3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Maryja płacze na Ukrainie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Maryja płacze na Ukrainie
Maryja płacze na Ukrainie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 49,80  39,84 
Maryja płacze na Ukrainie
Maryja płacze na Ukrainie
Audiobook
Czyta Bogumiła Kaźmierczak
29,90 
Szczegóły
Maryja płacze na Ukrainie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Księdzu doktorowi Jackowi Waligórze,

kustoszowi sanktuarium Najświętszej

Maryi Panny Matki Bożej Opatrzności,

z podziękowaniem za wszelkie dobro.

Wstęp

Cudowne zjawiska, Boże znaki zawsze nas fascynowały. Wiele z nich już staraliśmy się badać w naszej dziennikarskiej pracy, dotykać ich historii i pytać, co Pan Bóg chce nam przez nie powiedzieć. Tak było i w przypadku łez Matki Bożej w Niżankowicach, małej miejscowości tuż za granicą Polski z Ukrainą. Mieliśmy w tej przygodzie wspaniałego przewodnika – księdza doktora Jacka Waligórę, który nie tylko przyjął nas w Niżankowicach, opowiedział nam historię tego świętego miejsca, ale wskazał również świadków łez Matki Bożej, ludzi, którzy wymodlili u Niej łaski, a także razem z nami szukał odpowiedzi na pytanie: „dlaczego?”.

Księże Jacku! Już na początku tej skromnej książeczki chcemy Ci powiedzieć: „Bóg zapłać”.

Nasze słowa podziękowania kierujemy również do tych wszystkich, którzy podzielili się z nami swoim świadectwem. Bez nich ta publikacja nigdy by się nie ukazała.

Mamy nadzieję, że podróż z nami poprzez kolejne strony tej książki będzie dla wielu nie mniejszą przygodą niż ta, którą myśmy przeżyli, odwiedzając Niżankowice i szukając kolejnych świadków cudownych łez.

Ufamy, że wielu czytelników zechce odwiedzić sanktuarium maryjne w Niżankowicach, by choć przez chwilę pomodlić się przed Matką Bożą Płaczącą.

Jeszcze większą radością będzie dla nas, jeśli choć jedna osoba, poruszona łzami Maryi, zechce spełnić Jej prośby, które skierowała do nas w Fatimie, i zacznie odmawiać różaniec, wynagradzać Panu Bogu za grzechy świata oraz praktykować nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Płacząca Matka Boża z Niżankowic nie wypowiedziała ani jednego słowa, ale czy w przesłaniu Jej łez nie o to właśnie chodzi?


I

Konflikt na Ukrainie
i Matka Boża

Na początku 2014 roku świat stanął po raz kolejny na krawędzi globalnego konfliktu zbrojnego. Tym razem oczy wszystkich zwrócone były na Ukrainę.

Od kilku miesięcy państwo to nękane było wewnętrznymi niepokojami. Zwolennicy ściślejszych związków z państwami Europy Zachodniej oraz ukraińscy nacjonaliści usiłowali wpłynąć w tej sprawie na w pełni uzależnione od Rosji władze państwowe. Kiedy w listopadzie 2013 roku okazało się, że ich starania spełzły na niczym, tysiące demonstrantów wyszły na ulice Kijowa. Symbolem walki o niezależność od Moskwy stał się stołeczny Majdan – plac Niepodległości. Podobne protesty wybuchały również w innych miastach Ukrainy, szczególnie w zachodniej części kraju.

W lutym 2014 roku doszło do gwałtownego zaostrzenia konfliktu. Władzy nie udało się usunąć demonstrantów z ulic, wprost przeciwnie, to protestujący zaczęli zdobywać teren i przejmować budynki rządowe. Służby użyły broni palnej, a do akcji wkroczyli snajperzy. 18 lutego zamieszki przerodziły się w regularne walki uliczne. W tym dniu i trzech kolejnych życie straciło kilkadziesiąt osób, a od początku protestów w sumie prawie sto. Rannych było kilka tysięcy.

Przełom nastąpił 21 lutego, kiedy to do Rosji uciekł prezydent Wiktor Janukowycz. Władzę przejęły siły proeuropejskie i nacjonaliści. Wtedy jednak do akcji przystąpiła Rosja, prowokując ruchy separatystyczne na wschodzie kraju. Bardzo szybko, mimo międzynarodowych protestów, Moskwie udało się oderwać od Ukrainy Krym. Realna stała się groźba agresji zbrojnej ze strony kraju, który pod rządami prezydenta Putina nawiązywał otwarcie do czasów sowieckich.

