SPQR. Historia starożytnego Rzymu

Tekst
Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

BRAT PRZECIW BRATU, SWOI PRZECIW OBCYM

Tuż pod powierzchnią tych legend tkwią jedne z najważniejszych motywów późniejszych rzymskich dziejów, a także jedne z najgłębszych rzymskich rozterek kulturowych. Mówią one wiele na temat rzymskich wartości i zainteresowań, a przynajmniej na temat zainteresowań Rzymian, którzy mieli dość czasu, pieniędzy i swobody; rozterki kulturowe często są przywilejem bogatych. Jednym z tych motywów, jak przed chwilą widzieliśmy, był charakter rzymskiego małżeństwa. Jak brutalne musiało ono być, zważywszy na jego początki? Innym, widocznym już w słowach sabińskich kobiet, które próbowały pogodzić swych zwaśnionych ojców i mężów, była wojna domowa.

Jedną z wielkich zagadek tej legendy założycielskiej jest twierdzenie, że miasto miało dwóch założycieli, Romulusa i Remusa. Dzisiejsi historycy wysuwają najróżniejsze hipotezy, by wyjaśnić istnienie jawnie nadmiarowego bliźniaka. Być może sygnalizuje ono jakąś dwoistość u podstaw rzymskiej kultury, między różnymi warstwami obywateli lub grupami etnicznymi. Albo może odzwierciedla ono fakt, że później zawsze było w Rzymie dwóch konsulów. A może w grę wchodzą głębsze struktury mityczne, Romulus i Remus zaś są jakąś wersją boskich bliźniąt, jakie spotyka się w rozmaitych zakątkach światowej mitologii, od germańskiej po wedyjskie Indie, włącznie z biblijną opowieścią o Kainie i Ablu. Jednak bez względu na to, jakie wyjaśnienie wybierzemy (a większość dzisiejszych spekulacji nie jest zbyt przekonująca), jeszcze większą zagadką jest fakt, że jeden z bliźniaków-założycieli naprawdę był nadmiarowy – gdyż Remus został zabity przez Romulusa lub – w innej wersji – przez jednego z jego pachołków pierwszego dnia istnienia miasta.

Dla wielu Rzymian, którzy nie dystansowali się od tej historii, nadając jej etykietkę mitu lub legendy, było to jej najbardziej niestrawnym aspektem. Wydaje się, że Cyceron czuł się z tym tak nieswojo, iż omawiając narodziny Rzymu w dziele O państwie, pominął to milczeniem: Remus pojawia się na początku, wrzucony do rzeki wraz z Romulusem, ale potem po prostu znika z opowieści. Inny autor – historyk Dionizjusz z Halikarnasu, mieszkający w I w. p.n.e. w Rzymie, ale nazywany zwykle od swego ojczystego miasta na wybrzeżu dzisiejszej Turcji – postanowił ukazać Romulusa jako bolejącego nad śmiercią Remusa („stracił wolę życia”). Jeszcze inny, znany nam tylko jako Egnacjusz, znalazł śmielszy sposób na ominięcie problemu. Jedyną rzeczą odnotowaną na temat owego Egnacjusza jest to, że całkowicie odrzucił on historię o morderstwie i twierdził, że Remus dożył późnej starości, przeżywając wręcz swego bliźniaka.

Była to desperacka i niewątpliwie nieprzekonywająca próba ucieczki przed ponurym przesłaniem tej historii: że bratobójstwo jest nieodłącznym elementem rzymskiej polityki i że straszliwe konflikty wewnętrzne, które regularnie wstrząsały Rzymem, od VI w. p.n.e. począwszy (zabójstwo Juliusza Cezara w 44 r. p.n.e. jest tylko jednym z przykładów) były mu w pewnym sensie przeznaczone. Jakie miasto bowiem, u którego zarania tkwił mord dokonany na bracie przez brata, mogło uniknąć wzajemnego mordowania się przez obywateli? Poeta Horacy (Quintus Horatius Flaccus) był jednym z wielu autorów, którzy odpowiedzieli na to pytanie w oczywisty sposób. Pisząc około 30 r. p.n.e., po dziesięcioleciu walk, jakie rozpętały się po śmierci Cezara, ubolewał: „Okrutne losy gnębią rzymski lud, walk bratobójczych straszna zmora, od kiedy krew czystego Rema wsiąkła w ziemię, przekleństwo niosąc późnym wnukom”5. Wojna domowa wpisana była, można by rzec, w geny Rzymian.

