Iskra bogów. Nie odrzucaj mnieTekst

Z serii: Iskra bogów #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zapiski Hermesa

II

Wielkie nieba! Jak Atenie udało się przekonać naszego ojca do tego absurdu? Coś takiego nie zdarzyło się ani razu przez wszystkie stulecia. Prometeusz nigdy jeszcze nie spotkał dwukrotnie tej samej dziewczyny. Co to miało znaczyć? Okej, ona była diafanią. Ale to jeszcze nie znaczyło, że można drugi raz złamać jej serce. Ani Ateny, ani naszego ojca nie podejrzewałem o taką bezduszność. Ślepy by dostrzegł, że ta mała dość już przeszła. Przyglądałem się jej dziś rano. Kiedy w końcu wyszła z łazienki, jej twarz była zupełnie blada. Nie miałem również najmniejszej ochoty wchodzić w drogę tej żmii Robyn. A Prometeusz też mógłby być trochę ostrożniejszy. Na jej miejscu wymierzyłbym mu policzek. „Naprawdę mam nadzieję, że nie będziesz mnie nienawidzić”. Co za idiota. Mógł się nad tym wcześniej zastanowić. Muszę koniecznie porozmawiać z Ateną. Niech mi powie, co Zeus zamierza w ten sposób osiągnąć.

.

On tu jest” – dzwoniło mi w głowie. „On tu jest”. Moja złość rosła z minuty na minutę. Jak mógł mi to zrobić? Moje uczucia nie miały przecież dla niego znaczenia, przekonująco dowiódł tego już na obozie. Byłam tak nieprawdopodobnie naiwna, że niemal czułam z tego powodu fizyczny ból. Bogowie zapewne świetnie się bawili, widząc, jak cierpią ich ofiary. Ale ze mną się to nie uda. Zamierzam przetrwać tę godzinę próby, nawet jeśli Cayden siedział o wiele zbyt blisko mnie. Na szczęście milczał. Całe moje ciało burzyło się w środku. Z ledwością dawałam radę utrzymać długopis, nie mówiąc o podążaniu za wywodem pani Bley. To musiał być kiepski żart bogów. W zasadzie powinnam się tego spodziewać. Wszyscy wiedzą, że bogowie są władczy i mściwi. Całkowicie ich sobie wyidealizowałam i przypisałam im ludzkie cechy, na przykład współczucie. Byłam głupią kozą. Beznadziejnie romantyczną kozą.

Z rezygnacją pozwoliłam rudym włosom opaść między nami w roli zasłony i wciągnęłam powietrze. Nie powinien dostrzec, jak bardzo zdenerwowała mnie jego obecność. Milczenie między nami stało się ogłuszające. Niespokojnie kołysałam się na krześle. Musiałam stąd wyjść. Im wcześniej, tym lepiej. Zanim wydrapię mu te zielone oczy, którymi bezlitośnie się mi przygląda. Dlaczego w kółko odwracają się do nas jakieś dziewczyny? Co za głupie krowy. Czy nie widzą, co z niego za typ? Powinnam napisać zbiorowy mail albo nadać komunikat przez szkolny radiowęzeł: „Trzymajcie się z daleka od Caydena. Jest dupkiem i złamie wam serca”. Lub coś w tym stylu. Ale w zasadzie dlaczego miałabym kogokolwiek przed nim przestrzegać? Takie lekcje były częścią życia. Przecież ja też dałam mu się nabrać. Ponownie zalała mnie fala złości. Był tu tylko z powodu Robyn. Z pewnością tak. Chciał ją ponownie zobaczyć. Tęsknił za nią. Czy bogowie w ogóle się zakochiwali? Czy ona już wiedziała, że on tu jest? Wyobraźnia podpowiadała mi obrazek, że Cayden i Robyn będą sobie gruchać pod moim nosem, całować się i trzymać za rączkę... I zrobiło mi się niedobrze. A ja pozwoliłam mu, żeby mnie pocałował, więc zapewne byłam tylko kolejnym numerkiem na jego liście. Przetarłam sobie usta. Nigdy więcej do tego nie dopuszczę.

Kiedy zadzwonił dzwonek, zerwałam się na równe nogi i tak pospiesznie zgarnęłam swoje rzeczy ze stołu, że długopis upadł mi na podłogę. Chciałam go dosięgnąć, ale Cayden był szybszy. Jednocześnie nachyliliśmy się pod stół. Podał mi długopis, a spojrzenie jego szmaragdowozielonych oczu trafiło mnie w sam środek serca. Czy naprawdę wierzył, że dam się złapać na tę ściemę? Patrzył na mnie tak, jakbym to ja złamała mu serce, a nie on mnie. Z wściekłością wyrwałam mu z dłoni długopis, odwróciłam się i odbiegłam. Było mi wszystko jedno, jak to wygląda. Musiałam natychmiast stworzyć między nami dystans. Był jak wrzód, który należało wyciąć i wyrzucić. Okej, trochę przesadziłam. Ale moja matka stanowiła przecież najlepszy przykład tego, co mogło się wydarzyć, kiedy pozwoliło się mężczyźnie podejść zbyt blisko. Nie zamierzałam popełnić tego samego błędu.

