Wielki pontyfikat św. Jana Pawła IITekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Laski Diffusion/East News

Droga na Tron Piotrowy

Pontyfikat Ojca Świętego Jana Pawła II – jeden z najdłuższych w dziejach Kościoła katolickiego – okazał się pod wieloma względami przełomowy. Na jego wielkość i wyjątkowość złożyło się wiele czynników. Przede wszystkim pochodzenie tego papieża, przybywającego „z dalekiego kraju”, zza „żelaznej kurtyny”, syna dumnego narodu polskiego, który mimo słowiańskich korzeni zawsze bronił swej przynależności do kultury i cywilizacji Zachodu, niejeden raz płacąc za to wysoką cenę. Przez długie wieki Europa mogła spać spokojnie, bo to Rzeczpospolita strzegła jej wschodnich rubieży, zyskując zaszczytne miano antemurale christianitatis – „przedmurza chrześcijaństwa”. Wieloletnie wojny Królestwa Polskiego z mocarstwami islamskimi, prawosławnymi i protestanckimi ugruntowały przywiązanie Polaków do wiary katolickiej, które wzrosło jeszcze potem, w okresie niewoli, kiedy to Kościół katolicki stanowił prawdziwą ostoję polskości, jednocząc rozdarty między trzech zaborców naród. Również w ciężkich czasach okupacji i komunizmu Polacy szukali oparcia w Kościele, który w obliczu wyjątkowo okrutnych prześladowań dawał piękne świadectwo wierności Bogu i ojczyźnie.

To wszystko złożyło się na duży autorytet Kościoła katolickiego w narodzie polskim, a wszystkie szykany, którym był poddawany ze strony komunistycznego reżimu, tylko go umacniały.

W sensie zimnowojennego podziału na demokratyczny Zachód i komunistyczny Wschód Karol Wojtyła faktycznie przybywał „z dalekiego kraju”, z kraju komunistycznego, ale zarazem z kraju, w którym katolicyzm był niezwykle silny, żywotny i bardzo daleki od tych wszystkich posoborowych zawirowań i kryzysów, z jakimi musiały się wtedy zmagać Kościoły w krajach zachodnich. Wraz z wyborem Karola Wojtyły na papieża na Stolicę Piotrową spłynęła nowa, ożywcza siła, która w krótkim czasie miała zdynamizować działalność ewangelizacyjną Kościoła i skierować ją na nowe, nieznane dotąd tory. Władzę nad Kościołem powszechnym obejmował człowiek najlepiej do tej roli przygotowany, posiadający pełną wiedzę na temat problemów ówczesnego świata oraz niezwykle bogaty bagaż osobistych doświadczeń. Karol Wojtyła przez całe dorosłe życie musiał się zmagać z dwoma najbardziej zbrodniczymi systemami – niemieckim nazizmem i sowieckim komunizmem. Ogromu zła obu tych totalitaryzmów nie tylko osobiście doświadczył, ale – co ważniejsze – nauczył się im skutecznie przeciwstawiać.

Nie sposób również oprzeć się wrażeniu, że życiu Karola Wojtyły towarzyszyły pewne znaki i symbole, których znaczenie staje się dla nas czytelniejsze dopiero z perspektywy całego pontyfikatu papieża Polaka. Karol Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku, a więc w roku Bitwy Warszawskiej, największego w dziejach triumfu oręża polskiego odniesionego w dramatycznych okolicznościach nad bolszewicką Rosją. Znaczenie tego zwycięstwa było ogromne: Polska nie tylko obroniła swoją dopiero co odzyskaną niepodległość, lecz także ocaliła Europę przed komunistycznym najazdem, którego skutki mogły być katastrofalne dla całej europejskiej cywilizacji. Polska na moment znów stała się antemurale christianitatis.

Pierwszy tak wielki pogrom barbarzyńskiego i bezbożnego komunizmu, dokonany rękoma katolickiego narodu, odbił się szerokim echem w świecie, a Bitwę Warszawską zaliczono do zaszczytnego grona kilkunastu bitew decydujących o losach świata. Polacy nazwali ją „Cudem nad Wisłą”, przypisując to wielkie zwycięstwo Matce Bożej.

