Sekret bodyguarda

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Sekret bodyguarda
Sekret bodyguarda
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 59,85  47,88 
Sekret bodyguarda
Sekret bodyguarda
Audiobook
Czyta Mirella Rogoza-Biel
29,95  21,26 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wszystkie prawa zastrzeżone. Zarówno cała książka, jak i jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Wydawnictwa Szara Godzina s.c.

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Damasiewicz

Zdjęcia na okładce

© ASjack | stock.adobe.com

Redakcja

Aleksandra Marczuk

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz przygotowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Calibra/Sylwia Mosińska

Niniejsza powieść to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest zupełnie niezamierzone i przypadkowe.

Wydanie I, Katowice 2020

Wydawnictwo Szara Godzina s.c.

biuro@szaragodzina.pl

www.szaragodzina.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: LIBER SA

ul. Kabaretowa 21, 01-942 Warszawa

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dystrybucja@liber.pl

© Copyright by Wydawnictwo Szara Godzina, 2020

ISBN 978-83-66573-41-3

Książkę dedykuję wszystkim kobietom, których życie straciło sens i które wpadły w sidła rutyny. Nigdy nie przestawajcie wierzyć i marzyć, bo życie potrafi nas zaskoczyć w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Pamiętajcie, że macie siłę, by przenosić góry!

Rozdział I

Lato już dawno nie rozpieszczało tak jak w tym roku. Właściwie każdego dnia temperatura sięgała trzydziestu stopni Celsjusza. Niebo było bezchmurne i nie dawało najmniejszej szansy na najdrobniejszy deszcz.

Kiedyś to był dla niej najlepszy czas. Kojarzył się z beztroską, radością i szczęściem. Tak bardzo zazdrościła tym wszystkim dzieciakom, które jeździły nad wodę, by opalać swoje roznegliżowane ciała, spać na plaży pod gołym niebem i beztrosko popijać piwo. No i to wszystko w towarzystwie najlepszych przyjaciół! Wtedy czujesz, że świat należy do ciebie, że wszystko możesz. Nie masz żadnych problemów. Ale te lata minęły bezpowrotnie. Od czasu do czasu zdarzały jej się tylko pojedyncze dni beztroski. Już zapomniała, kiedy ostatni raz wyjechała na odpoczynek.

Dzisiejszy dzień będzie taki sam jak wszystkie dotychczasowe. Nie wyróżni się niczym szczególnym. Mikaela pójdzie do pracy, spędzi tam cały dzień, zapewne zasiedzi się do późnego wieczora. Ewentualnie spotka się z kimś na kawę albo szybką kolację. A potem wróci do pustego domu. Nic specjalnego.

Właściwie mogłaby robić coś innego, coś spontanicznego, na co tylko ma ochotę. Dopiero skończyła dwadzieścia sześć lat, a na koncie już miała miliony. W zasadzie nie musiałaby pracować, ale trudno byłoby jej zrezygnować z pracy, bo… była od niej uzależniona. Praca zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa. Mikaela nie miała pomysłu, co innego mogłaby robić. W pracy się realizowała i spełniała swoje ambicje.

Tego dnia obudziła się jak zawsze o ósmej trzydzieści. Przez kolejne pół godziny leżała w łóżku otulona satynową pościelą, przeglądając portale społecznościowe. Dzięki temu na bieżąco wiedziała, co się dzieje u znajomych, z którymi nie miała czasu się spotkać. Wstała bez pośpiechu i zjadła śniadanie. Wypiła gorzką herbatę z cytryną. Rozpoczęła kolejny dzień.

Gdy szła do garderoby, aby się ubrać, zauważyła, że okno w holu jest otwarte. Zdziwiła się. Klimatyzacja była przecież włączona, więc wszystkie okna powinny być zamknięte. Przez chwilę stała, zastanawiając się, czy rzeczywiście mogła zapomnieć je zamknąć. To mało prawdopodobne. Przecież takie rzeczy nigdy jej się nie zdarzały, była zbyt dobrze zorganizowana, by o czymś zapomnieć, a poza tym w ostatnim czasie nie odwiedził jej nikt, kto mógłby je otworzyć… Nie przyjmowała żadnych gości. Nawet siostra przestała spontanicznie do niej przychodzić. Kiedy Mikaela spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że jest już bardzo późno, porzuciła rozmyślania i popędziła się ubrać.

Przeglądając w szafie chyba z tuzin sukienek, zdecydowała się na złotą z jednym odkrytym ramieniem i drugim na grubej szelce. Sukienka była zwiewna i dobrze dopasowana, z rozcięciem aż do biodra z jednej strony. Mikaela wyglądała w niej olśniewająco. Niejedna dziewczyna mogła pozazdrościć jej figury i dobrego gustu. Przed wyjściem zabrała jeszcze teczkę z dokumentami i windą zjechała do garażu.