Na wschodzie Ukrainy pojawiły się setki dobrze uzbrojonych i zorganizowanych dywersantów nazywanych „prorosyjskimi separatystami”, a przez nowe władze w Kijowie – terrorystami. Otwarcie mówiło się o tym, że są to rosyjskie wojskowe służby specjalne, które wcześniej brały udział w agresji na Gruzję w 2008 roku, a ostatnio nadzorowały aneksję Krymu. Cel Putina był jasny: oderwanie całej wschodniej części Ukrainy i przyłączenie do Rosji. Obserwatorzy wskazywali jednak, że podobnie jak Adolf Hitler w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku, władca Kremla, który otwarcie dąży do odtworzenia Związku Sowieckiego, nie zatrzyma się na tej jednej zdobyczy... Po stronie Ukrainy otwarcie stanęły Stany Zjednoczone i część państw europejskich. Widmo wojny znów zawisło nad ludzkością.

W najbardziej gorącym okresie protestów w Kijowie na Majdan wniesiono figurę Matki Bożej Fatimskiej, która przed laty w Portugalii mówiła do trojga ubogich pastuszków, że pokój jest możliwy, ale trzeba się modlić i pokutować. Maryja prosiła wówczas o modlitwę o nawrócenie Rosji, a przecież Ukraina w obecnym kształcie jest również niejako tworem tego zbrodniczego komunistycznego systemu. Kapłani pracujący na Ukrainie szybko połączyli te wydarzenia i na prośbę ludzi, którzy o figurę Matki Bożej zwrócili się do sanktuarium fatimskiego w Dowbyszu, zanieśli na Majdan Jej wizerunek. I – jak mówią świadkowie tamtych wydarzeń – odkąd Maryja tam przybyła, wszystko zaczęło się zmieniać. Każdego dnia na Majdanie odprawiana była Msza Święta, a wolontariusze rozdali siedemset tysięcy różańców. Jeden z księży opisywał, że gdy berkutowcy – funkcjonariusze jednostki specjalnej milicji, którzy odegrali główną rolę w tłumieniu antyrządowych protestów – porwali mężczyznę z różańcem w ręku, ludzie natychmiast przyszli mu z pomocą i uratowali go. Wiedzieli, że on jest „swój”.

W środę 19 marca w katedrze pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Charkowie biskupi Kościoła katolickiego na Ukrainie poświęcili kraj Niepokalanemu Sercu Maryi. Metropolita lwowski ksiądz arcybiskup Mieczysław Mokrzycki mówił: „Przychodzimy z pełną ufnością, że uprosimy miłosierdzie, otrzymamy łaskę oraz potrzebną pomoc i obronę w naszych nieszczęściach. Otrzymamy je nie dla naszych zasług, na które nie liczymy, ale ze względu na niezmierzoną dobroć Twojego matczynego Serca. Tobie, Maryjo, Twemu Niepokalanemu Sercu oddajemy się i poświęcamy w tej dramatycznej godzinie ludzkiej historii i historii Ukrainy”.

W modlitwie oddania kraju pod opiekę Matki Bożej biskupi, świadomi, że cierpienie jest spowodowane grzechem, wyrazili żal za niewierności narodu wobec Boga. Prosili Maryję o wstawiennictwo u Boga, o łaskę miłosierdzia i przebaczenia, o łaskę nawrócenia i autentycznego życia chrześcijańskiego. Modlili się o dar chrześcijańskiego pojednania na ziemi ukraińskiej. Zaapelowali także, aby wszyscy kapłani i wierni na Ukrainie włączyli się w to doniosłe wydarzenie. I tak się stało.

W niedzielę 23 marca po każdej Mszy Świętej wspólnoty parafialne na Ukrainie zjednoczyły się w ufnej modlitwie zawierzenia Maryi, Matce całego kraju i narodu, ponawiając akt oddania Jej Niepokalanemu Sercu, którego dokonali biskupi. „Podobnie jak Sercu Twojego Boskiego Syna został poświęcony Kościół i cała ludzkość, która w Nim złożyła swoją nadzieję, by stał się dla niej niewyczerpalnym źródłem zwycięstwa i zbawienia, tak i my poświęcamy się na zawsze Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu, Matko nasza i Królowo, aby miłość Twoja i opieka zapewniły zwycięstwo królestwa Bożego oraz by nasza Ukraina i wszystkie narody, pojednane między sobą i z Bogiem, Ciebie błogosławiły i wysławiały” – błagano w tym dniu w kościołach łacińskich na Ukrainie.

