Dworek pod Malwami 20 - Srebrny medalionTekst

Z serii: Dworek pod Malwami #20
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Marian Piotr Rawinis

Dworek pod Malwami 20 - Srebrny medalion

Saga

Dworek pod Malwami 20 - Srebrny medalion

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2011, 2021 Marian Piotr Rawinis i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726801811

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

KANDYDAT NA BOHATERA

Jesień 1915

Carl Gustaw von Horn kazał zatrzymać automobil przed gospodą U Paula i uprzejmie pomógł opuścić samochód Katarzynie Samsonowej.

– Pani generałowa zechce tu zaczekać.

Pielęgniarka, panna Schenk, odsunęła krzesło od stolika w cieniu drzewa i gestem wezwała obsługę.

– Proszę coś do picia. Chłodnego, nie zupełnie zimnego.

Von Horn już tego nie widział, gnany niecierpliwością zobaczenia człowieka, za którym podążali od tygodni. Dotarł do ceglanego budynku przy stacji kolejowej, mieszczącego posterunek żandarmerii, wbiegł tam pospiesznie.

Zaskoczony niespodziewaną inspekcją Otto Jaschineck zerwał się od stołu za drewnianą barierką, dzielącą pomieszczenie na pół, w pośpiechu zrzucając na podłogę wyświechtany egzemplarz regulaminu żandarmerii.

– Panie kapitanie, wachmistrz Jaschineck melduje się posłusznie!

Von Horn odsalutował.

– Macie tu jeszcze człowieka nazwiskiem Stanislaw Kalinowski? – zapytał. – Czy też posłaliście go już dalej?

Wachmistrz strzelił obcasami.

– Tak jest. Mamy. Czekamy na przyjazd sędziego, aby rozpatrzył jego sprawę.

– Chcę z nim mówić.

Entuzjazm wachmistrza, który gotów był wypełniać wszystkie rozkazy przełożonych, nieco opadł.

– Oczywiście, panie kapitanie. W tej chwili. Pozwolę sobie zameldować, że istnieją pewne okoliczności...

Von Horn, doświadczony już w rozmowach z funkcjonariuszami państwa na niskich szczeblach, wyjął z kieszeni dokument, który był jego upoważnieniem do działania. Pokazał go żandarmowi, pozwolił przeczytać, po czym złożył kartkę i starannie umieścił ją na powrót w kieszeni.

– Sam wyrobię sobie zdanie w jego kwestii – oznajmił.

Żandarm spocił się po przeczytaniu kartki. Zrozumiał, że jego kariera zależy od opinii, jaką może wydać ten niecodzienny gość.

– Czemu on tu jest? – spytał kapitan, siadając przy stole. – I bardzo proszę, wachmistrzu, bez zbędnych korowodów. Ja naprawdę nie mam czasu na głupstwa.

Otto Jaschineck stanął na baczność.

– Tak jest – potwierdził, po czym wyjaśnił niepewnym głosem: – To nietypowa sytuacja, panie kapitanie. Regulamin nie przewiduje, jak powinien zachować się komendant posterunku w podobnych okolicznościach. Dlatego kierowałem się zdrowym rozsądkiem i zapewniam...

Von Horn spojrzał z zaciekawieniem na żandarma.

– Zdrowym rozsądkiem? – powtórzył. – Zupełnie nie rozumiem, co macie na myśli, wachmistrzu.

Otto Jaschineck chrząknął.

– Doniesienie wpłynęło wprawdzie od ludzi całkowicie wiarygodnych, ale przecież czasami może tak się zdarzyć, że i oni nie wszystkie okoliczności rozważyli...

– Doniesienie? – powtórzył oficer. – Jakie doniesienie?

Wachmistrz podbiegł do szafki, wyciągnął z niej kartkę i podał ją kapitanowi. Von Horn przeczytał, rzucił okiem na kopertę i podniósł ją pod światło.

– To anonim – zauważył.

Żandarm przytaknął.

– Dokładnie takie same otrzymało kilku ważnych obywateli naszego miasta – wyjaśnił. – Ustaliłem, że listów było co najmniej siedem. Wszystkie adresowane do osób poważnych, weteranów, a jeden do nas.

