Iskra bogów. Nie kochaj mnieTekst

Z serii: Iskra bogów
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Większość z nas się roześmiała.

– Teraz jeszcze jesteście sceptyczni – skomentowała Jeanne. – Ale kiedy obóz się kończy, wszyscy płaczą. Tym razem też tak będzie. Znajdziecie tu przyjaciół, z którymi będziecie musieli się rozstać, nie mając pewności, czy jeszcze kiedyś się zobaczycie. To bywa bardzo smutne.

Jeanne pokazała nam stajnie, salę gimnastyczną i halę do szermierki. Potem poszliśmy nad jezioro, na środku którego stała wieża do skoków. Do jego brzegu przycumowane były kajaki. Tam przedstawiła nam Pete’a, trenera pływania i kajakarstwa. Trzech chłopaków zostało z nim, słuchając informacji dotyczących planu treningowego. Z pozostałą częścią grupy ruszyliśmy za Jeanne w stronę skałek wspinaczkowych. Cayden wciąż z zapałem rozmawiał z Melissą. Spoglądałam na nich z niechęcią. Nagle usłyszałam jego śmiech i natychmiast zdusiłam w sobie coś, co podejrzanie przypominało zazdrość. „Muszę się wziąć w garść” – myślałam. W końcu nie jestem jedyną dziewczyną na obozie, a z cudem graniczył już fakt, że on w ogóle mnie zauważył. Prawdopodobnie powinnam być wdzięczna tej kałuży, bez której on nie wiedziałby nawet, że istnieję.

– Wszystko w porządku? – Jeanne szła znów obok mnie.

Skinęłam głową, ale moje spojrzenie nie uszło jej uwagi. Nachyliła się w moją stronę i wyszeptała:

– On wygląda naprawdę dobrze. Powinnaś spróbować u niego swojego szczęścia. Chociaż nie jestem pewna, czy jesteś... jak to się mówi? – w jego typie.

Francuski akcent sprawiał, że nie mogłam mieć jej za złe tych słów.

– Też tak uważam – zgodziłam się z nią z ubolewaniem.

Zatrzepotała porozumiewawczo długimi, czarnymi rzęsami.

– Nie przejmuj się tym. Znam takich facetów. Nie da się ich zatrzymać. Są jak motyle i latają z kwiatka na kwiatek. Dzisiaj są mili dla ciebie, a jutro dla innej. Nie potrafią inaczej.

Moje wargi zadrżały, kiedy wyobraziłam sobie Caydena ze skrzydłami. Kolorowymi. Dzisiaj był ubrany na czarno. Kolorystycznie pasowaliśmy do siebie znakomicie.

Oczywiście zauważył, że o nim rozmawiamy, i natychmiast do nas podszedł. Z miną znawcy spojrzał na skałki wspinaczkowe.

– Chciałbyś spróbować? – zapytała Jeanne. – Czy się nie odważysz?

Nie dał się sprowokować i pokręcił głową.

– Innym razem.

– Szkoda. – Przyglądała mu się bez skrępowania, chociaż była od niego z pewnością o cztery lub pięć lat starsza. – Okej, więc tu kończymy – zawołała do pozostałych.

– Chcesz z nami wrócić do obozu? – zapytał Cayden.

Melissa zjawiła się obok niego i spojrzała na mnie groźnie.

Nie miałam najmniejszej ochoty na wojnę głupich kóz. Pokręciłam głową, a Melissa podjęła próbę odciągnięcia Caydena na bok. On jednak spojrzał na mnie znacząco.

– Jasne. Idźcie. Poradzę sobie – powiedziałam z naciskiem.

– Okej. Jak sobie życzysz – pożegnał się, a ja miałam wrażenie, że znów go rozzłościłam.

Odwrócił się i poszedł z Melissą w kierunku obozu. Ona chwyciła go za rękę, a on – ku mojemu żalowi – pozwolił jej na to.

A może powinnam z nimi pójść. I co potem? Przecież nie chwyciłabym go za drugą rękę. Nie mogłam aż tak się skompromitować.

– Jeśli chcesz go zdobyć, musisz się pospieszyć – powiedziała Jeanne. – W przeciwnym razie może się zdarzyć, że złamie ci serce. Lepiej trzymaj się od niego z daleka – zaczęła rozwijać kilka lin, a ja pomogłam jej segregować buty do wspinaczki i karabinki.

– Masz chłopaka? – zapytałam.

Jeanne skinęła głową i rozpromieniła się.

– Jestem z Pete’em.

– Trenerem pływania?

– Oui. Niestety, widujemy się tylko latem. Studiuję na Sorbonie.

Już sama nazwa brzmiała dla mnie dość egzotycznie.

