Mroczne sekrety

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Serce zaczyna bić mi szybciej, kiedy na ekranie telefonu widzę powiadomienie o wiadomości.

Gdzie jesteś? Docieram do Pawilonów.

Wzdrygam się i omal nie upuszczam telefonu na chodnik. To ten moment. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że czekałam na to prawie osiemnaście lat. Najchętniej nigdy bym się z nią nie spotkała. Podskórnie czułam jednak, że przyjdzie taki dzień, gdy staniemy naprzeciw siebie i spojrzymy sobie prosto w oczy. Powinnam się do tego przygotować. Dlaczego więc ogarnia mnie taka panika?

Widzę ją. Stoi pośrodku chodnika, jakieś dziesięć metrów dalej, i patrzy w moją stronę. Nie poznaje mnie. A może mnie nie widzi? Wtapiam się w tłum przechodniów. W przeciwieństwie do niej zupełnie niczym się nie wyróżniam.

– Nadia! – wołam, machając ręką. Dziewczyna kiwa głową i żwawym krokiem rusza w moją stronę.

– Co ty masz na sobie? – pyta, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. Nie przytula mnie ani nawet nie podaje mi ręki. Nie oczekiwałam tego. – Myślałam, że włożysz coś ze zdjęć.

– Dopiero przyleciałam – wyjaśniam. – Nie miałam nawet czasu zanieść walizki do hotelu, nie wspominając o przebraniu się.

– No dobra. – Nadia wzrusza ramionami. – W sumie nie jest tak źle. Mam ochotę na piwo. Ty też?

Nie wspominam jej, że dopiero co piłam wino. Nie chcę jej zniechęcać do alkoholu. Niech pije. Rozmowa stanie się wtedy łatwiejsza.

Wchodzimy do lokalu z wysokim barem i miękkimi ciemnymi fotelami. Zajmujemy miejsce przy oknie.

– Aśka, dwa piwa – odzywa się Nadia.

– Często tu bywasz… – zauważam.

– Aśka to moja koleżanka z liceum – wyjaśnia.

– Skończyłaś teraz drugą klasę, tak?

– Pierwszą. Miałam rok przerwy.

– Nie wspominałaś.

– Dla ciebie z sokiem – zwraca się barmanka do Nadii, stawiając na stoliku dwa kufle.

– Nie było okazji – mówi chwilę później dziewczyna. – Przecież dopiero niedawno zaczęłyśmy ze sobą pisać.

– Co się stało, że nie uczyłaś się przez rok?

Nadia drapie się za uchem i przenosi wzrok na kufel piwa. Unosi go i bierze duży łyk.

– Nieważne. Jakie to ma znaczenie?

– Chciałabym cię lepiej poznać.

– Serio? Miałaś na to osiemnaście lat.

Nadia ma rację. Milczałam tak długo, że nie mam najmniejszego prawa wypytywać ją o prywatne sprawy. Nie jestem przecież jej matką.

Jestem tylko kobietą, która ją urodziła i kilka tygodni później uciekła do Anglii.

Przyglądam się jej sięgającym do ramion ciemnym włosom, kolczykowi w nosie, tatuażowi w kształcie łańcucha oplatającemu lewe przedramię i napisowi „Die Now, Because Why Not?” na czarnym T-shircie. Tak bardzo się od siebie różnimy… W jej wieku uwielbiałam proste ubrania w stonowanych, pastelowych kolorach, muzykę klasyczną i zacisze własnego pokoju. Nie wiedziałam nawet, jak smakuje piwo. Przyglądam się jej twarzy, próbując znaleźć jakieś podobieństwo… Utrudniają mi to jednak gruba warstwa jasnego pudru, czarne usta i przedłużone rzęsy.

– Możesz przestać się tak na mnie gapić? – Wytrąca mnie z zamyślenia. – Nie przypominam cię ani trochę.

– Wybacz… – Przykładam do ust zimny kufel i biorę łyk piwa. – Tak w ogóle to wszystkiego najlepszego – zmieniam temat. – Obchodziłaś urodziny siedemnastego lipca, prawda?

