3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Siostra O dalej była dla mnie surowa jak wcześniej, lecz ja już tak się jej nie bałam. A pewnego razu, gdy przyszłam do jej izby, była tak pochłonięta lekturą, że nawet mnie nie zauważyła. Chustka jej się zupełnie przekrzywiła. Jedną ręką drapała się w roztargnieniu po siwych włosach, a drugą wolno przewracała strony. Teraz już wiem. Jest taka jak ja.

Wygłodniała otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. W pokoju panowała kompletna cisza. Na zewnątrz słychać było nieprzerwany szept morza i krzyk wodnego ptaka. Długo czytałam. Dopiero kiedy skończyłam, przypomniałam sobie o Jai. Podniosłam wzrok.

Jai siedziała na podłodze z rozłożoną książką i padało na nią słońce. Książka była tak duża, że całkowicie zakrywała jej nogi. Gdy słońce wolno wędrowało po podłodze i w końcu ześlizgiwało się z kartek, ona nie podnosząc się, mozolnie przesuwała się w słoneczną plamę. Jej głowa była miękko pochylona. Kiedy nadszedł czas, by odłożyć książki na półkę i udać się na dziękczynienie, musiałam upominać ją kilka razy, zanim w końcu mnie usłyszała.

Od tamtej pory nigdy już nie byłam w skarbcu sama, lecz szybko przyzwyczaiłam się do obecności Jai, ponieważ siedziała cicho jak myszka i zawsze mnie słuchała. Nie minęło dużo czasu, a ja już miałam wrażenie, jakbyśmy chodziły tam razem od zawsze.

Pierwszy poranek Jai w Klasztorze był słoneczny. Wiosną najczęściej mamy tutaj ładną pogodę. To jesienią Pramatka czesze swoje włosy i wichury chłostają wyspę. Wtedy raczej nie mamy odwagi wychodzić na zewnątrz, boimy się, że wiatr wciśnie nas w skalne ściany. Nasza wyspa, Menos, jeszcze nie obsypała się wiosennym kwieciem, ale świeża zieleń już cieszyła kozy.

Kiedy wszystkie wstałyśmy, pościeliłyśmy nasze łóżka i ustawiłyśmy się w szeregu, otworzyły się drzwi dormitarza. Siostra Nummel sprawdziła obecność i wyprowadziła nas na dziedziniec. O tak wczesnej porze panował jeszcze chłód, a kamienie były ciemne od rosy. Siostra Nummel poprowadziła powitanie słońca. Robimy je zawsze o wschodzie słońca, a ono podarowuje nam ciepło i życie. Przed przybyciem tutaj nie wiedziałam, jak jest ważne i że bez niego nie byłoby żadnego życia. Teraz cieszę się, że już to wiem i cieszę się, że mogę je witać razem z pozostałymi nowicjuszkami. Kiedy tak tam stałyśmy, tęskniłam za tym dniem, gdy będę je mogła powitać razem z innymi siostrami na górze, na Świątynnym Dziedzińcu. Stamtąd widać zarówno wschód, jak i zachód słońca lepiej aniżeli z wewnętrznego dziedzińca.

Pokazywałam Jai, jak wykonywać poszczególne ruchy i szeptałam jej do ucha, co oznaczają. Generalnie nie wolno nam rozmawiać podczas powitania słońca, lecz siostra Nummel zrobiła wyjątek, ponieważ Jai była nowa. Rozejrzałam się dookoła, żeby sprawdzić, czy ktoś zauważył, że tym razem jestem tą, która wie, co robić, a nie tą, którą wszyscy poprawiają. Joem posłała mi spojrzenie i zadarła nos w kierunku nieba. W życiu nie pokaże po sobie, że ktoś jej imponuje.

Kiedy byłyśmy gotowe, siostra Nummel zaprowadziła nas do Ukojenia Ciała. Tam czekała na nas siostra Kotke. To ona opiekuje się tym miejscem. Jest ciągle pomarszczona od pary wodnej, a jej ubrania wydają się zawsze wilgotne i oblepiają jej krągłe ciało niczym skóra węgorza. Siostry razem otworzyły kamienne drzwi, gdyż są tak ciężkie, że jedna kobieta nie dałaby rady.

Pomogłam Jai się rozebrać. Najpierw się wahała, ale potem zobaczyła, że wszystkie nowicjuszki tak robią. Gdy zdjęła koszulę, zrozumiałam dlaczego. Miała na plecach brzydkie blizny, jakby po bacie albo kiju. Nie jest w tym osamotniona.

