Miriam z Nazaretu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


ZAPOWIEDŹ

Najpiękniejsza

Cudem jest Twa Matka!

Efrem Syryjczyk

Bardzo lubię telewizyjne audycje sprzed kilkudziesięciu lat zatytułowane Life is Worth Living. Dziś z powodzeniem można przykleić im etykietkę vintage, a jednak absolutnie nie tracą na aktualności! Przez dziesięciolecia prowadził je najpierw w radio, a następnie w amerykańskiej telewizji Fulton Sheen, biskup pomocniczy Nowego Jorku, a później Rochester. W szczytowym okresie udawało mu się zgromadzić przed odbiornikami co tydzień cztery miliony Amerykanów.

Arcybiskup celebryta – jeśli wolno tak go nazwać – stał mi się jeszcze bliższy, gdy kilka lat temu miałem szczęście poznać na prowadzonych przeze mnie na Podhalu rekolekcjach tłumaczkę jego książek, panią Annę Skucińską. Bardzo rezolutnie i z ogromną swadą oddaje ona myśl amerykańskiego hierarchy.

Fulton Sheen pewnego razu zaintrygował słuchaczy, prosząc, by wyobrazili sobie, że mogą stworzyć własną mamę. Pytał, jak miałaby wyglądać i jakie mieć cechy charakteru. A potem dodawał:

Jeśli więc ty, który jesteś niedoskonałą istotą i który nie masz najwrażliwszego pojęcia o tym, co w życiu jest najpiękniejsze, chciałbyś mieć najbardziej uroczą z matek, czy sądzisz, że nasz Najświętszy Pan, który nie tylko istniał przed swą własną Matką, lecz miał nieskończoną moc, aby uczynić Ją taką, jakiej zapragnął, w nieskończonej wrażliwości swojego Ducha mógłby uczynić Ją mniej czystą, kochającą i piękną, niż ty byś uczynił twą własną matkę?

Właśnie taką uczynił Maryję Bóg. Najpiękniejszą. Najczystszą. Kochającą. Po prostu – Pełną Łaski.

* * *

Jako dziecko każdego roku jeden miesiąc wakacji spędzałem u moich dziadków w Kotlinie Kłodzkiej. Gdy zasypiałem w starym domu, patrzyły na mnie oczy Jezusa i Maryi z dwóch bliźniaczych obrazów. Właściwie to wydawało mi się, że patrzą na mnie wciąż! Jakby śledziły każdy mój ruch! Tak zapamiętałem to we wspomnieniach dziecka. I choć obrazy były identycznej wielkości, szaty Jezusa i Maryi były podobne i konwencja obydwu dzieł identyczna – już wtedy zdawałem sobie sprawę, że zupełnie inaczej czcimy Jezusa i Maryję. Ten pierwszy jest przecież samym Bogiem, Jego Matka – stworzeniem. Właśnie dlatego teologia katolicka wypracowała precyzyjne określenia: Jezusowi należy się cześć boska (łac. cultus latriae), Maryi – najwyższy honor i szacunek oddawany istotom stworzonym (łac. cultus hyperduliae).

Wśród moich znajomych jest wiele sióstr i braci należących do Kościołów protestanckich. Wielu z nich uznaje, że cześć oddawana Maryi w Kościele katolickim jest przesadna i nie ma podłoża w Biblii. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Ci, którzy przyjmują zasadę sola Scriptura („samo Pismo Święte”), zasadniczo odrzucają kult maryjny. Nie zdają sobie jednak sprawy, że radykalne przylgnięcie do zasady sola Scriptura z natury rzeczy prowadzić musi do... odrzucenia Nowego Testamentu! Czyli do odrzucenia znacznej części Pisma Świętego! Jak to możliwe?

