Zaginione arabskie księżniczkiTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Zaginione arabskie księżniczki
Zaginione arabskie księżniczki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 63,70  50,96 
Zaginione arabskie księżniczki
Audio
Zaginione arabskie księżniczki
Audiobook
Czyta Marcin Popczyński
34,90  25,48 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Policja uchodzi za wyjątkowo brutalną, a z jej rąk podczas aresztowań i przesłuchań zginęło wielu podejrzanych. Chociaż kilka lat temu król Abdullah po wielu protestach odebrał im prawo do zatrzymywania i dochodzeń, wspierana przez duchownych instytucja nadal sieje strach w kraju, a organizacje walczące o prawa człowieka alarmują, że policja represjonuje Saudyjczyków w imię zasad religijnych. Informacje o jej zlikwidowaniu, choć oficjalne, wcale nie są potwierdzane przez saudyjskich obywateli.

Jednym z najtragiczniejszych „osiągnięć” muttawa była interwencja w trakcie pożaru szkoły dla dziewcząt w Mekce w 2002 roku. Lokalny oddział policji religijnej zabronił strażakom gaszenia pożaru, blokując drzwi szkoły. Uwięzione w budynku dziewczęta nie miały zasłoniętych twarzy, co dla muttawa było wystarczającym powodem, by zabronić działań. Śmierć poniosło wtedy piętnaście uczennic, a ponad pięćdziesiąt doznało rozległych poparzeń.

Majid był poważnie przerażony. Doskonale wiedział, czym grozi ujawnienie jego prywatnej kolekcji pornogazetek. Wiedział też, że Mishaal nie blefuje, bo idealnie wskazała miejsce, gdzie przechowywał swoje skarby. Starał się jednak grać twardego.

– Pożałujesz tego! – odgrażał się.

– Na razie wydaje mi się, że to ty będziesz żałował. Ale możemy się kulturalnie dogadać. Ty przestaniesz zgrywać bogobojnego dupka i zajmować się moją moralnością, a ja nie ujawnię twojej niemoralności.

Majid rozumiał, że jest na przegranej pozycji. Nie miał haka na Mishaal. Rodzice wiedzieli, że Liban nie rządzi się tak restrykcyjnymi prawami jak Arabia w kwestii kobiecego ubioru i ich niesforna córka na pewno będzie chciała z tego skorzystać. Poza tym do przewinienia, które chciał zaraportować, doszło podczas wizyty ambasadora. Skoro on niczego nie zauważył, to rzekomy błysk w oku na widok Khaleda dostrzeżony przez Majida wydawał się dość naciąganą historią.

Ale Majid miał rację. Mishaal była zauroczona Khaledem, a on zdawał się odwzajemniać to uczucie. Nalegał, by wuj po raz kolejny zabrał go do rezydencji księcia Fahda, ale ten, wiedząc, że nie zwiastuje to niczego dobrego, nigdy na to nie przystał. Nie mogąc spotykać się z Mishaal oficjalnie, Khaled na własną rękę zaczął podejmować próby kontaktu.

Kilka dni po wizycie Khaleda w rezydencji Mishaal spotkała na uniwersyteckim kampusie całkowicie okutaną nikabem, dość wysoką, nieco zgarbioną kobietę. Odzwyczaiła się od takiego widoku, bo na uniwersytecie był on niezwykle rzadki. Większość dziewcząt nie nosiła nawet chust na głowach. Tajemnicza kobieta podeszła do Mishaal i spytała o drogę do biblioteki uniwersytec­kiej. Dziewczyna bez namysłu ją wskazała.

– Pomożesz mi ją znaleźć? – spytała kobieta, a jej głos zmienił się w połowie zdania.

– Khaled? – Mishaal dostrzegła w niej chłopaka, którego tak bardzo chciała poznać bliżej. – Zwariowałeś! Przecież jak cię złapią…

– Nie złapią mnie, jeśli przestaniesz trajkotać i grzecznie wskażesz mi, gdzie jest biblioteka.

– Tak, oczywiście, proszę za mną – powiedziała głośno księżniczka, po czym dodała szeptem: – Powinieneś stąd iść, to niebezpieczne, nawet w Libanie.

– Musiałem cię zobaczyć. I muszę cię zobaczyć znowu. Powiedz mi, jak możemy się spotkać, by ten twój lalusiowaty braciszek niczego nie podejrzewał.

– Zostaw go mnie. A my możemy się spotkać jeszcze dzisiaj. Możesz przyjść po północy pod wschodni mur naszej willi? Jest tam wyrwa po jakiejś nieudanej detonacji. Nikt jej dotąd nie naprawił. Mój brat jest tak zestrachany wojną, że boi się tam podchodzić. Poza tym korzysta z wolności i wieczorami trenuje picie wina, a ponieważ jest w tej kategorii raczej lekkiej wagi, pewnie jak co wieczór będzie nieprzytomnie pijany. Bądź o północy.