Kiedy wyszła na parking strzeżony, ogarnęło ją dziwne uczucie. Miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Próbowała się uspokoić, wiedząc, że nie ma takiej możliwości, aby obcy człowiek przedostał się przez ochronę i wszedł na teren apartamentowca. Budynek był bardzo dobrze strzeżony. Mieszkali w nim zamożni ludzie, w tym wiele gwiazd show-biznesu, i wszyscy cenili sobie prywatność.

Mimo to Mikaela czuła się nieswojo. Założyła okulary przeciwsłoneczne i przyspieszając kroku, zaczęła się dyskretnie rozglądać. Poczuła ulgę, gdy bezpiecznie wsiadła do samochodu. Uruchomiła silnik i najszybciej, jak mogła, opuściła parking. Kiedy znalazła się na drodze i muzyka zagłuszała jej myśli, zapomniała o całej sytuacji.

Do pracy pojechała nowym białym maserati gran turismo, którego dzień wcześniej odebrała z salonu. Wygodę i luksus ceniła sobie najbardziej. Przed biurem podjechała na swoje miejsce parkingowe, otworzyła drzwi i wystawiła długą zgrabną nogę, na której lśnił seksowny czarny sandał na wysokiej szpilce.

– Cholera! – zaklęła pod nosem, gdy wysiadając, złamała obcas.

To były jej ulubione buty! Z torebki pospiesznie wyciągnęła telefon komórkowy i wybrała numer. Już po pierwszym sygnale z drugiej strony odebrał mężczyzna.

– Cześć, Greg. Błagam, wyświadcz mi przysługę – prosiła dziewczyna. – Złamałam obcas i stoję przed biurem. Nie mogę się tak pokazać.

Mikaela bardzo dbała o swój wygląd i uchodziła za profesjonalistkę, ale co jakiś czas zdarzały jej się takie nieszczęsne wypadki. Można by pomyśleć, że miała szczególny dar do wpadania w tarapaty. Pewnego dnia na przykład, kiedy samochodem wracała do domu, zatrzymała się na światłach na wysokości przystanku autobusowego. Nim się obejrzała, jakaś kobieta po prostu wpakowała jej się do auta, prosząc, aby podwiozła ją po dziecko do przedszkola, bo malec się rozchorował, a autobus jak na złość nie przyjeżdżał. Mikaela nie potrafiła odmówić, tym bardziej że placówka leżała przy trasie, którą zwykle jeździła do domu. Innym razem podczas spotkania firmowego z ważnymi gośćmi pechowo usiadła w miejscu, gdzie wystawał ostry przedmiot. Oczywiście rozdarła sobie spodnie i musiała robić dobrą minę do złej gry, udając, że nic się nie stało i nieporadnie zakrywając dziurę. Tak było często. Jeśli coś komuś musiało się przytrafić, to było niemal pewne, że przytrafi się właśnie jej.

– Mam zapasowe buty w biurze. Są w szafce po lewej stronie. Bądź tak kochany i przynieś mi je. Przecież nie wejdę boso do biura – błagała Grega.

Po około dziesięciu minutach przed jej samochodem zjawił się młody przystojny mężczyzna. Był elegancko i modnie ubrany.

– Moja droga, to grzech złamać takie piękne szpilki. – Greg przewrócił oczami i wręczył jej zapasowe buty.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła? – przyznała szczerze Mikaela i wzięła obuwie od mężczyzny.

– Uciekam do pracowni, bo nigdy nie skończę mojego projektu. Co chwilę ktoś mi przeszkadza – poskarżył się chłopak.

– Dziękuję, Greg – powiedziała za odchodzącym mężczyzną.

Chłopak był jej prawdziwym przyjacielem. Zawsze mogła na niego liczyć. Szybko zmieniła buty. Podziękowała sobie w myślach, że jakiś czas temu zostawiła w biurze te czarne szpilki. Dziś idealnie pasowały do jej zwiewnej sukienki. Spojrzała z dumą na gmach firmy, którą sama zbudowała, i po chwili weszła pewnym krokiem do środka. Wnętrze oddawało gust Mikaeli. Lubiła przestronne pomieszczenia w jasnych barwach, najlepiej w białych, beżowych lub szarych. Po drodze minęła portiera.

– Witaj, Clay – przywitała się uprzejmie jak zawsze.

– Dzień dobry – odpowiedział mężczyzna.

Był po pięćdziesiątce, ale wyglądał na nieco młodszego. Widać było, że dba o siebie.