Josh biegł za mną. Położył dłoń na moim ramieniu.

– Jess, poczekaj. Co powiedział? Czego chce? Pytał o Robyn?

Więc on też tak uważał. Myśl, że Cayden znalazł się tu z mojego powodu, była oczywiście równie absurdalna jak ta, że ludzie zamieszkają na Saturnie. Pokręciłam głową i wzięłam się w garść.

– Nie mam pojęcia – wyszeptałam. – I nie zamierzam się dowiadywać. Nie zamienię z nim ani słowa.

– Jeśli jest tu z powodu Robyn, muszę porozmawiać z Cameronem. Trzeba go ostrzec. – Przeciągnął dłonią po włosach. Jasne, dla Josha ta sytuacja też była nieciekawa.

Nerwowo sięgnęłam po plan lekcji.

– Naprawdę nie wiem, a muszę teraz iść na biologię. – Gniotłam w dłoniach kartkę, aż Josh mi ją odebrał.

– Ja mam wuef. Mogę cię odprowadzić? – zaproponował.

– To nie jest konieczne. Dam sobie radę. – Nienawidziłam tego, jak krucha i jednocześnie wściekła czułam się z powodu tego idioty.

– Zobaczymy się później, okej? – W głosie Josha można było usłyszeć, że niechętnie zostawia mnie samą.

Skinęłam głową, opierając się pokusie przytulenia do niego. Cokolwiek zamierzał Cayden, nic mnie to już nie obchodziło, a o tym dziwacznym darze diafanii chciałam po prostu zapomnieć. Przydał się na obozie, kiedy szukaliśmy Robyn, ale odtąd... Wolałabym dysponować ponadnaturalnymi, kosmicznymi mocami, dzięki którym mogłabym wysłać Caydena na księżyc. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym.

– Taka znacznie bardziej mi się podobasz. – Josh pocałował mnie w policzek i odszedł.

Mocniej chwyciłam torbę i ruszyłam do pracowni biologicznej, która mieściła się dwa piętra wyżej. Niestety, te kilka dni, które minęły od wyjazdu z obozu, bynajmniej nie wystarczyły, by uporać się z myślami o Caydenie. Oczywiście, że nie. Wciąż zaślepiała mnie złość! Czego zatem chcieli tu bogowie? Stwierdzili, że nigdy więcej się nie zobaczymy. A może coś źle zrozumiałam? Czy Atena i Apollo też byli w Monterey? A może Cayden jednak odczuwał wyrzuty sumienia? Co za bzdura! Bogowie nie mieli sumienia, istniał tylko jeden jedyny powód, dla którego on wrócił – zakochał się w Robyn.

Jak to możliwe, że na obozie myślałam, że on coś do mnie czuje? Sama sobie to wszystko wmówiłam. Chociaż wiedziałam, że podrywa też inne dziewczyny, nie przestawałam go ubóstwiać. A potem wybrał sobie tę, która była najbardziej chętna, by wskoczyć z nim do łóżka. W gruncie rzeczy powinnam być wdzięczna Joshowi, że przeszkodził nam tego wieczora, kiedy wymknęłam się do domku Caydena. W przeciwnym razie byłabym tylko jednym z licznych podbojów, których Cayden dokonał w swoim nieśmiertelnym życiu. Wzdrygnęłam się i jednocześnie westchnęłam. „Ale na pewno byłoby to niezapomniane doświadczenie” – szeptał głos w mojej głowie.

Gdybym chociaż mogła z kimś o tym porozmawiać. W ostatnich dniach naprawdę zdarzały się momenty, kiedy myślałam, że umrę, jeśli nie opowiem komuś tej historii. Robyn niestety nie wchodziła w grę. Powinnam jej nienawidzić, ale ja za nią tęskniłam. Tęskniłam za Robyn, którą wcześniej była. Robyn, z którą przytulałam się w jej ogromnym łóżku, a pod kocem, chichocząc, wymieniałam opowieści o chłopakach. Robyn, z którą pochłonęłam niezliczone porcje lodów i płakałam przy filmach o miłości. Ale gdybym miała być szczera, między nami od dawna już tak nie było. W minionych latach obie bardzo się zmieniłyśmy. Mocniej objęłam książki. Czy mi się wydawało, czy naprawdę wszyscy się na mnie gapili? Małe grupy dziewczyn stały pod klasami i szeptały. Podniosłam kołnierz kurtki. Niewiele to pomogło, ale przynajmniej mogłam się za nim schować po czubek nosa. Ostrożnie wyglądałam Caydena. Kolejny raz nie powinno mu się udać mnie zaskoczyć.

