TestamentyTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Testamenty
Testamenty
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 65,80  52,64 
Testamenty
Testamenty
Audiobook
Czyta Maria Seweryn
32,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

V

Furgonetka

.

Holograf z Ardua Hall

12

Kim jesteś, mój czytelniku? I kiedy jesteś? Może jutro, może za pięćdziesiąt lat, może nigdy.

Niewykluczone, że jesteś jedną z Ciotek z Ardua Hall, która przypadkiem natrafiła na te zapiski. Czy po chwili zgrozy z powodu mego występku spalisz te kartki, by zachować mój pobożny wizerunek? Czy też ulegniesz powszechnej żądzy władzy i popędzisz do Oczu, żeby na mnie donieść?

A może okażesz się szpiegiem z zagranicy myszkującym w archiwach Ardua Hall po upadku reżimu? W takim wypadku dokumenty, które gromadziłam od lat, ujrzą światło dzienne nie tylko na moim procesie – w razie gdyby los okazał się złośliwy i gdybym go dożyła – ale także na procesach innych ludzi. Zadbałam o to, by dowiedzieć się, gdzie leżą pochowane ciała.

Teraz zastanawiasz się może, jakim cudem uniknęłam czystek przeprowadzanych przez wysoko postawione osoby, jeśli nie we wcześniejszych dniach Gileadu, to później, gdy reżim okrzepł i każdy był każdemu wilkiem. Kilku dawnych notabli zawisło na Murze, ponieważ ludzie z najwyższych kręgów władzy zadbali o to, by nie zagrażali im ambitni rywale. Przypuszczasz może, że jako kobieta byłam szczególnie narażona na takie działania, ale się mylisz. Właśnie dlatego, że jestem kobietą, nie figurowałam na liście potencjalnych uzurpatorów, bo żadna kobieta nigdy nie mogła zasiadać w Radzie Komendantów, toteż przynajmniej od tej strony, o ironio, nic mi nie groziło.

Istnieją jeszcze trzy powody mojej politycznej długowieczności. Po pierwsze, reżim mnie potrzebuje. Kobiecą stroną całego przedsięwzięcia rządzę żelazną ręką w wełnianej mitence i skórzanej rękawicy. Niczym eunuch w haremie pilnuję ładu i porządku. Po drugie, zbyt dużo wiem o przywódcach – znam zbyt wiele brudów – a oni nie mają pojęcia, co mogłam zrobić z dokumentami. Jeśli mnie zgarną, czy te brudy wyjdą na jaw? Jeśli podejrzewają, że podjęłam środki ostrożności, wcale się nie mylą. Po trzecie, jestem dyskretna. Każdy z przywódców zawsze czuł, że jego tajemnice są u mnie bezpieczne, ale – jak dałam do zrozumienia – tylko dopóty, dopóki ja sama jestem bezpieczna. Od dawna wierzę w mechanizmy kontrolne systemu władzy.

Mimo tych środków ostrożności nie dam się uśpić. Gilead to śliskie miejsce, wypadków nie brakuje. Rozumie się, że ktoś już napisał mowę na mój pogrzeb. Dreszcz mnie przeszywa: kto chodzi po moim grobie?

Czasu – zwracam się z prośbą do powietrza – jeszcze trochę czasu. Tylko tego mi trzeba.

Wczoraj otrzymałam nieoczekiwane zaproszenie na spotkanie z Komendantem Juddem. Nie po raz pierwszy. Niektóre z dawniejszych spotkań miały przykry przebieg; inne, ostatnio, przynosiły obopólną korzyść.

Idąc po skąpej trawie, porastającej obszar między Ardua Hall a siedzibą Oczu, i wspinając się – ze sporym wysiłkiem – po okazałych białych schodach na zboczu, wiodących do głównego wejścia ukrytego pod filarami, zastanawiałam się, jak tym razem przebiegnie spotkanie. Muszę przyznać, że serce biło mi szybciej niż zwykle nie tylko z powodu schodów: nie każdy, kto przekraczał ten próg, stamtąd wychodził.

Oczy urzędują w dawnej wielkiej bibliotece. Obecnie nie ma tam innych książek poza ich własnymi, bo pierwotne zbiory spalono, a cenniejsze pozycje zwędzili Komendanci do swoich prywatnych zbiorów. Jako osoba biegła w Piśmie mogłabym zacytować, co grozi za przywłaszczanie sobie łupów zabronionych przez Pana, ale odwaga winna iść w parze z rozwagą, więc trzymam buzię na kłódkę.

Z przyjemnością donoszę, że nikt nie starł malowideł zdobiących ściany po obu stronach schodów wewnątrz budynku: ponieważ przedstawiają poległych żołnierzy, aniołów i laurowe wieńce zwycięstwa, uznano ich tematykę za wystarczająco świątobliwą, by je zostawić, chociaż miejsce flagi niegdysiejszych Stanów Zjednoczonych po prawej stronie zajęła flaga Gileadu.