– Osiemnastego – poprawia mnie. – Byłaś blisko… mamo.

– No jasne, osiemnastego. Nie wiem, dlaczego powiedziałam inaczej. – Sięgam po leżącą na podłodze torebkę i kładę ją na udach. – Mam coś dla ciebie. – Wyjmuję z kieszonki stare zdjęcie. Przedstawia mnie i owiniętego białym kocem noworodka. – To nasza jedyna wspólna fotografia. Zrobił mi ją twój tata.

– Nie widziałam jej…

– To jedyna kopia. Gdy… no wiesz, wyjechałam… zabrałam ją ze sobą. Chciałam mieć po tobie pamiątkę.

– Och… – Nadia przewraca oczami. – Daj znać, kiedy mam uronić łezkę.

– Obiecałaś, że obędzie się bez uszczypliwości – przypominam.

– No dobra. – Nadia odkłada kufel na stolik. – W sumie to nic do ciebie nie mam, serio. Kiedyś miałam wiele pytań. Chciałam wiedzieć dlaczego. Ale z czasem dotarło do mnie, że mam na to wyjebane. Nauczyłam się żyć bez ciebie i przestałam ci źle życzyć. Nie jesteś mi potrzebna do szczęścia, ale uznałam, że możemy się spotkać, skoro już mnie odnalazłaś.

– Cieszy mnie to – mówię zadowolona. – Długo biłam się z myślami, czy powinnam się mieszać w twoje życie.

– Nie mieszasz się – podkreśla Nadia. – Pisałaś, że przylatujesz tylko na kilka tygodni. To nadal aktualne?

– Tak.

– W takim razie po twoim wylocie wszystko będzie po staremu. Możemy pisać do siebie od czasu do czasu, ale nic poza tym.

– Nawet nie śmiałabym prosić o więcej – zapewniam.

Nie wiem, kiedy wypijam całe piwo, a Aśka podaje mi drugi kufel.

– Ja stawiam – mówi Nadia.

– Dziękuję, ale…

– Żadnego „ale”. Kto wie, może to nasza jedyna okazja na wspólną najebkę…

Nie zamierzam się upijać, tym bardziej że mam przy sobie ważne dokumenty i walizkę. A poza tym nie chcę, by rozwiązał mi się język przy biologicznej córce.

– Gdzie nocujesz? – pyta po chwili milczenia Nadia.

– W hotelu w centrum.

– Na bogato. – Uśmiecha się pod nosem. – Opowiesz mi coś o sobie?

Nie pisałam jej wiele o swoim życiu w Anglii. Wspomniałam jedynie, że mam młodszego partnera i stanowisko dyrektorskie w firmie odzieżowej. Nadia z kolei milczała jak grób. Nie dowiedziałam się o niej niczego szczególnego. Gdy odnalazłam ją na Face­booku, z początku myślała, że jakaś koleżanka robi sobie z niej żarty. Nie wierzyła, że naprawdę rozmawia ze swoją biologiczną matką, i mimo moich próśb była skłonna pokazać naszą korespondencję ojcu. Przekonałam ją dopiero wtedy, gdy napisałam, jak poznałam się z Bogdanem.

Znam tę historię. Tata opowiedział mi ją wiele lat temu, gdy go o Ciebie spytałam.

Teraz nadszedł czas, by powiedzieć jej coś więcej.

– Brzmi trochę jak brazylijska telenowela – stwierdza dziesięć minut później Nadia. – Zmieniasz partnerów jak rękawiczki.

– To dopiero mój trzeci w ostatnich kilkunastu latach – zauważam.

– Trzeci związek. A ilu było kochanków?

Patrzę na nią wymownie. Nadia unosi ręce i rozbawiona stwierdza, że tylko żartowała.

– A może nie? Zresztą nieważne. – Dziewczyna dopija drugie piwo i woła Aśkę. – Daj od razu dwa.

– Ja dziękuję. Naprawdę.

