GottlandTekst

Z serii: Reportaż
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gottland
Gottland
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 58,90  47,12 
Gottland
Gottland
Audiobook
Czyta Krzysztof Wakuliński
25  18,50 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dalej 1959 rok: Moskwa

Inny autor (chyba nie nosi w sobie urazu, jest historykiem) zwraca uwagę na to, jak już w warstwie językowej wyrafinowany batyzm rozmywa podział klasowy i zmiękcza system wykorzystywania.

Otóż swoich pracowników Bata nazywa przebiegle „współpracownikami”, a ich pensje „podziałem zysku”.

Na dziesięciolecie powstania Gottwaldova i firmy Świt przytacza się w prasie słowa pewnego komunisty, który już w 1932 roku powiedział Bacie publicznie:

– Moskwa usuwa ludzką zawiść, Bata używa zawiści jako siły sprawczej.

Marzec 1990 roku: Powrót

Gottwaldov znów jest Zlínem.

Tomáš Bata (Tomík) po pięćdziesięciu latach triumfalnie przyjeżdża do miasta. Jest witany przez trzydzieści tysięcy ludzi.

Krzyczą: – Dręcz nas, Bato!

Odwiedza swoje dawne sklepy. W jednym z nich widzi, jak klient przymierza buty.

– Klienci są moim życiem – mówi. – Irytuje mnie, gdy w moim sklepie kupujący sami muszą wiązać sznurówki. – Klęka i zaczyna wiązać sznurowadła jakiemuś panu.

Pałac Lucerna

1906.

Czeski inżynier z Pragi, Václav Havel, ma zamiar zbudować w centrum, na placu Wacława, nowoczesny pałac. Pierwszy budynek z żelazobetonu w Pradze. Pokazuje żonie projekt.

– Tyle okien – mówi żona. – Będzie wyglądał jak latarnia.

Latarnia to po czesku lucerna.

– I to jest świetna nazwa dla całego budynku! – ożywia się mąż. – A najważniejsze – dodaje – że jest to słowo czeskie, które łatwo wymówi każdy cudzoziemiec.

Tylko kobieta

– Byłam tylko kobietą – powiedziała.

– W końcu to tylko kobieta – mówili ci, którzy ją kochali.

Nie wiemy, co mówiła przed śmiercią. Wiemy, co przed swoją śmiercią wyznała jej przyjaciółka:

– Po kremacji nie chcę pogrzebu ani żadnej ceremonii.

– A gdzie panią rozsypać? – spytał notariusz spisujący testament przyjaciółki.

– Nigdzie! – odparła. – Nie chcę ludziom zapaskudzić kwiatów w ogródkach.

Siedziała w swojej sypialni w Salzburgu (pięćdziesiąt metrów kwadratowych). Oglądała na wideo filmy z sobą w roli głównej i czekała.

W 1995 roku Helena Třeštíková z Pragi spytała ją, oczekującą spokojnie na kanapie:

– Jakie jest pani największe życzenie, pani Baarová?

– Czekam tylko na śmierć – odpowiedziała.

Niestety, śmierć nadeszła dopiero po pięciu latach.

Najpierw spalono ją w największym krematorium Europy. Potem urnę włożono do grobu. Pod nią leżeli: matka (od 55 lat w grobie), na matce – siostra (od 54 lat), a na nich – ojciec (od 35 lat).

Atak serca zabił matkę w momencie, gdy ją spytano o biżuterię Lídy.


Około 1936. Lída Baarová, zdjęcie prywatne (AKG / East News)

Siostra zabiła się sama, gdy z powodu Lídy nie wpuszczono jej do ulubionego teatru.

Ojciec umarł na raka. Z jego śmiercią Lída bezpośrednio nie miała nic wspólnego. Ale i tak cierpiał: nie widział jej od siedemnastu lat i nie zobaczył do końca życia. Państwo dożywotnio odebrało mu prawo do widzenia z córką.

Studiowała już w szkole aktorskiej, gdy zobaczył ją reżyser filmowy i zaprosił do studia. Wtedy ojciec, Karel Babka – dyrektor magistratu w Pradze – wpadł na pomysł, że będzie się nazywała Lída Baarová. Ludmila Babková – to jak na artystkę brzmiało zbyt zwyczajnie. Nad tym, jak córka ma się nazywać, ojciec nie myślał długo, ponieważ przyjaźnił się z pisarzem Jindřichem Šimonem Baarem.

Do nowego nazwiska nie pasowało stare imię.

W tym czasie w sąsiednich Niemczech władzę absolutną zdobywał mężczyzna, który – jak ktoś zauważył – najbardziej był wdzięczny swojemu ojcu za porzucenie pospolitego, wiejskiego nazwiska Schicklgruber.

To jasne.

