Mroczne sekrety

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

DZIEWIĘĆ LAT TEMU

To najpiękniejszy rok mojego życia, pełen emocjonujących wydarzeń: romantyczne oświadczyny na Teneryfie, przeprowadzka do jego domu i zmiana pracy. Dzięki ukochanemu zbieram się na odwagę, by ruszyć z miejsca. Wysyłam CV do znanej marki odzieżowej, która szuka osoby na stanowisko menadżera zespołu. Odpowiedź dostaję już na drugi dzień.

– Jestem przekonany, że sobie poradzisz. Kto jak nie moja piękna i mądra narzeczona?

Wsparcie Craiga jest dla mnie nieocenione. Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, że sprawia, iż kobieta przy nim rozkwita. U boku Craiga wiosna trwa dla mnie dwanaście miesięcy.

We wrześniu pobieramy się w małej kapliczce na klifie w hrabstwie Devon. Towarzyszy nam jedynie najbliższa rodzina Craiga i kilku przyjaciół. Z mojej strony jest tylko Jane. Myślałam o zaproszeniu Natalii, ale jej wyprowadzka do Polski sprawiła, że już nie jesteśmy ze sobą tak blisko. Nie trzymałam się też z nikim z poprzedniej pracy.

Cieszy mnie wyrozumiałość Craiga. Wiem, że też marzył o skromnej ceremonii. Był już kiedyś żonaty i jak przyznał, zmagał się z nadmiernymi oczekiwaniami partnerki i potrzebą ciągłego udowadniania, że jest ona dla niego kimś wyjątkowym.

– Kocham w tobie to, że akceptujesz mnie takim, jaki jestem – mówi, ściskając przed ołtarzem moje drżące dłonie. – Nigdy niczego na mnie nie wymuszałaś. Twoja uczciwość i bezinteresowność sprawiają, że jeszcze bardziej chcę ci przychylić nieba. Kocham cię, Magdo. Jesteś kobietą mojego życia. Obiecuję, że zrobię wszystko, byś już zawsze była ze mną szczęśliwa.

Przede mną przyszłość, o jakiej marzyłam. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że siedem lat później, leżąc w szpitalnym łóżku po nieudanej próbie samobójczej, obiecam sobie, że już nigdy nie dam wiary w czcze obietnice wydobywające się z męskich ust.

Największą porażką w życiu każdej kobiety jest mężczyzna.

PIĘĆ LAT TEMU

1

Niedawno nasi wspólni znajomi Thomas i Ally ogłosili, że spodziewają się dziecka. Radosna nowina sprawiła, że sami zaczęliśmy rozmawiać o powiększeniu rodziny. Craig doskonale wie, że nie chcę być matką. Na długo przed zaręczynami okłamałam go, że mam problemy z zajściem w ciążę. Opowiedziałam mu o poronieniu i druzgocącej diagnozie lekarzy, którzy dawali mi minimalne szanse na to, że kiedykolwiek uda mi się zostać matką.

– Nawet jeden procent szansy to zawsze szansa – upierał się Craig.

– To prawda, ale z reguły okupiona dużo większym wysiłkiem. Nie chcę po raz kolejny przez to przechodzić.

Rozpłakałam się, by uciąć niewygodną dyskusję. Craig objął mnie mocno i pocałował w głowę.

– Mam nadzieję, że kiedyś zmienisz zdanie i przekonasz się, że może być jeszcze piękniej.

Wiedziałam, że dzięki kłamstwom na jakiś czas będę miała z głowy rozmowy o macierzyństwie. Nawet teściowa, która kiedy tylko miała okazję, wtrącała się do naszego małżeństwa, w pewnym momencie przestała wypytywać o wnuki. Mogłam w spokoju skupić się na rozwoju zawodowym i liczyć na to, że Craig w pewnym momencie doceni nasz styl życia. Nie chciałam dzieci. Niby jak miałabym być dobrą matką po tym, jak porzuciłam córkę krótko po jej narodzinach?

Teraz znów muszę znosić maślane oczy męża, gdy przypadkiem natrafia w telewizji na reklamę kaszki dla niemowląt albo ogląda w internecie oferty wózków dziecięcych.

– No co? Chyba można sobie pomarzyć?

Nie podoba mi się to, że Craig stosuje wobec mnie szantaż emocjonalny. Jeśli myśli, że mu ulegnę, to grubo się myli. Za rok kończę czterdziestkę. To nie jest wiek na dziecko. Jako dojrzała kobieta chcę się skupić na korzystaniu z życia, a nie tonąć w brudnych pieluchach i pozwalać, by po nieprzespanych nocach pogłębiały mi się zmarszczki.