– Będę… – szepnął Khaled. – Dziękuję za pomoc – powiedział głośniej, udając damski głos, po czym ruszył w kierunku wyjścia z kampusu.

Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Krótko po północy księżniczka Mishaal niepostrzeżenie wymknęła się z willi i zwinnym krokiem przeszła przez wyrwę w murze. Praktykowała to kilka razy wcześniej, gdy chciała się wyrwać spod kontroli brata i samotnie zwiedzić Bejrut – piękne, poranione wojną miasto.

Po drugiej stronie czekał już na nią Khaled. Oboje byli ubrani po europejsku, by nie ściągać na siebie podejrzliwych spojrzeń. Poszli nad brzeg morza nieopodal uniwersytetu. Rozmawiali niemal bez przerwy, odkrywając, jak wiele ich łączy. Wiedzieli też, niestety, jak wiele dzieli.

Po dwóch tygodniach niemal codziennych spotkań byli w sobie zakochani po uszy. Mishaal wiedziała, że Khaled jest jedynym mężczyzną, jakiego będzie w stanie pokochać, a wyjścia za mąż bez miłości, jak większość Saudyjek, nie była w stanie sobie wyobrazić. Miała nadzieję, że jej się uda i zostanie żoną Khaleda.

– Oni nigdy nam na to nie pozwolą – powiedział pewnego dnia chłopak.

– Pozwolą. Mój wyjazd na studia też wydawał się niemożliwy, a jednak tu jestem. Mój ojciec to twarda sztuka, ale na pewno da się go przekonać, zwłaszcza że sam nie jest fanem kuzyna Mufida.

– Wyjazd na studia to coś zupełnie innego, nie plami honoru. Ale zakazana miłość… na to w naszym kraju nigdy się nie zgodzą.

– Przecież nie robimy nic złego.

– My to wiemy, oni nie. Dla nich to zbrodnia.

– Nawet w naszym świecie miłość nie jest zbrodnią.

– Tylko jeśli jest zgodna z wolą tych, którzy decydują o naszym losie. Mishaal, przecież sama wiesz, że to się nie uda. Jeśli twój ojciec przyobiecał cię innemu, łatwo nie zmieni decyzji.

– Moja mama ma na niego wielki wpływ. Przekona go na pewno, sam zobaczysz. Za tydzień wracam do Rijadu. Załatwię wszystko i będziemy mogli być razem. Na zawsze.

Księżniczka Mishaal nie potrafiła się zgodzić na to, że jakieś niezrozumiałe dla niej zasady rozdzielają ją z ukochanym. Była zdeterminowana, by walczyć o tę miłość. Mogła się ukrywać przed światem pod czarną tkaniną przez całe życie, byleby tylko móc spędzić je z Khaledem.

Podczas ich ostatniej randki w Libanie Khaled podarował jej piękny, złoty, misternie wykonany łańcuszek, który tradycyjnie nosi się na głowie. Mishaal założyła go natychmiast.

– Ja już się czuję twoją żoną – wyszeptała. – Moją miłość do ciebie zdoła przerwać tylko śmierć.

6 Z ang. – śmierć księżniczki.

7 Iffat Al Thunayan – najbardziej wpływowa z żon króla Faisala, twórczyni pierwszej szkoły wyższej dla dziewcząt w Arabii Saudyjskiej, otwartej w 1960 roku i dedykowanej wyłącznie dziewczętom z rodziny królewskiej. Królowa Iffat poświęciła swoje życie rozwojowi edukacji dziewcząt. Fundowała sierocińce oferujące edukację, patronowała nowo otwartym szkołom. Kilka miesięcy przed śmiercią w 2000 roku ufundowała Iffat University, pierwszy darmowy uniwersytet dla kobiet w Arabii Saudyjskiej.

ROZDZIAŁ 3

Majid

Tydzień później Mishaal była już w rodzinnym pałacu. Po powitaniu z matką udała się do swojej sypialni. Wkrótce wszedł do niej Majid.

– Nie tęsknisz za Khaledem, Alnamar? – zapytał od progu.

– Nie nazywaj mnie tak! – oburzyła się.

– Dlaczego nie, Alnamar? Jesteś przecież przebiegła jak pantera! Albo tak ci się zdaje. Więc jak? Tęsknisz?

– O czym ty mówisz? Jak mogłabym tęsknić za chłopakiem, którego widziałam raz w życiu przez kilka minut… – powiedziała nieco zmieszana.

Majid wszedł do jej sypialni i rozsiadł się wygodnie w fotelu obitym pudroworóżowym aksamitem.

– Skąd masz ten łańcuszek?