Odkąd go poznałam, Komendant Judd wspiął się wysoko po szczeblach kariery. Doprowadzanie kobiet Gileadu do porządku stanowiło słabą pożywkę dla jego ego i zaskarbiło mu niewystarczający szacunek. Teraz jednak, jako Komendant odpowiedzialny za Oczy, wzbudza powszechny lęk. Jego gabinet mieści się w głębi budynku, gdzie dawniej przechowywano książki i znajdowały się ustronne zakątki do badań. Pośrodku drzwi umieszczono duże oko ze źrenicą z prawdziwego kryształu. Dzięki temu Komendant widzi, kto za moment zapuka.

– Wejdź – powiedział, gdy unosiłam rękę. Dwoje towarzyszących mi młodszych Oczu uznało to za rozkaz, żeby się oddalić. – Droga Ciotko Lidio – odezwał się z promiennym uśmiechem, wstając zza olbrzymiego biurka. – Dziękuję, że zaszczyciłaś mój skromny gabinet. Mam nadzieję, że zdrowie ci dopisuje.

Wcale nie miał takiej nadziei, ale nie skomentowałam tego.

– Dzięki Bogu – odrzekłam. – A tobie? I twojej Żonie?

Ta Żona zresztą utrzymywała się nadzwyczaj długo. Poprzednie miały zwyczaj umierać: Komendant Judd, podobnie jak król Dawid i bossowie narkotykowi z Ameryki Środkowej, mocno wierzył w odnawiającą moc młodych kobiet. Po stosownym okresie żałoby dawał do zrozumienia, że rozgląda się za nową narzeczoną, która da mu potomka. Postawmy sprawę jasno: pilnował, żebym właśnie ja o tym usłyszała.

– Ja i Żona czujemy się dobrze, dzięki Bogu – odrzekł. – Mam dla ciebie wspaniałe nowiny. Usiądź, proszę. – Usiadłam, zamieniając się w słuch. – Nasi agenci w Kanadzie zdołali zidentyfikować i zlikwidować dwoje najaktywniejszych agentów Mayday. Działali pod przykrywką sklepu z używaną odzieżą w podupadłej części Toronto. Wstępne przeszukanie lokalu wskazuje na to, że odgrywali oni kluczową rolę we wspomaganiu Podziemnej Kobiecej Drogi.

– Dzięki niech będą Opatrzności – powiedziałam.

– Operację przeprowadzili nasi żarliwi agenci kanadyjscy, ale cel wskazały Perłowe Dziewczęta. To niezwykle przydatne, że przekazują swoje kobiece intuicyjne domysły.

– Są spostrzegawcze, dobrze wyszkolone i posłuszne.

To ja powołałam do życia Perłowe Dziewczęta. Inne religie mają swoich misjonarzy, czemu więc nie nasza? Misjonarze innych religii mogą się poszczycić nawróceniami, czemu więc nie nasi? Ponieważ jednak nie jestem głupia, przynajmniej nie w tym sensie, pozwoliłam, żeby zaszczyty spłynęły na Komendanta Judda. Oficjalnie Perłowe Dziewczęta zdają sprawozdanie tylko mnie, bo nie byłoby stosowne, żeby Komendant zajmował się szczegółami stricte kobiecej pracy; choć oczywiście muszę mu przekazywać wszystko, co uznaję za konieczne lub nieuniknione. Za dużo – a stracę kontrolę, za mało – a stanę się podejrzana. Sami piszemy atrakcyjne broszury Perłowych Dziewcząt, składane i drukowane w małej drukarni w podziemiach Ardua Hall.

Mój pomysł z Perłowymi Dziewczętami pojawił się w samą porę dla Judda, ponieważ nie dało się już ukryć fiaska jego Ojczyzny Narodowej. Oskarżenia o ludobójstwo, wysuwane przez międzynarodowe organizacje praw człowieka, stawały się kłopotliwe, z Dakoty Północnej płynęła nieprzerwana fala uchodźców, a wykoncypowany przez Judda komiczny Certyfikat Białej Rasy załamał się wśród fałszerstw i łapówek. Moje Perłowe Dziewczęta uratowały mu tyłek, choć od tamtej pory zastanawiam się, czy rozsądnie było go ratować. Judd ma wobec mnie dług, co może okazać się obciążeniem. Tacy ludzie nie lubią się czuć dłużnikami.

Na razie jednak Komendant Judd rozpływał się w uśmiechach.

– To są zaiste bezcenne Perły. Miejmy nadzieję, że po likwidacji tych dwojga agentów Mayday twoje kłopoty zmaleją i mniej Podręcznych będzie uciekać.

– Bogu niech będą dzięki.

– Oczywiście nie ogłosimy publicznie sukcesu tej naszej operacji.

– I tak zostaniemy o nią oskarżeni – zauważyłam. – Przez media kanadyjskie i międzynarodowe. Naturalnie.