Dziewczynki przybywają do Klasztoru z wielu powodów. Czasami biedne rodziny z wybrzeża przysyłają tu swoje córki, bo nie mogą ich utrzymać. Czasami rodzina zauważa, że ich córka jest bystra oraz żądna wiedzy i chcą, żeby otrzymała najlepsze wykształcenie, jakie może otrzymać kobieta. Czasami dziewczynka pojawia się tutaj, ponieważ jest chora lub dotknięta kalectwem, a u sióstr może otrzymać pomoc. Tak było z Yddą. Urodziła się mniejsza niż większość ludzi i jej rodzina nie mogła się nią zaopiekować. Ale Ranna, siostra bliźniaczka Yddy nie pozwoliła, by je rozdzielono i przybyła do Klasztoru razem z Yddą.

Czasami jakiś bogaty mężczyzna inwestuje w swoją córkę, wysyłając ją do Klasztoru i płacąc za jej wykształcenie. Bywa, że robi to, bo uważa, że jego córka jest brzydka lub nie wierzy, że inaczej znajdzie jej męża. Kobieta, która spędziła dzieciństwo w Klasztorze, zawsze znajdzie człowieka gotowego ją poślubić.

Na przykład taka Joem. Ojciec wysłał ją tutaj, ponieważ chce, by opanowała sztukę kulinarną, by łatwiej ją było wydać za mąż. Joem ma cztery siostry, wszystkie wydają się ładniejsze od niej i od dawna są mężatkami. Może dlatego jest czasami taka niemiła?

Zdarza się, że przybywają tutaj uciekinierki, głównie z Urundien, jej państw lennych lub innych krajów na zachodzie. Dziewczynki zainteresowane zdobywaniem wiedzy w kraju, gdzie kobietom nie wolno nic wiedzieć, nic mówić. W tych krajach kobiety przekazują sobie legendę na temat Klasztoru w pieśniach i zakazanych baśniach opowiadanych szeptem tylko wtedy, gdy nie słyszą tego niepowołane uszy. Nie można mówić otwarcie o naszej wyspie, lecz wiele osób i tak o niej słyszało. Ennike jest taką uciekinierką, tak samo jak mała Heo z Namar, miasta otoczonego murami na granicy między Urundien a państwem Akkadów. Mają blizny na ciele tak jak Jai. Podejrzewałam, że Jai przeszła przez coś podobnego w przeszłości i teraz mi się to potwierdziło.

Sprowadziłam Jai gładkimi marmurowymi schodami do basenu z ciepłą wodą pozyskiwaną z gorącego źródła pod ziemią. Szłyśmy po dnie niecki za rękę, do schodów po drugiej stronie. Część nowicjuszek umie pływać, ale nie ja. Wydawało mi się, że Jai nie boi się wody, lecz poruszała się w niej niepewnie. Jakby próbowała się przed nią bronić, gdy ta opływała jej ciało.

Z ciepłej kąpieli przeszłyśmy do zimnej, ależ tam zimno! Czasami chciałabym, by kolejność była odwrotna, tak żebyśmy na końcu mogły się ogrzać w ciepłej wodzie, ale w naprawdę gorące letnie dni oczywiście dobrze się schłodzić, zanim znowu założy się na siebie ubrania.

Po kąpieli siostra Nummel odprowadziła nas za kamienne drzwi i teraz była kolej sióstr. Kąpią się po nas, ponieważ najpierw muszą odprawić poranne rytuały. Potem przyszła pora na śniadanie w Domu Paleniska. Jai usiadła obok mnie, a ja zrozumiałam, że chce być moim cieniem. Tak określamy nową nowicjuszkę, która trzyma się tej, co jest w Klasztorze od dawna. Chodzi za nią jak cień, aż w końcu znajdzie swoje miejsce. Pierwszy raz miałam swój cień i nie powiem, byłam z tego trochę dumna. Przeciągnęłam się i posłałam uśmiech Ennike siedzącej naprzeciwko nas. Kiedyś byłam jej cieniem. Jest podobna do mojej siostry Náres, ma identyczne kręcone włosy i takie same ciepłe, brązowe oczy. Minęło kilka tygodni, zanim odważyłam się spuścić Ennike z oczu. Ani razu się na mnie nie zirytowała. Zdecydowałam, że będę dla Jai równie cierpliwa i hojna.