W Mościskach koło granicy z Polską wierni udali się procesyjnie do figury Matki Bożej Fatimskiej przy wjeździe do miasteczka i tam dokonali zawierzenia kraju Niepokalanemu Sercu Maryi. Rzymscy katolicy z Mościsk wezwali do wspólnej modlitwy również Ukraińców – wiernych obrządku wschodniego. Wspomniano przesłanie św. Jana Pawła II dla Ukrainy z pielgrzymki papieża do tego kraju w czerwcu 2001 roku.

Aktu poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi dokonali także wierni w sanktuarium maryjnym w Niżankowicach.

Na owoce nie trzeba było długo czekać. Już 21 maja 2014 roku Radio Watykańskie podało, że Kościół pozostaje na Ukrainie instytucją, która cieszy się największym zaufaniem i zasadniczo większość ludności ocenia go pozytywnie. W ostatnim czasie znacznie wzrosła też liczba ludzi deklarujących się jako wierzący: z 67 procent w 2013 roku do 76 procent obecnie.


Niżankowice – malutka miejscowość, którą zamieszkuje zaledwie dwa tysiące ludzi, głównie starszych, i gdzie znajdują się trzy świątynie: katolicka, grekokatolicka oraz prawosławna – są niezwykłe z wielu powodów. Wspomnijmy tu jeden, bardzo znamienny. 13 września 2008 roku właśnie w Niżankowicach odbyło się spotkanie młodzieży z archidiecezji lwowskiej. Głównym jego celem była modlitwa o beatyfikację wówczas jeszcze sługi Bożego Jana Pawła II. Spotkaniu towarzyszył krzyż, który papież trzymał w dłoniach podczas swojego ostatniego nabożeństwa drogi krzyżowej w Wielki Piątek 2005 roku. Niżankowice były pierwszym miejscem, gdzie krzyż – przedziwny świadek cierpiącego Ojca Świętego – towarzyszył modlitwie wiernych. Fakt ten do dziś upamiętnia mozaika, która znajduje się na zewnątrz świątyni w Niżankowicach.

Papieski krzyż z Wielkiego Piątku jest dziełem podkarpackiego rzeźbiarza Stanisława Trafalskiego – mieszkańca wioski Stefkowa położonej niedaleko Ustrzyk Dolnych. Krucyfiks ten został wyrzeźbiony w 1997 roku. Przez trzy lata wisiał nad łóżkiem ciężko chorej – sparaliżowanej po nieszczęśliwym wypadku – żony rzeźbiarza, Janiny. W 2000 roku kobieta podarowała ten cenny dla siebie przedmiot Ojcu Świętemu, przekazując go pielgrzymom z Olszanicy, którzy udawali się do Watykanu. W 2005 roku, podczas ostatnich świąt wielkanocnych Jana Pawła II, cały świat obiegły zdjęcia papieża ściskającego krucyfiks – dar od przykutej do łóżka pani Janiny. Po śmierci Ojca Świętego arcybiskup Marian Mokrzycki, były papieski sekretarz, przekazał krzyż swojej mamie Bronisławie, która mieszka na Podkarpaciu. Kobieta nie zatrzymała tego cennego daru dla siebie, ale oddała go swojej parafii – św. Mikołaja – w Kraczkowej koło Rzeszowa. „Niech ten krzyż idzie, niech się ludzie modlą” – powiedziała wówczas pani Bronisława. I tak rozpoczęła się peregrynacja papieskiego krzyża.

 

Nazwą „Ukraina” przez wieki określano jedynie geograficznie obszar, w którym przenikały się wpływy Rusi i Królestwa Polskiego, a później także Imperium Osmańskiego. Obejmowała ona tereny nad Dnieprem do rzeki Boh na zachodzie. Na mapach pojawiła się jako Ukraińska Republika Ludowa w 1917 roku. Szybko wchłonięta przez Związek Sowiecki, była jego częścią aż do jego rozpadu w 1991 roku. W wyniku masowych mordów popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na wschodnich terenach byłego Królestwa Polskiego w ostatnich latach drugiej wojny światowej obszar ten został praktycznie etnicznie oczyszczony z ludności polskiej, a następnie zaanektowany przez Związek Sowiecki i włączony do wchodzącej w jego struktury republiki ukraińskiej.