– Nie przesadzaj. To będzie ostatnie.

– Dobrze, ale pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Teraz ty opowiesz mi w skrócie o osiemnastu latach swojego życia.

Nadia rozsiada się w fotelu i unosi lewy kącik ust.

– I tak zamierzałam to zrobić.

4

Wiem, że Nadia ma młodszego brata, bo widziałam go na jednym z jej zdjęć. Byłam jednak ciekawa, jak wygląda kobieta, która po moim zniknięciu zastąpiła jej matkę.

– Mama ma na imię Dorota.

Mama…

– Dorota – powtarzam po niej. – Jaki macie kontakt?

– Dobry. A jaki niby mamy mieć?

– A bo ja wiem? Nastolatkowie rzadko dogadują się ze swoimi rodzicami. W wieku osiemnastu lat byłam dość spokojna, ale i tak potrafiłam ostro pokłócić się z mamą.

– Nie kłócimy się – stwierdza Nadia. – Czasem dochodzi między nami do nieporozumień, ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek na siebie krzyczały. – Stukamy się kuflami, po czym bierze mały łyk. – Nie jestem buntowniczką. Wiem, że na to nie wyglądam, ale rodzice naprawdę nie mają ze mną większych problemów.

– A szkoła? – Nawiązuję do jej rocznej przerwy.

– Tak bardzo chcesz wiedzieć? Byłam chora.

– Przepraszam… Nie wiedziałam. Mam nadzieję, że już wszystko w porządku?

– Na szczęście. Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.

Jestem już w połowie trzeciego piwa, gdy zaczyna mi się kręcić w głowie. Mam słabą głowę, na co dzień nie piję dużo. Na pewno nie przyjmę czwartego kufla.

– Opowiedz o rodzicach. Co robią, jak się dogadują, jak długo są razem…

– Poznali się, gdy miałam nieco ponad dwa latka. Krótko potem wzięli ślub.

Bogdan nie zwlekał długo ze znalezieniem opiekunki do małego dziecka. W sumie mogłam się tego po nim spodziewać.

– Jak ma na imię twój brat?

– Marcin.

– Ile ma lat?

– Czternaście.

– Podobny do ojca – zauważam.

– Wszyscy nam to mówią.

– Nam? Tobie też?

Nadia kiwa głową. Faktycznie, jest w tym sporo prawdy. Odziedziczyła po Bogdanie mocno zarysowaną szczękę, niebieskie oczy i odrobinę wysunięty podbródek. Wykapany ojciec. Od początku naszego spotkania tak usilnie próbuję doszukać się podobieństw między nami, że zignorowałam to, co oczywiste.

– Czy Bogdan… to znaczy twój tata, dalej pracuje w firmie produkującej części do samochodów? – pytam, choć wiem, że mój były mąż od sześciu lat zarządza siecią myjni samoobsługowych. Nie chcę jednak, by dziewczyna wzięła mnie za jeszcze większą stalkerkę.

– Nie, ma swój własny biznes – odpowiada zgodnie z prawdą.

– A mama?

– Prowadzi kwiaciarnię niedaleko placu Konstytucji. Tylko jej nie nachodź.

– Spokojnie, nie planowałam.

– No ja myślę. – Nadia powoli sączy piwo. – W przeciwnym razie narobię ci niezłego smrodu – mówi, po czym parska śmiechem. Jestem przekonana, że nie żartuje.

Muzyka w barze robi się coraz głośniejsza, choć nie ma jeszcze wieczoru. Odnoszę wrażenie, że Aśka celowo próbuje wprowadzić nas w imprezowy nastrój i sprawić, że pójdę w długą. Tylko po co Nadia miałaby mnie upijać? Liczy na to, że półprzytomna uklęknę przed nią i przeproszę za to, że ją porzuciłam? Przecież sama przyznała, że jestem jej obojętna.

 

– Ja naprawdę już dziękuję – odmawiam, gdy barmanka proponuje mi kolejne piwo. – Mam swoje lata. Tyle alkoholu mi wystarczy. Muszę jeszcze wrócić do hotelu.