Naturalnie Romulus bywał pomimo to przedstawiany często jako heroiczny ojciec założyciel. Zakłopotanie Cycerona, jakie budził w nim los Remusa, nie przeszkodziło mu pozować na Romulusa podczas starcia z Katyliną. A mimo zmazy morderstwa wizerunki bliźniaczych osesków spotykało się w całym antycznym świecie rzymskim: od stolicy – gdzie jedna grupa rzeźbiarska z ich wyobrażeniem znajdowała się na Forum, a druga na Kapitolu – po odległe części imperium. Co więcej, kiedy w II w. p.n.e. mieszkańcy greckiej wyspy Chios chcieli zademonstrować lojalność wobec Rzymu, między innymi wystawili pomnik przedstawiający, jak to ujęli, „narodziny Romulusa, założyciela Rzymu, i jego brata Remusa”. Monument ten nie zachował się do naszych czasów, ale przetrwała marmurowa tablica, na której mieszkańcy Chios uwiecznili swoją decyzję. Przy tym wszystkim jednak postać Romulusa wyraźnie miała w sobie coś moralnie i politycznie drażliwego.

Na inny sposób drażliwa była idea azylu oraz życzliwego przyjęcia, jakie Romulus zapewniał wszystkim przybyszom – cudzoziemcom, kryminalistom i zbiegom – by zyskać obywateli dla swego nowego miasta. Miała ona pewne pozytywne aspekty. W szczególności odzwierciedlała niezwykłą otwartość rzymskiej kultury politycznej i jej gotowość do wchłaniania ludzi z zewnątrz, która odróżniała ją od wszystkich innych starożytnych społeczeństw Zachodu, jakie znamy. Żadne z antycznych miast greckich nie było nawet w części tak otwarte na obcych; zwłaszcza Ateny surowo ograniczały możliwości uzyskania obywatelstwa. Bynajmniej nie jest to hołd dla liberalnego nastawienia Rzymian w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Podbili oni, niekiedy z przerażającą brutalnością, rozległe tereny w Europie i poza nią i często przejawiali ksenofobię oraz pogardę wobec ludów, które nazywali barbarzyńcami. Jednak, w procesie wyjątkowym wśród przedindustrialnych imperiów, mieszkańcom owych podbitych ziem, prowincji, jak nazywali je Rzymianie, nadawano stopniowo pełne rzymskie obywatelstwo, a także przywileje i ochronę prawną, jakie szły z nim w parze. Ukoronowaniem tego procesu był rok 212 (na którym kończy się moje SPQR), kiedy to cesarz Karakalla uczynił obywatelem rzymskim każdego wolnego mieszkańca imperium.


9. Wizerunki Romulusa i Remusa dotarły do najdalszych zakątków imperium rzymskiego. Ta mozaika z IV w. została odkryta w Aldborough w północnej Anglii. Wilczyca jest uroczo zabawnym stworzeniem. Bliźnięta, najwyraźniej unoszące się niebezpiecznie w powietrzu, wydają się tu równie nie na miejscu jak renesansowe dodatki do Wilczycy Kapitolińskiej.

