Oona kontra życie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla mojej matki Olli Vaisman, która zachęciła mnie do pogoni za marzeniami i pozwoliła czytać książki, zamiast wykonywać domowe obowiązki.


Dla mojego męża Terry’ego Montimore’a, który zachęcił mnie do pogoni za pisaniem i dał mi na to czas i przestrzeń. (Przepraszam za książkowe zbieractwo i bałagan w domu).

Czas leczy rany. Ale co, jeśli sam jest chorobą?

– Wim Wenders i Peter Handke,

Niebo nad Berlinem

Prolog

Oona już lata temu przestała ufać lustrom. Ukazywały przecież tylko skrawek opowieści.

To nie ja. Nie jestem tą kobietą.

Co prawda lustro demaskowało upływ czasu, przesłaniało jednak prawdziwy przebieg jej życia. Zmarszczki na twarzy, dodatkowe kilogramy, farba na włosach przykrywająca siwiznę. Każdego roku ciało należało do niej, lecz stan umysłu nie był zgodny z odbiciem w lustrze. Wciąż musiała nadrabiać zaległości i na nowo układać pomieszane elementy swojej egzystencji.

Zrządzeniem losu szybko musiała się zmierzyć ze swoją przyszłością. Powinny minąć dekady, nim włożyłaby tę pogrzebową sukienkę.

Oona przeplotła między palcami łańcuszek wisiorka, a słońce odbiło się od złotych zębatek zawieszki.

Z początku stracone lata były drogą przez mękę, a poczucie nagłej straty wydawało się nie do zniesienia. Kiedy skradziony czas do niej wracał, wszystko było ułożone inaczej. Zawsze coś jej odbierano. Kogoś. W życiu funkcjonowały jednak mechanizmy kontroli i równowagi, więc gorsze okresy były wynagradzane przez te szczęśliwsze. Nawet tego ponurego dnia przyjemności już czekały, by zrekompensować smutek. Musiała tylko być cierpliwa, otwarta.

W przypadku Oony wahadło mogło się wychylić w każdą stronę – za rok jej odbicie w lustrze mogło być starsze lub młodsze. Według niej był to stan najbliższy nieśmiertelności, egzystencjalna ruletka, choć przecież kiedyś jej koło miało przestać się kręcić.

Wszystkich ich jeszcze zobaczę. Kiedyś. I wszystkich stracę. Znowu.

Usiłowała pogodzić się z obecnym wyrokiem lustra, spojrzeć na siebie tu i teraz. Zaistnieć w tym momencie. Lecz tego dnia, gdy czuła się przytłoczona ogromnym poczuciem straty, pozwoliła sobie oderwać się od chwili obecnej i cofnąć do innej, weselszej. Prostą sukienkę zastąpiły cekiny. Sypialnia zmieniła się w piwnicę pełną luster. Pomieszczenie wypełnione muzyką, kolorem i światłem. Miłością intensywną niczym supernowa. To była impreza jak żadna inna.

Wciąż mogę to przeżyć, jak należy.

Pewnego dnia podejmie ten wątek i wróci na imprezę. Nie zacznie od nowa, lecz będzie kontynuowała od miejsca, w którym jej przerwano. Nie wiadomo kiedy.

Pewnego dnia.

– Jesteś gotowa?

Część I

Impreza się skończyła

1982: 18/18

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1

Impreza upływała według wzoru niemal filmowej choreografii: plastikowe kubki i butelki piwa przechylały się do synkopowanego rytmu, goście w grupkach kiwali głowami i tańczyli do muzyki new wave, zupełnie jakby parkiet był ogromną trampoliną, a w pomieszczeniu unosiła się wstęga podchmielonego śmiechu. Może i znajdowali się w zwykłej piwnicy w Brooklynie, z lustrzanymi ścianami i jasnobrązową wykładziną, jednak tego wieczoru było to ich Studio 54, ich Palladium, ich Danceteria. Pięćdziesiąt osób robiących hałas i tętniących energią setek ludzi – z których większość miała właśnie ferie świąteczne – postanowiło zebrać się, by uczcić sylwestra i urodziny Oony Lockhart. Wyglądali stylowo: skóry i falbany, cekiny i siatki, nijakie tkaniny porzucone na rzecz tych połyskliwych, błyszczących i rażących kolorami. Stroje igrały z glamem, gotykiem, new wave i punkiem, choć ci, którzy je nosili, nie zgadzali się na przypinanie im etykietek.