Tego poranka w końcu dostałyśmy świeżego chleba. Dzień wcześniej siostra Ers obchodziła ze swoimi nowicjuszkami święto Havvy, więc teraz piec był czysty i poświęcony, i znowu mogły w nim piec chleb. Po wielu cyklach faz księżyca jedynie o samej owsiance, zatopienie zębów w jeszcze ciepłym, słonym chlebie było prawdziwym świętem. Spojrzałam na Ennike z ustami pełnymi chleba, a ona się zaśmiała.

– Nie ma chyba osoby, która kochałaby wiosenny chleb bardziej od ciebie, Maresi!

– Jest tylko jedna rzecz, którą kocham bardziej od wiosennego chleba. – Spojrzałyśmy na siebie, zachichotałyśmy i równocześnie zawołałyśmy: – Chleb nadum.

Łatwo się śmiać z Ennike. To jedna z rzeczy, które w niej lubię.

Jai dłubała w jedzeniu. Zjadła trochę chleba, ale zostawiła duszoną cebulę i wędzoną rybę. Wskazałam palcem jej talerz.

– Poczekaj tylko na lato! Wtedy do chleba dostajemy gotowane jajko i grube plastry koziego sera. A kiedy Gwiazda Wiosenna znowu zasypia, dostajemy miód!

– Musiałabyś widzieć Maresi podczas jesiennych śniadań – powiedziała Ennike. – Gdy w kuchni pieką chleb nadum, pełen orzechów i ziaren, wtedy Maresi pierwsza stoi przy drzwiach do Domu Paleniska i węszy niczym wygłodniały pies. Dostajemy do niego żółty ser i mus z jagód nirn.

– Gotują mus z miodem i miętą. Siostra Ers ma w zwyczaju mawiać, że jest tak dobry, iż można nim częstować samą Pramatkę – oblizałam się na myśl o tym.

Ennike spojrzała na Jai z zaciekawieniem.

– A co się jada w twoim domu?

Jai zamknęła się w sobie niczym małż. Całe jej ciało skierowało się do wewnątrz, a wzrok stał się pusty. Pokręciłam głową z niezadowoleniem i szybko zmieniłam temat, żeby Jai zapomniała o pytaniu Ennike.

– Jesienne śniadania sprawiają, że wytrzymuję niekończącą się zimową owsiankę – oznajmiłam. – Owsianka, owsianka, owsianka, dzień w dzień. Wiecie, o czym wtedy marzę?

Jai nie odpowiedziała, ale Ennike uśmiechnęła się i skinęła głową:

– O księżycowym tańcu! Po nim odbywa się uczta na Księżycowym Dziedzińcu.

– Wtedy jemy jaja koana w pikantnym sosie. Koan to symbol naszego Klasztoru i jego jaja jemy tylko po księżycowym tańcu. Siostra Ers podaje do nich chrupiące paszteciki nadziewane mięsem i sezamowe ciasteczka przyprawione cynamonem – musiałam przełknąć ślinę. Na samą myśl o wszystkich tych smakołykach zrobiło mi się wilgotno w ustach. Ennike napiła się ze swojego kubka.

– A do picia dostajemy coś innego niż wodę. Miód pitny i słodzone wino!

– Droga wszystkimi tymi schodami w dół do Domu Nowicjuszek wydaje się bardzo długa, kiedy żołądek jest napełniony jedzeniem.

Zaśmiałyśmy się. Ennike i ja, Jai nie, ale jej ciało znowu lekko się otworzyło. Byłam zadowolona, bo sprawiłam, że nieco się rozluźniła. Wstałam od stołu.

 

– Chodź. Czas na lekcje.

Ofiarowałyśmy Havvie trochę naszego chleba na Palenisku, zeszłyśmy Porannymi Schodami, pokonałyśmy dziedziniec i weszłyśmy na Wieczorne Schody prowadzące do Domu Wiedzy. Dom Wiedzy to najstarsza budowla na wyspie. Siostra O poinformowała nas, że to pierwszy i prawdopodobnie najważniejszy budynek wzniesiony przez Prasiostry, kiedy dotarły tutaj żaglowcem Naondel.