Pozdrowienie „Heil Schicklgruber” byłoby zbyt rozwlekłe.

Nakręcili film, a jego reżyser uznał, że odda siedemnastoletnią Lídę w lepsze ręce. Przyprowadził ją do młodszego kolegi. Był rok 1931, w Pradze od dwóch lat działała Bio Lucerna – pierwsze w kraju kino z dźwiękiem. – W filmie dźwiękowym jestem bezradny – zwierzył się reżyser koledze. – W niemym wszystko było prostsze. Kiedy nie wiedziałem, jak jakąś scenę nakręcić, dawałem napis, o czym bohaterka w tym momencie myśli, i ludzie mogli to sobie przeczytać.

Młodszy kolega (reżyser Otakar Vávra, rocznik 1911, do dziś pracuje)3 przejął Lídę i wyreżyserował jej najlepsze czeskie filmy. Zawsze powtarzał (no, może nie zawsze, dopiero w latach dziewięćdziesiątych, bo wcześniej nie mógł), że szybko stała się gwiazdą, jakiej Czechy nie mają do dziś. „Dzisiejsze aktorki wyglądają przy Baarovej jak kocmołuchy” – napisał niedawno.

Jeden z wielbicieli pod koniec lat trzydziestych nazwał jej imieniem nową odmianę róży. W środku kwiat ma płatki ciemno­czerwone, a z wierzchu – delikatnie różowe.

Pisano: „Umie zagrać szczerze, to jest twarz, która przekazuje tylko czyste uczucia”.

Na premierze teatralnej w Pradze zobaczył ją dyrektor niemiec­kiej wytwórni UFA, którą Niemcy uważali za Hollywood Europy. Był wrzesień 1934 roku, Lída siedziała z matką na widowni.

Od następnego dnia miała jeść tylko trzy jabłka dziennie, poza tym nic.

– Za wszelką cenę musi schudnąć i pozbyć się słowiańskiej pucołowatości – powtarzał producent.

Film nosił tytuł Barkarola. Szukano aktorki, która zagra najpiękniejszą kobietę w Wenecji.

– Miałam dwadzieścia lat i dostałam się do nieba – powiedziała Lída. – Główna rola w niemieckim filmie. Nie osiągnęła tego jeszcze żadna czeska aktorka.

Potem na ten sam temat Lída Baarová mówiła inne rzeczy koleżankom, inne amerykańskim oficerom śledczym, inne czecho­słowackiej Służbie Bezpieczeństwa, inne reporterowi, który napisał o niej książkę Przekleństwo Lídy Baarovej.

Na ten sam temat mówiła inaczej, gdy piła wodę, inaczej, gdy piła duże ilości szampana zmieszanego z fernetem.

Tym tematem była miłość.

Od tego momentu większość tego, co wiemy o Baarovej, należałoby opatrzyć pierwszym zdaniem z Rzeźni numer pięć Kurta Vonneguta. Zdanie to brzmi: „Wszystko to wydarzyło się mniej więcej naprawdę”.

Pewnego dnia podczas zdjęć nagle stanęły gondole na sztucznych kanałach. Zobaczyła, jak twarz jej partnera Gustava Fröhlicha (od kilku dni byli już kochankami) nabrała nowego, promiennego wyrazu4.

– Führer idzie! – powtarzali wszyscy podnieceni.

Chciała się schować, ale oczy Hitlera spoczęły właśnie na niej.

– Były to oczy niebieskoszare – wyjaśniła później na przesłuchaniu. – Oczy jak najzimniejsza stal. Patrzył na mnie uparcie, jakby mnie tymi oczami dosłownie przewiercał.

Wizyta trwała krótko. Mocno ścisnął jej rękę.

Trzy dni później Lída dostała powiadomienie, że Hitler zaprasza ją do Kancelarii Rzeszy na herbatę. Reżyser i Gustav powiedzieli, że pójść musi. Ze strachu dostała rozwolnienia. Jedni mówili, że dzięki führerowi nie ma bezrobocia i że ­obroni on Niemcy przed bolszewikami, inni powtarzali, że to potwór.

– Ma pani piękny kapelusik – powiedział Hitler.

Paliło się w kominku.

– Chciałaby pani być Niemką?

– Jestem Czeszką. Przeszkadza to panu?

– Nie. Ale cieszyłbym się, gdyby była pani Niemką.

Sekretarz Hitlera wyszedł, zostali sami.

– Kiedy zobaczyłem panią w studiu – zaczął – osłupiałem. Pani twarz przypomina mi kobietę, która w moim życiu grała wielką rolę. Nagle stanęła przede mną żywa.

Nie wiedziała, kogo mu przypomina.