– Jaki łańcuszek?

– Ten, który nosisz w swojej abai!

– Skąd o tym wiesz? Dostałam go od ojca! A w ogóle to nie twoja sprawa!

– Tak? To może założysz go teraz i pójdziemy do niego? Na pewno się ucieszy, że nosisz prezent od tatusia.

Mishaal dobrze wiedziała, że mogłoby to mieć bardzo nieprzyjemne reperkusje. Majid jakimś cudem dowiedział się o prezencie od Khaleda, ale nie chciała mieszać w to rodziców, a zwłaszcza ojca.

– Kłamstwo przychodzi ci niezwykle łatwo, droga siostro.

– Jakie kłamstwo? Idź stąd!

– Dobrze wiesz jakie. Myślisz, że nie wiem o twoich nocnych schadzkach z Khaledem? Miałem was na muszce od samego początku. Przyszedł czas na strzał.

Mishaal zrobiło się gorąco. Majid był jedyną osobą, która mogła pokrzyżować jej plany. Brat czekał na moment zemsty przez długi czas i nie zamierzał przegapić okazji, gdy tylko się nadarzyła. Po powrocie do kraju szybko pozbył się pornografii, której ujawnieniem szantażowała go Mishaal, i wreszcie poczuł przewagę w grze. Miał zamiar wynagrodzić sobie upokorzenia, jakich doznał z powodu niesubordynacji siostry, która zamiast słuchać każdego jego słowa, koncertowo go lekceważyła. Przez cały czas udawał, że nic nie wie o nocnych spotkaniach; upewniał w tym Mishaal tylko po to, by po powrocie do Arabii użyć tej wiedzy przeciwko niej.

– Co zamierzasz? – spytała oschle.

– Nic takiego. Po prostu powiem prawdę. Wiem, że to pojęcie jest ci obce, ale jako prawdziwy muzułmanin mam taki obowiązek. Rozumiesz chyba, że nie mogę tego tak zostawić. Rodzice, a wkrótce całe królestwo dowie się, że ich ukochana księżniczka Mishaal to zwykła dziwka, która puszcza się, jak tylko nadarzy się okazja.

– Miałeś mnie pilnować… – Mishaal spróbowała go podejść. – To będzie źle świadczyło również o tobie.

– Przeżyję! Jestem tylko młodszym bratem. Księżniczka dziwka to zdecydowanie bardziej gorący temat.

– Jak śmiesz tak mówić! Khaled nigdy nawet mnie nie dotknął.

Majid uśmiechnął się szeroko.

– Twoje słowo przeciwko mojemu, droga siostro. Spróbuj wygrać ten pojedynek. Nasza mała Alnamar wkrótce może być martwa jak to czarne ścierwo, które dostałaś od dziadka.

 

Z tymi słowami na ustach Majid wstał i pośpiesznie wyszedł z komnaty siostry.

Jeszcze tego samego wieczoru w pałacu w Jeddah pojawił się dziadek Mishaal, sam książę Mohammed. Ojciec wezwał przerażoną dziewczynę na rozmowę. Usiadła potulnie na samotnie ustawionym krześle pod spojrzeniami obu mężczyzn. Na co dzień wygadana i roześmiana, teraz bała się każdego słowa. Ale to nie kara za wyssane z palca oskarżenia ją przerażała. Bała się, że już nigdy nie zobaczy Khaleda.

– Oskarżenia Majida są bardzo poważne. Czy są prawdziwe? – zapytał spokojnie ojciec.

– Nie wiem, co Majid sobie wyobraził – odparła Mishaal. – Jestem czysta. Jestem dziewicą, jeśli o to pytasz, ojcze.

– Majid twierdzi, że nie jesteś.

– Majid zna anatomię kobiet wyłącznie z pism pornograficznych. Nie ufałabym mu w tej kwestii. To hormonalnie niestabilny nastolatek.

– Zamilcz! – ryknął książę Mohammed, przysłuchujący się do tej pory rozmowie, uderzając z impetem laską w marmur posadzki. Nie było w nim cienia staruszka, który niegdyś rozpogadzał się na widok swojej małej Alnamar. – Naprawdę uważasz, że w swojej sytuacji możesz w ten sposób mówić o bracie? Majid postąpił słusznie… Twój ojciec też powinien. Za taką zbrodnię kara jest tylko jedna.

Mishaal się skuliła. Słowa dziadka, który od dziecka ją hołubił i bez zważania na uczucia innych wnuków wszem wobec nazywał swoją ulubioną, spowodowały, że po jej policzkach popłynęły łzy.

– Płacz! – wrzasnął Mohammed. – To jedyne, co ci pozostało. Ja nie chcę cię znać. Chcę zapomnieć, że kiedykolwiek istniałaś!