– Ale obiecał mi, że w przyszłym roku przyleci do Europy. – Wyglądała na szczęśliwą. – Pewnego dnia spotkasz chłopaka, który jest ci pisany. Na pewno tak będzie.

Otrzepałam dłonie o spodnie.

– Bóg jeden wie, co się wydarzy.

– Och, dobry Bóg nie ma z tym nic wspólnego.

Roześmiałam się.

– Najpierw może zapiszę się na kursy.

Jeanne pocałowała mnie w prawy i lewy policzek.

– Tak zrób. A jeśli będziesz chciała się wyżyć, przyjdź do mnie się powspinać. Nic tak nie oczyszcza umysłu jak wejście na czubek góry.

– Będę o tym pamiętać – obiecałam.

Zapiski Hermesa

V

Było coś dziwnego w tej małej, nie wiem co, ale coś na pewno. Prometeuszowi też to nie umknęło. Trochę za bardzo się nią interesował.

W każdym razie już się w nim zabujała i w związku z tym, miejmy nadzieję, wypadła z gry. Mimo najlepszych chęci trudno mi było sobie wyobrazić, że Atena się na nią zdecyduje. No ale nawet ja mogłem się przecież mylić. Chociaż do tej pory zawsze obstawiałem właściwie.

Za każdym razem, kiedy Prometeusz podejmował kolejną próbę, by uzyskać śmiertelność, zawczasu wiedziałem, że znów mu się nie uda. Zeus postawił przed nim niewykonalne zadanie. Mimo to zawsze znalazło się kilku naiwniaków, którym wydawało się, że Prometeusz wygra. Najczęściej były to te głupie nimfy. Zapewne dlatego, że same skazywały mężczyzn na śmierć głodową. Te małe bestie były bardzo wybredne.

Atena dawała z siebie wszystko, żeby pomóc Prometeuszowi. W poprzednich stuleciach zdarzyło się kilka dziewczyn, które naprawdę trudno było zdobyć, ale na koniec wszystkie mu ulegały. Bez wyjątku. W tym stuleciu będzie mu jeszcze ciężej, bo dziewczyny nie mają już żadnych hamulców.

.

Kiedy byłam mała, moja babcia w kółko czytała mi Iliadę, Odyseję i inne greckie legendy. Od tego czasu śniłam o znajdowaniu skarbów i zatopionych państw. Jako dziesięciolatka zdecydowałam, że zostanę znaną archeolożką. Chciałam robić w życiu rzeczy, które sprawiają mi frajdę. Moja rodzina spała wtedy na pieniądzach. Kilka lat później zaliczyłam twarde lądowanie w prawdziwym świecie. Mój ojciec z dnia na dzień zniknął ze wszystkimi pieniędzmi i z o wiele za młodą kobietą. Teraz nie wiedziałam nawet, czy będzie mnie stać na studia. Nie chciałam jednak zrezygnować z marzeń. Właśnie dlatego koniecznie chciałam odbyć ten kurs starogreckiego, nawet jeśli Robyn miała mnie z tego powodu wyśmiać. Tym razem nie dałam się namówić na wyjazd na idiotyczny obóz taneczny.

Zgodnie z zapowiedzią pana Rossa lista uczestników kursu wisiała już obok sali zajęciowej, w głównym budynku. Kurs starogreckiego, ku mojemu zdziwieniu, był prawie całkowicie zapełniony. Obawiałam się, że będę tam siedzieć sama, a na liście było już szesnaścioro uczniów. Omiotłam wzrokiem nazwiska. Obym się nie skompromitowała. Wszystkiego nauczyłam się z bezpłatnych filmów na YouTubie. Niewiele z tego pozostało mi w głowie. Litery były naprawdę skomplikowane i pisanie przychodziło mi z trudem. Nie chciałam jednak teraz się wycofywać. Sama nigdy nie osiągnę sensownego poziomu zaawansowania.

Obok kursu podstawowego w ofercie był jeszcze kurs lekturowy. Robyn wprawdzie urwie mi głowę, jeśli cały czas spędzę z nosem w książkach, ale mogłam to zignorować. Będziemy się widywać na szermierce. Poza tym na miejscu był Cameron, który mógł się nią zajmować. Zagryzłam dolną wargę. Robyn miała tę fatalną cechę, że nienawidziła być sama. W przeciwieństwie do mnie. Niestety, w moim życiu zdarzało się to rzadko. Mama przez cały czas siedziała w domu z nosem spuszczonym na kwintę. Kiedy chciałam być sama, musiałam iść na plażę pobiegać. Tam towarzystwa dotrzymywało mi najwyżej kilka mew.