Dopiero potem usłyszała historię Geli – Angeli Raubal, siostrzenicy Hitlera z Wiednia, w której kochał się nieprzytomnie od momentu, gdy ukończyła szesnaście lat. Geli nie miała nic wspólnego z nordycką rasą: ciemne oczy, czarne włosy i wysokie kości policzkowe jak Lída. Znaleziono ją martwą na dywanie w jego mieszkaniu w Monachium. Strzeliła sobie w serce z niewyjaśnionych nigdy powodów.

Hitler czuł się za nią odpowiedzialny, więc od śmierci Geli w 1931 roku, aby odpokutować swój duchowy udział w jej samobójstwie, przestał jeść mięso.

– Zdjęcie, które stoi zawsze na moim stole, ożyło – mówił dalej do Lídy w 1934 roku. – To pani zasługa.

– Bardzo mi przykro… – odezwała się bezradnie.

Nie powiedział już nic i pozwolił jej odejść.

Nie przekonała się, czy naprawdę miał tylko jedno jądro.

Wiadomo, że każda rzecz przetworzona przez pamięć staje się czymś zupełnie nowym. Stres uwalnia w mózgu związki chemiczne, które natychmiast zubażają przyszłe wspomnienia. Poza tym Lída po wojnie celowo mogła kłamać.

Nie wiadomo więc, ile razy naprawdę była na herbacie u Hitlera. W swoim pamiętniku napisała, że dwa. Pod koniec życia utrzymywała, że raz. Służbie Bezpieczeństwa powiedziała, że cztery.

Drugi mężczyzna, który obdarzył ją przenikliwym i długim spojrzeniem, miał prawą nogę krótszą, wykręconą do wewnątrz.

Prawe kolano o trzy i pół centymetra mniejsze w obwodzie niż lewe.

Zbyt długie dłonie nie pasowały do jego krótkich ramion.

Był drobny.

Miał chłopięcy wzrost.

Przez całe dzieciństwo inne dzieci go poniżały, ojciec ignorował.

 

Pierwszy stosunek odbył w wieku trzydziestu trzech lat.

Zapisał się na pięć różnych uniwersytetów.

Na zebranie NSDAP wszedł tylko dlatego, żeby się ogrzać, bo nie miał zimowego płaszcza.

Kiedy pierwszy raz zobaczył Hitlera, zapisał: „Te jego wielkie, niebieskie oczy! Jak gwiazdy! Jak się cieszę, że mnie widzi!”.

Gdy Lída Baarová zobaczyła tego mężczyznę pierwszy raz, pomyślała, że jego nieatrakcyjność jest uderzająca.

Mówiono, że błyskotliwa inteligencja czyni go podwójnie niesympatycznym.

Najsłynniejsza myśl, jaką spłodził – „Kłamstwo powtórzone wiele razy staje się prawdą” – była już od dawna wcielana w życie.

Za publikację zdjęć, na których było widać jego krótszą nogę, groziła śmierć. Pewien pisarz, który prywatnie spotkał go podczas wojny, wspominał: „Ministra propagandy otaczała aura piekielna; ten, kto się do niego zbliżył, odczuwał lęk, jaki to­warzyszy człowiekowi, który przekracza strefę wysokiego napięcia”.

Lída Baarová usłyszała jego głos.

– Poczułam, jakby przenikał mnie całą. Jakby mnie grzał i głas­kał jednocześnie – powiedziała.

Goebbelsa spotkała przypadkowo na ulicy. Zaprosił ją, aby obejrzała, jaki ładny ma dom i jakie piękne dzieci. Pochwalił się, że każde z piątki na cześć Hitlera nosi imię zaczynające się na H.

Potem nieustannie zapraszał ich z Gustavem na przyjęcia i premiery. Zawsze kiedy chcieli wyjść, okazywało się, że minister ma w domu jakiś film, w którym coś mu się nie podoba, i chce, żeby przed premierą Lída i Gustav go obejrzeli. Byli aktorami. Nie mogli odmawiać ministrowi, który miał kino w osobistej pieczy. Tak jak führer uważał, że radio, samochód i film pomogą Rzeszy w ostatecznym zwycięstwie.

Badacze obliczyli po wojnie, że minister miał stosunki seksualne z trzydziestoma sześcioma odtwórczyniami ról głównych i drugoplanowych.

W końcu zaprosił Lídę samą do biura na herbatę.

Spytał, co dziś kręci mąż.

Odparła, że nie ma męża, i Goebbels doznał szoku.

Kiedy Czesi ją po wojnie aresztowali, nie potwierdziła, że była jego gościem na zjeździe NSDAP w Norymberdze.

Dwa dni po jej dwudziestych drugich urodzinach (9 września 1936 roku), wieczorem, po przyjęciu Goebbels poprosił, by poszła z nim do hotelu, w którym mieszkał Hitler. Usłyszeli, jak w restauracji ktoś śpiewa: „Jestem tak zakochany…”.

