkami i sugestiami kryją się prawdziwe czyny?

***

Czy znam kogoś ze świata literatury? Czy znam kogoś, kto zna kogoś ze świata literatury? Od pierwszej chwili wiem, że moje śledztwo zależy od kontaktów, dlatego przeglądam listę możliwych „wejść”. Nieco później przyjdzie mi do głowy, że właśnie tej jesieni znajduję się w idealnej sytuacji, aby zająć się tym tematem. Od niedawna jestem na etacie w „Dagens Nyheter”, gdzie najczęściej wykonuję zlecenia dla działu kultury. W redakcyjnym krajobrazie wokół mnie siedzi kilku z najbardziej wpływowych krytyków i redaktorów Szwecji. W każdej chwili mogę rozpocząć z nimi rozmowę. Jestem jednak reporterką, nigdy nie poruszałam się w sferze kultury wysokiej. Z wyjątkiem Kristiny Lugn, z którą przeprowadzałam wywiad, nigdy nie poznałam żadnego z członków Akademii Szwedzkiej.

Zastanawiam się, czy coś by się zmieniło, gdybym kiedyś znalazła się na tym samym przyjęciu co oni, gdybym zwróciła na siebie ich uwagę, gdybym w jakiś sposób poczuła się przez nich doceniona. Czy zadałabym sobie wcześniej te krytyczne pytania, czy może utonęłyby one w morzu skomplikowanych emocji, jakie budzą się w podniosłej atmosferze? Jak wpłynęłoby na mnie to mniej czy bardziej odruchowe samoumniejszenie, powstałe w bliskości z ludźmi posiadającymi rzeczywistą władzę lub charyzmę?

Rozmawiam z redaktorką Åsą Beckman, która namawia mnie na wszczęcie śledztwa, i kilkoma wybranymi kolegami po fachu. Piszę do paru znajomych o tym, że chcę spróbować dowiedzieć się, czy w pogłoskach o dyrektorze artystycznym Forum jest choć ziarno prawdy. W ciągu doby dostaję od nich dwa nazwiska. Pierwsza kobieta opowiada o kolacji w jednej ze sztokholmskich knajp. Mówi, że Jean-Claude Arnault położył rękę na jej udzie, oświadczając, że powinna przyjść do niego do domu nago.

„Siedzący wokół stołu musieli widzieć, co się dzieje: Horace Engdahl, Katarina Frostenson i dyrektor pewnego muzeum. Miałam wrażenie, że straszne nie jest zachowanie Jean-Claude’a, ale to, że nikt nie zareagował”.

Druga kobieta studiowała wtedy w szkole pisarskiej Biskops-Arnö, ona i koledzy z jej grupy czytali teksty na scenie Forum. Po występie została w piwnicy, rozmawiała z dwójką gości.

„Wtedy podszedł Jean-Claude i chwycił mnie za pupę. Następnie zakrył mi ręką oczy i pociągnął za włosy. Zrobił to bardzo gwałtownie. Byłam tak zaskoczona, że nie zdążyłam zareagować. Trzymając mnie tak, zwrócił się do tamtych kobiet: «Spójrzcie na jej czoło, widziałyście kiedyś takie piękne czoło?». Stałam tam jak jakiś obiekt na wystawie”.

Jednak żadna z nich nie jest w stanie opowiedzieć o swoich doświadczeniach pod własnym nazwiskiem. To dlatego, że Arnault i jego przyjaciele mają zbyt dużą władzę w świecie kultury. Jeśli staną się ich wrogami, mogą nigdy nie dostać stypendium. Zostaną wykluczone z ważnych miejsc i nie będą mogły pisać.

Przez najbliższe dni, gdy tylko mam trochę czasu, staram się badać różne wątki. Nikt nie chce wypowiedzieć się otwarcie, ale niemal wszyscy słyszeli pogłoski. Kilkoro potwierdza, że zachowanie Jean-Claude’a Arnaulta nie zna granic, że lubi obmacywać i sami to widzieli. Kilka osób stwierdza, że garnie się do „kruchych” kobiet. Notuję to słowo wraz ze znakiem zapytania.