Książę Fahd milczał z przerażenia, wiedząc, że jego ojciec wydaje tym samym wyrok na Mishaal. Nie mógł jednak się na to zgodzić. Nie chcąc zaogniać sytuacji, rozkazał Mishaal, by wróciła do sypialni i nie opuszczała jej do odwołania. Dziewczyna bez słowa spełniła wolę ojca.

Następnego dnia z placówki w Libanie został odwołany ambasador Ali Hassan Al Shaer. Książę Fahd pojechał do Rijadu na spotkanie z nim ze swoim ojcem i z samym królem.

Księżniczka Mishaal, pozostająca od wielu godzin w swojej sypialni, oczywiście nie miała o tych wydarzeniach zielonego pojęcia, ale jej matka dowiedziała się o odwołaniu Al Shaera ze stanowiska od swojego męża. Wiedziała, że sprawa jest bardzo poważna, skoro zaangażowano w nią samego króla. To on musiał wydać polecenie dymisji ambasadora. Nie było wątpliwości, że Mishaal znalazła się w olbrzymim niebezpieczeństwie.

Jeszcze tej samej nocy księżna Kamla zakradła się do sypialni córki, przynosząc ze sobą thawb, ghutrę i aegal oraz pomysł na ratunek księżniczki. Mishaal nie spała. Czerwonymi od łez oczami patrzyła w ciemną przestrzeń komnaty.

– Mishaal, córeczko… Włóż to szybko. – Księżna wskazała na męskie ubranie. – Musisz opuścić pałac. Boję się, że sprawy idą w bardzo niebezpiecznym kierunku… Książę Mohammed jest wściekły, a wiesz, że bywa nieobliczalny. Tkwią w nim dawne urazy i nie raz dał im ujście w okrutny sposób. Zawsze wtedy cierpieli ludzie. Nie chcę, by stała ci się jakaś krzywda.

Mishaal już wcześniej była zdezorientowana, ale słysząc słowa matki, kompletnie się rozkleiła.

– Dziękuję, mamusiu… – wyszeptała.

– Posłuchaj mnie uważnie i zrób dokładnie tak, jak ci mówię. Na dziedzińcu czeka na ciebie samochód. Nie zadawaj pytań, nic nie mów. Na tylnym siedzeniu znajdziesz torbę z pieniędzmi i podstawowymi rzeczami. Dzięki przebraniu muttawa nie powinni was zatrzymać. Pojedziesz do hotelu. Ukryj się we wskazanym przez kierowcę pokoju i czekaj. Proszę, tylko nie rób głupstw.

Mishaal przytuliła się do matki. Nie była w stanie powiedzieć już ani słowa. Otarła łzy i wymknęła się po cichu ze swojej sypialni. Tylnym wyjściem wymknęła się na dziedziniec i wsiadła do czekającego już na nią samochodu. Było dokładnie tak, jak powiedziała księżniczka Kamla. Samochód ruszył w kierunku wybrzeża i po blisko trzydziestu minutach zatrzymał się pod podrzędnym hotelem, straszącym surowym betonem. Było raczej pewne, że nikt z rodziny królewskiej nie zatrzymałby się w tak obskurnym miejscu. I o to chodziło. Pełna anonimowość.

Kierowca – służący, którego Mishaal nigdy wcześniej nie widziała, wysiadł z samochodu i otworzył drzwi po stronie, po której leżała torba. Złapał ją, a następnie skinął na księżniczkę, by wysiadła. Do tej pory nigdy sama nie otwierała drzwi samochodu, ale teraz nie była księżniczką. Nie była nawet księciem. Przebrana za mężczyznę była zwykłym gościem hotelowym.

Otwieranie samochodowych drzwi okazało się niezbyt trudne. Kiedy Mishaal była już na zewnątrz, kierowca wręczył jej torbę. Kolejna nowość. Dziewczyna szybko zdała sobie sprawę, że decydując się na życie uciekiniera, zostawia w tyle wszystkie pałacowe przywileje. Nikt nie będzie już za nią nosił bagaży ani usługiwał na każdym kroku. Ale miała pewność, że choć udawała się w nieznane, była to właściwa droga.

Kierowca kazał Mishaal zaczekać w lobby, a sam udał się do recepcji załatwić formalności. Po kilku minutach ponownie na nią skinął i zaprowadził do pokoju na trzecim piętrze. Nie był najgorszy. Miał wszystko, czego potrzebuje zwykły człowiek do normalnego funkcjonowania. Łóżko, czystą pościel, łazienkę… Oczywiście w porównaniu do pałacu saudyjskiego szejka była to obrzydliwa nora, ale Mishaal, przestraszona i zdezorientowana, czuła się tu zdecydowanie lepiej niż w domu swojego ojca.