Kiedy weszłam do pracowni biologicznej, w mojej głowie rozbrzmiały wszystkie alarmy. Cayden nie przybył sam. Apollo, bóg sztuki i uzdrawiania, siedział w ostatniej ławce przy oknie i uśmiechał się do mnie promiennie. Jego niebieskie oczy błyszczały. Spojrzenia dziewczyn, które się do niego przymilały, po prostu zignorowałam. Czy on myślał, że ucieszę się na jego widok? Zamierzałam szybko wybić mu to z głowy. Zachęcająco zastukał w krzesło obok siebie. Jego niedoczekanie. Było jeszcze bardzo dużo wolnych miejsc. Im wcześniej bogowie zrozumieją, że nie chcę mieć z nimi więcej do czynienia, tym lepiej. Usiadłam w pierwszym rzędzie, pomiędzy dwiema dziewczynami, z którymi w poprzednim roku szkolnym chodziłam na chemię. Poza tym nie miałyśmy ze sobą wiele wspólnego. Nawet nie znałam ich imion.

– Ten facet z tyłu chce, żebyś usiadła obok niego. Wszystkie inne dziewczyny odesłał z kwitkiem – powiedziała ta po lewej. – Co ty tu jeszcze robisz? On jest taki przystojny. Chodzący seks – dodała ze znawstwem w głosie.

Wzruszyłam ramionami.

– Coś jest nie w porządku z moim wzrokiem. Nie widzę tak daleko.

Dziewczyna po mojej prawej stronie jęknęła.

– A co chcesz oglądać na tablicy, kiedy obok ciebie siedzi taki przystojniak? Widziałaś jego klatę? I te oczy...

Czy można było prymitywniej? Co mnie obchodziła jego klata? To prawda, Apollo rzeczywiście dobrze wyglądał, ale nie zamierzałam redukować go do mięśni jego klatki piersiowej. Miałam ochotę wstać i usiąść gdzieś indziej.

– Jess. – Zapach mchu i świeżego powietrza uderzył w moje nozdrza, kiedy Apollo nachylił się nade mną. Moje sąsiadki z ławki wstrzymały oddech. – Zakładam, że mnie nie widziałaś. Usiądziesz ze mną?

Czy się myliłam, czy naprawdę w całym pomieszczeniu nagle zrobiło się ciszej? Obie dziewczyny spojrzały na mnie, jakby oczekiwały, że rzucę się Apollowi na szyję, co one na moim miejscu z pewnością by zrobiły.

– Dobrze mi tutaj. – Nie chciałam tak łatwo dać się przekonać. Miałam swoją dumę. Wprawdzie Apollo nie rozczarował mnie tak bardzo, jak Cayden, ale przecież wszyscy bogowie byli siebie warci.

 

– Proszę. – Apollo uśmiechnął się do obu dziewczyn. – Czasem trzeba ją zmusić do szczęścia – wyjaśnił, a one gorliwie przytaknęły.

Głupie krowy. Czy nie wiedziały, że tacy faceci jak Apollo mogą jednym ruchem ręki skruszyć ich serca? Wbrew własnej woli wstałam. Jeśli dalej będę się opierać, przyciągniemy jeszcze więcej uwagi. A to zupełnie nie było mi potrzebne.

Niechętnie poszłam za Apollem w stronę jego miejsca.

– Przespała się na obozie z facetem, którego prawie nie znała – usłyszałam szept.

– Niezła suka i właśnie zabiera się za kolejnego – wyszeptał inny głos. – Gdybym była na miejscu Robyn, nie chciałabym mieć z nią nic wspólnego.

Odwróciłam się zszokowana. Kilka dziewczyn stało w grupce i przyglądało mi się złowrogo. Jedna kręciła głową, a druga zrobiła balona z gumy do żucia.

Musiałam się przesłyszeć. Jak mogły wpaść na coś takiego? Na pewno nie miały na myśli mnie.

Apollo delikatnie chwycił mnie za ramię i pociągnął do ławki, w której zarezerwował mi miejsce.

– Zostaw mnie – wyszeptałam z wściekłością. – Co ty tu w ogóle robisz? Myślałam, że już się od was uwolniłam.

Apollo się uśmiechnął.

– A ja myślałem, że za mną tęskniłaś. – Nachylił się bliżej mnie. – Sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi.

Odsunęłam się jak oparzona.

– Nie ma mowy! Przyjaciel ostrzegłby mnie przed takim kuzynem jak Cayden i przyszedłby się pożegnać.

Wcisnął mnie w krzesło i czubkiem palca dotknął miejsca na mojej szyi, gdzie jeszcze do wczoraj wisiał łańcuszek.