Dzisiejsza Ukraina jest niejako beneficjentem zbrodniczego Związku Sowieckiego – wcześniej państwo to w tej formie nigdy nie istniało. Państwo, które odwołuje się do spuścizny Rusi Kijowskiej, ochrzczonej ponad tysiąc lat temu, byłemu imperium sowieckiemu „zawdzięcza” również, a może przede wszystkim, upadek moralny i ubóstwo. Znaczna część społeczeństwa żyje bardzo daleko od Pana Boga. Wielu ludzi, którzy latami byli niszczeni przez system komunistyczny, nie chodzi do kościoła. Ostatnie dane, które stamtąd napływały, były szokujące. W ciągu dwudziestu lat na Ukrainie zamordowano czterdzieści milionów nienarodzonych dzieci. Elity ukraińskie nie chcą słyszeć o zmianie aborcyjnego prawa, na mocy którego co roku zabija się kolejne dwa miliony ludzi. Aborcję uważają za „zdobycz i prawo kobiet”. Ukraina jest także krajem „turystyki aborcyjnej”. Szacuje się, że rocznie co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy kobiet przyjeżdża tam, aby uśmiercić swoje dziecko.

To nie może się podobać Matce Bożej. Ona pragnie, aby Jej dzieci żyły w jedności z Jej Synem, słuchały Jego słowa, wypełniały przykazania. A kiedy Matka widzi, że dzieci odchodzą od Boga, płacze...

Gdy zaczęły się rozruchy na Ukrainie, media doniosły, że w krajach ogarniętych konfliktem – w Rosji i na Ukrainie – w kilkunastu klasztorach zaczęły płakać ikony Maryi i Pana Jezusa. Niewielu pamiętało wówczas o Niżankowicach, gdzie całkiem niedawno łzy roniła figura Matki Bożej...

Przypominamy o tym fakcie właśnie teraz, bo często w historii zdarzało się, że Matka Boża schodziła na ziemię i płakała, zapowiadając trudne wydarzenia w przyszłości. Przypomnijmy choćby objawienia z 1830 roku w stolicy Francji – Paryżu na Rue de Bac. Maryja ukazała się wtedy siostrze Katarzynie Labouré ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo. Podczas pierwszego objawienia, które miało miejsce kilka dni przed wybuchem rewolucji lipcowej we Francji, Matka Boża ze łzami w oczach mówiła o nadchodzącym czasie chaosu i pogardy dla krzyża.

Podobnie było w Portugalii – Fatimie w 1917 roku. Matka Boża mówiła trojgu ubogim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, że jeśli świat się nawróci, spełni prośby Maryi, będzie pokutować i odmawiać różaniec, nie dojdzie do kolejnej wojny.

13 lipca 1917 roku, kiedy Maryja po raz trzeci zeszła na portugalską ziemię, powiedziała pastuszkom o konieczności poświęcenia Rosji, oświadczając, że akt ten jest jedynym skutecznym lekarstwem, aby uratować świat od bardzo groźnych błędów i wielkiego zła, które miało stamtąd pochodzić: „Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Mego Niepokalanego Serca. Jeśli uczynią to, co wam powiem, zbawi się wiele dusz i zapanuje pokój. Wojna się skończy. Jeżeli jednak nie przestanie się obrażać Boga, za pontyfikatu Piusa XI zacznie się inna, gorsza (...) Aby temu przeszkodzić, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji Memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli posłuchają moich próśb, Rosja nawróci się i zapanuje pokój; jeśli nie, rozsieje ona swoje błędy po całym świecie, prowokując wojny i prześladowania skierowane przeciw Kościołowi; dobrzy będą wydani na męczeństwo, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał, wiele narodów będzie unicestwionych. Na końcu Moje Niepokalane Serce zatryumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a światu będzie dany pewien czas pokoju”.