Von Horn przeczytał list powtórnie.

– Jaki jest stan faktyczny? – spytał ze zmarszczonymi brwiami. – Czy ten Rosjanin rzeczywiście chodził do wdowy? I o co właściwie jest oskarżony? Może go zachęcała?

Otto Jaschineck otworzył usta.

– Zachęcała, panie kapitanie? – zapytał z niedowierzaniem. – Żona naszego największego bohatera?! To zupełnie niemożliwe!

Von Horn wzruszył ramionami.

– Pytaliście ją?

Wachmistrz zdumiał się jeszcze bardziej. Miałby zapytać o coś takiego wdowę po kapitanie von Kutten? Rzucić cień podejrzenia na jej honor, zdenerwować, albo może nawet doprowadzić do płaczu? Wdowę po bohaterze?!

Carl Gustaw von Horn odłożył list i skrzywił usta niezadowolony.

– Dziwnie tu podchodzicie do prawa – zauważył. – Chcecie, by Ruski stanął przed sądem? Pod jakim zarzutem?

– O gwałt – wyjaśnił żandarm.

Kapitan prychnął zniecierpliwiony.

– Co za bzdura! – zauważył. – Nie ma zgłoszenia od ofiary, a pewnie i Rosjanin też się nie przyznał.

– Jeszcze nie – wyjaśnił wachmistrz. – Ale na pewno z czasem...

Von Horn przypomniał sobie o zastrzeżeniach żandarma.

– Co wam podpowiedział zdrowy rozsądek?

Otto Jaschineck strzelił obcasami.

– Nie nadawać sprawie dalszego rozgłosu – zameldował. – Prowadzić śledztwo tak, aby nie dopuścić do rzucenia oskarżeń wobec honoru armii. Dlatego aresztowałem Ruskiego i powiadomiłem władze zwierzchnie.

Nie dokończył, bo kapitan von Horn władczym gestem wskazał pęk kluczy leżących na stole.

– Prowadźcie!

***

Cela mieściła pryczę, stołek i stół. Okno od zewnątrz zasłaniały drewniane blindy, nie pozwalające wyjrzeć na ulicę.

Na stołku siedział pochylony mężczyzna, w roboczych spodniach i białej koszuli. Był bosy.

Gdy drzwi się otworzyły, von Horn zobaczył, że siedzący jest młody, mniej więcej dwudziestoletni. Wstępny rysopis kierowcy samochodu generała Samsonowa zgadzał się: jasnowłosy dwudziestolatek, nieco powyżej średniego wzrostu, oczy szare. Ten rysopis i nazwisko kapitan von Horn w ostatnich tygodniach powtarzał sobie setki razy.

– Kalinowski? – zapytał.

Młody człowiek spojrzał obojętnym wzrokiem. Lewe oko miał podsiniaczone, siniak widniał na podbródku, na kołnierzu koszuli dały się zauważyć drobne plamki krwi.

Na odgłos otwieranych drzwi podniósł się, czyniąc to z pewnym wysiłkiem. Był osłabiony, albo może chory.

– Wy jesteście Stanislaw Kalinowski? – upewnił się von Horn. – Mam rozkaz natychmiast was przesłuchać. Potrzebujecie tłumacza, czy może mówicie po niemiecku?

– Mówię – potwierdził tamten. – I zaprzeczam jakimkolwiek oskarżeniom o jakiekolwiek przestępstwa.

Von Horn pokręcił głową.

– Nie jestem sędzią ani prokuratorem. Nie musicie mnie do niczego przekonywać. Przyjechałem tu w zupełnie innej sprawie.

Aż się palił, żeby zadać najważniejsze pytania.

Młody człowiek wrócił na stołek, niepokój w jego spojrzeniu przygasł.

Kapitan wyjął kartkę, udawał, że szuka na niej wskazówek, o co ma spytać aresztowanego.

– Gdzie byliście w sierpniu czternastego roku?

W oczach jeńca błysnęło zainteresowanie. Ale wzruszył tylko ramionami.

– Na wojnie – odpowiedział wymijająco.

– A dokładniej? – dociekał von Horn. – Czy nie w Prusach Wschodnich?

– W Prusach – zgodził się pytany.

