Disa i ukryty ludTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Disa i ukryty lud
Disa i ukryty lud
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Disa i ukryty lud
Disa i ukryty lud
Audiobook
Czyta Agata Darnowska
4,99  3,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Marianne Gade

Disa i ukryty lud

Saga

Disa i ukryty ludprzełożyła Martyna Sławińska tytuł oryginału Disa og det skjulte folk Copyright © 2009, 2019 Marianne Gade i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711868201

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

I

Jak długo spała? Czy straciła przytomność? Nie ma pojęcia. Ale wie, że nie ma najmniejszej ochoty otwierać oczu. Jednak nikt nie potrafiłby się przed tym powstrzymać przez całą wieczność, a teraz jeszcze wokół niej rozlegają się rozmowy. To nie islandzki, tyle jest w stanie usłyszeć.

Disa powoli otwiera oczy i widzi twarz osoby, która się nad nią pochyla. Twarz kobiety. Łagodną i pełną czułości.

– Witaj – mówi kobieta po duńsku.

Disa siada, żeby rozejrzeć się dookoła. Znajduje się w przytulnym pomieszczeniu. Ściany i sufit wyłożone są deskami, a w rogu znajduje się kominek.

Bije od niego cudowne ciepło. Wzdłuż ścian siedzą dzieci i kobiety zajęte ręcznymi robótkami i patrzą na nią.

Disa przypomina sobie grupę ludzi ubranych w kolorowe stroje, których widziała podczas śnieżycy.

– Jesteście huldrami? – szepcze Disa.

– Tak, nazywacie nas huldrami – przytakuje kobieta z uśmiechem. – My sami mówimy o sobie ukryty lud. Ale nie masz się czego bać. Nikt z nas nie ma wobec ciebie złych zamiarów. A teraz dostaniesz coś na wzmocnienie.

Kobieta przekazuje wiadomość innym osobom w pokoju, a chwilę później podaje do ust Disy ciepły napój. Jest słonawy i gorzki.

– Znów śpi. – To ostatnie, co Disa słyszy. Słowa brzmią tak, jakby wypowiedziało je dziecko.

Mija dużo czasu, zanim Disa dochodzi do zdrowia. Sama nie wie ile, ale o dziwo nie przykłada do tego wagi. Z każdym mijającym dniem jej przeszłość odsuwa się na coraz dalszy plan.

Nie dlatego, że ukryty lud chce, żeby zapomniała.

Nie zatrzymują jej też. Wręcz przeciwnie! Drzwi stoją otworem, może iść, dokąd chce. Ponadto powiedzieli, że odprowadzą ją do domu, na ulicę Eriksgatan, jeśli tego sobie życzy.

Wyłącznie z własnej woli została u nich tak długo. Odnalezienie jaskra Arktyki nie ma żadnego znaczenia. To dziwne i nie da się tego wytłumaczyć.

Mama Regitze też już nic nie znaczy. Stała się teraz tak odległa jak tata Herman, którego nigdy tak naprawdę nie poznała.

To, co ma znaczenie, jest tutaj. Każdego dnia uczy się nowych rzeczy. Dowiedziała się, jak tkać materiały i wynajdować zioła pod śniegiem w Thorsmark. Znajdują się tam zioła na gorączkę i rany. Widziała też zioła, które stosowano, kiedy sama była chora.

Wie, jak robi się zupę mleczną, którą codziennie jedzą. Co dziwne, dotąd jej się jeszcze nie znudziła. Może dlatego, że zawsze jest taka głodna w porze jedzenia.

Kobieta, która zajmowała się Disą, kiedy ta była chora, ma na imię Gudrun. To z nią Disa nadal ma najbliższy kontakt, ale poza tym przyjaźni się ze wszystkimi. W świecie huldr wszyscy się przyjaźnią. Wśród swoich nikt nie ma wrogów.