– No co ty? Już idziesz? – Nadia robi zatroskaną minę. – Dopiero się rozkręcam. Zostań jeszcze trochę.

Decyduję się zostać, ale dla odmiany zamawiam zieloną herbatę z cytryną. Tymczasem Nadia opowiada mi o szczęśliwym małżeństwie Bogdana i Doroty, rodzinnej sielance, świętach spędzanych w licznym gronie bliskich przyjaciół domu i corocznych wakacjach w ciepłych krajach. Zaczynam rozumieć, dlaczego moja biologiczna córka nie miała czasu, by mnie znienawidzić. Dorota zastąpiła jej matkę. Nadia od najmłodszych lat wychowywała się w domu pełnym miłości i troski.

Nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę jej do niczego potrzebna. Zresztą czy nie o to mi chodziło?

Dochodzi siódma, gdy ogarnia mnie zmęczenie. Właś­nie kończę drugą herbatę i zaczynam trzeźwieć. Tymczasem Nadia zaczyna szóste piwo, a po jej nieobecnym spojrzeniu wnioskuję, że długo już nie pociągnie.

– Powiedz – odbija się jej – co tak naprawdę wydarzyło się między tobą i tatą? – Patrzy na mnie z zaciekawieniem. Nie sądziłam, że o to spyta.

– A co ci powiedział? – drążę.

– Niewiele. Kiedyś tylko rzucił jakiś banał o tym, że mimo dobrych chęci czasem ludziom zwyczajnie się nie układa.

– Samo życie – mruczę.

– Żałujesz?

– Rozstania z Bogdanem? Nie. Tak miało być.

– Nie pytam o niego. Pytam o mnie.

Muszę się ewakuować, nim dojdzie do nieprzyjemnej wymiany zdań.

– Przecież obiecałyśmy sobie, że nie będziemy tego roztrząsały.

– Nie zamierzam nic roztrząsać. Chcę po prostu wiedzieć. O nic więcej cię nie spytam.

Wstaję z fotela i zgarniam z podłogi torebkę.

– Dziękuję za miłe spotkanie.

– Nie idź jeszcze. – Nadia próbuje się podnieść, ale nie ma siły. – Tylko jedno pytanie…

– O jedno za dużo. Do zobaczenia.

Wychodzę i szybkim krokiem idę w kierunku przejścia prowadzącego do Nowego Światu. Nagle czuję mocny uścisk na wysokości łokcia.

– Poczekaj. – Nadia szarpie mnie za rękę. Wypuszczam z dłoni uchwyt walizki, która omal nie upada mi na stopę. – Odpowiedz.

Nie da za wygraną. Widzę to w jej oczach. Jest już pijana. Straciła czujność i pozwoliła, by puściły jej hamulce. Robi to, czego na szczęście udało mi się uniknąć. Nie da mi spokoju, dopóki nie udzielę jej odpowiedzi.

– Czy żałuję, że nie byłam częścią twojego życia? Tak, bo po dzisiejszym spotkaniu czuję, że mimo wszystko mamy ze sobą wiele wspólnego.

– Serio? – Dziewczyna przestępuje z nogi na nogę.

– Tak myślę. Natomiast wiem, że twoi rodzice dołożyli wszelkich starań, byś była kochana i nigdy nie czuła się samotna. Masz ogromne szczęście.

Kładę dłoń na jej ramieniu, po czym podnoszę walizkę i odchodzę.

– Magda. – Słyszę jej głos zza pleców. – Spotkamy się jeszcze?

– Oczywiście – odpowiadam. – Odezwę się. Tylko pamiętaj, ani słowa ojcu.

*

Autobus wiezie mnie aż na Pragę. Google Maps pokazuje, że od przystanku do miejsca docelowego dzieli mnie dziesięć minut marszu. Z ciężką walizką i po alkoholu podróż zajmuje mi dwa razy tyle. Gdy wreszcie docieram do starej, pomazanej kamienicy, upewniam się, że na pewno dobrze trafiłam. Tak, to tutaj. Najtańszy hostel w mieście, jaki znalazłam.