Na listę kursu lekturowego wpisało się tylko pięć osób. Caydena nie było na żadnej z nich. Być może nie miał zamiaru tu chodzić. Ta wizja była dla mnie niewygodna, chociaż przecież powinno być mi wszystko jedno. Jego obecność tylko by mnie rozpraszała.

Kurs lekturowy prowadziła sama pani Ross. Może powinnam ją zapytać, czy pozwoliłaby mi przyjść popatrzeć na jedną lekcję. Gdyby okazało się to dla mnie za trudne, zawsze mogłabym znaleźć dla siebie coś innego.

Ktoś podszedł do mnie od tyłu cichym krokiem. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, kto to był. Tymiankowo-cynamonowy zapach uderzył we mnie całą mocą. Gdybym mogła w spokoju go powdychać, na pewno rozpoznałabym jeszcze kilka innych ziół, którymi pachniał. Czy nie ma tam też nuty mięty? Zdusiłam histeryczny chichot. Tak usilnie próbowałam opanować atak śmiechu, że dostałam czkawki.

– Nie masz odwagi?

– Hep! – Zasłoniłam sobie usta dłonią. – Ja tylko próbuję właściwie ocenić swoje predyspozycje, a te są, niestety, bardzo ograniczone.

Za Caydenem jak spod ziemi wyrosła Melissa i uśmiechnęła się do mnie nienawistnie.

– Więc może powinnaś wybrać dla siebie coś innego – zaproponowała. – Ja od trzech lat uczę się starogreckiego. – Wzięła długopis i wpisała swoje nazwisko na listę. Potem podała go Caydenowi. – To jest naprawdę wymagający kurs – dodała, zwracając się do mnie.

Skąd ona się urwała? Gdybym spotkała ją wcześniej, nigdy nie dałabym się do tego stopnia ponieść emocjom. Wstyd się przyznać, ale byłam całkowicie skupiona na Caydenie. Zmieniał mój mózg w sieczkę. Dlaczego wciąż łaził z tą Melissą? Przecież na pierwszy rzut oka wyglądała na głupią krowę. Ponieważ ja wysłałam go w kosmos, odpowiedziałam na własne pytanie.

– Mam cię zapisać? – Głos Caydena wyrwał mnie z zamyślenia. – Mój wujek i ciotka zadbają o to, żeby wyrównywać zróżnicowany poziom grupy.

Na pewno miał dobre intencje, ale jego pełne współczucia spojrzenie tylko pogorszyło sprawę. Wyjęłam mu długopis z dłoni i wpisałam się na obie listy. Dam sobie radę!

– Nie przeceniasz swoich możliwości? – zapytała Melissa i oparła się na Caydenie, trzepocąc posklejanymi rzęsami.

Musiałam natychmiast stamtąd pójść, zanim ulegnę pokusie, by wydrapać jej oczy. Jeszcze nigdy, podkreślam, nigdy, nie wdałam się w tak głupią rywalizację o względy jakiegoś faceta. Z drugiej strony, jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Co się ze mną działo? Co takiego miał w sobie Cayden, co tak mnie w nim interesowało? Postanowiłam sobie, że tego lata się nie zakocham, i zamierzałam się tego trzymać. Musiałam się skupić na moich celach. Poza tym matka przez ostatnie dwa lata milion razy powtarzała mi, żebym tak po prostu nie wierzyła mężczyznom. A ja, durne cielę, dawałam się wybić z równowagi pierwszym zielonym oczom, które spotkałam na swojej drodze.

 

– Myślę, że mogłabyś przynajmniej spróbować – powiedział w tym momencie Cayden.

Mhm, tak. Dziękuję za słowa wsparcia. Odwróciłam się, zanim powiedziałam coś głupiego, i po prostu odeszłam.

– W kółko ubiera się na czarno, jakby była w jakiejś żałobie – usłyszałam, jak szepcze do niego Melissa. Ta głupia, złośliwa krowa nie mogła nawet poczekać, aż znajdę się poza zasięgiem ich głosów.

* * *

– Jest niewiarygodnie przystojny. Nie uważasz? – Leżałyśmy przy basenie, a Robyn zerkała na pływającego Caydena. Kotłujący się obok niego chłopacy zdawali się mu w najmniejszym stopniu nie przeszkadzać.

– Mhhhmmm – wymamrotałam zza książki, która służyła mi bardziej jako tarcza, a nie lektura.

W czasie wakacji mieliśmy przeczytać Szkarłatną literę. Pierwszy raz w życiu nie miałam ochoty na czytanie, chociaż historia była bardzo interesująca. W kółko spoglądałam na karmelowe plecy Caydena. Jego zwinne ruchy były perfekcyjnie wyważone. Przy nim wszyscy inni w wodzie wyglądali jak pijane kaczki.

Robyn zachichotała i wyrwała mi książkę.