Ograniczenie się jedynie do Pisma Świętego – a mówię to jako biblista – staje się niebezpieczne. Dlaczego? Dlatego, że Nowy Testament jest wynikiem tradycji! Pierwsze pismo Nowego Testamentu (a jest nim Pierwszy List do Tesaloniczan) powstało najprawdopodobniej około 51 roku po Chr. Apokalipsa św. Jana być może około 110 roku po Chr. Oznacza to, że kompletny Nowy Testament pojawił się dopiero na początku II stulecia, niemal osiemdziesiąt lat po zmartwychwstaniu Chrystusa. W tym czasie ewangelia głoszona była za pomocą ustnego przekazu. Ta właśnie tradycja ustna doprowadziła do spisania ksiąg Nowego Testamentu.

Czy myślicie, że św. Paweł głosił dobrą nowinę w synagogach, pytając słuchaczy: „Wiecie, co jest napisane w Janie trzy szesnaście?”. Albo zachęcał do przyjęcia Jezusa słowami Apokalipsy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę...”? Oczywiście nie! Paweł miał ze sobą co najwyżej grecką wersję Biblii hebrajskiej zwaną Septuagintą. Głosił Chrystusa w oparciu o Stary Testament, bo Nowy jest efektem tradycji ustnej. Kto więc chciałby odrzucić tradycję, ten – postępując konsekwentnie – musiałby odrzucić Nowy Testament, co jest oczywiście absurdem.

Przekazując w sposób ustny treść dobrej nowiny, starano się, by uczynić to w sposób klarowny i ułatwić jej zapamiętanie. Korzystano przy tym z ukształtowanych już metod dydaktycznych wypracowanych w środowisku judaistycznym.

Wiadomą jest rzeczą, że Żydzi (zwłaszcza o proweniencji faryzejskiej) niezwykłą wagę przywiązywali do tradycji, stąd starano się ową tradycję przekazywać w sposób możliwie najwierniejszy. Treść dobrej nowiny o zbawieniu przekazywano w świetle prawdy o zmartwychwstaniu. Wiele z treści nauczania Jezusa nie mogło być w pełni zrozumiałych przez uczniów na etapie historycznej działalności ich Mistrza; stały się jasne dopiero po zmartwychwstaniu. Dostosowywano także głoszoną naukę do aktualnych potrzeb gmin chrześcijańskich, czyli zwracano uwagę przede wszystkim na te treści nauki o zbawieniu, które były szczególnie żywotne w pierwszych gminach kościelnych.

Co więcej, to właśnie w wyniku tradycji zdecydowano, które pisma włączyć do kanonu Nowego Testamentu, a które do niego nie wejdą. Nielogiczna jest więc postawa przyjmowania spisanej w Nowym Testamencie głoszonej tradycji, a jednocześnie odrzucania tej, która nie została w nim zawarta. Zwróćmy uwagę, że tak właśnie postanowił sam Jezus: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał” (Łk 10,16). Jezus nie nakazał apostołom spisania dobrej nowiny ani sam – w przeciwieństwie do innych założycieli wielkich religii – nie pozostawił po sobie żadnej księgi. Nakazywał jej ustne przekazywanie (łac. traditio). Co więcej, mówił, że kto odrzuci tę ustną tradycję, gardzi samym Bogiem.

To właśnie osoby, które ustnie przekazywały wiarę, zadecydowały pod natchnieniem Ducha Świętego, które pisma należy włączyć do kanonu, a które z niego wykluczyć. I choć około 110 roku po Chr. istniały już wszystkie księgi Nowego Testamentu, to po raz pierwszy w całości kanon został sformułowany przez św. Atanazego, a powszechnie uznano go dopiero w 380 roku, po synodzie w Rzymie. Tak więc przez trzysta pięćdziesiąt lat po zmartwychwstaniu Chrystusa nie istniał Nowy Testament w obecnej formie, a wiara Kościoła opierała się zasadniczo na ustnie przekazywanej tradycji.