Mężczyzna, który ją tu przywiózł, zdawał się kompletnie niemy. Przez cały czas nie powiedział do niej ani słowa. Nawet teraz. Na pożegnanie. Wręczył jej tylko elegancką kopertę, którą wyciągnął z wewnętrznej kieszeni mocno znoszonej marynarki narzuconej na wygnieciony thawb, i zniknął. Kiedy zatrzasnęły się za nim drzwi, Mishaal ogarnął niepokój. Od momentu, gdy opuściła pałac, czuła raczej ekscytację – była ciekawa, dokąd jedzie, co będzie dalej. Wiedziała, że skoro na wyprawę wysyła ją ukochana mama, nic nie może jej grozić. Złapała kopertę i pośpiesznie wyłuskała z niej odręcznie wykaligrafowany list.

Kochana Córeczko,

moje serce krwawi, gdyż wiem, że jesteś teraz sama, przerażona i smutna, ale modlić się nie przestaję, by Allah miał Cię w swojej opiece. W torbie znajdziesz bilety na poranny lot do Londynu i paszport na męskie nazwisko. Pamiętaj, by przez cały czas udawać mężczyznę i nie zdradzić się ani przez chwilę. Jeszcze dziś dołączy do Ciebie Khaled, on będzie wiedział, co robić. Zdaj się na niego, skoro to jemu oddałaś swoje serce.

Niech Was Bóg błogosławi.

Kocham Cię,

Mama

Mishaal nie zdołała opanować łez. Była wzruszona słowami mamy, a jednocześnie nieprawdopodobnie szczęśliwa, że wkrótce w towarzystwie swojego ukochanego zniknie z kraju, którego nie potrafiła już kochać.

I znowu stało się dokładnie tak, jak powiedziała Kamla. Nad ranem w drzwiach pokoju, w którym pogrążona w myślach, tonąca we łzach i otoczona marzeniami o pięknej przyszłości czuwała Mishaal, stanął wybranek jej serca. Słowa nie są w stanie wyrazić tego, jak wielkim szczęściem było dla niej znaleźć się w ramionach Khaleda. Tulili się do siebie, jakby chcieli na zawsze pozostać jednością, jednak wiedzieli, że zanim będzie im dane cieszyć się sobą na co dzień, muszą się skupić na ucieczce.

– To nie będzie łatwe, ale damy radę. Musimy – motywował Khaled.

– Oczywiście, że damy radę – odparła Mishaal. – Ale zanim uciekniemy, muszę zrobić jeszcze jedną rzecz.

– Co takiego?

– Muszę uratować moją mamę. Jeśli mój ojciec się dowie, że to ona nam pomogła, zabije ją bez cienia skruchy.

– Nigdy by tego nie zrobił. Wiem od wuja, jak bardzo ją kocha.

– Jeśli nie zabije jej dobrowolnie, zmusi go do tego mój dziadek. Mnie też kiedyś kochał.

– Ale jak chcesz ją uratować? Przecież nie możesz wrócić do pałacu.

– Dopóki żyję, ona jest w niebezpieczeństwie. Nie martw się, mam pomysł.

Mishaal nie chciała nawet słyszeć o odstąpieniu od planu. Pośpiesznie spięła włosy, po czym nasunęła na nie ghutrę i aegal.

– Dokąd się wybierasz? – niepokoił się Khaled. – Wkrótce musimy jechać na lotnisko!

– To zajmie tylko chwilę. Zaufaj mi, muszę to zrobić.

– Twoja mama przestrzegała mnie przed zmianą planów, ciebie zapewne też… Nie rób głupstw, Mishaal.

– Moja mama nie chciała mnie narażać. Ale ja też nie mogę narażać jej. Zaufaj mi, kochany, to nic takiego. Za chwilę wrócę, a potem pojedziemy na lotnisko i znikniemy z tego koszmarnego miejsca.

Khaled nie mógł jej dłużej powstrzymywać. Mishaal była zdeterminowana. Złapała przygotowany wcześniej tobołek, pocałowała go w usta i pośpiesznie opuściła pokój.

Słońce zaczęło rysować świetlistą łunę nad linią wód Morza Czerwonego, gdy Mishaal wyszła z budynku, niezauważona przez zaspanego recepcjonistę. Wkrótce znalazła się na plaży. Podeszła do brzegu i rozwinęła pakunek. W środku była jej haftowana monogramem abaja. Położyła ją na piasku i zagrzebała tak, by nie zwiał jej wiatr. Do kieszeni włożyła własnoręcznie nakreślony list:

Jak ptak bez skrzydeł, tak ja bez miłości żyć dłużej nie potrafię. Niech morskie głębiny pochłoną me ciało, a duszę Allah zabierze i do piekieł strąci zapewne… A może zlituje się nade mną, bo z miłości ten czyn i z bólu.

