Duda i jego tajemniceTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Copyright © Wydawnictwo Arbitror sp. z o.o.

2020

Projekt okładki i stron tytułowych

Łukasz Stachniak

Skład, korekta

Witold Kowalczyk

Przygotowanie wydania elektronicznego

Michał Nakoneczny, Hachi Media

Wydanie I

ISBN 978-83-66095-24-3

Wydawnictwo Arbitror spółka z o.o.

ul. Krucza 41/43 lok. 67

00-525 Warszawa

www.arbitror.pl

e-mail: kontakt@arbitror.pl

WSTĘP. Sympatyczny pan Andrzej z Krakowa

CZĘŚĆ PIERWSZA. Nadzieja swojego klanu

1. Święte dzieciństwo

2. Klan

3. Pod znakiem Wałęsy, Michnika i „aborcjonistów”

4. Życie prywatne i uczuciowe

CZĘŚĆ DRUGA. Młody człowiek szuka dobrego protektora

5. Pod skrzydłami aferzystki C.

6. Szeryf, lustracja i rekiny państwowego biznesu

7. Bohater szarży z góry przegranej

8. Założyciele TVN, Kanada i Chiny

9. Ziobro, komornicy i naciski w saunie

CZĘŚĆ TRZECIA. Jak wschodziło słońce partii

10. Ty jesteś specyficzny

11. Powrót do Pałacu

12. Prezydent niepewny

13. Doradcy specjalnej troski

CZĘŚĆ CZWARTA. Ślady smoczych pazurów

14. Śmierć w piwnicy

15. Kompromitacja w Szwajcarii

16. Hierarchia protektorów

17. Stryjenka prezydenta i zew chińskiego smoka

CZĘŚĆ PIĄTA. Świadomość głowy państwa

18. Sprawa Filipa Szarego

19. Ruchadło Leśne i romantyczna Jolka Rosiek

20. „Gryzelda” na czele sztabu

ZAKOŃCZENIE. Poważne powody do niepokoju

PRZYPISY

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Spis treści

5  WSTĘP. Sympatyczny pan Andrzej z Krakowa

6  CZĘŚĆ PIERWSZA. Nadzieja swojego klanu 1. Święte dzieciństwo 2. Klan 3. Pod znakiem Wałęsy, Michnika i „aborcjonistów” 4. Życie prywatne i uczuciowe

7  CZĘŚĆ DRUGA. Młody człowiek szuka dobrego protektora 5. Pod skrzydłami aferzystki C. 6. Szeryf, lustracja i rekiny państwowego biznesu 7. Bohater szarży z góry przegranej 8. Założyciele TVN, Kanada i Chiny 9. Ziobro, komornicy i naciski w saunie

8  CZĘŚĆ TRZECIA. Jak wschodziło słońce partii 10. Ty jesteś specyficzny 11. Powrót do Pałacu 12. Prezydent niepewny 13. Doradcy specjalnej troski

9  CZĘŚĆ CZWARTA. Ślady smoczych pazurów 14. Śmierć w piwnicy 15. Kompromitacja w Szwajcarii 16. Hierarchia protektorów 17. Stryjenka prezydenta i zew chińskiego smoka

10  CZĘŚĆ PIĄTA. Świadomość głowy państwa 18. Sprawa Filipa Szarego 19. Ruchadło Leśne i romantyczna Jolka Rosiek 20. „Gryzelda” na czele sztabu

11  ZAKOŃCZENIE. Poważne powody do niepokoju

12  PRZYPISY

13  Reklamy

WSTĘP Sympatyczny pan Andrzej z Krakowa

Bohaterem tej książki jest człowiek, który pełni wyjątkowo zaszczytną funkcję. Mimo to jego pozycja nie jest silna. Władzę w Rzeczypospolitej Polskiej sprawuje przecież szeregowy poseł Jarosław Kaczyński, prezes partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość. Licząc na odejście Kaczyńskiego związane z wiekiem i stanem zdrowia, o przyszłe przywództwo w PiS biją się inni liderzy. O ile w tej walce uczestniczy nasz bohater, o tyle odnosi marny skutek.

A jednak dla obozu władzy rola opisywanej przez nas postaci jest ważniejsza niż jej ograniczone wpływy polityczne. Dzięki niej obóz władzy może przetrwać coraz groźniejsze burze, które sam wywołuje. Bohater tej książki jest popularny wśród milionów Polek i Polaków głosujących na PiS, mieszkających przede wszystkim (choć nie tylko) w mniejszych miastach i na wsi. Oni, gdy myślą o Prawie i Sprawiedliwości, mają przed oczyma najpierw jego, dopiero potem Kaczyńskiego. Lekceważą groźne burze, dopóki nasz bohater ich zapewnia, że wszystko jest dobrze.