Oona klęczała w kącie przy zestawie stereo i przeglądała skrzynkę z płytami. Zerknęła na zegarek, który dostała w prezencie rocznicowym od swojego chłopaka Dale’a. Nie miał drugiej wskazówki, przez co można było odnieść wrażenie, że czas mija wolno, a niekiedy nawet się zatrzymuje. Czarna ukośna linia rozdzielała srebrną tarczę poznaczoną maleńkimi czarnymi gwiazdkami: 21:15. Za niespełna trzy godziny zacznie się rok 1983, a ona będzie o rok starsza.

Wstała z płytą w dłoni, gdy powolnym krokiem podszedł do niej Dale – wysoki chłopak o sennych oczach, złocistej cerze po matce Brazylijce i kręconych włosach zaczesanych do góry, a po bokach przygładzonych na żel. Na jego widok jej oddech przyspieszył.

– Hej, piękna. Co tam masz? – Wskazał na płyty.

– Nie mogę się zdecydować, którą puścić. Yazoo czy Talk Talk? – Zważyła obie płyty w dłoniach.

– Nigdy nie widziałem, żeby ktoś aż tak poważnie podchodził do wyboru płyty. Urocze. – Cmoknął ją w policzek. – To może ja zostanę didżejem, a ty pójdziesz potańczyć? Puszczę obie.

Pozwoliła, by wziął je od niej, lecz nie opuściła rąk.

– Okej. Muszę tylko przynieść więcej serwetek i lodu…

– Tym też się zajmę. Twoim zadaniem jest tylko dobrze się bawić. – Puścił do niej oko, co złagodziło „surowy” ton jego głosu.

Nagle piętro wyżej coś głucho łupnęło i się roztrzaskało. Wszyscy przestali tańczyć i wpatrzyli się w sufit. Czy to jakiś hałaśliwy intruz? A może ktoś wrzucił coś przez okno? Oona i Dale podbiegli do schodów.

– Zostań tu, pójdę sprawdzić, co się stało – zwrócił się do niej Dale.

– Idę z tobą – oznajmiła stanowczo, choć ogarnął ją chłód i miała wrażenie, że spada. Proszę, tylko nie znowu to samo.

Dale przystanął na schodach i się odwrócił.

– To na pewno nic takiego. Ale jeśli ci to pomoże, pójdę po Coreya, żeby sprawdził to ze mną.

– Widzę go. – Wskazała palcem ponad jego ramieniem.

Na szczycie schodów tyczkowata postać Coreya kuliła się z przerażenia. Czarne, uczesane w kolce włosy rzucały geometryczne cienie na twarz.

– Ogromnie cię przepraszam, stary. Popisywałem się ruchami tanecznymi przed dziewczynami i zaplątałem się w dywan. Upadłem na twój stolik i, hm, połamał się. Nikomu nic się nie stało, jestem po prostu głąbem. Posprzątam to i odkupię stolik. Słowo. – Za Coreyem kurczyły się dwie drobne dziewczyny o zbyt mocno umalowanych rzęsach, ubrane w sukienki wyglądające, jakby uszyto je z płynnego metalu.

Dale gniewnie pokonał resztę stopni. Jego pierś unosiła się, gdy nabierał powietrza. Oona podeszła nieśmiało i dotknęła jego pleców. W końcu westchnął i powiedział:

– Co to za impreza bez zniszczeń? – Odsunął się na bok i machnął ręką do Coreya i dziewczyn. – Ja posprzątam. Tylko postarajcie się już niczego nie zepsuć.

Skruszone trio zeszło na dół, a Oona weszła do kuchni za Dale’em, który wziął miotłę, szufelkę i burknął:

– Gość honorowy nie powinien sprzątać. Ogarnę to.

– Pomogę ci. Od początku imprezy prawie cię nie widziałam. – Wyjęła worek na śmieci spod zlewu.

– Wiem. – Ugłaskany jej łagodnością Dale seksownie zniżył głos. – Dobrze, że wcześniej spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu.

Zachichotali wymownie.

– Myślę, że w pewnym momencie listonosz też mnóstwo zobaczył. – Pochyliła się ku niemu i wtuliła w jego szyję, wdychając ostry zapach perfum Drakkar Noir i żelu do włosów. – Mamy nauczkę za niezasuwanie zasłon.

– To i tak mniejszy wstyd niż w zeszłym tygodniu, kiedy nakryła nas twoja mama – powiedział Dale.

– Po twoim wyjściu było jeszcze gorzej. – Wzdrygnęła się na to wspomnienie. – Kiedy upewniła się, że nadal biorę pigułki, zaproponowała, że pożyczy mi swój egzemplarz Radości z seksu.

– Cudownie! – Dale odchylił głowę, wybuchając gromkim śmiechem. Sama też chętnie by porechotała, ale zdobyła się jedynie na wątły uśmiech.

