Pokaż miTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Pokaż mi
Pokaż mi
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,80  55,84 
Pokaż mi
Audio
Pokaż mi
Audiobook
Czyta Krzysztof Szczerbiński
39,90  29,53 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


36% mężczyzn i 31% kobiet korzystających z portali

randkowych przyznaje, że kłamie na swój temat dla zabawy.

PROLOG

KWIECIEŃ 2020

TERAZ

– To się nie dzieje naprawdę – mówię, wpatrując się w czarny ekran smartfona, na którym widnieje wiadomość:

Pokaż mi, jak w plenerze bierzesz od tyłu obcą kobietę.

Ciskam telefonem o łóżko i przeklinam na cały głos, a potem siadam na podłodze i próbuję się uspokoić. Mam zawroty głowy, widzę jak przez mgłę. Oddychaj powoli. Panikujesz. To tylko nerwica. Wiesz, że umiesz sobie z nią radzić. Zmagałeś się z tym gównem przez cały okres dojrzewania. Atak duszności, szybkie bicie serca i poczucie wyrwania z rzeczywistości dosłownie zwalały cię z nóg. A jednak je pokonałeś. Zrobiłeś to dzięki swojej zawziętości. Jesteś silny. Zawsze przeskakujesz wszystkie kłody, które życie rzuca ci pod nogi.

Z tą też sobie poradzisz. Musisz tylko zachować spokój.

Stopniowo odzyskuję kontakt z rzeczywistością. Ostrożnie wstaję i sięgam po telefon. Otwieram okno rozmowy i piszę:

Niby jak mam to zrobić?

Odpowiedź przychodzi po chwili:

Przejdź do aplikacji Jestem blisko. Znajdziesz tam profil bez zdjęcia z podpisem „Teraz, Pole Mokotowskie”. Skontaktuj się z tą osobą i napisz, że przyjedziesz jak najszybciej.

Spoglądam na zegarek. Dochodzi dziewiętnasta. Włączam przeglądarkę i wpisuję w wyszukiwarkę hasło „zachód słońca, kwiecień 2020”. Wyliczam, że zanim napiszę do tej dziewczyny i dotrę na miejsce, będzie już odrobinę ciemniej. Chociaż tyle.

Postępuję według instrukcji. Odnalezienie wspomnianego profilu zajmuje mi chwilę. Dziewczyna nie podała żadnych informacji na swój temat. Widzę jedynie, że znajduje się dokładnie cztery kilometry i trzysta metrów ode mnie.

Wysyłam wiadomość:

Cześć. Spotkamy się? Jestem strasznie napalony.

Dostaję mdłości na samą myśl, że napisałem do kogoś w tak prostacki sposób. Mimo to ona odpowiada niemal od razu:

Czekam. Daj znać, gdy będziesz w pobliżu.

Przesyła mi swoją lokalizację. Siedzi nad stawem.

Ok. Jadę.

Zamawiam ubera. Przyjeżdża po czterech minutach. Dla pewności tłumaczę kierowcy, że chcę wysiąść przy ulicy Batorego, jak najbliżej zakrętu. Gdy ruszamy, otwieram ponownie aplikację Pokaż mi.

Udało się. Jestem w drodze.

Świetnie. Mam nadzieję, że nie zawiedziesz. Wszystko poniżej dziewięciu punktów uznaję za porażkę.

Że co, kurwa?!

Podaj chociaż jakieś wytyczne. Jak mam to zrobić, żeby ci się spodobało?

Reaguje trzema uśmiechniętymi emotkami.

Bądź kreatywny i pamiętaj – chcę widzieć na nagraniu twoją twarz. Nie spierdol tego.

Biegnę nad staw. Kim jest dziewczyna, którą za chwilę wykorzystam, by spełnić żądania szantażystki? Czy jest podstawiona? Przecież wiem, że w tym wszystkim nie chodzi o nią, tylko o mnie. Mam być widoczny na nagraniu. Nikt nie może mieć wątpliwości, że to ja uprawiam seks na Polu Mokotowskim. I to nie z moją narzeczoną.

Chyba ją widzę. Siedzi na ławce i patrzy przed siebie. Ma na głowie czarny kaptur i z daleka nie sposób ocenić, czy to kobieta, czy mężczyzna. Aplikacja pokazuje jednak, że mój cel znajduje się trzydzieści metrów ode mnie. To by się zgadzało. Nagle osoba w kapturze wyjmuje z kieszeni telefon i rozgląda się dookoła. Gdy mnie dostrzega, wstaje i zaczyna iść w moją stronę.

– Cześć – mówię drżącym głosem. – To ty?

Ma bladą, gładką twarz z dużymi oczami i malutkim nosem. Wygląda bardzo młodo.

– Chyba tak. – Unosi lekko kąciki ust. – Idziemy?

