Ogrodowe przebudzenieTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Podziękowania

Przedmowa – Larry Korn

Wprowadzenie

PRZYWRACANIE DOBROSTANU

Miejsca święte

Natura silniejsza niż kultura

Odnajdywanie korzeni

Przywracanie zdrowia ziemi

PROJEKTOWANIE OGRODU

Ogród jako przejaw piękna

Pięć kroków projektowania ogrodów we współpracy z naturą

Krok 1. Intencja. Na czym polega magia

Krok 2. Wybór zakątków dla szczególnych intencji

Krok 3. Projektowanie zgodne z wzorami i kształtami natury

Krok 4. Potęga symboli i obrazu

Krok 5. Przenoszenie projektu na papier

LEŚNY OGRÓD

Zawieranie sojuszu

Obserwujcie

Nigdy nie lubiłam planów nasadzeń

Uprawiajcie żywność sami

Leśne ogrodnictwo

Sadzenie sukcesywne

Leśny ogród krok po kroku

Siedem warstw leśnego ogrodu

Pszczoły dla życia

Joe

ALTERNATYWNE TECHNIKI UPRAWY

Mulczowanie

Jak oczyścić ziemię

Trawniki i ich utrzymanie

Jak sobie radzić ze szkodnikami

Preparaty naturalne

Toniki, nawozy, podkłady i ochrona drzew

Uprawa i pielęgnacja drzew

Pomoce

Przypisy

Tytuł oryginału: The Garden Awakening

Opieka redakcyjna: ANDRZEJ STAŃCZYK

Redakcja: ANETA TKACZYK

Korekta: JUSTYNA TECHMAŃSKA, LIDIA TIMOFIEJCZYK, MARIA WOLAŃCZYK

Konsultacja botaniczna: BARTOSZ PŁACHNO

Projekt graficzny: GLYN BRIDGEWATER

Ilustracje: RUTH EVANS (www.thehedgerowgallery.com) oraz MARY REYNOLDS (plany ogrodów w rozdziale 2)

Ilustracja na okładce: RUTH EVANS (www.thehedgerowgallery.com)

Opracowanie okładki i stron tytułowych na podstawie oryginału: ROBERT KLEEMANN

Opracowanie wnętrza wersji papierowej na podstawie oryginału: Nordic Style

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

This translation of The Garden Awakening (first edition)

is published by arrangement with UIT Cambridge Ltd.www.uit.co.uk

Copyright © 2016 UIT Cambridge Ltd. All rights reserved

© for the Polish translation by Katarzyna Makaruk

© for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2021

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07238-7

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Książkę tę poświęcam Feridzie i Ruby Reynolds,

dwóm najukochańszym, najważniejszym i najcudowniejszym stworzeniom, które miałam szczęście zasadzić i wyhodować.

To prawdziwe błogosławieństwo co rano budzić się w Waszym świecie.

Dziękuję wiernej drużynie

Ogromne podziękowania kieruję pod adresem mojej cudownej, dobrej i mądrej menedżerki i przyjaciółki Claire Leadbitter oraz utalentowanej artystki Ruth Evans, która fantastycznie zilustrowała tę książkę. Cieszę się, że prace Ruth, z których promieniuje łagodna, pełna magii energia ziemi, udało się wpleść w ten papierowy ogród. To prawdziwy zaszczyt, że swoją pisarską podróż mogłam odbyć w towarzystwie dwóch równie silnych kobiet.

Za troskę i zachętę z całego serca dziękuję Larry’emu Kornowi, mojemu wydawcy i długoletniemu mądremu przewodnikowi. Larry, jesteś królem! Prawdziwym wojownikiem zielonej armii.

Wielkie podziękowania należą się Niallowi, Lisie, Lindsey, Megan i wszystkim w Green Books, którzy przyczynili się do posłania tego dzieła w świat. Wyrazy wdzięczności kieruję zwłaszcza pod adresem Glyn Bridgewater za piękny i przemyślany skład.

Dziękuję wszystkim dobrym ludziom, którzy stanowią integralną część tej opowieści. Mojemu najstarszemu bratu Paulowi Reynoldsowi, jego żonie Susannie i Declanowi Owensowi, jego wspólnikowi z Seattle, za to, że zawsze otwierali przed moim pisarstwem drzwi – zarówno te wewnątrz, jak i na zewnątrz mojej głowy. Dziękuję obu moim wspaniałym siostrom – Mairéad i Áine, oraz Joemu, mężowi tej ostatniej. Dziękuję moim braciom Eoinowi i Gerowi Reynoldsom, a także ich żonom – Kevinie i Martinie.