Matka Oony była wyzwoloną kobietą, co miało swoje zalety. Dziewczyna wolałaby jednak, żeby ktoś wyznaczył jej surowsze granice. Dopóki Oona nie skończyła jedenastu lat, zajmował się tym jej ojciec (codzienne obowiązki, nauka według planu, ograniczony czas na oglądanie telewizji), który był bankierem, ale po jego śmierci sama musiała narzucić sobie pewne zasady. W tej sytuacji matka – stewardesa, która przebranżowiła się na agentkę biura podróży – stała się bardziej jej przyjaciółką niż rodzicem. Często droczyła się z Ooną, że podchodzi do wszystkiego zbyt poważnie, czy to do studiów, czy do prób zespołu, czy nawet do związku z Dale’em, i namawiała ją, by czasem pozwoliła sobie na odrobinę młodzieńczego szaleństwa. Zupełnie jakby nie można było być poważnym i mimo to dobrze się bawić. Jakby młodość zakładała głupotę.

– Mam pewien pomysł – rzekł Dale, ze stukotem upuszczając miotłę i szufelkę. Przebiegł palcami po łuskach jej cekinowej sukienki, zawadiacko opuścił o kilka centymetrów zamek błyskawiczny i szepnął: – Może pójdziemy na górę? – Pocałował jej odsłonięte ramię, a palcami powiódł pod rąbek sukienki. – Moglibyśmy położyć się pod gwiazdami…

„Gwiazdy”, które miał na myśli, wisiały pod sufitem jego sypialni – powiązał ze sobą plątaninę kabli i przewodów telefonicznych, które wygrzebał gdzieś w sklepie elektronicznym ojca, i opryskał je farbą fluorescencyjną, co dało trójwymiarowy, kosmiczny efekt. Kiedy Oona po raz pierwszy ujrzała ten sufit, z wrażenia zaparło jej dech. Dwa lata później wciąż ją fascynował. Tak samo jak facet, który właśnie obsypywał pocałunkami jej szyję.

 

– Kuszące, ale niegrzeczne wobec pozostałych. – Niechętnie powstrzymała jego dłoń przed wspięciem się po jej udzie choćby odrobinę wyżej. – Przez szkołę i zespół całe wieki nie widywałam się z nikim prócz ciebie, Coreya i Wayne’a.

– Parę tygodni temu widzieliśmy się z ludźmi w klubie CBGB.

– No tak, ale byliśmy tacy zajęci koncertem dla łowców talentów i spotkaniem z menedżerem Factory Twelve, że prawie nie rozmawialiśmy z przyjaciółmi.

– Biorąc pod uwagę, co z tego wyszło, myślę, że nie mieli nam tego za złe. Wiesz, ile może zespołowi dać taka trasa? Po tym, jak Factory Twelve otwierali koncerty The Pretenders, podpisali kontrakt z Chrysalis, a ich pierwszy singiel właśnie trafił do czołowej czterdziestki na liście przebojów.

– Ale wciąż nie są Pretendersami. Raczej nie trafimy na stadiony.

– No tak… – Przeciągnął ostatnie słowo, cofnął się o krok i uniósł brwi. – Ale nigdy nie graliśmy dla więcej niż kilkuset osób… nigdy nawet nie wyszliśmy poza obszar trójstanowy. A Factory Twelve może jeszcze zrobić wielką karierę. Supportowanie ich w czasie wiosennej trasy to przełom, którego większość zespołów nigdy się nie doczeka. Myślałem, że się z tego cieszysz.

– Bo się cieszę. Tylko… ja nie… – Starała się zapanować nad jąkaniem. – Cieszę się, ale to mnie onieśmiela. Nowe miasta, granie w większych obiektach…

– Chodzi o coś więcej – powiedział z wymownym skinieniem głowy. – Wiesz, że nie musisz tego przede mną ukrywać.

Poczuła ciężar w żołądku. Czy on wiedział?

– Czego ukrywać?

– Nadal jesteś rozbita po tym napadzie po imprezie u Wayne’a. Widziałem, jak zareagowałaś na tamten huk. Myślałaś, że to włamywacz. Obawiasz się jechać w trasę, bo boisz się, że znów stanie się coś złego.

– Och. – Zalała ją fala ulgi, jak z całkiem odkręconego kranu. – To rzeczywiście było przerażające.

Wszystko wydarzyło się w zeszłym miesiącu w metrze, kiedy wracali do Bensonhurst. Zaśmiała się, bo podszedł do nich mężczyzna w okularach pływackich. Przestała się śmiać, kiedy wyjął nóż sprężynowy.