Nie płacz po mnie, Mamusiu. Nie żałuj mnie, Ojcze. Pozwólcie mi odejść. Zapomnijcie, jakby mnie tu nigdy nie było. I tylko miłość Wam moją po sobie zostawiam, bo jedynie ją miałam do oddania.

Wasza Mishaal

Morze tego dnia było wyjątkowo wzburzone, złowrogie… śmiercionośne. Po chwili na piasku została tylko czarna abaja. Wspomnienie po smutnym życiu pięknej księżniczki, której nie dane było kochać.

– Chcesz mi powiedzieć, że Mishaal, mając idealnie opracowany plan ucieczki i opiekę swojej matki, mając szansę na spędzenie reszty życia z ukochanym mężczyzną, tak po prostu popełniła samobójstwo? – Nie mogę w to uwierzyć.

Talal się zamyśla.

– Może tak byłoby dla niej lepiej…

Księżniczka była bardzo zadowolona z siebie. Wróciła do hotelu ku ogromnej uldze Khaleda, przerażonego coraz bardziej z każdą minutą jej nieobecności. Jak na osobę, która właśnie poinformowała świat o swoim samobójstwie, była w doskonałym humorze.

– Na nas chyba czas! – zawołała od progu.

– Najwyższy. Na dole powinien już czekać samochód.

Zebrali się pośpiesznie. Przelecieli przez hotelowe lobby i wsiedli do samochodu. Dwóch młodych Saudyjczyków w drodze do Londynu. Widok powszechny i niewzbudzający najmniejszych podejrzeń. To musiało się udać… I udałoby się, gdyby nie fakt, że poprzedniej nocy, chwilę po tym, jak Mishaal opuściła pałac ojca, w ślad za nią ruszył Majid. Z poranioną męską dumą, zionący chęcią odwetu, nie zamierzał pozwolić, by siostra uniknęła kary. Cierpliwie czekał pod hotelem, obserwując każdy jej ruch. Wiedział, że nad ranem dołączył do niej Khaled, i udokumentował to na zdjęciach, by mieć niezbity dowód niedozwolonego romansu. To on śledził ją w drodze na plażę. I to on zawiózł znalezioną tam abaję do pałacu, informując, że księżniczka próbowała upozorować swoje samobójstwo. W międzyczasie poinformował straż graniczną o tym, że wkrótce do kontroli zgłosi się kobieta w przebraniu mężczyzny.

Już samo przebranie się w strój płci przeciwnej w świetle islamu było poważnym przestępstwem. A Mishaal miała ich na koncie znacznie więcej. Posługiwanie się fałszywym paszportem, ucieczka przed wolą ojca i pozamałżeński romans… Wystarczyłoby tego na dwa wyroki śmierci. Mishaal i Khaled nie mieli pojęcia, że są w pułapce. Starali się robić dobrą minę do złej gry, myśląc tylko o tym, co ich czeka, gdy ten koszmar wreszcie się skończy.

Pierwsza do odprawy paszportowej podeszła Mishaal. Strażnik spojrzał na jej paszport, przyjrzał się jej twarzy. Uśmiechnął się cynicznie i złapał za słuchawkę telefonu.

– Jej książęca wysokość przybyła – powiedział z tłumionym śmiechem.

Niemal w tym samym momencie za plecami Mishaal wyrosło dwóch okazałych strażników. Złapali ją za ramiona i odciągnęli od okienka odprawy. Khaled, który nie był w stanie spokojnie na to patrzeć, ruszył za nimi.

– O, nie spodziewaliśmy się aż takiej współpracy – rzucił jeden ze strażników, zanim kolejnych dwóch ujęło Khaleda. – Dobrze, że sam się zgłosiłeś, gołąbeczku. Chodź, pogruchamy sobie na osobności.

Mishaal i Khaled zostali rozdzieleni i zamknięci w osobnych, śmierdzących strachem pokojach przesłuchań. Mishaal trafiła przed oblicze głównego inspektora straży granicznej na lotnisku w Jeddah, niejakiego Tahira Almaniego. Almani słynął z okrucieństwa. Wyjątkowo paskudna kreatura, znana nawet tym, którzy nigdy nie mieli okazji znaleźć się na lotnisku w Jeddah. Opasły, spocony, z oddechem śmierdzącym od papierosów i kawy. Nachylił się nad siedzącą na krześle dziewczyną i przez dłuższą chwilę przyglądał się jej z bliska.

 

– Jakiegoż my tu mamy pięknego księcia – rzucił w końcu, po czym trącił aegal przytrzymujący ghutrę na głowie Mishaal, tak że spadł, ściągając za sobą całą chustę. – O przepraszam, okazuje się, że jednak mamy tu księżniczkę!

Mishaal z trudem nad sobą panowała.