Nuncjuszem apostolskim w Warszawie był wtedy biskup Achille Ratti, przyszły papież Pius XI, który z wielkim zaangażowaniem i wzruszeniem przeżywał tamte dramatyczne wydarzenia. Kiedy został papieżem w 1922 roku, polecił namalować obraz przedstawiający Cud nad Wisłą oraz obronę Jasnej Góry przed Szwedami i zawiesić je w kaplicy letniej rezydencji papieży w Castel Gandolfo, gdzie umieścił również wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Po latach modlił się tam także Jan Paweł II, który kazał na nowo odsłonić te dzieła, zakryte wcześniej na polecenie Pawła VI. Znamienne, że ostateczna klęska systemu komunistycznego w Europie nastąpiła właśnie za pontyfikatu Jana Pawła II, a polski papież znacząco się do niej przyczynił.

Starając się dostrzec i zrozumieć owe szczególne znaki towarzyszące życiu Karola Wojtyły, należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt. Opatrzność postawiła na drodze przyszłego papieża wspaniałe, wyjątkowe postacie, które niczym jacyś niewidzialni aniołowie odsuwały od niego wszelkie zagrożenia, prowadząc go bezpiecznie przez burzliwe czasy.

Pierwszą taką osobą w życiu polskiego papieża był jego ojciec Karol Wojtyła Senior, który całkowicie poświęcił się wychowaniu syna, ucząc go miłości do Boga i ojczyzny, zapewniając mu opiekę i edukację oraz dając osobisty przykład pobożności. Ojciec był dla młodego Karola prawdziwym autorytetem, a po śmierci matki i starszego brata stał się dla niego najbliższą, najukochańszą osobą, powiernikiem i najważniejszym przyjacielem.

Kraków


Jarosław Zych

Obraz MB Wspomożycielki. Przed nim modlił się Karol Wojtyła.


Jarosław Zych

Okno papieskie przy ul. Franciszkańskiej 3 w Krakowie.


Jarosław Zych

Kościół parafialny na krakowskich Dębnikach. Karol Wojtyła odprawił tam jedną z trzech Mszy Świętych prymicyjnych.


Jarosław Zych

W domu przy ul. Tynieckiej 10 mieszkał na studiach młody Wojtyła.

Wadowice


Jarosław Zych

Bazylika w Wadowicach.


Jarosław Zych

Chrzcielnica, w której został ochrzczony mały Karol Wojtyła.


Jarosław Zych

Rodzinny dom Wojtyłów.


Jarosław Zych

Cukiernia, do której Karol Wojtyła chodził po maturze na kremówki.

Z kolei człowiekiem, który pomógł Karolowi Wojtyle wybrać drogę kapłaństwa, był Jan Tyranowski. Kiedy Karol wahał się, czy pójść drogą powołania artystycznego, czy też poświęcić się służbie Bogu, spotkanie Tyranowskiego, rozmowy z nim oraz przykład świętości jego życia rozstrzygnęły ów niełatwy dylemat na korzyść kapłaństwa.

Kolejnym ważnym mentorem, protektorem i nieocenionym opiekunem Karola Wojtyły był metropolita krakowski, kardynał Adam Sapieha. Pod nieobecność prymasa Hlonda, internowanego przez Niemców po zajęciu południowej Francji w 1942 roku, arcybiskup Sapieha stał się niekwestionowanym przywódcą duchowym Kościoła i narodu w latach okupacji. Dzięki swej nieugiętej postawie wobec okupantów zaskarbił sobie wdzięczność Polaków, którzy – z racji jego arystokratycznego pochodzenia – nazywali go „księciem niezłomnym”. To on, gdy uznał, że sytuacja w Krakowie jest coraz bardziej niebezpieczna, zaproponował klerykom tajnego seminarium przeniesienie się do siedziby krakowskiej kurii. Wtedy to kleryk Wojtyła zrezygnował też z pracy w fabryce.


Andrzej Stolarczyk/FOTONOVA

Metropolita szybko poznał się na osobistych zaletach i talentach Karola Wojtyły. Wiązał z nim duże nadzieje i osobiście czuwał nad jego właściwym rozwojem duchowym i umysłowym. Zaraz po wyświęceniu Wojtyły na kapłana (1 listopada 1946 roku) wysłał go na studia teologiczne do Rzymu, a potem umiejętnie wdrażał młodego księdza do pracy duszpasterskiej, kierując go najpierw do wiejskiej parafii w Niegowici, aby już po roku przenieść go do parafii św. Floriana na krakowskim Kleparzu, gdzie przyszły papież spełniał się w roli duszpasterza studentów.