Pat O’Connor z Rathmore w hrabstwie Kerry. Pat, czasem trudno ubrać wdzięczność w słowa, ale to dzięki Tobie żyję i mam się dobrze, więc myślę, że „dziękuję” to dobry początek. Z całego serca dziękuję też Marii i Johnowi Rawlinsom za ich nieustającą opiekę.


Za lekturę fragmentów i wieloletnie wsparcie dziękuję moim drogim przyjaciołom: Markecie Irglovej, Karen Allison, Eileen Kelliher, Edel O’Brien, Pauli i Tony’emu Haydenom, Sheili MacNally, Yvonne McGuinness. Szczególne podziękowania kieruję pod adresem Bredy Enright, Lauren Williams i Séamusa Kinga za ich fachowe wskazówki i mądrość. Colmowi Mac Con Iomaire dziękuję za wsparcie i biegły irlandzki. Wyrazy wdzięczności i miłości niech zechcą ponadto przyjąć wszyscy ci, którzy towarzyszyli mi przez całą drogę, czyli: Tor Cotton, Áine Berry, Siobán O’Leary, Rachel Ward, Gráinne i Paddy Fentonowie, Martin Cuthbertson, Bruce Allison, Deirdre Teahan, Eilish McVeigh, Della O’Donoghue, Lesley Devane, Michelle Flannery, Áine i John O’Connor, Joe, Izzy i Ellie Doyle’owie z bandy Claire’s, Jenn Halter Prenda, Christy Collard, Libby i Paddy Meeganowie, James Alexander-Sinclair, Maria Manuel Stocker, Catherine de Courcey, Joyce McGreevy, Joe Mullally, Gaby Smyth, Andrew Smith za zachętę, Vivienne de Courcy – za odwagę. Dziękuję drużynie z Wexford: Lindzie i Jake’owi Garnettom, Janice O’Regan Conroy, Carmel i Patrickowi Nolanom, Johnowi Pettitowi, Claudii O’Brien i całej reszcie akuszerów. Jane Powers dziękuję za to, że zachęciła nas, byśmy zwrócili się do Green Books. Gilliesowi Mackinnonowi za naszą „tycią korespondencję”, którą bardzo sobie cenię i dzięki której odkryłam miłość do pisania. Matce i ojcu, którzy dali mi wszystko, czym jestem – dziękuję Wam obojgu bez końca i zawsze. Amen.

A przede wszystkim ogromnie dziękuję mojej zielonej rodzinie, tej widzialnej i niewidzialnej. Jesteście moim sercem, moimi marzeniami i snami, powodem, dla którego istnieję.

Grá agus Ómós.

Miłość i szacunek.

Przedmowa

Ogrody Mary Reynolds nie tylko są piękne, gdy się na nie spogląda, ale też w szczególny sposób się je o d c z u w a. Wystarczy krótka przechadzka, żeby przenieść się do epoki, kiedy ludzie i natura żyli razem niczym jedna rodzina. Wciąż zresztą pamiętamy te czasy, choć jest to pamięć uśpiona, zagrzebana w nieświadomości. W swojej książce Mary w cudowny sposób prowadzi nas w to miejsce „starą, zarośniętą i zapomnianą ścieżką”. Łączy magię staroirlandzkich praktyk, święte wzory i symbole, potęgę intencji i rozsądne, ekologiczne metody gospodarowania ziemią, by tworzyć przestrzenie, w których natura może się w sposób swobodny wyrażać i wypełniać swoje przeznaczenie. W trakcie tego twórczego procesu ogrodnik czy ogrodniczka, opiekunowie ziemi, przechodzą osobistą przemianę, która pozwala im uleczyć ból związany z oddzieleniem od świata przyrody.

 

Niniejsza książka ma wymiar zarazem praktyczny, filozoficzny i duchowy. To poradnik, który krok po kroku pokazuje, w jaki sposób możemy przywrócić ziemi zdrowie, odkrywając jednocześnie prawdę o tym, kim jesteśmy. Mimo że Mary mieszka w klimacie umiarkowanym i czerpie z dziedzictwa irlandzkich przodków, jej podejście do projektowania ogrodów ma charakter uniwersalny i można je przenieść na każdy grunt – sprawdzi się zarówno w wielkich posiadłościach, jak i małych miejskich ogródkach. Opiera się na uważnym słuchaniu tego, czego potrzebuje i życzy sobie ziemia, i łączeniu jej pragnień z tym, czego potrzebujemy i życzymy sobie my.