Kapitan miał mało czasu i zapytał wprost:

– Czy przy generale Samsonowie?

Młody człowiek ponownie podniósł wzrok i przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.

– Być może – oznajmił wreszcie.

Żandarm zmarszczył brwi na tak wymijającą odpowiedź i pewnie ostro pouczyłby przesłuchiwanego o niewłaściwym zachowaniu. Ale kapitan von Horn miał ochotę krzyknąć z radości. Odnalazł właściwego człowieka! Nareszcie go odnalazł! Sposób, w jaki młody Rosjanin odpowiadał na pytania, świadczył zaś, że może wiedzieć to, za czym von Horn uganiał się od dawna.

Poświecił chwilę na opanowanie podekscytowania. Najważniejsze już miał, teraz trzeba było tylko umiejętnie nawijać nitkę na kłębek.

– Panie Kalinowski – przemówił. – Jest ze mną pewna dama, która wiele sobie obiecuje po wiadomościach, jakie może pan posiadać. Bo nie mylę się, że pan był kierowcą samochodu generała Samsonowa, prawda?

Staś spojrzał zaskoczony.

– Dama? Jak dama?

Von Horn z trudem zapanował nad westchnieniem ulgi. Najważniejsze to nawiązać kontakt z przesłuchiwanym, potem idzie już łatwiej.

– Katarzyna Samsonowa, żona generała. Czy zechce pan odpowiedzieć na jej pytania?

Młody człowiek spojrzał z niedowierzaniem. Ale nie zakwestionował jego słów. Niemiecki oficer nie mówiłby takich rzeczy dla żartu.

Podniósł głowę, obejrzał się na zakratowane okno, potem popatrzył na swoje bose stopy.

– Być może – odezwał się. – Ale nie tutaj. I nie bez butów.

Kapitan von Horn natychmiast podjął decyzję.

– Wachmistrzu!

– Na rozkaz, panie kapitanie!

– Po pierwsze, pozwólcie więźniowi się umyć. Znajdzie się tu chyba jakaś miska z wodą? Po drugie, przykryjcie czymś tę zakrwawioną koszulę. Po trzecie, dajcie mu buty. Po czwarte....

– Buty, panie kapitanie? – zmartwił się żandarm. – Skąd mam wziąć buty?

Von Horn zmarszczył brwi.

– Ma mieć buty! – oznajmił z naciskiem. – Natychmiast! Bo po czwarte, zaraz tu sprowadzę żonę rosyjskiego generała. Na osobisty rozkaz Jego Cesarskiej Mości pani generałowa będzie rozmawiać z tym człowiekiem. A on ma być w butach! Czy to jasne? Nie macie zapasowego obuwia? To dajcie mu swoje!

 

Wachmistrz nie zamierzał dyskutować. Rozkaz to rozkaz.

– Tak jest!

***

Katarzyna Aleksandrowna siedziała za stołem w pomieszczeniu posterunku żandarmerii, dłonie miała splecione, wzrok utkwiony w drzwiach. Uniosła woalkę nad czoło, widać było spod niej jasne, prawie niedostrzegalnie zaznaczone siwizną, włosy.

Żandarm otworzył drzwi i Staś Kalinowski stanął w progu.

– Pani generałowo...

Dama podniosła się z krzesła.

– Zaklinam! – zawołała afektowanym tonem. – Proszę powiedzieć wszystko, co pan wie! Proszę złagodzić ból nieszczęśliwej wdowy! Czy był pan przy śmierci mojego męża? Czy pan to widział? Czy pan wie, w jakich okolicznościach zginął? Jak to się stało? Proszę mnie nie oszczędzać! Muszę znać prawdę!

Mówiła po rosyjsku, a Staś Kalinowski zerknął w kierunku kapitana. Von Horn nie przerwał wypowiedzi generałowej, a to znaczyło, że prawdopodobnie dobrze rozumiał ten język.

– Generał Samsonow zginął w sierpniu zeszłego roku – oznajmił Kalinowski. – Trzydziestego sierpnia, w niedzielę.

– Ale jak?! – zawołała niecierpliwie pani Samsonow. – Jak zginął?! Gdzie? Tyle opowieści słyszałam! Tyle opowieści, że nie wiem, w którą wierzyć.