Mikaela minęła go, nie wdając się w żadną konwersację. Nie oznaczało to, że była wyniosła czy niegrzeczna. Po prostu taki miała charakter. Lubiła dystans i stresowała ją niemal każda prywatna rozmowa. Nauczyła się ograniczać kontakt z obcymi do minimum. Jedni przyzwyczaili się, że taka jest, podczas gdy inni uważali, że traktuje ich z góry. Mikaela przeszła przez długi korytarz i windą wjechała na ostatnie piętro, prosto do swojego gabinetu.

Po drodze natknęła się na sekretarkę, Jelenę. Ta młoda kobieta jak nikt sprawdzała się na tym stanowisku. Skrupulatna, zorganizowana i dokładna. Nigdy nie zadawała zbędnych pytań, nie dopytywała o prywatne sprawy. Gdyby się jednak uprzeć i zarzucić coś Jelenie, to może tylko to, że była ładna… Zbyt ładna. Ważne było jednak to, że wykonywała perfekcyjnie swoją pracę. Miła dla klientów, szybko potrafiła zjednać sobie ich sympatię.

– Cześć, Jelena. Jak minął weekend? – przywitała się Mikaela, obdarowując dziewczynę nieśmiałym uśmiechem.

– Dobrze, dziękuję. Spędziłam go z przyjaciółmi za miastem. Przyszły listy do ciebie, położyłam je na twoim biurku – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.

– Dzięki, kochana. Zaraz zabieram się do pracy. Wiesz, trzeba zabić smoka i uratować świat. – Mikaela przewróciła oczami. To było jej ulubione powiedzenie, kiedy miała przed sobą trudne zadanie. Mocno wierzyła w to, co robi, w głębszy sens swojej pracy. Odchodząc, dodała jeszcze: – Zawołaj do mnie, proszę, Jacka, będę u siebie. – Wzięła szklankę wody z cytryną, którą wcześniej przygotowała jej sekretarka, i poszła do swojego biura.

 

Otworzyła drzwi gabinetu. W środku było jasno i przestronnie. Przez ogromne okna wlewały się czerwcowe promienie słońca. Takie dni w pracy Mikaela lubiła najbardziej. Usiadła przy biurku i zabrała się za przeglądanie poczty, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziała, podnosząc wzrok znad stosu nieprzeczytanych listów.

– Cześć. Chciałaś się ze mną widzieć.

W drzwiach stanął Jack. Dobrze zbudowany mężczyzna o niezbyt przyjemnym wyrazie twarzy. Miał około czterdziestu lat. Kiedyś był porucznikiem w wojsku, a teraz – ochroniarzem Mikaeli.

– Witaj, Jack. – Mikaela posłała mu jeden ze swoich czarujących uśmiechów. – Co u ciebie? Wszystko w porządku? – dopytywała ze szczerą ciekawością.

– Wszystko dobrze. Dziękuję, że pytasz. Janet pod koniec lata rodzi, więc szykujemy się do nowej roli – odrzekł uradowany.

– Cieszę się, pozdrów ją ode mnie – kontynuowała. – Chciałam się z tobą spotkać, bo jak wiesz, przed nami ważny event. W związku z tym będziemy musieli zwiększyć naszą ochronę. Potrzebujemy dużo więcej ludzi do pracy. Mógłbyś się tym zająć?

– Oczywiście. Cieszę się, że wszystko tak dobrze się rozwija. Jeszcze niedawno byłem tutaj tylko ja i kilka osób z produkcji, no i oczywiście Greg. – Mężczyzna się zaśmiał.

– W takim razie przeprowadź rekrutację i zaprezentuj mi swoich kandydatów. Ufam ci. – Spojrzała na niego uprzejmie, ale nieco surowo spod swoich długich czarnych rzęs.

Mikaela była rzeczowa. Nawet za bardzo. Jack przyzwyczaił się już do jej charakteru, ale na początku było to dla niego bardzo trudne. Uważał ją za… Tak, za zimną sukę, której nikt nie obchodzi. Jednak przy bliższym poznaniu zmienił zdanie. Wiedział, że Mikaela po prostu nie odnajduje się w relacjach z ludźmi, i czasem nawet luźna rozmowa sprawia jej problem. Nie drążąc dłużej tematu, odpowiedział:

– Jasna sprawa. Od razu się tym zajmę. Gdybyś jeszcze czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie szukać. Do zobaczenia.

Uśmiechnęli się do siebie przyjaźnie i wrócili do swoich zadań.