Jedyny, na jaki mnie stać.

Siedząca za ladą nastolatka żuje gumę i pochyla się nad telefonem.

– Rezerwacja? – pyta, odkładając urządzenie na blat. – Na ile?

– Właściwie to nie… Chciałam spytać, czy mają państwo wolny pokój.

– Pokój? Ma pani na myśli łóżko w pokojach sześcio- lub ośmioosobowych? Zaraz sprawdzę. Może być ciężko, zwykle na weekend mamy komplet.

Dziewczyna wpatruje się w monitor, a ja modlę się w myślach, by znalazło się dla mnie cokolwiek. Nie mam siły tułać się dziś po mieście, a zwracanie się do Natalii o pomoc to ostatnia rzecz, jaką bym zrobiła. Nie może poznać prawdy.

– Ma pani szczęście. Zostały dwa wolne łóżka. W jednym pokoju łóżko na górze, a w drugim na dole.

Wybieram dolne łóżko, po czym wzdrygam się, gdy recepcjonistka informuje mnie o płatności z góry i podaje kwotę.

– W internecie jest inna cena – zwracam się do niej.

– W tygodniu płaci się mniej, proszę pani. Ale piątkową noc zaliczamy już do weekendu.

Nie mam wyjścia. Wyciągam z portfela kartę i liczę na to, że płatność zostanie zaakceptowana. Na szczęście się udaje.

– Tu są kluczyki do schowka. Jeśli walizka do niego nie wejdzie, mogę ją przechować w piwnicy.

Przez następną godzinę rozpakowuję rzeczy w dusznym, zagrzybionym pomieszczeniu, w którym stoją cztery piętrowe łóżka. Na jednym z nich w samych szortach leży brodaty mężczyzna o bliskowschodniej urodzie, który rozmawia przez telefon w nieznanym mi języku. Gdy nie udaje mi się wepchnąć walizki do schowka, wypakowuję z niej wszystkie rzeczy, a potem wsuwam ją pod łóżko. Wychodzę przed budynek, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Właśnie zachodzi słońce. Będę mog­ła spokojnie pójść do parku, który według internetu znajduje się dwieście metrów stąd, i w spokoju napiję się wódki.

Nie chciałam upijać się przy Nadii, co nie znaczy, że nie planowałam w ogóle tego zrobić. Planowałam, bo wiem, że bez alkoholu długo nie pociągnę.

Od trzech miesięcy piję codziennie. Na trzeźwo nikt nie zniósłby gehenny, w którą wpakowałam się na własne życzenie.

Jestem zerem.

5

Od początku kłamałam. Nie mam szczęśliwego związku, dużej sumy na koncie i stabilnej pracy. Iluzja, którą od dawna przedstawiam Natalii, zaczyna mnie już powoli wykańczać. Brakuje mi jednak odwagi, by przyznać się przed nią do porażki. Nie chcę, by ktokolwiek patrzył na mnie z litością. Wolałabym już pogardę.

Idę do pobliskiego sklepu spożywczego i kupuję butelkę pigwówki. Chowam ją do torebki i powoli kieruję się do parku. Dziś już nigdzie mi się nie spieszy. Opłaciłam nocleg, spotkałam się z Nadią i mogę w spokoju się napić. O tym, co będzie jutro, pomyślę po przebudzeniu. Teraz muszę rozładować napięcie, które nie opuszcza mnie od momentu wyjścia z samolotu.

Nie byłam szczera w wielu sprawach, również na temat powodu mojego przylotu do Polski. Tak naprawdę nigdy nie planowałam kontaktować się z Nadią. Wymazałam ze swojego życia zarówno ją, jak i Bogdana. Zaczęłam wszystko od nowa za granicą i nie myślałam o powrocie do Polski.

Prędzej bym umarła, niż wróciła do tego skurwysyna.