* * *

Choć zdaję sobie sprawę z ważności Tradycji Kościoła, pisząc tę książkę, zasadniczo skupiałem się na Piśmie Świętym. Dlaczego? Właśnie dlatego, aby pokazać, że wszystko to, w co wierzą katolicy odnośnie do Maryi, ma mocne podstawy biblijne. Możecie zapytać: czy Biblia mówi o niepokalanym poczęciu? Owszem, daje solidne przesłanki dla tej prawdy wiary. Tak solidne, że odrzucenie jej wydaje się mniej rozumne i mniej logiczne niż jej przyjęcie. A co z wniebowzięciem? Dokładnie to samo. W Biblii znajdują się fragmenty, których lektura wyraźnie wskazuje, że Maryja po zakończeniu swej ziemskiej pielgrzymki wraz z duszą i ciałem zabrana została do nieba.

Czy podobnie jest z innymi prawdami, którym rzekomo brak biblijnych podstaw? A jakże! Tak jest z kwestią dziewictwa Maryi, również po narodzeniu Jezusa. Tak jest z maryjnym tytułem Matka Boga (gr. Theotokos). Biblijne podstawy ma przekonanie o „przed-odkupieniu” (łac. praeredemptio). I takież podstawy mają wezwania Maryi zapisane w Litanii loretańskiej i wielu modlitwach maryjnych. Wystarczy zwykła uczciwość intelektualna, aby je dostrzec.

Właśnie, pojawiła się fraza: modlitwy maryjne. Już we wstępie tych rozważań należy powiedzieć, że – zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego – modlitwa to rozmowa z Bogiem. Ani Maryja, ani inni święci nie są bogami. Sformułowanie „modlitwa do Maryi” lub „do świętych” jest potocznym wyrażeniem oznaczającym po prostu tyle, że zwracamy się do Boga przez ich wstawiennictwo.

Od kilkunastu lat jestem duchowym towarzyszem wspólnoty modlitewnej Porta coeli („Brama niebios”). Ponieważ z wieloma uczestnikami naszych spotkań znamy się już długo i wiemy o swoich problemach, zmaganiach, radościach i troskach, łatwo przychodzi mi prosić o modlitwę w konkretnych sprawach. Wstawiennictwo świętych działa na zupełnie podobnej zasadzie. Podobnie jak proszę swojego przyjaciela „pomódl się za mnie”, tak samo proszę Matkę Jezusa: „Święta Maryjo, módl się za nami!”. To właśnie oznacza „świętych obcowanie” – przekonanie mające równie silne podstawy biblijne, o których nie czas jednak teraz mówić.

W kulcie maryjnym praktykowanym przez katolików kładzie się nacisk na wspomniane już prawdy: niepokalane poczęcie, Boże macierzyństwo Maryi, Jej wieczne dziewictwo czy wniebowzięcie. Jak wspomniałem, niezbyt często będziemy sięgać do wielowiekowej Tradycji, pism Ojców Kościoła czy zapisków dokumentów soborowych. Gdybyśmy jednak to uczynili, okaże się, że wszystkie te prawdy były już doskonale znane i powszechnie przyjmowane w II stuleciu po Chr.

Nie jest więc tak, że Kościół katolicki „wymyślił” je z biegiem czasu, ale odwrotnie – z biegiem czasu niektórzy chrześcijanie porzucili przekonania pierwszych wyznawców Chrystusa. I właśnie dlatego nawiązania do historii Kościoła i przekonań wiernych odnośnie do Maryi podzielanych przez wieki znajdziemy w cytatach wprowadzających do każdego z rozdziałów. Zaczerpnięte zostały z bogatej biblioteki Ojców Kościoła, pism, które wyszły spod pióra świętych, czy dokumentów eklezjalnych. Są one wymownym świadectwem tego, że maryjne prawdy, które dziś głosi Kościół, znane były już od zarania chrześcijaństwa.