Zdarza się, że dzieci pytają, czy nie musi wracać do swoich. Oczywiście, że powinna. Mimo wszystko należy do świata ludzi. Tak, niedługo wróci. Ale jeszcze nie teraz. Byle nie teraz!

Od czasu do czasu myśli o słowach taty Hermana:

„Są ludzie, którzy nigdy nie powrócili ze świata huldr”. Może czuli się tak jak ona?

Pewnego dnia Disa zostaje wezwana przez Kamirena. Sprawuje on najwyższą władzę wśród ukrytego ludu. To mężczyzna, którego wszyscy szanują.

Disa znajduje go przy wejściu do jaskini, w której mieszka sam. Siedzi na wykutej w skale ławce i spogląda na równinę, którą przecinają rzeki i strumienie.

Woda mieni się w słońcu. Świeże, zielone zioła kiełkują między żwirem i kamykami. Nadeszła wiosna.

Kamiren jest stary, ma długie, białe włosy, które zlewają się z jego brodą. Kiedy zauważa Disę, wskazuje ręką na puste miejsce. Disa siada i oboje przez dłuższy czas milczą. Wzrok Kamirena podąża za orłem krążącym nad rzeką. Potem patrzy w stronę gór i wygładza brodę.

– Jesteś z nami już od dłuższego czasu, Diso – mówi w końcu. – Nie tęsknisz wcale za swoimi?

– Nie znam ich. – Disa słyszy swoją odpowiedź i jest nią wyraźnie zaskoczona.

– Masz tu więcej racji, niż ci się wydaje – odpowiada Kamiren z niewielkim uśmiechem na ustach. – Herman nie jest twoim ojcem. Nigdy nie poznałaś swojego prawdziwego ojca. Masz też siostrę. Alva, twoja bliźniaczka, żyje.

Kamiren daje jej chwilę na oswojenie się z nową sytuacją.

– Zobaczysz ją, kiedy przyjdzie na to czas – mówi po chwili. – Ale jeszcze nie naszedł. A co z jaskrem Arktyką? Zapomniałaś o nim?

Disa najpierw przytakuje, potem kręci głową. W myślach ma mętlik. Herman nie jest jej tatą? Czy naprawdę ma siostrę bliźniaczkę? Więc nic w tym dziwnego, że pani z kawiarni wzięła ją za Alvę.

„Alva i Disa. Disa i Alva!...” – Powtarza w myślach imiona i nie może przestać się uśmiechać.

– Słyszysz, co mówię? – Kamiren patrzy na nią uważnie. – Jaskier Arktyka! Nie wolno ci go nigdy dać mamie. Nigdy! Ale musisz go znaleźć i wykorzystać jego moc, aby odmrozić wszystkich tych, których zamroziła twoja matka. Muszą odzyskać swoje życie. Klaun też do nich należy.

Myśl o klaunie przyciąga Disę z powrotem do jej własnego świata. Do pokoju przy Eriksgatan i biednego klauna. Zamrożonego, zaklętego w klauna i zawieszonego na czterech sznurkach.

– Tak – obiecuje sobie. Znajdzie jaskra Arktykę i uwolni klauna. Na pewno!

Umysł i serce Disy mogą w tej chwili pomieścić tylko radość, że nie jest już sama na świecie. Że Alva, jej siostra bliźniaczka, żyje. I że ona sama się tutaj znalazła!

Kamiren pozwala jej nasycić się tą radością jeszcze przez chwilę.

– Jaskier Arktyka! – mówi Kamiren i kładzie rękę na jej ramieniu.

– Nie wiem, gdzie rośnie – stwierdza Disa.

– Tam, gdzie go ostatnio szukałaś – mówi Kamiren.

– W jaskini?

– Tak.

– Ale przecież tam nic nie było – mówi zmieszana Disa. – Tylko korytarz zakończony szczeliną, która prowadziła na zewnątrz.