– Dokąd?

– Znam fajną miejscówkę. Widzisz ten pub? – Wskazuje na dobrze znany mi lokal nieopodal stawu. – Za nim jest trochę gęściej. Chodź.

Idzie pewnie kilka kroków przede mną.

– Ciebie też w to wmanewrowała? – pytam.

Dziewczyna przystaje, po czym spogląda na mnie przez lewe ramię.

– Wmanewrowała? Nie wiem, o czym mówisz.

– Nieważne. Ile masz lat? – dopytuję.

– A jakie to ma znaczenie? – Marszczy brwi. – Słuchaj, idziesz czy nie?

Wydaje mi się, że to przypadkowa dziewczyna, która po prostu szuka seksu. Jeśli mam rację, to na pewno nie wie, że będzie nagrywana. I raczej nie ma szans, by się na to zgodziła. Muszę ją zatem nagrać z ukrycia. Cholera, skup się…

Mijamy pub, w którym jest sporo ludzi. Dziewczyna mówi jednak, żebym się nie przejmował, bo nasza kryjówka znajduje się w odludnym miejscu. Następnie prowadzi mnie przez gęste zarośla. Nie chcę nawet myśleć o tym, ile kleszczy mogło się właśnie do mnie dobrać.

– Jesteśmy.

Dziewczyna opiera się plecami o pień starego drzewa. Przez dłuższą chwilę patrzymy sobie w oczy. Pragnie tego. Oblizuje górną wargę i powoli rozpina czarną bluzę. Zaczynam się pocić, ale nie z podniecenia, tylko ze stresu. Serce bije mi jak oszalałe i boję się, że nie dam rady tego zrobić.

Weź się w garść! Nie możesz tak myśleć! Jeśli zawalisz, będziesz skończony. Wszyscy się dowiedzą, co zrobiłeś.

Ta kurwa ma na ciebie mnóstwo haków, ale sobie z nią poradzisz. Najważniejszy jest spokój, pamiętaj o tym.

– Odwróć się – mówię szorstko. Dziewczyna wykonuje moje polecenie.

Zdejmuję z niej bluzę i rzucam ją na ziemię.

– Opuść spodnie.

– Dlaczego sam mi ich nie zdejmiesz? – mówi lubieżnie.

– Okej.

Rozpinam jej rozporek i ściągam do kostek obcisłe dżinsy. Jest bardzo szczupła, wręcz koścista. Jej pośladki są tak drobne, że mogę je bez problemu zmieścić w dłoniach. Przesuwam rękę wyżej i docieram do piersi. Prawie ich nie ma. Zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno jest kobietą. Znowu schodzę niżej i sięgam między nogi. Jest. Co za ulga…

– Wyruchaj mnie – jęczy, ocierając się pośladkami o moje krocze.

– Zamknij się – syczę.

Przyciskam ją do drzewa, macam po ciele i wkładam dłoń pod majtki. Jestem tak bardzo roztrzęsiony, że mój członek ani drgnie. Nabieram powietrza ustami i rozmawiam ze sobą w myślach. Tylko na nią spójrz. Ma takie młode, gładkie ciało… Tak bardzo chciałbyś jej teraz wsadzić. I zrobisz to, bo uwielbiasz młode cipki.

Opuszczam do kolan spodnie wraz z bokserkami. Robię się coraz twardszy. Dziewczyna jęczy, gdy napieram o nią od tyłu. Czas zacząć przedstawienie.

– Zamknij oczy i się nie odwracaj – mówię stanowczo. – Zrobimy to tak, jak lubię.

– Jak chcesz – rzuca, przykładając czoło do pnia drzewa.

Dyskretnie wyciągam z kieszeni spodni telefon i portfel. Z portfela wyjmuję prezerwatywę, którą jedną ręką niechlujnie nakładam na nabrzmiały członek. Drugą włączam aparat w telefonie. Gotowe.

Wchodzę w nią dość gwałtownie. Dziewczyna napina mięśnie i głośno stęka.

– Przepraszam.

Gdy się rozluźnia, zaczynam poruszać się szybciej i nakierowuję na nią kamerę. To ostatnia chwila, by filmik się udał bez latarki. A przecież nie mogę jej włączyć.

– Mocniej – jęczy. Przyspieszam i kieruję obiektyw na jej pośladki. Następnie przełączam się na przednią kamerę. Oglądam samego siebie. Żałosnego, zakłamanego sukinsyna, który zasłużył na to chujostwo, które go spotkało.

Ostatnie ujęcie dziewczyny i jeszcze sekunda na pokazanie otoczenia. Gotowe. Wychodzę z niej i szybko chowam telefon do kieszeni.

– Co jest? – Dziewczyna się odwraca. – Dlaczego przestałeś?