Nic dziwnego, że śmierć kardynała Sapiehy w 1951 roku była wyjątkowo bolesną stratą dla Karola Wojtyły. Zmarły metropolita był dla niego niczym ojciec, któremu bezgranicznie ufał i zwykł słuchać we wszystkim. Tuż przed śmiercią kardynał polecił Wojtyle wziąć dwuletni urlop naukowy w celu zrobienia habilitacji. Ta ze wszech miar mądra decyzja księcia metropolity nie tylko umożliwiła przyszłemu papieżowi kontynuację kariery naukowej, ale przede wszystkim odsuwała go z pierwszej linii nasilającej się konfrontacji Kościoła z władzą komunistyczną. Tu główną rolę odgrywał prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, którego nie było w stanie złamać nawet więzienie i którego komuniści uważali za swego najtrudniejszego przeciwnika.

 

Wyszyński nie zamierzał tylko trwać na pozycjach obronnych, lecz rozpoczął wielką ofensywę katolicyzmu w Polsce poprzez realizację wielkich i śmiałych projektów duszpasterskich: Jasnogórskich Ślubów Narodu, Wielkiej Nowenny i obchodów Milenium Chrztu Polski. Wszystkie te przedsięwzięcia okazały się wielkim sukcesem i wykreowały Prymasa Tysiąclecia na faktycznego przywódcę narodu. Miało to ogromne znaczenie dla dalszych losów Karola Wojtyły, bo gdy największy wróg komunistycznego reżimu – kardynał Wyszyński – stawał się coraz potężniejszy, komuniści za wszelką cenę starali się znaleźć dla niego jakąś przeciwwagę w polskim Kościele, potencjalnego rywala, którym mogliby w przyszłości umiejętnie pogrywać. Uznali, że taką osobą może być Karol Wojtyła, ceniony duszpasterz ludzi młodych i błyskotliwy wykładowca, ale nie kojarzony dotąd z konfrontacyjną postawą wobec władz PRL-u. Dlatego gdy wpłynęła kandydatura biskupa Wojtyły na stanowisko arcybiskupa krakowskiego, rząd jej nie zawetował i 30 grudnia 1963 roku papież Paweł VI mógł już oficjalnie ogłosić jego nominację.

Komuniści szybko przekonali się, jak wielki błąd popełnili, nie sprzeciwiając się wyborowi Wojtyły. Nowy metropolita krakowski okazał się całkowicie lojalny wobec prymasa Wyszyńskiego, a jakby tego było mało, zaczął odgrywać coraz ważniejszą rolę w Kościele powszechnym: brylował podczas kolejnych sesji II Soboru Watykańskiego, aktywnie uczestniczył w pracach kilku watykańskich komisji, zyskiwał uznanie kardynałów i samego papieża. Kiedy Wyszyński umacniał swoje przywództwo w Polsce, Wojtyła zdobywał coraz większe wpływy w Watykanie, wszystko z wielkim pożytkiem dla polskiego Kościoła. Już w 1967 roku papież Paweł VI wyniósł arcybiskupa Wojtyłę do godności kardynalskiej. Tym samym stał się on potencjalnym kandydatem na przyszłego papieża. Miał wtedy zaledwie 47 lat. W marcu 1976 roku został w szczególny sposób wyróżniony: Ojciec Święty poprosił go o odprawienie dla niego i dla całej Kurii Rzymskiej rekolekcji wielkopostnych. Był pierwszym w historii kardynałem o to poproszonym. Rekolekcje, których tekst wydany został drukiem pod tytułem Znak, któremu sprzeciwiać się będą, wywarły na zgromadzonych wielkie wrażenie, a ich autor dał się poznać z jak najlepszej strony szerszemu gronu kardynałów.


