Siedem grzechów przeciwko seksualności

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp

Religia

Wstyd

Zaniedbanie

Wykluczenie

Manipulacja

Zagubienie

Zgorszenie

Podziękowania

Bibliografia

Siedem grzechów przeciwko seksualności

Tekst © prof. Zbigniew Izdebski, Małgorzata Szcześniak, 2021

Copyright © for the Polish edition by Poradnia K, 2021

Wydanie I

Redaktor prowadząca: PAULINA POTRYKUS-WOŹNIAK

Korekta: MAGDALENA GERAGA, JOLANTA KUCHARSKA

Projekt okładki: OLA NIEPSUJ

ISBN 978-83-66555-42-6

Wydawnictwo Poradnia K Sp. z o.o.

Prezes: Joanna Bażyńska

00-544 Warszawa, ul. Wilcza 25 lok. 6

e-mail: poradniak@poradniak.pl

Poznaj nasze inne książki.

Zapraszamy do księgarni:

www.poradniak.pl facebook.com/poradniak instagram.com/poradnia_k_wydawnictwo


Konwersja: eLitera s.c.


.

Ludzie są niezmordowani w swoim dążeniu do szczęścia – mówi profesor Zbigniew Izdebski. Zrobią wszystko albo bardzo wiele dla udanego seksu. Bywa, że tkwią w relacjach, które nic ponad to im nie dają. Ale bywa też i tak, że emocje i fascynacja erotyczna idą w parze – wówczas możemy doświadczać całego wachlarza doznań, bawić się i cieszyć seksem, który nas do siebie zbliża. I o tym właśnie jest ta książka: o naszych potrzebach, lękach, fobiach, uprzedzeniach i ograniczeniach. Skupiliśmy się w niej, w dobie książek instruktażowych, na nieco zaniedbanym aspekcie seksualności – na emocjach. Profesor daje do nich prawo zarówno młodym, jak i tym w późniejszej fazie życia, osobom z niepełnosprawnością oraz zagubionym. Posiłkując się przykładami ze swojej praktyki zawodowej, opowiada o różnych aspektach ludzkiej seksualności, tej mieszczącej się w normach i tej wypartej, trudnej. Obala mity, walczy ze stereotypami. Podpowiada, co zrobić, aby nasze życie intymne było bardziej udane oraz jak odrzucić grzechy przeciwko seksualności, rozumiane nie tylko w kategoriach religijnych.

Małgorzata Szcześniak


.

CZYSTOŚĆ PRZEDMAŁŻEŃSKA

FILMY PORNOGRAFICZNE

ŚWIĘTA I LADACZNICA

SEKS WEDŁUG KOŚCIOŁA

ŚLUB KOŚCIELNY

WYSOKIE LIBIDO A POWOŁANIE

ANTYKONCEPCJA

REKONSTRUKCJA DZIEWICTWA

.

MAŁGORZATA SZCZEŚNIAK: Zacznijmy od statystyk – badań Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy z 2017 roku zrealizowanych przez IQS („Seksualność Polaków 2017”). Zgodnie z wiarą katolicką seks przedmałżeński jest grzechem. Tymczasem dowodzi pan profesor w swoich badaniach, że czystość przed ślubem zachowuje 9% Polaków z pokolenia starszych ludzi i tylko 1% osób młodszych. Z czego to wynika?

PROF. ZBIGNIEW IZDEBSKI: Dokładnie z tego, o czym pani powiedziała, czyli z podejścia do wartości religijnych. Zdecydowana większość Polaków deklaruje się jako katolicy. Ale to, że ktoś tak się definiuje, jeszcze o niczym nie świadczy. Bywa, że gdy taki zdeklarowany katolik wchodzi do łóżka, to seks idzie w swoją stronę, a wiara w swoją. Niektórym towarzyszy większe, a niektórym mniejsze poczucie winy. Od zawsze grupa ludzi, która nie przestrzegała reguł katolickich, była spora. Widzimy to świetnie w Kościele katolickim na przykładzie par, które się pobierają ze względu na ciążę.

MS: Naprawdę?

ZI: Znałem nawet fotografów, którzy się wyspecjalizowali w takich zdjęciach ślubnych, na których nie widać, że panna młoda jest w ciąży. Dopiero od niedawna mamy modę na fotografowanie ciążowych brzuchów.

MS: Zapoczątkowała ją Demi Moore. W ciepłe dni widuję ciężarne panie z gołymi brzuszkami!