– Ten łańcuszek był naszym prezentem pożegnalnym – odpowiedział cicho. – Powinnaś go nosić. Hefajstos nieźle się nad nim napracował.

Poczułam, jak się czerwienię, i nachyliłam się do torby, by wyciągnąć z niej notes i długopisy.

– Ach tak, dziękuję – wymamrotałam. Ten łańcuszek znaczył dla mnie więcej niż cokolwiek, co dostałam od Caydena, a mimo to wolałam trzymać go w ukryciu. Nie potrzebowałam jałmużny, która zapewne miała mnie tylko pocieszyć.

Na szczęście pan Matthews wszedł już do klasy i rozpoczął lekcję. Opowiadał o nadchodzącym roku szkolnym i o tym, jaki materiał będziemy omawiać na naszych spotkaniach. Całe szczęście, bo na żadnym wymagającym temacie i tak nie mogłabym się skupić. Apollo przez całą lekcję nie spuszczał mnie z oka, a ja zawzięcie zapisywałam na kartce różne niepotrzebne rzeczy.

Ledwo rozbrzmiał dzwonek, zerwałam się na równe nogi, by jak najszybciej opuścić klasę. Jeśli tak dalej pójdzie, zamienię się w rakietę. Jednak Apollo był jeszcze szybszy niż Cayden i mocno chwycił mnie za nadgarstek.

– Jestem tu nowy i pomyślałem, że trochę mnie oprowadzisz. – Łobuzersko mrugnął do mnie. – Nie bądź już zła. W końcu nic ci nie zrobiłem. Mój kuzyn jest idiotą, ale nie możesz wrzucać mnie z nim do jednego worka.

– Skoro muszę – wymamrotałam w odpowiedzi, ulegając jego urokowi. Musiałam się naprawdę namęczyć, by być na niego dłużej zła. A on, oczywiście, miał rację. W przeciwieństwie do Caydena nic nie przeskrobał. Przecież to nie jego wina, że był bogiem.

– Co u Kalchasa? – zapytałam w drodze do kawiarni. Nic innego, o czym mogłabym z nim porozmawiać, nie przychodziło mi do głowy.

– Tęskni za tobą i ugryzł Pr... Caydena. – Apollo zaśmiał się cicho do siebie.

– Mam nadzieję, że naprawdę go to bolało – wyrwało mi się.

Apollo nachylił się do mnie.

– Wiesz przecież, jak to jest z nami, bogami: wyrwiesz nam wątrobę, a ona po chwili odrośnie.

– I właśnie dlatego nikt z was nie ma najmniejszego pojęcia, jakie to uczucie, kiedy ktoś złamie ci serce – odparowałam i zrobiłam się czerwona jak burak. Cholera. Nie chciałam być aż tak dosadna.

– Och, wiemy coś na temat serc – stwierdził Apollo i uśmiechnął się ze współczuciem.

Oprowadzałam go po szkole, aż zadzwonił dzwonek i musiałam pójść na kolejną lekcję.

– Do zobaczenia. – Przytulił mnie.

– Skoro to konieczne – wymamrotałam.

– Ja też za tobą tęskniłem – zawołał za mną.

Co za facet. Uśmiechnęłam się szeroko. Być może powinnam skierować całą swoją złość na Caydena. To wydawało się bardziej wykonalne.

W przerwie obiadowej w bufecie kupiłam sobie brownie i latte z dużą porcją dodatkowego cukru.

Na fizyce nie było ani Apolla, ani Caydena i pierwszy raz tego dnia rozluźniłam się. Muszę natychmiast wypisać się z plastyki. Najlepiej będzie, jeśli zaraz po lekcjach pójdę do sekretariatu i zapytam o inne zajęcia. W pierwszym tygodniu większość uczniów zmieniała kursy, bo nie pasowały im terminy albo podczas wakacji zdecydowali się na coś innego. Mnie nie przychodziło jeszcze do głowy żadne sensowne wytłumaczenie, chociaż naprawdę cieszyłam się na ten kurs. To była bardzo pożądana odmiana na tle innych przedmiotów. Jednak także to Cayden kompletnie mi popsuł. Chyba powinnam poczekać do końca tygodnia. Wtedy zobaczę, czy on jest jeszcze na innych moich kursach, i będę mogła całkowicie przemodelować swój plan lekcji. Niewykluczone, że chcąc się go pozbyć, wyląduję na kursie garncarstwa. Ta perspektywa całkowicie popsuła mi humor.