– Mam dość – odpowiadam, zdejmując prezerwatywę i wyrzucając ją w krzaki.

Nieznajoma parska śmiechem.

– Żartujesz sobie, prawda? A co ze mną?

– Przepraszam, ale nie dam rady. – Zapinam rozporek i odwracam się do niej plecami. – Trzymaj się.

– Dwieście złotych – mówi, zanim zdążę zrobić choćby krok.

– Słucham? – Patrzę na nią z niedowierzaniem. – Jesteś prostytutką?

– Jakoś trzeba zarabiać na życie. A co myślałeś?

To dlatego kilka godzin wcześniej dostałem polecenie, by zawsze mieć w portfelu minimum pięćset złotych. Nie dość, że jestem szantażowany, to jeszcze muszę wydawać pieniądze.

– Masz. – Wręczam jej dwie stówy. – A teraz żegnam.

Próbuję przedostać się przez gęste zarośla. Słyszę, że idzie za mną.

– Stój – mówi zdenerwowana. – To za mało.

– Że co? – Przystaję. – Przecież powiedziałaś dwieście złotych.

– Tyle chcę za usługę. Drugie tyle za filmik, który nakręciłeś, skurwielu. Myślisz, że się nie zorientowałam? Dobrze znam takich perwersów jak ty.

Czuję, że nogi się pode mną ugiają.

– Posłuchaj, to nie tak…

– Wyskakuj z kasy.

– Ale… ja nie mam więcej.

Dziewczyna obejmuje mnie w pasie.

– Pytałeś wcześniej, ile mam lat… Mogę ci powiedzieć… Piętnaście. Wciąż nieskończone.

Po plecach spływają mi strużki zimnego potu.

– Dobrze. Już szukam.

Drżącymi dłońmi wyciągam z portfela dodatkowe dwieście złotych. Dziewczyna chucha w banknoty, a potem chowa je do kieszeni.

– Usuń filmik.

– Nie mogę – mówię piskliwym głosem. – Nie zrozumiesz… Muszę go mieć, bo…

 

– Jesteś pierdolonym pedofilem – wchodzi mi w słowo. – Mogłabym cię zrujnować, ale wiesz co? Nie zrobię tego. Może jeszcze kiedyś mi się przydasz… – Omija mnie i kieruje się w stronę ścieżki. – Jeżeli ktokolwiek zobaczy ten filmik, będziesz miał przejebane. Rozumiemy się?

Odczekuję dłuższą chwilę, po czym wychodzę z krzaków i idę wzdłuż brzegu stawu. Siadam na ławce, przy której wcześniej spotkałem dziewczynę, i włączam aplikację Pokaż mi. Wgrywam w nią filmik. Teraz pozostaje mi czekać na werdykt.

Od niego zależy bardzo wiele.

Serce omal nie wyskakuje mi z piersi, gdy na zablokowanym ekranie smartfona widzę powiadomienie z aplikacji. A potem czytam po dziesięć razy każde słowo.

„Nie zaliczono zadania”.

To niemożliwe. Przecież zrobiłem wszystko, o co mnie prosiła.

„Dlaczego?” – pytam przerażony samego siebie. „Wykonałem polecenie i jeszcze straciłem pieniądze. To nie wystarczy?”

Zawiodłeś mnie. Poszedłeś po linii najmniejszego oporu. Brakowało mi pasji, namiętności, a przede wszystkim – orgazmu! Spierdoliłeś to zadanie!

Wycieram rękawem swetra spocone czoło.

Dlaczego mi to robisz?

W odpowiedzi dostaję emotikon z serduszkiem.

Miałeś szansę się wykazać. Okazałeś się jednak kompletną niedojdą. Za karę czeka cię jeszcze gorsze zadanie.

Zagryzam dolną wargę tak długo, aż czuję na języku metaliczny posmak krwi.

Nie dam już rady dłużej ciągnąć tej farsy.

Kolejne serduszko. A potem uśmiechnięty diabełek.

Jedyną farsą, jaką tu widzę, jest twoje życie. Jeżeli teraz się wycofasz, wszyscy się dowiedzą, co zrobiłeś, i zobaczą, jakim jesteś potworem. Nie masz wyboru.

Ma rację. Muszę posłusznie wykonywać jej polecenia. Inaczej upubliczni nagrania.

A w międzyczasie muszę robić wszystko, by odkryć, kim jest i dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi.

CZĘŚĆ 1

PIERWSZY POZIOM WYZWOLENIA

51% użytkowników portali randkowych jest już w związku.

11% mężczyzn szukających miłości w sieci ma żonę.

KWIECIEŃ 2020

DWA TYGODNIE WCZEŚNIEJ

Dźwięk telefonu wibrującego na szafce nocnej wybudza mnie z płytkiego snu. Wściekam się, bo dziś wyjątkowo trudno mi się zasypiało, a teraz pewnie nie zmrużę oka do samego rana.