– Posłuchaj. – Dale przyciągnął ją do siebie, a jego głos obniżył się o kilka tonów. – Nic by ci się nie stało. Byłem gotów przyjąć na siebie wszystko, żeby cię ochronić: nóż, kule czy cokolwiek innego.

– Dzięki Bogu skończyło się na oddaniu mu pieniędzy. – Zadrżała, przypomniawszy sobie, jak ją wówczas sparaliżowało i jak Dale musiał sięgnąć do kieszeni jej płaszcza po portfel, by podać go napastnikowi w okularach. – Dobrze, że nie miałam wtedy zegarka.

– Nic ci się nie stanie w czasie tej trasy. Dopóki jesteś ze mną, jesteś bezpieczna. – Ta obietnica rysowała się w jego opanowanym spojrzeniu i stanowczej linii szczęki.

– Wiem. – Głos uwiązł jej w gardle, gdy usłyszała pasję w jego słowach. – Nie musisz mi tego udowadniać, wystawiając się dla mnie na kule. – Powiodła palcem po zgrubieniu na jego nosie.

– Wystawiłbym się i pod młot, gdybyś tylko zechciała mi to wyprostować. – Był pewny siebie, ale na punkcie nosa miał kompleksy.

– Ćśś. Twój nos mnie kręci. I wcale nie z powodu tego, co mówi się o dużych nosach. – Dłoń Oony zawisła nad sprzączką jego paska, pragnąc powędrować dalej na południe. Jednak zbyt łatwo straciliby poczucie czasu. – Chodźmy posprzątać ten bałagan. Ale może najpierw mi pomożesz? – Przerzuciła długie kasztanowe włosy przez ramię i odwróciła się do niego plecami, by zapiął zamek jej sukienki. – Myślisz, że powinniśmy byli zacząć próby wcześniej? Wiem, że gramy dziś tylko dla przyjaciół, ale i tak chcę zrobić na nich wrażenie. – Kiedyś po koncercie usłyszała, jak ktoś mówił, że „występ był niezły, ale druga Joan Jett to nie jest”. Oona nie potrafiła stwierdzić, na ile się z tym zgadza, ale to zdanie utkwiło jej w głowie. Gdyby dano jej szansę, mogłaby być lepszą gitarzystką niż klawiszowcem, a na wokalu radziła sobie równie dobrze jak Dale.

Kiedy się odwróciła i poprawiła sukienkę, Dale cicho zagwizdał.

– Boże, wyglądasz powalająco. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. – Pokręcił głową z zachwytem, a jego skóra lśniła nawet w ostrym świetle kuchennych jarzeniówek.

Przygwoździło ją intensywne spojrzenie jego ciemnych oczu, zabrakło jej słów, a w żyłach popłynęło odurzające uniesienie. W odpowiedzi zdołała jedynie uścisnąć jego dłoń.

Dale przysunął się do niej i cicho szepnął jej do ucha:

– Tak dla twojej wiadomości: zawsze robisz wrażenie. Na mnie zrobiłaś je od pierwszej chwili. A każda minuta, którą z tobą spędzam, to najważniejszy moment mojego pieprzonego życia.

Stolik kawowy w salonie wyglądał niczym poskręcany stos chromu i odłamków szkła.

– Cholerny Corey – mruknął Dale. – A ty się zastanawiasz, dlaczego chcę się rozejrzeć za nowym perkusistą.

Kiedy ostrożnie zbierali połamane kawałki metalu i szkła, Dale podjął tę samą, znajomą już śpiewkę.

– On się wymyka spod kontroli. Nie wiem, czy zaczął częściej brać kokę, ale już samo picie stanowi problem. Nie mamy jeszcze nawet kontraktu na płytę, a on już zachowuje się jak Keith Moon. Może trzeba wymienić go teraz, zanim rozwali nam trasę.

– Nie możesz go wyrzucić. Nawala, ale to świetny bębniarz i uwielbia ten zespół. – Oona pogładziła zmarszczone czoło Dale’a. – Uwierz w niego trochę bardziej.

Kiedy wrócili do piwnicy, Dale podszedł do gramofonu, a Oona zrobiła sobie drinka. Upiła łyk taniego szampana z plastikowego kubka i przyglądała się barwnemu tłumowi.

Ktoś poklepał ją po ramieniu.

– Co taka osowiała? – zapytał Wayne, ubrany od stóp do głów w czerwoną skórę. Jego afro lśniło w świetle.

– Nie jestem osowiała. – W jej głosie zabrzmiała jednak obronna nuta.