O tym, jak sprawa nawrócenia Rosji jest ważna dla Matki Bożej, może świadczyć fakt, że podczas objawienia 13 lipca 1929 roku, w którym uczestniczyła już sama Łucja, Maryja prosiła wizjonerkę: „Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Świętego, aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję Memu Niepokalanemu Sercu. Bóg obiecuje uratować ją za pomocą tego środka. Tak wiele dusz zostaje potępionych przez sprawiedliwość Bożą z powodu grzechów przeciwko Mnie popełnionych. Przychodzę przeto prosić o zadośćuczynienie. Ofiaruj się w tej intencji i módl się”. Niestety, żądania te nie zostały spełnione i wybuchła druga wojna światowa. Papież Polak odmówił akt zawierzenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi trzykrotnie: 13 maja 1982 roku w Fatimie oraz dwa razy w Watykanie: 16 października 1983 roku w czasie synodu biskupów w Watykanie i w uroczystość Zwiastowania Pańskiego podczas Mszy Świętej dla rodzin 25 marca 1984 roku. Wówczas mówił:

„«Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko!». Ze słowami tej antyfony, którą modli się od wieków Chrystusowy Kościół, staję dziś na miejscu przez Ciebie wybranym i szczególnie przez Ciebie, Matko, umiłowanym. Staję w szczególnym poczuciu jedności z wszystkimi pasterzami Kościoła, z którymi wspólnie stanowimy jedno ciało i jedno kolegium, tak jak z woli Chrystusa Apostołowie byli w jedności z Piotrem. W poczuciu tej jedności wypowiadam słowa niniejszego aktu, w którym raz jeszcze pragnę zawrzeć «nadzieje i obawy» Kościoła w świecie współczesnym. Przed czterdziestu laty, a także w dziesięć lat później, Twój sługa papież Pius XII, mając przed oczyma bolesne doświadczenia rodziny ludzkiej, zawierzył i poświęcił Twemu Niepokalanemu Sercu cały świat, a zwłaszcza te narody, które stanowiły przedmiot Twej szczególnej miłości i troski.

Ten świat ludzi i narodów mam przed oczami również dzisiaj, kiedy pragnę ponowić zawierzenie i poświęcenie dokonane przez mojego Poprzednika na Stolicy Piotrowej: świat kończącego się drugiego tysiąclecia, świat współczesny, nasz dzisiejszy świat! Kościół na II Soborze Watykańskim odnowił świadomość swego posłannictwa w tym świecie, pomny na słowa Pana: «Idźcie... i nauczajcie wszystkie narody... Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28,19-20). I dlatego, o Matko ludzi i ludów, Ty, która znasz «wszystkie ich cierpienia i nadzieje», Ty, która czujesz po macierzyńsku wszystkie zmagania pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światłością i ciemnością, jakie wstrząsają współczesnym światem – przyjmij nasze wołanie skierowane w Duchu Świętym wprost do Twojego Serca i ogarnij miłością Matki i Służebnicy ten nasz ludzki świat, który Ci zawierzamy i poświęcamy, pełni niepokoju o doczesny i wieczny los ludzi i ludów. W szczególny sposób zawierzamy Ci i poświęcamy tych ludzi i te narody, które tego najbardziej potrzebują. «Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko! Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych!». Racz nie gardzić! Przyjmij naszą ufność pokorną i nasze zawierzenie!

«Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3,16). Ta to właśnie miłość kazała Synowi Bożemu poświęcić siebie samego za wszystkich ludzi: «Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie» (J 17,19). Mocą tego «poświęcenia w ofierze» uczniowie wszystkich czasów są powołani do żywego uczestnictwa w dziele zbawienia świata; do dopełnienia tego, czego nie dostaje cierpieniom Chrystusa dla dobra jego Ciała, którym jest Kościół (por. Kol 1,24; 2 Kor 12,15).

Gdy dzisiaj staję przed Tobą, Matko Chrystusowa, pragnę wraz z całym Kościołem, wobec Twego Niepokalanego Serca, zjednoczyć się z Odkupicielem naszym w tym poświęceniu za świat i ludzkość, które tylko w Jego Boskim sercu ma moc przebłagać i zadośćuczynić!

Moc tego poświęcenia trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercu człowieka i w jego dziejach, jakie też rozniecił w naszych czasach. Z tym poświęceniem Odkupiciela naszego, przez posługę następcy Piotra, jednoczy się Kościół: Ciało Mistyczne Chrystusa.

O, jakże głęboko czujemy potrzebę poświęcenia za ludzkość i świat: za nasz współczesny świat w jedności z samym Chrystusem! Odkupieńcze dzieło Chrystusa ma się stawać przecież udziałem świata przez Kościół. O, jakże nas przeto boli wszystko, co w Kościele, w każdym z nas, jest przeciwne świętości i poświęceniu! Jakże nas boli to, że wezwanie do pokuty, nawrócenia, modlitwy nie spotkało się i nie spotyka z takim przyjęciem, jak powinno! Jakże nas boli, że tak ozięble uczestniczymy w dziele Chrystusowego Odkupienia! Że tak niewystarczająco dopełniamy w swoim ciele to, czego «niedostaje cierpieniom Chrystusa» (Kol 1,24).