Kilka dni później Craig zaprasza mnie do swojego ulubionego baru, do którego chodzi z kolegami mniej więcej co dwa tygodnie. Zaskakuje mnie jego propozycja, ale i tak nie mam ciekawszego pomysłu na wieczór. Craig od początku jest w dobrym nastroju.

– Brałeś coś? – pytam poważnie. – Zachowujesz się dziwnie.

– Widzisz tę dziewczynę przy barze? – pyta, zerkając w stronę zgrabnej brunetki z pomalowanymi szminką w kolorze landrynkowego różu. – Jest tu nowa.

– No i co w związku z tym? – Marszczę brwi.

– Ładna jest, nie sądzisz?

Craig popija ciemne piwo i nie odrywa wzroku od ubranej w krótkie dżinsowe szorty dziewczyny.

– O co ci chodzi? – dopytuję zdezorientowana.

– Byłaś kiedyś z kobietą? – rzuca niespodziewanie.

– Żartujesz sobie, prawda? – Parskam śmiechem. – Nie pytasz serio?

– Jak najbardziej serio.

Potrzebuję chwili, by pozbierać myśli. Cokolwiek dzieje się teraz w głowie mojego męża, musi się jak najszybciej skończyć.

– Nie interesują mnie kobiety.

– A trójkąty?

Wybałuszam oczy i mam ochotę odejść od stołu.

– Czy chcesz mi coś powiedzieć?

Nagle oblewa mnie zimny pot. Czy to możliwe, by Craig i ta dziewczyna…? Nie, nawet nie chcę o tym myśleć. Nie przeżyłabym kolejny raz.

– No już, spokojnie, kochanie. – Craig chwyta mnie za dłoń i śmieje się pod nosem. – Do niczego nie doszło. Po prostu uważam, że Rachel to fascynująca kobieta.

– Rachel? To wy się znacie? I w ogóle jaka kobieta? Przecież ta smarkula nie ma więcej niż dwadzieścia lat.

– Dwadzieścia dwa – precyzuje Craig. – Poznaliśmy się, gdy byłem tu ostatnio.

– I nic mi nie powiedziałeś?

– A co ci miałem powiedzieć? – Mój mąż rozkłada ręce i kręci głową. – Przecież ty też nie spowiadasz się przede mną ze wszystkich mężczyzn, z którymi rozmawiasz. To była tylko zwykła pogawędka przy barze. Rachel opowiadała, że dorabia na studia. W przyszłym roku chciałaby wreszcie zacząć marketing.

– Młoda, ambitna i do tego pracowita – mruczę, wpatrując się w jej głęboki dekolt i krągłe pośladki.

– Powiedziała coś jeszcze. I nie ukrywam, że bardzo mnie to zaintrygowało.

2

W osłupieniu przysłuchuję się rewelacjom Craiga na temat Rachel.

– Poliamoryzm? To jakiś nowy fetysz?

– Nie fetysz, tylko tożsamość seksualna, która polega na darzeniu silnym uczuciem więcej niż jednej osoby.

– Mam rozumieć, że panny Rachel zza baru nie zadowala standardowy związek?

– Nie. I to jest w niej najciekawsze.

Widzę, że Craig za chwilę dopije piwo i będzie chciał podejść do baru po kolejne. Muszę go trzymać z daleka od tej dziewuchy.

– To samo? – pytam, podnosząc się z krzesła.

– Zaczekaj. Pójdę z tobą. – Tego nie przewidziałam. – To dobry moment, żeby was sobie przedstawić.

Barmanka uśmiecha się do mojego męża, po czym przenosi wzrok na mnie.

– Pewnie żona – rzuca, po czym podaje mi rękę i się przedstawia.

– Magda – odpowiadam. – Pochodzę z Polski – dodaję, wiedząc, że i tak by mnie o to spytała.

– Tak, wiem – mówi ku mojemu zaskoczeniu. – Craig wspominał.

Mierzę stojącego obok męża surowym spojrzeniem. Rachel ratuje Craiga z opresji, pytając, czy nie chcieli­byśmy się dla odmiany napić jakiegoś drinka.

– Muszę ćwiczyć przyrządzanie drinków. Problem w tym, że panowie zamawiają głównie piwo.

Niechętnie zamawiam mojito i patrzę, jak uśmiechnięta barmanka stara się zaimponować Craigowi.