ZI: Tak, to się już zmieniło. Gdy byłem młody, a było to jednak wiele lat temu, i gdy młodzi ludzie wyjeżdżali na studia, to pary wynajmowały dwa osobne pokoje. Albo młodzi mieszkali w dwóch różnych akademikach. Ale nie mieszkali razem! Dziś młodzi ludzie mieszkają razem i nie muszą tego uzgadniać z rodzicami, bo społeczeństwo się już z tym oswoiło. Młode pary traktują to albo w kategoriach ekonomicznych, bo wspólne mieszkanie jest tańsze, albo w kategoriach logistycznych, organizacyjnych, bo młodzi nie będą musieli poświęcać czasu na bieganie za sobą, niektórzy mają też wtedy większą kontrolę nad drugą osobą; ale za każdym razem za wspólnym mieszkaniem przemawiają względy praktyczne. Wielu rodziców patrzy na to z akceptacją, co kilkanaście lat temu było jeszcze nie do pomyślenia. Obrazują to też polskie seriale, które w dużej mierze odnoszą się do obyczajowości seksualnej współczesnych Polaków. To, co kiedyś młodym ludziom przychodziło z trudem, bo musieli to sobie wywalczyć, być mocno zdeterminowani – czyli wspólne mieszkanie – dziś jest łatwe do osiągnięcia. I to nawet w rodzinach katolickich. Scenarzyści nie zaciemniają obrazu, ale przekazują go w sposób dość rzetelny. Bardziej jednak ciekawi mnie nie kto współżyje przed ślubem, ale kto nie współżyje...

MS: Czyli inicjacja kobiety następuje po ślubie. I tu kończy się bajka: żyli długo i szczęśliwie. A może jednak nie?

ZI: Ale przecież w tym jednym procencie znajdują się także mężczyźni, którzy są bardzo przywiązani do religii. Są nawet tacy, którzy się nie masturbują! A jeżeli, to z dużym poczuciem winy lub nawet z obrzydzeniem. Oni nie dają sobie prawa do przyjemności – dlaczego mam się cieszyć z wytrysku? Traktują to w kategoriach fizjologicznych, bo im ten popęd bardzo przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. I jeżeli go już rozładowują, to czynią to, ale mają z tym problem. Gdybyśmy mieli przeprowadzić gradację grzechu, to współżycie dla większości jest na pewno większym grzechem niż masturbacja.

MS: A jak się mają do tego stosunek międzyudowy, oralny, waginalny i analny?

ZI: Pani mnie nie oszczędza. Wszystko pani daje!

MS: Z jakiego powodu jest to gorsze od masturbacji? Przeprowadził pan gradację grzechu?

ZI: Mam wrażenie, że stosunek międzyudowy jest... najmniej grzeszny. A jednak swoje można uzyskać.

MS: A co z tego ma kobieta?

ZI: Jeżeli mężczyzna potrafi dobrze penetrować między udami, to poprzez wykonywanie odpowiednich ruchów może zafundować kobiecie niezłą jazdę bez trzymanki. I co najważniejsze, są mężczyźni, którzy się w tym wyspecjalizowali. Ale wracając do gradacji grzechu, potem następuje stosunek waginalny, a następnie oralny. Ten ostatni jest traktowany jako perwersja. A analny? Dla jednej pary będzie to perwersyjne poszukiwanie nowych technik, a dla innej forma zachowania dziewictwa waginalnego przed ślubem.

MS: Ekoantykoncepcja?

ZI: Niestety tak. Miałem kiedyś pacjenta zakażonego wirusem HIV. Dowiedział się o tym, będąc w związku małżeńskim, podczas honorowego oddawania krwi. Przyszedł na wizytę mocno wystraszony sytuacją. Najbardziej obawiał się, jak to przyjmie jego żona. Bardzo ją kochał, i to z wzajemnością. Nie wiedział, jak jej o tym powiedzieć. Przeprowadziłem wywiad: przed ślubem współżył z dwiema kobietami. Zasugerowałem, aby poprosił te panie, by się zbadały, a że mieszkały w tym samym mieście, przyszły i wykonały test na HIV. Okazało się, że są HIV ujemne. To nie było miłe doświadczenie ani dla nich, ani dla niego. Zaproponowałem, aby o to samo poprosił żonę. Zapłakany opowiedział mi, że jak się żenił, to jego żona była dziewicą. Był pewien, że to nie ona spowodowała zakażenie. Dla jego żony dziewictwo było wielką wartością i zachowała je do momentu ślubu.