Książka Mary niesie ze sobą wizję i nadzieję. Pokazuje, jak stworzyć jaśniejszą przyszłość – przyszłość, w której ludzie, natura i wszystkie inne formy życia będą współistnieć w pokoju w zdrowym i dostatnim świecie.


Larry Korn, 2016

Wprowadzenie

kologia rozumiana jako zanurzenie się człowieka w przyrodzie sprawia, że jego życie staje się prostsze. Problemy dnia codziennego znikają, zostaje tylko prawda chwili i coś, co ja nazywam boskim pierwiastkiem. W tym miejscu możemy zobaczyć siebie odbitych we wszystkim, co żyje, w każdym podmuchu wiatru, w każdej kropli deszczu; tu też możemy znaleźć spokój. Oto nasz prawdziwy dom.

A mimo to właśnie tracimy tych kilka ostatnich dzikich miejsc, które nam zostały, skrawki terenu, gdzie krążą swobodnie duchy ziemi, gdzie wciąż istnieją harmonia i równowaga, gdzie czujemy się akceptowani tacy, jacy jesteśmy. Zboczyliśmy z drogi i musimy znów ją odnaleźć.

Stara ścieżka, zarośnięta i zapomniana, niecierpliwie czeka, by zaprowadzić nas z powrotem do domu.

Natura trzyma za nas kciuki.



Przywracanie

dobrostanu

Ní féidir an dubh a chur ina gheal, ach seal.

Prawda wyjdzie na jaw.

.

leż uroku mają w sobie wrony. Ich wielkie rodziny siadywały na jesionach rosnących wokół domu w gospodarstwie moich rodziców, żeby pogawędzić i poplotkować. Krakały gardłowo całe dnie, dopóki nie nadszedł wieczór – wtedy milkły, pogrążając się w kojącej ciszy. Nie tak dawno wrony znów zaczęły pojawiać się w moich snach, pozwalając mi w końcu zrozumieć, dlaczego przestało mnie interesować projektowanie ogrodów.

Pewien sen przypomniał mi o dniach, kiedy jako dziecko spędzałam czas na łonie natury. Dzięki niemu po wielu latach pracy przy kształtowaniu krajobrazu uświadomiłam sobie, że dłużej tak nie mogę. Że temu, co robię, czegoś brakuje.

W tym śnie byłam wroną. Wznosiłam się ponad lasami i wzgórzami, gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Zanurkowałam w dół w poszukiwaniu źródła głosu i puściłam się przez doliny pełne pokrytych mchem skał, prastarych lasów, łąk porośniętych trzcinami i sitowiem, wzdłuż strumieni i rzek. Jako ptak byłam wyczulona na wszystkie szczegóły, obrazy i dźwięki docierały do mnie wyraźne i ostre. Słyszałam wodę bulgoczącą i przelewającą się w potokach, cichutki szelest liści. Wokół mnie tańczył wiatr, w dole widziałam mysz przemykającą przez trawy i życie gwałtownie wzbierające w pniach drzew.

Głos wołający moje imię stał się bardziej donośny i naglący. Zdawał się dochodzić z pobliskiego lasu, ruszyłam więc w pościg wśród drzew w stronę samotnej postaci, która czekała na mnie na zwalonym pniu. Kiedy już prawie do niej dotarłam, głos nagle ucichł, a ja znieruchomiałam, unosząc się nad głową kobiety. Spoglądałam w dół na swoją ludzką postać – była niebieska, opierała się na wielkim kiju i bezczelnie się do mnie uśmiechała. Nie odezwała się ani słowem, nie musiała – wszystko było jasne. Nagle sen zaczął się cofać niczym taśma filmowa, a ja zniknęłam, jakby mnie coś wessało.

W chwili, kiedy się obudziłam, problem, który dręczył mnie od dawna, znalazł rozwiązanie. Powinnam skończyć z projektowaniem uroczych zakątków. Moje ogrody przypominały nowe szaty cesarza – coś było z nimi nie tak, ale nikt nie ośmielał się o tym wspomnieć.