– Ja także… – szepnął jej do ucha.

Opowiedziała mu, jak nieszczęśliwa jest z Gustavem, który nie chce się z nią ożenić. Pokazuje się z nią, ale tylko po to, żeby zwrócić uwagę na siebie. Zakłada jej przed wyjściem klejnoty, ale kiedy wracają, natychmiast je zdejmuje, żeby nic się im nie stało. W dodatku raz w nocy pomylił się i zawołał ją imieniem innej kobiety.

– Proszę zostać do jutra – poprosił Goebbels. – Mam w południe ważne przemówienie i proszę mnie wtedy bacznie obserwować.

Wyciągnął chusteczkę z butonierki.

– Będę nią dotykał ust na znak, że o pani myślę.

Lída pocałowała go delikatnie w policzek.

– Żyd jest pasożytem! Niszczycielem kultury! Enzymem rozkładu! – powiedział nazajutrz i sięgnął po chusteczkę.

Kręciła dla wytwórni UFA filmową wersję Zemsty nietoperza, gdy austriacka aktorka, która grała rolę Adeli, dostała zakaz występowania. Reżyser poprosił Lídę, żeby wstawiła się u Goebbelsa. Zakaz cofnięto, Baarovą ekipa nosiła na rękach, ale brukowe gazety już pisały o „nowej przyjaciółce pana ministra”.

– Widzisz – powiedział potem. – Ludzie są przekonani, że jesteśmy sobie bliscy, a ty przed tym uciekasz.

Chciał ją objąć. Jak zwykle w takich momentach rozpłakała się.

– Pan ma przecież dzieci, a ja mam Gustava…

– Nie masz, nie wmawiaj tego sobie. Piękna kobieta to żaglowiec na pełnym morzu. Każdy wiatr ją dokądś pędzi, ale gdy wichura minie, zawsze czeka ją piękna burza.

– Więc jeśli kobieta urodzi się piękna, jej uroda jest grzechem?

– To nie grzech, ale niedogodność. Piękna kobieta jest miotana jak trzcina.

„Kiedy dzwonił do mnie do domu, zawsze przedstawiał się jako pan Müller. Z dnia na dzień »pan Müller« brzmiało coraz wyraźniej jak rozkaz”.

„Telefonuje do niej tak często, że do podsłuchiwania jej telefonu Göring musi zaangażować jeszcze jednego pracownika”.


1936. Lída Baarová, Gustav Fröhlich i Joseph Goebbels (Ullstein bild / Getty Images)

Richard Walter Darré, teoretyk hodowli świń mianowany nazistowskim ministrem zdrowia, tłumaczył dążenia kobiet do emancypacji zaburzeniami funkcjonowania gruczołów płciowych. Uważał, że kobieta to raczej marzycielsko-przeżuwające zwierzę domowe. Pożądane cechy kobiece określało typowe ogłoszenie: „Pięćdziesięciodwuletni lekarz, Aryjczyk pragnący osiedlić się na wsi, pragnie męskiego potomstwa w oficjalnym związku ze zdrową Aryjką, dziewicą, młodą, skromną i oszczędną, zdolną do ciężkiej pracy, szeroką w biodrach, chodzącą na płaskich obcasach i nienoszącą kolczyków, najlepiej niezamożną”. Goebbels wyjaśniał, że naziści odsuwają kobiety od życia publicznego, aby przywrócić im godność.

Gdy zapraszał Lídę na zjazd, Magda Goebbels – ideał kobiety III Rzeszy – miała trzydzieści pięć lat, była w ciąży z piątym dzieckiem, po czwartym utyła. Nadal była atrakcyjna. Patronowała Narodowemu Instytutowi Mody i z dumą nosiła Order Macierzyństwa.

Autorzy amerykańskiej pracy Miłość we troje w rozdziale Trójkąty miłosne i Holocaust odnotowują: „Goebbels chciał, by Lída zamieszkała z nim, jego żoną i dziećmi. Aryjka do rodzenia potomstwa. Słowianka (lub Żydówka) do zakazanej namiętności – nieodłączna sprzeczność świata nazistowskiego”.

3 sierpnia 1937 roku Goebbels zapisał w osobistym dzienniku: „Czesi są zasranym narodem!”, a ponieważ Lída zgodziła się przyjechać na zjazd do Norymbergi, zanotował, że „stał się cud”.

19 października 1937 roku pisał: „To sezonowe państwo musi zniknąć!”, a jakiś czas potem – że przy pierwszych przymrozkach poszli z Lídą do lasu karmić sarny.

20 marca 1938 roku notował: „Musimy niebawem usunąć z Wiednia Żydów i Czechów”, a w tym czasie uczył ją posługiwać się łukiem i śpiewał.