Mikaela zatrzymała znudzony wzrok na stosie listów, które musiała przejrzeć. Robota, której najbardziej nie lubiła, to właśnie tony papierów wymagające jej podpisu. Uwielbiała z kolei, kiedy zaczynał się sezon pokazów, wywiadów i medialnego szumu. Wtedy była w swoim żywiole, czuła się jak ryba w wodzie. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą, planować i organizować. Świetnie sprawdzała się w podbramkowych sytuacjach. Kiedy inni zaczynali panikować, ona zachowywała zimną krew. Zdawać by się mogło, że wtedy pomysły i rozwiązania same wpadały jej do głowy.

Mikaela otworzyła swój kalendarz i sprawdziła, co jeszcze ma zaplanowane na nadchodzący dzień. Zauważyła tylko dwa spotkania, które, jak przypuszczała, przebiegną raczej po jej myśli. Włączyła komputer. Trochę się zdziwiła, gdy dostrzegła otwartą zakładkę ze stroną jej banku. Była pewna, że dzień wcześniej wszystko zamknęła. Tak, na pewno to zrobiła. Nie wzbudziło to w niej jednak większych podejrzeń. Pomyślała, że być może Jelena czegoś potrzebowała i skorzystała z jej komputera. Przezornie zalogowała się do banku i sprawdziła, czy wszystko jest w porządku. Gdy się upewniła, że nie wydarzyło się nic niepokojącego, zaczęła przeglądać skrzynkę pocztową i odpisywać na maile. To zajęło jej sporą część dnia. Nawet się nie zorientowała, kiedy minęła szesnasta i poczuła ucisk w żołądku. No tak – przecież nic poza śniadaniem dzisiaj nie jadła!

Po chwili od pracy oderwał ją dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. To jedna z jej najlepszych przyjaciółek, jeszcze z czasów szkolnych. Mikaela się ucieszyła. Nie zastanawiając się, odebrała połączenie.

– Cześć, Jennifer. Co u ciebie? Wieki się nie widziałyśmy – przywitała przyjaciółkę.

– Cześć. – Rozmówczyni miała radosny głos. – Dzwonię, bo wybieramy się z Ivett na drinka i… Może na jakąś imprezę. Chciałybyśmy, żebyś poszła z nami. Od razu jednak uprzedzam, że nie przyjmujemy odmowy. Zbyt długo się nie widziałyśmy. Musisz opowiedzieć, co słychać w twoim wielkim świecie.

Mikaela, słysząc słowa przyjaciółki, wiedziała, że nie ma wielkiego wyboru. Gdy Jennifer na coś się uprze – nie odpuści. Świat się przecież nie zawali. A poza tym takie spotkanie dobrze jej zrobi. Czasami zapomina, ile ma lat, i żyje jak stara matrona, a przecież nadal jest młoda. Ludzie w jej wieku ciągle imprezują.

– Pasuje ci dwudziesta pierwsza w Amarone, naszej ulubionej knajpce? – dopytywała koleżanka.

– Jasne, będę – powiedziała Mikaela i uśmiechnęła się szeroko do słuchawki. – Dobrze, to skoro w końcu jestem spontaniczna i przekładam wszystkie swoje spotkania, dziś imprezujemy do białego rana. Nie wiadomo, kiedy znowu nadarzy się taka okazja – dodała.

– I to mi się podoba. Zakładaj sexy kieckę i ruszamy na podbój miasta. Do zobaczenia w Amarone – odpowiedziała entuzjastycznie Jennifer i się rozłączyła.

Mikaela przeniosła wzrok na ekran komputera. W kalendarzu, przy dacie i terminie spotkań na ten dzień wpisała wielkimi literami: ODWOŁAĆ.

Nie minęło pięć minut, gdy rozległo się pukanie do drzwi. To była Jelena. Dziewczyna, nie czekając na zaproszenie, śmiało weszła do środka.

– Mikaela, przepraszam, że przeszkadzam, ale otrzymałam powiadomienie z twojego kalendarza, że mam odwołać zaplanowane na dziś spotkania. To jakiś błąd? Zawołać informatyka? A może coś się stało? – zapytała z troską w głosie.

– Spokojnie, wszystko w porządku. Nic się nie stało. Poprosiłam o przełożenie tych spotkań, bo umówiłam się na drinka z dziewczynami ze szkoły. Dawno nigdzie nie byłam, więc pomyślałam, że choć raz będę spontaniczna. Proszę cię, przełóż te spotkania na jutro, ale dopiero na późne popołudnie, bo rano czeka mnie narada z designerami. I pewnie na żadne inne spotkanie nie będę miała już siły. Nie planuję dziś szybko wrócić do domu. – Mikaela uśmiechnęła się na myśl o czekającej ją zabawie, wyłączyła komputer i ułożyła papiery na biurku w jeden stos.

