Medyceusze. Tajemnica MontefeltraTekst

Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„Los czyha w ukry­ciu”

Pod­czas gdy pro­wa­dzono dyplo­ma­tyczne dys­puty, w księ­stwie wybuchł kolejny kry­zys. Nie­pew­ność w kwe­stii przy­szłego władcy Medio­lanu dała wolną drogę do nagłej rewolty w Genui. Nie­gdyś silna repu­blika mor­ska, przez ostat­nie dzie­się­cio­le­cia pozo­sta­wała pod wpły­wami Medio­lanu. Gdy tylko ucisk Medio­lanu nieco zelżał, Genu­eń­czycy zbun­to­wali się i ogło­sili nie­za­leż­ność od Sfo­rzów. Bra­cia Gale­azza i Roberto da San­se­ve­rino nie mogli sobie wyma­rzyć lep­szej oka­zji do wyka­za­nia się mło­dzień­czą ener­gią i ambi­cją. Pod koniec marca z peł­nym rzą­do­wym popar­ciem Cicca wysłano eks­pe­dy­cję karną. Medio­lań­skie woj­ska ruszyły na Genuę i stłu­miły bunt. Już w poło­wie kwiet­nia księżna otrzy­mała od Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro list z gra­tu­la­cjami za uka­ra­nie wro­gów pań­stwa i przy­wró­ce­nie pokoju60.

Ośmie­leni łatwym zwy­cię­stwem bra­cia Sfo­rzo­wie i Roberto zaczęli obmy­ślać zbrojny zamach stanu prze­ciwko Cic­cowi. Jed­nak doświad­czony kanc­lerz był w pełni przy­go­to­wany na taki roz­wój wypad­ków i śle­dził każdy krok spi­skow­ców oraz ich poplecz­ni­ków. Za swój cel obrał kon­do­tiera Donata del Conte, który od wielu lat wier­nie słu­żył Sfo­rzom, a do tego był sta­rym przy­ja­cie­lem Roberta, więc znał każdy szcze­gół spi­sku. Cicco wyko­nał bły­ska­wiczny, godny sokoła ruch i kazał go aresz­to­wać. Za pomocą „waha­dła” – naj­po­pu­lar­niej­szego i naj­okrut­niej­szego narzę­dzia tor­tur w epoce rene­sansu, które pole­gało na wykrę­ca­niu bar­ków ofiary pod jej wła­snym cię­ża­rem – szybko zmu­sił Donata do wyja­wie­nia planu. Według jego zezna­nia obiet­nica odno­wie­nia poro­zu­mie­nia z księżną, jaką Sfo­rza Maria, Ludwik i ich młodsi bra­cia, Aska­niusz i Okta­wian, zło­żyli w poło­wie maja, była tylko próbą zyska­nia na cza­sie. W rze­czy­wi­sto­ści pla­no­wali zabić Cicca i zająć Zamek Sfo­rzów, pod­czas gdy Roberto miał pod­bu­rzać tłum na uli­cach.

Nocą 25 maja 1477 roku wieść o zatrzy­ma­niu Donata dotarła do jego wspól­ni­ków, któ­rzy zasia­dali wła­śnie do kola­cji. Na sali zapa­dła cisza i nikt nie tknął jedze­nia. Prze­bie­gły Cicco ude­rzył, zanim oni zdą­żyli to zro­bić61. Następ­nego ranka spi­skowcy sta­nęli przed obli­czem księż­nej i zażą­dali natych­mia­sto­wego uwol­nie­nia Donata, jed­no­cze­śnie prze­pra­sza­jąc, że wbrew pod­pi­sa­nemu poro­zu­mie­niu poja­wili się w jej obec­no­ści uzbro­jeni. Cicco znik­nął bez śladu, zajęty przy­go­to­wy­wa­niem kontr­ataku. Tym­cza­sem, by zapo­biec zbroj­nemu zama­chowi stanu, naka­zał ksią­żę­cym stra­żom patro­lo­wać tereny wokół Zamku Sfo­rzów i resztę mia­sta.

Roberto został zmu­szony do natych­mia­sto­wej ucieczki. 28 maja, będąc w dro­dze do Pie­montu, napi­sał aro­gancki list: „Nie chcia­łem już wra­cać do zamku ani wypo­wia­dać się w radach, bo moją rolą jest słu­żyć Naj­ja­śniej­szemu Panu w zbroi”62. Roberto pogar­dzał poli­tyką jak lis wino­gro­nem w bajce Ezopa3, a jego rze­komy brak zain­te­re­so­wa­nia aktywną rolą w pań­stwie był wyra­zem obłudy. Pomimo odnie­sio­nej porażki poprzy­siągł Cic­cowi zemstę. Następ­nego dnia Waw­rzy­niec prze­strzegł Roberta, by nie podej­mo­wał „żad­nych nie­god­nych dzia­łań”63, z kolei 5 czerwca tłu­ma­czył flo­renc­kiemu wysłan­ni­kowi do Cicca w Medio­la­nie, że aresz­to­wa­nie „bun­tow­nika” nie byłoby roz­sądne, gdyż pchnę­łoby jego poryw­czą naturę do wywo­ła­nia jakie­goś „skan­dalu”64. List ten jest ide­al­nym wyra­zem ducha Medy­ce­uszy: z jed­nej strony ganił Roberta za nie­od­po­wie­dzialne zacho­wa­nie; z dru­giej ostrze­gał roz­waż­nego Cicca, że „każ­dego dnia wszystko może się zmie­nić, jak to bywa w życiu”. Pulci, który już w kwiet­niu wró­cił do Flo­ren­cji, mógłby się uśmiech­nąć, sły­sząc echa swo­jego Mor­gante:

Los czyha w ukry­ciu,

by zni­we­czyć wszyst­kie nasze dzia­ła­nia65.