– Daj spokój. Zazwyczaj tańczysz do upadłego, wyszczerzona jak wariatka. Co się stało? Pokłóciłaś się z Dale’em?

– Oczywiście, że nie. Myślałam tylko o tym, jak bardzo będę za wszystkimi tęsknić. – Po czym szybko dodała: – Kiedy pojedziemy w trasę.

– Nie kupuję tego, ale niech ci będzie.

Oona wskazała swój pusty kubek.

– Muszę sobie dolać. Zaraz wracam. – Odeszła od Wayne’a. Zaschło jej w ustach i ogarnęły ją lekkie mdłości. Tak naprawdę potrzebowała miejsca, gdzie mogłaby się wyciszyć i uspokoić myśli, żeby móc w końcu zatracić się w zabawie.

Łazienka znajdowała się naprzeciwko schodów do piwnicy. Zapukała, ale nikt się nie odezwał, więc przekręciła gałkę i weszła do środka. Nad zlewem stał pochylony Corey.

– Co jest, do cholery? – Poderwał się na nogi z wytrzeszczonymi oczami.

– Ups, przep… – Właśnie wtedy zobaczyła małe lusterko obsypane białym proszkiem. Zamknęła za sobą drzwi i przekręciła klucz. – Chyba sobie żartujesz?

– Nie robię tego regularnie, słowo. – W panice gestykulował ubrudzonymi na biało dłońmi, których kolor kontrastował z pomarańczowym kombinezonem.

– To samo mówiłeś, kiedy pozamiatałeś nam koncert w Hoboken. Chcesz wylecieć z zespołu?

– Jasne, że nie. Myślisz, że całe życie chcę biegać między stolikami w Beefsteak Charlie’s?

– Nie mam pojęcia. Wiem za to, że Dale rzucił studia, żeby skupić się na zespole, i namówił Wayne’a do tego samego. I wiem, że ode mnie też oczekują, że zrobię sobie semestr wolnego w Stern, żeby pojechać w tę trasę. Jeżeli chcesz brać w tym udział, musisz podejść do tego poważniej. – Może sama powinnam posłuchać swojej rady. Skrzywiła się na myśl o własnej hipokryzji. – A co by było, gdyby nakryli cię Dale albo Wayne?

Corey opadł ciężko na zamknięty sedes, a na jego twarzy odmalowała się udręka.

– Nie możesz im powiedzieć. Ten zespół jest dla mnie wszystkim.

– Wiem. – Oona stanęła nad nim z rękami na biodrach. – Ale w zespole panuje zasada „Zero twardych dragów”. Wszyscy się co do tego zgodziliśmy. Jeżeli nie potrafisz tego uszanować, może powinieneś odejść, żeby mieli… żebyśmy mieli czas na znalezienie nowego perkusisty przed trasą. – Ukłucie wyrzutów sumienia sprawiło, że oderwała listek papieru toaletowego i otarła mu resztki proszku spod nosa. – Nie pisnę ani słowa, ale ogarnij się.

– To był ostatni raz. Naprawdę. – Podszedł do zlewu, zmył resztki kokainy z lusterka i pokazał jej czystą taflę. – Widzisz?

Z lusterka popatrzyły na nią przytłoczone zmartwieniami jej własne piwne oczy pomalowane czarną konturówką.

– Nie zawiedź mnie. – Skierowała te słowa zarówno do przyjaciela, jak i do własnego odbicia.

Zasypał ją kolejnymi obietnicami, uśmiechnął się z wdzięcznością i wyszedł.

Kiedy została w zamkniętym pomieszczeniu sama, zrobiło jej się gorąco i poczuła się przytłoczona. Może samotna chwila wytchnienia na górze dobrze by jej zrobiła.

Tak bardzo pragnęła wymknąć się z piwnicy niezauważona, że nie spostrzegła postaci stojącej u podnóża schodów i prawie się z nią zderzyła. Oona gwałtownie się zatrzymała. Mało brakowało, a powaliłaby na ziemię swoją wieloletnią przyjaciółkę. Ostatecznie wykorzystała siłę pędu, by uściskać zszokowaną dziewczynę.

– Pam! Nie do wiary, że przyszłaś. Miałam nadzieję, że w końcu wpadniesz na jakąś imprezę.

– Wow. – Spojrzała na Oonę z rozdziawionymi ustami i rozejrzała się wokół. – Nie spodziewałam się, że każdy się tak wystroi. – Wszyscy starali się wyglądać na starszych i bardziej postępowych, Pam jednak była kilka lat w tyle pod względem trendów i dojrzałości. Od czasu, gdy Dorothy Hamill zdobyła złoto w 1976 roku, Pam niezmiennie nosiła podcięte krótko włosy. Na jej wąskich ramionach leżał potężny biały kołnierz Piotrusia Pana zdobiący brązową sukienkę z weluru, a jedyny makijaż na piegowatej twarzy stanowiła smuga wazeliny na ustach. – Może niepotrzebnie przyszłam.