– Cieszę się, że wychodzisz. Bałam się, że poza pracą nie masz życia. Idź i baw się dobrze. Niczym się nie przejmuj. Zajmę się wszystkim. – Jelena podeszła do biurka i zabrała segregatory z dokumentami.

– Dobrze. W takim razie uciekam do domu. Zamówię jeszcze jedzenie, bo nic dzisiaj nie jadłam, przebiorę się i idę w miasto. Jutro opowiem ci, jak było. Do zobaczenia. – Mikaela upewniła się jeszcze, czy w torebce ma kluczyki od samochodu, i udała się na parking.

– Baw się dobrze! – krzyknęła na pożegnanie Jelena.

Humor Mikaeli poprawił się tak znacząco, że zmęczenie i otępienie zniknęły niemal natychmiast. Poczuła ekscytację i podniecenie. Potrzebowała tych emocji. Szybkim krokiem przemknęła przez długie korytarze firmy, żegnając każdego radosnym „do widzenia”.

Większość pracowników była zdziwiona. Po pierwsze, Mikaela Brown niemal nigdy nie opuszczała biura przed dziewiętnastą. A po drugie, jej rozanielony głos i szeroki uśmiech dostrzegli wszyscy. Nie uważali jej rzecz jasna za zgorzkniałą kobietę, ale wiedzieli, że jest samotnikiem. Zwykle spędzała czas albo w biurze, albo w pracowni, tworząc projekty nowych kolekcji. Każdy ją lubił, choć wyczuwał od niej chłód i dystans. Ale Mikaela po prostu taka była. Najlepiej czuła się w gronie swoich przyjaciół, a tych nie miała zbyt wielu. Nie dlatego, że nie ufała ludziom. Zależało jej, aby mieć w swoim otoczeniu kilka życzliwych jej osób, na które zawsze mogłaby liczyć, a nie tuziny koleżanek, dla których i tak nie miałaby czasu.

Mikaela popędziła do swojego samochodu. Otworzyła drzwi i usiadła wygodnie na mięciutkim skórzanym fotelu kierowcy. Gdy usłyszała ryk silnika, poczuła adrenalinę. Nie była zwyczajną kobietą. W przeciwieństwie do wielu innych dziewczyn lubiła sportowe auta i szybką jazdę. Pospieszenie wyjechała z parkingu i pomknęła prosto do swojego apartamentu.

Kiedy dojechała, czekał już na nią dostawca jedzenia. Szybko odebrała zamówienie i popędziła na górę. Usiadła na stołku barowym przy wyspie kuchennej w swojej eleganckiej kuchni i otworzyła pudełko. W środku był jej ulubiony makaron funghi z krewetkami. Już wstawała od stołu, by wziąć sobie lampkę wina do obiadu, gdy w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Dobrze wiedziała, że ma słabą głowę. Będzie lepiej, jeśli alkohol wypije dopiero z dziewczynami. W ich towarzystwie na pewno sprawi jej to większą przyjemność.

Po skończonym obiedzie wyrzuciła pudełko do kosza i poszła do łazienki. Po drodze spojrzała na zegarek i uznała, że zdąży jeszcze wziąć gorącą relaksującą kąpiel. Napełniła wannę wodą, dodała kilka kropel swojego ulubionego olejku zapachowego i zdjęła ubranie. Zamoczyła powoli nogę. Woda była zbyt gorąca, wzdrygnęła się więc lekko, ale po chwili zanurzyła już całe ciało i wygodnie się ułożyła. Z głośników zamontowanych w łazience leniwie sączyły się dźwięki odprężającej muzyki.

Mikaela poczuła, jak ciepła woda zmywa z niej stres minionego dnia, a olejek zapachowy delikatnie koi jej zmysły. Cóż za błogie odprężenie. Tak, właśnie tego potrzebowała. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w spokojną melodię. Po jakimś czasie woda zaczęła robić się nieprzyjemnie zimna, więc szybko się w niej zanurzyła, aby umyć głowę, i wyszła z wanny. Otuliła się jasnym kaszmirowym ręcznikiem i stanęła przed ogromnym lustrem. Wysuszyła i uczesała sięgające do pasa ciemne włosy, zrobiła wieczorowy makijaż i założyła zmysłowy czarny komplet koronkowej bielizny.

Następnie udała się do garderoby, aby wybrać strój na wieczór. Przechodząc przez korytarz, zauważyła, że firanka, którą wcześniej zaciągnęła, jest odsłonięta do połowy. Pomyślała, że to zapewne sprawka Grety – gosposi, która przychodzi do niej zwykle trzy razy w tygodniu. Sprząta mieszkanie i czasem przyrządza coś do jedzenia. Mikaela postanowiła, że przy najbliższej okazji zapyta ją o firankę, a teraz, nie zawracając sobie dłużej tym głowy, poszła wybrać kreację na wieczór.