Associated Press/East News

Konklawe

Od czasu watykańskich rekolekcji nazwisko krakowskiego metropolity zaczęło być wymieniane w grupie potencjalnych następców coraz bardziej zmęczonego i schorowanego Pawła VI. W tej roli mógł go widzieć prawdopodobnie sam papież, jak o tym świadczyły coraz liczniejsze gesty jego uznania pod adresem krakowskiego kardynała. Papież nie wyznacza jednak swego następcy. Wybierają go kardynałowie. W ich gronie zaś Karol Wojtyła miał już w połowie lat siedemdziesiątych oddanych zwolenników. Do najbardziej wpływowych zaliczał się na pewno arcybiskup Wiednia Franz König. Wiedeński kardynał, który w latach siedemdziesiątych pełnił rolę nieformalnego przywódcy grupy kardynałów niemieckojęzycznych, zaszczepił w ich kręgu przekonanie o wyjątkowym charyzmacie krakowskiego arcybiskupa.

Warto wiedzieć, że we wrześniu 1978 roku doszło do oficjalnej wizyty delegacji episkopatu Polski z kardynałami Wyszyńskim i Wojtyłą na czele w Republice Federalnej Niemiec. Przyszły papież mógł wtedy, zarówno w rozmowach z niemieckimi biskupami, jak i w oficjalnych przemówieniach i homiliach – m.in. w Fuldzie, Kolonii, Monachium, a także w Dachau – przedstawić się po raz kolejny jako rzecznik dialogu i pojednania. Wizyta ta przypadła w czasie krótkiego pontyfikatu Jana Pawła I.

Wiadomość o śmierci 81-letniego Pawła VI zastała metropolitę krakowskiego w trakcie letniego wypoczynku w Bieszczadach. 11 sierpnia wyruszył wraz z prymasem Wyszyńskim do Rzymu, aby najpierw wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych Pawła VI, a potem w konklawe. Już w czwartej turze głosowania patriarcha wenecki kardynał Albino Luciani uzyskał wymaganą większość głosów, zostając nowym papieżem. Wybór Lucianiego oznaczał kontynuację polityki dwóch poprzednich papieży, co potwierdziła już pierwsza decyzja nowo wybranej głowy Kościoła, który na cześć obu swych poprzedników przyjął podwójne imię Jan Paweł I. Jest więcej niż prawdopodobne, że już podczas tamtego konklawe znalazła się grupa kardynałów, która zagłosowała na Wojtyłę.

Nagła śmierć 66-letniego Jana Pawła I była dla kardynała Wojtyły wielkim wstrząsem. On na pewno odbierał to wydarzenie jako znak Opatrzności. Pytanie tylko, czy już wtedy przeczuwał, że ów Boży plan dotyczy jego osoby? Trudno powiedzieć. Tym niemniej faktem jest, że kwestii następstwa po Janie Pawle I nie poruszał nawet w gronie najbliższych przyjaciół i współpracowników.

2 października kardynał Wojtyła i prymas Wyszyński ponownie udali się do Rzymu. Na dzień przed rozpoczęciem konklawe doszło do przykrego zdarzenia: biskup Deskur, bliski przyjaciel kardynała Wojtyły, doznał rozległego wylewu krwi do mózgu.

Konklawe rozpoczęło się 14 października. Kardynał Wojtyła omal nie spóźnił się na jego uroczyste otwarcie, przebijał się bowiem przez korki zatłoczonego Rzymu z kliniki Gemelli, w której czuwał przy wciąż nieprzytomnym biskupie Deskurze.

Mimo powszechnego szacunku, jakim w gronie kardynalskim cieszył się Karol Wojtyła, większości kardynałom trudno przychodziło oswojenie się z myślą, by papieżem mógł zostać ktoś spoza Włoch. Istniały liczne powody, żeby nie zrywać z wielowiekową tradycją i znów osadzić na Tronie Piotrowym włoskiego kardynała: doświadczenie, uniwersalizm, znajomość spraw Kurii Rzymskiej, dobre rozeznanie w meandrach polityki państwa włoskiego. Wśród Włochów było co najmniej kilku poważnych kandydatów, jednak w powszechnej opinii głównymi faworytami byli kardynałowie Siri i Benelli. Pierwszy z nich znany był z krytycznego stosunku do posoborowych przemian w Kościele i reprezentował raczej skrzydło konserwatywne, natomiast jego rywal przeciwnie – utożsamiał się z grupą duchownych liberałów (progresistów) i był wielkim zwolennikiem reform w duchu soborowym.