Rozwiązanie niosły ziemia i przyroda. Ogrody były niczym martwe natury – stanowiły przestrzeń kontroli i manipulacji. Były ubogą wersją dziewiczych terenów – delikatnej, a mimo to mocnej skóry Matki Ziemi. Gdzieś po drodze nasze ogrody stały się jałowe.

Ogrodnictwo pociąga ludzi, bo pozwala im czuć związek z naturą. Słowa „ogród” i „przyroda” stały się niemal synonimami, choć w rzeczywistości mają już niewiele wspólnego. Przepaść między ogrodami a naturą można postrzegać jako gigantyczne pole bitwy. Linię frontu po stronie ogrodników wyznaczają ciężka praca i ogromna ilość substancji chemicznych. Natura wybiera taktyki wywrotowe i działania partyzanckie.

Oczywiście czas zawsze działa na korzyść przyrody.

Wreszcie zrozumiałam, że pomimo wielkich starań moje prace wcale nie powstawały w harmonii ze światem natury. Dotarło do mnie, że zawiodłam, i opierając się na dwudziestu latach doświadczeń, podjęłam dwie decyzje. Obie zmusiły mnie do ponownego przemyślenia wszystkiego, co wiązało się z moją pracą, i doprowadziły do napisania tej książki.

Po pierwsze, zabrakło mi najważniejszego elementu układanki. Chociaż moje ogrody były pięknymi zakątkami, które pozwalały na swobodny przepływ energii, ziemia nie chciała dostosować się do moich projektów. By powstrzymać wzrost tego, co pragnęło rosnąć, potrzebny był stały nadzór. Ziemia lepiej wiedziała, jak ma wyglądać, a ja musiałam się nauczyć odczytywać jej intencje. Ogrodnictwo oznaczało walkę z siłami i planami Matki Natury. Ja chciałam zrozumieć, jak pracować z tą energią, a nie przeciwko niej.

Po drugie, uznałam, że nie mogę dłużej projektować ogrodów dla innych ludzi, jeżeli oni sami nie będą w ten proces bardziej zaangażowani i jeśli nie wezmą na siebie odpowiedzialności za swój skrawek ziemi. Nie mogłam budować więzi między ogrodem a klientami, bo kiedy moja praca dobiegała końca, nie ja miałam tę relację podtrzymywać. To do moich klientów należało nawiązanie i utrzymanie istotnej więzi z ich kawałkiem planety.

Odkryłam, że jeśli zmienimy swoje podejście, ogród może stać się czymś niezwykłym. Gdy zapraszamy naturę i pozwalamy jej wyrazić siebie, a potem działamy na rzecz uzdrowienia ziemi i przywrócenia jej równowagi, dzieje się coś magicznego. Przyroda zaczyna z nami współdziałać na poziomie energetycznym, emocjonalnym i fizycznym. Ogród staje się miejscem bezpiecznym, dostatnim i spokojnym. Kiedy uznacie prawa natury, kiedy ją pokochacie i zaczniecie szanować, odpowie wam w sposób, jakiego większość ludzi nie doświadcza od wielu, wielu lat. Otworzą się przed wami magiczne wrota.

Ta książka jest przesycona staroirlandzkimi praktykami współdziałania z ziemią. To użyteczny poradnik, który pokaże wam, jak krok po kroku przywrócić ziemi życie. Metody, które opisuję, wyrastają wprawdzie z mojej własnej kultury, ale z podobnych sposobów kultury tradycyjne na całym świecie korzystają od dziesiątków tysięcy lat. Składają się one na styl życia głęboko zakorzeniony w naszym DNA.

Nie wolno nam zapominać o naszych korzeniach, musimy je odkryć na nowo; musimy zrozumieć, że nasz ból jest rezultatem oddzielenia od tego, co mamy pod stopami. Ziemia odczuwa tę stratę równie silnie jak my. Gleba, którą uprawiamy, miejskie parki i ogrody są martwe na niemal wszystkich poziomach, nie jest jednak za późno, żeby to zmienić. Wciąż jeszcze mamy czas.


Miejsca święte

Przez całe życie szukam pewnej szczególnej atmosfery. Tej samej, która panowała w moim śnie o wronie – wrażenia, że wokół tętni życie, energii tworzenia. Nie bardzo umiem to wyjaśnić, ale z pewnością wielu z was będzie wiedziało, o co mi chodzi, nawet jeśli nie przypomnicie sobie tego doświadczenia od razu – o połączenie pulsującej, życiodajnej siły i przyjemne, znajome uczucie powrotu do domu.