– Wiem, że na niego patrzysz. Idziemy do basenu? Możemy go trochę wkurzyć. Zanurkować albo coś.

– Przecież nie mamy już dziesięciu lat – oznajmiłam. – Ale idź, idź. Ja jeszcze trochę poczytam. – Przewróciłam się na brzuch i podjęłam próbę skupienia uwagi na tekście. Niestety, nie umiałam nie zerkać na Caydena przez ramię.

Uśmiechnęła się.

– Mówisz serio? Cameron jest na kursie retoryki, a potem będzie rozmawiać przez telefon z ojcem. Muszę się jakoś rozerwać, a ty przynudzasz.

– Zrób to, co musisz zrobić – oświadczyłam, chociaż wizja, że będą teraz we dwoje pluskać się w basenie, nieszczególnie mi się podobała.

– Tak zrobię – odpowiedziała z uśmiechem Robyn. – Wysonduję go, czy ty też mu się podobasz. W zasadzie to przyjacielski obowiązek.

– Ani się waż! – zaatakowałam ją. – Co ma znaczyć to też? Przecież on mi się nie podoba!

Robyn uniosła brwi.

– Jesteś tego całkowicie pewna?

Zasłoniłam twarz książką, żeby nie zobaczyła, jak się czerwienię. Kłamanie nie należało do moich mocnych stron.

– Na sto procent.

– Więc z pewnością nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli to ja z nim trochę poflirtuję. Nie chciałabym wyjść z wprawy. – Robyn roześmiała się i wstała.

Powoli podeszła do krawędzi basenu. Białe bikini leżało na niej idealnie i podkreślało równomierną opaleniznę. Włosy związała w kok. W jej pępku tkwił kolczyk z drogim kamieniem, o którym nie wiedzieli jej rodzice. Z wdziękiem wskoczyła do wody. Kiedy Cayden ją minął, musnęła go. Zatrzymał się, parskając, odgarnął sobie mokre włosy z twarzy i uśmiechnął się do niej obezwładniająco. W tym momencie ostatecznie odwróciłam wzrok. On nie był miły i grzeczny tylko dla mnie. Dotyczyło to wszystkich dziewczyn. Uśmiechał się, flirtował, prowadził miłe rozmowy, trzymał za rączkę. Grrr! Oszaleć można. Może taki właśnie miał sposób bycia. Dziwactwa w stylu bad-boya pozostawiał swojemu kuzynowi. Cayden wolał trzepotać swoimi niewiarygodnie długimi rzęsami, pożyczać kurtkę i już dopinał swego.

Nie mogłam się skupić na losach Hester Prynne ze Szkarłatnej litery. Śmiech Caydena i Robyn cały czas dźwięczał mi w uszach. Sprawiali wrażenie, jakby świetnie się bawili. Gdzie, do diabła, podziewał się Cameron? Na pewno nie spodobałoby mu się, że Robyn bezceremonialnie flirtuje z niemal obcym facetem. Ale Robyn była po prostu nieznośna. Prawdopodobnie chciała wzbudzić zazdrość Camerona. Nie pierwszy raz. Teraz jednak bardzo mi to przeszkadzało.

Próbowałam podsłuchać, o czym rozmawiają Robyn z Caydenem, ale nie miałam na to szans w ogólnym szumie rozmów. Kiedy w końcu postanowiłam też wejść do wody, tych dwojga już tam nie było. Zdezorientowana rozejrzałam się i dostrzegłam ich przy regale z ręcznikami. Cayden właśnie podawał Robyn ręcznik, którym ona wytarła mu włosy. Cayden otoczył ją ramieniem i razem ruszyli w stronę baru na skraju basenu. To nie było już tylko miłe. Przypomniałam sobie spojrzenie, które rzucił dziś rano w stronę Robyn. Może wcale nie chodziło tu o mnie?

Mogłam po prostu pójść do baru. W końcu też chciało mi się pić. Było okrutnie gorąco, nawet pod parasolem. Ale gdyby oni chcieli, żebym im towarzyszyła, poprosiliby mnie o to. Urażona ponownie zagłębiłam się w lekturze, która potwierdzała moją opinię o mężczyznach.

Kiedy Cameron i Josh pojawili się przy basenie, Cayden i Robyn wciąż siedzieli w barze.

Zerknęłam znad książki. Niemożliwe! Nawet kąpielówki Camerona miały zaprasowaną fałdę! Jego włosy były tak starannie sczesane z czoła, że na pewno nie odważyłby się zepsuć sobie fryzury w wodzie.

Położył się na opuszczonym przez Robyn leżaku. Josh wskoczył do wody i po pięciu minutach otoczyła go zgraja dziewcząt. Rzuciły się na niego, a on ze śmiechem pozwolił im się zanurzyć pod wodę.