Niestety, chodzi o burze groźne nie tylko dla PiS, ale także dla całego kraju i kontynentu. W latach 2015–2020 partia rządząca systematycznie, krok po kroku, oddala nasz kraj od Unii Europejskiej. Po co to robi? Po to, aby zwiększyć swą władzę. By ten cel osiągnąć, obóz władzy gotów jest na wiele. Między innymi na wyrwanie Polski ze wspólnoty Zachodu.

To w sposób oczywisty naraża nasz kraj na cywilizacyjne, geopolityczne, a nawet militarne zagrożenia. Jednak partia rządząca ma inne priorytety i inne kwestie uznaje za najważniejsze.

Jednym z celów prawodawstwa UE jest ograniczenie samowoli polityków wobec obywateli, PiS natomiast chce, żeby obywatel był wobec partii bezradny. Z tego powodu obóz władzy zwiększa uprawnienia policji i innych służb. Pozwala na szeroką, praktycznie nieograniczoną inwigilację Polek i Polaków. Stwarza służbom i prokuraturze możliwość powoływania się przed sądem na dowody uzyskane w sposób nielegalny, wręcz przestępczy. Podporządkowuje sobie prokuraturę i Trybunał Konstytucyjny. Niszczy niezawisłość sądów. Wszystko to przybiera formę licznych ustaw i nowelizacji (czyli poprawek do ustaw już uchwalonych). Większość parlamentarna wprowadza zmiany pośpiesznie, bez należytej debaty, nieraz pod osłoną nocy. Kampania walki z niezależnością sądów osiąga swoje apogeum na początku lutego 2020 r., gdy PiS wprowadza tzw. ustawę kagańcową. Ustawa zabrania sądom sprzeciwu wobec bezprawnych poczynań władzy. Celowo i jawnie gwałci prawo unijne, co prowadzi do rozbratu z Unią Europejską.

 

Należy bowiem pamiętać, że dzisiejsza UE jest wspólnotą prawną, dopiero potem polityczną i gospodarczą. Dzięki tej wspólnocie prawnej społeczeństwa krajów europejskich mogą żyć i współpracować bez bunkrów i drutów kolczastych na granicach. Gdy wspólnota prawna zniknie, w Europie od Bugu po Atlantyk powrócą granice. Mogą też wrócić wymierzone w siebie lufy.

Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest to, że ustawa kagańcowa, podobnie jak inne ustawy antysądowe, gwałci najważniejsze ze wszystkich polskich praw, czyli Konstytucję RP. Powstał chaos prawny, który powoduje, że zwykły obywatel idący do sądu musi zadawać sobie pytania: Czy to sąd? Czyj to sąd? Z jakiego nadania jest sędzia? Czy ten sędzia naprawdę został mianowany sędzią? Czy nie powinien sądzić ktoś inny, kto został zawieszony przez władzę? Czy wyrok będzie wyrokiem? A co, jeśli za kilka lat wyjdzie na jaw, że całe postępowanie było nieważne, i wszystko się zacznie od nowa?

Powinno to budzić sprzeciw milionów Polek i Polaków, którzy w większości popierają członkostwo Polski w Unii Europejskiej, jak również pragną praworządności – czego najlepszym dowodem jest to, że partia, która się ubiegała o przejęcie władzy, nazwała się Prawem i Sprawiedliwością.

A jednak Polki i Polacy niezbyt zdecydowanie sprzeciwiają się antyeuropejskiej, antysądowej kampanii PiS. Ogromną odpowiedzialność ponosi za to pewien mężczyzna, któremu większość obywateli ufa (w niektórych sondażach zaufanie do niego wyrażało około 60 proc. ankietowanych, zatem niemal dwa razy więcej niż w przypadku partii rządzącej).

Ten mężczyzna oficjalnie pełni funkcję strażnika Konstytucji RP i porządku prawnego. Odpowiada też za kształtowanie polityki zewnętrznej wspólnie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Nieraz przemawia publicznie, a wtedy stara się okazywać dumę i pogodę ducha. Często się uśmiecha. Jego wystąpienia podobają się większości Polek i Polaków i upewniają ich, że wszystko jest w porządku. Tymczasem podpisuje antyeuropejskie, antysądowe ustawy przegłosowywane przez koalicję rządzącą, przez co nabierają one mocy prawnej. Raz jest całkowicie posłuszny, innym razem pozwala sobie na drobne ceregiele, zastrzeżenia i interwencje. Ale to jeszcze bardziej uspokaja większość obywateli. „Gdy coś jest nie tak, on to naprawia”.