Gotowało się we mnie, gdy wysłuchiwałam przechwałek Nadii na temat ojca. Gdyby tylko znała prawdę… Nawet jeśli się zmienił, to tylko z zewnątrz. Nawet najlepszy kamuflaż nie jest w stanie ukryć prawdziwej natury człowieka. Bogdan prędzej czy później pokaże, na co go stać.

Siadam na ukrytej w cieniu ławce i upewniam się, że dookoła mnie nikogo nie ma. Wyciągam z torebki butelkę pigwówki i biorę dwa szybkie łyki. Wódka rozgrzewa mi przełyk i żołądek. Dobrze znam to uczucie. Uwielbiam je.

Wyjmuję z portfela swoje zdjęcie z maleńką Nadią. Czy to, że nigdy jej nie kochałam, czyni ze mnie potwora? Po co w ogóle do niej pisałam, skoro nie jestem tu z jej powodu? Od początku chodzi o Bogdana.

Tylko on mnie interesuje. A konkretnie jego pieniądze.

Mogłam to załatwić dyskretnie. Spotkać się z nim i przedstawić swoje żądania. Nie musiałam mieszać w to Nadii. Gdyby Bogdan zrobił to, czego od niego oczekuję, nasza córka nawet by się nie dowiedziała o moim przylocie do Polski.

Biorę kolejne dwa łyki i wsłuchuję się w szum drzew. Wieje coraz silniejszy wiatr. Mam nadzieję, że to nie zwiastun nadchodzącej burzy. Na szczęście aplikacja pogodowa na to nie wskazuje. Nie zamierzam prędko wracać do tego cuchnącego pokoju, w którym poza mną będzie nocowało sześć osób.

Jestem w połowie butelki, gdy słyszę powiadomienie o nowej wiadomości. To Nadia. Pisze, że wciąż jest w tamtym lokalu i jeśli chcę, mogę wpaść. Musi być bardzo pijana, bo zrbiła kilka literówek. Odpisuję jej, że leżę w wannie i za chwilę kładę się do łóżka.

Jutro ciężki dzień. Mam kilka spotkań służbowych, o których Ci nie wspominałam.

Po chwili Nadia przysyła mi długą wiadomość z przeprosinami. Twierdzi, że nie chciała mnie urazić, ale prawda jest taka, że nie mam pojęcia, co przeżywa dziesięciolatka, która dowiaduje się, że kobieta, którą uważała za swoją matkę, tak naprawdę nią nie jest.

Trztmali to w tajennicy przrz tyle lat.

Nie zamierzam ciągnąć tej rozmowy. Chowam telefon do torebki i wyłączam dźwięk.

Dopijam wódkę, a potem wymiotuję na trawę. Potwornie kręci mi się w głowie i wiem, że powinnam już wracać do hostelu, bo w przeciwnym razie zasnę na ławce i trafię na izbę wytrzeźwień, co trochę by mnie kosztowało, a nie śmierdzę groszem. Straciłam wszystko przez swoją głupotę i naiwność.

Upadłam w życiu wiele razy, a mimo to nie wyciągnęłam żadnych wniosków ze swoich porażek. Nic dziwnego, że mój świat rozpada się na kawałki.

Jak na ironię, może mnie uratować tylko człowiek, który zapoczątkował mój koszmar.

Cała nadzieja w Bogdanie.

CZĘŚĆ 2

MAGDA

DZIESIĘĆ LAT TEMU

Mam za sobą trzy nieudane randki w ciągu jednego weekendu. Pierwszy facet okazał się dużo niższy i bardziej zaokrąglony niż na zdjęciach w internecie. Sytuacji nie poprawiały też ubytki w uzębieniu. Drugi przyszedł tylko po to, by pod koniec randki w restauracji wyznać mi, że kilka miesięcy temu stracił pracę i krucho u niego z pieniędzmi, dlatego umawia się z kobietami, które fundują mu kolację. Trzeci w ogóle nie przyszedł, choć czekałam na niego w parku pół godziny mimo kiepskiej pogody. Odpisał mi dopiero kilka godzin później. Zapomniał.