W niektórych rozmowach między słowami pobrzmiewa ostrzegawczy ton, swego rodzaju ogólna przestroga, że jako młoda kobieta powinnam trzymać się w bezpiecznej odległości od Jean-Claude’a Arnaulta. I nie powinnam niczego „ruszać”. Jedna z moich pierwszych rozmówczyń, która później zdecyduje się na rolę świadka, twierdzi, że dyrektor artystyczny Forum pomógł wielu osobom dojść bardzo wysoko.

„Ci, którzy siedzą dziś na różnych ważnych stołkach, mają wobec niego dług wdzięczności. Wszędzie ma kontakty. Nie ja decyduję o twoim życiu, ale domyślam się, że chcesz jeszcze kiedyś napisać coś poważniejszego, prawda?”.

Dziesięć dni po zdemaskowaniu Harveya Weinsteina wybucha #MeToo – kampania zapoczątkowana w 2006 roku przez aktywistkę praw obywatelskich Taranę Burke. Akcja staje się globalna, kiedy aktorka Alyssa Milano zamieszcza post w mediach społecznościowych: „Gdyby wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisały «#metoo» w swoich statusach, być może udałoby się pokazać ludziom, jaką skalę ma to zjawisko”.

Jest 15 października, a moje media społecznościowe kolonizowane są przez kolejny hashtag, czarny znaczek z szeregiem literek, tak ważny, że już dziś można go sobie wyobrazić w tytułach nadchodzących filmów dokumentalnych. Jak czerwona, pulchna pięść – symbol kobiecego ruchu. Podczas gdy walka lat siedemdziesiątych kojarzy się z solidnymi plakatami, wyobrażam sobie, że aktywizm naszych czasów będzie tylko pogonią internetowych okrzyków istniejących zaledwie przez kilka dni. Wówczas nie sądzę, że #MeToo utrzyma się dłużej, że cokolwiek zmieni. W przypadku wcześniejszych, podobnych kampanii w mediach społecznościowych często zastanawiałam się, dlaczego to zawsze kobiety mają się obnażać i pokazywać swoje rany.

Jestem zajęta swoim śledztwem w sprawie Jean-Claude’a Arnaulta – jedynie przelotem rejestruję kolejne ujawniane historie. Te rozprzestrzeniają się nieubłaganie, wraz z różowym symbolem, wyskakującym automatycznie, kiedy napisze się #MeToo.

Jesienią 2017 roku przemoc seksualna była na ustach wszystkich. Poranne studia telewizyjne i bańki internetowe wypełniały się świadectwami, dyskusjami o różnych sytuacjach w miejscach pracy i wywiadami wzywającymi do wzięcia odpowiedzialności. Wypełniały się ekspertkami, aktywistkami, kolejnymi zgłoszeniami i procesami sądowymi. Niemal za każdym razem, gdy w tym okresie spotykałam się z którąś z przyjaciółek, rozmowa kończyła się przykładami mniejszych lub większych incydentów. Były zwierzenia dotyczące poniżających komentarzy na temat czyjegoś wyglądu i długich maili dogłębnie opisujących czyjąś brzydotę. Pełne nieproszonych rąk między udami i tego, jak ktoś się na kogoś rzucił.

Rozmowy niczym otwierane rany. Ponieważ wcześniej te doświadczenia często zostały zredukowane do oględnych sformułowań w stylu „jest świnią”. Ponieważ często przyczyniałyśmy się do przemilczania cudzych historii.

Zbiorowa uwaga skierowana na różnego rodzaju przemocowość sprawia, że budzą się wspomnienia. Obrazy pojawiają się często bez ostrzeżenia. Nagle przypomina mi się zmieszane spojrzenie mężczyzny, gdy przysnęłam na imprezie, a on próbował uprawiać ze mną seks. Pamiętam, jak innym razem zaprowadziłam moją zszokowaną koleżankę do szpitala, ale nie padło ani słowo o tym, że powinnyśmy pójść też na policję. Nawet nie przyszło mi to do głowy, nigdy nie użyłam właściwego słowa na to, co ją spotkało.