Mowa o prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej. Mowa o doktorze nauk prawnych Andrzeju Dudzie.

Wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda nie jest politykiem samodzielnym. Wielokrotnie widzieliśmy, jak się ugina przed wolą lidera partii rządzącej, Jarosława Kaczyńskiego. Obserwatorzy oceniają kompetencje intelektualne Dudy jako ograniczone. Unia Europejska mogła je poznać w 2018 r. podczas XIX Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie, gdy polski prezydent zaatakował UE za… żarówki. „Dlaczego na przykład w sklepie nie można w tej chwili kupić już zwykłej żarówki, można kupić tylko energooszczędną? Bo UE zakazała” – powiedział w obecności niemieckich liderów i intelektualistów1 (gościem Forum był m.in. prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier).

Czyżby Andrzej Duda uznał, że warto się wygłupić dla poklasku swych krajowych wyborców? Część z nich jest głucha na ostrzeżenia ekologów i traktuje wycofanie energochłonnych żarówek ze sklepów jak zamach na wolność. Jednak takie przypochlebianie się miałoby większy sens, gdyby Duda wygłosił swoją obronę żarówek na wiecu w którymś z polskich miast powiatowych. Dotarłby z nią wtedy do swoich wyborców i nie wygłupiał się na forum międzynarodowym.

Oglądając berlińskie wystąpienie, można odnieść wrażenie, że Duda nie udawał. Zachowywał się, jakby naprawdę nie wiedział, że odpowiedź na jego pytanie jest oczywista: Unia Europejska wprowadziła żarówki energooszczędne, gdyż chce, żeby dzieci jej obywateli miały gdzie żyć. UE nie chce planety zadymionej i przegrzanej, na której brakuje wody, żar spopiela rośliny, a ludzie umierają z głodu i pragnienia. Niemcy na pytanie Dudy odpowiedzieli sobie już w poprzednich dekadach. Dlatego w Berlinie pod niektórymi dyskutantami nogi się ugięły, gdy usłyszeli, że prezydent Rzeczypospolitej wciąż widzi symbol wolności w starej żarówce.

Mimo braku samodzielności i kompetencji Duda stanowi najważniejszą część antyeuropejskiej machiny PiS. To jej podstawa i fasada. Łatwiej się identyfikować z człowiekiem niż z partią. Łatwiej się identyfikować z postawnym, uśmiechniętym ojcem rodziny niż z przewrotnym starym kawalerem, który przewodzi partii rządzącej. To Andrzej Duda samą swoją obecnością zyskuje szeroką akceptację dla groźnych poczynań Jarosława Kaczyńskiego.

Wypada więc zapytać, skąd się wziął Andrzej Duda.

„A teraz zapraszamy na scenę sympatycznego pana Andrzeja z Krakowa!” – tymi słowami można opisać główne wydarzenie przełomu grudnia 2014 r. i stycznia 2015 r. w Polsce.

W 2015 r., tak jak podczas innych kampanii wyborczych, Kaczyński skrył się w cień. Opierając się na wieloletnich doświadczeniach, zrozumiał, że boją się go nawet wielbiciele. A gdy pojawia się zbyt często, strach bierze górę nad uwielbieniem.

Dla celów Kaczyńskiego korzystne było to, że w 2015 r. najpierw odbyły się wybory prezydenckie, a dopiero potem parlamentarne. W tych pierwszych wyborach prezes PiS mógł wylansować kogoś budzącego większą sympatię niż on sam. Mógł wylansować nową, przyjemniejszą twarz partii.

Kaczyński zrobił to w grudniu 2014 r. Wtedy na scenie politycznej pojawił się nieznany dotąd szerzej Andrzej Duda.

Pojawił się i zaistniał w sposób bardzo skuteczny. Cała Polska zobaczyła sympatycznego mężczyznę, który potrafi się uśmiechać, ale potrafi też wygłosić mocne przemówienie. Umie zażartować, i to w sposób przystępny, zrozumiały dla każdego. Troszczy się o proste ludzkie sprawy.