– Coś ty. Wyglądasz ślicznie. – Chwyciła przyjaciółkę za rękę i lekko pociągnęła. – Chodź, przedstawię cię wszystkim.

Ale Pam ani drgnęła.

– Dzwoniłam do ciebie, ale zastałam tylko twoją mamę. Powiedziałam, że pewnie jest dumna i będzie za tobą bardzo tęsknić, ale sprawiała wrażenie kompletnie niezorientowanej w temacie. Nie mówiłaś jej o Londynie?

Londyn.

To słowo było niczym dawka adrenaliny wstrzyknięta wprost w serce Oony. Zmieniając kurs, porwała Pam z dala od bawiących się ludzi, do pustej kuchni na piętrze.

– Jezu, Oono, prawie zwichnęłaś mi bark.

– Nikt nie wie o Londynie. Ani mama, ani nawet Dale.

– Dlaczego? – Pociągnęła się za płatek ucha, robiła tak od dzieciństwa, kiedy była zdenerwowana.

– Trudno to wytłumaczyć. – Tak bardzo zaschło jej w gardle, że ledwie mogła mówić. – Zaczekaj. – Wyjęła z lodówki puszkę coli. Kiedy ją otworzyła, rozległ się metaliczny trzask, a po boku spłynęła piana. Żeby nie rozlało się zbyt wiele, Oona upiła szybko kilka łyków. – Nikomu nie mówiłam, bo chcę podjąć decyzję bez presji. Zwłaszcza ze strony mamy i Dale’a.

– A o czym ty tu chcesz decydować? Marzyłyśmy o Londynie, od kiedy w trzeciej klasie obejrzałyśmy Mary Poppins. A teraz możemy tam mieszkać.

– Możliwe, że latem i tak będę w Londynie. Zastanawialiśmy się z Dale’em nad wycieczką z plecakiem po Europie. Nawet zaczęliśmy już robić listę miejsc. Paryż, Berlin, Bruksela, Londyn – wszystkie najważniejsze miasta. – Zrobili też listę mniej znanych europejskich miast i zabytków. Nadmorskie miasteczka Cinque Terre we Włoszech, ruiny zamku na wyspie Kastellorizo w Grecji, kaplica wyłożona ludzkimi kośćmi w Kutnej Horze w Czechosłowacji. – Oczywiście to było tuż przed ofertą Factory Twelve i nie wiadomo, co się wydarzy w trasie. Dale jest przekonany, że przedstawiciele firm fonograficznych zwariują na naszym punkcie i latem będziemy nagrywać album dla którejś z tych ważniejszych. Kto wie?

– Mówisz poważnie? – Twarz Pam wykrzywiła się z zakłopotania. – Wiem, że ta cała muzyka to ekscytująca sprawa, ale to nie jest prawdziwe życie. Możesz miesiącami pocić się w autobusie i wrócić do domu spłukana albo spędzić rok w Londynie i wszystkie drzwi staną przed tobą otworem. – Westchnęła ciężko, patrząc na swoje baleriny na grubej podeszwie. – Nie chcę, żebyś zmarnowała życiową szansę. A czas ucieka. Papiery trzeba oddać za dwa tygodnie.

– Wiem. – Oona przyłożyła sobie puszkę do czoła. – Ale… jeszcze tego nie przemyślałam. A chociaż przez jeden wieczór chciałabym się tym nie przejmować. Przez jeden wieczór chciałabym poimprezować, zanim wszystko się skomplikuje jeszcze bardziej. Możemy wrócić na dół i po prostu się zabawić?

 

Było widać, że Pam się waha.

– Dobrze. Ale najpierw muszę przypudrować nos.

– Tam, w korytarzu, po lewej.

– Nie czekaj, znajdę cię.

– Tylko mi nie ucieknij.

Na dole Oona zerknęła na zegarek: 23:40.

Podeszła do stołu z przekąskami, gdzie Dale otwierał właśnie butelkę wina Cold Duck.

– Pijesz napoje gazowane, chociaż mamy najlepszego taniego szampana na świecie? – Wystrzelił korek, napełnił dwa plastikowe kubki i podał jej jeden. – Uczcijmy to. Będziesz najseksowniejszym klawiszowcem w historii rock and rolla.