Kapitan von Horn wsparł pytania damy.

– Czy może pan o tym opowiedzieć?

Staś patrzył na zmęczoną twarz Katarzyny Samsonowej, załzawione oczy, bruzdy przy ustach. Potwierdził powolnym skinieniem głowy.

– Pan generał poległ jak bohater – oświadczył. – Wobec przewagi nieprzyjaciela, wybrał honorową śmierć.

– Skąd o tym wiecie? – padło pytanie kapitana.

– Byłem przy tym.

– Nareszcie! – szepnęła Katarzyna Samsonowa.

Jej głowa opadła na blat stołu z głuchym stuknięciem.

– Wody! – krzyknął von Horn.

SZPIEG I SZPIEG

Generałowa Samsonowa dochodziła do siebie, siedząc na krześle i otwartymi szeroko ustami łapiąc powietrze. Panna Schenk wachlowała ją kapeluszem, wolną ręką podając sole trzeźwiące.

W drugiej części posterunku, w aresztanckiej celi, kapitan Carl Gustaw von Horn prowadził przesłuchanie Stanisława Kalinowskiego.

– Chciałbym być dobrze zrozumiany... – zaczął. – Mam nadziej, że choć jest pan jeńcem wojennym, nie ma pan powodów wątpić w moje intencje. My, Niemcy, szanujemy naszych przeciwników, żołnierze zawsze potrafią się porozumieć. Nazywam się Carl Gustaw von Horn i działam na mocy najwyższego rozkazu Jego Cesarskiej Wysokości Wilhelma II. Moim zadaniem jest ustalenie okoliczności śmierci generała Aleksandra Samsonowa.

Staś Kalinowski uważnie przyglądał się rozmówcy.

– W jakim celu? – zapytał.

Von Horn nerwowo poruszył brwiami.

– To chyba oczywiste. Pani generałowa uzyskała zgodę na odszukanie ciała męża i zabranie go do Rosji. Mam tej w tym pomagać. Rozumie więc pan, że sprawa jest ważna i bardzo delikatna.

– Rozumiem – potwierdził Staś. – Proszę pytać.

Kapitan odchylił się w krześle. Wiele pytań, wiele odpowiedzi. Oby te były jak najmniej nieprawdziwe.

– Byliście kierowcą generała Samsonowa? – zapytał. – Czy tak?

– Nie. Tylko w ostatnich dniach sierpnia.

– A wcześniej? Jaki był wasz przydział?

Kalinowski zawahał się.

– Sztab Drugiej Armii.

– Przydział i funkcja?

Kalinowski zawahał się powtórnie.

– Byłem ordynansem szefa sztabu, generała Postowskiego.

– Ordynansem? – zdziwił się von Horn. – To zajęcie dla podoficera. Z akt wynika, że pan był chorążym.

– Z bardzo niewielkim stażem. Otrzymałem stopień na kilka tygodni przed wybuchem wojny.

Von Horn schował kartkę, na której miał niby zapisane pytania. Już jej nie potrzebował.

– Panie chorąży – odezwał się poważnym, urzędowym tonem, w którym była jednak otwartość i dobra wola. – Zapewne rozumie pan, że zanim powie pan cokolwiek więcej pani Samsonowej, muszę mieć absolutną pewność w sprawie pańskiej wiarygodności. Proszę wybaczyć bezpośredniość i prosty, żołnierski sposób postępowania. Zanim przekona mnie pan, że rzeczywiście znane są panu okoliczności, które stanowią przedmiot mojego zainteresowania, muszę upewnić się, że jest pan tym, za kogo się pan podaje. W jaki sposób przekona mnie pan, że był pan przy śmierci generała Samsonowa?

Młody człowiek zastanowił się.

– Nie wiem, co mogłoby pana przekonać – zauważył. – Obawiam się też, że to co mam do przekazania na temat okoliczności śmierci generała, będzie przykre dla jego żony.

Von Horn poruszony podniósł brwi.

– Przykre? Dowiedziała się już najważniejszego. Jej mąż wybrał honorowe wyjście, popełniając samobójstwo po przegranej bitwie.