– Całkiem nieźle jak na nowicjuszkę – komplementuje ją mój mąż.

– Proszę. – Rachel stawia przed nami szklankę mojito i kieliszek margarity. – Mielibyście coś przeciwko, gdybym do was dołączyła? I tak nie ma dużego ruchu. Powiem koleżance, by zastąpiła mnie na kwadrans.

– Daj jej szansę – mówi Craig, gdy wracamy do swojego stolika. – To ciekawa dziewczyna, w dodatku otwarta na nowe znajomości.

– Po tym, czego się o niej dowiedziałam, wcale mnie to nie dziwi – stwierdzam uszczypliwie. – Jak możesz w ogóle myśleć o takich dziwactwach?

– Zastanów się. – Z twarzy Craiga momentalnie znika uśmiech. – Co w tym dziwnego, że szukam urozmaicenia dla naszego życia, skoro pozbawiłaś mnie wszystkich marzeń?

Przełykam ślinę.

– A więc to moja wina?

Mój mąż poprawia się na krześle i pochyla głowę.

– Nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Próbowałem powiedzieć, że skoro nie możemy żyć jak standardowe małżeństwo, które na pewnym etapie zaczyna myśleć o powiększeniu rodziny, to powinniśmy się zastanowić, jak nie wpaść w rutynę.

– W rutynę? Craig, jesteśmy raptem cztery lata po ślubie.

Słowa męża omal nie wyprowadzają mnie z równowagi. Wypijam szybko drinka i próbuję zachować spokój. Jak on śmie dawać mi do zrozumienia, że nudzi się w naszym małżeństwie? Przecież daję z siebie sto procent. Craig jest dla mnie wszystkim. Myślałam, że on to odwzajemnia. Co mu strzeliło do głowy?

– Wybacz, kochanie. – Wzrusza ramionami. – Po prostu tak się czuję.

Wpadam w panikę i mówię coś wbrew sobie:

– Daj mi jeszcze trochę czasu. Będziemy mieli dziecko, obiecuję.

Craig prycha.

– Kiedy?

– Może za kilka lat. Przecież wiesz, że jestem krok od awansu.

– Magda. – Ściska mocno moją dłoń. – Nie gniewaj się, ale naprawdę sądzisz, że możemy tyle czekać? Jesteś tuż przed czterdziestką, ja już po. To ostatni moment, by postarać się o dziecko.

Moja samoocena w jednej chwili zaczyna spadać na łeb, na szyję. Kilkadziesiąt minut wystarczyło, by Craig rozbudził we mnie wszystkie negatywne emocje, które przez tyle lat próbowałam okiełznać z pomocą Jane.

– Uważasz, że w moim wieku nie ma miejsca na ciekawość… – Ocieram palcami oczy. – Tego się po tobie nie…

– Już jestem. – Rachel siada na wolnym krześle i stawia przed sobą butelkę pepsi. – Przepraszam, że musieliście czekać, ale koleżanka miała jeszcze coś do zrobienia i nie mogłam opuścić baru.

 

– I tak nie zamierzaliśmy wychodzić – odpowiada Craig.

– Coś się stało? – Rachel przygląda mi się z niepokojem. – Wydajesz się jakaś smutna.

– Miałam ciężki dzień. – Chrząkam.

– Ciesz się, że tylko dzień – odpiera barmanka. – Niektórzy mają pod górkę przez całe życie.

Przez następny kwadrans rozmawiamy głównie o Rachel. Dziewczyna bez skrępowania opowiada nam o swoim życiu i ostatnim związku.

– Rob i Tanya to cudowni ludzie, ale w pewnym momencie w naszej relacji coś się wypaliło.

– Co takiego? – dopytuje Craig.

– Ciężko powiedzieć. – Rachel popija pepsi. – Myślę, że problemem był mój wiek. Dopiero co skończyłam osiemnaście lat i nie miałam doświadczenia w sprawach sercowych. Nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę, a oni mieli bardzo konkretne oczekiwania. Zrozumiałam chyba, że nie będę w stanie ich spełnić. Nie byłam wystarczająco dojrzała.

– A teraz już jesteś? – Pytanie mojego męża sprawia, że omal nie podskakuję na krześle.

– Craig! – syczę przez zaciśnięte zęby.

– Dziś wciąż poznaję siebie, ale wiem, że jestem gotowa na prawdziwe uczucie – mówi ze spokojem w głosie. – Pragnę trwałego związku, który zapewni mi poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.

