Utraceni

Tekst
Z serii: Echo #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Około 30% zaginionych odnajduje się w ciągu pierwszej doby od zniknięcia, a ponad połowa w ciągu czterdziestu ośmiu godzin.

ROZDZIAŁ 4

Ryszard Hajduk na zdjęciach i materiałach wideo wydawał się wyższy niż w rzeczywistości. Mężczyzna miał podkrążone oczy i kilkudniowy zarost. Igi wiedział z własnego doświadczenia, że tak wygląda człowiek, który prawe wcale nie sypia i nie ma siły doprowadzić się do porządku.

– Jest pan… – Mężczyzna wskazał dłonią krzesło po drugiej stronie biurka.

– Dzień dobry. – Igi usiadł na krześle i zdjął czapkę. – Dziękuję, że zgodził się pan ze mną spotkać.

Hajduk zamknął laptop i położył dłonie na biurku.

– Uznałem, że przecież i tak nic nie tracę. Słucham, jak chce pan mi pomóc w odnalezieniu syna?

– Najpierw musiałbym poznać okoliczności jego zaginięcia. Jak do tego doszło? Co mówią jego znajomi?

Hajduk oparł się o krzesło i spojrzał w sufit.

– Z tego, co mi wiadomo, Ziemek miał się tego wieczora spotkać ze swoją dziewczyną.

– Jak się nazywa? – spytał Igi.

– Anka Patyk, czy jakoś tak. Słabo ją znam, choć spotykają się już szmat czasu. Generalnie nigdy nie pochwalałem tego związku, o ile w tym wieku można mówić o poważnej relacji. Uważam, że to nie czas na amory, tylko na naukę. Powiedziałem to zresztą Ziemkowi. Może dlatego trzymał ją ode mnie z daleka. Kawy? Herbaty?

– Nie trzeba, dziękuję. Czy zna pan powód ich spotkania? Gdzie mieli się zobaczyć? Czy Ziemowit się pojawił?

Hajduk pokręcił głową.

– Mówiłem już to wszystko policji i jak pan widzi, niewiele to dało. Anka twierdzi, że umówiła się z chłopakiem w okolicy parku Skaryszewskiego. Mieli się tam spotkać o wpół do ósmej, a potem pójść na imprezę do znajomych. Anka zeznała, że czekała do ósmej, a gdy Ziemek nie przychodził i nie odbierał telefonu, wściekła pojechała sama.

– Czy policja sprawdziła jej telefon i nagrania z monitoringu ulicznego?

– Nie wiem. – Hajduk wzruszył ramionami. – Chyba tak. A co, podejrzewa ją pan?

– Tego nie powiedziałem. Na razie za mało wiem o tej sprawie.

– Proszę się przyjrzeć tej dziewczynie. Moim zdaniem coś kręci.

– To znaczy, że mnie pan zatrudnia?

– Na razie na próbę. Potem pomyślimy. – Mężczyzna złożył dłonie jak do modlitwy, po czym dodał: – Nie wierzę tej dziewczynie. To imprezowiczka, ma bardzo zły wpływ na Ziemka. Mój syn zawsze był spokojnym, ułożonym chłopakiem. Odkąd sześć lat temu zaczął się z nią spotykać, stał się nieprzewidywalny i prawie nie zdał matury. Ledwo udało mi się go namówić na studia.

– Nie przepada pan za dziewczyną, z którą pański syn spotyka się od tak dawna? – spytał Igi. – Miał pan dużo czasu, by ją zaakceptować.

– Ankę? – Hajduk prychnął. – Nigdy jej nie zaakceptuję.

– Co studiuje Ziemowit? – Igi zmienił temat.

– Studiował. Elektronikę, zaocznie, ale rzucił, bo stwierdził, że studia nie są mu do niczego potrzebne – wyjaśnił mężczyzna. – Obecnie ma dużo wolnego czasu i każdą chwilę spędza z tą suką. – Hajduk chrząknął. – Przepraszam. Po prostu nie podoba mi się towarzystwo, w które go wciągnęła, uważam, że wszyscy coś ukrywają. Wiem, że śledczy rozmawiali z ojcem Anki. Potwierdził, że umawiała się przez telefon z Ziemkiem. Według mnie to jednak za słabe alibi. Poza tym nawet jeśli nie spotkali się wtedy przy parku, to mogli to zrobić później. Wiem, że Ziemek nie dotarł na imprezę. Anka na niej była, ale czy przez cały czas? Może wyszła niepostrzeżenie i spotkała się z moim synem, który czekał gdzieś w pobliżu? Może coś wie, tylko nie chce powiedzieć? Jest wiele możliwości. Trzeba je wszystkie rozważyć.

– Będę potrzebował danych wszystkich znajomych pana syna.