Poprosiliśmy panią na rozmowę, wykonaliśmy test, okazało się, że pani jest HIV dodatnia. Ale gdy dokładnie zaczęliśmy analizować biografię tej kobiety, dowiedzieliśmy się, że w czasie swoich studiów prowadziła, będąc osobą głęboko wierzącą, aktywne życie seksualne. Miała sporo partnerów seksualnych, z którymi współżyła analnie i tylko analnie. Te zbliżenia dawały jej dużą satysfakcję. Sytuacja się wyjaśniła – to ona była zakażona jako pierwsza. Kobieta ta podkreślała cały czas fakt, że jest głęboko wierząca i że seks analny, z religijnego punktu widzenia, nie był dla niej w ogóle istotny. Nie utożsamiała go z żadną formą współżycia. Ci pacjenci do dzisiaj są w związku, a nawet można powiedzieć, że są dobrym małżeństwem. Niewątpliwie jest tak, że się bardzo kochają. I niewątpliwie było tak, że mąż był pierwszym mężczyzną, z którym ona zdecydowała się na współżycie waginalne po ślubie, mając poczucie, że to ta właściwa, kochana osoba. Poprzedni partnerzy byli atrakcyjni i chętni na seks, więc ona się na ten seks godziła. Ale miłością obdarzyła tylko męża.

 

MS: Ciekawe...

ZI: Byłem jak mediator w tej trudnej relacji. Ona płakała, on płakał. Był przerażony, myśląc, że to on ją zakaził. Kiedy okazało się, że jest odwrotnie – może to nie będzie właściwe słowo – był szczęśliwy, że to nie on był winny sytuacji. Taka miłość! Żyją zgodnie, leczą się, przyjmują leki...

Nie rozumiem jednego: dlaczego ludzie myślą, że muszą wszystkiego spróbować, wszystkiego się w życiu nauczyć, a seksu nie. I kiedy się pobieramy, to wszystko ma nam się udać tylko dlatego, że już mamy błogosławieństwo! A przecież mówimy o dwóch różnych rzeczach: o tym, co jest związane z systemem wartości, wiarą oraz o tym, co jest związane z naszą sferą seksualną, biologią, anatomią. I z tym ostatnim bywa różnie. Ludzie nierzadko czekają na współżycie seksualne, na inicjację, tymczasem im bardziej zwlekają, tym więcej mogą napotkać problemów. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie mam nic przeciwko temu, aby ludzie zachowywali abstynencję seksualną do ślubu i żyli zgodnie ze swoją wiarą. Nie powinni jednak idealizować samego aktu. Tymczasem wydaje im się, że to będzie tak, jak Michalina Wisłocka pisała w Sztuce kochania: trzęsienie ziemi i świat się będzie kręcił... Że to będzie nie wiadomo co! A tu się okazuje, że to nieraz boli, że to nieraz nie wyjdzie, że mężczyzna nie ma pełnego wzwodu. Albo nie zna dobrze swojej fizjologii i stosunek jest bolesny. Do tego źle dobrana pozycja. Albo na przykład mężczyzna został nauczony bliskości i pieszczoty wystarczą mu do tego, żeby mieć wytrysk, zanim wprowadzi penisa do pochwy. Bywa, że kobiety naoglądały się filmów erotycznych, pornograficznych, a tu ani takiej dynamiki nie ma, ani takiego penisa. Penis jest taki „pospolity”! Zdarza się też, że nieobeznana z seksem kobieta się boi: penis jest średniej wielkości, a dla niej to jest po prostu olbrzym. I jeżeli jest w pochwie, to jeszcze pół biedy, ale gdyby miał się znaleźć w innych miejscach, to jest po prostu obrzydliwy. Podsumowując, jeżeli parze zależy na czystości przedmałżeńskiej, to powinna mieć wiedzę, z czym się ona wiąże, ale nie obejdzie się bez znajomości anatomii. Wiara katolicka z tego nie zwalnia.

MS: A czego nie wolno katoliczce?

ZI: Wielu rzeczy: innych form seksu, nie tylko waginalnego, seksu przedmałżeńskiego, seksu z tą samą płcią.

MS: Ojciec Ksawery Knotz, zwany katolicką Michaliną Wisłocką, pisze, że katolik może całować żonę poniżej pępka. Nie wolno mu stosować gadżetów ani oglądać pornografii. Z tym to się chyba każdy seksuolog zgodzi: filmy pornograficzne nie służą płci brzydkiej, a płeć piękna ich nie potrzebuje.

ZI: Jeżeli ma się dystans do pornografii, to wszystko może służyć.

MS: Sztuka użytkowa?

ZI: Tak, tylko trzeba wiedzieć, jaką pornografię oglądać. Pornografia nie służy wówczas, gdy jest jedynym bodźcem seksualnym, jakiego się doświadcza. Uzależnionym nie służy na pewno. Ale okazjonalnie pomaga rozładować napięcie i może urozmaicić życie seksualne.