Długo nie mogła się zdecydować. W końcu postanowiła założyć czarną obcisłą sukienkę z seksownym rozcięciem na plecach sięgającym bioder. Dzięki temu odsłoni kawałek ciała. Doskonale wiedziała, jak działać na zmysły mężczyzn. Kusiła, ale dawała do zrozumienia, że można ją tylko podziwiać. Sama zaprojektowała i uszyła tę sukienkę. Najlepiej czuła się w kreacjach stworzonych przez siebie. Założyła zgrabne sandałki z paskiem na wysokiej szpilce. Do butów dopasowała czarną połyskującą kopertówkę. Była gotowa. Wyglądała olśniewająco, drapieżnie, zmysłowo, ale nie wulgarnie. Wiedziała, jak połączyć poszczególne części garderoby i dodatki, aby nie stracić umiaru.

O godzinie dwudziestej pierwszej pod apartament Mikaeli podjechała taksówka. Dziewczyna jak zawsze była spóźniona. Chyba jeszcze nigdy nigdzie nie dotarła na czas. Na szczęście po kwadransie była już na miejscu, w ścisłym centrum.

Mikaela weszła do pubu i rozejrzała się w poszukiwaniu koleżanek. Dostrzegła je na końcu sali – siedziały przy stoliku, popijając alkohol i rozmawiając. Przeszła przez cały lokal, mając świadomość, że wiele osób na nią spogląda. Lubiła wywoływać zamieszanie wokół siebie. Zmierzając do dziewczyn, uśmiechnęła się do siebie, ale żadnego z mężczyzn nie zaszczyciła nawet jednym spojrzeniem. Oni natomiast pochłaniali ją wzrokiem. Podeszła do koleżanek i przywitała się radośnie.

– Aaa! – Ivett i Jennifer zapiszczały na widok przyjaciółki i od razu wstały, aby ją uściskać.

– Cześć, dziewczyny! Tak się cieszę, że was widzę. Cudnie wyglądacie. Co spotkanie, to jesteście piękniejsze – schlebiała im Mikaela.

– Dobra, dobra, już tak nam nie słodź – odpowiedziała dziewczyna w czerwonej obcisłej sukience. To była Ivett, przyjaciółka, z którą Mikaela siedziała w jednej ławce w szkole. – Ty to dopiero zajebiście wyglądasz! Nie było chyba żadnego faceta w tym lokalu, który nie zwróciłby na ciebie uwagi. Właściwie nadal się na ciebie gapią – zauważyła, śmiejąc się w głos.

– Jak zawsze masz mocne wejście – dokończyła Jennifer, siadając. – Mów lepiej, skąd masz taką kieckę! – dopytywała.

– Pewnie sama sobie uszyła – odpowiedziała za nią Ivett.

– Ty to masz dobrze, idealne życie – skwitowała Jennifer z nutką zazdrości w głosie.

– Nie przesadzajcie. Jak będziecie chciały, też wam coś uszyję, a teraz pijmy, bo jestem bardzo spragniona. – Mikaela zakończyła temat.

Kiedy przyjaciółki wspominały dawne czasy i wspólnie przeżyte imprezy, rozmowę przerwał im kelner, przynosząc kolejne drinki. Jego pojawienie się wywołało ich zdumienie. Nie zamawiały przecież alkoholu – nie dopiły nawet poprzednich porcji.

 

– To chyba pomyłka, niczego nie zamawiałyśmy – zaprotestowała Ivett.

– To od pana w czarnym swetrze, który siedzi przy barze. – Kelner wskazał na mężczyznę.

– Ooo… Super… Dziękujemy! – Ivett ucieszyła się i natychmiast odebrała drinki od kelnera.

Mikaela odwróciła się w stronę mężczyzny, posłała mu jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów i wyszeptała „dziękuję”, patrząc uważnie na nieznajomego. Kiedy mężczyzna wstał, aby podejść do dziewczyn, gestem dała mu znać, aby tego nie robił. Umiała owinąć sobie mężczyzn wokół palca. Robili, co tylko chciała. I tylko nieliczni przykuwali jej uwagę na tyle, by bardziej ją sobą zainteresować.

– Dlaczego to zrobiłaś? Czemu nie chciałaś, żeby się do nas przysiadł? – zdziwiła się Jennifer. – Przecież jest przystojny i wygląda na całkiem fajnego.