– Ciężki weekend? – pyta Dana, koleżanka z pracy w wytwórni kart kredytowych.

– Nawet nie wiem, od czego zacząć… – Popijam obrzydliwe espresso z automatu. Wiele razy prosiłam prezesa, by zainwestował w lepszą kawę, ale on za każdym razem stwierdzał, że wydziwiamy.

Siadamy z Daną przy stoliku w ciasnym pomieszczeniu bez klimatyzacji. Całą ścianę za nami pokrywają motywacyjne hasła, z których największe to: „Nie ma przeszkód, których nie przeskoczysz”. Farmazony.

Nie lubię tej pracy. Już dawno powinnam ją zmienić. Codziennie jadę godzinę w jedną stronę do ponurej fabryki na przedmieściach Londynu, wykonuję te same czynności i wiem, że wyżej już nie awansuję. Myślałam, że gdy w końcu uda mi się dostać brytyjskie obywatelstwo, prezes oddeleguje mnie do drugiej fabryki położonej bliżej centrum, w której mogłabym zarządzać jeszcze większym zespołem. Nie rozumiem, dlaczego wybrał na to stanowisko mniej doświadczoną pracownicę zamiast mnie. Czy dlatego, że jest rodowitą Brytyjką?

Frustracje związane z pracą zbiegły się w czasie z niepowodzeniami w życiu prywatnym, przez co na pewien czas wpadłam w dołek. Po rozstaniu z Matthew, który tak naprawdę nigdy mnie nie kochał, na wiele miesięcy porzuciłam myśli o tym, że kiedykolwiek będę jeszcze w stanie stworzyć z kimś szczęśliwy związek. Czułam się kompletnie bezwartościowa i pracowałam ciężej niż kiedykolwiek. Wkrótce potem Natalia poinformowała mnie, że wraca do Polski. Najpierw straciłam mężczyznę, którego szczerze kochałam, a potem jedyną przyjaciółkę. Było bardzo źle.

Z głębokiego kryzysu wyciągnęła mnie psychoterapeutka, którą poleciła mi Natalia. Wydawałam na te spotkania mnóstwo pieniędzy, ale dziś wiem, że było warto. Jane pomogła mi nabrać dystansu do związku z Matthew i nauczyła pielęgnować w sobie tylko dobre wspomnienia. Nie zaprzątałam sobie już głowy tym, z iloma kobietami mnie zdradził i w ilu sprawach okłamał. Dziś, gdy o nim myślę, widzę przed oczami angielskie śniadanie, które uwielbiał przynosić mi do łóżka. Dawno już takiego nie jadłam…

To właśnie Jane namówiła mnie do założenia konta na portalu randkowym.

– Mówię ci to nie jako twój lekarz, ale przyjaciółka. Otwórz się na nowe znajomości, a zobaczysz, jak szybko znowu zaczniesz się uśmiechać.

Po ostatnim weekendzie wcale nie jest mi do śmiechu. Gdy opowiadam o swoich przygodach Danie, koleżanka kręci głową z niedowierzania.

– Faceci są z natury dupkami. Nie przejmuj się, każda z nas ma podobne przeżycia. Grunt to nie brać tego do siebie.

– Najchętniej usunęłabym konto i została singielką – stwierdzam, opierając się o niewygodne, chwiejące się krzesło.

 

– Może od razu zamknij się w jakimś zakonie? – ironizuje Dana. – Nim się obejrzysz, twój książę z bajki stanie w drzwiach i odmieni twoje życie.

W tym samym momencie drzwi kuchni otwierają się i do środka wchodzi Clive – sześćdziesięcioletni stróż, który jedną nogą jest już na emeryturze.

– Chyba nie mówisz o nim? – pytam ze śmiechem.

– Co kto lubi.