Robyn siedziała kilka stolików od kasy w grupie chichoczących dziewczyn. Spojrzeń, które mi rzucały, nawet przy najlepszych intencjach nie mogłabym nazwać miłymi. Ten dzień okazał się jedną wielką katastrofą. Nie było rady, musiałam przemówić Robyn do rozsądku. Ale do tego musiała być sama, w przeciwnym razie na pewno skorzystałaby z okazji, żeby zrobić mi scenę przed zgromadzoną publicznością. Kiedy Robyn czuła się zapędzona w kozi róg, z łatwością traciła nad sobą panowanie.

Usiadłam przy stole przy oknie. Kilka sekund później odsunęło się stojące obok mnie krzesło. Josh spojrzał na mnie z troską.

– Jak się masz?

– Beznadziejnie? – Wzruszyłam ramionami.

Pociągnął łyk z puszki coli.

– Widziałem Atenę. – Z trzaskiem odstawił puszkę na stół.

– Apollo chodzi ze mną na biologię – powiedziałam z rezygnacją. Dlaczego Atena i Apollo towarzyszą Caydenowi, jeśli on jest tu tylko z powodu Robyn?

– Czego oni tu szukają? Wiesz?

Dłubałam palcem w swoim brownie. Przeszedł mi apetyt.

– Nie mam pojęcia i nie zamierzam też się tego dowiadywać.

– A jednak to dziwne – głośno się zastanawiał Josh. – Że właśnie teraz pojawili się w Monterey. Nie wspominali o tym w czasie obozu, prawda?

Wzruszyłam ramionami. Bardzo chętnie powiedziałabym mu, że cała ta sprawa jest jeszcze dziwniejsza, niż to przeczuwał. Zeus wprawdzie nigdy wprost nie zabronił mi wtajemniczania kogokolwiek, ale Cayden bardziej niż jednoznacznie zasugerował, że nikt by mi nie uwierzył. I miał w tym, niestety, rację. Nie chciałam jeszcze dodatkowo stracić Josha.

– Rozmawiałam z Leah przez telefon – zmieniłam temat. – Przyjedzie do mnie w weekend w odwiedziny.

– To fajnie.

Liczyłam na większy zachwyt. Leah była mocno zabujana w Joshu. Miałam nadzieję, że ci dwoje się zejdą. Znów przemawiała przeze mnie fantazja.

– Wiesz, co ludzie o tobie opowiadają? – zapytał ostrożnie.

– Masz na myśli te kłamstwa, które rozpowszechnia Robyn?

Skinął głową. Siedzieliśmy blisko siebie. Dla postronnych osób musiało to wyglądać na zażyłość. Być może nie było to najmądrzejsze.

– Po prostu to zignoruj – wyszeptał do mnie. – Sami przestaną gadać.

Odsunęło się kolejne krzesło, a kiedy uniosłam głowę, zobaczyłam rozpromienioną twarz Ateny.

– Cześć. Tak się cieszę, że cię widzę. – Przez króciutką chwilę uwierzyłam, że mówi szczerze, i uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Potem ponownie podniosłam tarczę.

– Jeszcze nigdy nie spotkaliśmy dwukrotnie tego samego człowieka – palnęła, a potem się zacięła i zamrugała z zakłopotaniem.

– Co masz na myśli? – zapytał Josh, a ja byłam ciekawa, jak wybrnie z tej sytuacji. Na moją pomoc w żadnym razie nie mogła liczyć.

– Często się przeprowadzamy – wyjaśniła i uśmiechnęła się do Josha w taki sposób, jakby go zahipnotyzowała. Ten skinął głową jak ogłuszony, a ja zagryzłam wargi z wściekłości. Atena przepraszająco wzruszyła ramionami.

– Jaką masz teraz lekcję? – Josh zwrócił się do mnie.

Poszukałam w torbie pogniecionego planu lekcji.

– Wuef. – To była pierwsza dobra wiadomość tego dnia. Wreszcie mogłam się wyżyć, a może nawet wypocić swoją wściekłość.

– Ja też – powiedziała Atena. – Idziemy razem?

W obecności Josha nie bardzo mogłam jej odmówić. Podobnie jak Apollowi, Atenie obiektywnie nie można było przypisać żadnej winy.

„Jeśli mam wybór, wybieram Robyn” – słowa Caydena dźwięczały mi w głowie. Powiedział tak do Ateny krótko po ataku Skylli. Potwór, który od pasa w górę był kobietą, a poniżej pasa składał się z sześciu rozwścieczonych psich głów, dopadł mnie na obozie i chciał pożreć. Przeszkodził mu Cayden. W milczeniu zjadłam brownie i wypiłam latte, które zdążyło już ostygnąć. Potem wstałam.

– Chodźmy – zarządziłam. – Musimy się jeszcze przebrać.

Josh spojrzał na mnie z troską.

– Już dobrze – oświadczyłam. – Naprawdę.

Nie powinien przesadzać. Przecież sam złamał już serce kilku dziewczynom.