– I zaprzeczymy – odparł Judd. – Naturalnie.

W milczeniu mierzyliśmy się wzrokiem, trochę jak dwaj szachiści lub dwaj starzy towarzysze: przeżyliśmy trzy fale czystek, a już samo to tworzy pewną więź.

– Mimo to coś mnie intryguje – podjął Komendant Judd. – Ci terroryści z Mayday musieli mieć swoich odpowiedników tu, w Gileadzie.

– Doprawdy? Wykluczone! – wykrzyknęłam.

– Przeprowadziliśmy analizę wszystkich znanych ucieczek: tego, jak wiele z nich się powiodło, nie da się wytłumaczyć inaczej niż istnieniem przecieku. Ktoś w Gileadzie, ktoś posiadający wiedzę o naszym systemie bezpieczeństwa, musiał informować tych z Podziemnej Kobiecej Drogi. Które szlaki są obserwowane, które mogą być czyste, tego rodzaju sprawy. Jak wiesz, z powodu wojny brakuje ludzi w terenie, zwłaszcza w Vermoncie i Maine. Potrzebowaliśmy ich gdzie indziej.

– Kto w Gileadzie mógłby okazać się takim zdrajcą? – spytałam. – Żeby zdradzić naszą przyszłość?

– Pracujemy nad tym – odparł Judd. – Tymczasem gdybyś miała jakiekolwiek pomysły…

– Oczywiście – zapewniłam.

– Jest coś jeszcze – dodał. – Ciotka Adrianna. Perłowa Dziewczyna, którą znaleziono martwą w Toronto.

– Tak. Potworność – stwierdziłam. – Czy są jakieś nowe ustalenia?

– Czekamy na raport Konsulatu. Dam ci znać.

– Zrobię, co tylko będzie trzeba. Wiesz, że możesz na mnie liczyć.

– Na tak wiele sposobów, droga Ciotko Lidio – odparł Judd. – Jesteś cenniejsza niż rubiny, Bogu niech będą dzięki.

Jak wszyscy jestem łasa na komplementy.

– Dziękuję – powiedziałam.

Moje życie mogło się potoczyć zgoła inaczej. Gdybym tylko rozejrzała się wokół siebie, popatrzyła na sprawy w szerszej perspektywie. Gdybym tylko spakowała się wystarczająco wcześnie, jak niektórzy, i wyjechała z kraju, o którym niemądrze myślałam, że nadal jest krajem, do którego należałam przez tyle lat.

Tego rodzaju żale na nic się teraz nie zdadzą. Dokonałam pewnych wyborów, a wtedy liczba decyzji, jakie musiałam podejmować, mocno się zmniejszyła. Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano dwie drogi i pojechałam tą bardziej uczęszczaną[1]. Jak to bywa z podobnymi drogami, leżało na niej pełno trupów. Jednak, jak już zauważyłeś, mój czytelniku, mojego trupa tam nie było.

 

W tej mojej przepadłej ojczyźnie wszystko od lat staczało się po równi pochyłej. Powodzie, pożary, tornada, huragany, susze, niedobory wody, trzęsienia ziemi. Tego za dużo, tamtego za mało. Rozsypująca się infrastruktura – dlaczego ktoś nie zrezygnował z reaktorów atomowych, zanim było za późno? Waląca się gospodarka, bezrobocie, spadający wskaźnik urodzin.

Ludzi ogarnął strach. Potem gniew.

Brak wiarygodnych mediów. Szukanie winnego.

Dlaczego sądziłam, że sprawy mimo wszystko potoczą się normalnym torem? Pewnie dlatego, że tak długo słyszeliśmy o tych problemach. Nie wierzysz, że niebo się wali, dopóki jego kawał nie zleci ci na głowę.

Aresztowano mnie wkrótce po ataku Synów Jakuba na zlikwidowany Kongres. Początkowo powiedziano nam, że za atakiem stoją islamscy terroryści; wprowadzono stan wyjątkowy, ale zapewniano nas, że powinniśmy żyć tak jak dotychczas, że wkrótce konstytucja będzie przywrócona, a stan wyjątkowy zniesiony. Tak też się stało, choć w inny sposób, niż oczekiwaliśmy.

To był potwornie upalny dzień. Sądy zamknięto – wyjaśniono nam, że tylko do czasu, aż władze odzyskają kontrolę i znów zacznie obowiązywać prawo. Mimo to niektórzy z nas poszli do pracy: czas wolny można było wykorzystać na nadrobienie zaległości w robocie papierkowej, a przynajmniej ja posłużyłam się tą wymówką. W istocie brakowało mi towarzystwa.

O dziwo, żaden z moich kolegów nie odczuwał takiej potrzeby. Może znajdowali pociechę w towarzystwie żon i dzieci.

