Nas dwoje, czyli miłosna układankaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nas dwo­je

czy­li miłosna układan­ka

Jak two­rzyć i pielęgno­wać związek?

Ma­ria Rot­kiel

Re­dak­cja

Ka­ta­rzy­na Ma­ka­ruk

Skład

Iza­be­la So­bie­szek

Ko­rek­ta

Ka­ta­rzy­na Skwark

Pro­jekt gra­ficz­ny okładki

Ma­riusz Ba­na­cho­wicz

Zdjęcia na okładce

© Fre­sh­Pa­int/Shut­ter­stock

Zdjęcia au­tor­ki

Ewa Kra­jew­ska-Woj­tu­le­wicz

Pro­jekt gra­ficz­ny wnętrza

Iza­be­la So­bie­szek

Re­dak­tor­ka pro­wadząca

Ka­cha Sza­niaw­ska

Text co­py­ri­ght © by Ma­ria Rot­kiel

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Czar­na Owca, 2014

Wy­da­nie I

Wszel­kie pra­wa za­strzeżone. Ni­niej­szy plik jest objęty ochroną pra­wa au­tor­skie­go i za­bez­pie­czo­ny zna­kiem wod­nym (wa­ter­mark).

Uzy­ska­ny dostęp upo­ważnia wyłącznie do pry­wat­ne­go użytku. Roz­po­wszech­nia­nie całości lub frag­men­tu ni­niej­szej pu­bli­ka­cji w ja­kiej­kol­wiek po­sta­ci bez zgo­dy właści­cie­la praw jest za­bro­nio­ne.

ISBN 978-83-7554-768-9


ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

e-mail: wydawnictwo@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. (22) 616 29 36; faks (22) 433 51 51 Zapraszamy do naszego sklepu internetowego: www.czarnaowca.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

  Wstęp

  I. Jak znaleźć odpowiedniego partnera?

  II. Przejmowanie inicjatywy, czyli flirt i podrywanie – jak zwrócić uwagę i zainteresować sobą innych?

  III. Zakochanie – jak zachować zdrowy rozsądek?

  IV. Budowanie relacji – jak stworzyć udany związek?

  V. Miłość i seks – jak cieszyć się namiętnością i seksem?

  VI. Dbanie o związek

  VII. Trudne emocje w związku

  VIII. Kryzys – jak sobie radzić w trudnych momentach relacji?

  IX. Nie bój się rozstania

  X. Nie bój się samotności

  XI. Zakończenie

Wstęp

Dro­ga Czy­tel­nicz­ko, dro­gi Czy­tel­ni­ku, pozwólcie, że pod­czas na­szej wspólnej podróży po me­an­drach ludz­kich uczuć będę się do Was zwra­cała bez­pośred­nio, tak jak mówię do swo­ich pa­cjentów: po imie­niu, i tak jak oni zwra­cają się do mnie. Taka for­ma nie tyl­ko skra­ca nie­po­trzeb­ny dy­stans, lecz także bu­du­je po­czu­cie bli­skości i za­ufa­nia, a te­ma­ty, które po­ruszę, ta­kiej at­mos­fe­ry wy­ma­gają. Za­pra­szam Cię więc do lek­tu­ry po­rad­ni­ka, z którego do­wiesz się, jak zna­leźć od­po­wied­nie­go part­ne­ra, jak dbać o re­la­cje, a przede wszyst­kim, jak bu­do­wać wza­jemną bli­skość i zro­zu­mie­nie, ko­chając i sie­bie, i dru­gie­go człowie­ka, z którym żyjesz na co dzień.

W na­szym po­rad­ni­ku oma­wiającym kwe­stie re­la­cji – wy­bo­ru part­ne­ra, bu­do­wa­nia i utrzy­ma­nia związku, który jest szczęśliwy i sa­tys­fak­cjo­nujący dla oboj­ga part­nerów – każdy roz­dział będzie po­ru­szał inny te­mat. Po­ra­dy zo­staną zi­lu­stro­wa­ne przykłada­mi kon­kret­nych par i ich pro­blemów. Roz­działy będą po­dzie­lo­ne na części po­dej­mujące ko­lej­ne za­gad­nie­nia związane z da­nym te­matem – czy­li tak zwa­ne za­sa­dy. Za­sa­dy, o których war­to wie­dzieć i których war­to prze­strze­gać! Na końcu każdego roz­działu znajdą się krótkie pod­su­mo­wa­nie i wskazówki w pigułce, co robić, na co uważać i o czym pamiętać. Każdy, kto sięgnie po po­rad­nik, znaj­dzie coś dla sie­bie, również wskazówkę, jak so­bie ra­dzić i pomóc, jeśli po­ja­wi się któryś z oma­wia­nych pro­blemów. Ćwi­cze­nia ilu­strujące po­ru­szane za­gad­nie­nia mogą oka­zać się po­moc­ne w co­dzien­nym zma­ga­niu się z miłosny­mi roz­ter­ka­mi.