Atena i ja w milczeniu szłyśmy w stronę sali gimnastycznej. Jeśli myślała, że zasypię ją pytaniami, była w błędzie. Na wf-ie w planie był bieg na wytrzymałość. Przynajmniej nie musiałam z nikim rozmawiać. Już z daleka słyszałam podniecony jazgot dziewczyn w szatni. Umilkł w mgnieniu oka, kiedy weszłyśmy z Ateną do środka. Wrogie spojrzenia skierowały się na mnie. Ciekawskie – na Atenę.

Robyn stała w centrum pomieszczenia i przyglądała się mi z pogardą. Kiedy rozpoznała Atenę, rzuciła się na nią i pociągnęła do grupy, która zgromadziła się wokół niej. Otaczały ją dziewczyny, z których śmiała się w poprzednim roku szkolnym.

– Co tu robisz? – zapiszczała. – Tak się cieszę, że cię widzę. – Przedstawiła Atenę każdej ze swoich nowych koleżanek. – Musisz koniecznie biec ze mną – zażądała. – I opowiedzieć mi, co słychać u twojego brata.

Nie zapytała Ateny o Caydena. Dziwne. Przecież musiała już wiedzieć, że tu był. Schowałam się w rogu, żeby się przebrać.

– Widziałaś tę bieliznę? – szeptały dwie dziewczyny rząd dalej. – Cała szara. Fuj.

Mogły mówić tylko o mnie. Na domiar złego wczoraj czarna skarpetka dostała się do prania z moją bielizną. W zasadzie było mi wszystko jedno. Przecież i tak nikt jej nie oglądał. Całą wieczność potrwa, zanim będzie mnie stać na nową. Zawiązałam buty i wyszłam z szatni.

Pani Fuller, nasza nauczycielka, dała nam instrukcje, a ja włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam przed siebie. Zwykle chętniej biegałam po plaży, zamiast kręcić kółka po boisku, ale dziś nie było najcieplej, a po tej lekcji mogłam już w końcu iść do domu i się zastrzelić. Ten dzień zdecydowanie znalazł się na liście najgorszych dni w moim życiu.

W zasadzie naprawdę chętnie chodziłam do szkoły. Nie miałam jednak pojęcia, jak przetrwać ten ostatni rok. W myślach podsumowałam katastrofy tego dnia: moja najlepsza przyjaciółka przespała się z chłopakiem, w którym byłam zakochana, a teraz rozpowszechniała w szkole kłamstwa na mój temat, by wszyscy myśleli, że jestem dziwką. Ponownie pojawili się bogowie, a ja nie wiedziałam, co oni – a przede wszystkim Cayden – zamierzali zrobić. Nie miałam żadnego problemu z Apollem i Ateną, jeśli tylko tym razem nie będą zawracać mi głowy.

Potwora jak dotąd nie było widać, ale przypuszczalnie to tylko kwestia czasu. Co właściwie myśleli sobie ci bogowie? Czy czerpali przyjemność z narażania mnie na niebezpieczeństwo? Skoro było tu troje młodych, w pobliżu znajdowali się też Zeus i Hera. A Agrios zapewne tylko czekał na okazję, by dołożyć swojemu ojcu. Nie miałam ochoty znów znaleźć się pomiędzy liniami frontu. Jedyna dobra wiadomość tego dnia: mama była trzeźwa i poczęstowała mnie w domu pyszną zupą. Chciała nawet zawieźć Phoebe na zajęcia z baletu i obiecała, że zostanie na nich i będzie się przyglądać. W weekend moja mała siostra zatańczyła swoją pierwszą główną rolę Odette w Jeziorze łabędzim i to był wielki sukces. Z dumy urosła przynajmniej o dwa centymetry. Na pewno bardziej cieszyłabym się tym przedstawieniem, gdyby moje oczy nie były tak zapuchnięte od płaczu. Mama na szczęście nic nie powiedziała, tylko przyglądała się mi ze współczuciem. Nie wiem, może Phoebe doniosła jej, co się stało. A w każdym razie to, co jej wyjawiłam. Moja mała siostra nie musiała wiedzieć o wszystkim.

Mogłam więc dzisiaj spokojnie pojechać do pizzerii, w której dorabiałam sobie przez trzy dni w tygodniu. Tego dnia nie mogło już wydarzyć się nic gorszego.

 

Kiedy wyjechałam z domu około szóstej, od rozmyślania strasznie bolała mnie głowa. Poza tym martwiłam się, czy z mamą i Phoebe rzeczywiście wszystko pójdzie dobrze. W ciągu ostatnich dwóch lat mama trzykrotnie wylądowała w klinice odwykowej i za każdym razem wracała do picia, kiedy tylko znalazła się w domu. Dlaczego właśnie teraz miałoby jej się to udać całkiem samej? W każdej chwili mogła znów stracić siłę i chwycić butelkę, nie zastanawiając się, czy w pobliżu nie ma Phoebe i czy na przykład nie siedzi z nią w jednym samochodzie. Czy powinnam zadzwonić do Josha i poprosić, żeby podjechał do szkoły baletowej? Czy mam spróbować zaufać mojej matce? Nie miałam w tym zakresie najlepszych doświadczeń. Ponieważ mama i Phoebe pojechały samochodem, musiałam wziąć rower. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło.