MS: Czy mężczyzna, któremu w ciągu kilkunastu minut przesuwa się przed oczami wiele nagich kobiet, jest w stanie się podniecić przy tej jednej jedynej? A co, jeżeli podczas aktu seksualnego on potrzebuje dodatkowo popatrzeć na filmy pornograficzne?

ZI: Mamy problem. Ale to dotyczy tych mężczyzn, których pornografia zdominowała w jakiejś fazie życia. Jeżeli chcą w czasie współżycia oglądać taki film, to powinni wcześniej uzgodnić to z partnerką.

MS: A co wolno katoliczce? Jak pisała Michalina Wisłocka, podczas defloracji podłożyć poduszkę pod pupę?

ZI: Tak, żeby mniej bolało.

MS: A jeśli kobieta ma pochwicę? Pochwice biorą się przecież w zdecydowanej większości z restrykcyjności wychowania. Dotyczy to 2% kobiet.

ZI: Pochwica (zespół Mariona-Simsa, to dysfunkcja seksualna polegająca na silnym, bardzo bolesnym, odruchowym, niezależnym od woli skurczu mięśni pochwy) nie ma związku z tym, czy ludzie inicjują seks przed czy po ślubie. Wymaga natomiast konsultacji ginekologicznej, a później być może wsparcia seksuologicznego. I zaczyna się proces leczenia, który wcale nie jest taki krótki. Przyczyny bywają fizjologiczne (dysfunkcje w układzie pochwy) lub psychogenne – wiążące się z dużym lękiem przed samym faktem współżycia seksualnego.

MS: Z jakim problemem katoliczka przychodzi do pana profesora do gabinetu?

ZI: Z rozpasaniem swego męża! Ale to nie ma znaczenia, czy ktoś jest katolikiem, czy nie. Istotne, jakie jest jego przywiązanie do tradycji religijnej, czy to są osoby głęboko wierzące i praktykujące. Dla większości seks idzie w swoją stronę, a wiara w swoją. I mam tu na myśli praktyki seksualne, ich intensywność, seks oralny czy mobilizowanie jednej ze stron do oglądania filmów pornograficznych. Bywa, że kobieta nie chce oglądać tego typu filmów ze względów estetycznych, i może być ateistką. Jej kultura, osobowość tego nie akceptuje, i nie ma to nic wspólnego z wiarą.

Seks jest zresztą silnie powiązany z lękami niektórych kobiet przed współżyciem seksualnym, wynikającymi z faktu, że te kobiety nie stosują antykoncepcji, a jednocześnie oczekiwania mężczyzny co do współżycia seksualnego są takie, że on chciałby często i dużo. Kobieta – niekoniecznie. I wówczas ona wyznacza ten czas, kiedy może współżyć ze względów fizjologicznych. Kolejnym problemem jest system wychowania: kobieta niby kocha swojego męża, ale ma poczucie, że te relacje w związku między nimi nie są dobre. Bywa tak wtedy, gdy w pierwszej rodzinie tej kobiety mężczyźni byli przedstawiani jako najgorsza ludzka kategoria: mężczyzna dla niej to ktoś, od kogo będzie zależna, kto ją skrzywdzi i wykorzysta. Nie chodzi tylko o seks po ślubie, a raczej o to, że kobieta, która ma zachować czystość do ślubu, dostaje w spadku od matki i jej poprzedniczek obraz mężczyzny – siedliska zła, który chce tylko jednego.

MS: I gdy zdobędzie to jej dziewictwo, przestanie ją szanować i porzuci. Mężczyzna dostaje też przekaz od ojca: nie słuchaj „baby”, rób swoje.

ZI: Te przekazy ojców tylko utrwalają stereotypy. I niektórym kobietom jest potem trudno zrozumieć, że to są tylko stereotypy. Nie trzeba statystyk, aby to potwierdzić. Ale oczywiście tacy panowie, jakimi straszą matki, bywają. Świat byłby jednak bardzo smutny, gdyby składał się wyłącznie z takich mężczyzn.

MS: Czy bardzo religijni mężczyźni nie mają przypadkiem jeszcze silniej niż ich koledzy ateiści zakorzenionego podziału na świętą i ladacznicę?

ZI: Różnie bywa, ale w większości tę ladacznicę też by chcieli. Moi niektórzy pacjenci pragną takiego seksu, żeby się zapomnieć. To jest częsty problem tych ludzi, którzy wyobrażają sobie, że seks jest czymś niesłychanym w naszym życiu. Szczególnie dotyczy to osób, które niczego nie doznały w tej sferze albo doznały bardzo mało. Gdyby tak było, nasze domy zawaliłyby się od trzęsienia ziemi, i to nie wywołanego zmianami klimatycznymi. A potem przychodzi do seksu i okazuje się, że on jest TAKI i w dodatku z jednym partnerem. No i się narzeka. A obiektywnie jest to dobry seks! Trwa wystarczająco długo. Mężczyzna jest sprawny seksualnie, zachowuje reguły gry wstępnej, jest z partnerką w dobrej relacji. A kobieta oczekuje nie wiadomo czego. (W drugą stronę to działa podobnie). Są też kobiety głęboko religijne, które mają poczucie, że kobieta nie powinna tak... krzyczeć. A ona przeżywa orgazm. I ten orgazm fizjologicznie jest tak bogaty, że aż się chce krzyczeć.