Mój mąż uśmiecha się do Rachel, dyskretnie spoglądając na jej dekolt. Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Podczas naszej pierwszej randki unikałam szczypania, by przypadkiem nie wybudzić się z pięknego snu, a teraz chowam dłonie pod blat i szczypię się najmocniej, jak potrafię. Niestety wciąż siedzę przy jednym stoliku z młodziutką barmanką, która mogłaby być moją córką.

Gdy Rachel wraca za bar, zaczynam go szantażować: jeśli zamówi u niej kolejnego drinka, może już sobie szukać noclegu w hotelu.

– Co cię ugryzło? – pyta poirytowany, gdy wracamy na piechotę do domu. – Przecież nie zrobiłem nic złego.

– Jeszcze – stwierdzam. – Wiem, co chodzi ci po głowie.

– Tak, polubiłem ją – przyznaje. – To sympatyczna dziewczyna, która była w stosunku do nas bardzo serdeczna.

– I lepiej żeby na tej serdeczności się skończyło.

Craig staje w miejscu i opiera dłonie na biodrach.

– A jeśli nie, to co?

TRZY I PÓŁ ROKU TEMU

Przez godzinę przygotowuję dla nas pyszną kolację, bo w ten weekend przypada moja kolej w kuchni.

– Wyborne szparagi – mówi Craig, ocierając usta serwetką. – Jesteś najlepsza, kochanie. – Wyciąga ku mnie rękę. – No chodź, chcę ci podziękować.

Podchodzę i się nad nim pochylam, a wtedy on całuje mnie namiętnie w usta. Czuję smak sosu kurkowego, którym polałam pieczeń.

– Cieszę się, że ci smakowało.

– Mnie też bardzo smakowało – odzywa się siedząca po drugiej stronie stołu Rachel. – Mogę?

– Jasne.

Okrążam stół, siadam obok Rachel i pozwalam się pocałować.

– Smakujesz jeszcze lepiej niż ten sos – stwierdza dziewczyna.

– Magda, kochanie – przerywa nam czułości Craig – odpocznij po obiedzie, a ja porwę Rachel do sypialni.

Nie protestuję. Dziś jest ich dzień sam na sam. Nasz przypadnie jutro.

Mieszkamy razem od pięciu miesięcy. Nie byłam przygotowana na to, że nasz związek, o ile można nazwać związkiem nasz układ, rozwinie się tak szybko. Craig i Rachel od razu wpadli sobie w oko i naciskali, bym zgodziła się na trójkąt. Słuchałam zapewnień, że dopuszczenie do sypialni drugiej kobiety doda pikanterii naszemu małżeństwu i pozwoli nam przezwyciężyć wszystkie nieporozumienia. Zaciskałam zęby i płakałam po kątach, nie chcąc, by Craig wiedział, jaki naprawdę mam stosunek do tego chorego pomysłu. Czułam jednak, że jeśli odmówię, mój mąż i tak nie zrezygnuje z Rachel. Patrzył na nią pożądliwie i wyczekiwał dnia, w którym wreszcie będzie mógł ją posiąść.

– Zrobimy to razem – zapewniał mnie. – Ja, ty i Rachel. Zgódź się chociaż na próbę. Proszę.

Wiedziałam, że nie mam wyjścia. Za słowem „proszę” kryła się groźba. Mogłam się zgodzić albo usunąć się w cień i pozwolić Craigowi szaleć z Rachel. Wzięłam wolne w pracy i przez trzy dni siedziałam pod kocem przed telewizorem. Powiedziałam mężowi, że się przeziębiłam, ale tak naprawdę potrzebowałam czasu na pogodzenie się z kolejną rewolucją w swoim życiu. Zostałam upokorzona przez ukochanego mężczyznę, ale mimo wszystko nie chciałam go stracić. Nie mogłam podjąć innej decyzji.

– Robię to tylko dla ciebie.

– Nieprawda. – Craig objął mnie i mocno przycisnął do siebie. – Ty też na tym skorzystasz, tylko jeszcze tego nie dostrzegasz.

Idą po schodach do sypialni na piętrze. Craig wchodzi pierwszy, trzymając Rachel za rękę. Oboje z uśmiechami spoglądają w moją stronę i mi machają. Odmachuję im i życzę miłej zabawy.

– Na pewno taka będzie – odpowiada Rachel, a potem znika za drzwiami.