Już wcześniej prowincjonalne elity wkroczyły tłumnie do politycznej hierarchii stolicy. Rzymski senat stopniowo stał się, jak powiedzielibyśmy dziś, ciałem zdecydowanie multikulturowym, a pełna lista rzymskich cesarzy zawiera wielu, których korzenie leżały poza Italią: ojciec Karakalli, Septymiusz Sewer, był pierwszym cesarzem z rzymskiego terytorium w Afryce; Trajan i Hadrian, którzy panowali pół wieku wcześniej, pochodzili z rzymskiej prowincji Hiszpanii. Kiedy w roku 48 cesarz Klaudiusz – którego dobrotliwy wizerunek zawdzięcza więcej powieści Roberta Gravesa Ja, Klaudiusz niż faktom – przekonywał nieco niechętnych senatorów, że obywatele z Galii powinni mieć prawo wejścia w skład senatu, nie omieszkał przypomnieć zgromadzonym, że Rzym od początku był otwarty na cudzoziemców. Tekst jego mowy, włącznie z uwagami z sali, których najwyraźniej nie szczędzono nawet cesarzowi, został wyryty w brązie i wystawiony na widok publiczny w owej prowincji, w obecnym Lyonie, gdzie znajduje się do dziś. Klaudiusz, jak się wydaje, w odróżnieniu od Cycerona nie miał szansy wcześniej dokonać jego korekty.

Podobny proces dotyczył niewolnictwa. Rzymskie niewolnictwo było pod pewnymi względami równie brutalne jak rzymskie metody zbrojnego podboju. Jednak dla wielu rzymskich niewolników, zwłaszcza tych pracujących w mieście jako służba domowa, a nie harujących na polach lub w kopalniach, niekoniecznie było ono wyrokiem dożywotnim. Regularnie darowywano im wolność albo kupowali ją sobie sami za pieniądze, jakie udało im się zaoszczędzić; a jeśli ich właściciel był obywatelem rzymskim, to oni również uzyskiwali rzymskie obywatelstwo, jednak z pewnymi ograniczeniami w stosunku do wolno urodzonych. Kontrast z klasycznymi Atenami znów jest uderzający: tam wyzwalano bardzo niewielu niewolników i bynajmniej nie otrzymywali oni przy tym ateńskiego obywatelstwa, ale trafiali w swego rodzaju bezpaństwową próżnię. Ów zwyczaj wyzwalania – manumissio, by użyć łacińskiego terminu – był tak charakterystyczną cechą rzymskiej kultury, że przyciągał uwagę cudzoziemców, którzy widzieli w nim potężny czynnik przyczyniający się do sukcesu Rzymu. Jak wyraził się pewien macedoński król z III w. p.n.e., to właśnie w ten sposób „Rzymianie powiększyli swój kraj”. Skala zjawiska była tak wielka, że niektórzy historycy są zdania, iż w II wieku większość wolnych obywateli miasta Rzym miała wśród swoich przodków niewolników.

Opowieść o azylu Romulusa wyraźnie nawiązuje do tej otwartości, świadcząc o tym, że różnorodność rzymskiej populacji była cechą obecną od samego początku. Część Rzymian podpisywała się pod poglądem króla Macedonii, że integracyjna polityka Romulusa walnie przyczyniła się do sukcesu miasta; dla nich azyl był powodem do dumy. Byli jednak i tacy, którzy podkreślali znacznie mniej pochlebną stronę tej historii. Nie tylko wrogowie Rzymu podrwiwali z imperium wywodzącego swoje pochodzenie od italskich kryminalistów i obwiesi. Niektórzy Rzymianie również dostrzegali ten paradoks. Pod koniec I lub na początku II wieku satyryk Juwenalis (Decimus Iunius Iuvenalis), z upodobaniem wyszydzający rzymskie pretensje, piętnował snobizm, który był innym aspektem życia w Rzymie, i kpił z arystokratów, którzy chełpili się drzewem rodowym sięgającym stulecia wstecz. Jeden ze swoich wierszy kończy złośliwą uwagą na temat początków Rzymu. Na czym wszak opierają się wszystkie te przechwałki? Rzym był od samego początku miastem niewolników i zbiegów („Twój przodek, ten najpierwszy, kim był, nie wiem bowiem, lecz był albo pastuchem, albo… już nie powiem”6). Cyceron mógł mieć coś podobnego na myśli, kiedy pisał w liście do swego przyjaciela Attyka o „szumowinach” lub „mętach” Romulusa. Żartował sobie z jednego ze swych współczesnych, który, jak to ujął, przemawiał w senacie, jak gdyby żył „w państwie Platona” – nawiązując do idealnego ustroju opisanego przez tego filozofa – „nie zaś wśród mętów [faex] miasta Romulusa”7.