Podczas kampanii Andrzej Duda powołał inicjatywę o łatwej do zapamiętania nazwie DudaPomoc. Inicjatywa oferowała darmowe doradztwo prawne dla obywateli „bezradnych wobec biurokratycznej machiny” państwa. O spektakularnych sukcesach DudaPomocy jakoś nie było słychać, ale pomysł przypadł do gustu licznym2 wyborcom. „Proszę – mogli sobie powiedzieć – ten Duda jeszcze nie został prezydentem, a już chce rozwiązać mój problem!”

Czy to znaczy, że zwolennicy Andrzeja Dudy widzą w nim troskliwego pomocnika i opiekuna?

A może także mężnego obrońcę? W prezydenckiej kampanii wyborczej z 2015 r. kandydat Duda wołał o wyzysku, od którego trzeba uwolnić pracowników i kredytobiorców. Gdy został prezydentem, wielokrotnie gromił domniemanych zachodnich agresorów, rzekomo mających gwałcić polską wolność. „Nie pozwólmy na to, żeby inni decydowali za nas. My Polacy mamy prawo sami decydować o sobie samych i swoich sprawach (…). Jestem prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy” – powiedział 17 stycznia 2020 r., przemawiając do mieszkańców Zwolenia. Rzecz jasna, wystąpienie dotyczyło antyeuropejskiej i antysądowej „reformy wymiaru sprawiedliwości” prowadzonej przez PiS3.

Przedstawiona przez Andrzeja Dudę wizja naszych zachodnich sojuszników jako „obcych”, którzy chcą wziąć Polskę pod but, wielu słuchaczy zszokowała. Nie stanowiła jednak niespodzianki. Już podczas kampanii w 2015 r. przyszły prezydent przedstawił się Polkom i Polakom jako „swój chłop” w wersji narodowo-zaściankowej. Jako katolik i nacjonalista, który wierzy (lub chce wierzyć) w to, w co wierzy (lub chce wierzyć) większość narodu. Katolik i nacjonalista zdecydowany, ale wciąż po ludzku troskliwy. Przeciwny zachodniej zgniliźnie (czyli prawom osób LGBT), jednak niekoniecznie przeciwny formalizowaniu związków partnerskich, również homoseksualnych (aczkolwiek bez ceremonii w urzędzie stanu cywilnego, którą miałoby zastąpić podpisanie umowy o zawarciu związku w prywatnej kancelarii notarialnej). Tu trzeba zauważyć, że względna łaskawość Dudy wobec mniejszości seksualnych pojawia się tylko podczas kampanii wyborczych. Gdy wygrał wybory prezydenckie w 2015 r., nic dla nich nie zrobił. Jednak jego zwolennicy zapewne nie mają mu tego za złe. Prezydent ma dobre serce, pochyli się nawet nad „zboczeńcem” – ale gdy przychodzi co do czego, to dzielnie broni „tradycyjnej rodziny”.

Troskliwość, tradycjonalizm i – jako dopełnienie tej trójcy przymiotów – tytuł naukowy. Plebejski styl Andrzeja Dudy ściągnął na niego nieuniknione szyderstwa ze strony przemądrzałych przedstawicieli warszawskiej elity. Jednak tym mądralom można było rzucić w twarz, że to doktor praw, syn dwojga uczonych z Krakowa!

Zatem Duda to plebejusz i patrycjusz w jednym. Taki, co to pokrzyczy na wiecu, ale też powie kilka mądrze brzmiących słów. „Dobre panisko”, które dostojnie błyszczy na szczytach, ale brata się z ludem, ożywiając go trochę swoim blaskiem. Okaże zrozumienie dla „biednego człowieka” osaczonego przez codzienne troski. Nawet jeśli nie pomoże, to poprawi mu nastrój, przypominając o ponadczasowych zaletach narodu polskiego, którego członkiem ten „biedny człowiek” jest… Aczkolwiek wielu wyborców Dudy uważa zapewne, że prezydent im pomógł, i to bardzo konkretnie. Andrzej Duda jest dla nich twarzą PiS, a PiS kojarzą dzisiaj z koniunkturą gospodarczą i pomocą socjalną. To jasne, że prezydent miał znikomy wpływ na jedno i niewiele większy na drugie. Jednak jest przedstawicielem partii, która pobudza gospodarkę za pomocą powszechnej konsumpcji i znacznie hojniej przyznaje zasiłki niż jej poprzednicy. A zażywne, uśmiechnięte oblicze Dudy idealnie się nadaje na popularną ludową ikonę dobrobytu.

W innych dziedzinach Andrzej Duda radzi sobie gorzej. Ale w tej kluczowej dla milionów wyborców jest skuteczny. Stanowi ludzką twarz PiS.