Sięgam po telefon i zerkam na podświetlony ekran. Nowa wiadomość o godzinie 2.34.

Kochanie, śpisz?

Uśmiecham się pod nosem. Myśli o mnie nawet w środku nocy.

Nie. Coś się stało?

Leżę na plecach i zamykam oczy. Tak bardzo bym chciał, żeby była teraz przy mnie. Chciałbym czuć na torsie dotyk miękkich opuszków jej palców. Wiem jednak, że dziś związki funkcjonują głównie w internecie. Ludzie nie odrywają się od ekranów telefonów. Randkują w sieci, uprawiają wirtualny seks, a nawet rozstają się przez esemes. Prawdziwe życie nie jest już nam do niczego potrzebne, bo to, co najważniejsze, czyli miłość, możemy znaleźć w telefonach.

Tylko że mi telefon przestaje wystarczać…

Kolejna wiadomość.

Nie mogę. Czuję się taka samotna.

Tak dobrze ją rozumiem. Mam nadzieję, że wkrótce będę miał okazję powiedzieć jej to w cztery oczy.

A potem złożyć na jej ustach długi, namiętny pocałunek, po którym cały świat wokół nas przestanie mieć znaczenie.

Moje biedactwo… Jestem przy tobie myślami. Cały czas.

Odczytuje wiadomość. Widzę, że coś pisze. Pospiesz się. Nie trzymaj mnie tak długo w niepewności.

Myśli to za mało. Pragnę cię mieć przy sobie. Czuć twój zapach i spocone ciało.

Wstrzymuję oddech. Och, najdroższa… Gdybyś wiedziała, jak bardzo szaleję na twoim punkcie…

Cieszę się, że chcemy tego samego. Kiedy się zobaczymy?

Trzyma mnie w niepewności przez pięćdziesiąt osiem sekund.

To zależy.

Marszczę brwi. Znowu ta sama gadka.

Od czego? Przecież wygrałem!

Najpierw wysyła mi emotkę z diabłem, a potem dodaje:

To prawda, ale musisz jeszcze chwilę poczekać.

Podnoszę się z łóżka i idę do łazienki. Przemywam twarz zimną wodą, a potem zerkam na ekran i odpisuję:

Nie drocz się ze mną, proszę. Spotkajmy się jak najszybciej. Dłużej nie wytrzymam. Przecież ty też tego pragniesz.

Kolejny diabełek. A po nim krótka odpowiedź:

Pragnienia nie wystarczą.

Przeklinam pod nosem. Uwielbia się nade mną znęcać, a ja jej na to pozwalam. Miłość to najgorszy wynalazek natury. Bez względu na to, jak dobrze ogarniasz rzeczywistość dookoła siebie, w momencie, w którym stracisz czujność i zakochasz się w kobiecie, twój mózg zaczyna stopniowo tracić moc. W końcu stajesz się chodzącym pudłem pełnym buzujących hormonów i szalejących pierwotnych instynktów.

Nie jestem w stanie się jej sprzeciwić. Już dawno zmieniłem się w bezużyteczne pudło.

Zasłużyłem sobie na spotkanie. Dlaczego nie chcesz dotrzymać danego słowa?

Stoję przed wysokim na całą ścianę lustrem. Mam na sobie tylko bokserki. Obserwuję umięśnione, wysportowane ciało. Wiem, że podobam się kobietom. Często mnie pytają, czy mam bliskowschodnie korzenie. Z powodu moich kruczoczarnych włosów i gęstych brwi w dzieciństwie rówieśnicy nazywali mnie Arabem. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Budziłem respekt. Nikt nie miał prawa mi podskoczyć.

Zawsze to ja dyktowałem warunki. Do czasu, aż poznałem ją.

Teraz tańczę, jak ona mi zagra.

Dotrzymam słowa, tygrysie. Ja też pragnę spotkania, ale proszę, wytrzymaj jeszcze chwilę…

Przysięgam, że gdybym ją teraz dopadł, przerzuciłbym ją przez kolano i zlał jak niegrzecznego przedszkolaka.

Powtarzasz to od kilku dni, a mimo to wciąż trzymasz mnie na dystans. Przecież było nam tak dobrze… Ile mogę czekać?

Reaguje uśmiechniętą emotką. A potem wysyła mi zdjęcie swoich pośladków.

Aż tak się stęskniłeś, że dłużej nie wytrzymasz?

Przełykam ślinę. Widok jej opalonego ciała sprawa, że momentalnie się pocę.

Pozwól mi ich dotknąć. Błagam…

Co dostanę w zamian?

Co tylko chcesz.

Masuję się po kroczu. Boli. Jeszcze nigdy nie pożądałem tak bardzo żadnej kobiety.