– Od jak dawna oni tam siedzą? – Cameron nie patrzył na mnie. Wzrok wbił w powietrze.

– Niedługo – skłamałam.

– Dlaczego nie poszłaś z nimi?

Zasłoniłam się książką.

– Nie miałam ochoty. Poza tym wolałam poczytać.

– Ta historia nie jest aż tak interesująca.

– Na pewno bardziej interesująca niż Cayden – wyjaśniłam.

– Robyn najwyraźniej nie podziela twojej opinii.

– Nudziła się tu. Wiesz, jaka jest. O co chodzi?

– Myślisz, że nie mam powodów do zmartwień?

Wzruszyłam ramionami.

– A martwisz się?

– Jak dotąd się nie martwiłem.

Dobiegł nas śmiech Robyn. Piła przez słomkę kolorowy koktajl. Cayden i ona siedzieli o wiele zbyt blisko siebie.

– Koniec z tym! – Cameron zerwał się z leżaka. Zwykle był bardzo spokojną osobą. Ale też zwykle nikt nie wchodził mu w paradę. Najwyraźniej nie tylko ja dziwnie się zachowywałam na tym obozie.

Kiedy wróciłam z basenu, Robyn bez cienia wyrzutów sumienia siedziała znów na swoim leżaku.

– Gdzie jest Cayden? – zapytałam i wytarłam się ręcznikiem.

Robyn podała Cameronowi ręcznik i wytarła mu – jak wcześniej Caydenowi – włosy. Cameron przyciągnął ją do siebie i dał jej buziaka.

Z uśmiechem wydostała się z jego ramion.

– Na waszym kursie.

– Cholera! – Zupełnie o tym zapomniałam. Po południu rozpoczynał się kurs greckiego dla początkujących. Pozbierałam swoje rzeczy i pobiegłam do domku. Postanowiłam nie marnować czasu na wkładanie klapek, więc wbiłam sobie w stopy szyszki i sosnowe igły. Z dziesięciominutowym spóźnieniem wpadłam do sali. Moje włosy były niestarannie splecione w warkocz, a czarny top nałożyłam tyłem do przodu. Na plecach miałam więc napis: Po wielu latach jestem bliska perfekcji. Koszulka była trochę obciachowa, ale dostałam ją od mojej młodszej siostry, więc musiałam ją nosić. Pozostali uczestnicy kursu spojrzeli na mnie jak na kosmitkę. Tylko pan Ross powitał mnie przyjaźnie:

– Jessica Harper?

– Po prostu Jess – odpowiedziałam z nadzieją, że moja twarz nie jest czerwona jak pomidor.

– Tam z tyłu jest wolne krzesło.

Rzuciłam się w stronę przejścia i zobaczyłam szeroki uśmiech Apolla oraz zatroskane spojrzenie Caydena. Mogli sobie tego oszczędzić. Dlaczego mi po prostu nie przypomniał? Teraz skompromitowałam się doszczętnie. Melissa, która prawie siedziała Caydenowi na kolanach, zachichotała. To mnie dobiło. Oby przeceniała swoją znajomość starogreckiego. Kiedy ich mijałam, założyła nogę na nogę. Powstrzymałam się przed tym, by nie nadepnąć jej na stopę, i pogratulowałam sobie silnej woli, kiedy dotarłam na miejsce.

Moje spojrzenie powędrowało w stronę Caydena. Magnetyczne przyciąganie nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Dlaczego nie mogłam po prostu go zignorować? Czy naprawdę byłam zazdrosna o swoją najlepszą przyjaciółkę? Ci dwoje po prostu dobrze się ze sobą bawili. Robyn nieustannie flirtowała i wcześniej mi to nie przeszkadzało. Dwadzieścia cztery godziny na tym obozie wystarczyły, by w mojej głowie zapanował kompletny bałagan.

Otworzyłam książkę i zasłuchałam się w starogreckim pana Rossa, za wiele z niego nie rozumiejąc.

– Zrobimy kilka ćwiczeń na rozgrzewkę – oświadczył po angielsku. – Wtedy będę mógł ocenić, jak dobrze znacie starogrecki. Chciałbym prowadzić zajęcia możliwie optymalnie dla wszystkich. Nikt nie powinien się nudzić ani czuć przytłoczony.

Spojrzałam na kartkę z ćwiczeniami, które rozdawał, i zagłębiłam się w ich treść. Kilka z nich uznałam za skomplikowane, ale generalnie byłam z siebie zadowolona, gdy pan Ross zebrał kartki.

– Kiedy będę sprawdzał zadania, wy popracujecie w parach. Opowiedzcie sobie o czymś, żeby lepiej się poznać. Odmieniajcie przy tym czasowniki, które widzicie na tablicy.