Zobaczmy więc, co się za tą twarzą kryje. Dowiedzmy się, skąd przyszedł i kim jest prezydent RP. Dowiedzmy się, co robi i z jakimi ludźmi się zadaje. Ta wiedza jest nieodzowna, albowiem chodzi o bezpieczeństwo i niezawisłość Polski.

Poprzednie książki o liderach polskiej polityki, które wydaliśmy w Wydawnictwie Arbitror – Macierewicz i jego tajemnice, Macierewicz. Jak to się stało, Morawiecki i jego tajemnice – dotyczyły osób sprawnych i niebezpiecznych. Dotyczyły osób, które umiejętnie udają kogoś, kim nie są, i oszukują miliony osób co do charakteru swej działalności.

Ta książka dotyczy natomiast osoby znacznie mniej sprawnej, ale niemniej przez to niebezpiecznej. W tym przypadku dramat nieraz nabiera cech komedii. Można by to nazwać tragikomedią.

Jednak nie ma nic bardziej tragicznego, skoro sprawa dotyczy głowy państwa…

CZĘŚĆ PIERWSZA Nadzieja swojego klanu

ROZDZIAŁ 1
Święte dzieciństwo

Andrzej Sebastian Duda urodził się 16 maja 1972 r. w Krakowie jako syn małżeństwa naukowców, którzy swoją karierę związali z Akademią Górniczo-Hutniczą. Matką jest Janina Milewska-Duda, profesorka nauk chemicznych. Ojcem – Jan Tadeusz Duda, profesor nauk technicznych, informatyk, elektrotechnik i samorządowiec.

Gdy ich syn wystartował w kampanii prezydenckiej w 2015 r. i został głową państwa, polskie media poświęciły wiele miejsca i czasu jego dzieciństwu. Warto spytać, czy my również powinniśmy to robić. Wielu dziennikarzy, nie tylko w Polsce, uznaje najmłodsze lata liderów politycznych za chwytliwy temat. Proszę, ten potężny człowiek jeździł w wózeczku i pił mleko z butelki ze smoczkiem… Stanowi to coś w rodzaju rytuału, dzięki któremu polityk odzyskuje zwykłe ludzkie wymiary. Odbiorca może się utożsamić z gigantem, jeśli go lubi. Jeśli zaś nie lubi – może go wyśmiać.

Jednak jeśli chodzi o Andrzeja Dudę, to za tym, aby rzucić okiem na medialne opowieści o jego dzieciństwie, przemawiają poważniejsze względy.

Opowieści te stanowią część politycznej legendy Dudy, równie przesłodzonej, co skutecznej – a to bez wątpienia zasługuje na uwagę i refleksję.

Co istotniejsze, spod hagiograficznego lukru można wydobyć informacje, które rzucają światło na karierę polityczną Andrzeja Dudy. Dotyczą one jego rodziców i stryjostwa, albowiem Dudowie to rozgałęziony klan polityczny, który działa w Krakowie i Opolu. Ma też swoiste powiązanie zagraniczne – jedno, ale niepokojące. Klan Dudów znalazł się w świetle reflektorów dopiero po starcie młodego Andrzeja w wyborach prezydenckich w 2015 r. Jednak rodzina zaczęła działać w polityce znacznie wcześniej.

 

Zanim jednak do tego przejdziemy, musimy przez chwilę posmakować lukru. Jak napomknęliśmy wcześniej, to przesłodzenie mogło się przyczynić do sukcesów Andrzeja Dudy. Opowieści medialne przedstawiają nam Dudę jako cudowne dziecko najbardziej katolickiego i konserwatywnego z polskich środowisk, mianowicie góralskiego. Dowiadujemy się o męstwie dalszych przodków, o pobożności bliskich krewnych, o odgrywaniu drogi krzyżowej Chrystusa przez małego Andrzeja.

Ale czytamy też o naukowych zdolnościach chłopca, którego rodzice – w końcu specjaliści od nauk ścisłych – uczyli nie tylko teologicznego, ale też racjonalnego sposobu myślenia. Ten chłopiec od najwcześniejszych lat miał przeprowadzać eksperymenty oraz uczestniczyć w poważnych rozmowach dorosłych… I tu zataczamy koło, gdyż ostatni wątek znów nasuwa skojarzenia z Chrystusem. Jezus jako nastolatek toczył przecież poważne rozmowy ze znacznie starszymi mędrcami.