Przerwał i uważnie popatrzył na rozmówcę.

– Słyszeliśmy kilka różnych wersji śmierci generała – dodał. – Czemu miałbym uwierzyć, że pańska jest prawdziwa?

Kalinowski wzruszył ramionami.

– Proszę pytać – powtórzył.

Von Horn zastanowił się. Miał ze sobą gruby notes, w którym zapisywał najważniejsze dane, o jakich myślał, że mogą się przydać w poszukiwaniach. Zajrzał do niego, wertował.

– Był pan, jak twierdzi, ordynansem szefa sztabu Drugiej Armii, generała Postowskiego. Wiadomo panu, jakie korpusy składały się na Armię Warszawską Samsonowa?

– I, VI, XIII, XV i XXIII – padła odpowiedź.

Kapitan von Horn nie potrzebował sprawdzać tych informacji w swoich zapiskach.

– Takie łatwe pytanie? – uśmiechnął się Kalinowski. – Wiedział to chyba każdy rosyjski żołnierz.

– Doprawdy? – zaciekawił się kapitan. – Może ma pan rację, ale po roku zapewne to i owo uleciało z pamięci...

– Każdy z korpusów liczył po dwie dywizje piechoty – uzupełnił Staś beznamiętnym głosem. – Nadto w skład armii wchodziły 4., 6. i 15. dywizja kawalerii oraz 1. brygada strzelców.

Carl Gustaw von Horn drgnął zaskoczony.

– O! – zdziwił się. – Widzę, że był pan bardzo uważnym ordynansem.

Kalinowski wzruszył ramionami.

– Mam podać numeracje dywizji w poszczególnych korpusach?

– Pan żartuje? – spytał von Horn. – Pan nie może tego pamiętać. To wykracza poza zakres wiedzy ordynansa.

Ale uśmiechnął się zachęcająco.

– Pozwoli pan spróbować? Jeśli pan chce sprawdzić swoją pamięć... – zajrzał do swoich notatek i szukał pytania odpowiedniego stopnia trudności. – Kto dowodził I Korpusem?

Kalinowski podniósł palec.

– Przed czy po dwudziestym ósmym sierpnia?

– zapytał.

– Proszę? – von Horn był zaskoczony, ponieważ pytanie było podchwytliwe, a rozmówca wyraźnie nie dał się złapać w pułapkę.

Szybko przewertował notatki, sprawdził dane i czekał na odpowiedź.

– Generał Artamonow do dwudziestego ósmego sierpnia, następnie generał Duszkiewicz – wyjaśnił Staś. – Pierwszy Korpus to 22. i 24. dywizje piechoty.

– Tak!

Kapitan von Horn wyraźnie nie posiadał się ze zdumienia.

– Szósty Korpus – ciągnął swobodnie Staś – to czwarta i szesnasta dywizja. A korpus trzynasty do dywizje pierwsza i trzydziesta szósta.

Von Horn zajrzał do notatek, a gdy podniósł głowę, jego wzrok wyrażał wielkie zdziwienie.

– Był pan tylko ordynansem szefa sztabu? – zapytał powtórnie. – Chyba niezwykle uważnym. To wprost nieprawdopodobne, żeby pamiętał pan to wszystko po tak długim czasie. Zapewne i oficer sztabowy nie byłby pewny tych danych.

Kalinowski wzruszył ramionami.

– Mam pamięć do szczegółów.

Kapitan wyjął z teczki mapę przedstawiającą część Prus i położył ją rozłożoną na stole.

– Potrafi pan wskazać rejony walk? Na przykład sytuację sztabu armii w ostatnich dniach sierpnia? Pana zdaniem, skąd i dokąd udawał się generał Samsonow?

Staś pochylił się nad mapą, wzrok mu pojaśniał na widok dobrej kartograficznej roboty.

– Wspaniała mapa!

Von Horn podchwycił:

– Widział pan podobne?

– O, nie – zaprzeczył Kalinowski. – Znacznie gorsze. Sztab generała Samsonowa posługiwał się daleko mniej dokładnymi.

Przez chwilę przyglądał się wybranemu rejonowi, po czym wskazał go palcem.

– To tutaj.