Właśnie czytałam akta pewnej sprawy, kiedy do mego gabinetu weszła jedna z młodszych koleżanek, Katie, niedawno zatrudniona trzydziestosześciolatka, w trzecim miesiącu ciąży za pośrednictwem banku nasienia.

– Musimy wyjechać – oznajmiła.

– Jak to? – Patrzyłam na nią, nic nie pojmując.

– Musimy wyjechać z kraju. Coś się dzieje.

– Oczywiście, stan wyjątkowy…

– Nie, jest coś jeszcze. Anulowano moją kartę kredytową, obie karty. Próbowałam kupić bilet na samolot, stąd wiem. Masz tu swój samochód?

– Co? – spytałam. – Nie mogą tak po prostu odciąć cię od pieniędzy.

– Najwyraźniej mogą – odrzekła Katie. – Jeżeli jesteś kobietą. Tak powiedzieli mi w liniach lotniczych. Rząd tymczasowy wprowadził prawo, że pieniądze kobiety należą do jej najbliższego krewnego płci męskiej.

– Jest gorzej, niż myślisz – włączyła się nieco starsza koleżanka, Anita. Ona też weszła do mojego pokoju. – Znacznie gorzej.

– Nie mam krewnego płci męskiej – wykrztusiłam w osłupieniu. – To całkowicie niezgodne z konstytucją!

– Wybij sobie z głowy konstytucję – odparła Anita. – Właśnie ją zniesiono. Słyszałam o tym w banku, kiedy próbowałam… – Zalała się łzami.

– Weź się w garść – rozkazałam. – Musimy pomyśleć.

– Na pewno masz jakiegoś męskiego krewniaka – powiedziała Katie. – Musieli to planować od lat. Poinformowali mnie, że moim męskim krewnym jest mój dwunastoletni siostrzeniec.

W tym momencie wyważono drzwi. Wkroczyło pięciu mężczyzn, czterej ustawieni po dwóch oraz jeden sam, z pistoletami półautomatycznymi gotowymi do strzału. Katie, Anita i ja wyszłyśmy z mojego gabinetu. Recepcjonistka Tessa wrzasnęła i dała nura pod biurko.

Dwóch mężczyzn było młodych – mieli pewnie po dwadzieścia kilka lat – ale trzej pozostali byli w średnim wieku. Młodsi w świetnej formie, starsi z brzuszkami. Wszyscy ubrani w odzież maskującą i gdyby nie broń, wybuchłabym śmiechem, nie wiedząc jeszcze, że wkrótce kobiecy śmiech będzie należał do rzadkości.

– O co chodzi? – spytałam. – Mogliście zapukać! Drzwi były otwarte.

Mężczyźni mnie zbyli. Jeden – pewnie dowódca – zwrócił się do kolegi:

– Masz listę?

Spróbowałam bardziej oburzonym tonem:

– Kto jest za to odpowiedzialny? – Zaczynałam odczuwać efekty szoku: zrobiło mi się zimno. Czy to była kradzież? Porwanie? – Czego chcecie? Nie trzymamy tu pieniędzy.

Anita szturchnęła mnie łokciem, żebym się zamknęła: już wtedy lepiej niż ja orientowała się w sytuacji.

Zastępca dowódcy podniósł kartkę.

– Która jest w ciąży?

Popatrzyłyśmy po sobie i Katie wystąpiła naprzód.

– Ja.

– Nie masz męża, prawda?

– Nie mam. Ja…

Katie osłaniała brzuch rękami. Jak wiele kobiet w tych czasach zdecydowała się na samotne macierzyństwo.

– Liceum – rzucił dowódca.

Dwaj młodsi zrobili krok naprzód.

– Proszę z nami – powiedział pierwszy.

– Dlaczego? – spytała Katie. – Nie możecie tak po prostu się włamać i…

– Pani pójdzie z nami – odezwał się drugi.

Chwycili Katie za ręce i powlekli. Wrzeszczała, ale wyciągnęli ją za drzwi.

– Przestańcie! – zawołałam.

Z korytarza dobiegał cichnący głos Katie.

– Ja tu wydaję rozkazy – oznajmił dowódca.

Mimo okularów i sumiastych wąsów nie przypominał dobrego wujaszka. W ciągu mojej, nazwijmy to, kariery w Gileadzie zauważyłam, że ludzie z nizin społecznych, którzy nieoczekiwanie zdobywali władzę, często dopuszczali się najgorszych jej nadużyć.

– Nie martw się, nic jej się nie stanie – powiedział zastępca. – Zabiorą ją tam, gdzie będzie bezpieczna.

Następnie odczytał z listy nasze nazwiska. Nie było sensu się wypierać: doskonale wiedzieli, kim jesteśmy.

– Gdzie recepcjonistka? – zapytał dowódca. – Tessa?

Biedna Tessa, drżąc na całym ciele, wyczołgała się spod biurka.

– Jak myślicie? – spytał mężczyzna z listą. – Sklep, liceum czy stadion?