Wchodzę do kuchni i wyciągam z szafki butelkę wina. Już nie obiecuję sobie, że skończy się na jednym kieliszku. Gdy zejdą na dół, będę już pewnie w trakcie czwartego. Powiem im, że rozbolała mnie głowa i muszę iść spać. Oni tymczasem rozsiądą się przed telewizorem, zrobią sobie drinki i urządzą sobie romantyczny seans. Oboje uwielbiają amerykańskie horrory, w których fabuła nie trzyma się kupy, a aktorzy grają strasznie drętwo. Takie szczegóły uzmysławiają mi, jak bardzo do nich nie pasuję.

Nienawidzę seksu we trójkę, który oni wprost ubóstwiają. Craig czerpie dziką przyjemność z patrzenia, jak Rachel całuje moje spięte ciało, a potem schodzi niżej i zabawia się językiem z moją łechtaczką. Pozoruję rozkosz i teatralnie pojękuję. Udawanie orgazmu opanowałam do perfekcji. Jęcząc, wpatruję się w czerwoną z podniecenia twarz Craiga. Widzę, jak przygryza dolną wargę i się masturbuje. Czasem każe Rachel się wypiąć i posuwa ją, podczas gdy ona robi mi dobrze. Craigowi tak bardzo się to podoba, że za nic w świecie z tego nie zrezygnuje.

Po trzech miesiącach „związku” padła propozycja, żebyśmy dla urozmaicenia zorganizowali również randki tylko we dwoje. W zeszłym tygodniu padło na mnie i Rachel. Poszłyśmy do kina, a potem do wegańskiej restauracji. Kino mi się podobało, bo nie musiałam się odzywać do Rachel, ale kolacja była istną męczarnią. Siedziałam w milczeniu i udawałam, że słucham z zainteresowaniem jej nudnego monologu o optymalizacji kosztów kampanii reklamowej na Facebooku i w Google. Rachel co chwilę zamawiała kolejny kieliszek prosecco i po niecałej godzinie była już mocno wstawiona. Gdy wychodziłyśmy, przytuliła mnie mocno na oczach kilkunastu osób i szepnęła do ucha, że mnie kocha.

– Naprawdę to czuję – dodała, gdy byłyśmy już na zewnątrz i czekałyśmy na taksówkę. – A ty?

– Rachel…

– Wiem, że mnie kochasz. – Próbowała mnie pocałować, ale delikatnie ją odepchnęłam.

– Nie tutaj. Wracajmy do domu.

Nie powiem Rachel, że jej nie kocham. Unikam jak ognia rozmów o uczuciach. To mogłoby jeszcze bardziej skomplikować moje i tak trudne relacje z Craigiem, który w zeszłym miesiącu w dniu urodzin Rachel wyznał jej miłość na moich oczach.

– Należysz teraz do naszej rodziny, dlatego pomyślałem, że zasługujesz na specjalny prezent.

Próbowałam nie wybuchnąć płaczem, gdy Rachel wyjmowała z papierowej torebki parę skarpetek, na których wyszyto romantyczny tekst przeboju Aerosmith. Craig wręczył mi takie same w nasze pierwsze wspólne święta. Chciał, żebyśmy już zawsze mieli po nich kiczowatą pamiątkę.

A teraz daje takie same skarpetki innej kobiecie, przekreślając tym samym wszystko, co kiedykolwiek nas łączyło.

Każdego dnia budzę się ze świadomością, że przede mną kolejny dzień, który nieco oddali mnie od męża. Gdy jednak zsumuję wszystkie dni z ostatnich miesięcy, uświadamiam sobie, że wkrótce nie będę już miała czego ratować.

Trwam w układzie, którego nie akceptuję. Torturuję siebie i okłamuję mężczyznę, którego kocham. Nie wiem, co robić. Mogę albo wydłużać sobie męczarnie, albo postawić sprawę jasno.

Boję się jednak tego, co usłyszę od Craiga, gdy wybiorę drugie rozwiązanie.

TRZY LATA TEMU

Wróć wcześniej do domu. Przygotowałem dla Ciebie coś specjalnego.

Kończę dziś czterdzieści jeden lat. Mąż na pewno szykuje dla mnie wyjątkowy prezent. Ostatnio dobrze się dogadujemy, a brak wzmianki o Rachel w wiadomości poprawia mi humor na kolejne godziny. Ostatnio spędzamy z nią mało czasu. Jej siostra, która mieszka w Liverpoolu, trafiła do szpitala i potrzebowała pomocy przy małych dzieciach.

– Muszę do niej pojechać przynajmniej na dwa tygodnie. Będziecie za mną tęsknili?