Do moich obowiązków należy otwieranie popękanych drewnianych drzwi prowadzących do sali lekcyjnej młodszych nowicjuszek i pilnowanie, żeby wszystkie grzecznie usiadły, zanim pojawi się siostra, która będzie prowadzić lekcję. Ennike zaprowadziła Jai do naszej sali lekcyjnej, podczas gdy ja wpychałam do klasy spóźnione dziewczynki. Heo jak zwykle była ostatnia. Tego ranka znalazłam ją na Dziedzińcu Wiedzy pod drzewkiem cytrynowym, głaszczącą szarego klasztornego kota, który leżał na boku i mruczał. Podniosła wzrok, kiedy się pojawiłam, a ja pomyślałam, że jej skośne oczy zawsze wyglądają, jakby się śmiały.

– Maresi, mogę go wziąć na lekcję?

– Wiesz, że nie możesz. Pospiesz się, Heo. Siostra Nummel zaraz przyjdzie i chyba nie chcesz, żeby cię zganiła?

– Ciebie często gani – stwierdziła Heo, wstała i wsunęła swoją małą dłoń w moją. – Chcę być taka jak ty.

Pocałowałam ją w białą chustkę na głowie.

– W takim razie naśladuj moje dobre, a nie złe cechy.

Trzymając się za ręce, pomknęłyśmy do sali lekcyjnej i Heo zdążyła usiąść tuż przed tym, zanim siostra Nummel wpłynęła do klasy, okrągła i jak zawsze zadowolona. Nigdy nie zganiłaby Heo i Heo dobrze o tym wie.

Gdy lekcja młodszych nowicjuszek już się zaczęła, pobiegłam na moją. Ja, i tylko ja, mogę się spóźniać na lekcje. Drzwi prowadzące do sali lekcyjnej starszych nowicjuszek również są wykonane z popękanego starego drewna, lecz ciemniejszego aniżeli do sali lekcyjnej młodszych nowicjuszek. Zawsze zamykam je za sobą bardzo ostrożnie. Boję się, że jeśli je zatrzasnę, to któreś z pęknięć się pogłębi i całe drzwi się rozpadną.

Wślizgnęłam się na moje miejsce na zniszczonej drewnianej ławie przy dużym stole, gdzie siedzimy my wszystkie, starsze nowicjuszki. Siostra O stoi z przodu pomieszczenia i prowadzi lekcje. Tylko najstarsze nowicjuszki, te, które niebawem zostaną siostrami, nie uczą się z nami. Zamiast tego poznają tajniki prac, które będą wykonywać.

Uwielbiam nasze lekcje. Poznajemy historię i matematykę, uczymy się o Pramatce, o tym jak funkcjonuje świat, o księżycu, słońcu i gwiazdach, i o mnóstwie innych rzeczy. Młodsze nowicjuszki uczą się czytać, jeśli jeszcze tego nie potrafią, pisać, i prócz tego nabywają kilka podstawowych umiejętności.

Tego dnia zgłębiałyśmy wiedzę na temat historii wyspy.

– Pamiętacie, jak przybyły tutaj Prasiostry? – spytała siostra O. Natychmiast wstałam, a siostra skinęła głową w moim kierunku.

– Maresi?

– Prasiostry uciekły z kraju, w którym zły mężczyzna przejął władzę i bardzo źle traktował poddanych – odparłam. Czytałam o tym w jednej z ksiąg. – Tylko on mógł posiadać wiedzę. Prasiostry nie chciały być jego niewolnicami, więc wykradły mu ją i przypłynęły tutaj statkiem Naondel.

Siostra O skinęła głową.

– Ich podróż była długa i trudna. Dotarły z kraju leżącego daleko na wschodzie, tak daleko, że już nie pamiętamy jego nazwy. Od czasów Prasióstr nikt nie przybył do Klasztoru ze wschodnich krajów. Silny sztorm wyrzucił Naondel na naszą wyspę, lecz jakimś cudem żaglowiec nie roztrzaskał się o skały. W miejscu, gdzie statek przybił do brzegu, Prasiostry wybudowały Dom Wiedzy.

Ennike wstała.

– Ale jak to możliwe, siostro O? – wskazała palcem przez okno. – Dom Wiedzy stoi przecież na szczycie góry. Nawet najsilniejsze jesienne sztormy nie byłyby w stanie wyrzucić statku aż tutaj.

Siostra O przytaknęła.

– Masz rację. Ale tak mówią najstarsze teksty. Może wtedy sztormy były silniejsze. A może powinnyśmy interpretować tekst w inny sposób.