Księżna wyba­czyła bra­ciom, ale ska­zała ich na wygna­nie do trzech miast odle­głych jedno od dru­giego: Sfo­rzę Marię do Bari, Ludwika do Pizy, a Aska­niu­sza do Peru­gii. Naj­młod­szy Okta­wian do tego stop­nia oba­wiał się kary, że pod­czas pospiesz­nej ucieczki w kie­runku Wene­cji uto­nął nocą w Addzie. Gdy Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro otrzy­mał wie­ści o wyda­rze­niach w Medio­la­nie, napi­sał: „Żal mi wszyst­kich, któ­rzy ucier­pieli, a w szcze­gól­no­ści Pana Okta­wiana, który będąc tak mło­dym, gdyby spo­tkał się z łaską Waszej Miło­ści, napra­wiłby swoje błędy i stał się dobrym Panem. Nie­mniej jed­nak wie­rzę, że po cha­osie nastąpi wieczna sta­bi­li­za­cja pań­stwa”66. Na koniec pogra­tu­lo­wał Cic­cowi roz­trop­no­ści.

Na tym eta­pie los wyda­wał się sprzy­jać Simo­net­cie, który stłu­mił wewnętrzne i zewnętrzne bunty, gwa­ran­tu­jąc pań­stwu moment względ­nej sta­bi­li­za­cji. 30 czerwca, według zastępcy amba­sa­dora flo­renc­kiego w Medio­la­nie, „rzą­dzi nie­wielu i spo­ty­kają się z ogro­mem zazdro­ści, ale nie ma więk­szych kło­po­tów i wszystko się usta­bi­li­zuje, a dzień po dniu ich rząd będzie lep­szy”67. Waw­rzy­niec także był zado­wo­lony z nowej sytu­acji i chciał utrzy­mać sojusz mię­dzy Flo­ren­cją i Medio­la­nem jako cen­tralną oś „poli­tyki rów­no­wagi”. Jed­nak nie zda­wał sobie sprawy, że ktoś już pota­jem­nie spi­skuje, by znisz­czyć ten chwiejny porzą­dek.

Pater patriae (łac.) – „Ojciec ojczy­zny”, tytuł nada­wany zasłu­żo­nym oby­wa­te­lom, tra­dy­cja się­ga­jąca sta­ro­żyt­nego Rzymu. [wróć]

2 Słowo pulci po wło­sku ozna­cza „pchły”, do któ­rych nawią­zuje tytuł tego pod­roz­działu. [wróć]

3 Lis w bajce Ezopa pró­bo­wał zjeść wino­grona, gdy jed­nak nie udało mu się ich dosię­gnąć, odszedł, mówiąc, że wcale ich nie chciał. [wróć]

3
Nic nie­do­po­wie­dzia­nego

Gub­bio jest stra­te­gicz­nie usy­tu­owane na zbo­czu stro­mego wzgó­rza, około sześć­dzie­się­ciu kilo­me­trów od Urbino, ówcze­snej sto­licy regionu Mon­te­fel­tro. Tam w 1422 roku68 jako nie­ślubny syn lokal­nego pana, Gwi­dan­to­nia, uro­dził się Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro. W stycz­niu 1472 roku, nie­długo po pięć­dzie­sią­tych uro­dzi­nach Fry­de­ryka, na świat przy­szedł Gwi­do­bald, jego pierw­szy syn, choć piąte z dzieci, które dała mu Bat­ti­sta Sfo­rza di Pesaro (krewna Sfo­rzów z Medio­lanu). Sześć mie­sięcy po wyda­niu na świat wycze­ki­wa­nego dzie­dzica, w dzień powrotu męża z wojny prze­ciwko Vol­te­rze, Bat­ti­sta nagle zmarła (być może osła­biona po wielu cią­żach); Fry­de­ryk został wdow­cem, a Gwi­do­bald sie­rotą.

W swoim rodzin­nym mie­ście Fry­de­ryk wybu­do­wał wspa­niały pałac ksią­żęcy, a w nim zle­cił wyko­na­nie gabi­netu oso­bli­wo­ści69, który dosko­nale odzwier­cie­dla wyszu­kany smak księ­cia. W mło­do­ści Fry­de­ryk uczęsz­czał do Ca’ Zoiosa, eli­tar­nej szkoły w oko­li­cach Man­tui, któ­rej uczniami byli także mar­kiz Man­tui Ludwik III Gon­zaga i man­tu­ań­ski amba­sa­dor Zac­ca­ria Saggi.

Słynny huma­ni­sta Vit­to­rino da Fel­tre wykła­dał m.in. kla­sy­ków grec­kich i łaciń­skich, a oprócz tego pro­wa­dzono sumienne szko­le­nie woj­skowe i tre­ning atle­tyczny. Nic dziw­nego, że Fry­de­ry­kowi zale­żało na zapew­nie­niu rów­nie dobrego wykształ­ce­nia synowi, w któ­rym pokła­dał nadzieję na reali­za­cję swo­ich dłu­go­ter­mi­no­wych pla­nów dyna­stycz­nych. Zatrud­niał dla niego naj­lep­szych nauczy­cieli i kupo­wał naj­droż­sze książki. W gabi­ne­cie w Gub­bio imie­niem Gwi­do­balda opa­trzono jedną ze stro­nic Ene­idy Wergi­liu­sza:

Krótki czas naszych jest prze­żyć,

Bez powrotu – lecz sławę czy­nami roz­sze­rzyć,

To rzecz cnoty1.