Najwyraźniej legenda Andrzeja Dudy została skonstruowana inteligentniej niż jego słynna wypowiedź o żarówkach. W tej legendzie może się odnaleźć polski konserwatywny katolik, który widzi lub przeczuwa swoje zacofanie wobec Zachodu, który chciałby to zacofanie nadrobić, który chciałby udowodnić, że jest pełnoprawnym przedstawicielem nowoczesnego świata… A jednak wolałby w ten nowoczesny świat zabrać nie tylko swoją wiarę, ale też przesądy. W tym opowieść o cudownym chłopcu, który od małego był tak święty, że w końcu został prezydentem.

Zatem nic dziwnego, że w legendę Dudy uwierzyły miliony. Włącznie z rodzinno-politycznym klanem, który ją tworzył.

Jej głównymi twórcami byli, rzecz jasna, rodzice prezydenta. Taki właśnie tytuł – Rodzice prezydenta – nosi książka autorstwa Mileny Kindziuk wydana przez Wydawnictwo Esprit w roku 2015. To wywiad z Janem i Janiną Dudami. Profesorostwo opowiadają o swoim synu, który został głową państwa. Zobaczmy, jak przedstawiają jego dzieciństwo.

Ojciec: „Mieszkaliśmy w jednym pokoju o powierzchni 9 metrów kwadratowych, a że często przychodzili do nas goście, syn zadawał pytania, włączał się do naszych rozmów, mimo że często dotyczyły one tematów fundamentalnych. Nigdy jednak dziecka nie lekceważyliśmy. Był równoprawnym uczestnikiem każdej dyskusji”.

Matka: „Kiedyś zabrałam go do pracy na mój wykład. Siedział grzecznie i coś notował. Na koniec, gdy zapytałam studentów, czy mają jakieś pytania, jako pierwszy podniósł rękę mój kilkuletni Andrzejek i poprosił o wyjaśnienie jakichś szczegółów. Studenci wybuchnęli śmiechem!”.

Matka: „Jako 7-latek położył na grzejniku plastikową bierkę i długopis. Zanotował na kartce: «Bierka pod dużym napływaniem ciepła topi się i przylepia do grzejnika. Długopis puszcza w cieple atrament». Myśleliśmy, że wyrośnie na badacza eksperymentatora. Ale później nauki ścisłe go nie zainteresowały!”.

Ojciec: „Wychowywałem go na księcia, ale nie takiego, który nic nie robi, tylko rozkazuje, ale kogoś, kto zawsze jest gotów do podejmowania wyzwań, nawet tych najtrudniejszych, do brania odpowiedzialności, do większego niż inni wysiłku. Mówiłem mu: «Pamiętaj, bądź uczciwy, w każdym calu. A resztę zostaw Opatrzności»”.

Cudowny chłopiec i przyszły prezydent kształtował swą polską duszę za pomocą odpowiednich lektur. Znalazły się wśród nich powieści historyczne Karola Bunscha, których akcja toczy się w średniowieczu, Krzyżacy i inne dzieła Henryka Sienkiewicza. Była literatura konspiracyjno-powstańcza (Kamienie na szaniec Aleksandra Kamińskiego, Pamiętniki żołnierzy baonu „Zośka”). Zwłaszcza lektura tych ostatnich przyniosła rezultaty. Rzecz jasna, cudowne.

Matka: „Kiedy Andrzejek miał około 10 lat, Jaś zabrał go na wycieczkę do Warszawy. I okazało się wtedy, że nasz syn, pasjonat historii, był tam przewodnikiem swojego ojca! Andrzejek o powstaniu warszawskim wiedział wszystko, studiował mapy, fotografie, bardzo dużo czytał i później, po takiej powstańczej Warszawie oprowadził swojego tatę. Bardzo byliśmy tym zaskoczeni, ale też dumni, że miał taką pasję”.

Jednak na samym początku – przed Kamieniami na szaniec, przed Sienkiewiczem i przed Bunschem – był Adam Mickiewicz. Ojciec prezydenta mówi, że cała rodzina wspólnie czytała dzieła wieszcza. Matka twierdzi, że czteroletni Andrzejek znał na pamięć całą Panią Twardowską (humorystyczny poemat Mickiewicza o tym, jakoby nawet diabeł obawiał się kobiecej złości). Adam Mickiewicz w narodowym panteonie Polaków uzyskał miejsce natchnionego proroka, przez którego mówią anioły i dziady, czyli zmarli przodkowie. Jeśli czteroletnie dziecko mówi słowami kogoś takiego, to również staje się czymś w rodzaju świętego medium. Oczywiście opowieść o czterolatku recytującym poważne dzieła Mickiewicza byłaby zbyt niewiarygodna, nawet dla wiernych wyznawców PiS. Dlatego w legendzie mowa o utworze lekkim, aczkolwiek też spowitym aurą niesamowitości i nadnaturalności.