Doświadczam tego za każdym razem, kiedy jestem na wsi, ale w niektórych miejscach silniej niż gdzie indziej. Już jako dziecko ciekawiło mnie, dlaczego tak się dzieje. Z czasem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego podobnych emocji nie dostarczają mi ogrody.

Tę pełną życia atmosferę można odnaleźć w dziewiczych krajobrazach, w miejscach, gdzie natura nie współdziała już z ludźmi, a może nigdy tego nie robiła. Często są to dawne tereny rolnicze albo obszary w inny sposób przekształcone przez działalność człowieka, od wielu lat jednak pozostawione własnemu losowi. W tym czasie przyrodzie udało się powoli odbudować, wrócić do punktu, w którym mógł się odrodzić pierwotny duch miejsca. W taką energię obfitują zdrowe lasy, często jest też wyraźna w górach – być może dlatego, że to przestrzenie, które nie poddają się tak łatwo działalności człowieka.

W każdym dzikim zakątku można wyczuć specyficzną aurę. Krajobrazy pozostawione same sobie tętnią życiem. To miejsca, gdzie energia ziemi krąży swobodnie, a my odbieramy jej moc i witalność bezpośrednio. Doznania te, choć pobudzające i radosne, niekiedy kryją w sobie cień żalu, bólu, grozy lub mroku.

Istnieją też inne tajemnicze obszary przesycone energią. To tak zwane miejsca święte, a określenie to obejmuje obiekty związane zarówno ze starożytnymi wierzeniami, takie jak kamienne kręgi, jak i z początkami chrześcijaństwa; zalicza się do nich święte studnie, niektóre świątynie, wiekowe klasztory czy ich ruiny, kopce modlitewne i tak dalej. Często wcale nie są to miejsca dzikie, wiele znajduje się na otwartym terenie, wśród pastwisk. Niektórym nie towarzyszy żadna szczególna atmosfera, w przypadku innych, przeciwnie, napięcie jest wyraźnie wyczuwalne. Chciałam się dowiedzieć, co tworzy ich aurę.

Chrześcijaństwo przyniosło Irlandii bolesną separację od ziemi, a jej echa są wyczuwalne do dziś. Wcześniej ludzie żyli w zgodzie z naturą. Rozumiano, jak wielkie znaczenie ma ziemia, i szanowano jej potęgę. Dla chrześcijan życie doczesne stanowiło jedynie etap na drodze do życia wiecznego, ziemię zaś mieli sobie czynić poddaną.

Ale ponieważ wierzenia pogańskie były w Irlandii głęboko zakorzenione, sprytni chrześcijanie pojęli, że brutalna siła na nic się tu nie zda. Przejmowali rząd dusz powoli i podstępnie, pozwalając, by ich religia mieszała się z wierzeniami lokalnymi, związanymi z ziemią, co doprowadziło do wyrugowania dawnych tradycji, choć nie do końca.

Krótko mówiąc, mimo dzielących je różnic obie kultury wiedziały, jak tworzyć przestrzenie przesycone energią. Bardzo chciałam zrozumieć powody i sposoby ich działania, by tę samą magię sprowadzić do swoich ogrodów.

Irlandia wręcz idealnie się nadaje do badania świętych miejsc, bo niemal nie sposób przejść tu przez pole, żeby się nie potknąć o święty kamień, nie wpaść do świętej studni albo nie zniknąć w szczelinie, która okaże się zamaskowanym podziemnym grobowcem.

Znajdziecie tutaj wiele zakątków przesyconych energią – powietrze będzie w nich gęste, atmosfera pełna napięcia, a wasze ruchy będą miały coś z rytuału. W takich miejscach zasłona oddzielająca świat materialny od duchowego jest bardzo cienka. Zauważyłam, że ludzie zwykle dokładają wtedy swoją cegiełkę – przesuwają obiekty, stawiają własne konstrukcje, zmieniają ukształtowanie terenu, a wszystko to zgodnie z jakąś konkretną intencją. W niektórych tego typu lokalizacjach energia nie osłabła od tysięcy lat. Z innych zniknęła całkowicie.