Weekendy Rachel spędza na uczelni, a po zajęciach jedzie prosto do baru. Craig już dawno zaoferował jej pracę w swojej restauracji. Gdy dziewczyna honorowo odmówiła, zaproponował, że poleci ją jednemu ze swoich kolegów restauratorów.

– Poradzę sobie, misiaczku. Dziękuję za troskę.

Właśnie sobie uświadomiłam, że najbardziej lubię Rachel wtedy, kiedy nie ma jej w pobliżu. Zrobię wszystko, by jak najlepiej wykorzystać jej nieobecność i objąć prowadzenie w wyścigu o serce mojego męża. Meta być może jest już na wyciągnięcie ręki.

Jadę do domu uśmiechnięta od ucha do ucha. Mam nadzieję, że Craig powita mnie w fartuchu i zaprowadzi do jadalni, gdzie będzie na mnie czekał stół pełen pyszności. Po posiłku zaniesie mnie na rękach do sypialni, zedrze ze mnie ubranie i zatroszczy się o to, bym zasnęła przekonana, że jestem jego najcenniejszym skarbem.

Staję przy drzwiach i skupiam się na zapachach. Czuję woń pieczonego mięsa… a może tylko mi się wydaje? Czas się przekonać.

– Craig?

Wchodzę do salonu i widzę siedzącą na kanapie Rachel.

– Witaj, kochanie – mówi Craig. Wychodzi z kuchni, niosąc w dłoni szklankę wody. – Dobrze, że już jesteś.

Niepewnie podchodzę bliżej. Nie spodziewałam się jej tutaj. Myślałam, że ten wieczór będzie tylko nasz.

– O co chodzi? – pytam, nie spuszczając wzroku z Rachel. Wydaje mi się, że płakała.

– Usiądź. – Craig całuje mnie w policzek i prowadzi w głąb pomieszczenia. – Chcielibyśmy ci o czymś powiedzieć.

Siadam na kanapie obok Rachel, czekając na jakieś wyjaśnienia.

– Zaczynam się niepokoić. Co się stało?

Craig i Rachel spoglądają po sobie, jakby nie potrafili zdecydować, kto powinien odezwać się pierwszy.

– Będziemy mieli dziecko – wypala Rachel, a z jej oczu wypływają łzy. – Ja, ty i Craig. Nasza rodzina się powiększy.

– Co? – pytam z niedowierzaniem.

– Rachel jest w ciąży – wyjaśnia Craig. – Dziś się dowiedzieliśmy. Czy to nie wspaniała wiadomość?

Sylwetka Rachel się rozmywa, ginie we mgle, która rozpościera się przed moimi oczami.

– Jesteś pewna? – dopytuję.

– Zrobiłam dwa testy – odpowiada wzruszona dziewczyna. – Zostaniemy mamami.

„Mamami… mamami… mamami…” To słowo brzęczy mi w głowie tak głośno, że kulę się i omal nie spadam z kanapy na podłogę.

– Czy was do reszty popierdoliło?

– Magda… – Uśmiech znika z twarzy Rachel. – Myślałam, że się ucieszysz.

– Miałabym się ucieszyć z tego, że mój mąż zrobił dziecko panience, z którą sypia na boku?

– Kochanie… – Craig kładzie mi dłoń na ramieniu.

– Nie dotykaj mnie! – Wstaję z kanapy i chwiejnym krokiem idę do kuchni. Otwieram butelkę wina i biorę kilka dużych łyków.

– Myślałem, że się ucieszysz – mówi Craig, stając tuż za mną. – Przecież to cudowna wiadomość.

– Cudowna? Dla kogo? – syczę mu w twarz. – Co powiemy znajomym i sąsiadom? Co powiemy temu biednemu dziecku, gdy dorośnie?!

– Prawdę. Powiemy, że ma dwie mamy, które bardzo je kochają.

– Ten bachor będzie miał tylko jedną matkę! I nie będę nią ja!

Ciskam butelką o podłogę. Czerwone wino rozlewa się na białe kafelki i plami nasze ubrania.

– Magda! – Craig łapie się za głowę, a ja wybiegam z kuchni i ruszam prosto do wyjścia. Mijam Rachel, która wpatruje się we mnie z szeroko otwartymi ustami i trzyma się za płaski brzuch.

– Wszystkiego najlepszego – mówi, zanim wyjdę.

Trzaskam drzwiami i zamawiam taksówkę donikąd.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?