Wspólnie i na głos Dudowie mieli także czytać dzieła J.R.R. Tolkiena. Brytyjski autor ma w Polsce miliony fanów, zatem i ta wzmianka może wzbudzić u wielu czytelników książki Mileny Kindziuk ciepłe uczucia. Główne dzieło Tolkiena – trylogia Władca pierścieni – opowiada o tym, jak młody hobbit Frodo, karzełek z sielankowej krainy Shire, potajemnie wyrusza do straszliwego kraju Mordor, aby pokonać zło zagrażające światu. „Ja to zrobię [chodzi o zaniesienie pierścienia do Mordoru – przyp. red.], chociaż nie znam drogi” – mówi Frodo w pierwszym tomie trylogii. Czy tak myśli o sobie Andrzej Duda? Czy raczej tak mają o nim myśleć czytelnicy książki Rodzice prezydenta?

Tolkien był katolikiem, podobnie jak Jan i Janina Dudowie, którzy wspominają, że codziennie odmawiali modlitwy na głos razem z dziećmi.

Ojciec: „Były to zwykle krótkie modlitwy pacierzowe: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu… Jeśli dzieci nie były zmęczone i nie protestowały, niekiedy czytaliśmy też krótkie fragmenty z Ewangelii albo z żywotów świętych o patronie dnia”.

Matka: „Zawsze w październiku modliliśmy się z dziećmi na różańcu, chociaż musiało to trwać nieco dłużej (…), nawet z małym, trzyletnim Andrzejkiem chodziliśmy do kościoła w środy”.

Podczas katolickiego Wielkiego Postu cała rodzina miała w swoim mieszkaniu odgrywać drogę krzyżową Chrystusa i kolejne stacje Jego męki. Robiła to nie tylko w Wielki Piątek, ale we wszystkie piątki Wielkiego Postu. W adwencie dzieci budzono o świcie i prowadzono do kościoła, aby o szóstej rano uczestniczyły w porannych nabożeństwach. Takie wychowanie okazało się skuteczne. Mały Andrzej, gdy tylko odpowiednio podrósł, zaczął służyć do mszy. Został ministrantem, potem lektorem…

Czy rodzice prezydenta świadomie lansują taką wersję jego dzieciństwa – mądrego, ale mądrego mądrością nadludzką i świętą – aby pomóc synowi w działalności politycznej?

Robią to, aby rozproszyć obawy ortodoksyjnych katolików wątpiących w radykalność religijnych przekonań Andrzeja Dudy czy też liczniejszej grupy wyborców, która wątpi w intelektualne zdolności głowy państwa?

Prawdopodobna odpowiedź brzmi „Tak”. Nie musi to jednak znaczyć, że rodzice nie wierzą w tworzoną przez siebie legendę. Wszystko wskazuje na to, że wierzy w nią Janina Milewska-Duda.

W czerwcu 2015 r., krótko po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, małym przebojem prawicowego internetu stał się poemat zatytułowany Chciałabym, żeby nasza polityka była święta. Opublikowały go katolickie serwisy internetowe, takie jak Ogniwo Miłosierdzia4 albo Goniec24 (motto strony: „Silni wiarą”)5. Według tych serwisów autorką utworu jest Janina Milewska-Duda.

Przebój prawicowego internetu nie pozostał niezauważony również w kręgach sceptycznych wobec poezji prawicowej, a reakcje były różne: od szyderstwa do prób analizy kulturoznawczej. W 2015 r. Tomasz Piątek odczytał poemat na antenie radia TOK FM i zacytował go w „Gazecie Wyborczej”, podając matkę prezydenta jako przypuszczalną autorkę. Piątek jednak zastrzegł: „Wciąż się pocieszam, że to może tzw. fejk”6.

Oto fragmenty poematu.

Bo Polska będzie z Tobą Panie Prezydencie!