Miłosna układan­ka to sztu­ka, która jest trud­na, ale też in­try­gująca i cie­ka­wa. Jeśli mamy mo­ty­wację do pra­cy nad sobą, cie­ka­wość sie­bie i dru­gie­go człowie­ka, em­pa­tię, otwar­tość na zmianę i miłość, to możemy tę sztukę opa­no­wać. Pamiętaj­my jed­nak, że każdy z nas jest inny, każdy związek to wyjątko­wa hi­sto­ria nie­po­wta­rzal­nych lu­dzi, in­tym­ny świat dwóch osób. Za­sa­dy, o których będzie­my „roz­ma­wiać”, nie są ob­li­ga­to­ryj­ne, po­ra­dy nie są uni­wer­sal­ne, a przykłady mają swo­je wyjątki. Życie pi­sze nam cza­sem nie­spo­dzie­wa­ny sce­na­riusz, a my sami je­steśmy za­sko­cze­ni, a cza­sem prze­stra­sze­ni tym, co nas spo­ty­ka. War­tość po­rad­ników to pew­na wie­dza, którą prze­ka­zują i którą war­to mieć, ale tyl­ko od nas zależy, czy ją wy­ko­rzy­sta­my. Życie zwe­ry­fi­ku­je, czy była po­moc­na. Moje doświad­cze­nie za­wo­do­we, życio­we mówi mi, że zna­jo­mość za­sad, reguł miłosnej układan­ki może być bar­dzo ważna, może pomóc w bu­do­wa­niu głębo­kiej i sta­bil­nej re­la­cji, w roz­wiąza­niu trud­nych pro­blemów, w przejściu przez kry­zy­sy, w by­ciu szczęśli­wym z sobą sa­mym i w związku z dru­gim człowie­kiem. Ale to od Cie­bie zależy, czy z tej wie­dzy sko­rzy­stasz.

Za­pra­szam do lek­tu­ry!

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Roz­dział 1 Jak zna­leźć od­po­wied­nie­go part­ne­ra?

Każdy ma­rzy o miłości, najczęściej ide­al­nej. A prze­cież wie­my, że ta­kiej nie ma. Ro­zu­mie­my, że nikt nie jest ide­al­ny, my też, a mimo to fan­ta­zju­je­my na te­mat ta­kie­go związku. Od razu więc wyjaśnij­my so­bie: nie szu­ka­my part­ne­ra ide­al­ne­go, tyl­ko ta­kie­go, który będzie naj­lep­szy dla nas i to właśnie do nas będzie pa­so­wał. Na­sze pra­gnie­nia często opie­rają się na fałszy­wych prze­ko­na­niach, mi­tach, które są od­po­wie­dzial­ne za wie­le nie­po­ro­zu­mień i roz­cza­ro­wań.

Przede wszyst­kim mu­si­my od razu oba­lić mit o dwóch połówkach (najczęściej jabłka, ale także po­ma­rańczy). Nie o owoc tu cho­dzi, ale o prze­ko­na­nie, że part­ne­rzy po­win­ni być jak dwie połowy, a z tego mitu wy­ni­ka, iż iden­tycz­ne, a przy­najm­niej nad wy­raz do sie­bie po­dob­ne. Nic bar­dziej myl­ne­go. Wy­obraź so­bie życie z własnym klo­nem, osobą iden­tyczną, z ta­ki­mi sa­my­mi wa­da­mi, hu­mo­ra­mi, słabost­ka­mi, pra­gnie­nia­mi. Ka­ta­stro­fa gwa­ran­to­wa­na. Jeśli je­steś upar­ciu­chem, to za­stanów się, kto by ustąpił, gdy at­mos­fe­ra bywa na­prawdę napięta, kto by pierw­szy wyciągnął rękę na zgodę? A jeśli by­wasz ner­wu­sem, to kto rozłado­wałby sy­tu­ację, gdy emo­cje sięgają ze­ni­tu? Wspólne życie dwóch ma­rzy­cie­li, wrażliwców bu­jających w obłokach i wierzących w ko­smiczną spra­wie­dli­wość mogłoby być w dzi­siej­szych re­aliach dość trud­ne. Kto wal­czyłby z trud­nościa­mi i bo­ry­kał się z szarą co­dzien­nością, zaj­mując się rze­cza­mi pro­za­icz­ny­mi, często nud­ny­mi, ale (nie­ste­ty) istot­ny­mi. Kto dbałby o re­la­cje z ro­dziną, ze zna­jo­my­mi, sko­ro ty je­steś do­ma­to­rem i in­tro­wer­ty­kiem? Kto wyciągałby cię na spa­cer czy do kina, jeśli ty często wo­lisz po­le­niu­cho­wać za­miast ak­tyw­nie spędzać wol­ny czas? Kto w ter­mi­nie płaciłby ra­chun­ki, sko­ro ty o tym za­po­mi­nasz? Może wo­lisz zaj­mo­wać się do­mem, a co­dzien­na wal­ka w pra­cy przy­pra­wia cię o zawrót głowy? Ktoś na ten dom musi za­ro­bić. A może je­steś osobą ak­tywną, spełniasz się w pra­cy, na­to­miast w domu lu­bisz od­począć i się wy­ci­szyć? Ktoś o ten dom prze­cież dba. Jeśli nie masz głowy do do­mo­wych obo­wiązków, to kto ma mieć?