Wyślij mi coś miłego na dobranoc.

Już idziesz? Tak po prostu?

Wysyła śpiącą emotkę.

Pokaż mi swojego królewicza, a następnym razem zaśniesz u mojego boku.

To brzmi jak obietnica. Oby dotrzymała danego słowa…

Opuszczam bokserki i robię sobie nagie zdjęcie. Otwiera je od razu.

Jesteś piękny… Cały mój.

Kręci mi się w głowie.

Tak… jestem tylko twój, kocie.

Odpowiada uśmiechniętą buźką.

Do zobaczenia za kilka godzin. Pornosnów.

„Po tym, jak mnie rozochociłaś, na pewno takie będą” – myślę.

Dobranoc.

Masturbuję się w ciszy, a potem wracam na palcach do sypialni.

– Dlaczego nie śpisz? – Moja narzeczona Jagoda siedzi na łóżku i przeciera zaspane oczy.

– Przepraszam, kochanie. – Całuję ją w głowę. – Dziś moja „noc wilkołaka”.

– Serio? – Przeciąga się. – Kompletnie o tym zapomniałam.

To Jagoda jako pierwsza zauważyła, że co miesiąc w noc pełni księżyca mam problem ze snem.

– No… więc nie przejmuj się mną.

– Okej. Mimo to spróbuj się zdrzemnąć. Nie chcę rano siłą wyciągać cię z łóżka.

Odwraca się do mnie plecami. Obejmuję ją i całuję w szyję. Przez chwilę leżymy przytuleni na łyżeczkę. Jagoda w tej pozycji zawsze zasypia w mgnieniu oka.

Gdy jej oddech się uspokaja, siadam na skraju łóżka i sięgam po telefon. Ostatni raz sprawdzam, czy Królowa wysłała mi jeszcze jakąś wiadomość. Żadnych nowych powiadomień. No nic. Muszę czekać do rana.

Przed zaśnięciem włączam aplikację i sprawdzam ranking. Minęło dopiero osiem dni kwietnia, ale sześciu użytkowników już nabiło po pięćset punktów. Nieźle. Zjeżdżam niżej i niżej. Nigdzie nie mogę znaleźć samego siebie.

A to dlatego, że trafiłem do specjalnej loży honorowej zwycięzców miesiąca. Uzyskałem najlepszy wynik w marcu i dzięki temu spotkam się z Królową osobiście. Tylko jeden mężczyzna co miesiąc dostępuje tego zaszczytu.

Walka była zacięta, ale na ostatniej prostej okazałem się niepokonany. Nie mieli ze mną szans.

Miłość sprawia przecież, że człowiek jest zdolny do wszystkiego.

Szacuje się, że co najmniej 10% profili na portalach randkowych to konta fikcyjne.

LUTY 2020

DWA MIESIĄCE WCZEŚNIEJ

1

Piątkowy wieczór tradycyjnie spędzam z Wojtkiem. Poznaliśmy się na studiach menadżerskich i od razu wpadliśmy w wir imprez. Szybko się okazało, że doskonale dogadujemy się przy butelce wódki. Obaj mieliśmy mocne głowy i zapał do robienia szalonych rzeczy. To się nie mogło nie udać.

– Po szocie na rozgrzewkę?

Wojtek stawia przede mną dwa wielkie kieliszki. Pijemy z nich już kilka lat. Dostał je na urodziny od znajomego z Rosji. Do dziś, gdy je widzę, dostaję dreszczy i za każdym razem nieśmiało proszę, by nalał mi tylko połowę.

– Daj spokój, stary. Dziś jest nasz szczęśliwy dzień.

Nalewa wódki po sam brzeg, a potem unosi kieliszek i wypija bez toastu. Widzę, że drżą mu dłonie. Spieszy mu się do kasyna. Tydzień temu przegrał dwa tysiące i dziś chce się odbić.

Od jakiegoś czasu chodzimy tam częściej. Nie podoba mi się to. Wolałem nasze nocne wypady do klubów lub barów. Wojtek uważa jednak, że nic się nie stanie, jak czasem sobie zagramy. Problem w tym, że za każdym razem przegrywam, a mniejsze kwoty wystarczają mi tylko na kilka gier. Jestem już spłukany, a nie dostałem jeszcze nawet darmowego piwa.

– Może dajmy sobie dziś spokój i chodźmy do Pijalni?

Wojtek się krzywi i kiwa mi przed twarzą palcem wskazującym.

– Obiecałeś, Łukaś. Nie próbuj się wymigać.

Wzruszam ramionami. Widzę, że jest już tak nastawiony na kasyno, że nie ma mowy, by zmienił zdanie.