– Ile masz lat? – zwrócił się do Tessy dowódca. – Nieważne, tu napisali. Dwadzieścia siedem.

– Dajmy jej szansę. Sklep. Może ktoś się z nią ożeni.

– Stań tutaj – polecił Tessie dowódca.

– Chryste, ona się zsikała – zauważył trzeci starszy.

– Nie używaj imienia Pana nadaremno – upomniał go dowódca. – Dobrze. Bojaźliwa. Może będzie posłuszna.

– Marne szanse, żeby któraś z nich była posłuszna – rzucił trzeci. – To kobiety. – Ta uwaga miała chyba być żartem.

Dwaj mężczyźni, którzy wyprowadzili Katie, wrócili.

– Jest w furgonetce – zameldował jeden z nich.

– Gdzie są dwie pozostałe tak zwane sędziny? – spytał dowódca. – Loretta? I Davida?

– Poszły na lunch – odparła Anita.

– Zabierzemy te dwie. Poczekajcie tu z nią, aż wrócą – rozkazał dowódca, wskazując Tessę. – Potem zamknijcie ją w furgonetce sklepowej. Następnie przyprowadźcie te z lunchu.

– Sklep czy stadion? Dla tych dwóch tutaj?

– Stadion – orzekł dowódca. – Jedna z nich jest stara, obie mają dyplomy z prawa, to sędziny. Słyszałeś rozkazy.

– Mimo to w niektórych przypadkach szkoda – uznał drugi i skinął głową na Anitę.

– Opatrzność zdecyduje – stwierdził dowódca.

Anitę i mnie sprowadzono po schodach z piątego piętra. Czy winda działała? Nie wiem. Ręce skuto nam kajdankami z przodu, po czym zamknięto nas w czarnej furgonetce, z solidną ścianką dzielącą nas od kierowcy, siatką i przyciemnionymi szybami.

Obie milczałyśmy, bo też co można było powiedzieć? Nikt by nie zareagował na nasze wołanie o pomoc. Krzyki i rzucanie się na ściany furgonetki mijały się z celem, to byłaby czysta strata energii. No więc czekałyśmy.

Przynajmniej była tu klimatyzacja. I miałyśmy miejsca siedzące.

– Co oni zrobią? – szepnęła Anita.

Nic nie widziałyśmy za oknami. My same jawiłyśmy się sobie tylko jako ciemne sylwetki.

– Nie wiem – odparłam.

Furgonetka się zatrzymała – pewnie na punkcie kontrolnym – ruszyła dalej i stanęła.

– Koniec jazdy – odezwał się jakiś głos. – Wysiadka.

Otwarto tylne drzwi furgonetki. Najpierw wysiadła Anita.

– Ruchy – ponaglił inny głos.

Ze skutymi rękami trudno było mi wysiąść; ktoś chwycił mnie za ramię i pociągnął, aż upadłam na ziemię.

Furgonetka odjechała, a ja stanęłam niepewnie i rozejrzałam się dokoła. Na otwartej przestrzeni stały liczne grupy ludzi – powinnam sprecyzować: kobiet – oraz sporo uzbrojonych mężczyzn.

Znajdowałam się na stadionie, tyle że to już nie był stadion. Teraz było to więzienie.

VI

Szóstka dla zmarłych

.

Zapis zeznania świadka 369A

13

Bardzo trudno jest mi opowiadać o zdarzeniach towarzyszących śmierci mojej matki. Tabitha kochała mnie bezwarunkowo, a teraz odeszła i wszystko wokół mnie stało się chwiejne i niepewne. Nasz dom, ogród, nawet mój pokój przestały być rzeczywiste, jak gdyby lada chwila miały rozpłynąć się we mgle. Raz po raz wracały do mnie słowa z Biblii, których Ciotka Widala kazała nam się nauczyć na pamięć:

Bo tysiąc lat w Twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął, niby straż nocna. Porywasz ich: stają się jak sen poranny, jak trawa, co rośnie: rankiem kwitnie i jest zielona, wieczorem więdnie i usycha[2].

Usycha, usycha. To brzmiało jak seplenienie, jakby Bóg nie potrafił wyraźnie mówić. Wiele z nas, recytując ów psalm, utykało na tym słowie.

Na pogrzeb mamy dostałam czarną sukienkę. Przybyło kilku Komendantów z Żonami oraz nasze Marty. W zamkniętej trumnie spoczywały doczesne szczątki mojej matki; mój ojciec wygłosił krótką mowę o tym, jaką dobrą była Żoną, jak zawsze myślała głównie o innych, prawdziwy przykład dla kobiet Gileadu; następnie zmówił modlitwę, dziękując Bogu, że oszczędził jej bólu, i wszyscy powiedzieli „amen”. W Gileadzie nie robiło się wielkiego halo z powodu pogrzebów kobiet, nawet wysoko postawionych.