Widziałam, że Jai słucha z zainteresowaniem. Siedziała pochylona do przodu ze wzrokiem wbitym w siostrę O.

– W Domu Wiedzy znajduje się cała moc, z którą przybyły tutaj Prasiostry – wyrecytowałam z pamięci. – Siostro O, dlaczego one mówią o mocy, a nie o wiedzy?

– Bo wiedza to moc – oświadczyła Dorje.

Dorje to nowicjuszka siostry Mareane i pomaga przy zwierzętach. Jest sporo starsza ode mnie, lecz tak roztargniona i bujająca w obłokach, że często wydaje się dużo młodsza, niż naprawdę jest. Dorje to przedstawicielka ptasiego ludu i przybyła na wyspę z jednym z ich świętych ptaków. Jest duży niczym gołąb, ma czerwone i niebieskie pióra, ale niebieskie w świetle zmieniają kolor i czasami wydają się zielone, czarne lub złote. Prawie zawsze siedzi jej na ramieniu, dziobie i ciągnie ją za jej czarne włosy i odstające uszy. Nie ma imienia, nazywamy go po prostu Ptak, i zdaje się, że rozumie wszystko, co mówi do niego Dorje.

Siostra O uśmiechnęła się do Dorje jednym z tych rzadkich uśmiechów, który sprawia, że jej wąskie usta i ciemne oczy łagodnieją.

– Dokładnie tak, Dorje. Wiedza to moc. Dlatego tak ważne jest, żeby do Klasztoru przybywały nowicjuszki i nauczywszy się od nas wszystkiego, zabierały tę wiedzę z powrotem w świat. Zwłaszcza dotyczy to nowicjuszek siostry Nar, które mogą krzewić wiedzę na temat ziół i sztuki lekarskiej.

– Inna wiedza też jest ważna – wtrąciłam. Chciałam, żeby siostra O zobaczyła, ile wiem, chociaż jestem młodsza od Dorje. – Umiejętność liczenia, znajomość astronomii i historii, i… i… – nie przychodziło mi do głowy nic więcej.

– Schludność – dodała Joem. – Rolnictwo. Jak wykarmić jak najwięcej osób jak najmniejszą ilością jedzenia, zapobiegając przy tym głodowi.

– Opieka nad zwierzętami! – radośnie powiedziała Dorje.

– Sztuka budowlana – dorzuciła Ennike. – Jak budować mosty, obliczać wytrzymałość, wznosić duże budynki.

Spuściłam wzrok. Żałowałam, że sama na to nie wpadłam.

– Oczywiście – zgodziła się siostra O z powagą. – Ważna jest każda wiedza, którą wy i pozostałe nowicjuszki możecie zabrać ze sobą do waszych rodzinnych krajów.

– Ale chyba ważne jest również, by niektóre nowicjuszki tutaj zostały? Przekazywały wiedzę i uczyły kolejne nowicjuszki? – spytałam.

– Tak – odparła siostra O. Spojrzała na mnie poważnie. – Jednak trzeba pamiętać, by nie traktować naszego Klasztoru jako kryjówki przed światem.

Nie do końca wiedziałam, co miała na myśli, lecz nie zadawałam więcej pytań. Wiem tylko, że tutaj na wyspie, z jej gorącym słońcem, orzeźwiającym wiatrem i pachnącymi zboczami, wśród kóz, pszczół, sióstr, nowicjuszek i ksiąg, jest mój dom.

* * *

Podczas przerwy w lekcjach w środku dnia poszłyśmy z Ennike do naszego ulubionego miejsca pod drzewkiem cytrynowym. Towarzyszyła nam Jai. Zjadłyśmy chleb, napiłyśmy się zimnej wody ze studni i wyjrzałyśmy za mur w kierunku srebrzystoniebieskiego morza, które tak się mieniło, że aż bolały oczy. W powietrzu unosił się słodki i intensywny zapach ziół oraz kwiatów, które siostra Nar uprawia w Ogrodzie Wiedzy. Nad nami szybowały ptaki, czasami samotne, czasami całymi stadami skrzydeł, lśniących białych skrzydeł. Na niskim murku okalającym ogród siedział czarny kot ze śmietankowymi łapkami i się mył. Ennike oparła się o pień drzewka cytrynowego i rozprostowała nogi.