 

I jeszcze jedno. Ponieważ nasze refleksje opierają się zasadniczo na Ewangeliach i kilku innych fragmentach Nowego Testamentu, w ich prezentacji zastosowano klucz chronologiczny. Oznacza to, że pierwsze rozważania dotyczyć będą sceny zwiastowania Maryi prawdy o wybraniu Jej przez Boga na Matkę Zbawiciela, sceny nawiedzenia św. Elżbiety, wydarzeń związanych z narodzinami Jezusa, następnie Jego publicznej działalności, która według Jana rozpoczęła się znakiem w Kanie Galilejskiej, aż po wydarzenia paschalne, czyli mękę, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego. Następnie przyjdzie czas na Dzieje Apostolskie aż po Apokalipsę.

Kilka refleksji poświęconych zostało tytułom przypisywanym Maryi, co do których odnosi się wiele tekstów biblijnych zarówno ze Starego, jak i Nowego Testamentu. Rozważania na ich temat zamieszczono w końcowych rozdziałach niniejszej książki.

* * *

Ponieważ refleksje w niniejszej książce dotyczą Matki Chrystusa, którą w Kościele katolickim czcimy jako Najświętszą Maryję Pannę, warto postawić bardziej zasadnicze pytanie: czy kult świętych w ogóle ma jakieś biblijne podstawy? Okazuje się, że owszem. Ponieważ jednak nie jest naszym celem przedstawianie dogłębnego teologicznego traktatu na temat kultu świętych, zasygnalizujmy jedynie w ogromnym skrócie kilka biblijnych fragmentów, które stoją u podstaw katolickiego nauczania o kulcie należnym świętym. Rozpocznijmy od podstaw kultu maryjnego, by następnie wskazać szerszą perspektywę dotyczącą innych świętych.

(1) W przepięknym hymnie uwielbienia Boga biorącym tytuł od łacińskiego przekładu, zwanym Magnificat, w ustach Maryi pojawia się zdanie: „Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia” (Łk 1,48). Jeśli ktoś szczyci się być wyznawcą Chrystusa, twierdząc, że jego wiara opiera się na Biblii (niekoniecznie na Tradycji Kościoła), winien błogosławić Maryję. Kto tego nie czyni, ten dopuszcza się zaniedbania; nie wypełnia tego, do czego zachęca Biblia.

(2) Stojący pod krzyżem Jezusa, Jan apostoł słyszy słowa swego Mistrza: „Oto Matka twoja” (J 19,27). Jak zobaczymy, badania egzegetów prowadzą do wniosku, że Jan jest przedstawicielem rodzącego się Kościoła, czyli wszystkich wierzących. Skoro Jezus daje Janowi Maryję za Matkę, a Jan jest reprezentantem nas wszystkich, to trzeba przywołać czwarte przykazanie Dekalogu: „Czcij ojca i matkę swoją”. Przy takim toku rozumowania każdy chrześcijanin winien okazywać cześć Maryi.

Kolejne argumenty biblijne dotyczą kultu świętych w ogólności. W Kościele katolickim polega on zasadniczo na trzech praktykach: naśladownictwie, szacunku okazywanemu wizerunkom (obrazom) świętych i zwracaniu się do tych bohaterów wiary (potocznie nazywanym „modlitwą do świętych”). Co na to Biblia?

(1) Autor Listu do Hebrajczyków długi passus swoich wywodów poświęca na ukazanie wielkiej wiary bohaterów starotestamentowych. Zaczyna swą refleksję od stwierdzenia ogólnego: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Po nim następuje seria bohaterskich przykładów wiary dla chrześcijan. Są wśród nich Abel, Henoch, Noe, Abraham, Sara, Izaak, Jakub, Józef, Mojżesz, Rachab, Gedeon, Barak, Samson, Dawid, Samuel, prorocy i ci, którzy

przez wiarę pokonali królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnicę, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrza miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w wojnie i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki. Dzięki dokonanym przez nich wskrzeszeniom niewiasty otrzymały swoich zmarłych. Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas (Hbr 11,33–40).