 

Krótko mówiąc, Rzymianie mogli zawsze uważać się za godnych następców Romulusa, zarówno w swoich zaletach, jak i wadach. Gdy Cyceron przywoływał jego postać w swej mowie przeciw Katylinie, było w tym coś więcej niż tylko chełpliwe odwołanie się do założyciela miasta. Było to także odwołanie się do legendy, która prowokowała jego współczesnych do wszelkiego rodzaju dyskusji i sporów na temat tego, kim naprawdę są Rzymianie, co reprezentuje Rzym i gdzie przebiegają jego podziały.

HISTORIA I MIT

Ślady stóp Romulusa odciśnięte były w rzymskim krajobrazie. Za czasów Cycerona można było nie tylko odwiedzić założoną przez niego świątynię Jowisza Statora: można było wejść do groty, w której wilczyca rzekomo opiekowała się bliźniakami, i można było zobaczyć przesadzone na Forum drzewo, pod którym chłopcy zostali wyrzuceni przez rzekę. Można było nawet podziwiać dom Romulusa, małą, krytą strzechą drewnianą chatkę na Palatynie, w której, jak mówiono, mieszkał założyciel: namacalny ślad prymitywnego Rzymu w rozrastającej się metropolii. Była to oczywiście fałszywka, jak napomknął między wierszami pewien podróżny z końca I w. p.n.e.: „Nie dodają do niej nic, co uczyniłoby ją bardziej dostojną – wyjaśniał – ale jeśli jakaś jej część zostanie zniszczona, przez złą pogodę lub czas, naprawiają ją i przywracają o tyle, o ile to możliwe, do poprzedniego stanu”. Nie znaleziono żadnych pewnych śladów archeologicznych tej chatki, w czym nie ma nic dziwnego, zważywszy na jej nietrwałą konstrukcję. Przetrwała ona jednak w jakiejś postaci, jako pamiątka początków miasta, przynajmniej do IV wieku, kiedy to wymieniono ją na liście godnych uwagi obiektów w Rzymie.

Te fizyczne „pozostałości” – świątynia, drzewo figowe i pieczołowicie łatana chatka – potwierdzały pozycję Romulusa jako postaci historycznej. Jak widzieliśmy, rzymscy autorzy nie byli naiwni i kwestionowali wiele szczegółów tradycyjnych legend, nawet jeśli je powtarzali (rola wilczycy, boskie pochodzenie i tak dalej). Nie wyrażali jednak żadnych wątpliwości co do tego, że Romulus kiedyś istniał, że podjął przełomowe decyzje, które wyznaczyły kierunek rozwoju Rzymu, takie jak wybór lokalizacji miasta, i że mniej lub bardziej samodzielnie wymyślił niektóre z jego charakterystycznych instytucji. Tworem Romulusa był, według niektórych relacji, sam senat, a także ceremonia triumfu, parady zwycięstwa, jaką regularnie urządzano po największych (i najbardziej krwawych) wiktoriach wojennych miasta. Kiedy pod koniec I w. p.n.e. na Forum umieszczono wyryty na wielu marmurowych płytach monumentalny spis wszystkich rzymskich wodzów, którzy kiedykolwiek odbyli triumf, Romulus figurował na czele listy. „Romulus, król, syn Marsa, rok pierwszy, 1 marca, za zwycięstwo nad Ceninejczykami”, głosiła pierwsza pozycja, upamiętniając szybkie pokonanie pobliskiego latyńskiego miasta Cenina (Caenina), którego dziewczęta zostały wcześniej porwane – i nie zdradzając nawet cienia powszechnego sceptycyzmu co do jego boskiego rodowodu.