– Chciałabym dostać wezwanie do któregoś z domów lub do którejś z sióstr. Już dłużej nie wytrzymam lekcji siostry O.

– Przecież są fantastyczne! Każdego dnia uczymy się czegoś nowego! – wbiłam w nią wzrok, a ona uśmiechnęła się do mnie.

– Maresi, ty możesz całymi dniami chłonąć wiedzę jak gąbka, ale ja tęsknię za tym, żeby w końcu zacząć coś robić. Tylko pomyśl, gdyby tak Matka wyznaczyła mnie na służebnicę Księżyca! To byłby dla mnie ogromny zaszczyt.

– Jesteś w Klasztorze najstarszą nowicjuszką bez domu. To oczywiste, że cię wybierze – położyłam się na plecach i spojrzałam w górę na listowie. Wśród ciemnych liści tu i ówdzie migotały małe białe kwiatki. Czarny kot zeskoczył z murku i ruszył w naszym kierunku. Jai ostrożnie wyciągnęła do niego rękę, a on wcisnął w nią swój łebek i zaczął mruczeć. Nagle Jai zamarła. Usiadłam i popatrzyłam tam, gdzie ona.

Poniżej do naszego portu wpływała mała biała łódź z niebieskim żaglem.

– Łódź rybacka – powiedziałam spokojnie. – Płyną tu, żeby sprzedać to, co złowili. Spójrz, siostra Veerk i jej nowicjuszka Luan. Zajmują się handlem. Idą na molo, widzisz? Kosze, które niosą, wypełnią świeżymi rybami i zapłacą miedzianymi monetami lub świecami z pszczelego wosku albo jakąś leczniczą maścią przygotowaną przez siostrę Nar. To ona opiekuje się chorymi tutaj w Klasztorze. Wie wszystko na temat sztuki lekarskiej i ziół. Rybacy mówią, czego potrzebują, a ona, siostra Veerk, przynosi im to następnym razem, gdy przypływają.

Ale Jai się nie uspokoiła, więc Ennike i ja wymieniłyśmy spojrzenia i wstałyśmy.

– Zaraz zaczyna się lekcja. Chodź.

Jai szybko nauczyła się zwyczajów panujących w Klasztorze. Wystarczyło, że raz jej coś pokazałam i natychmiast to zapamiętywała. Po posiłku odnosiła swoje naczynia do zmywalni, ofiarowywała chleb Havvie, zanosiła pranie do Ukojenia Ciała i czytała teksty, które siostra O zadawała jej co wieczór. Nauczyła się ruchów wykonywanych w trakcie powitania słońca, pieśni śpiewanych podczas dziękczynienia i mowy pochwalnej zaledwie w kilka dni. Wieczorami chodziła ze mną do Domu Wiedzy i czytała, dopóki nie zaszło słońce. Nie odstępowała mnie ani na krok. Siostry to zauważyły i nie rozłączały nas przy przydzielaniu prac. Jai chodziła ze mną paść w górach kozy, zbierać małże na plaży, robiła pierwszy ser tego roku, nosiła wodę ze studni, zamiatała dziedzińce i sprzątała w Domu Nowicjuszek.

Szybko wyszło na jaw, że przed pojawieniem się w Klasztorze Jai nie pracowała za dużo fizycznie. Nie była silna i nie mogła unieść więcej niż pół wiadra wody, lecz nigdy się nie skarżyła. W ogóle mało mówiła.

* * *

W nocy miewała koszmary i rzucała się niespokojnie na łóżku, przeważnie mnie przy tym budząc. Słyszałam wtedy, jak mamrocze pod nosem rzeczy, których nie rozumiałam. Często powracało imię Unai. Nie wiedziałam, czy to kobieta, czy mężczyzna, ale to musiał być dla Jai ktoś ważny, ponieważ śnił jej się co noc. W dormitarzu śpi nas wiele i sny Jai budziły nie tylko mnie.

W kolejnych tygodniach wiosna na dobre zagościła na wyspie. Ociepliło się, a siostry wspominały o księżycowym tańcu i innych wiosennych rytuałach. W górach zakwitły białe i niebieskie kwiaty, a w powietrzu unosiło się brzęczenie pszczół i much. Dorje kręciła się po okolicy i naśladowała śpiew wyspowych ptaków.