– Żebym ja ich znał… Ziemek ostatnio rzadko mi się z czegokolwiek zwierzał. Wiedział, że nie pochwalam jego znajomości z tą gówniarą, i zaczął traktować mnie jak wroga. Zapewne to ona go przeciwko mnie podburzyła. Może żona będzie wiedziała coś więcej. Spytam ją.

– Czy policja sprawdzała komputer pana syna? – dopytywał Igi.

– Tak. Zrobili to od razu, a potem mi go oddali. Stwierdzili, że niczego podejrzanego na nim nie znaleźli. Próbowałem go odblokować, ale nie znam hasła. – Mężczyzna podrapał się po podbródku. – Myśli pan, że tam znajdę odpowiedź?

– Na pewno nie zaszkodzi go przejrzeć. Być może policja nie zrobiła tego dokładnie… Możliwe też, że Ziemowit nie wylogował się z komunikatorów czy skrzynki mailowej. Jeśli się pan zgodzi, przekażę laptop mojemu informatykowi. To świetny specjalista, a poza tym – Igi nachylił się do Hajduka – doskonały haker. Włamanie do komputera pana syna nie powinno stanowić dla niego problemu.

– Niech będzie. Dostanie go pan, ale oczywiście najpierw musimy spisać umowę.

– Oczywiście. Jeszcze dziś prześlę panu wzór mailem.

– Zgoda. Na pewno nie chce pan kawy? Ja się napiję.

Hajduk wcisnął wmontowany w biurko czarny przycisk. Po chwili do gabinetu weszła sekretarka.

– Pani Moniu, poproszę kawę.

– Zaraz przyniosę, szefie.

– Czy mówi coś panu nazwisko Pajdowski? – spytał Igi, gdy zostali sami.

Hajduk zmarszczył brwi i poprawił się na krześle.

– Dlaczego pan o niego pyta?

– To chyba oczywiste… Uznałem go za jednego z głównych podejrzanych. Czy widział pan jego wpis na Facebooku?

– Oczywiście, że tak. Obwinia mnie o śmierć córki, ale ja przecież nie miałem na to wpływu. Nie chciałem, by ktokolwiek zginął podczas protestów. Po prostu w pewnym momencie sprawy wymknęły się spod kontroli. Zapanował chaos i ludzie zaczęli się tratować. Nie ponoszę za to odpowiedzialności.

– Mimo to Pajdowski uważa, że nie doszłoby do tragedii, gdyby nie nastawiał pan ludzi przeciwko sobie.

– Pan też tak sądzi?

– Moja opinia nie ma znaczenia – odparł spokojnie Igi.

Tymczasem do gabinetu wróciła sekretarka z tacką, na której stała filiżanka kawy.

– Bardzo proszę, szefie.

Gdy wyszła, Igi kontynuował:

– Znam pana poglądy i nie ze wszystkimi się zgadzam, ale to nieistotne. Liczy się to, że pana syna wciąż nie odnaleziono, a Pajdowski publicznie panu groził.

– No właśnie. Czy wobec tego byłby aż tak głupi, by porywać moje dziecko?

– Czy policja go przesłuchiwała?

– Chyba nie… Cholera, dopiero teraz widzę, jacy to idioci…

– Na początek skupiłbym się zatem na dziewczynie Ziemowita i Pajdowskim. Będę też koniecznie potrzebował laptopa pana syna. Jeśli śledczy do tej pory go nie zabezpieczyli, to może pan raczej zapomnieć o tym, że uda im się rozwiązać tę sprawę.

Hajduk wzruszył ramionami.

– Chyba ma pan rację.

Do gabinetu ponownie weszła sekretarka.

– Szefie, dzwonił pan Borski w sprawie rozmowy wideo.

– Dobrze, zaraz się z nim połączę. Pan wybaczy, ale obowiązki wzywają.

Igi wstał z krzesła.

– Jasne. Już się zbieram. Proszę mi tylko jeszcze powiedzieć… czy dopuszcza pan ewentualność, że Ziemowit wcale nie zaginął?

– Nie rozumiem – odrzekł prezes, a Igi usiadł.

– A co, jeśli pański syn uciekł, bo miał już dość swojego życia? Może postanowił zacząć wszystko od nowa?

– Przecież to jeszcze dziecko – zauważył Hajduk. – Gdzie by się niby podział? Za co by przeżył? Poza tym sugeruje pan, że jestem aż tak złym ojcem? Kocham mojego syna i zrobiłbym dla niego wszystko.

– Wierzę panu – zapewnił go spokojnie Igi. – Tylko czy Ziemowit to wiedział?

Mężczyzna wstał i podszedł do drzwi.

– Bądźmy w kontakcie – mruknął Hajduk. – Może pan do mnie pisać lub dzwonić o każdej porze.