1 czerwca 1938 roku cytował Hitlera: „W południe u Führera. Charakteryzuje Czechów jako ludzi bezczelnych, zakłamanych, dewocyjnych i służalczych. To się zgadza co do joty. Ma jeszcze wiele zamiarów w stosunku do Czechów. Oni jeszcze ściągną na swoją głowę śmiertelne niebezpieczeństwo. W tym momencie żyją jedynie strachem. I tak jest dobrze”. Dla Lídy grał na fortepianie.

Kilka dni później o dwanaście lat starsza od Baarovej Magda Goebbels zaprosiła ją do siebie.

Przywitała się przyjaźnie. Według Lídy aż nazbyt przyjaźnie.

– Kocham mojego męża, ale on kocha panią – powiedziała.

– Chciałabym opuścić Niemcy. Mogłaby mi pani pomóc? – spytała Lída.

– Mówmy sobie po imieniu. – Magda nalała likieru z karafki i podniosła kieliszek do toastu. – Nie możesz tego zrobić. To jest wielki człowiek. Potrzebuje i ciebie, i mnie.

– Ja bym nigdy nie mogła…

– Będziesz musiała.

Żona Martina Bormanna, przełożonego służby podsłuchowej, który miał z nią wtedy dziewięcioro dzieci i zakochał się w aktorce Manji Behrens, napisała o kochance męża: „M. jest tak sympatyczna, że nie mogę się gniewać. Wszystkie dzieci ją uwielbiają. Jest nawet lepszą gospodynią niż ja. Pomagała mi w pakowaniu porcelanowej zastawy. Ani jeden spodeczek się przy tym nie rozbił”.

Lída Baarová spędziła z Goebbelsami cztery weekendy w ich letnim mieszkaniu w Wannsee.

Po ostatnim weekendzie zadzwonił do niej „pan Müller” i wypowiedział tylko dwa zdania:

– Żona poszła do Führera. Ona jest diabłem.

Hitler wezwał Goebbelsa i zakazał mu kontaktów z Baarovą.

– Rozwiodę się – oznajmił minister. – Mogę zostać ambasadorem w Japonii i tam z nią zamieszkać.

– I tego właśnie naród nie chce! – Hitler walił pięścią w stół. – Kto tworzy historię, nie ma prawa do życia osobistego!

„Führer jest dla mnie jak ojciec – zapisał w dzienniku Goebbels. – Jestem mu za to tak wdzięczny. W tej trudnej godzinie mogę to dobrze wykorzystać. Podejmuję bardzo trudne decyzje, ale są one ostateczne. Jeżdżę samochodem przez godzinę. Dosyć daleko i bez celu. Żyję prawie jak we śnie. Życie jest takie trudne i okrutne. Gdzie mam zacząć, gdzie mam przestać? […] Potem mam jeszcze bardzo długą i bardzo smutną roz­mowę ­telefoniczną. Pozostaję jednak twardy, choć serce mi pęka”.

„Płakał! – pisała Lída. – Płakał jak całkiem zwyczajny człowiek”. A kiedy powiedział do słuchawki, że to koniec, bo dał wodzowi słowo, straciła świadomość.

Następnego dnia odwieziono ją do kliniki psychiatrycznej.

Wyszła, dostała wezwanie na policję.

– Ma pani zakaz występowania w filmie i teatrze – usłyszała. – Nie może się pani pokazywać publicznie.

Zemdlała. Potem uspokoić ją mógł tylko zastrzyk z morfiny.

Przestała dostawać listy.

Zakazano wyświetlania wszystkich filmów, które nakręciła dla wytwórni UFA.

Zabrała tylko torebkę i pieniądze.

W Pradze stanęła przed domem, którego jeszcze nie znała. Rodzice za jej honoraria mieli kupić dom, a kupili modernistyczne cudo – willa była podobna do statku, otaczał ją taras, który wyglądał jak pokład. Nie istniały żadne kąty proste, kuchnia była półkolem, a sypialnia kołem. Okna były okrągłe. Przed domem rosły róże odmiany Lída.

Siostra zachowywała się chłodno.

– Czy ty wiesz, co my przeżyliśmy?! – pytała. – Co nam zrobili Niemcy?

Młodsza o siedem lat siostra Zorka Babková – o nowym nazwisku Janů – też była aktorką.

Miała na myśli kraj.

Jesienią 1938 roku z czeskich Sudetów zajętych nagle przez Niemcy wskutek zdrady Anglii i Francji uciekali w głąb Czech Żydzi, Czesi i Niemcy antyfaszyści. Ci, którzy spóźnili się z ucieczką, zostali zatrzymani przez nazistów. Ci, którzy uciekli wcześniej, byli bez mieszkania, bez jedzenia, bez szans na pracę. Powstały agencje specjalizujące się w szybkim wysyłaniu uciekinierów, którzy znaleźli się w Pradze, za granicę („Lekarzy, adwokatów, handlowców Izraelitów wyślę natychmiast na drugą półkulę. Pozwolenie mam”).