Każdy z nas ma za­le­ty, po­ten­cjał, który czy­ni nas sil­ny­mi, wyjątko­wy­mi, i każdy ma ce­chy, które by­wają dla in­nych i dla nas sa­mych, de­li­kat­nie mówiąc, trud­ne. Życie z kimś ta­kim jak my byłoby na­prawdę bar­dzo ciężkie. Ja uważam, że kosz­mar­ne. Dla­te­go sztu­ka miłości i wy­bo­ru part­ne­ra to ak­cep­ta­cja wyjątko­wości dru­gie­go człowie­ka. Ro­zu­mie­nie jego inności i apro­bo­wa­nie cech, które czy­nią go nie­po­wta­rzal­nym. Z dru­giej stro­ny to wybór kogoś, kto nas ro­zu­mie, sza­nu­je i kogo my będzie­my sza­no­wać. Od­wiecz­ny dy­le­mat „ba­da­czy miłości” brzmi: po­do­bieństwa czy różnice? Co nas przy­ciąga? Od­po­wiedź jest pro­sta – w większości różnice! Kto nas fa­scy­nu­je? Kto in­try­gu­je? Co cie­ka­wi i pociąga? Na pew­no nie to, co do­brze zna­my. Na tym po­le­ga za­ko­cha­nie.

 

Ale dy­le­mat, czy różnice nas przy­ciągają, czy od­py­chają, jest bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny. Prze­cież są ce­chy, które nas zbliżają. W ta­kim ra­zie w czym do­brze jest być po­dob­nym. Po la­tach pra­cy z pa­ra­mi uważam, że związek ce­men­tują po­dob­ny sys­tem war­tości i wspólne cele. Jeśli ko­chasz zwierzęta, to życie z kimś, kto trak­tu­je je przed­mio­to­wo, byłoby nie do znie­sie­nia. Jeśli brzy­dzisz się kłam­stwem, to kłam­czuch będzie osobą, którą trud­no ci będzie zro­zu­mieć. Bo wza­jem­ne zro­zu­mienie to po­dob­na wrażliwość na świat. Może o to cho­dziło w mi­cie o dwóch połówkach… które kie­dyś się od­najdą?


Naj­lep­szy part­ner to taki, który nas uzu­pełni, dopełni na­sze ce­chy, będzie pa­so­wał jak puz­ze­lek z tej sa­mej układan­ki. Na przykład wspólne pa­sje to wspa­niały „klej” re­la­cji. Wspólni przy­ja­cie­le również zbliżają part­nerów. To, w czym będzie­my do sie­bie po­dob­ni, to war­tości, które będą dla nas zro­zu­miałe, które wza­jem­nie będzie­my sza­no­wać. To, co będzie sca­lało naszą re­lację, to wspólne cele. Jeśli ko­cha­my sa­me­go sie­bie, zna­my i ro­zu­mie­my swo­je po­trze­by, prze­sta­je­my bać się bli­skości i po­tra­fi­my do­strzec praw­dzi­we „ja” w dru­gim człowie­ku. Wte­dy mamy ogromną szansę, że odnajdzie­my swój puz­ze­lek. Na tym po­le­ga miłosna układan­ka. Układan­ka tworząca wspólną hi­sto­rię, wspólne pla­ny, ma­rze­nia i war­tości. Pa­sujący do cie­bie puz­ze­lek dopełni two­je ce­chy, a ty dopełnisz jego. To ma­gicz­ne połącze­nie. Ta ma­gia to szczyp­ta szczęścia, niektórzy wierzą, że los, który jest nam pi­sa­ny, lub siła wyższa kie­rująca na­szym życiem. Pamiętaj­my, że poza nauką, zdro­wym rozsądkiem, wiedzą psy­cho­lo­giczną jest coś, wo­bec cze­go war­to za­cho­wać po­korę…

Ja ją za­cho­wuję, a ty?


Za­sa­da 1

Naj­pierw po­ko­chaj sie­bie

Nie stwo­rzysz do­bre­go, szczęśli­we­go związku, jeśli nie po­ko­chasz i nie po­znasz sie­bie. Miłość do sie­bie to ak­cep­ta­cja, wy­ro­zu­miałość i lu­bie­nie sie­bie, sza­cu­nek do własnej oso­by, po­sta­wa aser­tyw­na, ro­zu­mie­nie własnych po­trzeb. Jeśli chcesz stwo­rzyć swoją miłosną układankę, spójną, pełną po­zy­tyw­nych emo­cji i trwałą, naj­pierw po­ko­chaj sie­bie. Jeśli nie znaj­dziesz szczęścia w so­bie, nie dasz go dru­gie­mu człowie­ko­wi. Lu­dzie, którzy nie po­tra­fią być szczęśliwi sami ze sobą lub wy­ma­gają „uszczęśli­wie­nia” od in­nych, są rosz­cze­nio­wi i sta­wiają wa­run­ki albo ze swoją zaniżoną sa­mo­oceną i lękiem przed od­rzu­ce­niem bez­re­flek­syj­nie pod­porządko­wują się in­nym, wiecz­nie sta­rając się spełnić czy­jeś wy­ma­ga­nia. Są łatwo­wier­ni i ule­gli lub prze­stra­sze­ni, za­bor­czy i agre­syw­ni.