– Dobrze. Panie Hajduk…

– Słucham?

– Ostatnie pytanie… Co pan robił tamtego wieczora, gdy zniknął Ziemowit?

– A jak pan myśli? Byłem na mieście i walczyłem z protestującymi, którzy zatruwają ten kraj. Widziały mnie tysiące osób.

– Rozumiem. Musiałem spytać.

*

Po spotkaniu z Hajdukiem Igi pojechał do biura agencji, po drodze zahaczył o kawiarnię. Osiemdziesięciometrowe biuro mieściło się w odrestaurowanej kamienicy na Woli. Wcześniej znajdowało się w nim zwykłe mieszkanie, ale jego właściciele wyemigrowali na stałe do Francji. Igi od trzech lat płacił stałą wartość czynszu, którego wynajmujący nie podnieśli nawet mimo inflacji. Cieszyli się, że mają pewnego najemcę, i wiedzieli, że w razie zerwania umowy mogliby mieć problem ze znalezieniem kogoś na miejsce Igiego.

– I jak poszło z Hajdukiem? – spytała sekretarka Diana Kamień, która nie odrywała wzroku od smartfona.

– Mamy to – powiedział wyraźnie podbudowany Igi. – Ładna sukienka.

– Dzięki, szefie. – Szczupła szatynka z gęstymi brwiami się uśmiechnęła.

– Ładna sukienka? Od kiedy zwracasz uwagę na elementy garderoby? – Psycholożka Amanda Rybciak weszła za Igim do jego gabinetu.

– Od zawsze. Podobają mi się te botki – spuścił wzrok – ale i tak uważam, że najładniej ci w kozakach.

– Och, naprawdę?

Dwudziestodziewięcioletnia Amanda, którą Igi pieszczotliwie nazywał Rybką, była jego pierwszą wielką miłością. Poznali się w podstawówce i początki ich znajomości nie należały do najłatwiejszych. Dziesięcioletniej Amandzie nie podobało się to, że siedzący tuż za nią w ławce klasowy łobuz notorycznie ściągał od niej na sprawdzianach. Dziewczynka zagroziła nawet Ignacemu, że jeśli nie przestanie, doniesie na niego nauczycielce. Ignacy ignorował jej humorki jeszcze przez pewien czas. Amanda kręciła głową i na każdym kroku dawała chłopcu do zrozumienia, że jest na niego wściekła, jednak ani razu się na niego nie poskarżyła. W końcu zdumiony jej wytrwałością Ignacy przesiadł się dwa rzędy dalej. Wtedy Amanda zaczęła patrzeć na niego łagodniej.

 

Po raz pierwszy pocałowali się w liceum w trakcie imprezy urodzinowej u wspólnej znajomej. Igi był już mocno pijany i wyzbył się zahamowań. Na trzeźwo nie odważyłby się choćby chwycić Amandy za rękę. Pocałunek był szybki, ale to wystarczyło, by Igi poczuł motyle w brzuchu. Tymczasem Amanda nawet się nie uśmiechnęła, choć miała ochotę krzyczeć z radości.

Od tamtej pory wszystko potoczyło się lawinowo. Romantyczny spacer, randka i wspólna noc. Igi cieszył się, że miał dziewczynę, która nie widziała poza nim świata. Amanda z kolei nieśmiało snuła plany na przyszłość: ślub, trójka dzieci i dom na wsi. Wkrótce jak wiele młodych osób miała się przekonać, że nastoletnie związki nie zawsze są tymi na całe życie. Pierwsze poważne problemy pojawiły się, gdy Igi zaczął rozwijać swoją karierę sportową. Ciągłe wyjazdy na zgrupowania i zawody sprawiały, że zakochani mieli dla siebie coraz mniej czasu. Podczas gdy Igi podróżował po Europie, Amanda spędzała samotnie czas w mieszkaniu, które wynajmowali razem w Warszawie. Dziewczyna, by nie myśleć o ukochanym, skupiała się na nauce do egzaminów na studiach. W głębi serca cieszyła się z sukcesów Igiego i trzymała za niego kciuki. Brakowało jej jednak mężczyzny, do którego mogłaby się przytulić w nocy.

Para rozstała się w 2015 roku, gdy Igi zdradził Amandę podczas jednego ze zgrupowań. Dziewczyna długo nie mogła się pozbierać. Było jej żal, ale doceniała szczerość partnera.

– Spieprzyłem sprawę i muszę stawić temu czoła – mówił z poważną miną, nie odrywając wzroku od walczącej ze łzami Amandy. – Sorry.