– Nikt nie zwraca uwagi na klawiszowców. – Zerknęła na swoją puszkę coli, po czym upiła łyk szampana. – Wszystko kręci się wokół wokalisty, czasem gitarzysty, więc, tak czy owak, ty będziesz najważniejszy. – Nie ja. Mnie mogłoby tam nie być.

– O nie, to my będziemy najważniejsi. – Dale objął ją ramieniem w pasie. Jakby chciał jej obiecać, że cokolwiek miałoby się wydarzyć, będzie przy niej. Oona wtuliła się w niego z uśmiechem, chcąc pokazać, że wierzy w tę obietnicę i zamierza odpłacić się tym samym.

Podłoga zadrżała pod jej stopami. Czy pod domem biegła trasa metra? Może to energia imprezowiczów, którzy swoim tańcem wprawili fundamenty w drżenie. Albo to efekt szampana, którego piła wcześniej, i całkowicie skupionego na niej chłopaka. Oczy Oony i Dale’a błyszczały, gdy ich spojrzenia się spotkały, zupełnie jakby łączyła ich wspólna tajemnica – więzy równie silne jak u pary przestępców, którzy popełnili wspólną zbrodnię. Ich twarze zbliżyły się do siebie, a napój chlapnął z plastikowych kubków, gdy połączyli się w zachłannym, namiętnym pocałunku, usuwającym całe pomieszczenie w cień. Całowali się jak kochankowie, którzy odnaleźli się po bitwie, mimo że podczas ferii zimowych spędzili osobno zaledwie dwa dni, choć oboje mieszkali w Brooklynie i nieustannie się widywali. Może więc nie tyle odnaleźli się po bitwie, ile się do niej przygotowywali.

Dale powędrował ustami ku jej uchu.

– Mam dla ciebie urodzinową niespodziankę. Chodź.

Poprowadził ją do piwnicy, ku przesłoniętemu narożnikowi służącemu za przechowalnię. Na szczycie stosu plastikowych krzeseł ogrodowych leżało prostokątne pudełko owinięte w srebrny papier.

– Urodziny mam dopiero za pół godziny – zaprotestowała z uśmiechem.

– Nie mogę dłużej czekać. Otwórz. – Pewnie chwycił pudełko i zaczął odwijać papier.

W środku, pod cienką bibułką leżała czarna kurtka motocyklowa ze srebrnymi, błyszczącymi klamrami.

Oonie na chwilę zaparło dech w piersi.

– To zbyt wiele. Powinieneś oszczędzać na trasę – powiedziała, wkładając kurtkę na cekinową sukienkę i czując, jak otulają ją ciężar i zapach skóry.

– E, tam. Tata dawał mi dodatkowe zmiany w sklepie, a na Gwiazdkę wszyscy kupowali Commodore 64, więc dostawałem niezłe prowizje. Dobrze leży?

– Idealnie. – Przechyliła głowę z udawaną podejrzliwością. – A może po prostu masz już dość tego, że ciągle pożyczam twoją kurtkę? – Wspominała mu, że jego skóra jest dla niej jak nowojorska zbroja, w której czuje się bezpiecznie.

– No coś ty. Pomyślałem tylko, że przydałaby ci się własna – powiedział.

Jej serce załopotało w piersi niczym zataczający szaleńcze kółka koliber. Objęła Dale’a i szepnęła:

– Jestem cholerną szczęściarą.

– Bo rozpuściłem cię jak dziadowski bicz?

Pod wpływem jego ciepłego oddechu ugięły się pod nią kolana, a krew zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach.

– Nie, dlatego że spędzę resztę życia z najfajniejszym gościem na świecie.

– Żebyś wiedziała. – Pocałował ją tak żarliwie, że wszystko wokół nich pociemniało i ucichło. – Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę, ale dopiero po odliczaniu.

– Nic nie mów, nic nie mów! – Uniosła dłoń i się odwróciła.

Zazwyczaj uwielbiała niespodzianki, ale biorąc pod uwagę trasę z Factory Twelve, rzucenie nauki przez Dale’a i Wayne’a, a do tego Londyn na horyzoncie, zaczynała się czuć przytłoczona.

– Chodź, dołączmy do pozostałych – rzekł Dale.