To bar­dzo trud­ne po­ko­chać sie­bie. Większość z nas jest „nie­do­ko­cha­ny­mi” dużymi dziećmi, które słyszały, że są nie dość grzecz­ne, były kry­ty­ko­wa­ne albo bały się nie­zro­zu­miałego dla nich za­cho­wa­nia do­rosłych. Część z nas doświad­czyła od­rzu­ce­nia, upo­ko­rze­nia czy nie­zro­zu­mie­nia ze stro­ny ro­dziców. Roz­mo­wa z nimi te­raz, gdy je­steśmy dorośli, rzad­ko po­tra­fi ukoić żale i smut­ki dzie­ciństwa. Ro­dzi­ce in­a­czej pamiętają wspólną przeszłość. Często wy­pie­rają nie­wy­god­ne wspo­mnie­nia. My nie możemy za­po­mnieć, jak się kłócili, na­to­miast oni mówią: „Sta­ra­liśmy się roz­ma­wiać, kie­dy już spa­liście, rzad­ko kłóciliśmy się przy was”. A my pamiętamy słowa, które za­padły głęboko w ser­ce. Najczęściej „nie­do­ko­cha­ne dzie­ci” całe życie sta­rają się „zasłużyć” na czyjąś miłość, nie po­tra­fiąc do­ce­nić sie­bie, za­dbać i za­trosz­czyć się o sie­bie. Jest to te­mat wie­lu mo­ich rozmów z pa­cjen­ta­mi, między in­ny­mi z Anną.

Anna była doj­rzałą i na pozór pewną sie­bie ko­bietą. Osiągnęła za­wo­do­wy suk­ces, ale jak sama twier­dziła, „nie miała szczęścia w miłości”. Jej dru­gie małżeństwo roz­pa­dało się, a ona roz­pacz­li­wie chciała zro­zu­mieć, „gdzie popełnia błąd”. Taki był sche­mat jej myśle­nia. Co­kol­wiek trud­ne­go działo się w jej życiu, za­wsze zadręczała się po­czu­ciem winy. Gdy ktoś ją ranił, sta­rała się jesz­cze bar­dziej go uszczęśliwić. Jej pierw­szy mąż był al­ko­ho­li­kiem, a ona uważała, że go „wy­le­czy”. I tak mijały lata poświęceń dla dzie­ci i dla męża. Pra­ca – bo to ona utrzy­my­wała dom – uda­wa­nie przed ro­dziną i zna­jo­my­mi, że wszyst­ko jest w porządku. Z cza­sem uwie­rzyła, że mąż pije, bo jest nieszczęśliwy, i że to jej wina. Gdy po dzie­sięciu la­tach nałogu otarł się o śmierć, zde­cy­do­wał na le­cze­nie i prze­stał pić, stwier­dził, że musi wresz­cie zro­bić coś dla sie­bie – wy­je­chał za gra­nicę i po­znał kogoś. Pa­pie­ry roz­wo­do­we przysłał przez praw­ni­ka. Po kil­ku la­tach Anna po­znała no­we­go part­ne­ra. Był uro­czy, ale dość szyb­ko oka­zało się, że we wszyst­kim wy­ma­ga jej po­mo­cy. Anna znów czuła się po­trzeb­na. Kie­dy po dwóch la­tach małżeństwa do­wie­działa się, że musi spłacić jego długi i zo­bo­wiąza­nia fi­nan­so­we, przy­szedł czas na otrzeźwie­nie. A to nie było dla niej łatwe. Trzeźwość oso­by uza­leżnio­nej od tok­sycz­nej miłości jest ta­kim sa­mym wy­zwa­niem jak trzeźwość kogoś, kto wal­czy z cho­robą al­ko­ho­lową. Anna zro­zu­miała, że związek nie po­le­ga na poświęca­niu się, że ona też po­win­na być ważna i że musi na­uczyć się o sie­bie dbać. Po długiej i trud­nej te­ra­pii po­ko­chała sie­bie. Zaczęła się ro­zu­mieć i chro­nić. Na­uczyła się mówić o swo­ich po­trze­bach i ocze­ki­wać ich spełnie­nia. Dla każdego, kto uczy się ko­chać sie­bie, to niełatwy pro­ces. Ale też wy­zwa­nie, które należałoby podjąć. Dla sie­bie i dla tych, których war­to po­ko­chać. Można zacząć od pro­stych ćwi­czeń, które uczą dba­nia o sie­bie, tro­ski o własne po­trze­by i spra­wia­nia so­bie przy­jem­ności.

Po­moc­ne ćwi­cze­nie

Zrób listę ulu­bio­nych przy­jem­ności. Za­cznij od naj­prost­szych, najłatwiej­szych do spełnie­nia za­chcia­nek. Za­pla­nuj, że przez ty­dzień co­dzien­nie będziesz so­bie spra­wiać trzy przy­jem­ności. W ska­li od 0 do 10 oceń, jak wielką przy­jem­ność każda z nich ci spra­wiła: 0 to brak ja­kiej­kol­wiek przy­jem­ności, a 10 to mak­si­mum za­do­wo­le­nia. Pod ko­niec dnia w tej sa­mej ska­li oceń swój nastrój: 0 to bar­dzo zły nastrój, 10 to su­per­hu­mor. Spra­wia­nie so­bie przy­jem­ności jest ważnym kro­kiem nie tyl­ko w po­ko­cha­niu sie­bie, ale przede wszyst­kim w po­zna­niu swo­ich po­trzeb i ocze­ki­wań od życia, w tym od re­la­cji.