Kilka szotów później humor wyraźnie mi się poprawia. Obaj jesteśmy już wstawieni i zaczynamy wspominać studenckie lata. Jak na ironię, jedenaście lat po nich ze wszystkich ludzi, którzy wtedy przewijali się przez moje życie, został mi tylko Wojtek. Koleś od wypitki, który na trzeźwo niespecjalnie interesował się moimi sprawami i nawarstwiającymi się problemami. Gdy już jednak sobie golnął, przemieniał się w mojego najbliższego przyjaciela. Z każdą kolejną butelką czystej rozmawiało nam się coraz lepiej. Zdarzało się, że płakałem mu w rękaw, a on głaskał mnie po głowie i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Wierzyłem mu, bo pijany Wojtek zawsze mówił prawdę.

Dziś sądzę, że alkohol stanowił klucz do przetrwania naszej przyjaźni. Robiliśmy po pijaku tyle głupich rzeczy, że gdybyśmy mieli się nie widzieć przez następne dziesięć lat i tak starczyłoby nam wspomnień na całą noc. Inne znajomości z czasów studiów już dawno się posypały, bo zwyczajnie nie mieliśmy o czym gadać. Ludzie pragną pasji, szaleństwa, odrobiny przyjemności w tych trudnych, stresujących czasach. Wojtek był przy mnie w momentach, które kształtowały moją przyszłość.

Był przy mnie, gdy byłem sobą.

Opróżniamy pierwszą butelkę wódki. Czuję, że mógłbym już iść do klubu, ale nie zamierzam poruszać dziś już tego tematu. Niech ma to pieprzone kasyno. Co za różnica, czy wydam dwie stówki tam, czy w barze?

– Zaraz wracam.

Wojtek idzie do kuchni po kolejną butelkę. Ja w tym czasie rozkładam się wygodnie na kanapie i patrzę na zdjęcia w ramkach, które Kamiński trzyma na szafce od kilku lat. Trzy kompletnie przypadkowe fotografie – jedna znaleziona na facebookowym profilu warszawskiego klubu. Uśmiechnięty Wojtek obejmuje dwie dziewczyny w krótkich spódniczkach. Nigdy więcej ich nie spotkał. Nawet nie pamięta, jak miały na imię. Druga – ze mną, gdy zasnęliśmy na wykładzie i nasz kolega zrobił nam zdjęcie z ukrycia. Z kolei trzecia przedstawia Wojtka siedzącego przy stole ze stryjem, którego widział kilka razy w życiu.

 

Właśnie taki jest Wojtek. W jego życiu jest pełno przypadkowości. Mimo to czy tego chcę, czy nie, Kamiński wywarł olbrzymi wpływ na moje życie. Gdy przyjechałem do Warszawy, byłem tylko przestraszonym, zakompleksionym kujonem z małego miasteczka, który nie wiedział, na co się porywa. Dziś kieruję zespołem w dużym domu mediowym Key & Net i nadzoruję kampanie marketingowe dla największych firm w Polsce i na świecie. Nie osiągnąłbym tego bez Wojtka i jego miłości do wódki.

Dzięki niemu zrozumiałem, że do życia trzeba podchodzić z przymrużeniem oka. Przestałem mieć wygórowane oczekiwania wobec siebie i innych. Dałem sobie spokój z przejmowaniem się opiniami na mój temat. Po prostu robiłem swoje, a w piątek szalałem do upadłego i potem, mimo sobotniego kaca, czułem się spełniony. Właśnie tego brakowało mi przez młodzieńcze lata. W końcu znalazłem balans.

Większość ludzi pije, bo nie daje sobie rady bez alkoholu. Nigdy tego nie rozumiałem. Mógłbym żyć w abstynencji, trzymając w lodówce skrzynkę gorzały. I wcale nie chciałoby mi się pić. Tylko co to za życie? Po co pozbawiać się tej przyjemności?

Jesteśmy już w połowie drugiej butelki, gdy Wojtek proponuje jointa.

– Ja nie chcę. Ty też nie powinieneś.

Kamiński prostuje się na krześle.

– Stary, co się dzisiaj z tobą dzieje? Jakiś problem w raju? – śmieje się.

– W sraju – odpowiadam od niechcenia. Zawsze po pijaku próbuje ze mnie wyciągnąć jak najwięcej informacji na temat mojego związku. Na szczęście w miarę upływu czasu nauczyłem się trzymać język za zębami.

Wciąż jestem sobą, ale bardziej uważam na to, co mówię.

Wojtek nigdy nie związał się z żadną kobietą na dłużej niż kilka miesięcy, podczas gdy ja już na pierwszym roku magisterki zbliżyłem się do koleżanki z grupy. Nikt poza Kamińskim nie wiedział, że to z Jagodą zaliczyłem swój pierwszy raz. Dopiero po trzech latach znajomości wyznałem mu, że jestem prawiczkiem. I to na trzeźwo. Wcześniej żadna ilość wypitego alkoholu nie pchnęła mnie do takiej szczerości. Wojtek nie rozumiał, jak mogę tak długo czekać.