– Nawet żołnierze płakali. Czy ty, Lído, wiesz, jak nieszczęśliwi są ci, co musieli uciekać?!

Lída nie wiedziała.

– Bardzo mi przykro – odezwała się bezradnie. – Miałam tyle własnych kłopotów – dodała – że waszej sytuacji już sobie nie wyobrażałam.

Kwestia, która podczas rozmów z Lídą Baarovą przed jej śmiercią ciekawiła Helenę Třeštíkovą, reżyserkę dokumentów, i Stanislava Motla, dziennikarza telewizji Nova, oraz dziesiątki osób, które ją kiedyś znały, a od lat dziewięćdziesiątych wspominały chętnie, brzmi: czy Lída Baarová była głupia?

Ona sama twierdziła, że tak.

Ale jej akurat nie można wierzyć. Dla niej mogła to być bardzo wygodna odpowiedź.

W nocy z 14 na 15 marca 1939 roku Hitler zmusił Czecho­słowację do uległości. Zażądał od prezydenta Háchy przyjazdu do Berlina i zagroził zbombardowaniem Pragi, jeśli Czesi nie skapitulują. Kraj okrojony po układzie w Monachium, bez umocnień granicznych na północy nie miał szans na opór. Zanim Hácha wrócił z Berlina (jego pociąg długo trzymano na granicy, rzekomo z powodu burzy śnieżnej), Hitler wczesnym rankiem już był na Zamku w Pradze. Od początku było jasne, że Czesi się nie obronią. Ich najbliżsi przyjaciele, Francja i Wielka Brytania, stanęli po stronie Hitlera, więc teraz Czesi mieli dwie możliwości: pójść drogą Jana Husa – ocalić twarz i spłonąć – albo skapitulować i przetrwać.

O 8.15 niemieckie wojsko jechało aleją Narodową.

Po chodnikach szły tłumy, ale nikt nie przystawał, nikt się nie oglądał. Na placu Staromiejskim przy Grobie Nieznanego Żołnierza (wiem to z reportaży Mileny Jesenskiej) ludzie kładli stosy przebiśniegów i płakali.

Ponoć nie było w tym strachu, nie było lamentu, nie było rozpaczy. Był tylko smutek.

„Każdy z nas wziął na siebie 15 marca wielkie zadanie” – pisała Jesenská kilka dni później w tygodniku „Přítomnost”.

Zadanie brzmiało: być Czechem.

„Gest, który mogliby uczynić czescy mężczyźni 15 marca 1939 roku, byłby jedynie gestem samobójczym. Być może pięknie jest przelać krew za swoją ojczyznę, czyniąc bohaterski gest. Myślę nawet, że nie jest to specjalnie trudne. My jednak musimy robić coś całkiem innego. My musimy żyć. Musimy oszczędzać każdego człowieka, którego mamy, każdą siłę i siłkę. Nie ma nas wystarczająco dużo, byśmy mogli sobie pozwolić na gesty. Jest nas tu osiem milionów – zbyt mało, zbyt mało na samobójstwa. Ale wystarczająco dużo na życie”.

 

A więc pracować jak zwykle, a jak się da, oszukiwać reżim. Przede wszystkim zaś nie stawać się Niemcem.

Przed południem, także aleją Narodową, jechała Lída Baarová. Mimo że dwa i pół miesiąca była już w Pradze, ciągle nie usunęła z samochodu niemieckich numerów. Kiedy zatrzymała auto, przechodnie spoglądali na tablicę i ze złością uderzali pięścią w dach.

Trwało jeszcze lato 1939. Razem z piosenkarką Ljubą Hermanovą pojechały na mecz piłkarski. Wszyscy już mówili o wojnie. – A Lída – wspominała koleżanka – od jakiegoś czasu zaczęła źle mówić po czesku. Myliła słowa czeskie z niemieckimi. Tym razem siedziałyśmy na trybunie i nagle w afektowany sposób zaczęła krzyczeć: „Hergot, teraz mogli strzelić… wie sagt man das nur tschechisch… tak – gola!”. Już wtedy powinno to nam, jej kolegom, coś zasygnalizować. Przynajmniej to, jak jest głupia. Nie wyobrażam sobie, aby tak niszczyła własne życie kobieta, która byłaby choć trochę inteligentna.

Reżyser Otakar Vávra pamięta, jak używała potem w Pradze puderniczki z fotografią Goebbelsa. Choć oczywiście nie ma do niej pretensji. Była tylko kobietą. Straciła głowę. Kochała. Zapomniała o zasadach.