Ludzie szukają takich zakątków, żeby potwierdzić swój związek ze światem natury i ducha. Niektórzy wybierają się w tym celu na wycieczki albo jeżdżą na wakacje tam, gdzie wciąż jest dziko. Ci, którzy decydują się na ogród czy park, muszą się zadowolić bardzo uproszczoną wersją natury. W ogrodach i parkach odnajdziemy zaledwie słabą namiastkę blasku, jakim promieniują obszary prawdziwie naturalne, a także ich uzdrowicielskiej mocy.

Chciałabym w tej książce przedstawić wam bardzo prosty system, dzięki któremu każdy będzie mógł bezpośrednio połączyć się z naturą i zyskać dostęp do nieograniczonej energii, jaką nam zapewnia. Energię tę bez trudu możecie wyczarować we własnym ogrodzie.



Natura silniejsza niż kultura

 

Is treise an dúchas ná an oiliúint.

Energia wróżek albo Gai, Bogini, Matki Ziemi. Każda kultura ma jakąś nazwę dla tej formy świadomości i siły życiowej w przyrodzie.

Pamiętacie, jak Piotruś Pan twierdził, że Dzwoneczek umrze, jeśli dzieci przestaną w nią wierzyć? Według Piotrusia wróżki istniały dopóty, dopóki w nie wierzono: „za każdym razem, kiedy jakieś dziecko powie: «Nie wierzę we wróżki!», jedna wróżka pada nieżywa”[1]. To bardzo dobra ilustracja tego, jak działa świat niewidzialny.

Istniejemy, tylko jeśli nasze istnienie potwierdzają ci, którzy są wokół nas, w przeciwnym razie po prostu usychamy i umieramy.

Fryderyk II Hohenstauf, trzynastowieczny władca Świętego Cesarstwa Rzymskiego, przeprowadził okrutny eksperyment deprywacyjny na grupie osieroconych niemowląt. Chciał odkryć, jakim językiem będą mówiły, jeżeli zostaną pozbawione kontaktu z ludzką mową. Eksperyment opisał w swojej kronice franciszkanin Salimbene de Adam. Zanotował on, że Fryderyk nakazał „mamkom i opiekunkom, by karmiły dzieci piersią, kąpały je i myły, ale pod żadnym pozorem nie gaworzyły z sierotami ani do nich nie mówiły”. Dla dzieci skończyło się to śmiercią.

Największą krzywdą, jaką można wyrządzić żywej istocie, jest ignorowanie jej istnienia.

Ziemia przez długi czas pozostawiona samej sobie powraca do stanu dzikości i swobody. Staje się samowystarczalna i niezależna jak zdziczałe zwierzę. Tworzy silne środowisko, zdrowy, zrównoważony ekosystem, na który składają się rośliny, zwierzęta i mikroorganizmy. Jeśli jednak dziewiczy obszar wykarczuje się i zacznie uprawiać, staje się zależny od zamieszkujących go ludzi i podporządkowany ich celom. Jest jak dziecko – by się zdrowo rozwijać i zyskać samodzielność, potrzebuje miłości i uwagi.

Ziemia przywiązuje się do ludzi, którzy na niej pracują. Jeśli taka więź powstanie, a potem człowiek ją zaniedba, będzie to miało opłakane skutki – tak samo jak w przypadku dziecka. Dziś znaczna część ziemi czuje się zapomniana. Wycofuje się i zamyka w sobie, bo przestaliśmy wierzyć w jej potencjał czy też w ogóle ją dostrzegać. Zwracamy uwagę wyłącznie na obszary leżące odłogiem, takie, których nic z nami nie łączy i które nie potrzebują człowieka. Ja nazywam to straconą szansą.

Skrawek ziemi, który uprawiamy, jest niczym członek rodziny. Może nawiązać z nami więź, ale musi to być relacja dwustronna – od tego zależy jakość łączącego nas związku.

Wystarczy, że dostrzeżemy swoją ziemię i „uwierzymy we wróżki”, a życiodajna siła natury przeniknie każdą jej piędź, napełniając nasz dom, rodzinę i nas samych swą magiczną, uzdrawiającą mocą.

Nasze ogrody są darem. Mogą nas też wiele nauczyć. Jako opiekunowie tych skrawków ziemi możemy się dowiedzieć, jak z nią współpracować w procesie obopólnego odzyskiwania zdrowia. Możemy stworzyć dynamiczne, zrównoważone i zintegrowane ekosystemy zapewniające warunki do życia nie tylko nam, ale też wszystkim innym stworzeniom, z którymi dzielimy planetę.

Ogród należy do świata natury, nie na odwrót.

Tak samo jak my.