Nie miałam sąsiadów w ławce, ale nie przeszkadzało mi to. Mogłam się całkowicie skupić na czasownikach.

Właśnie pochylałam się nad książką, kiedy rozległ się głos pana Rossa:

– Cayden, bądź, proszę, tak miły i usiądź obok Jess.

– Dam sobie radę sama – zawołałam, ponieważ dziś już dostatecznie wyprowadził mnie z równowagi, ale nie podniosłam wzroku. Najwyraźniej nie zamierzał wstać, bo przecież w przeciwnym razie usłyszałabym dźwięk odsuwanego krzesła. Czyżby doszedł do wniosku, że poświęcił mi już dość uwagi?

– Cayden! – Pan Ross ponownie wydał mu polecenie. Ton jego głosu nie znosił sprzeciwu.

Potem usłyszałam szuranie krzesła. Podwójne.

– Dam sobie radę sama. Dziękuję. – Kiedy podniosłam wzrok, Atena i Cayden stali przy mojej ławce.

– Jesteś pewna? – zapytał chłopak i spojrzał na mnie.

– Poradzę sobie z tymi kilkoma czasownikami.

Dlaczego był taki cholernie miły, teraz, kiedy postanowiłam się na niego złościć? Adorowała go cała masa innych dziewczyn. Nie zamierzałam ustawiać się do niego w kolejce.

– Zajmę się tym. – Atena odsunęła go. – Pomóż Melissie albo Sandy. Na pewno będą ci wdzięczne.

Spojrzał ze złością na swoją kuzynkę. Brakowało, żeby powiedział: „Ja byłem tu pierwszy”.

Zanim zdążył zwerbalizować swoje roszczenia, zwróciłam się do Ateny:

– Może przydałoby mi się trochę pomocy.

Ona była rozsądniejszą opcją. Cała ta sytuacja dostatecznie już mnie rozpraszała, nie musiałam go mieć w zasięgu ręki.

Cayden parsknął i odwrócił się na pięcie. Szedł prosto w stronę ławki, przy której siedziały dwie ciemnowłose dziewczyny, spoglądające na niego z zachwytem. Chwycił krzesło i uśmiechnął się do nich promiennie. W nadchodzących tygodniach te dwie z pewnością nawet nie spojrzą na innych chłopaków. Odwróciłam wzrok. W najmniejszym stopniu mi to nie przeszkadzało. Naprawdę. Jeśli o mnie chodzi, mógł flirtować z całym światem.

Atena, która władała tym zawiłym, martwym językiem niemal tak dobrze, jak jej ojciec, cierpliwie ćwiczyła ze mną koniugacje i poprawiała moją wymowę. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że ten język wydał takie piękne teksty. Gdyby był o połowę łatwiejszy, z pewnością nie byłby już martwy.

W kolejnych dniach Cayden rzadko wchodził mi w drogę, a jeśli już – to w towarzystwie nieustannie zmieniających się dziewczyn. Od czasu do czasu posyłał mi uśmiech, ale nie rozmawialiśmy. Przetestował mnie i najwyraźniej uznał, że nie jestem dość interesująca. Nie podobało mi się to, ale też nie miałam na to wpływu, więc wyparłam go z moich myśli. A w każdym razie próbowałam. Ten głupi sen był właśnie tylko snem. Wszystko, co z nim potem zrobiłam, okazało się produktem mojej wyobraźni.

Wstawałam rano i po śniadaniu szłam na kurs greckiego lub jeden z kursów sportowych z Joshem. Po obiedzie robiłam zadania domowe i szłam z Robyn na hip-hop albo na basen. Wieczorami znajdowałam zajęcie, które nie groziło spotkaniem z Caydenem. Najczęściej wybierałam rzutki albo bowling, chociaż nie bawiłam się przy tym najlepiej. On jak dotąd się tam nie pojawił. Niestety, nie mogłam zapanować nad wzrokiem, kiedy tylko był w pobliżu. Moje oczy żyły wtedy własnym życiem.

 

Leah i ja po skończonej grze w rzutki szłyśmy wolno do domków. Przegrałam z nią z kretesem. Ta gra nie należała do moich mocnych stron. Nie umiałam nawet dobrze liczyć punktów. Kiedy mijałyśmy plac zabaw, usłyszałam czyjś śmiech. Określenie plac zabaw było mocno przesadzone, bo to tylko kilka zwisających z gałęzi huśtawek. Na jednej z nich siedziała dziewczyna, a stojący obok Cayden powoli nią bujał.

– Ten facet nie przepuści żadnej okazji – zauważyła Leah. – I ma dobre metody.