Ważne osobistości przyszły do nas z cmentarza na stypę. Z tej okazji Zilla zrobiła ptysie serowe, jedną ze swoich specjalności, i pozwoliła mi pomóc w ich przygotowaniu. Przynajmniej była w tym pewna pociecha: mogłam założyć fartuch, utrzeć ser, wycisnąć ciasto przez tubę na papier do pieczenia, a później patrzeć przez szybkę piekarnika, jak ptysie rosną. Upiekłyśmy je w ostatniej chwili, już po przyjściu gości.

Potem zdjęłam fartuch, włożyłam czarną sukienkę i zgodnie z zaleceniem ojca udałam się na stypę, gdzie, również zgodnie z jego zaleceniem, nie odezwałam się słowem. Większość gości mnie ignorowała, z wyjątkiem jednej z Żon imieniem Paula. Była wdową, przy tym dość sławną, ponieważ jej męża, Komendanta Saundersa, zabiła w jego gabinecie ich Podręczna, używając rożna. O tym skandalu wiele szeptano w szkole przed rokiem. Co Podręczna robiła w gabinecie? Jak się tam dostała?

Według wersji Pauli dziewczyna była niespełna rozumu. W nocy poszła na dół, wykradła z kuchni rożen, a gdy biedny Komendant otworzył drzwi gabinetu, zaskoczyła go i zabiła człowieka, który zawsze odnosił się z szacunkiem do niej i do jej pozycji. Podręczna uciekła, ale została schwytana, powieszona i wystawiona na pokaz na Murze.

Inaczej przedstawiała się wersja Shunemit, zasłyszana od jej Marty, której z kolei przekazała to najważniejsza Marta Saundersów. Podręczna musiała w pewien sposób skusić Komendanta Saundersa, tak że kazał jej przychodzić na dół pod osłoną nocy, kiedy wszyscy mieli już spać. Zakradała się do gabinetu, gdzie czekał na nią Komendant, a jego oczy rozjaśniały się jak reflektory. Któż wie, do jakich lubieżnych czynów zmuszał Podręczną? Czynów tak wynaturzonych, że doprowadziły ją do obłędu, zresztą na pewno niewiele było trzeba, bo Podręczne z reguły żyły na skraju szaleństwa, jednak tym razem musiało to być coś naprawdę okropnego. Wprost nie do pomyślenia, mówiły Marty, które właściwie w ogóle niewiele myślały.

Kiedy mąż nie zjawił się na śniadaniu, Paula zaczęła go szukać i znalazła leżącego na podłodze bez spodni. Włożyła mu je, zanim wezwała Aniołów. Do pomocy zawołała jedną z Mart: umarli albo leją się przez ręce, albo są sztywni, a Komendant Saunders był rosłym, nieforemnym mężczyzną. Shunemit powiedziała, że Marta mówiła, że Paula poplamiła się krwią, ubierając to martwe ciało; musiała mieć nerwy ze stali, ponieważ zrobiła to, co należało, by zachować pozory.

Wersja Pauli bardziej przypadła mi do gustu. Myślałam o tym podczas stypy, kiedy ojciec przedstawiał mnie Pauli. Jedząc ptysia serowego, zmierzyła mnie wzrokiem. Podobnie wyglądała Wera, gdy wsuwała patyk w ciasto, chcąc sprawdzić, czy się upiekło.

Potem uśmiechnęła się i powiedziała:

– Agnes Jemima. Jak uroczo. – Poklepała mnie po głowie, jakbym miała pięć lat, i dodała, że muszę się cieszyć z nowej sukienki.

Miałam ochotę ją ugryźć: czy nowa sukienka miała mi wynagrodzić śmierć matki? Zamiast jednak zdradzać swoje prawdziwe myśli, lepiej było trzymać język za zębami. Nie zawsze mi się to udawało, ale tym razem tak.

– Dziękuję – powiedziałam.

Wyobraziłam sobie, jak Paula klęczy w kałuży krwi i stara się naciągnąć spodnie na nieboszczyka. Jej widok w tak niezręcznym położeniu poprawił mi humor.

 

Kilka miesięcy po śmierci mojej matki ojciec poślubił wdowę Paulę. Na jej palcu pojawił się magiczny pierścień mamy. Przypuszczam, że ojciec nie chciał go marnować, a po co kupować nowy pierścionek, skoro ma się pod ręką taki piękny i drogi?

Mimo to Marty utyskiwały.

– Twoja matka chciała tobie przekazać ten pierścień – powiedziała Rosa.

Ale, rzecz jasna, nic nie mogły poradzić. Chociaż kipiałam z wściekłości, również byłam bezradna. Dąsałam się, chodziłam markotna, lecz na ojcu i Pauli nie robiło to wrażenia. Wpadli na pomysł, żeby mnie „rozczmuchać”, jak to określali. W praktyce sprowadzało się to do ignorowania moich humorów, żeby do mnie dotarło, że nie wywrę na nich wpływu swoim upartym milczeniem. W mojej obecności dyskutowali o tej metodzie pedagogicznej, mówiąc o mnie w trzeciej osobie. „Widzę, że Agnes ma swoje humory”. „Tak, to jak pogoda, wkrótce minie”. „Takie już są młode dziewczyny”.