Po­nie­działek 1 Moja pierw­sza przy­jem­ność: 0---------------10 2 Moja dru­ga przy­jem­ność: 0---------------10 3 Moja trze­cia przy­jem­ność: 0---------------10 Mój nastrój tego dnia: 0--------------10
Przykład 1 Moja pierw­sza przy­jem­ność:lody na śnia­da­nie0------------7--10 2 Moja dru­ga przy­jem­ność:lunch w cza­sie pra­cy z przy­ja­ciółką0-------------8-10 3 Moja trze­cia przy­jem­ność:wie­czo­rem kino ze zna­jo­my­mi0-------------9 10 0-----------9 10


Za­sa­da 2

Po­znaj swo­je po­trze­by, zro­zum, cze­go ocze­ku­jesz od związku i part­ne­ra

Po­znaj sie­bie, od­po­wiedz so­bie na py­ta­nie: cze­go po­trze­buję? Ob­ser­wuj, z ja­ki­mi ludźmi czu­jesz się do­brze. Po­zna­nie sie­bie to zro­zu­mie­nie swo­ich ocze­ki­wań. Ważne, aby ko­chać sie­bie mądrze, czy­li ro­zu­miejąc własne po­trze­by, znając swo­je moc­ne stro­ny i ce­chy, które wy­ma­gają pra­cy i zmia­ny.

Wie­my już, że nikt nie jest ide­al­ny, ale każdy zasługu­je na sza­cu­nek. Przede wszyst­kim mu­si­my sza­no­wać sie­bie, aby tego sa­me­go wy­ma­gać od in­nych i aby także in­nych umieć sza­no­wać. Jeśli do­brze znasz sie­bie, to wiesz, jaki masz po­ten­cjał, zdol­ności, co wy­cho­dzi ci na­prawdę do­brze i co możesz dać in­nym. Dzięki temu znasz swoją war­tość. Ro­zu­mie­nie sie­bie to także zna­jo­mość swo­ich trud­nych cech, tych, nad którymi war­to pra­co­wać.


Uczy­my się i roz­wi­ja­my całe życie, nig­dy nie jest za późno na po­zy­tywną zmianę. To, co możemy zmie­nić, i to, na co mamy wpływ, to my sami, na­sze za­cho­wa­nia i sposób myśle­nia. Nasz nastrój i sa­mo­po­czu­cie w ogrom­nej mie­rze zależą od nas sa­mych. Bud­dyści ma­wiają: „Chcesz być szczęśli­wym człowie­kiem? To po pro­stu bądź!”. Psy­cho­lo­gia tłuma­czy tę na pozór prostą za­sadę w taki sposób: masz wpływ na swo­je emo­cje, na to, co przeżywasz i jak od­bie­rasz ota­czającą cię rze­czy­wi­stość. To twój sposób myśle­nia, two­ja in­ter­pre­ta­cja od­po­wia­da za twoją po­stawę i sa­mo­po­czu­cie, a także za to, jak się za­cho­wu­jesz. To, ja­kie po­dej­mu­jesz de­cy­zje i co ro­bisz dla sie­bie i in­nych, wpływa na jakość two­je­go życia. Tak jak w poniższym przykładzie po­ka­zującym różnice między myśle­niem opty­mi­sty i pe­sy­mi­sty: opty­mi­sta po­wie, że szklan­ka jest do połowy pełna, a pe­sy­mi­sta, że ta sama szklan­ka jest do połowy pu­sta. Obaj mają ra­cje, ale każdy zwra­ca uwagę na coś in­ne­go. Jeśli będziesz osobą, która myśli po­zy­tywnie, sku­pia się na plu­sach, po­tra­fi cie­szyć się przy­jem­nościa­mi, również dro­bia­zga­mi, która umie spra­wiać so­bie i in­nym przy­jem­ność, dbać o sie­bie i swój do­bry nastrój, to życie z tobą będzie praw­dzi­wym da­rem.


Dla wie­lu „nie­do­ko­cha­nych dzie­ci” na­uka ro­zu­mie­nia sie­bie i by­cia swo­im naj­lep­szym przy­ja­cie­lem to duże wy­zwa­nie. Tak jak dla Pio­tra, który zgłosił się na te­ra­pię, gdy ko­lej­na part­ner­ka odeszła, mówiąc, że „nie jest wsta­nie spro­stać jego wy­ma­ga­niom”. Piotr od wie­lu lat cier­piał z po­wo­du obniżone­go na­stro­ju, był drażliwy, mało cier­pli­wy, ciągle nie­za­do­wo­lo­ny z sie­bie, ze swo­je­go życie i dość szyb­ko ze swo­ich ko­lej­nych związków. Sta­wiał in­nym wy­so­kie wy­ma­ga­nia, był kry­tycz­ny i szyb­ko się nu­dził. Te­ra­pia uświa­do­miła mu, że tak na­prawdę nie wie, cze­go chce, nie zna swo­ich po­trzeb i nie po­tra­fi być szczęśliwy sam ze sobą. Jak miał stwo­rzyć part­ner­ski związek, sko­ro wy­ma­gał, żeby to ta dru­ga oso­ba uczy­niła jego życie cie­ka­wym i war­tościo­wym?