Nie wiedział, jak uważnie przygląda mu się Carl Gustaw von Horn.

– Tutaj – powtórzył Staś. – Odwrót miał miejsce z Nidzicy w kierunku na Wielbark. Do wieczora dotarliśmy mniej więcej w to miejsce.

– My?

– Generał Samsonow oraz oficerowie jego sztabu. Jednakże po zapadnięciu ciemności nie mogliśmy skorzystać z mapy, ponieważ nikt nie miał przy sobie zapałek.

Von Horn uważnie patrzył na wskazane miejsce.

– Z tego więc wynika, że generał Samsonow gdzieś tutaj...

– Tak – potwierdził Kalinowski.

Von Horn przymrużył oczy.

– Ciekawi mnie, jak pan to ustalił, skoro z powodu ciemności nie można było czytać mapy?

Staś Kalinowski uśmiechnął się spokojnie.

– Na podstawie kierunków i tempa marszu.

– W ciemności? – powątpiewał kapitan.

– Oczywiście w pewnym przybliżeniu. Pomocny był także Wolarz.

– Kto taki?

– Gwiazdozbiór Wolarza. W sierpniu świeci dość nisko nad horyzontem, ale kiedy wlazłem na sosnę, udało mi się go zobaczyć.

– Wolarza? – kapitan von Horn był wprost oszołomiony.

– Dokładniej Arktura, najjaśniejszą gwiazdę w tym gwiazdozbiorze. Na podstawie jej położenia określiłem kierunki, ale generał Postowski...

– To on prowadził? – domyślił się oficer. – Szef sztabu Drugiej Armii?

– Był najstarszy stopniem.

Von Horn zamilkł. Studiował mapę i kręcił głową z niedowierzaniem. Dopiero po dłuższej chwili zapytał:

– Czy pańskim zdaniem jest możliwe odszukanie grobu generała Samsonowa?

– Nie – szybko zaprzeczył Staś Kalinowski.

Von Horna zaskoczyła tak zdecydowana odpowiedź.

– Jak to nie? – zapytał. – Przecież twierdził pan przed chwilą, że jest w stanie podać miejsce, gdzie generał popełnił samobójstwo.

– To prawda. Chodzi jednak o to, że generał Samsonow nie ma swojego grobu.

– Proszę?! – zerwał się z miejsca kapitan.

Staś Kalinowski westchnął.

– To jest właśnie ta okoliczność, o której nie chciałbym mówić przy pani generałowej. Generał Samsonow nie został pochowany.

Carl Gustaw von Horn patrzył przez chwilę na rozmówcę, jakby nie zrozumiał, co usłyszał.

– Jak to nie został pochowany? – odezwał się pochwili. – Jeżeli popełnił samobójstwo w obecności oficerów swojego sztabu...

Nie został pogrzebany – powtórzył Staś z naciskiem.

– Co się zatem stało z ciałem?

– Nie wiem.

– A kto wie?

– Nikt z tych, co tam byli wtedy. Generał odszedł na bok, usłyszeliśmy strzał. Szukaliśmy ciała, ale nie udało się go odnaleźć. Panowała ciemność, a czas naglił.

Von Horn był zszokowany.

– Jak to? – zapytał. – To, co pan mówi, jest zupełnie niewiarygodne! Oficerowie sztabu nie zadbali o pochowek dowódcy armii? Jak mam uwierzyć w rzecz tak nieprawdopodobną?

– Nie zadbali – potwierdził Kalinowski. – Spieszno im było przekroczyć granicę.

– To niemożliwe! Niemożliwe, żeby jakikolwiek oficer zrobił coś tak strasznego!

Ale ściągnięta twarz Kalinowskiego wskazywała, że wiadomość jest prawdziwa.

– Zostawiliście dowódcę? – szepnął von Horn. – Jak mogliście tak postąpić?

Nie mówił tego do jeńca, o którym wiedział, że nie był nikim ważnym w gronie uciekających oficerów. Miał na myśli wyższych dowódców rosyjskich, którzy uciekli z miejsca i zostawili ciało generała bez pochówku.

– Tak było – potwierdził Staś cicho.