Rzymscy uczeni trudzili się nad zdefiniowaniem dokonań Romulusa i ustaleniem ścisłej chronologii najwcześniejszych faz istnienia Rzymu. Jedną z najżywszych kontrowersji doby Cycerona była kwestia, kiedy dokładnie założono miasto. Jak stary był właściwie Rzym? Tęgie głowy pomysłowo obliczały wcześniejsze, nieznane daty na podstawie znanych w rzymskich dziejach i próbowały zsynchronizować wydarzenia w Rzymie z chronologią dziejów Grecji. W szczególności, co nie było łatwe, starano się dopasować rzymską historię do regularnych czteroletnich cykli olimpiad, które na pozór zapewniały ustalone i wiarygodne ramy czasowe – choć, jak dziś wiadomo, było to po części wytworem wcześniejszych zmyślnych spekulacji. Stopniowo jednak rozmaite poglądy skupiły się w okolicach tego, co wedle naszej rachuby czasu jest połową VIII w. p.n.e., gdy uczeni doszli do wniosku, że dzieje Grecji i Rzymu „wystartowały” z grubsza równocześnie. To, co stało się kanoniczną datą, podawaną wciąż w wielu dzisiejszych podręcznikach, po części ma swoje źródło w uczonym traktacie, Kronice roczników pióra… Attyka (Titus Pomponius Atticus), przyjaciela i korespondenta Cycerona. Dzieło to się nie zachowało, przypuszcza się jednak, że umiejscawiało założenie miasta przez Romulusa w trzecim roku szóstej olimpiady, to znaczy w 753 r. p.n.e. Inne kalkulacje zawęziły to jeszcze bardziej, do 21 kwietnia, daty, pod którą współcześni rzymianie po dziś dzień świętują urodziny swojego miasta, urządzając dość jarmarczne pochody i pokazy walk gladiatorów.

Granica między mitem i historią bywa często nieostra (pomyślmy o królu Arturze albo Pocahontas) i, jak zobaczymy, rzymska kultura jest jedną z tych, w których jest ona szczególnie zatarta. Jednak mimo całej historycznej przenikliwości, jaką Rzymianie wykazali wobec tej opowieści, mamy wszelkie powody, by postrzegać ją, w naszych kategoriach, jako w zasadzie czysty mit. Przede wszystkim niemal na pewno nie było czegoś, co można by nazwać chwilą narodzin Rzymu. Bardzo niewiele osiedli i miast jest zakładanych z dnia na dzień przez jedną osobę. Zazwyczaj są one wytworem stopniowych zmian zaludnienia, struktury osadnictwa, organizacji społecznej i poczucia tożsamości. Większość „początków” to retrospektywne konstrukcje, rzutujące na odległą przeszłość mikrokosmos – lub wyimaginowaną pierwotną wersję – późniejszego miasta. Wymowne jest już samo imię Romulus. Choć Rzymianie przyjmowali zwykle, że od niego właśnie wzięła się nazwa nowo powstałego miasta, jesteśmy dziś dość pewni, że rzecz miała się dokładnie na odwrót: „Romulus” zostało utworzone od „Roma”. Romulus był po prostu archetypowym „panem Rzymkiem”.

Co więcej, pisarze i uczeni z I w. p.n.e., którzy przekazali nam swoją wersję początków Rzymu, nie dysponowali znacząco większą liczbą bezpośrednich świadectw najwcześniejszych etapów dziejów miasta niż dzisiejsi badacze, a w pewnym sensie może nawet mniejszą. Nie zachowały się żadne dokumenty ani archiwa. Nieliczne wczesne inskrypcje w kamieniu, choć cenne, nie były tak stare, jak wyobrażali to sobie często rzymscy uczeni, a jak odkryjemy pod koniec tego rozdziału, ich zrozumienie wczesnej łaciny bywało nieraz fatalne. Prawdą jest, że mieli oni dostęp do paru dawniejszych dzieł historycznych, które nie dotrwały do naszych czasów. Ale najstarsze z nich powstały około 200 r. p.n.e., wciąż pozostawała więc wielka luka między tą datą a początkami miasta, którą dawało się zamknąć jedynie za pomocą nader niejednorodnej zbieraniny legend, pieśni, ludowych widowisk teatralnych oraz płynnego i pełnego wewnętrznych sprzeczności amalgamatu, jakim jest tradycja ustna – bezustannie dostosowywana w trakcie przekazu do zmieniających się okoliczności i słuchaczy. Jest parę strzępków historii o Romulusie z IV w. p.n.e., ale potem, jeśli nie przywrócimy na dawne miejsce wilczycy z brązu, ślad się urywa.