Niechże więc będą błogosławione wszystkie dusze, które są posłuszne wezwaniu Odwiecznej Miłości. Niech będą błogosławieni wszyscy ci, którzy dzień po dniu z niewyczerpaną hojnością przyjmują Twoje wezwanie, o Matko, do czynienia tego, co powie Twój Syn Jezus (por. J 2,5), dając Kościołowi i światu radosne świadectwo życia natchnionego Ewangelią.

Bądź błogosławiona Ty nade wszystko, Służebnico Pańska, która najpełniej jesteś posłuszna temu Bożemu wezwaniu! Bądź pozdrowiona Ty, która jesteś cała zjednoczona z odkupieńczym poświęceniem Twojego Syna! Matko Kościoła, przyświecaj Ludowi Bożemu na drogach wiary, nadziei i miłości! Pomóż nam żyć całą prawdą Chrystusowego poświęcenia za całą rodzinę ludzką w świecie współczesnym.

Zawierzając Ci, o Matko, świat, wszystkich ludzi i wszystkie ludy, zawierzamy Ci także samo to poświęcenie za świat, składając je w Twym macierzyńskim Sercu.

O Serce Niepokalane! Pomóż nam przezwyciężyć grozę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości!

Od głodu i wojny – wybaw nas!

Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny – wybaw nas!

Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania – wybaw nas!

Od nienawiści i podeptania godności dziecka Bożego – wybaw nas!

Od wszelkich rodzajów niesprawiedliwości w życiu społecznym, państwowym i międzynarodowym – wybaw nas!

Od deptania Bożych przykazań – wybaw nas!

Od usiłowań zadeptania samej prawdy o Bogu w sercach ludzkich – wybaw nas!

Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu – wybaw nas! Wybaw nas!

Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi, nabrzmiałe cierpieniem całych społeczeństw! Niech jeszcze raz objawi się w dziejach świata nieskończona potęga Miłości miłosiernej! Niech powstrzyma zło! Niech przetworzy sumienia! Niech w Sercu Niepokalanym odsłoni się dla wszystkich światło nadziei!”1.

W 1985 roku nad światem zawisło widmo globalnego konfliktu nuklearnego. Czy udałoby się go uniknąć, gdyby Jan Paweł II nie wykonał polecenia Matki Bożej?

Przypomnijmy historię objawień w Kibeho w Rwandzie, które miały miejsce w latach ­1981-1989. Matka Boża płakała tam 15 sierpnia 1982 roku, ubolewając nad tym, że ludzie nie wierzą w Jej Syna, że mają zatwardziałe serca. Skarżyła się na nasze złe zachowanie, które charakteryzuje rozwiązłość obyczajów, upodobanie do zła, ciągły brak posłuchu dla przykazań Bożych. Matka Słowa – tak przedstawiła się widzącym – ukazała im straszliwą przyszłość: śmiertelne walki, strumienie krwi, otwartą przepaść i stosy ciał... Rok później powiedziała: „Świat jest krwiożerczy (...), grzechy są liczniejsze niż krople wody w morzu (...) Świat biegnie ku zgubie...”.

 

Maryja w Kibeho przyszła jako matka, która słucha swoich dzieci, radzi im, poucza, a kiedy trzeba, nawet karze... 5 sierpnia 1982 roku przekazała przez wizjonerkę wstrząsające słowa: „Mówię do was, ale nie słuchacie. Chcę was podźwignąć, a wciąż nie chcecie wstać. Wołam was, a udajecie głuchych. Kiedy zaczniecie czynić to, o co was proszę? Jesteście obojętni na wszystkie Moje wezwania. Kiedy zaczniecie interesować się tym, co pragnę wam powiedzieć? Daję wam wiele znaków, a ciągle nie wierzycie. Jak długo jeszcze będziecie głusi na Moje wezwania?”.

Matka Boża mówiła także, że świat jest chory, że ludzie muszą dużo się modlić za świat i żałować za grzechy. Często prosiła: „Obudźcie się, wstańcie, obmyjcie się i bądźcie czujni”.