.

14

Niedługo po ślubie mojego ojca z Paulą w szkole wydarzyło się coś bardzo niepokojącego. Opowiadam o tym nie dlatego, że chcę epatować potwornościami, ale dlatego, że zrobiło to na mnie silne wrażenie. Dzięki temu łatwiej może będzie mi wyjaśnić, dlaczego niektóre z nas, znajdujące się w tamtym czasie i miejscu, postępowały tak, a nie inaczej.

Do zdarzenia doszło na lekcji religii, której, jak wspominałam, uczyła nas Ciotka Widala. Odpowiadała zresztą nie tylko za naszą szkołę, ale też za kilka innych – znanych jako Szkoły Widali – chociaż jej zdjęcie wiszące z tyłu klasy było mniejsze niż zdjęcie Ciotki Lidii. W sumie ścianę zdobiło pięć fotografii: na szczycie królowała Mała Nicole, ponieważ codziennie musiałyśmy się modlić o jej bezpieczny powrót. Dalej Ciotka Elizabeth, Ciotka Helena, Ciotka Lidia oraz Ciotka Widala. Mała Nicole i Ciotka Lidia miały złote ramki, podczas gdy reszta zaledwie srebrne.

Oczywiście wiedziałyśmy, kim były te cztery kobiety: Założycielkami. Choć nie orientowałyśmy się, co takiego założyły, nie śmiałyśmy pytać, by nie urazić Ciotki Widali podkreślaniem jej mniejszego zdjęcia. Shunemit mówiła, że oczy Ciotki Lidii z portretu mogą podążać za tobą po całej klasie i że ona słyszy, co mówisz, ale Shunemit zawsze przesadzała i zmyślała.

Ciotka Widala usiadła na dużym biurku, ponieważ lubiła mieć na nas oko. Kazała nam przybliżyć ławki i zsunąć je razem. Potem oznajmiła, że jesteśmy już dość duże, by usłyszeć jedną z najważniejszych opowieści z Biblii – tak ważną, albowiem jest to przekaz od Boga skierowany zwłaszcza do dziewcząt i kobiet, więc powinnyśmy słuchać z uwagą. Opowieść o konkubinie pociętej na dwanaście kawałków.

Siedząca obok mnie Shunemit szepnęła:

– Już to znam.

Siedząca z drugiej strony Becka położyła pod ławką rękę na mojej dłoni.

– Cicho, Shunemit – rzuciła Ciotka Widala, po czym wydmuchała nos i opowiedziała nam następującą historię:

Konkubina pewnego mężczyzny – swego rodzaju Podręczna – uciekła od właściciela z powrotem do domu ojca. Tym samym okazała wielkie nieposłuszeństwo. Właściciel udał się, aby ją odebrać, a jako człowiek dobry i wybaczający prosił tylko, żeby mu ją wydano. Ojciec kobiety, który znał prawo, wyraził zgodę – zawiedziony nieposłuszeństwem córki – po czym obaj zasiedli do biesiady, aby uczcić porozumienie. Dlatego też człowiek ten i jego konkubina późno wyruszyli w drogę powrotną. Kiedy zapadł zmrok, schronili się w mieście, gdzie ów wędrowiec nikogo nie znał. Pewien gościnny mieszkaniec zaoferował, że mogą spędzić noc w jego domu.

Inni mieszkańcy miasta, przepełnieni grzesznymi żądzami, otoczyli dom i zażądali, by wydać im wędrowca. Chcieli z nim robić grzeszne, odrażające rzeczy. A byłyby one szczególnie nikczemne, gdyby doszło do nich pomiędzy mężczyznami, toteż gościnny mieszkaniec i wędrowiec wydali im konkubinę.

– Zasłużyła na to, nie sądzicie? – powiedziała Ciotka Widala. – Nie powinna była uciekać. Pomyślcie o całym cierpieniu, jakie sprowadziła na innych!

Ciotka Widala podjęła opowiadanie. Rankiem wędrowiec otworzył drzwi i znalazł konkubinę leżącą na progu. „Wstań”, polecił jej, lecz konkubina nie wstała, ponieważ nie żyła. Zabili ją grzesznicy.

– Jak? – zapytała Becka głosem niewiele głośniejszym od szeptu. Mocno ściskała moją dłoń. – Jak ją zabili? – Po policzkach spływały jej dwie łzy.

– Jeśli wielu mężczyzn naraz dopuszcza się grzesznych czynów, natychmiast zabija to dziewczynę – odparła Ciotka Widala. – Za pośrednictwem tej historii Bóg mówi nam, że powinniśmy być rade ze swego losu i nie buntować się przeciwko niemu.