Jak zawsze wierna Bogu Ojczyźnie i wierze,

będą cię bronić zawsze wierne polskie serca

i szeptane z ufnością przed Bogiem pacierze

nie wstydziłeś się Krzyżem znaczyć swoje słowa

wiemy, że z Bożej woli Tyś pierwszym Polakiem

kto przed Maryi tronem zawierza swą przyszłość

ten jest w naszej Ojczyźnie Boga jasnym znakiem

(…)

a Polska niechaj będzie jak hostia w Twych rękach

podniesiona z miłością odwagą i męstwem

dziś na ołtarzu Ojczyzny złożona przez Naród

niech przemieni się w ciało co zwie się – zwycięstwem!7

Utwór nawiązuje do głośnego w katolickich kręgach wydarzenia, do którego doszło 7 czerwca 2015 r. podczas plenerowej mszy pod warszawską Świątynią Opatrzności Bożej. Wiatr porwał wtedy hostię, którą Andrzej Duda uratował przed upadkiem na ziemię (chwyciwszy opłatek w powietrzu, podał kardynałowi Kazimierzowi Nyczowi)8.

W pojęciu wielu katolików znalezienie się hostii na ziemi mogłoby oznaczać profanację i obrazę Boga. Katolicy wierzą bowiem, jakoby hostia w sposób fizyczny i dosłowny stanowiła ciało Chrystusa.

Wiele osób uznało wtedy, że Duda to mąż opatrznościowy, który uratuje polski katolicyzm przed zachodnimi świeckimi wpływami. Inni jednak uznali, że Duda sam hostię sprofanował, ponieważ tę brać do ręki powinien jedynie ksiądz (tradycjonaliści katoliccy uważają, że tylko ciało duchownego zostało odpowiednio uświęcone, by trzymać w dłoniach ciało Boga).

Poemat najwyraźniej zmierza do tego, żeby odeprzeć ataki tradycjonalistycznych krytyków i nadać ciału prezydenta pożądane cechy…

Spróbujmy pokrótce wyjaśnić te zawiłości teologiczno-poetyckie.

Według tradycyjnie rozumianej doktryny katolickiej ksiądz ma prawo operować hostią i brać ją do ręki, a operując hostią, uczestniczy w cudownej przemianie. Operowanie hostią przez księdza prowadzi do transformacji zwykłego chleba, który staje się Najświętszym Sakramentem.

Tymczasem poemat mówi nam, że podobną moc ma również Andrzej Duda, który uczestniczy w przemianie opłatka w „ciało zwycięstwa”. Z kontekstu wynikałoby, że chodzi o zwycięstwo narodu polskiego. Duda byłby więc narodowym kapłanem zwycięstwa.

Utwór pojawił się w sieci około 12 czerwca 2015 r., zatem pięć dni po tym, jak Andrzej Duda „uratował hostię”. Ze wszystkich stron internetowych, które zamieściły poemat, najwcześniejszą datę powstania podaje strona serwisu Ogniwo Miłosierdzia: 7 czerwca 2015 r., czyli dzień pochwycenia hostii przez Dudę. Czy to możliwe, żeby ktoś zdążył napisać poemat i zamieścić go w sieci tego samego dnia, w którym nastąpiło wydarzenie opisywane w utworze? Natchnienie czyni cuda, jednak to mało prawdopodobne. Strona serwisu Ogniwo Miłosierdzia, na której zamieszczono poemat, w całości jest poświęcona pobożności Andrzeja Dudy oraz domniemanym znakom jego niebiańskiego namaszczenia na przywódcę katolickiego narodu polskiego. Poemat to tylko jedna z wielu treści przedstawionych na stronie. Można więc przypuścić, że dodano go później do pierwotnej treści strony z dnia 7 czerwca, która w chwili powstania nie zawierała poematu.

O ile wiemy, Milewska-Duda nie odżegnała się od autorstwa utworu: nie wysłała sprostowania ani do TOK FM, ani do „Gazety Wyborczej”, ani do redakcji katolickich stron internetowych, które zamieściły „wiersz matki prezydenta”.

Serwis Ogniwo Miłosierdzia jako źródło poematu podaje ultrakatolickie Radio Maryja. Jednak nie znaleźliśmy utworu na stronach tej rozgłośni. Czyżby było tak, że tekst został wygłoszony na antenie, ktoś go spisał ze słuchu i wrzucił do sieci?

Chyba jednak nie, albowiem serwis Puls Polonii – który zamieścił poemat wcześnie, 12 czerwca 2015 r. – jako pierwotne źródło podaje nie Radio Maryja, lecz portal Niepoprawni9.

Gdy zajrzeliśmy na Niepoprawnych, okazało się, że portal opublikował utwór tego samego dnia, 12 czerwca 2015 r., jednak pod innym tytułem (A Polska niech będzie jak hostia w twych rękach) jako utwór internetowego poety kryjącego się pod pseudonimem Lwów’4710.