3 książki za 35 oszczędź od 50%
Za darmo

Trup w obłokach, czyli historya maszyny latającej w powietrzu

Tekst
1
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Czarne oczy jego sypały iskrami, ręce zaciskały się konwulsyjnie.

Brown, choć śmiały i odważny, posuwał się od Pericorda, kiedy ten za bardzo się doń przybliżał.

– Ręce na dół, – zawołał, wyjmując nóż z kieszeni, – potrafię obronić się w razie napadu.

– Co to, groźba?! – krzyknął, siniejąc z gniewu Pericord, – pan jesteś zdolny, zostać mordercą, jak zostałeś złodziejem!… Oddaj mi patent!

– Nie!

Pericord skoczył jak dziki zwierz; jego przeciwnik wyrwał się, ale się potknął o pustą skrzynkę i upadł.

Lampa zachwiała się, spadła i zgasła. Szopa pogrążyła się w ciemności, tylko słaby promyk księżyca, przebijając się przez wązką szczelinę, drgał na ogromnych skrzydłach.

– Oddasz patent?

Milczenie.

– Zwrócisz mi go czy nie?

Milczenie. Żadnego dźwięku oprócz brzęczenia i zgrzytania maszyny.

Z sercem ściśniętem trwogą Pericord zaczął w ciemności poomacku szukać w około siebie. Nakoniec palce jego dotknęły czyjejś ręki. Ręka ta była nieruchoma. Gniew zamienił się w przerażenie. Potarłszy zapałkę, podniósł lampę i zapalił. Brown leżał na ziemi wyciągnięty. Pericord objął go rękoma i uniósł.

Teraz poznał przyczynę milczenia przeciwnika. Nieszczęśliwy, padając, przekręcił prawą rękę, w której trzymał nóż i całym ciężarem wbił go sobie w ciało. Śmierć nastąpiła natychmiast.

Siadłszy na brzegu przewróconej skrzynki, wynalazca wbił tępy, bezmyślny wzrok w przestrzeń…

Nad nim wciąż huczał i syczał “Motor Brown-Pericord. ” Tak przesiedział kilka minut, a może kilka godzin.

Tysiące szalonych myśli roiło się w jego rozpalonym mózgu. Był przecież mimowolną przyczyną śmierci towarzysza, ale któż mu uwierzy? Ubranie miał zbroczone krwią… wszystko świadczyło przeciw niemu. Lepiej uciekać… a jeszcze lepiej było by uwolnić się od trupa, aby mając kilka dni czasu, usunąć wszelkie podejrzenia… Wtem dał się słyszyć silny huk i Pericord zerwał się na równe nogi. Worek z cegłami podnosząc się, zaczepił się za belkę w suficie.

Przy uderzeniu zerwał się drut, łączący aparat z maszyną i ta ostatnia spadła na ziemię. Pericord uwolnił koło, motor był cały. Szalona myśl przebiegła mu przez głowę.

Teraz maszyna była dlań ciężarem. Miał możność uwolnić się od niej i od trupa…

Otworzył wrota szopy i wyniósł trup towarzysza.

Brown leżał pod gołem niebem, oświetlony bladem, zimnem światłem księżyca.

Niedaleko znajdował się niewielki wzgórek. Pericord dostawszy się na wierzchołek, ostrożnie położył trupa na ziemi…

Potem wrócił się do szopy i przeniósł stamtąd na pagórek koło, motor i skrzydła.

Drżącemi palcami otoczył trupa stalowem kołem, przymocował skrzydła, skrzynkę z motorem, połączył metalowe przewodniczki. W ciągu dwóch lub trzechminut olbrzymie skrzydła drgnęły; potem cały korpus maszyny zaczął się podnosić i wreszcie wzniósł się do góry, oświetlony trupiem światłem księżyca.

Inne książki tego autora