MS: No ale nie wypada...

ZI: Nie wypada! Wypada natomiast gryźć rękę, wkładać sobie poduszkę do ust. Albo odwrócić głowę, żeby nic po sobie nie pokazać. A mężczyzna najprawdopodobniej byłby bardzo zadowolony. Bywa też i tak, że kobieta wstydzi się okazywać przyjemność, żeby mąż, dla którego jest pierwszą partnerką, nie zapytał: gdzieś ty się, do cholery, tego nauczyła? Tymczasem ona ma takie bogactwo doznań seksualnych z nim, i takie bogactwo ekspresji, do którego on nie jest przyzwyczajony... Czy on by chciał, aby kobieta pod nim tak krzyczała? Oczywiście! Ale niekoniecznie jego żona! Zdarza się i tak, że przychodzą do mnie mężczyźni, którzy mówią, że sporo inwestują w seks, w siebie, w grę wstępną, a na partnerce nie robi to wrażenia. Leży jak kłoda. Tymczasem ona po prostu się kontroluje, aby nie być za bardzo ekspresyjna. Czego się obawia?

MS: Że on ją odrzuci?

ZI: Albo że źle o niej pomyśli. Pytam wówczas tę kobietę, na jakiej podstawie tak sądzi. Bo gdy ja z nim rozmawiam w cztery oczy, to on mi mówi, że jemu brakuje spontaniczności, tego, żeby ona mu te paznokcie w plecy wbiła.

MS: Warto mieć długie i czerwone paznokcie.

ZI: Tak, on bardzo chciałby, by ona go podrapała. I mówi, że mu tego w tej relacji brakuje. Pytam tę kobietę w rozmowie w cztery oczy, czy ona też ma takie potrzeby. Dowiaduję się, że ją dużo wysiłku kosztuje, aby nie okazywać tego w takim stopniu. Dlaczego? Bo boi się reakcji męża. A jaka może być jego reakcja? I ona wtedy mówi tak: Proszę pana, jak ja z mężem oglądam jakiś film, i to nie erotyczny, tylko zwyczajny... I jak widać, że kobieta jest nie tylko dominująca, ale taka, no przeżywająca bardzo te swoje doznania seksualne, to on wtedy to komentuje: Ot, dziwka! I potem, kiedy oni się razem przy mnie spotykają i mówimy o ich wzajemnej ekspresji i w pewnym momencie on się dowiaduje, że ta jego żona pragnie tej ekspresji i że ona tylko zachowuje kontrolę, co nie jest wcale takie łatwe, mówi jej: Ale ty nie jesteś zdolna do takich reakcji! Ty jesteś jak kłoda. A ona na to: Wręcz przeciwnie, ja tylko się tak zachowuję. I cierpię z tego powodu, że nie mogę okazać tego, co czuję. Bo gdybym ci pokazała, jak cię pragnę, to powiedziałbyś jak ostatnio, gdy oglądaliśmy film: Dziwka! Na co odpowiada on: Ale ja to mówiłem z zachwytem! A ona do niego na to: Ale wiesz, kto to jest dziwka... Na co on odpowiada, że to super być z taką dziwką w łóżku. Używa tego sformułowania z ekscytacji!

To dotyczy wielu związków i jest to coś, co cały czas powtarzam: że seks w naszych związkach czy w ogóle związek między mężczyzną a kobietą to nie jest test na inteligencję, my nie mamy się domyślać, co chce lub czuje druga osoba. Ludzie powinni się komunikować w relacjach seksualnych i mówić o swoich potrzebach, oczekiwaniach i odczuciach. Inaczej nie poznamy potrzeb drugiej strony. A jeżeli ich nie wyartykułujemy, to mamy potem o sobie nieprawdziwe wyobrażenie.

MS: Czytałam w książce profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza, że przyszła do niego kiedyś kobieta z mężem i żaliła się, że on chodzi po domu w samych slipach. Dopiero gdy profesor powiedział, że ma nie chodzić w tych slipach, a małżonek zapłacił za poradę, poczuł, że problem ma jakąś wagę. I to nie kogucią, ale ciężką.