Pewnego wieczoru, pół miesięcznego cyklu faz księżyca od przybycia Jai, przygotowywałyśmy się do snu w dormitarzu. Starsze dziewczęta czesały włosy młodszym. Ja pomagałam Ennike dojść do ładu z lokami, które pod koniec dnia zawsze są potargane od wiatru. Siedziała z twarzą zwróconą do góry i zamkniętymi oczami.

– Tak czesała mnie siostra, kiedy byłam mała – wymamrotała pod nosem. – Pamiętam jej dłonie w moich włosach, nic więcej.

Heo siedziała u moich stóp i bawiła się z kociakiem tak czarnym jak jej włosy. Kot polował swoimi ostrymi ząbkami i pazurkami na jej palce, ale Heo nie przejmowała się zadrapaniami.

– Ja nie mam siostry – wyznała. – A ty, Maresi?

Skinęłam głową i przeciągnęłam grzebieniem włosy Ennike tak, że aż zaiskrzyło.

– Mam brata i dwie siostry. Jedna z sióstr jest starsza ode mnie, a brat jest mniej więcej w twoim wieku. Moja starsza siostra nigdy nie miała czasu, żeby mnie uczesać. Pomagała matce w gospodarstwie, a ja zajmowałam się młodszym rodzeństwem – przełknęłam ślinę. Wciąż było mi trudno mówić o Anner. – Moja młodsza siostra…

Jai siedziała z igłą i z nitką i cerowała swoje pantalony. Gdy chciałam mówić dalej, zauważyłam, że robótka ześlizgnęła się jej na kolana, a policzki zrobiły się tak białe jak śnieg wysoko na Białogłowej. Właśnie w tym momencie Heo mi przerwała.

– Jai, kim jest Unai? Słyszę, jak w nocy wymawiasz to imię.

– Heo! – rzuciłam ostro, a ona zdziwiona spojrzała na mnie swoimi ciemnymi oczami. Wtedy Jai głośno zakwiliła. To był przerażający dźwięk. Uniosła ręce i zaczęła bić się po twarzy. Zrobiła to kilka razy, zanim rzuciłam się ku niej i złapałam ją za nadgarstki. Ale nie uciszyłam jej lamentu. Nie zwalniając uchwytu, odwróciłam się do Ennike.

– Przyprowadź siostrę Nummel.

Ennike pobiegła, a pozostałe nowicjuszki ostrożnie się wycofały. Heo skuliła się między łóżkami i nic nie mówiła. Po chwili przybiegła siostra Nummel i razem zaprowadziłyśmy Jai do łóżka siostry. Jai nie stawiała oporu, lecz cały czas próbowała się uderzyć lub podrapać, więc żeby jej na to nie pozwolić, musiałyśmy trzymać ją za ręce. Ennike co sił w nogach pobiegła po siostrę Nar, która szybko przyszła z naparem z ziół i wmusiła go w Jai. To ją trochę wyciszyło i leżała teraz potulnie na boku w łóżku siostry Nummel.

 

Siostry odprawiły mnie i Ennike. Musiałyśmy się bardzo postarać, by zagonić roztrzęsione dziewczynki do łóżek. Kiedy w sali w końcu ucichło, wyszłyśmy z Ennike na zewnątrz, żeby zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza i się uspokoić.

Nad dziedzińcem sklepiało się granatowe niebo usiane gwiazdami. Panowała kompletna cisza, tylko morze lekko szumiało za murem. Ennike nabrała głęboko powietrza w płuca.

– Przeżyła straszniejsze rzeczy ode mnie. Wiele razy dostałam lanie od ojca i wuja, ale ją spotkało coś o wiele gorszego.

Próbowałam zrozumieć, jak to jest być bitym przez własnego ojca. Pomyślałam o moim wychudzonym ojcu, który oddawał nam, dzieciom, jedzenie tamtej zimy ciągnącej się bez końca. To on zebrał te wszystkie historie, które słyszał o Klasztorze, wieści o tym, gdzie się znajduje i jak się tam dostać. Przypomniałam sobie, jak płakał, gdy zrozumiał, że najlepiej byłoby dla mnie, gdybym poszła do Klasztoru. Jak nie chciał wypuścić mojej dłoni, kiedy siedziałam na wozie, który miał mnie zabrać daleko od naszej zagrody, od naszej wsi, od naszego kraju, na wybrzeże, hen na południe.

– Jai nie wie, co to poczucie bezpieczeństwa – stwierdziłam i wiedziałam, że mam rację. – Musimy jej pokazać, co to jest.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?