Mężczyźni również bywają ofiarami przemocy. Bywają nimi także dzieci. Teraz jednak to przede wszystkim kobiety dają świadectwo i to ich doświadczenia okazują się tak powszechne, że jednoczą niemal je wszystkie. Niezależnie od wieku i klasy społecznej.

W Szwecji organizują się kolejne branże. Jako pierwsze ujawniają się aktorki, ponad czterysta, które pod hashtagiem #TystnadTagning [#CiszaNagranie] dają świadectwo molestowania i przemocy, których doświadczyły w pracy, mówią o zmowie milczenia otaczającego sprawców. Następnie ujawniają się dziennikarki, lekarki, archeolożki, kobiety pracujące na budowie, narkomanki i kobiety żyjące na ulicy. Uczennice, policjantki, pracownice restauracji i kobiety z doświadczeniem prostytucji: #InteDinHora [#NieTwojaDziwka]. Przez cały ten czas zdarzały mi się nagłe przypływy jedności ze spotykanymi w codziennych sytuacjach kobietami. Z tą, która wyprowadza jamnika, z tą stojącą na peronie i zapatrzoną w komórkę. Od kiedy opuściłam Kościół, rzadko miewałam poczucie, że przynależę do jakiejś wspólnoty. Poza tym dorastałam w rzeczywistości przesiąkniętej feminizmem, miałam wrażenie, że w mojej części najbardziej podstawowe bitwy zostały już dawno wygrane.

W jednym z późniejszych tekstów Nina Björk pisze, że proste wezwanie ruchu #MeToo do egzekwowania prawa do własnego ciała zdołało zjednoczyć tak wiele kobiet, że da się to porównać jedynie do kwestii poruszanych jeszcze, zanim społeczeństwo stało się formalnie równouprawnione. To właśnie łączy nowy hashtag z pierwszą falą emancypacji, z prawem do głosowania i pracy. Z faktem, że jako kobieta nie jesteś zależna od mężczyzny, z walką o uznanie kobiety jako stuprocentowego człowieka.

*

Akcja #MeToo zaczyna się od chęci pokazania pewnej struktury. Zaczyna się też od wskazania konkretnego człowieka, od Harveya Weinsteina i jego niekontrolowanego upadku ze szczytu.

To, że tak wysoko postawionego mężczyznę można pociągnąć do odpowiedzialności, w praktyce oznacza, że nie tylko stworzono przestrzeń do rozmów o przemocy seksualnej, lecz także wyznaczono kierunek. Po raz pierwszy w historii publiczne zeznanie oznacza konsekwencje dla oskarżonego. Niebawem kobiety w Szwecji i na świecie złamią reguły obowiązujące w internecie, wskazując oprawców, podając ich imiona i nazwiska. Przekraczają tę granicę.

 

Zrobią to też tradycyjne media. Twarze oskarżonych mężczyzn będą widoczne na pierwszych stronach gazet w całym kraju. Dorobek życia i kariery zostaną zaprzepaszczone bez żadnych formalnych rozpraw sądowych.

Trafię w sam środek tego ruchu, który pod wieloma względami jest pójściem w nieznane. W tych wydarzeniach będzie sporo okrucieństwa oraz wiele światła, będą także wszelkie stany pośrednie.

W swojej istocie i od samego początku #MeToo jest rewolucją. Insynuacje i szeptanie o przemocy seksualnej zataiły prawdę o świecie i o tym, jakie mechanizmy współtworzą władzę. Milczenie zanegowało część życia. Przez całe lata mężczyźni tacy jak Harvey Weinstein nie pozwalali sformułować prawdy o jednym z najgorszych doświadczeń w życiu.

*

Siedemnastego października podchodzi do mnie koleżanka z biura. Pokazuje mi fejsbukowy post Elise Karlsson: „Czy jeśli powiem #MeToo, to przestaniecie chodzić do Forum? Przestaniecie zapraszać Jean-Claude’a na imprezy? Przestaniecie go tłumaczyć?”.