– Spadajmy stąd, bo jeszcze pomyśli, że go stalkujemy. – Próbowałam ją odciągnąć, ale Leah nie ruszała się z miejsca.

– Czy on naprawdę podrywa wszystkie? – Odwróciła się w moją stronę. – Pocałował cię?

– Zwariowałaś? – odpowiedziałam odrobinę za głośno. Możliwe, że usłyszała też moje niestety. – Nie pocałowałabym go, nawet gdyby był jedynym facetem na obozie.

– Dobrze wiedzieć. – Za naszymi plecami rozległ się głos Caydena. Trafiło we mnie jego aroganckie spojrzenie. Dziewczyna u jego boku wyszczerzyła zęby w uśmiechu i nadal obejmowała jego ramię. Ku mojemu przerażeniu stwierdziłam, że była to Robyn. Nie rozpoznałam jej w wieczornym świetle.

– Nie mówiłam o tobie – zaatakowałam go.

– Więc o kim? – nie odpuszczał. – Tak z ciekawości. Mógłbym przestrzec tego biednego faceta, że nie ma się po co starać.

Z prychnięciem odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. To się nie działo naprawdę. Leah pobiegła za mną.

– Co to miało znaczyć?

– Nic – skwitowałam, bo już żałowałam tego pochopnego odejścia. To była dziecinna reakcja, a ja nie narzekałam na brak opanowania. Przy nim wciąż zachowywałam się inaczej.

Kiedy leżałam w łóżku, byłam coraz bardziej zdenerwowana swoją głupią reakcją. Na pewno zauważył moją zazdrość o Robyn. Dlaczego potajemnie się z nim spotykała? Po ciemku? Otworzyłam szeroko okno. Wiatr szemrał w koronach drzew. Próbowałam skupić się na tym dźwięku i zasnąć, kiedy usłyszałam coś jeszcze. Szeptanie, i to pod moim oknem. Powoli się podniosłam. Chciałam tylko zobaczyć, kogo tam niesie. Moje oczy się rozszerzyły, kiedy ich rozpoznałam: Robyn i Cayden stali blisko siebie. Owinął sobie na palec pasmo jej włosów. Szeptali tak cicho, że nie byłam w stanie zrozumieć, o czym rozmawiają. Ostrożnie schowałam się i zamknęłam okno.

Napięta jak cięciwa, przykryta cienką kołdrą czekałam, aż Robyn wejdzie do domku.

Kiedy przekroczyłam próg jej pokoju, podśpiewywała coś pod nosem, wyławiając z szafy jedną ze swoich przezroczystych koszulek nocnych. Oparłam się o drzwi.

– Co się między wami dzieje?

Robyn się odwróciła. Nawet jeśli miała wyrzuty sumienia, dobrze się z tym kryła.

– Nic. Spotkaliśmy się, a Cayden odprowadził mnie do domku.

– Czy Cameron o tym wie?

Jej oczy się zwęziły.

– Nie sądziłam, że ci to przeszkadza.

– Flirtowałaś z nim, a on z tobą. – Brzmiałam jak mała zazdrosna dziewczynka.

– Jess. – Podeszła do mnie. – Chcę się po prostu trochę rozerwać. Nic na to nie poradzę, że masz problem z poznawaniem facetów.

Zagryzłam zęby.

– Masz rację. Nic mnie to nie obchodzi. – Odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju.

– Poczekaj! – zawołała Robyn i pobiegła za mną. – Nic między nami nie było, okej?

– Okej – odpowiedziałam. – Dobranoc.

– Śpij dobrze.

Leah obiecała, że poczeka na mnie po zajęciach z kickboxingu. Dziś było jeszcze duszniej i goręcej niż w minionych dniach, więc cieszyłam się, że mam już za sobą trening. Przez resztę dnia zamierzałam leniuchować, leżeć przy basenie i opychać się lodami. Trening naprawdę mi się podobał. Nauczyciel był świetny, a w ciągu ostatnich dni nauczyłam się kilku nowych, interesujących technik.

Rok temu, chwilę po tym, jak mój świat się zachwiał po raz drugi, Josh zapisał mnie do klubu sportów walki. Musieliśmy wtedy wynieść się z naszej posiadłości i przeprowadzić się do mniejszego domu. Dopóki mogłyśmy pozostać w znanym otoczeniu, zdrada mojego ojca pozostawała nierealna. Przynajmniej dla mnie. Okej, nie miałyśmy już morza pieniędzy, a moja mama odpłynęła w swój świat, ale przynajmniej zewnętrzne okoliczności nie uległy zmianie. Aż pod drzwiami nie stanęli komornicy. Dali nam dokładnie trzy dni na wyprowadzkę do nowego mieszkania. Josh uważał, że powinnam znaleźć sobie coś, co pomoże mi pozbyć się złości do ojca. Naprawdę wkładałam dużo wysiłku, by nie dać po sobie nic poznać – ale jego nie udało mi się oszukać. Poza tym, jak argumentował, szermierka, jedyna technika obrony, jaką jak dotąd opanowałam, nieszczególnie pomoże mi na ulicy. Uważał, że każda dziewczyna powinna umieć się bronić.