Społeczeństwo czeskie miało pracować wyłącznie dla dobra III Rzeszy.

– Jak mi pani wytłumaczy, że przychodzi do nas tak wielu Czechów i pozdrawia „Heil Hitler”? – spytał Milenę Jesenską pewien Niemiec.

– Czechów? To na pewno pomyłka.

– Nie, to nie pomyłka. Wchodzą do nas do biura, wyciągają prawą rękę i mówią: „Heil Hitler”. Dlaczego? Mógłbym pani opowiedzieć o pisarzu, który usilnie stara się o to, żeby jak najszybciej jego dramaty wystawiano na berlińskich scenach. Mógł­bym pani opowiedzieć o wielu ludziach, którzy robią więcej, niż muszą. Wyjątkowo gorliwie, niezmordowanie.

A może Baarová nie była głupia, tylko chciała się urządzić? Bo wierzyła, że i tak ostatnie zdanie w Europie będzie należało do Hitlera?

– Nie, nie. Była tylko młodą kobietą, to jedyne wytłumaczenie – mówili jej obrońcy po latach.

Stanislav Motl (napisał o niej książkę):

– Ona jako gwiazda czuła się zwolniona z myślenia o rzeczach ważnych.

*

Powtarzano potem, że 15 marca na Zamku w Pradze Lída Baarová witała Hitlera (nieprawda).

Kiedy w listopadzie 1942 roku Goebbels na trzy dni przybył z wizytą do Pragi, Lída dostała nakaz opuszczenia miasta w tym terminie (prawda).

W pałacu Lucerna, gdzie w barze spotykał się filmowy świat, była bojkotowana i wiele osób nie chciało się do niej przysiadać (częściowa prawda).

Miała przyjaciół. Pomagał jej Miloš Havel, wujek kilkuletniego Václava, założyciel Barrandova, „czeskiego Hollywood” – właściciel kina, do którego przychodziła jako dziewczynka (z rozmazanym cukierkiem malinowym na twarzy, żeby wydać się bardziej dorosła). Teraz wił się jak piskorz, żeby uratować czeski film we własnej wytwórni, w której naziści odebrali mu pięćdziesiąt jeden procent udziałów. Jego dyplomacja doprowadziła do sukcesu: z czterdziestu filmów czeskich w latach 1939–1945 żaden nie był o treści nazistowskiej. (Choć w pozytywnym świetle nie można było pokazywać Żydów, a tematem tabu byli studenci. W 1939 roku, po manifestacjach w dzień święta narodowego, Niemcy zamknęli przecież wszystkie czeskie uczelnie, a w obozach koncentracyjnych od razu znalazło się tysiąc dwustu studentów. Czesi mieli być tylko niemiecką siłą pociągową).

W Protektoracie Baarová nakręciła swoje cztery najlepsze czeskie filmy z rolami wampów5. Dostała propozycje z Włoch, zagrała u Guazzoniego i de Siki.

Drugą osobą z kręgu Lídy była Adina Mandlová, aktorka i koleżanka (ta, która później swoimi prochami nie chciała ludziom zapaskudzić ogródków).

Rozmawiały kiedyś z Adiną o mężczyznach. Lída żartowała, że na zjazd kochanków Adiny nie wystarczyłaby Wielka Sala Lucerny.

– Ty, Liduško – powiedziała Mandlová – musiałabyś wynająć cały stadion na Strahovie pod hasłem: „Każdy Czech raz w życiu na Strahov!”.

W tym czasie dwóch Czechów starało się o względy Baarovej: szef kancelarii prezydenta Háchy i minister przemysłu. Nie wiadomo, czy spełniła nadzieje ministra. Była dyskretna. To, co wiemy o jej życiu uczuciowym i intymnym, zostało z niej wyrwane siłą.

Gdy Armia Czerwona w kwietniu 1945 roku dochodziła już do Bratysławy, Baarovą ostrzegano, że musi uciec.

– Przecież nikomu nic nie zrobiłam. Niemcy nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, sami wyrzucili mnie z filmu. I to wszystko działo się jeszcze przed wojną! – tłumaczyła.

Nie przewidziała, że gdy po wojnie niektórzy naziści znik­ną, właśnie ona będzie uznana za osobę, która zna ich tajemnice.

Kiedy jednak ponad dwa miliony Niemców zaczęły masowo uciekać z Czech, wyjechała samochodem z zaprzyjaźnioną rodziną. Zatrzymali się w jakiejś wsi. Amerykanie wysadzili mosty i nie mogła dojechać do Monachium. Miesiąc pomagała w polu rolnikowi, u którego zamieszkała. Na polu spotkał ją amerykański żołnierz Peter. Zakochał się.

Peterowi i jego kolegom pozwalała obserwować się podczas kąpieli w potoku.