„Nie­bez­pieczne zapędy”

2 lipca 1477 roku był upal­nym dniem. Tylko deli­katna let­nia bryza wpa­da­jąca przez otwarte okno pozwa­lała znieść tem­pe­ra­turę panu­jącą w gabi­ne­cie. Sie­dząc przy swoim biurku, Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro mógł podzi­wiać ota­cza­jące go ściany ude­ko­ro­wane licz­nymi trompe-l’œil z wyra­fi­no­wa­nymi intar­sjami tak reali­stycz­nie odda­ją­cymi przed­sta­wione obiekty, że mia­łoby się ochotę ich dotknąć; regały, książki na pul­pi­tach, instru­menty muzyczne i naukowe, broń, zbroje – wszystko w pozor­nym nie­ła­dzie. W pokoju było wszystko, co mogło się przy­dać Fry­de­ry­kowi – żoł­nie­rzowi i huma­ni­ście – gdy chciał spę­dzić chwilę w samot­no­ści lub oddać się kon­tem­pla­cji.

Złota inskryp­cja (być może podyk­to­wana po łaci­nie przez samego Fry­de­ryka), która do dziś wid­nieje nad pane­lami w gabi­ne­cie, brzmi:

Widzisz, jak wieczni stu­denci Czci­god­nej Matki,

pasjo­naci wie­dzy i mądro­ści,

klę­kają i skła­niają się bła­gal­nie z odkrytą głową.

Wyżej na ścia­nach znaj­do­wały się malo­wi­dła przed­sta­wia­jące sie­dem sztuk wyzwo­lo­nych odda­ją­cych hołd eru­dy­cji księ­cia. Każda ze sztuk uoso­biona przez ale­go­ryczną postać kobiecą skła­dała swój cenny dar moż­nemu panu z odkrytą głową. Po lewej stro­nie Fry­de­ryk mógł dostrzec kątem oka swój por­tret, na któ­rym klę­czy, a obok niego, na przy­kry­tych ele­ganc­kim dywa­nem schod­kach, leży czapka z czer­wo­nego filcu. Nad jego posta­cią wid­nieje tar­cza z her­bem rodu Mon­te­fel­tro uno­szona przez wład­czego orła her­bo­wego. Po jego pra­wej stro­nie nama­lo­wano okno, przez które widać pokój z otwar­tymi drzwiami, zgod­nie z tra­dy­cją sym­bo­li­zu­jące dostęp do wie­dzy.

 

6. Część ory­gi­nal­nych paneli z gabi­netu w Gub­bio

Ale­go­ryczna postać wrę­cza­jąca Fry­de­ry­kowi wielką księgę to Dia­lek­tyka, jedna ze sztuk wyzwo­lo­nych. Dia­lek­tyka jest kró­lową Tri­vium: razem z sio­strza­nymi sztu­kami – Gra­ma­tyką i Reto­ryką – sta­no­wią pod­stawę języka i myśli. Księga, którą otrzy­muje Fry­de­ryk, jest zamknięta na złoty zamek ozdo­biony posta­cią nagiego Her­ku­lesa. Obraz pod­kre­śla jego umie­jęt­ność logicz­nego myśle­nia, ostrość umy­słu i pre­cy­zję obja­wia­jące się zarówno w myśli, jak i w dzia­ła­niach woj­sko­wych.

Tego ranka Fry­de­ryk wezwał swo­jego sekre­ta­rza70, by podyk­to­wać mu list. Sekre­tarz jak zawsze skło­nił się z sza­cun­kiem i zajął miej­sce obok niego. List księ­cia zaadre­so­wany był do taj­nego agenta, który oso­bi­ście miał prze­ka­zać jego treść Cic­cowi Simo­net­cie, daw­nemu przy­ja­cie­lowi Fry­de­ryka, a obec­nie wszech­moc­nemu regen­towi Księ­stwa Medio­lanu71:

Prze­ka­zano mi, że pełni zaufa­nia i ser­decz­no­ści Wiel­możny Pan Cicco i [jego syn] Pan Gian Gia­como poin­for­mo­wali Cię o wyda­rze­niach w Medio­la­nie, a zwłasz­cza o wszyst­kich powo­dach, dla któ­rych nie uwa­żają za słuszne wcho­dzić w poro­zu­mie­nia z neapo­li­tań­ską Kró­lew­ską Mością. Spra­wia mi wyjąt­kową przy­jem­ność i satys­fak­cję, gdy widzę, że Ich Wiel­moż­no­ści trak­tują mnie z ufno­ścią i szcze­ro­ścią, na którą zasłu­ży­łem swoim odda­niem i służbą wobec Naj­ja­śniej­szej Księż­nej Bony i Księ­cia Giana Gale­azza oraz miło­ścią do Ich Wiel­moż­no­ści. Niech wie­dzą, że nie kryję mojego odda­nia i miło­ści do króla i jestem zobo­wią­zany do dba­nia o dobro i honor Jego Kró­lew­skiej Mości. Ale oczy­wi­ście gdy­bym uwa­żał, że mówię wbrew sumie­niu albo nie­zgod­nie z prawdą i potrzebą tegoż pań­stwa [Medio­lanu], zamilkł­bym i wię­cej nie mówił tak swo­bod­nie, jak pisa­łem w wielu moich listach, za nic mając wła­sny inte­res. Biorę pod uwagę jedy­nie dobro i honor jed­nej i dru­giej strony, a przede wszyst­kim tej, która naj­bar­dziej tego potrze­buje.