– Tak, tylko to widziałaś – odpowiada Kamiren poważnym tonem. – Ale to nie oznacza, że poza tym co widziałaś, nie było tam czegoś innego!

Czyli to jednak była właściwa grota. Mama Regitze i Herman tak po prostu jej nie!... Tak po prostu jej nie zostawili… Nie chcieli się jej pozbyć. Ale dlaczego odjechali? Dlaczego na nią nie zaczekali?

– Zaprowadzimy cię do jaskini – Kamiren przerywa jej myśli. – I jestem pewien, że tym razem znajdziesz łąkę, na której rośnie jaskier Arktyka. Potem będziesz musiała wrócić do swojego świata i wypełnić zadanie.

– Kiedy? – pyta Disa z przerażeniem w głosie.

– Jutro rano – odpowiada Kamiren przyjaznym tonem. – I nie bądź taka przerażona!

– Och, nie!

– Chyba było ci u nas dobrze – mówi Kamiren, a jego usta rozciągają się w uśmiechu, co nie zdarza się często. – Ale walka ze złem wciąż trwa. Jeszcze nikt nie może pozwolić sobie na odpoczynek.

Kamiren daje znak, że rozmowa się zakończyła.

Następnego poranka Disa budzi się wcześnie. W pomieszczeniu jest ciemno, ale to dlatego, że ogień na palenisku zgasł. Podnosi się i cicho wychodzi na skalny korytarz.

Ściany są gładkie jak jedwab. Piasek, który przyniósł tu wiatr, pod stopami wydaje się miękki i chłodny. Idzie dalej przed siebie, aż korytarz dochodzi do zakrętu. Wreszcie stoi przy wyjściu z groty.

Całe Thorsmarken spowija światło. Niebo jest dziwnie przezroczyste. Można dostrzec nowe nieba i inne słońca. Śnieg pokrywający góry lśni różowawo.

– Wstałaś już? – Disa słyszy za plecami głos Gudrun. – Odprowadzę cię do szczeliny w skale. Ale najpierw coś zjedzmy.

Jedzą wczorajszą, zimną zupę mleczną. Nie ma powodu rozpalać ognia na palenisku i budzić innych.

Przed wyjściem Disa zerka na śpiących na posłaniach. Jest dość miejsca, żeby wszyscy mogli leżeć obok siebie. Dzieci śpią pomiędzy swoimi rodzicami.

„Teraz wiem, jak to jest być czyimś dzieckiem – myśli Disa. – To zupełnie proste i nie ma w tym nic skomplikowanego”.

Disa i Gudrun ruszają w drogę, powoli zmienia się otaczający je krajobraz . Pojawia się więcej krzewów i drzewek. Ptaków też przybywa. Orłów, kruków i krwawodziobów.

Disa wpada w rytm i jej stopy same się poruszają. Dlatego nie zdaje sobie sprawy, ile zdążyła już przejść, kiedy Gudrun łapie ją i ciągnie w stronę skalnej ściany. Gudrun w ostrzegawczym geście trzyma palec na ustach.

Kawałek dalej widzą samochód terenowy zbliżający się do rzeki. Disa patrzy, jak ześlizguje się do wody i prawie znika. Po chwili wyłania się na drugim brzegu i jedzie dalej.

– Nie widział nas – mówi Gudrun z ulgą w głosie.

– Gdyby nas zobaczył, pomyślałby, że się zgubiłyśmy. Zabrałby nas ze sobą.

Disa rozumie!

Jest popołudnie, kiedy Disa ponownie widzi miejsce, w którym zostawili ją mama i tata Herman. Mimo że nie ma śniegu, wydaje się zupełnie niezmienione. Wszytko wygląda tak, jak zapamiętała.

 

Kiedy stoją przed wejściem do jaskini, Gudrun bierze Disę za rękę. W środku jest ciemno, promienie słońca tam nie docierają.

– Chodź – mówi Gudrun i Disa podąża za nią.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?