Dziewczyna się wyprowadziła i zakończyła znajomość z Igim. Skontaktowała się z nim jedynie krótko po zaginięciu jego brata. W wiadomości na WhatsAppie dodała mu otuchy i wyraziła przekonanie, że Tymon na pewno niebawem wróci do domu. Rok później Ignacy wysłał jej długi mail, w którym raz jeszcze przeprosił ją za zniszczenie ich związku. Zaproponował jej też współpracę z agencją. Amanda zgodziła się bez namysłu, choć trzymała byłego partnera w niepewności przez prawie tydzień.

Okej, wezmę tę pracę, ale za sto pięćdziesiąt procent stawki. Nadal zainteresowany?

Amanda nigdy nie powiedziała Igiemu, że nie przestała go kochać. Po ich rozstaniu spotykała się przez ponad rok z innym mężczyzną, ale nie potrafiła zapomnieć o poprzednim związku. Wiedziała jednak, że mieli bardzo małe szanse na powrót do tego, co było. Cieszyła się więc, że mogła regularnie widywać Igiego. Może pewnego dnia przejrzy na oczy i doceni kobietę, która zawsze przy nim była, gdy potrzebował wsparcia?

– Co jest, Rybka? Masz jakąś sprawę? – Igi usiadł za biurkiem i wpatrywał się w stojącą przy drzwiach Amandę.

– Rozmawiałam dziś z Karczewską. Źle z nią. Twierdzi, że nie może spać, bo gdy zamyka oczy, widzi męża leżącego gdzieś nieruchomo w rowie. Próbuję ją uspokoić, ale wydaje mi się, że konieczna będzie wizyta u psychiatry. Pomyślałam, że powinieneś wiedzieć.

Igi westchnął.

– W porządku. Wypisz jej skierowanie. Cholera, szkoda mi jej.

Stefania Karczewska od kilku miesięcy żyła w ciągłej obawie o chorego na serce męża, który wyszedł do sklepu po zakupy i już nie wrócił. Samotna kobieta nie mogła liczyć na niczyje wsparcie, dlatego zgłosiła się do Igiego z prośbą o pomoc w odnalezieniu męża. Ignacy przyjął zlecenie, choć wiedział, że skromna emerytura staruszki nie wystarczy na pokrycie wszystkich kosztów.

– Mnie też, ale obawiam się, że bez farmakoterapii się nie obędzie – odrzekła Amanda, po czym wyszła.

Igi wziął łyka mocnej czarnej kawy, od której aż zakręciło mu się w głowie. Uniósł pokrywę laptopa i się zalogował. Przez resztę dnia zamierzał w spokoju zajmować się sprawą Hajduka: szpiegować w internecie osoby, które mogły mieć coś wspólnego z zaginięciem jego syna, ale również pozyskiwać więcej informacji na temat zleceniodawcy.

– Cze. – Sandra jak zwykle weszła do gabinetu Igiego bez pytania. Zastygła w miejscu i się skrzywiła. – Nawet tu musisz jarać? No chyba że przywlokłeś ten odór z mieszkania.

Igi uniósł kąciki ust.

– Ślicznie dziś wyglądasz. Do twarzy ci w tej zgniłej zieleni. Taka wężowata…

Sandra zmrużyła oczy.

– To czerwień. Kolory ci się mylą. Może jesteś daltonistą albo za dużo trawki?

Mężczyzna prychnął, choć dla pewności przetarł palcami oczy.

– Wkręcasz mnie.

Jego słowa doprowadziły Sandrę do cichego chichotu.

– Głupek z ciebie…

– Przynajmniej w końcu się uśmiechnęłaś.

Sandra zmarszczyła brwi i usiadła na krześle przy biurku.

– Tylko się nie przyzwyczajaj. I co mówił Rysiek?

– Prosił, żebyśmy sprawdzili dziewczynę jego syna, niejaką Ankę Patyk. Słuchaj, zastanawia mnie ten człowiek…

– W jakim sensie?

– Nie wzbudził mojego zaufania. Poza tym zachowywał się dziwnie spokojnie, jakby niespecjalnie się przejmował zaginięciem syna.

– Może to tylko pozory? Mężczyźni generalnie nie lubią okazywać emocji.

Igi prychnął, po czym obrzucił Sandrę wymownym spojrzeniem.

– Na pewno tylko mężczyźni?

Kobieta przewróciła oczami, a potem spytała:

– A co z Pajdowskim? Jego też trzeba obserwować.

– Hajduk nie jest przekonany, że to on za tym stoi. Generalnie facet nie poczuwa się do winy w sprawie tragedii na proteście i chyba nie dopuszcza do siebie myśli, że inni mogą sądzić inaczej.

Sandra wzruszyła ramionami.

– Podpisaliście umowę?

– Jeszcze nie. Mam mu ją dziś wysłać.

– Jeśli chcesz, by agencja przetrwała, to lepiej to zrób jak najszybciej. A potem przemagluj każdego, bez względu na to, co mówi Rysiek. Musimy znaleźć jego dzieciaka.