Od stycz­nia 1477 roku Cicco i Fry­de­ryk pisali do sie­bie szy­frem. Kanc­lerz wezwał księ­cia, by przy­był do Medio­lanu i pomógł mu usta­bi­li­zo­wać sytu­ację w księ­stwie. Fry­de­ryk zgo­dził się ocho­czo, lecz inter­wen­cja Waw­rzyńca zapo­bie­gła jego przy­by­ciu. Teraz, gdy Cicco Simo­netta (zgod­nie z żar­go­nem dyplo­ma­tycz­nym w epoce rene­sansu tytu­ło­wany „Wiel­moż­nym”) przy­jął rolę opie­kuna osie­ro­co­nego Giana Gale­azza, Medio­lan, jak zauwa­żył Fry­de­ryk w swoim liście, „naj­bar­dziej potrze­buje” zewnętrz­nego wspar­cia.

W poło­wie 1477 roku, sześć mie­sięcy po zabój­stwie księ­cia Medio­lanu, wło­ska poli­tyka zna­la­zła się na roz­drożu. Gdy Liga Wło­ska – sojusz mię­dzy Wene­cją, Medio­la­nem i Flo­ren­cją – stała się słab­sza w kon­fron­ta­cji ze wspól­nym fron­tem króla Neapolu i papieża Syk­stusa IV, książę Urbino uznał, że będąc kon­do­tie­rem oby­dwu stron, zna­lazł się w cen­trum każ­dej podej­mo­wa­nej w Ita­lii decy­zji. Gdyby tylko listem tym udało mu się prze­ko­nać władcę Medio­lanu do przej­ścia na drugą stronę, Flo­ren­cja zosta­łaby odizo­lo­wana, co pozwo­li­łoby jemu oraz jego sojusz­ni­kom wywie­rać ogromną pre­sję na Waw­rzyńca i Juliana Medy­ce­uszy. Mie­liby moż­li­wość, uży­wa­jąc siły lub innego spo­sobu, prze­go­nić z Flo­ren­cji boga­tych mło­dzień­ców i zastą­pić ich kimś łatwym do ste­ro­wa­nia. W ten spo­sób książę Urbino kładł grunt pod to, co zosta­nie zapa­mię­tane jako spi­sek Paz­zich, jesz­cze zanim ten się zawią­zał.

Być może Fry­de­ryk prze­rwał na chwilę dyk­to­wa­nie listu i spoj­rzał na panel po swo­jej lewej stro­nie. Wid­niała na nim star­sza kobieta wrę­cza­jąca sfe­ryczne astro­la­bium klę­czą­cemu przed nią męż­czyź­nie w śred­nim wieku, któ­rego wysa­dzana kamie­niami szla­chet­nymi korona lśniła obok na schod­kach. Męż­czy­zna przed­sta­wiony tu jako Pto­le­me­usz to sojusz­nik i pro­tek­tor Fry­de­ryka, król Neapolu Fer­dy­nand I, zwany Fer­rante, sły­nący z wiel­kiego zami­ło­wa­nia do astro­no­mii, w tam­tych cza­sach sta­wia­nej na równi z astro­lo­gią. Król-Pto­le­me­usz ucie­le­śniał naj­wyż­szą wła­dzę, nie­biań­skie kró­le­stwo nad Ita­lią. Panel nawią­zy­wał do por­tretu potęż­nego dowódcy Fry­de­ryka panu­ją­cego w swoim ziem­skim kró­le­stwie.

W rene­san­sie astro­lo­gia i poli­tyka były ze sobą ści­śle powią­zane. Także losy tych dum­nych self-made manów były ponoć zapi­sane w gwiaz­dach, a rodzące się prze­ko­na­nie o cen­tral­nej pozy­cji czło­wieka we wszech­świe­cie wcale nie prze­szka­dzało naj­ja­śniej­szym umy­słom XV wieku ufać astro­lo­gii72.

Nie­za­leż­nie od horo­sko­pów Fry­de­ryk dzięki nie­prze­rwa­nej wie­lo­let­niej dzia­łal­no­ści woj­sko­wej zdo­był ogromną wła­dzę i nale­żał do wąskiego grona dowód­ców ze swo­jego poko­le­nia, któ­rym udało się odnieść praw­dziwy suk­ces. Tak jak inny kon­do­tier, który został głową pań­stwa, Fran­ci­szek Sfo­rza, nazy­wany signore di novelle73 – „panem wia­do­mo­ści” – Fry­de­ryk rozu­miał zna­cze­nie pro­pa­gandy w woj­nie. Ogło­sze­nie zwy­cię­stwa jest czę­sto waż­niej­sze od rze­czy­wi­stego wygra­nia bitwy, zabi­cia więk­szej liczby wro­gów czy ponie­sie­nia mniej­szych strat, a spla­mie­nie honoru bądź zruj­no­wa­nie repu­ta­cji prze­ciw­nika czy dowódcy wro­giej armii może być rów­nie ważne jak wyka­za­nie się hero­izmem na polu bitwy. Co cie­kawe, to wła­śnie przo­dek Fry­de­ryka, Gwido da Mon­te­fel­tro, ska­zany przez Dan­tego na jeden z naj­głęb­szych krę­gów Pie­kła, wypo­wiada słowa: „Z czy­nów mnie zwać by nie lwem, lecz lisem”2.