Peter i koledzy należeli do CIC – Counterintelligence Corps – poprzedniczki CIA.

Potem zakochał się w niej przełożony Petera, major Malsch, oficer wywiadu. Zostawiła żołnierza i przeniosła się do willi majora w Monachium. Żyli razem ponad dwa miesiące. Major mieszał jej ulubione koktajle i bezustannie pytał.

Po aresztowaniu Amerykanie powiedzieli Baarovej, że Goebbelsowie otruli sześcioro swoich dzieci, a potem popełnili samo­bójstwo. Oznajmili, że znalazła się na liście przestępców wojennych i przekazali aktorkę Czechosłowacji.

Stanislav Motl dziesięć lat poświęcił na szukanie w Europie odpowiednich dokumentów.

– Nie ma najmniejszego śladu – mówi – aby Lída Baarová w czasie wojny kolaborowała z Rzeszą. Jej winą było to, że żyła tylko swoją karierą i niczym więcej.

Naziści byli dla niej publicznością kinową.

Kiedy Baarová w praskim areszcie słyszała na własny temat dwie powtarzające się opinie: „Ty głupia krowo” i „Ty kurwo”, jej koleżanka Adina Mandlová jechała do znajomych za Pragę.

Przez całą okupację krążyły plotki, że Mandlová jest kochanką Karla Hermanna Franka, wyższego dowódcy SS i Policji w Protektoracie. W miejscowości Beroun zobaczył ją policjant i krzyknął: „Ptaszek ucieka za Frankiem!”. Uzbrojeni w bagnety gwardziści wlekli ją przez rynek. Prosto na dworzec, żeby dowieźć do Pragi. Ludzie, dla których występowała tu rok wcześniej, krzyczeli: „Gdzie masz Franka, żeby ci pomógł?!”. Tłum rzucał kamieniami nawet w pociąg.

W areszcie sprowadzono do Adiny fotoreporterów i kazano jej pozować, jak wykonuje fizyczną pracę.

Po uniewinnieniu w 1946 roku Adina Mandlová podupadła na zdrowiu. Ciągle widziano ją pijaną. Mandel to w czeskim i niemieckim migdał, więc powstało powiedzenie: „Baarová ma oczy mandlové, a Mandlová barowe”.

Do aresztu nadeszły dwie wiadomości.

Matka zmarła na atak serca w czasie przesłuchania, w momencie kiedy śledczy znów zaczął do niej krzyczeć: „Powiedz, gdzie jest cała biżuteria Lídy?!”. (Miała pięćdziesiąt sześć lat).

Siostra Zorka Janů odnosiła sukcesy na scenie. Szła na próbę, gdy drogę zagrodził jej aktor i komunista Václav Vydra.

– Siostra Lídy Baarovej nie może być czeską aktorką! – oznajmił i nie wpuścił Zorki do teatru.

Napiła się benzyny, ale ją odratowano.

Po pogrzebie żony Karel Babka trafił do szpitala. Aby nowo­twór nie przerzucił się wyżej, amputowano mu nogę. Gdy wrócił do domu, Zorka nic nie jadła, była wychudzona i kilka razy dziennie wpadała w amok: cały czas się kąpała. Wycierała do sucha i znów wchodziła do wanny. Powtarzała: – Ja muszę być czysta!

Gotował obiad, gdy kątem oka zobaczył, że z okna łazienki na piętrze spada przed dom duży ręcznik. Usłyszał, jak ręcznik głucho uderza o betonowe schody. (Miała dwadzieścia trzy lata).

Problemy Lídy Baarovej po wojnie wzięły się także z tego, że jej naród miał problem ze sobą.

W kraju, który został ograbiony z ziemi przez sąsiadów, w tym Polskę, zwyczajny Czech wykonywał – jak chciała Milena Jesenská – swoje zadanie „bycia Czechem”. Pracował, aby przetrwać. (Ruch oporu propagował hasło: „Pracuj powoli”).

Czech mógł pracować dla Niemców lub pracować dla Niemców­.

Osiemnastoletni Josef Škvorecký, później znany pisarz, zaraz po maturze w 1942 roku dostał nakaz pracy w fabryce zbrojeniowej. Miał do wyboru: fabrykę broni w Bremen, gdzie ciągle trwały naloty dywanowe, albo fabrykę części do niemieckich messerschmittów w swoim spokojnym miasteczku Náchod.

Wybrał pracę bez nalotów.

Jednak w świecie zbrodni nie można być gdzieś na zewnątrz. Wiele rzeczy wyjaśnia postawę Czechów, co nie znaczy, że to, co się wydarzyło, jednak ich nie dotknęło. Dotknięci nosili w sobie jakieś poczucie współwiny. Mogli sobie tego nie uświadamiać.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?