Od objawień Maryi w Kibeho nie minęło wiele czasu, a my już przekonaliśmy się, że przepowiednie dane trzem prostym dziewczętom spełniają się. W latach 1990-1994 w Rwandzie doszło do straszliwej wojny domowej. Dwa plemiona: Hutu i Tutsi, wypowiedziały sobie wojnę, w wyniku której zginęło ponad milion osób. Przez kraj płynęła rzeka krwi, wszędzie piętrzyły się stosy ludzkich ciał. Podpalano kościoły, grabiono, co się dało... Niewielu pamiętało słowa Maryi wypowiedziane właśnie w tym kraju, w Kibeho. Matka Słowa zapowiedziała, że jeżeli ludzie się nie nawrócą, to w Rwandzie przez trzy dni i trzy noce będą panowały ciemności i że ocaleją ci, którzy będą wtedy mieć w swoich domach poświęcone i zapalone świece. Tak też się stało. Zapowiedziane przez Matkę Bożą ciemności terroru wojennego trwały od kwietnia do lipca 1994 roku. Ocaleli ci, którzy zapamiętali słowa Matki i wypełnili je...

Jeszcze rok po zakończeniu bratobójczej wojny – w 1995 roku – wojska reżimu Tutsi zamordowały w świątyni w Kibeho około trzy tysiące ludzi z plemienia Hutu. Była to zemsta za zbrodnie popełnione przez Hutu w czasie wojny domowej.


MATKA BOŻA Z NIŻANKOWIC

Jak widać, Matka Boża nie rzuca słów na wiatr...

Matka Boża na Ukrainie zapłakała całkiem niedawno, bo w 2005 roku. A działo się to w miejscu bardzo związanym z Fatimą, gdzie od kilku lat prowadzone są nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca, o które tak prosiła Maryja. Nie padły tam z Jej ust żadne słowa, były tylko łzy... Może uznała, że to, co miała powiedzieć swym dzieciom, już powiedziała. Teraz przyszła płacząca...

W październiku 1917 roku kilkadziesiąt tysięcy osób było świadkami cudu Słońca w Fatimie. Ten cud w Niżankowicach został powtórzony przynajmniej trzykrotnie. Maryja po raz kolejny dała znak swojej obecności... Jakby chciała powiedzieć, że Fatima wciąż jest aktualna, Jej orędzie ważne, że historia znów może zatoczyć koło, a wszystko mamy w swoich rękach...

W swej cudownej figurze Matka Boża wciąż stoi w małym kościółku zaraz za granicą z Polską i woła o nawrócenie, różaniec i post. Wciąż przypomina, że tylko w ten sposób możemy uratować świat przed kolejną wojną, przed zagładą. A po ostatnich wydarzeniach widać wyraźnie, że jesteśmy od niej niemal o krok.


Łzy Maryi tak poruszają, że postanowiliśmy wyruszyć z Krakowa, aby zbadać ich historię, poznać świadków i zebrać relacje. Okazało się, że kustoszem sanktuarium, gdzie znajduje się figurka Matki Bożej, która płakała, jest znajomy kapłan – ksiądz Jacek Waligóra. Napisaliśmy więc maila z zapytaniem i niemal natychmiast otrzymaliśmy odpowiedź: „Przyjeżdżajcie”.

Szukaliśmy w internecie wiadomości na temat Niżankowic, łez Matki Bożej i kościoła. Niestety, nie ma ich za dużo. Znaleźliśmy informację, że ksiądz żyje tam w bardzo trudnych warunkach i nie ma co liczyć na to, że po przekroczeniu granicy z Ukrainą uda się nam zjeść coś normalnego. Były też ostrzeżenia przed dziurami w drodze...

Zdecydowaliśmy się jednak na wyjazd. Wcześnie rano trzyosobową ekipą wyruszyliśmy na Ukrainę. O samej drodze Henryk Bejda opublikował fantastyczny felieton w Tygodniku Rodzin Katolickich „Źródło”. Oto on:

Przygody człowieka wierzącego

Ni ma jak... Ukraina

Jeśli marzycie o tym, żeby przejechać się najgorszymi drogami w Europie – jedźcie na Ukrainę. Większość dróg przypomina tam bowiem dojrzały ser szwajcarski. Aż dziw bierze, że nie są płatne, boć to przecie doskonały tor testowy, wymarzony sprawdzian zarówno dla auta, jak i dla kierowcy. No bo jeśli ktoś – tak jak nasz „kierownik” Mietek – przejedzie nimi ponad 50 kilometrów, z prędkością kilku lub kilkunastu kilometrów na godzinę, autem o niskim zawieszeniu, jeśli nie złamie przy tym żadnej osi, nie uszkodzi koła, nie „zejdzie” na zawał lub z wściekłości nie pokąsa pasażera (zwłaszcza takiego, który kazał mu po takiej szosie jechać), może uważać się za prawdziwego gieroja – mistrza kierownicy i władcę... własnej psychiki.