10. To grawerowane lustro (odbijająca strona była na odwrocie) odkryte na ziemiach Etrusków zdaje się przedstawiać jakąś wersję karmienia Romulusa i Remusa przez wilczycę. Jeśli to prawda, to wobec datowania na IV w. p.n.e. byłoby ono jednym z najstarszych świadectw tej legendy. Jednak niektórzy, być może nadmiernie sceptyczni współcześni uczeni wolą widzieć tu scenę z etruskiego mitu albo parę nieskończenie bardziej mglistych i tajemniczych rzymskich bóstw, bliźniaczych Lares praestites.

Oczywiście, ujmując rzecz w inny sposób, to właśnie dlatego, że opowieść o Romulusie przynależy do mitu, a nie do – wąsko pojętej – historii, tak celnie ujmuje ona niektóre z głównych kulturowych rozterek antycznego Rzymu i jest tak istotna dla zrozumienia rzymskiej historii w szerszym tego słowa znaczeniu. Rzymianie, choć sami sądzili inaczej, nie odziedziczyli po prostu priorytetów i trosk swego założyciela. Wprost przeciwnie: przez stulecia powtarzania, a potem spisywania wciąż na nowo tej opowieści sami stworzyli i przekształcili postać Romulusa w dobitny symbol swych preferencji, sporów, ideologii i lęków. Innymi słowy, wbrew temu, co twierdził Horacy, nieprawdą jest, że wojna domowa była przekleństwem i przeznaczeniem Rzymu od jego narodzin; Rzym przeniósł własną obsesję na punkcie pozornie niekończącego się cyklu konfliktów wewnętrznych na swego założyciela.

Zawsze istniała też możliwość dostosowania lub całkowitego przekształcenia legendy, nawet po tym, jak zyskała ona względnie ustaloną postać literacką. Widzieliśmy już, jak Cyceron postanowił przemilczeć zamordowanie Remusa, a Egnacjusz – zaprzeczyć mu całkowicie. Jednak relacja Liwiusza o śmierci Romulusa ukazuje jasno, w jaki sposób można było nadać opowieści o początkach Rzymu aktualny wydźwięk. Król – wyjaśnia historyk – miał za sobą trzydzieści lat rządów, kiedy nagle, podczas gwałtownej burzy, został spowity obłokiem i zniknął. Pogrążeni w smutku Rzymianie wkrótce doszli do wniosku, że został on porwany do nieba – przekraczając granicę między tym, co ludzkie, a tym, co boskie, w sposób, na jaki politeistyczny system religijny Rzymu niekiedy zezwalał (nawet jeśli wydaje nam się to nieco absurdalne). Niektórzy z obecnych jednak, kończy Liwiusz, twierdzili coś innego: że król został zamordowany, rozszarpany na sztuki przez senatorów. Liwiusz nie wymyślił całkowicie żadnego z tych elementów: Cyceron na przykład już wcześniej wspominał, co prawda z pewną dozą sceptycyzmu, o apoteozie Romulusa, pewnego nazbyt ambitnego polityka z lat sześćdziesiątych I w. p.n.e. zaś przestrzeżono kiedyś, że spotka go „los Romulusa”, co zapewne nie miało oznaczać przemiany w boga. Jednak pisząc zaledwie kilkadziesiąt lat po zamordowaniu Juliusza Cezara, który został zadźgany przez senatorów, a następnie ubóstwiony (i otrzymał własną świątynię na Forum), Liwiusz nadaje tej historii wyraźny podtekst. Nie dostrzec tu cienia Cezara oznaczałoby przeoczyć istotę rzeczy.