Jako kraj zamiesz­kany przez liczne lisy i nie­wiele lwów, Ita­lia stała się areną ukry­tej wojny i nie­usta­ją­cych zdrad. Dla­tego tak ważni byli przy­ja­ciele, praw­dziwi albo cho­ciaż pozorni. Tacy jak Cicco Simo­netta, który sły­sząc, jak roz­draż­niony Gale­azzo odgra­żał się na dwo­rze, żąda­jąc głowy prze­by­wa­ją­cego w Medio­la­nie Fry­de­ryka, w porę ostrzegł przy­ja­ciela, zale­ca­jąc mu natych­mia­stowy wyjazd74.

Sym­pa­tia łącząca Cicca i Fry­de­ryka, którą widać w liście z lipca 1477 roku, naro­dziła się dużo wcze­śniej, bo już w latach czter­dzie­stych XV wieku, kiedy to poznali się pod­czas burz­li­wych kam­pa­nii w regio­nie Mar­che. Młody Kala­bryj­czyk Cicco był wtedy zwy­kłym dowódcą zacięż­nym na usłu­gach przy­szłego księ­cia Fran­ciszka Sfo­rzy. Za to dwu­dzie­sto­dwu­letni Fry­de­ryk w 1444 roku z dnia na dzień stał się księ­ciem Urbino, zastę­pu­jąc swo­jego brata Oddan­to­nia zamor­do­wa­nego w trak­cie nagłego buntu miesz­kań­ców Urbino. Z impo­nu­ją­cym wyczu­ciem chwili Fry­de­ryk zna­lazł się aku­rat ze swo­imi żoł­nie­rzami pod murami miej­skimi. Póź­niej zawsze zaprze­czał, by miał jaką­kol­wiek wie­dzę o spi­sku, lecz bez zbyt­nich cere­gieli przy­jął tytuł księ­cia Urbino75.

W tam­tym okre­sie Fry­de­ryk był jedy­nym wier­nym sojusz­ni­kiem Fran­ciszka Sfo­rzy. By uczcić zdo­by­cie tytułu ksią­żę­cego w 1450 roku, Fry­de­ryk zor­ga­ni­zo­wał tur­niej mający wyra­zić jego odda­nie Sfo­rzom. Nie­stety pod­czas roz­gry­wek doszło do wypadku: z powodu nie­prze­wi­dzia­nego ruchu prze­ciw­nika Fry­de­ryk stra­cił prawe oko. Od tego momentu władca Urbino wolał być por­tre­to­wany jedy­nie z pro­filu. Wkrótce zaczęły krą­żyć zło­śliwe plotki, że po wypadku książę pod­dał się ope­ra­cji nosa mają­cej roz­sze­rzyć jego pole widze­nia, tak by mógł z obu stron dostrzec zbli­ża­ją­cego się poten­cjal­nego zama­chowca. Pewne jest tylko, że zaczął nosić opa­skę na oka­le­czo­nym oku.

Jed­nak tego upal­nego lip­co­wego dnia 1477 roku, za jedyne towa­rzy­stwo mając swo­jego wier­nego sekre­ta­rza, Fry­de­ryk praw­do­po­dob­nie nie przej­mo­wał się zakry­wa­niem sta­rej bli­zny. Sczer­niała skóra na miej­scu oka nie zro­bi­łaby więk­szego wra­że­nia na sekre­ta­rzu, a w gabi­ne­cie było coraz gorę­cej. Książę, jak zawsze mak­sy­mal­nie skon­cen­tro­wany, kon­ty­nu­ował dyk­to­wa­nie listu:

Poda­wano już wszyst­kie powody, dla któ­rych Naj­ja­śniejsi Księżna i Książę nie mogą pole­gać na wenec­kiej Signo­rii, a że były one naj­do­kład­niej prze­my­ślane, przyj­muję je za zgodne z prawdą i nie­pod­wa­żalne i wcale nie cie­szy mnie, że pań­stwo to [Medio­lan] może pole­gać tylko na sobie albo na przy­jaźni i roz­trop­no­ści Waw­rzyńca, ponie­waż bycie osa­mot­nio­nym jest ryzy­kowne, wręcz nie­bez­pieczne, ale Pan Cicco wie o tym lepiej ode mnie. A na przy­jaźń i życz­li­wość Waw­rzyńca nie można liczyć, bo jak już się oka­zało i na­dal jest to bar­dzo wyraź­nie widoczne, nie zależy mu ani na spo­koju, ani na dobru tego kraju.

Dia­lek­tyka to sztuka zwięk­sza­nia siły argu­men­tów w zażar­tej dys­ku­sji, a słowa mogą ciąć ostrzej niż miecz, nawet gdy padają z ust zawo­do­wego żoł­nie­rza. Wytknię­cie Waw­rzyń­cowi braku zde­cy­do­wa­nia i solid­no­ści było sub­telne, lecz dobitne. Pozo­staje pyta­nie, dla­czego wła­ści­wie książę Urbino był tak roze­źlony na mło­dego Medy­ce­usza.