ZI: Stara rzecz – jak zapłacą, to się stosują. Muszą zapłacić. Nasza rola jest często rolą edukacyjną lub rolą mediatora. Dajemy możliwość wyrażenia ludziom swoich oczekiwań. W domu często jeden drugiego nie słucha i idzie do swojego pokoju. A jak są w gabinecie, to raczej słuchają.

MS: Jedna z moich ultrakatolickich koleżanek przyszła kiedyś do mnie po poradę, mówiąc, że wie tyle, że mężczyznę należy pogłaskać i to nie tylko po ramieniu. Czy takiej kobiecie wypada przyjść do seksuologa?

ZI: Czasem słyszę, że ktoś jest seksuologiem katolickim. Albo katolickim psychologiem. I myślę wtedy, że jeżeli ktoś jest seksuologiem, to jest dobrym seksuologiem, albo jeżeli jest psychologiem, to jest dobrym psychologiem. Dla mnie takie podziały wprowadzają rażące ograniczenia. Wizyta u seksuologa nie wiąże się z religią, ale z tym, czy ma się poczucie ważności związku w życiu. Nasza świadomość seksuologiczna, mimo że mamy XXI wiek, jest nadal na bardzo niskim poziomie. Przyzwyczailiśmy się, że seks odbywamy w piątek, sobotę albo niedzielę...

MS: Statystycznie przez jedenaście minut, przy zgaszonym świetle i myśląc o kimś innym. Może warto je czasem zapalić?

ZI: Ależ skąd! Nie musimy przy pełnym świetle eksponować swojego ciała. Ale gdybyśmy chcieli się zastanowić, czego w seksualności katolikowi nie wolno, a co wolno, ja to jestem przekonany, że dużo rzeczy można. Współpracowałem wiele lat z ojcem Władysławem Skrzydlewskim i jestem pewny, że taką wiedzę jak on ma niewielu księży. Że z ambony o wielu rzeczach się nie mówi, a mówić się powinno. W wierze katolickiej w sferze seksualności dopuszczono więcej, niż sobie wyobrażają. Naturalnie kwestia antykoncepcji, prezerwatyw cały czas jest dyskutowana.

 

MS: Ludzie, którzy poznali osobiście wymienionego wcześniej ojca Knotza, wspominają go jako otwartego, sympatycznego człowieka.

ZI: Moim zdaniem nie jest autorem rewolucji. Obalił po prostu stereotypy. Seks katolicki nie jest siermiężny! Jest za to niezmienny i nieugięty.

MS: A jaka jest w nim rola kobiety?

ZI: Kobieta, zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, jest podległa mężczyźnie. Jest to ujęte w przysiędze małżeńskiej. I to indywidualna sprawa, jak ktoś będzie chciał interpretować tę podległość i to posłuszeństwo. Oczywiście niekoniecznie musi się to wiązać z jedną pozycją – klasyczną.

MS: Misjonarską...

ZI: Stopniowo Kościół katolicki otwiera granice na poszukiwania w seksie. Proszę zwrócić uwagę też na taki fakt: coraz większa liczba osób, którym udzielono ślubu katolickiego, uzyskuje stwierdzenie nieważności małżeństwa, lecz nie jest to rozwód. Ktoś czegoś nie powiedział, coś zataił, o czymś nie wiedzieliśmy i dlatego ono zostało nieważnie zawarte... Mimo że małżeństwo zawarte było przed obliczem Boga, nie znaczy to, że masz w nim bezwzględnie trwać, nawet jeżeli jest dla ciebie krzywdzące. Kościół daje możliwość separacji, choć dalej osoby te pozostają w związku sakramentalnym. Katolicy dojrzewają do tego, aby seksu nie traktować w kategoriach stygmatyzujących. Michalina Wisłocka przeszła z katolicyzmu na religię ewangelicką, czyniąc to dla swojego męża, ale też zrobiła to po głębszej refleksji nad tym, jak seksualność traktowana jest w obu tych wyznaniach. Koncepcja ewangeliczna okazała się bardziej przyjazna.

Jest pewien problem z polskim Kościołem i polskimi księżmi. Gdybym patrzył na religię katolicką tylko przez pryzmat tej naszej polskiej wiary, no to za przeproszeniem nie daj Boże. Ale ze względu na to, że od ponad dwudziestu pięciu lat zajmuję się problematyką HIV/AIDS i w związku z tym uczestniczę w wielu międzynarodowych kongresach, gdzie omawiana jest tematyka seksualności, wiem, że nie wszyscy ludzie są święci i pobożni, są różni w swojej seksualności i zachowaniach. Spotykam tam księży katolickich, ale często mam wrażenie, że podchodzą do człowieka z dużym zrozumieniem dla jego potrzeb i niedoskonałości czy ułomności. Gdy patrzę na tych księży: ze Stanów Zjednoczonych – konserwatywnych, restrykcyjnych, ale i liberalnych, gdy spotykam księży katolickich z krajów afrykańskich, europejskich, z Azji, to stawiając ich obok polskich księży, zastanawiam się, czy ta osoba, która do mnie mówi i jest referentem, to naprawdę ksiądz. A ta kobieta jest zakonnicą i pracuje w społeczności ludzi, którzy są katolikami. I oni wszyscy mówią o tym samym Kościele. O tym samym Bogu.