– Przecież masz tyle okazji. W klubach aż się roi od lasek… Zrób coś, albo sam posadzę ci jakąś dziunię na drągala.

Dla mnie było jednak za wcześnie. Dopiero po kilku latach stałem się na tyle pewny siebie, że mogłem wreszcie spróbować czegoś poważniejszego. Któregoś razu lekko podchmielony pocałowałem Jagodę, gdy siedzieliśmy przy biurku w jej kawalerce i pracowaliśmy nad projektem ze strategii firmy. Zdziwiłem się, gdy mnie nie odepchnęła. Dziś, po siedmiu wspólnych latach, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nasz pierwszy stosunek był krótki i nieudany. Dzięki Bogu, Jagoda nigdy nie wspomina o tamtym wieczorze.

Naprawdę myślałem wtedy, że dokonałem czegoś wielkiego. Nie miałem żadnego punktu odniesienia.

Wojtek bierze kilka buchów i gasi jointa.

– Zamówisz ubera? Teraz twoja kolej.

Jedziemy ze Starego Mokotowa do centrum. Zatrzymujemy się przy Hiltonie. Kierowca, prawdopodobnie Ukrainiec, żegna się z nami łamaną polszczyzną. Wchodzimy do środka i przemierzamy szeroki hol. W kasynie recepcjonistka uśmiecha się do nas i prosi o dowody.

– Miłego wieczoru.

Schodzimy po schodach i zatrzymujemy się przy dolnym barze. Wojtek zamawia paczkę papierosów.

– Dzięki, szefie.

Przechadzamy się chwilę między stolikami w poszukiwaniu wolnego miejsca. Będziemy grali w blackjacka. To ulubiona gra Wojtka, a ja nie protestuję, bo nie znam żadnej innej. To Kamiński wprowadził mnie w świat hazardu. Zaczęliśmy od blackjacka i tak już zostało.

Przy ostatnim stoliku dostrzegam sympatyczną krupierkę, która obsługiwała nas już kilka razy. W tej chwili gra tam tylko jakiś Azjata.

– Dzień dobry. – Uśmiecha się na nasz widok. – Miło panów widzieć.

Wojtek zaczesuje dłonią włosy i odwzajemnia uśmiech. Zastanawiam się, czy już ją puknął.

– To co, gramy? – pyta retorycznie.

Widzę, jak na nią patrzy. Czy to dlatego tak bardzo nalegał dziś na kasyno? Kamiński nigdy nie szanował kobiet i potrzebował ich tylko po to, by rozładować napięcie seksualne. Działał w myśl schematu „poderwij – zalicz – porzuć”. Nie wierzył w miłość i zrywał wszelkie potencjalnie bliższe znajomości. Magda, nasza koleżanka ze studiów, do dziś unika go jak ognia po tym, jak Wojtek bez ogródek powiedział jej, że nigdy nie będą razem, bo on nie uznaje związków.

– Jestem wolnym strzelcem i nie widzę w tym nic złego – powtarzał.

W pewnym sensie zazdroszczę mu takiego podejścia. Sam wybrałem inny styl życia. Jagoda przez długi czas była dla mnie wszystkim. To przy niej uczyłem się partnerstwa i poznawałem własną męskość. Tak bardzo się z nią zżyłem, że nie dostrzegałem tego, co istnieje poza naszym mikroświatem. W pewnym momencie chyba nawet przestałem o tym myśleć.

I wtedy zdarzyło się coś, czego nie planowałem. Głupia sprzeczka z Jagodą. Gniew. Ciche dni. Impreza z Wojtkiem. Tabletka, którą Kamiński załatwił od znajomego. Alkohol. Euforia. Jeszcze więcej alkoholu. Śliczna brunetka przy barze. Toast. Drugi toast. Taksówka do jej mieszkania. Dziki seks i pobudka z ogromnym kacem.

Nawet Wojtek nie wie, co zrobiłem.

Gdy wróciłem do domu, Jagoda rzuciła mi się w objęcia i przeprosiła za wybuch gniewu. Biedna dziewczyna wzięła całą winę na siebie. A ja? Powiedziałem tylko, że nic się nie stało, i uciekłem pod prysznic. Myłem się z uśmiechem na twarzy, wyobrażając sobie, jakie jeszcze atrakcje skrywa świat, którym tak bardzo podnieca się Wojtek.

– Łukaś, żyjesz? – Kamiński macha mi przed oczami. – Masz czternaście. Dobierasz czy nie?

– Pas – odpowiadam, robiąc odpowiedni gest dłonią.

– Ja dobieram – mówi Wojtek. Ma szesnaście.

Krupierka wyciąga ósemkę.