W komentarzu pisarka Gabriella Håkansson pisze, że ona też była przez niego zaczepiana. Niebawem moją uwagę przykuwa podobny post Stefana Ingvarssona, szwedzkiego attaché kulturalnego w Moskwie.

„Nie mam już siły brać udziału w tej zmowie milczenia. Przez to, że milczę, mniej osób ma odwagę się postawić. Mam wrażenie, że przez tę ciszę wpływowe osoby stojące za jego plecami dadzą nam odczuć konsekwencje. So be it. To wspólny wstyd dla całego literackiego Sztokholmu”.

Nie znam żadnej z tych osób, ale mamy kilkoro wspólnych znajomych na Facebooku, co oznacza, że mogę napisać do nich przez Messengera. Natychmiast wysyłam im prywatne wiadomości. Odświeżam stronę, aż w końcu w ciągu kilku dni i nocy odpowiedzą mi, że możemy porozmawiać.

Wtedy zabieram ze sobą komputer do jednej z dźwiękoszczelnych kabin znajdujących się w naszej redakcji. To takie niewielkie kubiki z drzwiami z matowego szkła. Przychodzę tu za każdym razem, kiedy muszę gdzieś zadzwonić albo kiedy zbliża się deadline na tekst.

„Raz wykazałem się odwagą, byłem młody, pracowałem w niewielkim wydawnictwie – mówi Stefan Ingvarsson. – Kiedy na jednej z imprez Arnault chwycił jedną z naszych gościń za biust, wyrzuciłem go za drzwi. Wrzeszczał na mnie: «Wiesz, kim jestem? Zniszczę ci karierę!». Wraz z rozwojem kariery moja odwaga malała. Kiedy dostałem pracę w większym wydawnictwie, nie bardzo mogłem tak reagować ze względu na jego rozległe kontakty. Potem prowadziłem festiwal literacki Stockholm Literature, finansowo zależny od Akademii Szwedzkiej”.

Elise Karlsson opowiada, jak w 2007 roku spotkała Jean-Claude’a Arnaulta na imprezie zorganizowanej przez wydawnictwo Modernista.

„Podszedł do mnie i powiedział, że słyszał o moim zbliżającym się debiucie. W domyśle powinnam być nim zainteresowana, ponieważ mógł zrobić dla mnie różne rzeczy. Gdy to przemilczałam, powiedział: «Nie wiesz, kim jestem?». Oczywiście, że wiedziałam. Miałam w głowie cały katalog opowieści molestowanych przez niego kobiet. Zakończyłam rozmowę i odeszłam”.

Jesienią 2009 roku Elise Karlsson wzięła udział w wielkim przyjęciu wydawnictwa Alberta Bonniera w ich reprezentacyjnej willi Nedre Manilla na wyspie Djurgården. Czekała w holu na przyjaciela, kiedy nagle poczuła na pupie czyjąś rękę.

„Zesztywniałam. Potem zobaczyłam, kto to zrobił. Powiedziałam: «Nie dotykaj mnie» i «Przestań». Na co odparł: «Bo jak nie, to co się stanie?»”.

Krytyczka literacka Annina Rabe stała wtedy w pobliżu. W rozmowie ze mną potwierdza, że zdarzenie zakończyło się tym, że Elise Karlsson uderzyła Jean-Claude’a Arnaulta w twarz. Zniknął, ale później, wieczorem znów do niej podszedł. Pisarz Daniel Sjölin, który przebywał w tym samym towarzystwie, opowiada, że Jean-Claude Arnault był wściekły. Sjölin wspominał, jak Arnault zwyzywał Elise Karlsson od „wariatek”. Krzyczał, że jest „skończona” i „nienormalna”.

Dzwonię do Gabrielli Håkansson, która opowiada o innej imprezie sprzed dziesięciu lat. Właśnie weszła, a Jean-Claude Arnault, którego nie znała, podszedł do niej w tłumie.

„Powiedział zaledwie kilka słów, po czym wcisnął rękę między moje uda, robiąc tak zwany pussy grab, i zaczął tam gmerać. Nie działo się nic, co mogłoby motywować takie zachowanie, nie poprzedził go żaden flirt ani dotyk. Tylko ręka prosto w krocze”.