Pietro, właściciel pizzerii, w której pracowałam od niemal roku, powitał mnie uściskiem.

– Carissima, jak ci minęło lato? – Pachniał znajomo mąką i sosem pomidorowym, który gotował zgodnie ze starym rodzinnym przepisem. Jego tajemnicą była własnoręcznie hodowana bazylia, którą suszył i ucierał na proszek.

– Bardzo fajnie – oświadczyłam zwięźle.

Krytycznie zmierzył mnie wzrokiem.

– Wypoczęłaś? Flirtowałaś i całowałaś się?

– Pietro, przestań. – Jego żona odepchnęła go na bok. – Jesteś niemożliwy. Nic cię to nie powinno obchodzić, co ta mała robiła w swoim wolnym czasie.

Ona też serdecznie mnie przytuliła. Nie pierwszy raz zapragnęłam, żeby to oni byli moimi rodzicami. Niestety, Pietro i Francesca mieli własną ogromną rodzinę z niezliczonymi wnukami, co nie powstrzymywało ich przed tym, by brać intensywny udział w moim życiu. Ponieważ poza nimi nikt tego nie robił, zwykle byłam bardzo wylewna. Ale nie dziś.

– Dziewczyna w jej wieku musi w końcu poznać miłość – zatrajkotał Pietro z udawanym włoskim akcentem, którym zazwyczaj owijał sobie wokół palca turystów. Włochy znał tylko z mapy.

– Ma na to jeszcze czas – jego żona próbowała go uspokoić, a ja w tym czasie zawiązywałam wokół talii czerwony fartuch w kratkę.

Podczas gdy oni dalej dyskutowali o moim niedostatecznie rozwiniętym życiu uczuciowym, zaczęłam z uśmiechem kroić pomidory do bruschetty. Zanim wieczorem przyszli pierwsi goście, pomagałam w kuchni przy przygotowaniach. Kroiłam i obierałam, opowiadałam Francesce o moich postępach w starogreckim (jedyny pozytyw na obozie), a potem poszłam się odświeżyć do toalety, zanim zaczęłam pomagać Pietro w obsługiwaniu gości.

Zaraz po otwarciu restauracji wszystkie miejsca zostały zajęte, co nie było dziwne, bo mieliśmy najlepszą kuchnię w całym Monterey. Opinia o pizzerii pocztą pantoflową rozchodziła się wśród mieszkańców i turystów. Mimo to większość urlopowiczów dawała się zaciągnąć do Fisherman’s Warf. Żonglowałam napojami, pizzami i sałatami pomiędzy stolikami. Rozliczałam rachunki, nakrywałam ponownie stoły i prowadziłam gości na ich miejsca. Chociaż sezon powoli zbliżał się do końca, w Monterey wciąż roiło się od turystów, z czego się cieszyłam, bo naprawdę potrzebowałam napiwków. Każdego roku w listopadzie i grudniu Pietro zamykał restaurację i razem z żoną odwiedzał dzieci, które mieszkały rozsiane po różnych stanach. Do tego momentu musiałam wypracować sobie bezpieczny bufor finansowy. Gdyby mama była trzeźwa, w przyszłości być może mogłabym pracować też w weekendy. Uskrzydlona tą myślą nakryłam stół i ruszyłam w stronę wejścia, by przyjąć kolejnych gości.

– Cześć, Jess. – Właśnie chwyciłam karty dań, kiedy usłyszałam znajomy głos. Uniosłam głowę i napotkałam wzrok Zeusa. Zabrał mi karty, zanim zdążyłam upuścić je na ziemię. – Miło cię widzieć.

Moje usta otwierały się i ponownie zamykały.

– Jesteśmy bardzo głodni. Czy byłabyś tak miła i zaprowadziła nas do stolika? – Hera na powitanie uspokajająco pogłaskała mnie po ramieniu.

Potem zobaczyłam Caydena, Apolla i Atenę, którzy stali za nią. Usta Caydena ułożyły się w uśmiech, którego nie odwzajemniłam. Pospiesznie spojrzałam na Apolla, który mrugnął do mnie. Ta rodzina doprowadzała mnie do szaleństwa. Zaprowadziłam ich do stolika, przyjęłam zamówienie na napoje i pospieszyłam do kuchni. Więc rzeczywiście wszyscy tu byli. To mogło oznaczać tylko kłopoty. Z jakiegoś powodu zmienili swoje plany.