– Lubisz takie przebieranki? – ciągnął dalej.

– Nie masz prawa na mnie patrzeć.

– Ooooo… księżniczka chce porozmawiać o prawie. To świetnie się składa, bo prawo to mój ulubiony temat. Chętnie uświadamiam ludzi, którzy je łamią.

– Wypuść nas. Nic złego nie zrobiliśmy.

– Droga księżniczko, dobrze wiesz, że nie mogę tego zrobić. Ale jeśli nic złego nie zrobiliście, to przecież nie masz się czego obawiać. Jestem przekonany, że sąd was uniewinni – mówił z udawaną troską. – No, a teraz posiedź tu grzecznie i zaczekaj.

To mówiąc, Tahir chwycił Mishaal za ramię i pchnął w głąb pokoju przesłuchań, do części odgrodzonej kratą. Rzucił ją na ławkę, przykutą do ściany łańcuchem i obitą przyrdzewiałą blachą, i zamknął drzwi.

Po kilku godzinach Mishaal znalazła się w furgonetce jadącej do sądowego aresztu. W drugiej, tuż za nią, wieziono pobitego do nieprzytomności Khaleda – ale o tym Mishaal nie miała wtedy pojęcia. Po chwili furgonetki skręciły w boczną uliczkę i zaparkowały na osłoniętym od wzroku przechodniów parkingu tuż obok białych limuzyn.

***

Talal odwleka zakończenie historii. Wiem, że sprawia mu to olbrzymią trudność, a on wie, że w końcu będzie musiał się z tym zmierzyć.

– Co się stało z Mishaal? Uciekła którąś z tych limuzyn? – pytam.

– Zależy, którą wersję chcesz usłyszeć. Tę prawdziwą czy tę dla świata.

– Spodziewam się, że prawdziwa jest gorsza.

– Obie nie są piękne.

– Dlaczego zatem są dwie?

– To już kwestia pokrętnej saudyjskiej moralności. Tam często jedno się mówi, a robi coś zupełnie innego. To o tym książę Fahd rozmawiał ze swoim ojcem, gdy wiozłem ich tamtego koszmarnego dnia w Rijadzie. Jechali na naradę do króla. Spierali się jednak nie o życie Mishaal, ale o to, jak ją go pozbawić, by nie wywołać międzynarodowego konfliktu. Liczyła się tylko reputacja.

***

Mishaal stanęła przed sądem w Jeddah. Zarzucono jej pozamałżeński seks. Oskarżający oczywiście nie mieli pojęcia, czy do niego doszło, ale już sam zakazany romans z Khaledem stawiał ją w cieniu podejrzeń. Wystarczyło czterech świadków płci męskiej lub osiem kobiet, które widziały zbliżenie kochanków, by księżniczka nie miała w sądzie żadnych szans. Oczywiście świadków nie było. Był za to Majid i zdjęcia, które zrobił przed hotelem. Mimo że wciąż jeszcze nie był pełnoletni, jego oskarżenia zdawały się wystarczać do postawienia zarzutów. Nie wystarczyłyby jednak do skazania księżniczki. Błyszczał, opisując schadzki. Nie szczędził szczegółów, które podsuwała mu wyobraźnia, pobudzona prywatną kolekcją zachodniej pornografii. Patrzył przy tym często z nienawiścią prosto w oczy Mishaal. Nie uciekała wzrokiem. Dumnie patrzyła w twarz swojego oprawcy. Majid doskonale wiedział, że jeśli sąd da wiarę jego oskarżeniom, skaże siostrę na śmierć, a jednak brnął dalej. Jego wynurzenia nie wystarczyły do wyroku skazującego. Prawo jest prawem. Nawet jeśli można by go potraktować jak dorosłego mężczyznę, wciąż brakowało trzech innych świadków przestępstwa. W takiej sytuacji Mishaal mogła zostać skazana tylko wtedy, gdy sama przyznałaby się do winy, potwierdzając to trzykrotnie. Sędzia zwrócił się zatem do niej z pytaniem po raz pierwszy:

– Czy ty, Mishaal bint Fahd bint Mohammed Al Saud, przyznajesz się do bycia winną zakazanych boskim prawem kontaktów pozamałżeńskich?

W sądzie zapanowała grobowa cisza, choć wszyscy doskonale wiedzieli, że Mishaal zaprzeczy.

– Tak! Jestem winna! – powiedziała głośno, z dumnie podniesioną głową, patrząc w uśmiechniętą twarz Majida.

Na sali rozległ się gwar. Książę Fahd podszedł do sędziów. Przez jakiś czas z nimi rozmawiał, a gdy wrócił na swoje miejsce, do strażników pilnujących Mishaal podszedł jego sekretarz. Chwilę później księżniczkę wyprowadzono z sali.