Po powrocie do domu biorę szybki prysznic i wskakuję do łóżka. Padam ze zmęczenia. Codziennie pracuję do późna i nie mam siły zrobić sobie kolacji. W takich chwilach tęsknię za Matthew, który lubił mnie rozpieszczać. Szkoda tylko, że przy okazji rozpieszczał też swoje inne dziewczyny.

Ostatni raz przed snem sprawdzam internet. Dostaję wiadomość od mężczyzny, z którym zostałam sparowana na portalu. Pamiętam go. Od razu zwróciłam uwagę na jego zdjęcie profilowe, na którym pozuje w białym stroju kucharza, a w uniesionej prawej ręce trzyma ugotowanego homara. Fotografia wygląda jak z katalogu pierwszego lepszego supermarketu. Mimo to Craig, bo tak się podpisał, urzeka mnie swoim szerokim uśmiechem, ciepłym spojrzeniem i opisem profilu. Przedstawia siebie jako ułożonego mężczyznę, który szuka stabilnego, szczęśliwego związku z kobietą ceniącą wzajemny szacunek i zaufanie. Brzmi banalnie, ale doskonale pasuje mi to do jego aparycji. Bez wahania wysyłam mu uśmiechniętą buźkę. On robi to samo.

„Piękna kobieta w pięknym miejscu”, pisze, nawiązując do zdjęcia, które Matthew zrobił mi trzy lata temu na moście Złotników we Florencji. Byłam wtedy w szczytowej formie. Szczupła, szczęśliwa i pewna siebie. Wydawało mi się, że nic nie stanie mi na drodze do szczęścia.

Jane na pewno nie pochwaliłaby tego, co robię. Powiedziałaby, że nigdy nie nawiążę z kimś bliższej relacji, jeśli od początku będę udawała kogoś, kim już nie jestem. Wiem, że powinnam opublikować w aplikacji swoje aktualne zdjęcie, ale brakuje mi odwagi. Przepracowałam rozstanie z Matthew i drugi raz nie weszłabym do tej samej rzeki, ale tęsknię za tamtą Magdą. Moja obecna wersja siebie wcale mi się nie podoba.

Przez kilka dni regularnie wymieniamy wiadomości. Dowiaduję się, że Craig prowadzi znaną restaurację w City. Średnia ocen cztery przecinek dziewięć na pięć przy prawie dwóch tysiącach opinii w sieci robi wrażenie.

Może dasz się zaprosić na kolację w piątek wieczorem? Poproszę moich kucharzy, by przygotowali dla nas coś specjalnego.

A może Ty pochwalisz mi się swoimi umiejętnościami?

Na co masz ochotę :)?

Zaskocz mnie.

Wysiadam z taksówki tuż przed lokalem. Wyszłam dziś wcześniej z pracy, by mieć czas na zakręcenie włosów, zrobienie starannego makijażu i uprasowanie sukienki. Wybrałam swoją ulubioną, ciemnozieloną w delikatne cekiny, która nie uwydatnia fałdek na brzuchu.

Craig czeka na mnie przy drzwiach. Ma na sobie idealnie dopasowany garnitur i cienki czarny krawat. Wygląda tak dobrze, że mam ochotę obrócić się na pięcie i uciec. To niemożliwe, że tak przystojny mężczyzna zainteresował się przeciętną trzydziestoczterolatką.

– Witaj. – Podchodzi i całuje mnie w dłoń. – Zapraszam.

Przez kilka godzin czuję się jak księżniczka w bajce i z całych sił próbuję nie uszczypnąć się w rękę. Jeśli to sen, niech trwa jak najdłużej.

Gdybym wtedy wiedziała, jak jedna kolacja z mężczyzną poznanym na portalu randkowym wpłynie na moje życie, prawdopodobnie roztrzaskałabym komputer o ścianę i przez długi czas nie zaglądała do internetu. Wierzyłam jednak, że wyczerpałam już limit nieszczęść. Jane zawsze powtarza, że nagrodą za pokorę i cierpliwość jest wielkie szczęście. Musiało mi się udać. Nie było innej możliwości.

A jednak los znów postanowił okrutnie ze mnie zadrwić…