– Pietro, czy możesz przejąć ode mnie stolik z nowymi gośćmi? – poprosiłam i z trzęsącymi się kolanami usiadłam na stołku.

Mój szef wyjrzał przez okrągłą szybę w kuchennych drzwiach.

– Nie ma mowy – powiedział. – Siedzi przy nim dwóch przystojnych chłopaków. Wybierz sobie jednego z nich. Zrób do niego ładne oczy. To na pewno turyści, więc szybko się go pozbędziesz. Ale do tego momentu... – Zamachał rękami w powietrzu, a ja zagryzłam wargi, jęknęłam i w poszukiwaniu pomocy spojrzałam na Francescę, która mrucząc, ugniatała ciasto na pizzę. Z jej strony też nie mogłam się spodziewać wsparcia. Dobrze. Poradzę sobie. Nie przeszkodzą mi w pracy, którą tak lubiłam. Jeśli będę dla nich po prostu miła i przyjazna, jak dla wszystkich innych gości, zjedzą i pójdą. Dam sobie z tym radę.

Zaniosłam napoje do stolika i przyjęłam zamówienie na jedzenie. Bardzo się przy tym pilnowałam, żeby nikomu z nich nie spojrzeć w oczy. Zdziwiona tym, że mój plan wypalił, pospieszyłam z powrotem do kuchni. Do momentu, kiedy ich zamówienie nie było gotowe, skrupulatnie ignorowałam ten stolik. Niestety, nie uwzględniłam mojego szefa.

– Zanieś tym chłopakom jeszcze jedną colę – pogonił mnie. – Już dawno wypili. I uśmiechnij się do nich.

Przełknęłam złość. Czy musiałam to robić? Przecież nie umrą z pragnienia. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Moje problemy rozwiązałyby się w mgnieniu oka.

– Ich pizze są gotowe. – Dziesięć minut później Pietro zagrzmiał gniewnie w moją stronę. – Jeśli nie zaniesiesz im ich od razu, ostygną.

Skinęłam głową i powlokłam się z pizzami do stolika. Moje ręce trzęsły się pod ciężarem talerzy. Trochę wyszłam z wprawy. Zwykle dawałam sobie z tym radę.

– Czy chcecie się jeszcze czegoś napić? – zapytałam, zebrawszy talerze.

– Do której pracujesz? – Zeus odpowiedział pytaniem.

Nic go to nie powinno obchodzić, więc po prostu zignorowałam je.

– Jeszcze trzy cole? – Zebrałam puste szklanki.

– Jess, do której musisz tu zostać? – Zeus powtórzył z naciskiem.

Odwróciłam się i odeszłam. Kątem oka zobaczyłam, jak Hera uspokajającym gestem kładzie mężowi dłoń na ramieniu.

„Tym razem to do mnie należy ostatnie słowo” – pomyślałam triumfująco.

– Chcą deser. – Pietro upomniał mnie trzeci raz tego wieczoru. – Zanieś im tiramisu i pięć espresso. Pójdą do domu, bo dziś się tak guzdrzesz.

Pietro był arcydobrym człowiekiem, ale nienawidził, kiedy jego goście nie byli porządnie obsługiwani. Dlatego wszyscy pomocnicy, którzy pracowali tu przede mną, tracili pracę w kilka tygodni. Ja nie mogłam sobie na to pozwolić.

– Sorry – powiedziałam. – Możesz mi to odciągnąć z wypłaty.

Spojrzenie Pietro natychmiast złagodniało.

– Ach, carissima. Tego bym nigdy nie zrobił. A teraz się pospiesz.

– Deser i espresso z najlepszymi pozdrowieniami od szefa – powiedziałam, chcąc jak najszybciej odstawić ciężar.

Taca zaczęła się chwiać. Łyżeczki z brzękiem zsunęły się ze spodków. Zwykle nie byłam taka niezgrabna. Cayden wziął ode mnie tacę, zanim zdążyłam zauważyć, że wstał. Opuszki naszych palców zetknęły się, a gdybym wciąż trzymała tacę, najpóźniej w tym momencie spadłaby na ziemię. Przeszył mnie prąd.

Drżącymi palcami rozstawiałam filiżanki na spodkach.

– Wyglądasz na zmęczoną, moje dziecko – powiedziała Hera. – Czy to nie za wiele dla ciebie? Najpierw szkoła, a potem praca?

– Wszystko w porządku. – Mogli sobie darować swoje współczucie.

– Cayden odwiezie cię potem do domu – powiedział Zeus. – Nie pojedziesz rowerem. – Źle zaakcentował to słowo. – Gdybym się nie zagapił, coś tak chwiejnego na pewno nie zostałoby wynalezione. To niebezpieczne dla życia.