Wszystkie te postacie nazwać można świętymi Starego Testamentu. Autor listu wzywa do naśladowania ich wiary, a właśnie naśladownictwo to jeden z najistotniejszych elementów katolickiego kultu świętych. Sprecyzujmy od razu: chodzi o naśladownictwo postawy wiary, niekoniecznie zaś konkretnych czynów poszczególnych świętych. Nie byłoby na przykład rozsądne, gdybyśmy wszyscy weszli na drzewa i zamieszkali na nich, naśladując Szymona Słupnika!

(2) W Starym Testamencie zapisano przykazanie: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20,4–5; por. Pwt 5,8–10). Katolicy jednak wieszają obrazy świętych w kościołach czy na ścianach swoich domów. Dlaczego?

Historia dyskusji, a niekiedy wręcz kłótni zwolenników czci obrazów świętych i ich przeciwników jest fascynująca i pełna zwrotów akcji! Można wręcz nakręcić o niej film przypominający kryminał. Zainteresowani sięgną zapewne do podręczników historii Kościoła, natomiast tu ograniczymy się jedynie do przytoczenia owoców tej dyskusji. Za czasów Starego Testamentu „Boga nikt nigdy nie widział” (J 1,18), jednak za czasów Nowego Przymierza Bóg ukazał swą twarz! Jest to twarz Jezusa Chrystusa: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1,15) – twierdzi św. Paweł. Prawdę tę potwierdza sam Jezus, gdy woła: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Skoro sam Bóg ukazał nam swój wizerunek, aby Go czcić, to cóż dopiero wizerunki świętych?

Dodajmy jednak od razu: nie czcimy obrazów samych w sobie, ale przez nie oddajemy cześć Bogu, który potężnie działał w życiu świętych. Inaczej mówiąc, jeśli na ścianach domów czy kościołów wieszamy wizerunki świętych, to tylko po to, by oddać cześć Bogu, wpatrując się w tych, którzy przylgnęli do Niego całym sercem.

W Pięcioksięgu zapisano sześćset trzynaście przykazań Prawa. Niektóre z nich dotyczą moralności, inne mają charakter kultyczny. Wnikliwe badania egzegetów dowodzą, że gdy Jezus mówi, iż nie przyszedł znieść Prawa, ma na myśli przykazania moralne. Wiele przykazań dotyczących kultu znosi. Przykładów jest dużo. Chrześcijanie nie muszą się poddawać obrzezaniu. Nie obowiązuje prawo koszerności w pokarmach: „Tak uznał wszystkie potrawy za czyste” (Mk 7,19). Pierwsi chrześcijanie w większości porzucili składanie ofiar w świątyni jerozolimskiej, gdyż Eucharystia zastąpiła ofiary Starego Prawa. Przykłady zniesienia przykazań rytualnych można mnożyć. Jednym z nich jest właśnie zniesienie zakazu wykonywania wizerunków prawdziwego Boga (nie bożków pogańskich), a w konsekwencji Jego czcicieli.

Dodajmy jeszcze, że Żydzi niejeden raz tworzyli podobizny istot niebieskich, jak choćby te przedstawione na arce przymierza (1Krl 6,23–30), ale gniew Boga spotkał ich wtedy, gdy sporządzili złotego cielca mającego przestawiać Boga samego (Wj 32, 21–27).

(3) Ci, których uznajemy za świętych, odeszli już z tego świata. Zaliczają się do grona zmarłych. Choć w Starym Testamencie pojawia się zakaz: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by [...] zwracał się do umarłych” (Pwt 18,10–11), to jednak sam Jezus sugeruje, że zwracanie się do zmarłych, którzy uznani zostali za należących do nieba, jest dopuszczalne. W przypowieści o bogaczu i Łazarzu czytamy:

Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: «Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu» (Łk 16,22–24).

Choć to tylko przypowieść, a nie opowiadanie o zdarzeniach historycznych, to jednak uznać trzeba, że sam Jezus sugeruje możliwość zwracania się do bohaterów wiary, którzy odeszli już do wieczności.