Piwnicę oświetlały świąteczne lampki wiszące tam przez cały rok. Białe punkciki światła drgały między lustrzanymi ścianami, przez co Oona poczuła się jak we wnętrzu gigantycznej kuli dyskotekowej albo gwiazdy, która za chwilę ma eksplodować. Pokój się rozmył, gdy zamrugała, by odpędzić łzy, które nie wiadomo dlaczego napłynęły jej do oczu. To był punkt kulminacyjny idealnego roku. Ale nie mógł trwać w nieskończoność. To było niemożliwe. Wkrótce po tej imprezie wszystko miało się zmienić. Jeżeli Oona powie Londynowi „nie” i zrobi sobie przerwę na jeden semestr, straci akademicki rozpęd. Ale czy nie straci więcej, jeżeli powie „nie” zespołowi? Jeśli Early Dawning pojadą w trasę bez niej, wiosną będzie musiała znieść nieobecność Dale’a – która już sama w sobie będzie bolesna – oraz jego rozczarowanie. A to byłby dopiero wstęp do wyjazdu do Anglii. Czy zdołaliby przetrwać takie zawirowania?

Oona była na łasce zegara, którego tykanie z każdą mijającą godziną robiło się coraz głośniejsze i szybsze. Zegara, który za chwilę miał ją zdradzić.

Sprawdziła godzinę: 23:55.

W kącie pomieszczenia, na ekranie niewielkiego kolorowego telewizora widać było opadającą noworoczną kulę na Times Square. Corey wskazał na ekran.

– Czy to podświetlone coś to wiśnia?

– Właśnie dlatego ludzie uważają perkusistów za głupków. To jabłko, kretynie – powiedział Dale. – No wiesz, jak Wielkie Jabłko. Na Nowy Jork nie mówi się Wielka Wiśnia.

Nie było to aż tak zabawne, ale Oona pragnęła się oderwać, więc odrzuciła głowę i się roześmiała. Dale wykorzystał chwilę, gdy miała odsłoniętą szyję, i rzucił się ku niej z zębami, udając zakochanego wampira. Obraz pomieszczenia przekrzywił się, gdy ją przechylił, końcówki jej włosów omiotły podłogę, a po chwili wszystko jeszcze bardziej odchyliło się od swojej osi. Śmiech Oony przerodził się w piski i protesty, po czym ucichł do poziomu pomruków przyjemności. Zatopili się w sobie i pożerali się nawzajem. Czy nie tak właśnie wyglądała miłość? Nie wyobrażała sobie, że to uczucie mogłoby być mniej intensywne. A teraz, gdy je miała, nie wyobrażała sobie, że miałoby przeminąć.

Znowu poczuła drżenie pod stopami, a granice pokoju przesunęły się i rozmyły. Czyżby przesadziła z szampanem? Miała nadzieję, że nie spisze się przez to kiepsko na klawiszach i przy mikrofonie, kiedy zagrają kilka piosenek po wejściu w 1983 rok.

Zapamiętaj tę imprezę. Każdą sekundę. Każdą osobę.

Stanowili barwną grupę. Rozglądając się wokół, zapisywała w pamięci wizerunki przyjaciół, z których każdy był na swój sposób osobliwy i utalentowany. Była przekonana, że wszyscy wiele osiągną. A ona?

Chciałabym nie musieć wybierać.

Po raz kolejny wypowiedziała powracające od kilku tygodni życzenie, nieświadoma, że każde, które się spełni, ma ukryty koszt, że nad każdym błogosławieństwem wisi cień klątwy.

Odliczanie do 1983 roku właśnie się rozpoczęło.

– Dziesięć!

Mocniej objęła Dale’a w pasie, miała wrażenie, że to szczyt jej szczęścia. Gdzieś na granicy świadomości szepnął spanikowany głos: Wyżej już nie da się wejść.

– Dziewięć!

W kurtce było jej za ciepło, ale nie zamierzała jej tej nocy zdejmować. Nie planowała też mówić Dale’owi, że to nie dzięki ciężarowi jego kurtki czuła się bezpiecznie, lecz dzięki temu, że miała na sobie coś, co należało do niego. Mógł ją ochronić dowolny talizman – pierścionek klasowy, stary T-shirt, poszarpane sznurowadło – pod warunkiem że należał do niego.

– Osiem!

Niestety przed pewnymi rzeczami skórzana zbroja nie mogła jej ochronić.

– Siedem!

Drżenie przybrało na sile, powędrowało w górę nóg Oony, ku podstawie kręgosłupa, niczym niewidzialna siła, która mogła przemienić jej ciało w metronom, wyznaczając nowy rytm jej życia.

– Sześć!

Starała się je ignorować.

– Pięć!

Po jej skroniach popłynęły krople potu, kiedy odliczała ostatnie sekundy 1982 roku i osiemnastego roku swojego życia.

– Cztery!

Powiodła wzrokiem za czerwoną poświatą obniżającej się kuli na ekranie telewizora, krzycząc wraz z pozostałymi, choć wewnętrznie wyła z bólu.