ROZDZIAŁ 5

Dziesięć minut po tym, jak Igi wysłał Hajdukowi mailem skan podpisanej umowy, mężczyzna odesłał mu ją ze swoim podpisem i krótką wiadomością:

To chce pan tego laptopa? Po południu będę w okolicy. Mogę podrzucić go panu do agencji.

Byłbym wdzięczny.

Ignacy odszukał na Facebooku profil Anki Patyk. Dziewczyna umieściła w opisie cytat Gandhiego: „Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś”. Zdjęcie profilowe przedstawiało bladą brunetkę z pomalowanymi na fioletowo ustami ułożonymi w dzióbek. Z kolei jako fotografię w tle dziewczyna ustawiła czarny obraz. Sądząc po profilówce, Igi spodziewał się, że podobnie jak wielu Polaków Anka była zatrudniona w „Szlachta nie pracuje”, a edukację ukończyła w „Wyższej szkole lansu i bansu”. Sekcję osobistą miała jednak ukrytą. Przeszedł więc do kontaktów, których dziewczyna miała aż tysiąc trzysta. Wśród nich znajdował się Ziemowit Hajduk. Jego zamierzał sprawdzić później.

Ostatnim wpisem na profilu dziewczyny było zdjęcie dodane w dniu zaginięcia Ziemowita. Anka pochwaliła się imprezą ze znajomymi, jednak Igi nie wiedział, o której dokładnie godzinie opublikowano fotografię. Dziewczyna pozowała na niej razem z kilkunastoma osobami w wieku dwudziestu kilku lat. Wszyscy się uśmiechali i trzymali w dłoniach butelki piwa lub szklanki z różnokolorowymi drinkami. Wśród imprezowiczów nie było Ziemowita. Anka miała się z nim spotkać o wpół do ósmej nieopodal parku, jednak – jak zeznała – do spotkania ostatecznie nie doszło.

– Może się napruła i przestała się przejmować sprzeczką z chłopakiem? – sugerowała Sandra. – Ten uśmieszek mówi sam za siebie. „Patrz, dobrze się bawię, mam cię gdzieś”.

– Myślisz, że jest aż tak płytka?

– A skąd mam wiedzieć? Nie jestem wróżką.

Pojawiało się pytanie, kiedy Anka dotarła na imprezę.

Igi przejrzał jeszcze profile Ziemowita i kilku znajomych Anki. Nie znalazł jednak na nich nic ciekawego. Młody Hajduk udostępniał jedynie linki do artykułów na temat gier wideo i nowinek motoryzacyjnych. Igi kliknął więc w link do profilu Anki na Instagramie. Dziewczyna regularnie publikowała zdjęcia. Od dnia zaginięcia Ziemowita pojawiły się cztery nowe fotografie. Na każdej z nich Anka miała mocny makijaż i zmysłowe, wyuczone spojrzenie. Igiego zdziwił też jej dobry humor. Spojrzał wymownie na współpracownicę.

– Co o tym wszystkim myślisz?

– Zacznijmy od dziewczyny i Pajdowskiego. Później się zobaczy.

Kilka godzin później na konto bankowe agencji trafiła zaliczka od Hajduka. Zadzwonił do Igiego i poinformował, że nie będzie jednak mógł mu podrzucić laptopa.

– Coś mi wypadło. Koło siódmej powinienem być na chwilę w biurze. Czy mógłby pan wtedy podjechać?

– Nie ma problemu.

Igi wysiadł z taksówki pięć minut przed siódmą. Hajduk czekał na niego w recepcji.

– Proszę, panie Ignacy. Mam nadzieję, że uda się wam coś znaleźć.

– Oby – odrzekł Igi.

– Pan wybaczy, ale muszę pilnie wykonać kilka telefonów. Wracam do pracy.

– Jasne.

– W razie czego proszę się ze mną kontaktować.

Igi pożałował, że nie poprosił taksówkarza o poczekanie przed budynkiem. Po wyjściu przeszedł na drugą stronę ulicy i zamówił ubera.

– Jedenaście minut do przyjazdu?! To jakiś żart?

Kiedy czekał na kierowcę, zadzwonił do Leszka Golucha.

– Master, jesteś w domu? Mam sprawę.

W mieszkaniu Leszka było niemal tak zimno jak na zewnątrz. Igi od razu się domyślił, że Master wietrzył je przed wizytą dziewczyny.

– Ta… Wiesz, jaka jest Ola.

– Słuchaj – Igi położył przed nim laptopa – mógłbyś się do niego włamać? Należy do syna Hajduka, naszego nowego klienta.

– Diana pisała mi dziś, że nas wynajął. Nieźle… Czego konkretnie szukamy?