Dodała, że kobieta powinna szanować swego właściciela. W przeciwnym razie taki jest rezultat. Bóg zawsze pilnuje, by kara była dostosowana do występku.

Później poznałam resztę opowieści. Wędrowiec pociął ciało konkubiny na dwanaście kawałków i rozesłał po jednym do każdego z Dwunastu Plemion Izraela, wzywając ludzi do pomszczenia jego konkubiny i zabicia morderców. Plemię Beniamina odmówiło, bo mordercy pochodzili właśnie z niego. W wyniku wojny, jaka następnie wybuchła, Plemię Beniamina zostało niemal całkowicie wybite, wszystkie kobiety i dzieci wymordowano. Pozostałe jedenaście plemion uznało jednak, że unicestwienie dwunastego byłoby złe, dlatego poniechali dalszego zabijania. Ocalali Beniaminici nie mieli prawa żenić się z kobietami spoza swego plemienia i płodzić z nimi dzieci, bo reszta plemion zawarła przymierze przeciwko Beniaminitom, którym powiedziano jednak, że mogą kraść dziewczęta i żenić się z nimi nieoficjalnie, co też czynili. Ale wtedy nie usłyszałyśmy tej części historii, ponieważ Becka wybuchła płaczem.

– To jest potworne, po prostu potworne! – wyszlochała, a my siedziałyśmy jak trusie.

– Opanuj się, Becko – upomniała ją Ciotka Widala.

Becka jednak wciąż łkała, i to tak spazmatycznie, że wystraszyłam się, że zaraz przestanie oddychać.

– Czy mogę ją przytulić, Ciotko Widalo? – spytałam w końcu.

Zachęcano nas, byśmy modliły się za inne dziewczęta, ale nie powinnyśmy ich dotykać.

– No dobrze – mruknęła niechętnie Ciotka Widala.

Objęłam Beckę, która łkała z głową na moim ramieniu.

Ciotka Widala była rozdrażniona stanem Becki, ale oprócz tego wyglądała na strapioną. Ojciec Becki nie był Komendantem – był dentystą, lecz bardzo ważnym dentystą, a Ciotka Widala miała sporo problemów z zębami. Wstała i wyszła z klasy.

Po kilku minutach wróciła z Ciotką Estée. To ją zawsze wzywano, kiedy należało nas uspokoić.

– Już dobrze, Becko – powiedziała. – Ciotka Widala nie chciała cię przestraszyć. – Nie było to całkiem zgodne z prawdą, ale Becka przestała płakać i teraz z kolei miała czkawkę. – Na tę historię można też spojrzeć inaczej. Konkubinie było bardzo przykro z powodu tego, co zrobiła, chciała naprawić szkodę, więc poświęciła się, by ocalić dobrego wędrowca od śmierci z rąk tych niegodziwców. – Becka nieznacznie przechyliła głowę na bok: słuchała. – Nie uważasz, że konkubina postąpiła bardzo szlachetnie i odważnie? – Becka skinęła głową. Ciotka Estée westchnęła. – Wszyscy musimy się poświęcać dla innych – powiedziała łagodnie. – Mężczyźni muszą się poświęcać na wojnie, kobiety w inny sposób. Tak podzielono sprawy tego świata. A teraz powinnyśmy się trochę rozweselić. Przyniosłam ciasteczka owsiane. Dziewczęta, macie czas wolny.

Siedziałyśmy w klasie, chrupiąc ciasteczka owsiane.

– Nie bądź beksą – szepnęła Shunemit do Becki. – To tylko opowiastka.

Becka jakby w ogóle jej nie słyszała.

– Nigdy, przenigdy nie wyjdę za mąż – mruknęła pod nosem.

– Wyjdziesz, wyjdziesz – powiedziała Shunemit. – Wszystkie wychodzą.

– Nieprawda – odparła Becka, zwracając się tylko do mnie.

.

15

Kilka miesięcy po ślubie Pauli i mojego ojca otrzymaliśmy Podręczną. Miała na imię Kyla, ponieważ mój ojciec nazywał się Komendant Kyle.

– Wcześniej musiała się nazywać inaczej – powiedziała Shunemit. – Musiała nosić imię innego mężczyzny. Zanim urodzą dziecko, Podręczne są przekazywane jak pakunki. Zresztą to wywłoki, nie potrzebują prawdziwych imion.

Wyjaśniła nam, że wywłoka to kobieta, która była z innymi mężczyznami oprócz męża. Chociaż nie bardzo rozumiałyśmy, co w tym wypadku oznacza „była”.

Podręczne musiały być podwójnymi wywłokami, bo nie miały mężów, stwierdziła Shunemit. Mimo to nie wolno odnosić się do nich niegrzecznie ani nazywać ich wywłokami, powiedziała Ciotka Widala, wycierając nos, ponieważ w ramach odkupienia pełniły służbę dla społeczności, za co powinnyśmy być im wdzięczne.