(4) Św. Jakub zachęca czytelników swojego listu: „Módlcie się za siebie nawzajem” (Jk 5,16). Skoro chrześcijanie żyjący jeszcze na ziemi mają za zadanie wspierać się modlitwami, to czy nie można przypuścić, iż czynią to także ci, którzy już zostali zbawieni i stoją przed tronem Boga w niebie? Oczywiście, że można. O tym, iż święci trwają tam na modlitwie, przekonuje św. Jan w Apokalipsie, gdzie mówi o „modlitwach świętych” (Ap 5,8).

Oczywiste jest, że teologowie o nastawieniu fundamentalistycznym poszukają argumentów przeciwnych każdej z powyższych tez. Muszą jednak przyznać, że powyższa interpretacja tekstów biblijnych jest możliwa, nawet jeśli sami przyjmują inne wyjaśnienia. A skoro jest możliwa, to możliwy – a więc uzasadniony – jest również kult świętych rozpowszechniony w Kościele katolickim.

* * *

Oddajemy do rąk Czytelników książkę zatytułowaną Miriam. Pierwsza Charyzmatyczka. Hebrajskie imię Miriam, w greckim brzmieniu – Maria, zazwyczaj na język polski tłumaczymy właśnie jako Maria. Z jednym wyjątkiem. Jest nim imię Matki Chrystusa. W tłumaczeniach katolickich przyjęto zasadę, by zarówno z hebrajskiego, jak i z języka greckiego, którym pisany jest Nowy Testament, dokonać swoistego rozróżnienia: Maryja odnosi się do Bożej Rodzicielki, a w każdym innym przypadku pozostaje Maria (wyjątkiem jest imię siostry Mojżesza). Tę samą zasadę przyjęto w niniejszym opracowaniu.

U początku Ewangelii Łukasz relacjonuje zstąpienie Ducha Bożego na Maryję: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1,35). Niedługo potem Maryja chwali Boga za wielkie rzeczy, które stały się Jej udziałem. U początku Dziejów Apostolskich ten sam ewangelista ukazuje zstąpienie Ducha na pierwszych uczniów udzielające im charyzmatu mówienia w obcych językach. W następstwie tego także oni głoszą „wielkie dzieła Boże”.

Powtarza się tu swoisty schemat. Łukasz używa tu bowiem tego samego terminu – „wielkie rzeczy” (gr. megala), który wkłada w usta Maryi wyśpiewującej Magnificat. Również Ona chwali Boga, gdyż uczynił Jej „wielkie rzeczy”. W ten sposób Maryja jawi się jako Pierwsza Charyzmatyczka.

Z tego także powodu można Maryi przypisać tytuł Oblubienicy Ducha Świętego. Bóg jest miłością. Duch Święty jako osobowa miłość zstępuje, by okryć Maryję swym cieniem. Można tu widzieć nawiązanie do ludowych tradycji, w których oblubieniec przychodzi do domu wybranki serca, by przeprowadzić ją do siebie i wziąć ją pod swą opiekę. Właśnie tego dokonuje Duch Święty: okrywa niczym cieniem swą troską Maryję, Wybrankę Boga i swą Oblubienicę.

* * *

Pod koniec VI wieku nieznany z imienia pielgrzym z Piacenzy odwiedził Nazaret. W swoich zapiskach zanotował: „Żydówki są tu piękniejsze niż gdziekolwiek indziej w kraju”. Nie ma podstaw wątpić, że tak samo było sześć wieków wcześniej, gdy bose stopy Maryi dotykały nazaretańskich dróg, a Jej sprawne ręce kołowrotkiem wyciągały wodę ze studni, by napełnić przyniesiony z domu dzban. Właśnie o Niej jest ta książka. O najpiękniejszej mieszkance Nazaretu. Miriam. Pierwsza Charyzmatyczka. Zapraszam!