Wydaje się, że punk­tem kul­mi­na­cyj­nym przy­jaźni Fry­de­ryka i Waw­rzyńca był rok 1472, kiedy to Flo­ren­cja zatrud­niła kon­do­tiera do prze­pro­wa­dze­nia eks­pe­dy­cji kar­nej na Vol­terrę. To małe toskań­skie mia­sto obfi­to­wało w kopal­nie ałunu, jed­nego z głów­nych środ­ków dochodu flo­renc­kiego kon­sor­cjum wspie­ra­nego przez bank Medy­ce­uszy. Gdy miesz­kańcy Vol­terry odmó­wili dzie­le­nia się zyskami ze sprze­daży surowca z Flo­ren­cją, Waw­rzy­niec wezwał Fry­de­ryka, by ujarz­mił rebe­lię. Ulo­ko­wana na stro­mym wzgó­rzu Vol­terra jest prak­tycz­nie nie do zdo­by­cia, a bun­tow­nicy sta­wiali twardy opór. Jed­nak po wie­lo­ty­go­dnio­wym oblę­że­niu i licz­nych bom­bar­do­wa­niach Fry­de­ryk w końcu otrzy­mał bez­wa­run­kową kapi­tu­la­cję, po któ­rej pozwo­lił swoim żoł­nie­rzom plą­dro­wać mia­sto, gwał­cić kobiety i mor­do­wać męż­czyzn76. Wśród ofiar zna­lazł się też żydow­ski kupiec Mena­hem ben Aha­ron, wła­ści­ciel boga­tej kolek­cji żydow­skich ręko­pi­sów od tego momentu sta­no­wią­cej osobny dział w biblio­tece dum­nego, nowego wła­ści­ciela – Fry­de­ryka77.

Waw­rzy­niec zarzą­dził we Flo­ren­cji huczne świę­to­wa­nie z oka­zji zwy­cię­stwa Fry­de­ryka. Kon­do­tie­rowi zgo­to­wano trium­falne przy­ję­cie78, na wzór boha­te­rów sta­ro­żyt­nego Rzymu. Otrzy­mał hono­rowe oby­wa­tel­stwo, złote sztan­dary wyszy­wane jego her­bem oraz piękną posia­dłość w Rusciano. Obie­cano mu także wspa­niały hełm z kutego sre­bra wysa­dza­nego szma­rag­dami z posta­cią Her­ku­lesa ujarz­mia­ją­cego gryfa – sym­bol Vol­terry.

Kilka mie­sięcy póź­niej razem z heł­mem79 Fry­de­ry­kowi wrę­czono dro­go­cenny kodeks zdo­biony minia­tu­rami. Flo­rencki huma­ni­sta Cri­sto­foro Lan­dino zade­dy­ko­wał wła­śnie jemu swoje Dispu­ta­tio­nes Camal­du­len­ses. We wstę­pie do dzieła książę Urbino był wychwa­lany jako naj­wspa­nial­szy orę­dow­nik zarówno życia aktyw­nego, jak i w kon­tem­pla­cji; pan wojny, ale dążący do pokoju; filo­zof i przy­wódca, który choć w swo­jej ducho­wo­ści liczy się z boskim pla­nem, to twardo stąpa po ziemi.

Po otrzy­ma­niu wspa­nia­łego manu­skryptu Fry­de­ryk wysłał ser­deczny list, w któ­rym podzię­ko­wał80 Lan­di­nowi i Waw­rzyń­cowi; lekko pater­na­li­stycz­nym i pro­tek­cjo­nal­nym tonem nazy­wał w nim Medy­ce­usza naj­cno­tliw­szym „mło­dzień­cem” i pisał, że chciałby go uści­snąć „z dobro­cią jak ojciec i z sza­cun­kiem jak brat”. W dziele Lan­dina napi­sa­nym w for­mie dia­logu Waw­rzy­niec wystę­puje jako jeden z roz­mów­ców. Młody władca Flo­ren­cji prze­ko­nuje w nim o wyż­szo­ści czynu nad myślą, wymie­nia­jąc Fry­de­ryka jako wzór i wychwa­la­jąc go takimi oto sło­wami:

W dzi­siej­szych cza­sach mamy księ­cia Urbino Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro, któ­rego uwa­żam za god­nego przy­rów­na­nia do naj­lep­szych dowód­ców cza­sów antycz­nych. Liczne cnoty tego wspa­nia­łego czło­wieka wzbu­dzają podziw, tak jak i jego wni­kliwy umysł i wszech­stron­ność zain­te­re­so­wań. Oddaje się wol­no­ści i spę­dza czas z bar­dziej świa­tłymi i uczo­nymi, czyta wiele ksią­żek, wysłu­chuje licz­nych dys­put i uczest­ni­czy w dys­ku­sjach. Można z peł­nym prze­ko­na­niem nazwać go czło­wie­kiem wykształ­co­nym. Jed­nakże gdyby pozwo­lił, by roz­my­śla­nia wzięły górę nad czuj­nym spra­wo­wa­niem wła­dzy w kraju bądź nad trzy­ma­niem żoł­nie­rzy twardą ręką, wkrótce stałby się niczym.

 

7. Kopia dedy­ka­cji w Dispu­ta­tio­nes Camal­du­len­ses Cri­sto­fora Lan­dina z biblio­teki Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro

Utrzy­ma­nie takiej rów­no­wagi mię­dzy dzia­ła­niem a reflek­sją z pew­no­ścią nie było łatwe. Lan­dino wywo­dził, że Waw­rzy­niec powi­nien uczyć się od swo­jego mistrza, jak radzić sobie z godze­niem wszyst­kich dzie­dzin życia. Dodajmy tylko, że w swo­ich Dispu­ta­tio­nes autor unika jakiej­kol­wiek wzmianki na temat splą­dro­wa­nia Vol­terry.