– Wszystkiego. Aha, wcześniej grzebały w nim gliny. Mogły coś usunąć.

– Zawsze musisz być pod tym względem jak Sandra? – Leszek dobrze znał stosunek dziennikarki do policji.

– Mnie też zawiedli. Nie zbadali wszystkich tropów w sprawie Tymona.

Master westchnął. Rozmawiali o tym już zbyt wiele razy.

– Zobaczę, co uda mi się wyciągnąć. Dam znać jutro.

– Dzięki.

*

Ryszard Hajduk nie mógł się skupić na papierkowej robocie. Odpalił papierosa i włączył radio.

– Miły wieczór, prawda? – odezwał się niski męski głos. Hajduk odwrócił się gwałtownie i spostrzegł opierającego się o framugę mężczyznę w kapturze i masce zakrywającej twarz aż po oczy. Na dłoniach miał białe rękawiczki.

– Jak tu wszedłeś?

– Było otwarte.

Nieznajomy podszedł bliżej.

– Błagam, nie… – Hajduk przesunął się wzdłuż ściany. – Ile chcesz? Zapłacę.

– Nie chcę pieniędzy.

Hajduka przeszyły dreszcze. Po chwili wpadł w panikę i roztrzęsiony uklęknął przed mężczyzną w kapturze.

– Proszę, porozmawiajmy. Jakoś się dogadamy… Błagam…

Intruz zdjął czarny plecak i wyciągnął z niego gruby sznur.

– Powiedziałeś już za dużo. Wstawaj.

*

Punktualnie o dziewiątej telefon Igiego przeszedł w tryb dzienny. Mężczyzna nie krył zdziwienia, gdy zobaczył na ekranie siedem nieodebranych połączeń od Sandry.

– Cze – przywitała się kobieta. – Mamy problem.

– Co jest? – spytał zaspany Igi.

– Hajduk nie żyje.

Ignacy gwałtownie poderwał się z miejsca i zgarnął z komody dżinsy.

– Co, kurwa? Jak to nie żyje?

– No nie żyje – odparła Sandra.

– Cholera jasna… Co się stało?

– Przyjedź, to porozmawiamy.

Igi nie zdążył nawet umyć zębów, a w drodze do pracy zorientował się, że włożył koszulkę na lewą stronę. Po wejściu do biura natknął się na Dianę rozmawiającą z pracownicą linii wsparcia Kamilą Zakrzewską.

– Sandra czeka na szefa w gabinecie – powiedziała Kamień.

Igi zastał współpracownicę siedzącą na jego krześle.

– Czyżbyś szykowała się do przejęcia mojej agencji?

Z twarzy Sandry nie schodziła ponura mina.

– Tak. O niczym innym nie marzę. Jupi, jupi, jej.

– Dobra, czego się dowiedziałaś?

Sandra wstała i zwolniła miejsce Igiemu.

– Wiem tylko tyle, że ktoś ze stowarzyszenia znalazł dziś rano Hajduka wiszącego w swoim gabinecie.

Igi potrząsnął głową, wpatrując się w dziennikarkę.

– Samobójstwo?

Sandra wzruszyła ramionami.

– Mieszko na razie nic więcej nie wie. Jego kolega, który jest bliżej tej sprawy, zdradził tylko tyle, że Hajduk powiesił się na żyrandolu. Policja sprawdza całe biuro.

 

– Kurwa… I co teraz?

– Przynajmniej stary zdążył nam przelać zaliczkę.

Igi przejechał dłonią po głowie.

– Marne pocieszenie. Drugie takie zlecenie prędko nam się nie trafi.

*

Przed południem do biura przyjechał Leszek. Wysoki kościsty mężczyzna z twarzą pokrytą piegami i starannie zaczesanymi na bok włosami dowiedział się od Igiego o śmierci Hajduka.

– Udało mi się poszperać w laptopie jego syna.

– I co znalazłeś?

– Nie udało mi się zalogować na fejsa ani G-maila. Chłopak musiał na krótko przed zniknięciem pozmieniać hasła, bo te, które miał zapisane w przeglądarce, nie pasowały.

– Słabo.

– Na pierwszy rzut oka laptop sprawiał wrażenie wyczyszczonego…

– Myślisz, że to sprawka glin?

– Możliwe, ale powstrzymałbym się na razie przed takimi zarzutami. Równie dobrze Ziemowit mógł się kogoś obawiać i postanowił wyczyścić wszystko najlepiej, jak umiał. A może po prostu nie ufał ojcu? Jest wiele możliwości.

– Teraz to i tak bez znaczenia. To już nie nasza sprawa.

– Nie chcesz tego pociągnąć do końca?