Carl Gustaw von Horn był wstrząśnięty. Dłuższą chwilę rozważał wiadomości, jakie otrzymał, a gdy zwrócił się wreszcie ponownie do Kalinowskiego, miał rozbiegane oczy.

– Nie wiem, czy pan mnie nie oszukuje – powiedział. – W głowie mi się nie mieści podobne zachowanie!

Staś milczał. Nie zamierzał przekonywać kogokolwiek o tym, co sam myśli na ten temat.

– Chyba nie chce pan opowiedzieć o tym pani generałowej? – zaniepokoił się nagle von Horn. – To ją zabije!

Kalinowski zobaczył skupione spojrzenie oficera i z wolna kiwnął głową na znak zgody.

– Postaram się ominąć temat pochówku.

– Dziękuję. Musimy już chyba wrócić do pani generałowej...

 

Von Horn westchnął i wstał ze stołka

– Jeśli uda się panu jakoś to na razie ukryć, będę osobiście zobowiązany, panie chorąży.

Stanął naprzeciw Kalinowskiego i złożył przed nim krótki wojskowy ukłon, choć był oficerem znacznie wyższej rangi, w dodatku zaś należał do zwycięskiej armii.

– Będę zobowiązany – powtórzył.

***

Katarzyna Aleksandrowna Samsonowa siedziała jak kamień, gdy Staś Kalinowski szczegółowo opowiadał o ostatnim dniu życia jej męża. O bitwie w mazurskich lasach, początkowo zwycięskiej, która nie zapowiadała klęski. O tym, jak odchodziły poszczególne oddziały do walki, a przy dowódcy zostawało ich coraz mniej. Jak w końcu sztab został tylko z jedną sotnią kozaków do obrony i postanowili przebijać się na wschód.

Kalinowski czasem robił przerwy w opowiadaniu, jakby przypominał sobie kolejne szczegóły, dobierał sformułowania starannie i z namysłem.

Wdowa chłonęła każde słowo, w milczeniu, tylko czasem łzy jej ciekły po policzkach, gdy Staś mówił, jak pieszo przedzierali się nocą przez lasy, a generał Samsonow narzekał na bóle serca. I o tym, jak dowódca odszedł na bok, a potem towarzysze usłyszeli śmiertelny strzał z jego broni.

– Pan generał był bardzo osłabiony – opowiadał Staś. – Nie mógł iść tak szybko jak inni, musiał częściej odpoczywać. Źle się czuł i martwił odpowiedzialnością za rozbitą armię. Kiedy poprosił o pistolet, domyślaliśmy się, że planuje...

Pani Katarzyna płakała.

– Honor! Męski honor! – łkała. – Przecież mógł poddać się i pójść do niewoli jak inni. Tylu generałów tak zrobiło. Czemu go nie powstrzymaliście?

Staś Kalinowski spojrzał na kapitana. Von Horn siedział obok ze zmarszczonymi brwiami i dotąd się nie odzywał. Teraz uznał, że powinien przyjść z pomocą.

– To honorowa, piękna śmierć, pani generałowo – przemówił przekonywującym tonem. – Nie ma lepszej dla żołnierza, dla wspaniałego żołnierza, jakim był generał Samsonow. Przyznajemy to wszyscy w Niemczech, choć był naszym przeciwnikiem. Ale jakże godnym.

Katarzyna Samsonowa kręciła głową.

– Cóż z tego? – pytała. – Cóż po honorze komuś, kogo już nie ma?

Kalinowski nie wspomniał, że najbliżsi dowódcy oficerowie zostawili jego ciało w lesie, ponieważ myśleli tylko o ratowaniu własnego życia.

– Zawiozę tam panią – obiecał natomiast von Horn. – Na miejsce śmierci generała Samsonowa. Będzie się pani mogła pomodlić za jego duszę.

***

Stali przed budynkiem małego szpitala, gdzie na najbliższą noc znaleziono kwaterę dla Katarzyny Samsonowej. W mieście nie było hotelu.

– Musi odpocząć – oświadczył kapitan von Horn. – Nawet dla mężczyzny te wiadomości to ciężar trudny do udźwignięcia.

Staś milczał i patrzył, jak na zakurzoną ulicę padają pierwsze krople deszczu. Rzadkie jeszcze i wielkie, można je było policzyć na piasku.