Mam często wrażenie, że Bóg w polskiej rzeczywistości w sferze seksualnej jest Bogiem karzącym, a nie kochającym czy miłosiernym. To jest ta różnica. Polega ona na pewnej koncepcji związanej z wykształceniem księży w Polsce. W polskim Kościele księża niejednokrotnie wypowiadają się na temat seksualności człowieka, mając ograniczoną wiedzę. Wypowiadają się podczas kazań, na naukach przedślubnych, publicznie. Oceniają różne zachowania.

Proszę zwrócić uwagę, jak ważna jest wiedza. Jak ważny jest profesjonalizm! Podczas studiów w seminariach duchownych klerycy często nie mają zajęć z seksuologii. Może łatwiej jest wypowiadać się na temat seksualności, kiedy się nie zgłębiło wiedzy na ten temat. Niektórzy księża żyją w przekonaniu, że wiara wszystko załatwi. Jesteś wierzący – masz mieć silną wolę. Miejscem, w którym ksiądz dowiaduje się czegoś na temat seksualności – od kobiet, od mężczyzn, od nastolatek, od nastolatków – jest konfesjonał. Dopytuje i często przyjmuje swoją interpretację dobra i zła w sferze seksualności. I mam wrażenie – bardzo uproszczoną. Wstań i nie grzesz! Nie rób tego więcej. Nie masturbuj się – powie do szesnastoletniego chłopaka. Bo jeżeli nie zapanujesz nad tym teraz, to co osiągniesz w swoim dorosłym życiu? Nie będziesz w stanie wychować dzieci, założyć rodziny, bo tylko będziesz myślał o jednym, o masturbacji. I mów to chłopakowi szesnastoletniemu w konfesjonale w momencie, kiedy on jest w najwyższej życiowej fazie napięcia seksualnego. I jak wzmacniać w nim poczucie jego wartości, jeżeli on się z tego spowiada i czuje dyskomfort religijny, że to robi, oraz ma wykazać poprawę, bo po to jest spowiedź? Tej poprawy chce, ale abstynencji nie udaje mu się zachować i znów się masturbuje i myśli: co ja zrobię w przyszłości? Jest wielu księży, którzy tego już nie komentują. Ale znam i takich, którzy krytykują, stygmatyzują i zdrowo za to przeczołgują.

MS: Coraz więcej mamy kobiet wykształconych, zamożnych. Istnieje teoria, że taka kobieta podległa jest tylko w łóżku.

ZI: Myślę, że to, co pani powiedziała, istnieje w kategoriach społecznych. Mamy w Polsce coraz mniej małżeństw sakramentalnych. Mamy coraz więcej ludzi, którzy mówią, że są w związku. Coraz więcej osób mieszka osobno, będąc razem, bo je na to stać lub z innych względów. Przybywa singli. To pokazuje wzrost pewnej dynamiki w związkach. I my się też z tym musimy liczyć. Patrząc na związki sakramentalne, musimy mieć świadomość, że część z nich zawierają ludzie, którzy za wiele wspólnego z wiarą katolicką nie mają, poza faktem, że po urodzeniu zostali ochrzczeni, przyjęli komunię świętą, bierzmowanie.

MS: I jak nazwać takiego katolika?

ZI: Nie wiem, czy to jest katolik. Z formalnego punktu widzenia pewnie tak, ale nie ja jestem od oceniania. Pytam: po co pani czy pan braliście ślub katolicki, i to jeszcze huczny, za ogromne pieniądze, po ogromnych wyrzeczeniach? I słyszę odpowiedź: a zna pan ładniejsze śluby niż kościelne? Czyli kościół został potraktowany – musiałbym tu użyć słowa „atrapa” – jako miejsce do atrakcyjnej ceremonii: z sympatycznym księdzem, pięknym wystrojem.

MS: Religia daje gotowy schemat, jak przejść w życiu przez jedno z najważniejszych wydarzeń. Obrządek.