Associated Press/East News

W konklawe uczestniczyło 111 kardynałów, w tym 25 z Włoch. Do wyboru nowego papieża potrzeba było większości dwóch trzecich głosów plus jeden głos, to jest 75 głosów. Pierwsze cztery głosowania 15 października były starciem Siriego i Benelliego, żaden z nich nie odniósł jednak zwycięstwa, choć w czwartym głosowaniu kardynał Siri miał podobno otrzymać około 70 głosów. Przy tym coraz większa grupa kardynałów zaczynała odczuwać znużenie rywalizacją dwóch włoskich frakcji oraz przenoszeniem sporów wewnątrzwłoskich na obrady konklawe. Dlatego w porannych głosowaniach 16 października spadło poparcie dla Siriego i Benelliego, sporo głosów mieli natomiast otrzymać kardynałowie Poletti i Colombo. Powoli stawało się jasne, że kandydatury włoskie wzajemnie się blokują, że nie ma szans, aby kardynałowie z Italii doszli do porozumienia i uzgodnili wspólnego kandydata. Wobec zaistniałego impasu zaczęto się rozglądać za kimś spoza Włoch. Wtedy do akcji wkroczył kardynał König, który w zaistniałej sytuacji zgłosił Karola Wojtyłę jako kandydata kompromisowego.

Wcześniejsze wątpliwości dotyczące niewłoskiego papieża zostały błyskawicznie rozwiane. Wojtyła wydawał się być idealnym kandydatem. Kościoła nie było stać na kolejny krótki pontyfikat. Nikt nawet nie próbował wysuwać koncepcji papieża przejściowego. Po nagłej śmierci Jana Pawła I potrzeba było kogoś stosunkowo młodego i zdrowego. Na tym tle postać 58-letniego kardynała z Krakowa jawiła się gronu kardynalskiemu wyjątkowo atrakcyjnie.

16 października w porannym głosowaniu kardynał Wojtyła miał jeszcze tylko 11 głosów, ale w pierwszym popołudniowym już 47. Ta ostatnia liczba musiała uczynić silne wrażenie na niezdecydowanych jeszcze kardynałach, którzy teraz zaczęli silniej skłaniać się do poparcia Wojtyły. Jednak decydujące okazało się poparcie, jakie kandydaturze tej udzielił przed decydującą turą kardynał Siri z ciągle liczną grupą swoich zwolenników. W drugim popołudniowym głosowaniu kardynał Wojtyła uzyskał aż 99 głosów i to, co jeszcze kilka godzin wcześniej było mało realne, teraz stało się faktem. Wszyscy uczestnicy konklawe byli świadomi historyczności owej chwili: pierwszy papież z Polski, pierwszy papież z narodu słowiańskiego, pierwszy nie włoski papież od 456 lat, a w dodatku pochodzący zza „żelaznej kurtyny”.

Godzinę później nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. Kościół miał się dowiedzieć, że ma nowego pasterza. O godzinie 18.44 w loggii bazyliki św. Piotra pojawił się kardynał Pericle Felici, by obwieścić, że Rzym i świat mają papieża – kardynała Karola Wojtyłę. Nowo wybrany papież przymierzał w tym czasie największą z trzech białych sutann przygotowanych na wybór. Przed zgromadzonymi mieszkańcami Wiecznego Miasta i pielgrzymami z całego świata, oczekującymi na pojawienie się nowego Ojca Świętego, wystąpił o godzinie 19.20. Wystąpił już jako Jan Paweł II. Imiona te przyjął przez szacunek dla swoich poprzedników: Jana XXIII i Pawła VI, a także dlatego – jak sam powiedział – by dopełnić tego dziedzictwa nadziei, które zostawił krótki pontyfikat Jana Pawła I.


Sipa Press/East News

Ów pamiętny dzień, 16 października 1978 roku, na trwałe zapisał się w dziejach Polski. Żadne słowa nie są w stanie opisać euforii Polaków po wyborze Karola Wojtyły na papieża. Bez wątpienia był to jeden z największych triumfów w dziejach narodu i państwa polskiego. Spełniło się marzenie wieszcza i wielu pokoleń o „słowiańskim papieżu”. Ta chwila szczęścia należała się polskiemu narodowi za wytrwałość w wierze, której nie były w stanie zniszczyć prześladowania zaborców, okupantów i komunistów.