– Master, musimy zarabiać. Poza tym lepiej ewakuować się teraz. To oczywiste, że Hajduk nie popełnił samobójstwa. Facet na pewno ma wielu wrogów i lepiej, żebyśmy my także nie stali się ich wrogami.

– A co z laptopem? – spytał Leszek.

– Trzeba go będzie odwieźć na komendę. Ale najpierw z ciekawości sprawdzę, co tam wygrzebałeś…

– Już się bałem, że odpuścisz. – Master się uśmiechnął. – To nie w twoim stylu.

– Nie gadaj, tylko pokazuj.

Mężczyzna uruchomił laptopa i postawił przed Igim.

– Wygląda na to, że chłopak próbował się pozbyć tych zdjęć, ale nie ze mną te numery. Zobacz…

Master otworzył folder zawierający kilkadziesiąt fotografii i filmów. Kliknął pierwszą ikonkę.

– Co jest, do… Sandra! Weź ją zawołaj.

Kobieta weszła do gabinetu pół minuty później.

– Dobra robota, Master. – Poklepała współpracownika po ramieniu, przyglądając się zdjęciu, na którym widniał Ziemowit z pętlą na szyi. – Jego też załatwili?

Kolejne fotografie nie różniły się zbytnio od siebie. Na każdej z nich Ziemowit z szeroko otwartymi oczami i pozbawionym emocji wyrazem twarzy opierał podbródek o gruby sznur na szyi.

– Wygląda na trupa, prawda? Zapewniam was, że nic z tych rzeczy. – Master włączył jeden z filmików. – Nakręcono go przed tymi zdjęciami, prawdopodobnie w dwa tysiące osiemnastym. Wydaje mi się, że to jego inicjacja.

Ziemowita otaczało kilku młodych mężczyzn w podobnym wieku.

„Dawaj” – powiedział któryś z nich.

„Co, boisz się?” – spytał inny.

Chłopak spoglądał nerwowo raz w prawo, a raz w lewo. Wreszcie stanął na krześle i chwycił wiszący przed nim sznur.

„Kręcisz?” – spytał chłopak, który na chwilę przysłonił widok. „No już, Ziemuś. Nie sraj, tylko wkładaj główkę i pokaż, na co cię stać”.

Syn Hajduka przez chwilę patrzył prosto w obiektyw. W końcu wykonał polecenie, a potem wziął wdech i zrobił krok do przodu. Rozmyślił się w ostatniej chwili.

„Bez jaj!” – Jeden z jego znajomych kopnął krzesło.

Ziemowit jęknął, gdy stracił grunt pod nogami. Chłopak desperacko walczył o każdy oddech i instynktownie złapał za pętlę.

„Liczysz?” – spytał chłopak stojący obok osoby kręcącej filmik.

„Cztery, pięć, sześć…”

Hajduk szarpał się coraz słabiej.

„Tracimy go” – powiedział ktoś w tle.

„Jeszcze chwila”.

„Dziewięć, dziesięć, jedenaście…”

„Dobra, bierzcie go”.

Dwóch chłopaków podbiegło do Ziemowita, chwyciło go za uda i uniosło. Chłopak otworzył szeroko usta i gwałtownie wciągnął powietrze.

„Dobra, Ziemuś. Dwanaście sekund. Nie jest źle jak na pierwszy raz, ale też nie zajebiście. Przy mocniejszym zacisku mógłbyś nie wytrzymać pięciu sekund”.

„Żeby chociaż tyle” – odezwał się ktoś z boku.

Ziemowit wciąż miał czerwoną twarz. Nie słuchał otaczających go chłopaków.

„Zdejmujcie go, nim nam odleci”.

Po chwili młody Hajduk siedział na krześle i głośno kaszlał.

„Jeżeli chcesz do nas dołączyć, musisz wytrzymywać co najmniej dwadzieścia sekund”.

„Dam radę” – powiedział zachrypniętym głosem Ziemowit.

„Na pewno? Byli tacy, którzy na starcie wytrzymywali dłużej od ciebie, a potem nie było im łatwo wyrobić normy”.

„Jestem od nich lepszy. Poradzę sobie”.

Nagranie dobiegło końca.

Igi spojrzał najpierw na Mastera, a potem na Sandrę.

– Co to, kurwa, było?

– Nie wiem, ale wygląda mi to na chrzest bojowy – odrzekł informatyk.

– Pokaż kolejny filmik – odezwała się Sandra.

– Wszystkie są podobne, z tą różnicą, że Ziemowitowi zwykle towarzyszy jeden, maksymalnie dwóch kumpli. Chłopak ciągle się wiesza, a tamci odliczają czas.

– Jak trzeba mieć nasrane w głowie, by coś takiego robić? – spytał retorycznie Igi. – I co, dostał się?

– No raczej.