Byłam zadowolona, że na obozie oferowano zajęcia z kickboxingu. Tu miałam jeszcze więcej powodów, by potrzebować worka bokserskiego. A wszystko z powodu pewnej osoby o szmaragdowozielonych oczach i ciemnoblond włosach.

Pospiesznie wepchnęłam swoje treningowe ciuchy do torby, pomachałam do Josha i wybiegłam z hali. Świeże powietrze było miłą odmianą po halowym zaduchu. Zmęczona wytarłam pot z czoła.

Po Leah nie było śladu. Postanowiłam wysłać jej wiadomość, że poszłam już wziąć prysznic. Mogła przyjść po mnie do domku. Moja komórka zapodziała się gdzieś pomiędzy ubraniami. Ruszyłam w kierunku domku, wciąż grzebiąc w torbie, kiedy niespodziewanie uderzyłam o ścianę.

– Cholera! – zaklęłam, masując sobie głowę.

– Boli cię? – zapytała ściana.

Jeszcze jego mi tutaj brakowało! Potrząsnęłam głową z nadzieją, że Cayden sobie pójdzie. Niestety, nie zrobił mi tej przyjemności.

– Przybiłeś sobie do klaty metalową płytę? – zapytałam zdenerwowana.

W odpowiedzi usłyszałam dziwnie szczery śmiech Caydena. Chłonęłam ten dźwięk jak umierający z pragnienia łyka wodę.

– Pokaż tylko. – Ostrożnie odsunął moją rękę od czoła, uniósł mi głowę i potarł bolesne miejsce.

– Auć! – Nie chciałam na niego spojrzeć. Jego dotyk powodował dostateczny chaos w moim ciele. Oszaleć można. Powinien przestać to robić. Impulsywnie zacisnęłam powieki. „Proszę, pogłaszcz mnie jeszcze raz” – powiedział głos w mojej głowie. Naprawdę byłam beznadziejnym przypadkiem.

– Powinnaś zrobić sobie okład z lodu – poinformował mnie Cayden.

Skinęłam głową. Jeszcze raz pogłaskał mnie po czole, delikatniej, prawie nie dotykając. Bardzo dobrze natomiast czułam jego drugą dłoń na moich plecach. Co on właściwie wyprawiał? Nie wolno mu było tak po prostu do mnie podchodzić i mnie w ten sposób dotykać.

– Nie otworzysz oczu?

Potrząsnęłam głową.

– Nie trafisz w ten sposób do domku, a przy okazji możesz się na serio poharatać. Jest tu sporo drzew. No chyba że przeprowadzasz właśnie jakiś eksperyment. W takim razie nie będę cię powstrzymywał.

– Kiedy tylko mnie puścisz i się odczepisz, otworzę oczy. Obiecuję.

– Dlaczego nie chcesz na mnie spojrzeć?

Jego palce gładziły moją skórę i włosy. To było tak przyjemne, że najchętniej bym zamruczała.

– Coś mi wpadło do oka – improwizowałam. Przecież nie mogłam się przyznać, że właśnie rozmiękałam od środka i że nie mogłam na niego spojrzeć, bo jego szmaragdowozielone oczy kompletnie wybijały mnie z rytmu. Prawdopodobnie jednak on od dawna już o tym wiedział. Nic dziwnego, że za ciekawsze uznawał takie dziewczyny, jak Melissa i Robyn, które nie były aż tak przewidywalne.

– Więc może rzeczywiście lepiej je zamknij.

Czy mi się wydawało, czy przysunął się bliżej mnie? Czułam jego oddech na policzku.

– Jess? – powiedziała Leah piskliwym tonem, kiedy niespodziewanie pojawiła się obok nas.

Przez chwilę całkiem o niej zapomniałam. Cayden puścił mnie i cofnął się o krok. Wkrótce znów zaczęłam słyszeć szum drzew i ćwierkanie ptaków. Przed momentem wydawało mi się, że jesteśmy sami na świecie. To na pewno nie było normalne.

– Cześć, Cayden – przywitała się z nim Leah. – Masz teraz trening?

Przypuszczam, że skinął głową, a potem chwycił torbę, która stała na ziemi.

– I jestem już spóźniony. – Wyminął mnie, a nasze dłonie przez sekundę się zetknęły. Potem znów usłyszałam chrzęst suchych sosnowych szyszek pod jego stopami.