Trafiła do małego pokoju bez okien, usytuowanego w końcu korytarza. Jaką radość poczuła na widok swej matki! Księżna Kamla, jako kobieta, nie mogła uczestniczyć w procesie córki, ale relacjonowano jej jego przebieg w szczegółach. Wiedziała, że tylko ona jest w stanie przekonać księżniczkę do tego, by nie przyznawała się do winy. Wiedział to też ojciec Mishaal. Książę Fahd był w niezwykle trudnym położeniu. Rozdarty pomiędzy sprawy państwowe a surowe saudyjskie prawo, naciskany przez bezlitosnego ojca, a jednocześnie przerażony możliwością utraty ukochanej córki.

– Mishaal, moje dziecko – zaczęła księżna. – Wiem, że jesteś niezwykle odważna, ale teraz jest czas na rozsądek. Allah obdarzył cię wieloma cnotami. Mądrość jest jedną z nich.

– Allah obdarzył mnie cnotami tylko po to, bym nie mogła z nich korzystać. To okrutne. Ja nie chcę tak żyć. Co to za Bóg, który dzieli swój lud na lepszych i gorszych…

– Mishaal, nie bluźnij!

– Dobrze wiesz, mamusiu, że mam rację. Ja nie chcę żyć na łasce mężczyzn. Nie chcę żyć w świecie, w którym mój brat może mnie skazać na śmierć słowem, w którym rodzony ojciec nie ma odwagi, by stanąć w mojej obronie, a dziadek chce mojej śmierci!

– Nie jesteś niczemu winna. Po prostu powiedz to w sądzie, a ojciec uratuje cię z opresji. Jeśli przyznasz się do winy trzy razy, nikt już nie będzie mógł ci pomóc. Przecież nie jesteś winna. Wiem to!

– Jestem. Jestem winna miłości do Khaleda. W tym koszmarnym kraju to przestępstwo, za które odbiera się ludziom życie! Byłam głupia, wierząc, że jest inaczej.

– Mishaal, błagam, nie rób głupstw…

– Dobrze, mamo, nie zrobię głupstwa. Zrobię to, co w tej sytuacji jest najmądrzejszym rozwiązaniem.

Księżna Kamla odetchnęła z ulgą. Przytuliła mocno Mishaal, ale wkrótce strażnicy oderwali ją od niej, by ponownie zabrać księżniczkę na salę rozpraw.

Gdy ucichł gwar, sędzia po raz drugi zadał pytanie:

– Czy ty, Mishaal bint Fahd bint Mohammed Al Saud, przyznajesz się do bycia winną zakazanych boskim prawem kontaktów pozamałżeńskich?

Mishaal podniosła głowę i odpowiedziała:

– Tak, jestem winna miłości do Khaleda Al Shaera Mulhallala. To moja jedyna zbrodnia!

Po sali ponownie przebiegł szmer.

Sędzia kontynuował:

– Czy ty, Mishaal bint Fahd bint Mohammed Al Saud, przyznajesz się do bycia winną zakazanych boskim prawem kontaktów pozamałżeńskich?

– Tak!

Na plac Ad-Dirah w Jeddah nadciągały tłumy mężczyzn. Przeciskali się wąskimi uliczkami pomiędzy dwiema obdrapanymi furgonetkami jadącymi jedna za drugą. Gdy samochody dotarły na Ad-Dirah, z jednego z nich wyszarpano ubraną w czarny nikab Mishaal. Tuż za nią na placu pojawił się słaniający się na nogach Khaled. Spojrzeli na siebie po raz ostatni. Pod czarną tkaniną nikabu księżniczki połyskiwała biżuteria, którą otrzymała od ukochanego. Teraz tylko tak mogła mu wyznać miłość.

Oddane bez zapowiedzi trzy strzały w głowę zakończyły życie księżniczki Mishaal. Khaled został zmuszony do oglądania jej bezwładnego ciała, leżącego na przysypanych piaskiem kamieniach, jeszcze przez chwilę. Potem rzucono go na kolana. Wymachując połyskującą w świetle maczetą, na placu pojawił się Majid. Prawo pozwala na wyznaczenie egzekutora przez rodzinę królewską, a Majid zgłosił się na ochotnika. Gdy Khaled klęczał przed nim, Majid poczuł wszechogarniającą moc. Był panem życia i śmierci. Nie przełożyła się ona jednak na siłę fizyczną – pierwsze uderzenie w kark Khaleda nie odjęło mu głowy, tylko go zraniło. Majid uderzył ponownie. I jeszcze raz. Khaled krwawił omdlały, ale wciąż żył. Kolejne uderzenie maczetą. Krew tryskała z tętnicy, plamiąc thawb rozwścieczonego Majida. Dopiero za piątym uderzeniem głowa Khaleda odłączyła się od ciała.