Jeśli znasz swo­je po­trze­by i po­tra­fisz je spełniać, oczy­wiście nie kosz­tem in­nych, to tym sa­mym dbasz o sie­bie i kom­fort swo­jego życia. Nie mu­sisz „używać” in­nych do uszczęśli­wia­nia sie­bie i nie szu­kasz w nich po­twier­dze­nia własnej war­tości. By­cie w związku nie jest ani wa­run­kiem ko­niecz­nym, ani wy­star­czającym, aby być szczęśli­wym człowie­kiem. Jest w two­im życiu war­tością do­daną. Da­rem, o który po­tra­fisz dbać. Wte­dy wy­star­czy ktoś, kto to do­ce­ni i będzie po­tra­fił dać to­bie to, co sam ma naj­lep­sze­go w so­bie. Żyjąc w zgo­dzie ze sobą, będziesz żyć w zgo­dzie ze świa­tem. Jeśli do tego dodać od­po­wied­nią osobę i wspólną troskę o re­lację, to miłosna układan­ka go­to­wa!

 

Za­cznij od po­zna­nia i zro­zu­mie­nia sie­bie! Mogą ci w tym pomóc pro­ste ćwi­cze­nia.


Po­moc­ne ćwi­cze­nie

Zrób listę swo­ich po­trzeb. Dokończ 10 zdań za­czy­nających się od słowa „po­trzebuję”. W każdym zda­niu po­sta­raj się na­pi­sać, co po­wi­nie­neś zro­bić, jaką de­cyzję podjąć, żeby zre­ali­zo­wać swoją po­trzebę. Spróbuj to po pro­stu dla sie­bie zro­bić albo przy­najm­niej w części spełnić każdą z po­trzeb! Nie wszyst­kie da się za­spo­koić od razu, ale war­to je so­bie uświa­do­mić i chwilę się za­sta­no­wić, cze­go nam bra­ku­je. Po­zna­nie swo­ich po­trzeb i ocze­ki­wań oraz umiejętność ich spełnia­nia, działania dla sie­bie i w zgo­dzie ze sobą to wa­ru­nek ko­niecz­ny do zbu­do­wa­nia głębo­kiej i praw­dzi­wej re­la­cji.


Po­trze­buję: To, co może być po­moc­ne w spełnie­niu mo­jej po­trze­by: Co mogę dla sie­bie zro­bić, aby tę po­trzebę spełnić:
Po­trze­buję: To, co może być po­moc­ne w spełnie­niu mo­jej po­trze­by: Co mogę dla sie­bie zro­bić, aby tę po­trzebę spełnić:
itd. itd. itd.
Przykład Po­trze­buję:Od­począć To, co może być po­moc­ne w spełnie­niu mo­jej po­trze­by: Wol­ny week­end Co mogę dla sie­bie zro­bić, aby tę po­trzebę spełnić: Wy­je­chać na week­end. Nie za­bie­rać ze sobą lap­to­pa i służbo­we­go te­le­fo­nu


Za­sa­da 3

Nie bój się bli­skości

„Nie­do­ko­cha­ne dzie­ci” boją się miłości. Bli­skość emo­cjo­nal­na ko­ja­rzy im się z bólem, nie­po­ko­jem, po­rzu­ce­niem. Gdy w dzie­ciństwie dorośli nas ranią, gdy świat spra­wia nam ból, nie umie­my się bro­nić, więc sta­ra­my się wy­co­fać, schro­nić w świe­cie własnych fan­ta­zji, szu­ka­my spo­so­bu rozłado­wa­nia napięcia i ucie­ka­my od trud­nych uczuć. Łatwo wte­dy o taką myśl: Nie będę więcej cier­pieć, już nig­dy nikt mnie nie zra­ni! Często nie jest to prze­ko­na­nie uświa­do­mio­ne, ale taki wewnętrzny skrypt, który ma nas chro­nić. I w pew­nym sen­sie chro­ni, py­ta­nie tyl­ko, za jaką cenę. I czy jest uza­sad­nio­ny i po­moc­ny, gdy już je­steśmy dorośli i możemy zro­zu­mieć, po­ko­chać i obro­nić sie­bie, po­wo­li ucząc się za­ufa­nia do in­nych? Oswo­je­nie i po­ko­na­nie lęku przed emo­cjo­nal­nym za­an­gażowa­niem to niełatwe za­da­nie.