Carl Gustaw von Horn kończył palić papierosa. Starał się nie dawać tego po sobie poznać, ale czasem drgały mu mięśnie twarzy, gdy analizował uzyskane niedawno wiadomości. Podczas wysłuchiwania relacji jeńca kapitan zadawał opowiadającemu dodatkowe pytania. Jeśli dotyczyły generała Samsonowa, Kalinowski odpowiadał. Jeśli jakiegoś szczegółu z zakresu spraw wojskowych, żołnierz udzielał odpowiedzi ogólnych, wymijających. Carl Gustaw von Horn, as wywiadu wojskowego, natychmiast się zorientował, że młody człowiek usiłuje prowadzić z nim własną grę.

Von Horn odrzucił niedopałek i cofnął się o krok, pod daszek nad wejściem do budynku.

– Panie Kalinowski – powiedział z namysłem.

– Wiem, że jest pan człowiekiem honoru. Przekonało mnie o tym pańskie zachowanie wobec generałowej. Dlatego zwracam się do pana z prośbą. Niech pan pojedzie z nami do Prus, na miejsce tych tragicznych wydarzeń, i niech pan pomoże odszukać grób Samsonowa.

Staś wzruszył ramionami.

– Rozumiem, o czym pan mówi – odpowiedział.

– Nie wiem tylko, czy sprawa jest możliwa do wykonania.

– Proszę nie odmawiać – von Horn był poważny. – Proszę umożliwić pani Samsonowej modlitwę w miejscu śmierci jej męża. Jestem upoważniony zapewnić pana, że rząd cesarski pochyli się nad poprawą pańskiego osobistego losu, jeśli udzieli nam pan pomocy.

Kalinowski spojrzał w oczy Niemca.

– Czego pan konkretnie oczekuje?

Von Horn nie uciekł spojrzeniem.

– Rozmawialiśmy dotąd z wieloma ludźmi, zebraliśmy wszystkie możliwe informacje. Przekażę panu moje ustalenia. Może na tej podstawie i na podstawie tego, co pan pamięta, przypomni pan sobie coś jeszcze, coś co pozwoli ustalić więcej. Jestem zdecydowany dotrzeć na miejsce śmierci generała i przeprowadzić poszukiwania jego grobu. Jego Wysokość Cesarz obiecał to pani generałowej.

Kalinowski pokręcił głową.

– To puszcza, panie kapitanie. Tam nikogo nie ma. Osad, wiosek, słowem: ludzi. Nie liczyłbym na znalezienie jakichkolwiek świadków...

Przerwał nagle. Von Horn spojrzał z nadzieją.

– Leśniczówka! – szepnął Staś. – Przecież leśniczówka!

Von Horn nie zrozumiał.

– Co takiego?

Staś uśmiechnął się z nagłym ożywieniem.

– Myślałem o tym już wtedy – przyznał się. – Tamtej nocy. Pomyślałem, że można byłoby odszukać ciało podczas dnia. Gdyby przeszukać las, kawałek za kawałkiem. Zwłaszcza, że teraz na coś mnie pan naprowadził. Na coś, co wtedy pamiętałem z mapy, a o czym później zapomniałem.

– Leśniczówka? – domyślił się kapitan.

Staś Kalinowski skinął głową.

– Widziałem mapę sztabową dzień lub dwa przed odwrotem – wyjaśnił. – W miejscu, o którym mówię, nie przebiegała żadna nasza linia obrony czy ataku. Zapamiętałem je wyłącznie z powodu nazwy. To leśniczówka. Zapewne istnieje do tej pory. Nazwa się Karolinkenhof.

Kapitan Carl Gustaw von Horn spojrzał na mapę, odszukał właściwe miejsce. Znajdowało się pośrodku lasu. Von Horn wyprostowanym palcem szturchnął w pierś Stasia.

– Kim pan jest, panie Kalinowski? – zapytał z zaciekawieniem. – Czy przypadkiem nie rosyjskim szpiegiem?

Staś uśmiechnął się swobodnie.

– Ależ skąd! – zaprzeczył. – Ale pan z pewnością pracuje dla wywiadu, kapitanie von Horn.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?