Wieczorem 16 października 1978 roku w całej Polsce trwał prawdziwy karnawał radości. Ludzie wylegli na ulice, śpiewali, padali sobie w objęcia i gratulowali. Spontanicznie kierowali swoje kroki do kościołów, aby podziękować Bogu za ten wybór. Wyniesienie Polaka na Tron Piotrowy było również dowodem siły polskiego Kościoła oraz wspaniałym zwieńczeniem jego ponadtysiącletniej drogi. Droga ta naznaczona była wieloma cierpieniami, którym jednak mężnie stawiał czoła i z których zawsze wychodził moralnie wzmocniony.

Powszechna radość ogromnej większości Polaków kontrastowała z przygnębieniem i poczuciem totalnej klęski w obozie komunistycznej władzy. Zresztą wiadomość o wyborze polskiego kardynała wywołała panikę i szok w całym bloku sowieckim. Przez dziesięć dni w Związku Sowieckim panowała absolutna cisza, nie było żadnej reakcji, żadnej informacji, żadnego komentarza, choć Breżniew wysłał depeszę gratulacyjną do Jana Pawła II. Dzień 16 października 1978 roku stał się za to nową nadzieją dla milionów ludzi zniewolonych przez komunistyczny system.


Laski Diffusion/East News

Nie lękajcie się...

Inaugurację pontyfikatu Jana Pawła II zaplanowano na niedzielę 22 października 1978 roku. Przed rozpoczęciem uroczystości papież modlił się przy grobie św. Piotra w grotach watykańskich. Punktualnie o godzinie 10.00 papieski orszak złożony ze 112 kardynałów powitany został na placu św. Piotra. Po rozpoczęciu Mszy Świętej kardynał protodiakon Pericle Felici podszedł do Ojca Świętego i nałożył na jego ramiona paliusz. Następnie kardynałowie złożyli papieżowi zwyczajowe homagium (rodzaj hołdu). Po najstarszym, Carlo Gonfalonierim, jako drugi podszedł do Jana Pawła II kardynał Wyszyński. Gdy przyklęknął, by ucałować w pierścień następcę św. Piotra, papież uniósł się ze swego tronu, objął 78-letniego prymasa i, podnosząc go z klęczek, także ucałował go w rękę. Ów niecodzienny gest, dowód wielkiego szacunku nowego papieża dla prymasa Wyszyńskiego, niezwykle wzruszył i uradował obecnych na placu św. Piotra pielgrzymów z Polski, którzy natychmiast zareagowali gromkimi oklaskami.

 

Associated Press/East News

W homilii nowy papież skierował ważny apel do wszystkich wiernych: „Bracia i Siostry, nie obawiajcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę. Pomóżcie papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”.

Słowa: „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” – stały się swoistym mottem całego pontyfikatu Jana Pawła II. W szerszym kontekście miały się odnosić do wszystkich ludzi wierzących na całym świecie, prześladowanych i wykluczanych z życia publicznego wskutek inwazji bezbożnictwa czy to komunistycznego, czy masońsko-liberalnego. Bystrzy obserwatorzy zauważyli już po pierwszych gestach nowego papieża, że nie da się on zatrzymać w swej misji, oglądając się na to, jak będzie reagował świat. Jan Paweł II prezentował postawę przywódcy, którego przeciwności raczej mobilizują, aniżeli zniechęcają i skłaniają do zmiany kursu. Z góry wykluczył jakikolwiek kompromis tam, gdzie chodziło o prawdę i zobowiązania płynące z jej afirmacji. A naciski na takie kompromisy, choćby w sprawie regulacji urodzin, były ze strony różnych wpływowych środowisk bardzo silne.

Urzędowanie na Stolicy Piotrowej Ojciec Święty postanowił zawierzyć Maryi, co dobitnie wyraził w swoim herbie. Herb Jana Pawła II stanowił niemal replikę tego, który Karol Wojtyła przyjął kiedyś jako biskup Krakowa: krzyż, a pod nim litera „M” symbolizująca Maryję. Do tego dewiza skierowana do Matki Bożej: Totus Tuus (Cały Twój). Jedyną nowością w stosunku do herbu krakowskiego kardynała były skrzyżowane w tle symbole władzy papieskiej – klucze św. Piotra – oraz tiara papieska zastępująca kapelusz kardynalski.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?