Moja pa­cjent­ka Ewa od wie­lu lat nie mogła stwo­rzyć sta­bil­ne­go związku. Była bar­dzo atrak­cyjną ko­bietą, po­zna­wała wie­lu za­uro­czo­nych nią mężczyzn. Ale w każdym związku wy­ma­gała pod­porządko­wa­nia, bez­względne­go za­in­te­re­so­wa­nia, była bar­dzo za­zdro­sna i za­bor­cza. Od­cho­dziła od ko­lej­nych part­nerów, co­raz bar­dziej gorzk­niejąc i roz­cza­ro­wując się związka­mi. Gdy przyszła do mnie po raz pierw­szy, zaczęła od słów: „Jesz­cze nig­dy żaden part­ner ode mnie nie od­szedł. To za­wsze ja ich po­rzu­całam!”. Wte­dy uzna­wała to za swój suk­ces. Dzięki te­ra­pii zro­zu­miała, że każdą bliską osobę wy­sta­wia na próbę, uważając, że musi się spraw­dzić. Tak jak robiła to jej mat­ka. W ten sposób trak­to­wała ojca Ewy, który od­szedł, nie wy­trzy­mując wiecz­nej musz­try w małżeństwie. Ewa nie­na­wi­dziła go za to, że „je zo­sta­wił”, była głęboko prze­ko­na­na, że każdy mężczy­zna od­cho­dzi, a ona i tak nie stwo­rzy związku, bo „wszy­scy mężczyźni są tacy sami”, jak mówiła jej mat­ka. Ewa bała się bli­skości, tego, że zo­sta­nie po­rzu­co­na, dla­te­go wolała „te­sto­wać” kan­dy­datów i sama po­dej­mo­wać de­cyzję: to ja cię nie chce! Nie po­tra­fiła za­ufać. Przy­po­mi­nała mi zbun­to­wa­ne, tupiące nóżkami dziec­ko, które tak na­prawdę jest bar­dzo sa­mot­ne.


Oso­bom, które boją się zra­nie­nia i roz­cza­ro­wa­nia, mówię: „Jest je­den sposób, aby nig­dy nie zo­stać skrzyw­dzo­nym, aby nikt nie złamał ci ser­ca, sposób na unik­nięcie błędów i trud­nych mo­mentów: możesz z ni­kim się nie wiązać i ni­ko­go nie ko­chać!”. Dla wie­lu mo­ich pa­cjentów taka re­flek­sja w kon­fron­ta­cji z nieuświa­do­mio­ny­mi prze­ko­na­nia­mi, które spra­wiały, że „chro­ni­li się” przed miłością, to bar­dzo trud­ny mo­ment w te­ra­pii. I przełomo­wy. Wte­dy często po­ja­wiają się łzy, a ja mam wrażenie, że sie­dzi przede mną zalęknio­ne dziec­ko, które mówi: „Ale ja chcę ko­chać, tyl­ko się boję i nie wiem jak”. Na szczęście je­steśmy stwo­rze­ni do miłości. Cza­sem tyl­ko mu­si­my to od­kryć i po­trze­bu­je­my kogoś, kto nas w tym wes­prze. Bli­skości można uczyć się po­wo­li. War­to zacząć od na pozór pro­stych zmian.


Po­moc­ne ćwi­cze­nie

Wy­pisz kil­ka (im więcej, tym le­piej) ar­gu­mentów prze­ma­wiających prze­ciw­ko poniższym twier­dze­niom. Bądź jak ad­wo­kat w sądzie za­prze­czający ich stu­pro­cen­to­wej praw­dzi­wości. To trud­ne ćwi­cze­nie, ale może pomóc ci w zmia­nie. Może przy­po­mnisz so­bie coś ważnego, może zwrócisz uwagę na jakąś re­lację, którą trud­no ci było do tej pory do­ce­nić. Może zro­bisz jakiś „eks­pe­ry­ment” i za­cho­wasz się w sposób dla sie­bie nie­stan­dar­do­wy, prze­ko­nując się, że można in­a­czej. Spróbuj! Po­daj swo­je ar­gu­menty, ja dla przykładu podałam swo­je!

1 NIG­DY NI­KO­MU NIE MOGĘ UFAĆ.

Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż

Twój ar­gu­ment:

Przykład: Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż było w moim życiu kil­ka sy­tu­acji, w których komuś za­ufałam/za­ufałem i nie za­wiodłam/nie za­wiodłem się.

Na przykład:

2 ZA­WSZE WSZYST­KO SAMA/SAM ROBIĘ NAJ­LE­PIEJ.

Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż

Twój ar­gu­ment:

Przykład: Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż było w moim życiu kil­ka sy­tu­acji, w których ktoś mi pomógł lub zro­bił coś le­piej niż ja.

Na przykład:

3 KAŻDA MIŁOŚĆ TO CIER­PIE­NIE.

Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż

Twój ar­gu­ment:

Przykład: Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż znam oso­by, które ko­chają i są szczęśliwe.

Na przykład:

4 LE­PIEJ SIĘ NIE PRZY­WIĄZYWAĆ, ŻEBY NIE CIER­PIEĆ PO STRA­CIE.

Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż

Twój ar­gu­ment:

Przykład: Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż war­to ko­chać, na­wet jeśli miłość cza­sem się kończy.

5 GDY SIĘ COŚ CZU­JE, TO ZA­WSZE BOLI.

Twój ar­gu­ment:

Przykład: Nie jest to w stu pro­cen­tach praw­da, po­nie­waż cza­sem czuję miłe emo­cje i uważam, że war­to je przeżywać.