– Za dużo. – Zabiera Wojtkowi żeton na sto złotych. Następnie wyciąga sobie kartę z siódemką.

– Dwadzieścia trzy. Za dużo.

– Brawo, stary! – Wojtek poklepuje mnie po ramieniu. Wygrałem pierwsze rozdanie. Dwadzieścia pięć złotych do przodu – gram za niższe sumy.

Dwie kolejki później kelnerka przynosi nam darmowe piwo. Jestem pięćdziesiąt złotych na plusie, a Wojtek – trzy stówy na minusie. Jak na razie tylko przegrywa.

– Zaraz się odbiję, stary – mówi z nadzieją. – Słuchaj, jak tam z Jagodą? Praktycznie dziś o niej nie wspomniałeś. Coś nie tak?

– Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?

Wojtek wzrusza ramionami.

– Tak po prostu. Jesteś dziś jakiś przygaszony. Pokłóciliście się? Zerwaliście zaręczyny?

Zamieram, gdy Wojtek wypowiada to słowo. Odkąd uklęknąłem przed Jagodą i wyciągnąłem z kieszeni drogi pierścionek, staram się nie dopuszczać do głosu buzującej we mnie wściekłości. Wiem, jaka jest prawda. Wiem, dlaczego jej się oświadczyłem. Chciałem zagłuszyć wyrzuty sumienia i zmazać moje wszystkie przewinienia. To już bez znaczenia – przecież dokonałem wyboru. To z Jagodą chcę spędzić resztę życia. Pokazałem, kto jest dla mnie najważniejszy. Muszę się tego trzymać. Zbyt długo jesteśmy razem, by tak po prostu to zburzyć. Jagoda tego nie przeżyje. Wiem, jak bardzo mnie kocha.

– Co ty pieprzysz, Wojtek? – obruszam się. – Ślub będzie we wrześniu. Przecież wiesz.

Krupierka prosi Wojtka, by przeciął talię czarną kartą.

– Zaczęliście już przygotowania? Zostało siedem miesięcy…

– Jeszcze nie, choć Jagoda ostatnio coraz częściej mnie zamęcza…

Wojtek parska śmiechem.

– Czyli jednak? – Poklepuje mnie po ramieniu. – Ktoś chyba zaczyna się cykać…

– Nie cykam się. – Odpycham jego rękę. – Po prostu nie chcę o tym teraz myśleć. Mam dużo innych spraw na głowie. Dopiero co wygraliśmy przetarg na ogólnopolską kampanię z siecią komórkową. Czeka mnie mnóstwo pracy i w najbliższych miesiącach będę przesiadywał w biurze od rana do wieczora. Nie mogę teraz zawracać sobie głowy innymi rzeczami.

– Nazywasz „inną rzeczą” ślub z wieloletnią partnerką? – Wojtek wybałusza oczy.

– Nie łap mnie za słówka. – Lekko szturcham go w ramię.

– No i to mi się podoba! – Kamińskiemu udało się wygrać sto złotych. – Powiem ci – stawia przed sobą dodatkowy żeton – że moim zdaniem szukasz wymówki, by przesunąć termin ślubu. Prawda? – Spogląda na krupierkę Karolinę, przynajmniej według plakietki przypiętej do czarnej bluzki. – Niech pani mu powie, że jest tchórzem.

– Nie mogę. – Unosi ręce w geście kapitulacji. – Nie znam szczegółów.

– To ja pani wyjaśnię… – mówi podpity Wojtek. – Mój kumpel…

– Daj spokój. – Zatykam mu usta dłonią. – Albo się zamkniesz, albo wychodzę.

Wojtek marszczy brwi i przygląda mi się podejrzliwie.

– Dobra, no… Co się z tobą dziś dzieje? Pożartować nie można?

– To nie są żarty. – Dopijam piwo.

– A skąd ja mam wiedzieć? Ostatnio nic mi nie mówisz.

– Bo nie ma o czym – rzucam.

Wojtek wzdycha, po czym mówi krupierce, że na razie dziękujemy.

– Chodź ze mną. – Prowadzi mnie do baru i zamawia dwa szoty wódki. – Martwię się o ciebie, Łukaś. Wiesz dobrze, jakie mam zdanie na temat Jagody. To świetna dziewczyna, ale nigdy nie byłem zwolennikiem waszego związku.

– Jakoś mnie to nie dziwi – wchodzę mu w słowo. – Wystarczy spojrzeć na to, co sam wyprawiasz.

Kamiński prycha, a potem stuka się ze mną kieliszkiem.

– Być może nie jestem najlepszym wzorem do naśladowania, ale przynajmniej dzięki temu unikam takich sytuacji jak twoja. – Kładzie mi dłoń na ramieniu i potrząsa mną. – Coś ci powiem. Moim zdaniem, stary, brakuje ci jednego…