ZI: Ceremonia pasuje niektórym pod hasło: jest godnie! Nie w sensie duchowym, ale przeżycia estetycznego, ludycznego – to jest atrakcyjne. I jestem przekonany, że wielu z tych, którzy biorą ślub w kościele, nic wspólnego z tym Kościołem nie ma. Powtarzam, niektórzy, żeby była jasna sytuacja. Są naprawdę daleko od Kościoła. Bywają i tacy, którzy mieszkają za granicą, a przyjeżdżają tu tylko po to, by wziąć ślub. Nie chodzą w ogóle do kościoła, ale ślub w kościele chcą mieć. Bo taki ślub jest wspaniały. Podobnie jak pogrzeb katolicki: ceremonia ma określoną strukturę i podniosły charakter.

MS: Co ma zrobić mężczyzna, który ma wysokie libido, a jednocześnie rozwiniętą duchowość i zostaje księdzem? Walczyć ze sobą całe życie?

ZI: On już na starcie ma problem. I każdy coach by mu taki zawód odradził. To jakaś forma masochizmu. Jest ogrom innych obszarów, w których może się realizować.

MS: Czy taki mężczyzna ma szansę funkcjonować w życiu codziennym?

ZI: Jeżeli ma możliwość realizacji swoich pragnień duchowych, a wiara stanowi dla niego dużą wartość, to jest szansa, że lepiej poradzi sobie z popędem seksualnym, ale już na starcie musi wiedzieć, że jest to niezwykle trudne do osiągnięcia. Gorzej, jeżeli w pewnym okresie jego życia te ważne dla niego wartości się dewaluują, a popęd seksualny daje o sobie znać. Wtedy jest rzeczywiście problem, a życie pisze różne scenariusze... Dlatego zawsze powtarzam, że aby uniknąć tych dylematów, należy się odpowiedzialnie zastanowić nad wyborem tej szczególnej służby, zawodu, tym bardziej że decyzję tę podejmują najczęściej ludzie młodzi, nie zawsze dojrzali. Z praktyki poradnianej wiem, że nie każdemu udało się w okresie formacji kapłańskiej czy zakonnej pogodzić wysokie wymagania duchowe z naturalnym popędem seksualnym. I lepiej na tym etapie podjąć decyzję o rezygnacji niż później prowadzić podwójne życie i być nieszczęśliwym czy też unieszczęśliwiać innych.

MS: W PRL pokutowało hasło: „Przed stosunkiem pół godziny spożyj kostkę margaryny!”, bo ludzie mieli do wyboru grubą prezerwatywę Eros, która na dodatek pękała, globulki Z, popularne były roztwory: ocet, kwas borowy, sok z cytryny z wodą, wedle powszechnej wiedzy uważano, że podmywanie po stosunku zapobiega ciąży. Mówiono też, że pan Zdzisiek w kiosku Ruchu, jak mu się nudzi, to przekłuwa te erosy szpilką.

ZI: Przepraszam, ale nawet w PRL mieliśmy tabletki antykoncepcyjne. Przy czym ówczesna antykoncepcja a dzisiejsza to są dwa różne światy. Podejście do metod zapobiegania ciąży nie było tak stygmatyzowane, jak jest obecnie. W PRL nawet lekarze byli bardziej otwarci w podejściu do antykoncepcji. To był taki czas w historii naszego społeczeństwa, w którym ludzie nie zasłaniali się klauzulą sumienia. Dziś możemy mówić o upolitycznieniu sfery związanej z seksualnością. Zmienił się język debaty społecznej. Nie mówimy o zapłodnieniu, ale o dziecku poczętym.

MS: Taką nomenklaturę narzuca też ustawodawca.

ZI: Tak, kiedyś mówiliśmy o aborcji, teraz mówimy o zabijaniu dziecka poczętego. Spotykamy się z pewną grupą lekarzy, która na przykład odmawia przepisywania tabletek antykoncepcyjnych, twierdząc, że to nie jest zgodne z ich sumieniem. Niektórzy lekarze, nie tylko ginekolodzy, odmawiają wypisywania recept na tabletkę antykoncepcyjną „po”, czyli awaryjną. I to jest coś, co obserwujemy w ostatnich latach jako zjawisko szczególnie narastające. Czy w latach PRL nie mieliśmy wśród lekarzy osób głęboko wierzących? Mieliśmy. I wśród ginekologów byli tacy, którzy nie dokonywali aborcji. I koniec, przecież nikt ich do tego nie zmuszał. Ludzie natomiast, jeżeli chcieli tę aborcję zrobić, udawali się gdzie indziej. Oczywiście mamy dziś działania antyaborcyjne wynikające ze światopoglądu, ale bywa też, że jest to działalność koniunkturalna, że w określonych środowiskach taka postawa jest dla kogoś korzystna.