Za­sa­da 4

Do­strze­gaj praw­dzi­we­go człowie­ka, a nie swoją fan­tazję na jego te­mat

Carl Gu­staw Jung, je­den z najsłyn­niej­szych psy­cho­ana­li­tyków, mówił, że „stan za­ko­cha­nia to jest rzu­to­wa­nie własnych fan­ta­zji i ocze­ki­wań na przy­pad­kową ofiarę”. Cza­sem spo­ty­ka­my kogoś i od razu mamy fan­ta­zje na te­mat tej oso­by. Nie sta­ra­my się do­strzec, jaka jest, i znając swo­je ocze­ki­wania i po­trze­by, zde­cy­do­wać, czy chce­my ją le­piej po­znać, tyl­ko brnie­my w zna­jo­mość ocza­ro­wa­ni własną fan­tazją. Wte­dy ten ktoś sta­je się ofiarą na­szych pro­jek­cji, a my dość szyb­ko możemy się nie­mi­le roz­cza­ro­wać.

Często ta­kie postępo­wa­nie wy­ni­ka z tęskno­ty za związkiem, z lęku przed sa­mot­nością, z nie­umiejętności by­cia ze sobą, cza­sem z pre­sji: „Muszę kogoś po­znać”, albo co gor­sza z na­cisków: „Kie­dy w końcu się z kimś zwiążesz!”. Chy­ba każda sin­giel­ka i każdy sin­giel znają ten kosz­mar życzeń świątecz­nych lub uro­dzi­no­wych w wy­da­niu cioć, babć, a cza­sem ro­dziców lub zna­jo­mych: „No, żebyś w końcu kogoś po­znała/po­znał!”. I nie­ważne, że też bar­dzo chce­my, tyl­ko jakoś nie możemy, albo aku­rat wca­le nie chce­my, bo liżemy jesz­cze rany po po­przed­nim związku, albo po pro­stu nie je­steśmy jesz­cze go­to­wi na związek. Tymcza­sem naj­ważniej­sze jest, abyśmy to my czu­li się otwar­ci na ko­lejną re­lację albo przy­najm­niej po­wo­li oswa­ja­li się z myślą, że chce­my się z kimś zacząć spo­ty­kać.


Na­sza go­to­wość to również umiejętność do­strze­ga­nia w dru­gim człowie­ku jego praw­dzi­we­go „ja”, a nie własnej ima­gi­na­cji na te­mat ide­al­ne­go part­ne­ra. Jeśli ktoś zwróci twoją uwagę, ob­ser­wuj tę osobę i za­daj so­bie py­ta­nie: „Co tak na­prawdę mi się w nim/niej po­do­ba?”. Nie fan­ta­zjuj od razu na te­mat wspólnej przyszłości. Nie wyciągaj po­chop­nych wniosków, tak łatwo się po­my­lić. Daj wam szansę na bliższe po­zna­nie. Jeśli znasz sie­bie i ro­zu­miesz swo­je po­trze­by, to wiesz, na czym ci zależy, a na co na pew­no się nie zgo­dzisz. Jeśli ko­chasz sie­bie, to po­tra­fisz za­re­ago­wać i się obro­nić, kie­dy zaj­dzie taka po­trze­ba. Dla­te­go nie bój się bli­skości, za­ry­zy­kuj i doświad­czaj zna­jo­mości. Zo­bacz tego człowie­ka ta­kim, jaki jest. Z jego wa­da­mi i za­le­ta­mi. Wte­dy zde­cy­du­jesz, czy dać tej zna­jo­mości szansę.

To nie­praw­da, że za­ko­chu­je­my się, zupełnie tego nie kon­tro­lując. Za­ko­chu­je­my się w kimś, kim w na­szym mnie­ma­niu jest ta oso­ba. Tak na­prawdę urze­kają nas ce­chy dru­gie­go człowie­ka. Słyszałam już wie­le ta­kich hi­sto­rii: „Bo on był taki opie­kuńczy”, „Za­im­po­no­wał mi swoją za­rad­nością”, „Nig­dy wcześniej nie spo­tkałam tak wrażli­we­go mężczy­zny”, „Był taki pew­ny sie­bie”. Za­ko­chu­je­my się „po­nie­waż…”, a ko­cha­my „po­mi­mo…”. Ważne, aby ce­chy, które nas urze­kają, nie były atry­bu­ta­mi przy­pi­sa­ny­mi na siłę, tyl­ko fak­tycz­nym po­ten­cjałem da­nej oso­by – ta­kim, który nas dopełni i będzie pa­so­wał do miłosnej układan­ki. Trzeźwe pa­trze­nie jest możliwe. Spróbuj!


Po­moc­ne ćwi­cze­nie

Jeśli kogoś po­zna­jesz, pro­wadź „dzien­ni­czek zna­jo­mości” i za­pi­suj, tak jak w pamiętni­ku, swo­je ob­ser­wa­cje na te­mat tego człowie­ka, wa­szych spo­tkań i bu­dującej się re­la­cji, a także swo­je od­czu­cia względem niej. Za­cznij od cech, które według cie­bie ma po­zna­na oso­ba, i ar­gu­mentów, do­wodów oraz przykładów sy­tu­acji, które to po­twier­dzają.