W póź­niej­szym okre­sie napi­sał też komen­tarz do XXVII pie­śni Pie­kła Dan­tego, w któ­rym odno­sząc się do Gwida, słyn­nego przodka Fry­de­ryka, opi­sał „geniusz” poli­tyka jako prze­bie­głość i zdol­ność wędro­wa­nia „ukry­tymi ścież­kami” oszu­stwa, nie będąc zauwa­żo­nym. Podob­nego rodzaju dys­kre­cję Fry­de­ryk sła­wił na jed­nym ze swo­ich emble­ma­tów, zapo­ży­czo­nym od Domu Ara­goń­skiego, na któ­rym wid­nieje gro­no­staj i motto: Non mai – „Ni­gdy”.

Gro­no­staje mają w zwy­czaju cho­wać się w suchych i ciem­nych szcze­li­nach, a żeby je wypło­szyć, myśliwi obkła­dają ich kry­jówki bło­tem, bo zwie­rzęta te za wszelką cenę uni­kają zabru­dze­nia nie­ska­zi­tel­nego bia­łego futerka. Mądrość jed­nak musi iść w parze z siłą. Dla­tego też drugi emble­mat, towa­rzy­szący Mon­te­fel­trom od stu lat, przed­sta­wiał stru­sia z gro­tem strzały w dzio­bie oraz motto w języku nie­miec­kim: Ihc.Anvor­dait.En.Gros­sen.Eisen – „Mogę połknąć kawał żelaza”.

Fry­de­ryk oka­zał wier­ność rodzin­nym oby­cza­jom w swoim liście do Cicca z 2 lipca 1477 roku. Każde odpo­wied­nio dobrane w nim słowo było jak ude­rze­nie żela­zną pię­ścią w aksa­mit­nej ręka­wiczce. Gdyby Waw­rzy­niec rze­czy­wi­ście był przy­ja­cie­lem Medio­lanu, wyka­zy­wał skru­pu­lat­nie prze­bie­gły Fry­de­ryk, „nie prze­szka­dzałby z takim zapa­łem, dwu­krot­nie, od samego początku [pano­wa­nia Cicca] w moim przy­by­ciu do Medio­lanu, któ­rego, co oczy­wi­ste, nawet bym nie pla­no­wał, gdyby nie tro­ska o dobro i god­ność tego pań­stwa”. Ponadto Waw­rzy­niec „nie utrzy­my­wałby na­dal nie­ustan­nych kon­tak­tów z braćmi Sfo­rzami i Panem Rober­tem [da San­se­ve­rino], dowie­dziaw­szy się o ich intry­gach” prze­ciwko Cic­cowi, księż­nej Bonie i nie­let­niemu księ­ciu Gia­nowi Gale­az­zowi.

Rze­czy­wi­ście Simo­netta dwu­krot­nie zabie­gał o przy­jazd Fry­de­ryka: zaraz po zabój­stwie Gale­azza oraz po wygna­niu braci Sfo­rzów i Roberta da San­se­ve­rino za spi­sko­wa­nie prze­ciwko Cic­cowi i ksią­żę­tom. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że Roberto był w gorą­cej wodzie kąpany, ale na jego korzyść dzia­łał fakt, że odzie­dzi­czył po wuju „cnotę” bycia kon­do­tie­rem. Przez wzgląd na to, kon­ty­nu­ował Fry­de­ryk: „We Flo­ren­cji pró­bo­wano oczy­ścić Roberta z winy, obar­cza­jąc nią Cicca i suge­ru­jąc, że to on był pro­wo­dy­rem całego zaj­ścia”. Książę Urbino dono­sił, że we Flo­ren­cji cho­dzą słu­chy, że rze­komy spi­sek Sfo­rzów ujaw­niony w maju 1477 roku przez Donata del Conte był w rze­czy­wi­sto­ści ukar­to­wany przez regen­cję Medio­lanu w celu legi­ty­mi­za­cji wygna­nia San­se­ve­rina.

Fry­de­ryk suge­ro­wał też, że choć pobłaż­li­wość Waw­rzyńca wobec zbun­to­wa­nego żoł­nie­rza Roberta była bar­dzo poważną sprawą, to pozo­sta­wa­nie w przy­ja­ciel­skich sto­sun­kach ze zdra­dziec­kimi dzie­dzi­cami zmar­łego Gale­azza, a zwłasz­cza z prze­by­wa­ją­cym w Pizie Ludwi­kiem było nie­do­pusz­czalne. Cicco zda­wał sobie sprawę, że mło­dzi bra­cia Sfo­rza są słabi i tchórz­liwi, a to czyni ich nie­bez­piecz­nymi. Stary kanc­lerz, ledwo objął rządy, musiał chro­nić przed ata­kami mło­dziutkiego księ­cia, bez­silną wdowę księżnę Bonę i samego sie­bie. W pełni tego świa­domy Fry­de­ryk kon­ty­nu­ował:

A gdy Gian Gia­como mówi, że wątpi, by Waw­rzy­niec nie grze­szył prze­ciwko Duchowi Świę­temu, ja odpo­wia­dam, że jestem tego samego zda­nia, i wiem, że jest on roz­pacz­li­wie spra­gniony łaski Bożej, bo obra­ził króla i mnie, choć ja jestem tylko bied­nym szlach­ci­cem.