Jadąc z Krakowa do granicy w Krościenku, nie spodziewaliśmy się zresztą aż takich atrakcji. Zabawa zaczęła się dopiero tuż po jej przekroczeniu. Zaniemówiliśmy z wrażenia. Dziura na dziurze i dziurą pogania. Wielkie jak leje po bombach (pozostałości po wojnie?) i mniejsze o głębokości, bagatela! jakichś dwudziestu centymetrów. Wydziergane wzdłuż i w poprzek, w kółeczka i krateczkę. Zastanawialiśmy się, komu i czemu one służą. Czy są po to, żeby nikt za szybko z granicy nie uciekł? A może to jakieś przeciwczołgowe zapory, żeby wróg nie wdarł się zbyt szybko w głąb płynącego mlekiem i miodem kraju? Efekty zaniedbań w kraju Euro2012 toż to być przecie nie mogły. Po kilometrze takiej „drogi przez mękę” Mietek (nasz „kierownik”) – który już zdążył utrudzić się „syczeniem” i utyskiwaniem po każdym podskoku – oświadczył, że już więcej tu nie przyjedzie. Za żadne skarby! Nie i już!


Po co? Gdzie? Do kogo jechaliśmy? Do Matki Bożej oczywiście! Do Niżankowic – dawnego Krasnopola, maleńkiego miasteczka leżącego o rzut beretem, 13 kilometrów od centrum Przemyśla (niestety, komunikacyjny szlak z tego grodu wciąż zagradza granica i wykopany w poprzek rów). Ot, odbyliśmy taką służbowo-pielgrzymkową podróż. Porozmawialiśmy z niezwykle sympatycznym i serdecznym ks. Jackiem – niżankowickim kustoszem i pasterzem 13 katolickich „owieczek”, wysłuchaliśmy kogo trzeba było, obejrzeliśmy wciąż odbudowywane i upiększane przez Księdza sanktuarium – świątynię, w której za komuny był spichlerz, a potem śmietnisko – pomodliliśmy się, a przede wszystkim zobaczyliśmy Ją – Matkę Bożą. Tę, która płakała. Przywiezioną dawno temu z Częstochowy niewielką figurkę Maryi, z której oczu popłynęły prawdziwe łzy. Płakała tu zresztą nieraz. Dlaczego te łzy? – do dziś pyta chyba każdy, kto tu zawita. Dużo by o tym mówić. Bo dlaczego matka płacze? Kiedy jej ukochanym dzieciom źle się dzieje albo kiedy same schodzą na manowce. To chyba najważniejsze, a zarazem najbardziej filozoficzno-dyplomatyczne wyjaśnienie. Można też bardziej konkretnie. Może to przez plagę aborcji? – zastanawiał się przepytujący nas w drodze powrotnej pobożny polski celnik. Może...


Wracając do Polski, tuż przed granicą, zobaczyłem krowę. Nie było to nic osobliwego, bo paradujący drogami tam i nazad domowy inwentarz to częsty na Ukrainie obrazek. No, ale ta mućka była inna. Symptomatyczna! Stała na środku drogi (choć trudno powiedzieć gdzie jest środek, kiedy wszędzie jest właściwie pobocze!) i raz po raz schylając łeb chłeptała wodę z największego „leja”. I wtedy mnie olśniło. Jak pomysłowego Dobromira. Eureka! Już wiedziałem o co chodzi! Podczas budowy ukraińskich dróg wdrożono nowatorski pomysł agronomiczny – wydłubano w nich... poidła dla domowej gadziny. A ja, głupi, w swojej naiwności myślałem, że to zwykłe... dziury. Co więcej – po powrocie do domu dokonałem jeszcze jednego odkrycia. Lingwistycznego. Wiecie jak jest po ukraińsku kałuża? Basiejn. Basen? Ta joj!


No i tak, pielgrzymując do Niżankowic „wpisaliśmy” się w rzeszę pątników, którzy tam dziś – nie zważając na granicę, na prowadzące tam prawdziwie „krzyżowe drogi” – co roku zdążają. Było warto. I na pewno jeszcze tam wrócimy. Z Mietkiem oczywiście!2.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?