– I najwyraźniej jest tobą zainteresowany – dodała Ivett, upijając kolejny łyk alkoholu.

– Zobacz, jaki jest smutny. Patrzy zawiedziony w twoim kierunku i ma jeszcze nadzieję… Teraz jest mi go szkoda. – Jennifer zrobiła smutną minę w kierunku Mikaeli i zaczęła się śmiać.

– Gdybym była wolna, wzięłabym się za niego – stwierdziła Ivett.

– Jest świetny. – Jennifer jeszcze raz zmierzyła mężczyznę wzrokiem i odwróciła się do koleżanek.

– Dajcie już spokój, nie jest w moim typie i tyle. – Mikaela przeczesała włosy palcami i upiła duży łyk alkoholu.

– A ciekawe, kto jest. – Ivett nie odpuszczała.

– A może już jesteś zajęta? – maglowała ją Jennifer. – Opowiadaj ze szczegółami. To coś poważnego czy tylko seks?

– Dziewczyny, nie ma nikogo. Powiedziałabym wam, gdybym kogoś poznała. Teraz szykuję ogromny pokaz mody i tylko tym żyję. Projektuję i szyję nową kolekcję ubrań. Wiecie, dużo pracy i w ogóle…

Wiedziała, że znalazła się w ogniu pytań i nie ma innego wyjścia, jak tylko wyspowiadać się dziewczynom, bo i tak nie odpuszczą. Ale prawda była taka, że nie miała o czym opowiadać.

– Ty to masz naprawdę nudne życie – powiedziała żartobliwie Ivett, załamując ręce i udając znużenie.

– W takim razie od dziś zmieniamy tę sytuację. Szukamy faceta dla Mikaeli – zaproponowała entuzjastycznie Jennifer. – Za przyszłego faceta Mikaeli – dokończyła, wznosząc toast.

– Albo chociaż za dobry seks – dodała Ivett.

Przyjaciółki zaczęły się śmiać i po raz kolejny skosztowały alkoholu. Rozmawiały, piły i żartowały. O północy były już trochę nietrzeźwe, ale humory im dopisywały. Zdecydowały, że pójdą do klubu potańczyć. Klub mieścił się niedaleko Amarone i był najbardziej prestiżowy w całym mieście. Ze względu na to, że Mikaela miała duże udziały w tym lokalu, do środka dostały się wejściem dla VIP-ów. Otrzymały też specjalny VIP-room, zarezerwowany i przygotowany tylko dla nich. Mikaela lubiła, kiedy dzięki jej pozycji i nazwisku wszystkie drzwi stały przed nimi otworem, ale nie podobało jej się, gdy ktoś namolnie skakał obok niej. Stawała się wtedy zimna i oschła.

Wnętrze było bardzo eleganckie. Panował w nim półmrok. Z uwagi na późną porę w klubie było bardzo tłoczno, ale przyjaciółkom to nie przeszkadzało. By dojść do baru, musiały przecisnąć się przez całą salę. Co prawda w prywatnym pokoju miały do dyspozycji własnego barmana i pod dostatkiem alkoholu, ale dziś nie chciały się izolować od ludzi. Miały ochotę zabawić się tak, jak za dawnych dobrych czasów, kiedy nazwisko „Brown” nikomu nic jeszcze nie mówiło.

Również teraz, tak jak i w Amarone, niemal wszyscy zwrócili uwagę na Mikaelę. Dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością, a mężczyźni wręcz pożerali ją wzrokiem. Zdawało się, że każdy jej pragnął. Trudno się zresztą dziwić – była wyjątkowo piękną kobietą o delikatnych rysach twarzy i zdecydowanych, wyraźnych kształtach. Ciężko zapracowała sobie na taką sylwetkę, pocąc się cztery razy w tygodniu na siłowni i uprawiając fitness. Uwagę przykuwała także ciemną opaloną skórą, a długie czarne rzęsy podkreślały jej wielkie oczy. Tak – była idealna. Mikaela świetnie zdawała sobie sprawę z tego, jakie poruszenie wywołuje, gdy tylko się pojawia. Musiała przyznać, że to uwielbiała. Lubiła być podziwiana, najlepsza, doskonała.

Kiedy dziewczynom w końcu udało się dotrzeć do baru, zamówiły kamikadze, po cztery kieliszki na głowę. Przez moment Mikaela zawahała się, uznając, że to trochę za dużo. Pomyślała jednak, że to jej ostatnie wyjście w tym czasie – przed ważnym pokazem mody – więc może się zabawić bez wyrzutów sumienia. Chciała się odprężyć i nabrać sił na trudny czas, jaki ją czekał.