8. Godło rodziny Mon­te­fel­tro z gro­no­sta­jem


9. Godło rodziny Mon­te­fel­tro ze stru­siem

W tym frag­men­cie prze­bie­gły Mon­te­fel­tro zamie­ścił kilka inte­re­su­ją­cych ele­men­tów. Fry­de­ryk był ojcem chrzest­nym pier­wo­rod­nego syna Cicca, Giana Gia­coma, i zawsze był wobec niego opie­kuń­czy. Wspo­mnie­nie o wąt­pli­wo­ściach chrze­śniaka co do „spra­gnio­nego łaski Bożej” Waw­rzyńca było spo­so­bem Fry­de­ryka, żeby powie­dzieć coś nie­przy­jem­nego, cho­wa­jąc się za odczu­ciami Giana Gia­coma. A mówiąc o grze­sze­niu „prze­ciwko Duchowi Świę­temu”, robił nie­zbyt sub­telną alu­zję do napię­tych rela­cji mię­dzy Medy­ce­uszami i papie­żem Syk­stu­sem IV. Do tego Fry­de­ryk nazy­wa­jąc się „bied­nym szlach­ci­cem”, prze­ka­zy­wał Cic­cowi łatwą do odczy­ta­nia wia­do­mość: od jakie­goś czasu był w fatal­nych sto­sun­kach z „kup­cem i miesz­cza­ni­nem niskiego pocho­dze­nia” Waw­rzyń­cem, a Cicco był tego w pełni świa­domy. Nie powinny więc dzi­wić ostrze­że­nia poja­wia­jące się w dal­szej czę­ści listu:

Nie mogę zgo­dzić się z opi­nią Czci­god­nego Pana Cicca, że należy przy­sta­wać na nie­bez­pieczne zapędy i namięt­no­ści Waw­rzyńca, [który] nie mógłby bar­dziej nie­na­wi­dzić Pana Cicca, niż robi to teraz i cały czas. I wiem o tym dobrze, a gdyby tak nie było, nie mówił­bym w ten spo­sób, mimo że Waw­rzy­niec bez żad­nego powodu ma w sto­sunku do mnie złe zamiary, jak tylko on to potrafi. Ale ja w tak istot­nych mate­riach nie przed­ło­żył­bym swo­jego inte­resu nad zobo­wią­za­nia i roz­są­dek, ponie­waż wiem i bar­dzo dobrze rozu­miem, że gdy to pań­stwo będzie silne, ja będę mógł zawsze liczyć na jego pomoc w każ­dej mojej potrze­bie, a ja sam będę mógł pomóc, tylko gdy będzie spo­kojne i silne. Jest to jed­nak tak oczy­wi­ste, że rozu­mie się samo przez się.

Ten frag­ment zawiera tak wiele alu­zji, że mógłby ucho­dzić za nie­wielki trak­tat na temat poli­tycz­nych zacho­wań – Machia­velli ante lit­te­ram. Fry­de­ryk poru­sza tu bar­dzo deli­katną kwe­stię: ród Simo­net­tów, jak i Sfo­rzo­wie, był w Medio­la­nie par­we­niu­szami, a całą wła­dzę zdo­byli przez swoje zasługi i umie­jęt­no­ści, pomimo swo­jego pocho­dze­nia, a nie dzięki niemu. Mówiąc o „nie­na­wi­ści” Medy­ce­uszy, czyli o pogar­dli­wym trak­to­wa­niu skrom­nego kanc­le­rza Simo­netty, książę Urbino zmu­szał Cicca do zasta­no­wie­nia się, czy jego przy­jaźń i prze­sadna uprzej­mość w sto­sunku do Waw­rzyńca nie jest tylko despe­racką próbą dosta­nia się do klasy spo­łecz­nej, do któ­rej nie należy.

Fry­de­ryk prze­strze­gał Cicca, by ten raczej „przy­cią­gnął Waw­rzyńca do sie­bie, jak mówi roz­są­dek, a nie spa­dał za nim w dół”. Kon­se­kwen­cje tak ryzy­kow­nego wyboru zostały prze­mil­czane, nie­mniej jed­nak były oczy­wi­ste. Książę Urbino naj­pierw pod­kre­ślał „nie­bez­pieczne zapędy” zagra­ża­jące Księ­stwu Medio­lanu, by wywo­łać w Ciccu lęk, po czym umie­jęt­nie przed­sta­wiał stra­te­giczną per­spek­tywę Neapolu. Był to naj­de­li­kat­niej­szy punkt planu Fry­de­ryka wymie­rzo­nego w Waw­rzyńca: prze­ko­nać Cicca, by zaufał kró­lowi Neapolu, tak jak Fry­de­ryk ufał doświad­czo­nemu kanc­le­rzowi. Poru­sza­jąc tę kwe­stię, użył bar­dziej pochleb­czego języka:

Król zawsze uwa­żał, że w kraju tym nie mogłoby być odpo­wied­niej­szej i bar­dziej potrzeb­nej osoby niż Jego Czci­god­ność [Cicco], który dzięki dłu­giemu doświad­cze­niu, mądro­ści i nie­spo­ty­ka­nej wie­rze prze­wyż­sza każ­dego. Gdyby jego nie było, potrzeba by ule­pić go z wosku!

Frag­ment ten nawią­zuje do krą­żą­cej w Medio­la­nie aneg­doty. Ponoć kie­dyś Fran­ci­szek Sfo­rza na suge­stię zazdro­snego dwo­rza­nina, by pozbyć się Cicca, odpo­wie­dział, że nie pora­dziłby sobie bez swo­jego zaufa­nego kanc­le­rza i gdyby go zabra­kło, musiałby zro­bić sobie jego sobo­wtóra z wosku81. Fry­de­ryk znał tę histo­rię, a przy­to­cze­nie jej pozwo­liło mu uprzej­mym gestem wpro­wa­dzić kolejną deli­katną kwe­stię.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?