Historię potwierdza jej ówczesny chłopak, pisarz Thomas Engström, który stał obok.

„Pamiętam tę sytuację dokładnie, bo to jedna z najbardziej grubiańskich rzeczy, jakie widziałem”.

Mówi, że wrzasnął na Arnaulta, a Gabriella uderzyła go w twarz, po czym ten wyszedł z pomieszczenia. Stojące wokół nich osoby pokręciły głowami, po czym szeptały, że nie jest normalny. Zaraz potem jednak udały, że nic się nie stało. Po kilku minutach paraliżu ciało Håkansson zareagowało. Serce waliło jak oszalałe, zrobiło jej się niedobrze. Miała poczucie, że Arnault cały czas stoi za jej plecami. Do czego jeszcze był zdolny? Wróciła do domu, przez całą noc nie mogła spać.

„Od tamtej pory wiele razy myślałam o tym, co się wydarzyło. Od ponad dwudziestu lat kobiety z branży o nim rozmawiają. O tym, że należy rozwiesić na mieście plakaty ostrzegawcze, nakleić je na drzwiach Akademii Szwedzkiej, że musimy to zatrzymać. Nic się jednak nie wydarzyło”.

Elise Karlsson i Gabriella Håkansson są gotowe zeznawać pod własnymi nazwiskami. Jeśli dojdzie do publikacji i jeżeli da się udowodnić, że ich doświadczenia są częścią większej całości, podzielą się swymi historiami.

W tym samym czasie kontaktuje się ze mną pewna kobieta, która pisze, że powinnam porozmawiać z jej koleżanką Filippą. Dzwonię do niej tego samego popołudnia. Podczas rozmowy opowiada o doświadczeniach przemocy, mówi, że bardzo trudno byłoby jej opowiedzieć o tym w mediach. Co innego, gdyby tylko raz jej dotknął, a ona by go zwymyślała, jak przystało na porządną feministkę.

Jadę metrem do domu. Niebo za oknem jest ciemne i zamglone. Z mostu Traneberg widać Alvik. Wielki szyld hotelowy oraz wszystkie neonowe logotypy firm przy rynku są zanurzone we mgle.

Wszystko, co opowiedziano mi przez ostatnie dni, jawi się jako nierzeczywiste. Kiedy dziennikarz przystępuje do badania jakiejś historii, pierwsze wyobrażenia z wolna zaczynają się rozpływać, a ich miejsce zajmują sprawy bardziej prozaiczne. To, co wydaje się na początku dramatyczne i przerażające, z czasem blednie. Teraz jednak miałam poczucie, że problemy tylko się rozrastały, groza była coraz większa.

Nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się skontaktować z kobietami molestowanymi przez Jean-Claude’a Arnaulta. Ile jeszcze mogło ich być?

***

Nowy stażysta prosi o dyskretną rozmowę. Gdy jesteśmy sami, mówi, że słyszał o moim śledztwie w sprawie Jean-Claude’a Arnaulta. Opowiada, że jego koleżanka z poprzedniej pracy ma pewną przyjaciółkę. Odniósł wrażenie, że tamta ma jakieś doświadczenia z Arnaultem. Nie zna szczegółów, ale obiecuje sprawdzić, czy jest szansa, bym z nią porozmawiała.

Kilka godzin później dostaję wiadomość. Mogę zadzwonić, więc ponownie zamykam się w jednym z odseparowanych pokoików. Potem przez kilka minut gapię się w ekran. Widzę jej nazwisko oraz informację, że zajmuje się kulturą w niewielkim mieście.

Zawsze trudno jest wykręcić numer telefonu do nieznajomego.

Zwykle nieśmiałość może być dla reportera siłą, zwłaszcza gdy nie stanowi on zagrożenia. Teraz to niemal niemożliwe. Czuję, że nie mam prawa stawiać pewnych pytań. Jak w ogóle rozmawiać o molestowaniu seksualnym i przemocy?