Dziewczyny stuknęły się kieliszkami i w wyśmienitych humorach wypiły cały zamówiony alkohol. Nagle Ivett zauważyła, że w tłumie ktoś im się przygląda.

– Hej, laski. – Szturchnęła koleżanki dość mocno. – Ten facet z Amarone, który postawił nam drinki, jest tutaj i gapi się na nas. – Dziewczyna dyskretnym ruchem głowy wskazała na mężczyznę.

– Idzie do nas – zauważyła nieco wstawiona Jennifer, która nie mogła powstrzymać śmiechu.

– Szybko, idziemy tańczyć, nie znajdzie nas w tłumie – zdecydowała Mikaela, pociągając za sobą koleżanki.

Pomknęły przed siebie prosto na zatłoczony parkiet. Z głośników wydobywała się sensualna muzyka. Zaczęły tańczyć w swoim gronie, nie dopuszczając do siebie mężczyzn. Uwielbiały to. Były w swoim żywiole. Mikaela zmysłowo poruszała biodrami, a kiedy podnosiła ręce, unosiła też swoje piękne włosy, które po chwili kusząco opadały kaskadą na plecy. Zamknęła oczy i seksownie poruszała się w rytm muzyki. Lubiła tańczyć, ale z powodu nadmiaru alkoholu, który zdążył uderzyć jej do głowy, znalazła się w nieco innym wymiarze. Wielu mężczyzn próbowało do niej podejść, wielu próbowało się przyłączyć lub porwać ją do wspólnego tańca, lecz ona na nikogo nie zwracała uwagi. Każdemu śmiałkowi wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana. Była niedostępna i nikt nie mógł do niej dotrzeć.

Kontynuując swój ponętny taniec, odwróciła się, delikatnie zarzucając włosy na jedną stronę, i otworzyła oczy. Od niechcenia spojrzała na ludzi siedzących przy barze.

Nagle jej wzrok zatrzymał się na dłużej. Zobaczyła mężczyznę o ciemnooliwkowej skórze. Był dobrze zbudowany, umięśniony, bardzo przystojny. Sprawiał wrażenie tajemniczego. Dyskretnie ją obserwował. Ich spojrzenia się spotkały. Mikaela patrzyła na niego zmysłowo spod swoich długich gęstych rzęs, bezwiednie rozchylając usta. On z kolei spoglądał na nią z taką intensywnością, że poczuła zawroty głowy. Mężczyzna, nie spuszczając z niej wzroku, ujął w dłoń szklankę z rudozłotym alkoholem i pociągnął łyk trunku. Mikaela zauważyła, że ma silne ramiona i jest gustownie ubrany. Wyglądał inaczej niż mężczyźni, z którymi się dotąd spotykała. Spodobał jej się ten styl. Nieznajomy miał na sobie czarne dopasowane spodnie i białe sportowe buty. Beżową koszulę z jednej strony wypuścił, a z drugiej – nieco niedbale włożył w spodnie.

Mikaela, nie przestając tańczyć i wciąż na niego spoglądając, przygryzła wargę. Intrygował ją tajemniczy nieznajomy. Mężczyzna trzymał alkohol w jednej dłoni, a drugą rozpiął najwyższy guzik lnianej koszuli. To go zdradziło. Dziewczyna już wiedziała, jak na niego podziałała. Odniosła nawet wrażenie, że się do niej uśmiechnął, ale nie była o tym do końca przekonana. Za to przez cały czas świdrował ją wzrokiem. Był pewny siebie, a to spodobało jej się najbardziej. Zdziwiła się jednak, gdy w pewnym momencie, zamiast podejść do niej, nagle przestał na nią spoglądać, odwrócił się do kolegi i zaczął z nim rozmawiać.

Mikaela jeszcze nie przeżyła podobnej sytuacji. Żaden facet nigdy się jej nie oparł i nie zlekceważył jej w taki sposób. Oszołomiona nie chciała przyznać przed sobą, że nieznajomy ją onieśmiela. Był inny niż wszyscy, a to doprowadzało ją do szaleństwa. Nie zastanawiając się jednak dłużej nad jego zachowaniem, wróciła do swojego zmysłowego tańca. Poczuła dziwną ekscytację, której dawno nie doznała. Nie zdając sobie z tego sprawy, tańczyła jeszcze seksowniej i ponętniej. Tak bardzo chciała przykuć uwagę nieznajomego. Nie znała uczucia, gdy mężczyzna się jej opiera, a ona nie może dostać tego, czego pragnie. Przecież to ona przebierała w facetach, nie na odwrót. Przyłapała się na tym, że co jakiś czas zerka na nieznajomego, ale on nie spojrzał na nią już ani razu. Poczuła złość.

Inne książki tego autora