Master pokazał Igiemu i Sandrze filmik z ostatniego testu. Ziemowit wytrzymał w powietrzu aż dwadzieścia sześć sekund.

„Na takim ucisku każdy dałby radę” – powiedział któryś z chłopaków na nagraniu.

– Nic więcej nie masz? – spytał Igi.

– Jakieś zdjęcia z dziewczyną i trochę pornosów. Dzieciak uwielbia gangbang i ruchanko w miejscach publicznych. Do tego mam trochę fotek, na których Ziemek pozuje z przyłożonym do szyi nożem albo z rozciętym nadgarstkiem. Są też zdjęcia jego kolegów, którzy robią podobne rzeczy. Generalnie wszyscy wyglądają mi na niezłych dewiantów.

– Pociąga ich autoagresja – dopowiedziała Sandra.

– Myślę, że tak. Poza tym nie znalazłem niczego, co by tłumaczyło jego zniknięcie.

– Trudno. Dzięki, Master. Spisałeś się.

– Wracam do domu. Jak coś, to dzwońcie.

– Na razie.

– Powinienem zgłosić się z tym na policję – powiedział po chwili Igi. – Prędzej czy później i tak się dowiedzą, że miałem wczoraj kontakt z Hajdukiem. No i koniecznie muszę zwrócić im laptop.

– Racja. Mogę cię podrzucić na komendę – zaproponowała Sandra.

– Też wychodzisz?

– Muszę jechać do domu. Tego domu.

Igi zmrużył oczy.

– Coś z matką?

– Zawsze chodzi o nią. Ostatnio ma spadek formy. Psychiatra zalecił zmniejszenie na próbę dawki leków, ale to był zły pomysł.

– Jeśli chcesz, mogę pójść z tobą. – Igi kilka razy oferował Sandrze swoje towarzystwo, ale za każdym razem odmawiała.

– Odpuść, Igi. Naprawdę nie chcesz tego widzieć… Moja matka nie przypomina człowieka, a poza mną jej jedyną towarzyszką jest pielęgniarka.

– Ech… Kiedy wreszcie się zgodzisz? Przecież wiesz, że możesz mi zaufać. Pracujemy już razem wystarczająco długo.

– No właśnie, pracujemy, a nie się przyjaźnimy.

– A to ty potrafisz mieć przyjaciół? – Mężczyzna uśmiechnął się lekko, a Sandra zmierzyła go surowym wzrokiem.

– Jedziesz czy nie? Bo się rozmyślę…

*

Igi spędził godzinę w komendzie. Powiedział dwóm przesłuchującym go funkcjonariuszom wszystko, co wiedział w sprawie Hajduka. Potem pojechał do biura, gdzie miał jeszcze do zrobienia kilka rzeczy. Wrócił do domu w podłym nastroju – sytuacja finansowa agencji się pogarszała i zastanawiał się, czy nie powinien poprosić właścicieli lokalu o obniżenie czynszu. Wiedział jednak, że najpewniej zerwaliby z nim umowę najmu, a na to nie mógł sobie pozwolić.

Po dziewiątej Igi wyszedł do sklepu znajdującego się dwie ulice dalej.

– Ile tych piw? – spytała kobieta po sześćdziesiątce, która pracowała tam, zanim Igi wynajął nieopodal mieszkanie.

– Trzy.

Ignacy szedł dróżką między dwoma budynkami, gdy zorientował się, że ktoś go śledzi. Wcześniej spostrzegł człowieka stojącego przy sklepie, ale nie nabrał podejrzeń. Tym razem miał pewność, że jest obserwowany, bo nieznajomy dostosowywał do niego tempo marszu. Igi rozważał ucieczkę, ale szybko z niej zrezygnował. Ten ktoś mógł znać jego adres, więc gdyby chciał, prędzej czy później by się z nim spotkał. Pozostawało więc stawić mu czoła.

Zatrzymał się i odwrócił w stronę mężczyzny w kapturze. Gdy ten również przystanął, Igi upuścił butelki z piwem i puścił się biegiem w stronę nieznajomego. Wiedział, że ze swoim doświadczeniem w MMA bez problemu go unieszkodliwi. Nie zamierzał zrobić mu krzywdy. Chciał jedynie wiedzieć, dlaczego facet go śledził.

Wystarczyło jedno mocniejsze kopnięcie, by mężczyzna w kapturze wylądował na chodniku. Igi zacisnął pięści i syknął:

– Czego chcesz?

Starał się przyjrzeć wysokiemu na co najmniej sto dziewięćdziesiąt centymetrów nieznajomemu, ale było dość ciemno. Mężczyzna wstał i wsunął dłoń do kieszeni. Wyjął pistolet i wymierzył w Igiego. Właściciel agencji po raz pierwszy w życiu znalazł się na muszce.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?